Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Karmienie z butelki? Proszę bardzo, samoobsługa.

sob, 17 lip 2010 · Opublikowane w Podpatrzone, przeczytane

Kiedy na świat przychodzi nasza mniejsza wersja w proporcjach 50% na 50% tatusia i mamusi, nagle się okazuje, że człowiek jest w stanie wywiązywać się z zadań, które wcześniej wydawały mu się niewykonalne. Do tego doba w cudowny sposób potrafi się rozciągnąć i pomieścić wszelkie nowości.

Co zajmuje na początku najwięcej czasu? Oczywiście karmienie. Robimy za permanentne dojarki, całodobowy bar mleczny niezależnie od tego, czy karmimy piersią, czy z butelki. Z jednym dzieckiem nie jest to proste, ale sprawy naprawdę się komplikują, kiedy trzeba obsłużyć dwoje. Na raz.

Potrzeba matką wynalazków. Pewna osoba znana mi z Blipa – też matka bliźniąt – zarekomendowała mi taką oto pomysłową butelkę.

Cóż to jest? Ano taki gadżet, który umożliwia niemowlęciu jedzenie  lub picie samodzielne.  Jak to działa? Sami zobaczcie.

Ciekawa sprawa, no nie? Młody doi, a my w tym czasie przygotowujemy do karmienia drugiego nosiciela naszych genów.

Jeśli ktoś chce, może się obyć również bez rurki i korzystać z takiej butelki, jak Pan Bóg przykazał. Problem przy bliźniakach jest jednak taki, że obie ręce ma się zajęte przez butelki. W przypadku tego rozwiązania ręce są wolne, dzieciarnia wsuwa, a my możemy na przykład przygotować pieluchy do zmiany. Dodatkowe zaoszczędzone minuty – bezcenne.

Według owej mamy bliźniaków zaleta tego rozwiązania jest jeszcze taka, że dzieci szybko przyzwyczajają się do samodzielnego radzenia sobie z butelką, a w dalszej kolejności do samodzielnego picia.

Wad widzę kilka. Po pierwsze smoczki „firmowe” są twarde i dzieci mogą ich nie akceptować. Mama bliźniąt wymieniła je na inne i donosi, że powinny pasować wszystkie „smoczki wąskie”. Nie dopytałam, co miała na myśli, ale podejrzewam, że chodzi o smoczki o niezbyt szerokiej podstawie. Szerokie są np. Avent, a wąskie chyba Nuk, ale głowy nie dam. Trzeba więc sobie smoki na wszelki wypadek skompletować.

Druga sprawa – karmienie jest bardzo wygodne, ale dziecko powinno być  pozycji półsiedzącej, czyli np. w foteliku samochodowym. Generalnie ortopedzi są zdania, że im mniej fotelika w wieku wczesnoniemowlęcym, tym lepiej, bo kręgosłup bobasa nie jest jeszcze przystosowany do takich wyzwań. A karmimy od kilku do kilkunastu razy dziennie i zabiera to zazwyczaj znacznie więcej niż pięć minut czasu.

Trzecia rzecz to cena. Butelka kosztuje 50 zł bez grosza. Co prawda moja rozmówczyni przekonuje, że warta jest każdej ceny, bo niezwykle ułatwiła jej życie, ale  jednak kupno dwóch butelek i dwóch na zmianę (zawsze warto mieć zapasową butelkę), to wydatek rzędu dwóch stów. Drogo.

Tak czy inaczej uznaję butlę za interesującą. Ciekawa jestem, czy ktoś z Was wypróbował to ustrojstwo i w ogóle, jak Wam się taki pomysł podoba :)

12 odpowiedzi odnośnie posta “Karmienie z butelki? Proszę bardzo, samoobsługa.”

  1. Jak to dobrze wejść czasami na Twój blog, można się nowych rzeczy nauczyć. Nie próbowałam takiej butelki, bo nie wiedziałam, że takowa w ogóle istnieje, ale pomysł wydaje mi się wypasiony. Jednak wydatek nawet przy jednym dziecku 100 złotych nie za bardzo do mnie przemawia (faktycznie, dwie butle trzeba mieć).
    Swoją drogą jestem ciekawa, dlaczego trzeba w pozycji półsiedzącej? Mój młody ciągnie normalną butlę na leżąco, dlaczego z tej by nie mógł?

  2. tafranca pisze:

    Może dlatego, że inaczej nie poleci? Nie wiem, ale taka samoobsługa czasem pewnie może być zbawienna ;-) A dzieciak nie łyka zbyt dużo powietrza? I nie ma problemów z zakrztuszeniem się?

  3. duszka84 pisze:

    Dobra, wszystko fajnie,ale mam nadzieję, że taka samoobsługa jest tylko dopełnieniem „normalnego” karmienia (wszystko jedno czy-cycem czy klasyczną butlą). Trzeba pamiętać, że karmienie to nie tylko dostarczanie dziecku porcji mleka,ale też porcji naszego ciepła, czułości i fizycznej bliskości. A tego dziudziule potrzebują tak samo jak mlika.

  4. Piorko pisze:

    E tam – moje blixniaki -dzisiaj 11-letnie wlasnymi piersiami wykarmilam – bez takiego ustrojstwa. Krotki czas dokarmialam oboje, potem tylko jednego, a jak skonczyly pol roku to jeden przestawil sie na butle w 100% a drugi na cyca w 100 % i bylo git.

  5. Donoszę, iż NUK ma i wąskie, i szerokie :) Pomysł zacny, nie powiem, tym bardziej, że ja zmuszona byłam ostatnio do uskutecznienia samodzielnego karmienia w leżaczku – dziecię zostało obłożone tetrami, butla zamocowana i nie do ruszenia, a sama stałam przed lustrem i uskuteczniałam wyjściową twarz. Dziecię by pod moimi nogami. No niestety, wyjść pilnie musiałam, a chociaż dziecię jadło niedawno, to zażyczyło sobie dokładki – a ja karmiąc (małż w pracy był) za nic bym nie zdążyła.
    A propos karmienia tak ogólnie – ostatni w ogóle, w te upały, dziewczę karmione jest w dzień w leżaczku, tylko w nocy w ramionach mych. Jest taki skwar, że za dnia na rękach mych karmiona dostaje małpiego rozumu, w nosie ma tulenie. Ja zresztą też. Za to odkryłam, że gdy ją karmię i sama jem, to jej się to szalenie podoba :lol:

  6. milenaw pisze:

    hmm… pierwsze wrażenie: Ale bajer!!! Ale ktoś miał pomysł fajny! itd.itp. Ale gdy tak się zastanowie,to już mi się nie podoba! Ja mam jedynaczke,karmie piersią i póki co,jeszcze nie użyłam butelki… więc prawa głosu jakby nie mam! Ale tak sobie myśle,że bardzo ważne dla dziecka jest bycie tak blisko mamy czy tatusia w trakcie karmienia,gdy mały niuniek słyszy bicie serca rodzica i ogólnie czuje go! To jest czas,kiedy dzidziuś na prawde jest taaak blisko nas i czuje się kochane i bezpieczne! Poza tym zastanawiam się czy taka butelka jest bezpieczna? Chociaż… W sumie… pewnie taką butelką to i tak będzie się karmiło dziecię od czasu do czasu,więc dla wygody i zaoszczędzenia czasu można mieć taką butelkę ;) Ale za drogo zdecydowanie! Brawo dla wynalazcy ;)

  7. Marlenica pisze:

    Ja coś nie bardzo jestem na tak :( ma m uraz, po kłopotach Młodej z bączorami – dziecko nie może łykać powietrza. A tu, zanim zaciągnie przez rurkę, klęska gwarantowana. I te 50 złotych…………….
    @blogging skylark, @tafranca
    pozycja półsiedząca jest po to aby dziecko się nie zakrztusiło podczas konsumpcji, co jest szczególnie istotne przy żarłocznych egzemplarzach :)

  8. Popieram Marlenicę – ta półsiedząca pozycja jest jakby przedłużeniem naturalnej pozycji do karmienia. Karmiąc piersią czy zwykłą butelką trzymamy dziecko na jednym przedramieniu, a główkę unosimy nieco wyżej. Nigdy nie trzymamy na płasko, chyba że młode śpi sobie z nami, a w nocy podczas pory karmienia po prostu wystawiamy cyc zza koszulki, trzymamy młodemu przed nosem i dzieć się sam obsłuża :)

    No i tak, też mnie zastanawiała ta kwestia dawania ciepła. W karmieniu piersią czy sztucznym, ale zwykłą butelką chodzi też o dotyk, bliskość ciała mamy, jej zapach itp. To są bardzo ważne aspekty karmienia. Zastanawiam się, czy oszczędność czasu jest tego warta. No, ale póki jestem w trójpaku, to tego nie wiem. Sprawdzimy w praniu.

  9. Bliskośc, dawanie ciepła… No tak, do około piątego miesiąca. Potem Młody tak strasznie zaczął się wiercić, że miałam ochotę połamać mu kończyny, jak jadł u mnie na rękach (od 3 miesiąca karmiony sztucznie). Karmienie wywoływało u mnie li tylko i wyłącznie frustrację, a jedynym sposobem na poradzenie sobie z nią było przesadzenie go do leżaczka, co też uczyniłam. Może gdybym karmiła piersią, byłoby inaczej, ale z butlą przesadziłam go do leżaczka bez żalu. Teraz jest karmiony bez mojej bliskości, której jednak nie żałuję mu przez cały pozostały dzień. Wyszłam z założenia, że lepiej spokojne karmienie z dala ode mnie niż nerwowa szarpanina na moich rękach.

  10. Jasna sprawa. Zwróć jednak uwagę, ile miał, jak go przesadziłaś – 5 miesięcy to naprawdę zaawansowany wiek :) Kręgosłup już wiele zdążył się nauczyć i niejedno dziecko w tym wieku samodzielnie siedzi. To zupełnie co innego niż przesadzanie do fotelika praktycznie od początku.
    I – jak zawsze – trzeba znaleźć złoty środek i dogadać się z potomkiem. Nie chce przytulania,to nie, nic na siłę :)

  11. A propos leżaczka jeszcze – moje Dziewczę czasem ulewa dość mocno, więc pediatra zaleciła mi karmienie w bardziej pionowej pozycji, np. w leżaczku – i faktycznie, mała mniej uleje.

  12. lojcia pisze:

    mnie tylko zastanawia kwestia higieny tego ustrojstwa? jak to myc? rurka jest cienka i dluga, a mleko jest tluste i zostawia osad. Nie wierze, ze tylko plukanie jakims plynem czy goraca woda to rozpuszcza. W perspektywie latwo o rozwoj bakterii czy innych paskudztw. Jak ktos znalazl patent, to prosze sie nim podzielic, moje kubki niekapki beda wdzieczne :)

A Ty co myślisz?