Ulubione rodzica słowo  na „k”? Nie kaszka i nie włoski odpowiednik zakrętu tudzież określenie pani wykonującej najstarszy zawód świata, tylko kupa. Dobra kupa nie jest zła. W kupie raźniej (ekhm, zależy w jakiej), kupy nikt nie ruszy. O pardon, ruszy. Ruszy kupę rodzic. Nie tylko ruszy, ale i zanalizuje, wczyta się w nią, jakby wróżył z fusów, wydobędzie prawdę z substancji pachnącej inaczej. Pamiętacie, jak kosmici komunikowali się z ludźmi w „Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia”? Za pomocą muzyki. Hehe, myśleliście, że napiszę, że za pomocą kupy? Nie no, tak źle nie było :) Kupa pełni jednak rolę języka między rodzicem a niemowlęciem.

Nie ma co, kupa jest niezwykle ważna. Widać to głównie po lawinie pytań w stylu „zielona kupa, ratunku, co robić??” Dziś więc rozmówki niemowlęco-rodzicielskie w języku kupnym… kupowym?… Jak zwał, tak zwał.

Premiera następuje po porodzie i do niej dziecko przygotowuje się pracowicie przez część ciąży. Od paru miesięcy (!!) pracowicie odkłada w jelitach produkty przemiany materii (pochodzące głównie z połykanego płynu owodniowego), by w pierwszej lub drugiej dobie po porodzie pokazać światu, co też udało się mu wykombinować. Efekt pracy jelit zwany jest smółką. Smółka – żeby was to nie przestraszyło – najczęściej jest brązowo-zielona. Pierwsza zielona kupa. I jest dość rzadka. I czasem trzeba uważać, żeby nie stanąć na linii strzału. Ja stanęłam. Nie wiedziałam potem, kogo ratować najpierw, siebie czy dziecko (szafkę i przewijak litościwie pominę). Smółka z upływem czasu traci na kolorze, aż w końcu przybiera postać rozlazłej jajecznicy.

W ogóle trzeba pamiętać o tym, że kupa niemowlęcia karmionego piersią wygląda zupełnie inaczej niż tego, które karmimy mlekiem modyfikowanym. Kupa „piersiowa” jest rzadka. Wygląda, jakby dziecko miało rozwolnienie. Mogą w niej się znajdować niestrawione części pokarmu – wygląda to jak rozlazły twarożek zmieszany z musztardą (ktoś w tej chwili je? Bo ja zagryzam jabłuszkiem, hehe). Kolor tej kupy jest bardzo różny, ale najczęściej taki właśnie musztardowy, żółtawy. Znacie odcień – pardon – typu „gówno z żółtkiem”? No to właśnie jest ten. Taka kupa często w większej części wsiąka w pieluchę, a pojawia się na początku nawet kilkanaście razy dziennie, czyli po każdym karmieniu. Stopniowo częstotliwość się zmniejsza.

Kupa „modyfikowana” bardziej przypomina klasyczne kupsko. W konsystencji jest twardsza i wydaje charakterystyczny kupny zapaszek. Kupa „piersiowa” nie śmierdzi (to było jedno z moich pierwszych poporodowych odkryć), natomiast kupa „modyfikowana” i owszem. Kupa „modyfikowana” pojawia się rzadziej. Bywa, że nawet raz na kilka dni. Czy wszczynać alarm? Nie, jeśli wyglądem nie przypomina twardych kozich bobków. Jeśli jest miękka, to nie ma zatwardzenia. Po prostu ten typ tak ma.

Kupa zmienia się, jeśli zaczynamy rozszerzać dietę. „Piersiowa” ciemnieje, twardnieje i upodabnia się do „modyfikowanej”. No i zapodaje. Czasem potężnie.

Skoro kupa „piersiowa” jest w swojej istocie rzadka, to kiedy powinna niepokoić? Jeśli jest wyraźnie wodnista, jeśli dziecko potrafi nią strzelić czasem na duże odległości (żebyście widzieli moją ścianę…), jeśli jest zielona i ma przykry zapach, taki jakby kwaśny, sfermentowany. Niepokojące jest też, jeśli towarzyszy jej śluz, krew lub ropa. Z taką kupą trzeba się udać do lekarza. To znaczy z jej wytwórcą.

O czym świadczy taka zielona kupa? Najczęściej o nietolerancji na jakiś składnik odżywczy. Nie zawsze trzeba rwać włosy z głowy i bić na alarm, ale lekceważyć zjawiska nie można. Lepiej chuchać na zimne. Jeśli kupa nie zmienia wyglądu jakoś spektakularnie, ale młody ma gorączkę lub, mówiąc brzydko, rzyga, to też warto się przejść.

Trzeba jednak pamiętać, że wygląd kupy mogą zmieniać farmaceutyki lub niektóre pokarmy. Po żelazie kupa może być nawet czarna. I może pojawiać się rzadziej. Po buraczkach podbarwiona na bordowo. Po szpinaku na zielono. Po marchewce na pomarańczowo-czerwono.

Dlatego ważne jest, żeby nowości w diecie wprowadzać stopniowo, nie na hura. Będzie wtedy łatwiej wytropić ewentualnego żywnościowego agresora i szybko wyeliminować z diety. Nie znaczy to oczywiście, że dziecko już zawsze będzie na coś uczulone. Skąd. Widocznie na tym etapie nie jest jeszcze gotowe na przyswojenie nowego pożywienia.

A zatem, rodzicu drogi, kupa twoim przyjacielem. Doglądaj i dbaj o nią jak o najcenniejsze relacje międzyludzkie. Zobaczysz, ile te niekoniecznie „twarde dowody” potrafią mieć do powiedzenia.

UWAGA! Jeszcze tylko w sobotę i niedzielę można zgłaszać propozycje na konkurs z nagrodą w postaci laktatora. W poniedziałek ogłoszenie wyników.

Tagi:  
Share →

5 komentarzy do Nasza szanowna kupa. Niekoniecznie zielona

  1. milenaw pisze:

    Tak,tak kupa moim przyjacielem ;) Kupa mojego dziecka! Im żółciejsza tym większy mój uśmiech ;) Raz była zielona,utrzymywała się ok.tygodnia-ale nie byłyśmy u lekarza- po prostu wiem z jakiego powodu- mamusia sobie za dużo pozwoliła i zjadła co nie co! Eh…. :/ Sama sobie plułam w brode! Od tamtej pory są same żółte kupki,a ja już powoli zaczynam jeść wszystko! Oprócz grochówy rzecz jasna! ;)
    (a karmie piersią- rzecz jasna! ;) ) )

  2. marta2801 pisze:

    kurcze..a moja pieknota robi zielone kupki takie ciapkowate odkad zaczelam jej podawac nutramigen, teraz zmienilam na bebilon pepti i dalej jest to samo:( do tego jeszcze bol przy oddawaniu gazow:( poza tym zero powodow do niepokoju..eh ciezkie mam te macierzynstwo (mala byla b.powaznie chora zaraz po urodzeniu a teraz ma 3miesiace)

  3. Marlenica pisze:

    Ja karmię piersią, ale Młoda też miała problemy z wypróżnianiem i bączorami. Cudnym rozwiązaniem okazał się Infacol – teraz mam zupełnie inne dziecko :) Kupsztyle są częściej i lepszej jakości, a Młoda jest o wiele spokojniejsza (kolorytu?) ;p Może spróbuj :)

  4. Marlenica pisze:

    *koloryt odnośnie kupy, nie dziecka, ona nie zmieniła zabarwienie ;)

  5. milena pisze:

    Ja ostatnio odkryłam bardzo dobry lek na biegunkę-Enterol.Sama wielokrotnie juz nie wiedziałam co podawac kiedy pojawiała sie biegunka,najgorzej ze tak naprawde nie wiedzielismy od czego sie wzieła.
    Tak tez było kiedy wyjezdaliśmy i wystraczyło tylko zmienić wode…
    Dlatego własnie jesli chodzi o mnie to z tym lekiem teraz sie nie rozstaje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>