To się musiało tak skończyć. Media doniosły, że kilkoro wrocławskich dzieci trafiło do szpitala po wizycie na placu zabaw. Diagnoza – bakteria coli, zatrucie czy coś w ten deseń. Zbadano piaskownicę feralnego placu i okazało się, że to prawdziwy koncentrat wszelkiego rodzaju mikrobadziewia z osławioną coli na czele.

Wiem, który to plac, he he. Poznałam. Niedaleko jest przychodnia, do której czasem chodzę. Jest ogrodzony i najeżony tabliczkami, że pieskom i innym kotkom wstęp wzbroniony. Problem polega na tym, że w kotki mają to głęboko. W ich przypadku prawo jest dość trudno wyegzekwować, bo mają zwyczaj chodzić swoimi drogami. Z pieskami sprawa jest inna, bo pieskowi na spacerze zazwyczaj towarzyszy właściciel. I obowiązkiem właściciela jest na swojego pupila baczną uwagę zwracać.

Ten zdominowany przez bakterie plac zabaw ma nieszczęście znajdować się w samym centrum i stanowi – niestety – jedyny teren zielony w jakimś tam szerszym promieniu. Wokół są ulice ze starymi kamienicami pozbawione jakichkolwiek trawników. Ten i ów właściciel, chcąc swemu pupilowi zrobić dobrze lub chcąc uniknąć konieczności zbierania kupy z chodnika, wypuszcza go zapewne na ten plac zabaw. To go oczywiście w najmniejszym stopniu nie usprawiedliwia. Jeśli jest zakaz, trzeba go szanować.

Pańskie pieski i kotki to połowa problemu. Druga połowa to te bezpańskie, nad którymi kontroli nie ma. Nie można niestety przewidzieć, czy wieczorową porą ten i ów się w atrakcyjnym piasku nie odleje.

Dzielnica jest, jaka jest, istnieje więc kwestia elementu ludzkiego, który wyposażony w napoje wyskokowe zalega na ławkach stadnie i – przyjmijmy za pewnik – nie lata szukać toitoia, kiedy mu się pęcherz niebezpiecznie wypełni.

W każdym razie historia pokazuje szerszy problem z naszymi placami zabaw. Piasek, jeśli w ogóle jest wymieniany, to bardzo rzadko. Przykład – plac zabaw w pobliskim mi parku. Park odpicowany w najmniejszym szczególe, zadbany, kubły co dwa metry, a piasek po prostu śmierdzi na kilometr i zawsze się w nim coś nieoczekiwanego znajdzie.

Place zabaw są świetnym miejscem spotkań towarzyskich tak zwanej „dzisiejszej młodzieży”. Młodzież owa nie trudzi się wrzucaniem butelek i puszek do kubłów na śmieci (bo po co?), tylko woli je rozpieprzyć w drobny mak. Widocznie nosi to jakiś walor atrakcyjności, bo zdarza się nader często.

Przestrzeń między ławkami jest szczelnie wypełniona przez niedopałki papierosów i łupki słonecznika. Nie muszę mówić, że właśnie to okazuje się dla dzieci najbardziej interesującym elementem przyrody nieożywionej.

Zmierzam do tego, że jesteśmy narodem flejtuchów nieszanujących tego, co jest oddane do użytku wszystkich. Brudasów bez wyobraźni na dodatek. To niestety spuścizna po dawnym systemie. Państwowe równało się niczyje i nie trzeba było o nie dbać. Ale poszanowanie dla własności wspólnej i w ogóle dla zasad higieny życia społecznego (tak to nazwę) wynosi się z domu. Część ludzi ewidentnie posiada w tej dziedzinie braki wychowawcze.

Część kobiet na położnictwie, gdzie leżałam, nie spuszczała po sobie wody w toalecie, zostawiała zasikaną deskę lub ociapaną krwią. Zostawiały syf w łazience. Regularnie wrzucały do toalety podpaski i wkładki, mimo że gdzie się tylko dało, stało wielkimi wołami, że tego robić nie wolno. Albo miały to w dupie, albo nie umiały czytać.  Kibel się oczywiście zatykał.

Idę o zakład, że dokładnie taki sam stosunek mają do placów zabaw. Nie jej, nie musi się troszczyć, może pieprznąć gdziekolwiek zużyty pampers/opakowanie po serku, soczku lub jogurcie/opakowanie po chrupkach lub paluszkach/niedopałki papierosów. Kto inny posprząta, ona nie musi. Wrzucać do kubła też nie musi. Kto jej każe?

Bezpańskie pieski i kotki nie bez kozery nawiedzają stadnie place zabaw. Tam się po prostu wala mnóstwo żarcia. I przy okazji srają, gdzie popadnie. Czytać przecież nie umieją.

Tagi:  
Share →

5 komentarzy do Psia (lub kocia) kupa i piaskownica

  1. Mam szczęście mieszkać na osiedlu, gdzie panuje względny porządek. Oczywiście nie będę czarować, że z ziemi jeść można, ale jako taka higiena panuje. Butelek rozwalonych nie ma, słonecznika też nie, piasek jest we względnym stanie (żadnych kupek, sików niestety nie widać, ale nic nie śmierdzi). Wiem jednak, że mam wyjątkowe szczęście mieszkać wśród dość porządnych ludzi, bo widziałam w życiu kilka placów zabaw, które nie były nawet w połowie tak zadbane, jak moje. Także dziękuję losowi, że mnie rzucił na tak fajne tereny :)

  2. tafranca pisze:

    czy pocieszę Cię jak napiszę, że niestety takie zachowanie nie jest wyłącznie domeną Polaków? Wywołałam oburzenie pewnej pani z dzieckiem na spacerze: dzieć ok 4 lat rzuca papierek na ulicę na oczach mamy/opiekunki…uprzejmie poinformowana, że 20m dalej jest kosz: stwierdziła, że płaci podatki i jej wolno…oburzyła ją moja odpowiedź, że tylko zwierzęta srają gdzie stoją…i co? i pstro.

  3. kruszyzna pisze:

    Czy czuję się pocieszona? Może troszeczkę. Ale dumna ze swojej nacji nadal nie jestem :)

  4. kyja pisze:

    właśnie ostatnio zastanawiałam się, skąd u wielu Polaków brak poszanowania do wspólnych rzeczy.Właśnie też w kontekście placu zabaw.Chyba rzeczywiście komuna zrobiła swoje, ale przecież dorasta nowe pokolenie, urodzone już po upadku komuny.Chyba wielu ludzi ma rzeczywiście braki w wychowaniu, niestety.Smutne to, ale może chociaż nasze wnuczęta będą mieć czyściej na placach?ostatnio u mnie na topie jest przeżywanie, jak można ukraść z placu zabaw rowerek dla roczniaka, którego rodzic innego dziecka zapomniał zabrać z placu.Mój dzieciaty sąsiad chciał go sobie ukraść z placyku (sąsiedzi i ja z dzieciakami ostatni wychodziliśmy z placyku),żona zwróciła mu uwagę,że to czyjś i ktoś pewnie wróci się po niego, a mąż jej na to,że jak on go nie weźmie(czyli ukradnie) to ktoś inny to zrobi.Noo, szczęka mi opadła-niezły argument sobie wymyślił, tylko po to ,aby przywłaszczyć sobie cudzą własność.Dodam,że trochę już znam tych sąsiadów i nie sądziłam,że sąsiad ma takie zapędy.Dla mnie jest już stracony.

  5. lojcia pisze:

    problem kup w niektorych krajach (w jakich nie bede pisac) rozwiazano w prosty sposob, po prostu zlikwidowano piaskownice, a wszelkie tereny piaszczyste zabetonowali. Nie wiem co lepsze, w kazdym razie dla mnie glupota.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>