Mustela Spray Protecteur – psik na słońce
Lato nas nie rozpieszcza. Tu jakieś powodzie, potem upały, teraz znowu z nieba leje się strumieniami. Tak czy siak lato trwa, a skoro trwa, to w dalszym ciągu mamy szansę pobrykać tu i ówdzie, zażyć kąpieli nie tylko wodnych, ale i słonecznych. A potomstwo razem z nami. I warto by było czymś dziatwę wysmarować, żeby nam się nie zjarała jak grzanka w zepsutym tosterze. Ostatnio dostaliśmy takie coś:
Zdjęcie produkcji własnej na nieśmiertelnym różowym stoliku.
Cóż to jest? Mustela Spray Protecteur to krem – właściwie bloker – SPF 50+ w sprayu. To znaczy w takim psik-psik, atomizerze. Do skóry delikatnej i wrażliwej, przetestowany na wszelkie możliwe sposoby, wiadomo. Miałam kiedyś krem z filtrem SPF 50 Musteli, taki klasyczny, w tubce i mam porównanie.
Moim zdaniem spray wygrywa w cuglach. O niebo lepiej rozprowadza się na skórze, o niebo lepiej i szybciej wchłania. Zostawia białawe ślady na skórze – jak to bloker – ale i tak mniejsze niż w przypadku kremu w tubce. Nie tłuści ubrania, nie brudzi.
Czy jest wydajny? Trudno powiedzieć. Do wysmarowania ręki dwulatka od palców po pachę wystarczy jedno psiknięcie, czyli niewiele. Na twarz tak samo i jeszcze jest za dużo. Ale ile psiknięć mamy w zestawie? Bladego pojęcia nie mam. Za krótko używamy, żeby można było coś konkretnego powiedzieć.
Czy chroni? Oczywiście, że chroni. Młoda jest już co prawda opalona, ale posmarowana tym kremem wraca, jak była, czyli słońce faktycznie trzymane jest w ryzach. Może jeszcze będzie szansa wypróbować na maluchach. Wrzesień może być ładny. Choć jak znam życie, właśnie na złość nie będzie. Spray nadaje się dla malutkich dzieci.
Jedna uwaga. Przy smarowaniu twarzy nie psikam od razu na twarz, tylko najpierw sobie na rękę, a potem to, co na ręce, rozsmarowuję na pyszczydle. Nie ma wielkiego „rozrzutu”, ale może to być dla dziecka średnio przyjemne.
Czy polecam? Gorąco polecam. Pewnie kosztuje nieludzkie pieniądze, jak to Mustela, ale moim zdaniem warto zainwestować. I komfort, i ochrona.
Podsumowanie:
Producent: Mustela; Nazwa: Spray Protecteur SPF 50+ UVA, UVB
Ocena w skali 1 do 6 – 5. Niewiele wiem na temat wydajności, a cena też konkretna, stąd 5 a nie 6. Poza tym – absolutnie bez zastrzeżeń.

Ja też uwielbiam Mustelę – chociaż nie miałam tyle szczęścia, żeby dostawać kosmetyki w prezencie, ale z chęcią wydawałam na nie spore pieniądze, bo wiedziałam, że żadna krzywda się po nich mojej latorośli nie stanie.
pozdrawiam
Kilka dni temu całkiem przypadkiem trafiłam na Twojego bloga i nie mogę się oderwać – jest naprawdę świetny. Mam tylko nadzieję, że po „rozpakowaniu” znajdziesz jeszcze czas na pisanie
Dzięki! Postaram się oczywiście i wcale nie zamierzam rezygnować z pisania, wprost przeciwnie – przecież będzie się tyle działo
Jakoś to zrobię, żeby blog nie ucierpiał. Jeszcze nie wiem jak, ale na pewno na coś wpadnę