Pani Wiesia od ściereczki
Prawdę mówiąc nie mam pojęcia, czy nazywa się Wiesia. Może Krysia albo Ania. Imię salowej pozostaje dla mnie tajemnicą. Parę słów jednak na jej temat skrobnę, bo pamięć ludzka ułomna jest – zwłaszcza moja – a szkoda byłoby odstawić w szybki niebyt świadomościowy taki uroczy szpitalny folklor.
Pani Wiesia – zostańmy przy Wiesi – warta zapamiętania jest. Z racji optymizmu zupełnie niezależnego od okoliczności przyrody. Bez względu na to, czy Wiesia dzierży ścierę (a potrafi to czynić godnie) czy roznosi śniadanie (a robi to z prawdziwą gracją), jej lico rozjaśnia uśmiech, a oczy rzucają iście diabelskie iskierki. Uwielbiam babę, ot co.
Jak Wiesia wygląda? Na oko lat siedemdziesiąt, siwy włos ukształtowany przez trwałą ondulację, na nosie lenonki (sic!), figura wskazująca na to, że odchudzanie nie jest jej priorytetem życiowym. Taki – pardon – starszy pączuś.
Panią Wiesię doceniam też za naprawdę rzadkie – przynajmniej wśród salowych – poczucie humoru.
Wlokę ja się powoli, kierunek – kibelki, które są drastycznie oddalone od mojej sali. Pani Wiesia myje podłogę na korytarzu, a mopem steruje prawie tak zgrabnie jak Rembrandt pędzlem.
- To może ja przelecę? – mówię. – Lotem koszącym na przykład?
- Jeśli tylko pani może, to ja nie mam nic przeciwko temu, żeby taki niecodzienny widok zobaczyć.
Jak Boga kocham, dla niej mogłabym się postarać. Inna wersja. Znów do kibla zmierzam, człapu-człap, noga za nogą.
- Jeśli pani myśli o lataniu – mówi do mnie Wiesia zgrabnie omijająca ścierą drzwi (ściera większa od niej niemal) – to obawiam się, że loty wzbronione. Poza tym nie wiem, czy jest pani we właściwym korytarzu powietrznym.
Na Swaroga, mało nie zlałam się po drodze. Pani Wiesia w okolicy śniadaniowo-obiadowo-kolacyjnej przedzieżguje (Jezu, ale wyraz) się w inny fartuch i roznosi posiłki. Wchodzi więc do naszej sali i pyta:
- Panie sobie życzą?…
- Jeśli o mnie chodzi, to poproszę kawior i szampan – mówię na to.
- Obawiam się, że służba zdrowia nie jest na tym etapie ewolucji – odpowiada Wiesia – ale usilnie pracujemy nad truskawkami w bitej śmietanie. A tym czasem co pani powie na jajko?
Jajko jest na śniadanie cztery razy w tygodniu. W pozostałe dni – biały serek.
- Jajko jak najbardziej – odpowiadam. Czyta pani w moich myślach. Uwielbiam jajka.
Pani Wiesia wchodzi na drugi dzień i oznajmia:
- Panie wiedzą, że dzisiaj serwujemy ulubiony pań posiłek? Tym razem również nie mamy szampana. Ale mamy jajko.
Jak tu nie lubić pani Wiesi? W samą porę ten peanik, bo w szpitalu nastąpiła nieoczekiwana zmiana miejsc i właśnie wylądowałam tam, gdzie od samego początku powinnam się znaleźć, czyli na patologii ciąży. Miejsce się zwolniło. Szlag. I jeszcze drastycznie zaniżam średnią wieku na sali. Żegnajcie przyzwoite prysznice. Żegnaj Wiesiu.
jak to? to jeszcze kiblujesz z szpitalu? oj rety, ale skoro tak bezpieczniej dla dziewuszek to nie ma innej opcji
A wiesz, ten optymizm niezależny od okoliczności przyrody to taki przedwojenny materiał genetyczny. Stalowy i nie do zdarcia. Moje babcie takie były…Niezłomne kobiety. A mnie, wydawałoby się, byle podmuch jest w stanie rozłożyć na łopatki…
Ano jeszcze. A ponieważ znowu dzisiaj dostalam kroplowke, szanse na wyjście przed końcem tygodnia spadły do zera. Ominie mnie finał MŚ, bo tu nie ma telewizora. Chlip.
Ważne żeby dzieciaki były zdrowe
Trzymaj się Słońce.
Proponuje wprosić się do dyżurki lekarskiej na finał MŚ, lub poprosić znajomych, by go nagrali
Masz fory u Wiesi od ściereczki, może ona załatwi jakąś miejscówkę w lokum z TV. Najważniejsze zdrowie Myszek
Kruszyno, pociesz się, że nie widzisz jak Twój małż pije schłodzone pyszne piwko przy meczu…wczoraj mało mnie nie skręciło…tak mi się zachciało piwa…małż zaproponował, że pobiegnie po bezalkoholowe, ale ono ma 0.5%…I miałam dziś dyskusje na ten tema w pracy…wszyscy zgodnie twierdzą, że taka ilość nie może zaszkodzić – alkohol obecny jest np w winegrecie, kapuście, kiszonych ogórkach, czy niektórych sokach owocowych…ale nie mam odwagi spróbować i testować na maluchu.
Tafranca – bezalkoholowa Bavaria (http://www.majex.com.pl/piwo/bavaria-bottle.jpg ) ma 0,0%, a Lech – 0,1%
Bavaria do tego jest naprawdę dobra.
Niech Ci Pan Bog w dzieciach wynagrodzi o stokroc!!!!!!