Światowy dzień dobroci dla kobiet w ciąży
Ciekawe, czy jest? Jest światowy dzień bez papierosa, bez samochodu, bez stresu. Jest dzień psa i kota, dzień ekologii, dzień pracownika biurowego chyba też, ale jakoś mi umknął dzień kobiety w ciąży. A przydałaby się szeroko zakrojona kampania promująca.
A kobietom w ciąży przydałby się jakiś właśnie taki światowy dzień dobroci. Bo nam się społeczeństwo zaczyna rozbestwiać. Zaczyna się przyzwyczajać do widoku brzuchatych babek. Ciężarówki są podejrzewane o to, że chcą sobie co nieco „wyrwać” na tę ciążę. Specjalnie zaszły, żeby nie stać w kolejkach i siedzieć w tramwajach. Takie sprytne. A reszta przez to ich ciążowe cwaniactwo cierpi.
Moja ostatnia, przedszpitalna sytuacja ze sklepu. Noszę przy sobie tabletki, które muszę koniecznie brać o konkretnych godzinach. Godzina wybija, a ja nie mam czym ich popić, wchodzę więc do supersamu i biorę dwie wody. I dla męża piwo
Szukam kasy z napisem „pierwszeństwo”. Z daleka widzę karteczkę, ale ponieważ jestem krótkowidzem, to muszę podejść i się upewnić, czy to właśnie to. Podchodzę, a tutaj ktoś mnie z tyłu szturcha. Pani po 50-tce zmierzyła mnie wzrokiem, zatrzymała się dłużej na okazałym brzuszysku i raczyła zauważyć:
- Proszę się nie pchać, tu jest kolejka.
A ja chciałam po prostu przeczytać karteczkę, a potem o możliwość przepuszczenia mnie grzecznie poprosić.
Martwi mnie to, że jeśli już chcemy w tej kolejce nie stać (bo nam słabo, ciężko się oddycha, nogi bolą – wiadomo, uroki ciąży), to musimy sobie prawa wydzierać pazurami. Bo jak jednemu i drugiemu nie powiesz jak krowie na rowie, żeby ci miejsca ustąpił, to tego nie zrobi. Do tego dochodzą emerytki nagminnie wpychające się w kolejce w aptece. I walcz tu z trzęsącą się babcią. Ona ci powie, że tu stała i ma w zadzie twój wielki brzuch.
W mediach co roku pojawia się news, jak to mieszczuchy z okazji dnia św. Franciszka przynoszą do kościołów zwierzęta, żeby je ksiądz (franciszkanin) pokropił. Fajna wiadomość, przyciąga uwagę. Mówi się o bezduszności wobec zwierząt – najczęściej latem – trąbi o nieodpowiedzialności rodziców, którzy swoje dzieci zostawiają bez opieki. I słusznie, że się trąbi. Marzy mi się jednak obszerny i poruszający materiał o tym, jak traktowane są kobiety w ciąży i jak się je traktować powinno. Bo jak się ludziom w tym kraju czegoś nie powie, to sami na to nie wpadną.
Ostatnio było na temat traktowania kobiet w ciąży w DD TVN ale jak to w telewizji śniadaniowej: proszę nam opowiedzieć jak traktowano panią Gwiazdę Modelkę Aktorkę jak była w ciąży a my tymczasem zapraszamy na przerwę reklamową, po niej pogoda i jeszcze zajrzymy co nam dziś gotuje Inna Gwiazda.
Nie traktowałam tego jak wydzierania pazurami, po prostu bez oporów recytowałam: „jestem w ciąży i chcę usiąść”, „jestem w ciąży a to jest kasa pierwszeństwa”. Na dobrą wolę nie ma co liczyć, poza tym, każdy ma prawo nie zauważyć :>
i nie prosiłam o ustąpienie miejsca/przepuszczenie w kolejce lecz informowałam o fakcie. Proszenie ustawia hierarchię i zostawia furtkę do odmowy :>
Wredne babcie ignorowałam, szkoda nerwów. Generalnie, podchodziłam do tematu z godnością
Znam jeden sklep w którym w kasie pierwszeństwa kasjerki mierzą dziwnym wzrokiem każdą kobietę a na wieść że ciąża jest i nikt tu nie wyłudza pierwszeństwa krótko kwitują: „przecież nie jest widoczna a obrazek wyraźnie wskazuje na ciążę zaawansowaną”… Hm, ciekawe jak pokazać na obrazku ciążę niezaawansowaną no i chyba istnieje przekonanie że wszelkie dolegliwości ciążowe pojawiają się wraz z widocznym brzuszyskiem- nigdy wcześniej… często nawet sił brakuje żeby komentować.
Była niedawno kampania która wskazywała problemy ciężarówek („najgorsze są te z brzuchami, które pierwsze lecą do wolnych miejsc”) ale spoty leciały krótko i chyba tylko na tvn style;/
Zaraz po dniu kobiet w ciąży powinien być dzień kobiet z małymi dziećmi w wózkach skierowana głównie do kierowców – tych którzy olewają nas przy przejściach dla pieszych oraz tych którzy parkują na chodniku…wrrr
oooo tak, zdecydowanie by się przydała lekcja odnoście kultury i uprzejmości.
ja pamiętam jak w super/hiper markecie podchodziłam do kasy pierszeństwa to ludzie mało mnie wzrokiem nie zabili, choć zdarzało się i tak, że Panie kasjerki same głośno mówiły żeby podejść (a i tak czuć było wszystkie te noże wbijane mi w plecy przez pozostałych sterczycieli kolejki)
a druga sprawa matka z wózkiem i schody! i tu prędziej pomoże mi kobieta wtargać wózek aniżeli facet, króry tylko ze skwaszoną miną próbuje mnie ominąć (choć z reguły zaradna jestem i wolę sama:P)
Ja już chyba odpuściłam. Jestem mało oporna, zwłaszcza teraz (wiadomo, hormony…)na komentarze typu: „W ciąże to zajść umiała, a teraz przywilejów się domaga…”Zaznaczam, że nie mam 15 lat (bliżej mi raczej wieku balzakowskiego
)Byłam ostatni w banku. Stoję z tym swoim siedmiomiesięcznym brzuszyskiem i czterolatkiem u boku w kolejce, nie wymagając nawet, żeby ktokolwiek mnie przepuścił. Dobił mnie widok trzech rosłych mężczyzn siedzących na bankowej kanapie i gapiących się mnie bezczelnie.Jak sądzicie, który wstał, żeby ustąpić mi miejsca? Źle się dzieje w państwie duńskim… (chociaż akurat kraje skandynawskie mają podobna całkiem niezłą opiekę pod tym względem, a pewnie i obywatele kulturalniejsi). Ot, szkoda!Najbardziej przygnębiające jest to dalszy ciąg tego typu przygód czeka nas jako matki z małymi dziećmi. Przecież pod tym względem rodacy tez nas nie rozpieszczają, nie?
Co prawda jeszcze nie jestem Mama, a brzuszek malutki, ale doskonale pamietam kiedy chodzilam o kulach prze kilka ladnych miesiecy. W autobusie nauczylam sie prosic o miejsce , byly osoby, ktore mi ustepowaly, a byly bezczelne typki zajmujace miejsce dla osob uprzywilejowanych co potrafily odmowic – interweniowal kierowca autobusu.
Kazda mala dziura w chodniku, zaparkowany tam samochod, albo jeszcze lepiej na przejsciu dla pieszych w miejscu, gdzie kraweznik sie obniza – byly dla mnie czasem przeszkodami nie do pokonania – szczegolnie gdy uzywalam kuli i tylko jednej nogi…
I wyobrazam sobie, ze w wozkiem jest to samo…
Oprocz czystej znieczulicy to jest tez totalny brak wyobrazni…
Ha! Mój ulubiony temat. Też mam kilka smaczków:)
- zacznę od tego, że na dzien przed porodem, z dośc bolesnymi już pierwszymi skurczami, stałam w supermarkecie w długasnej kolejce po wędlinę, a potem w podobnej do kasy. Panie obsługujące w wieku różnym, wszytskie przemiłe, ciaży nie zobaczyła żadna…
- w kasach tak zwanego pierwszeństwa stałam praktycznie zawsze, no, raz mnie kasjerka zaprosiła przed dwoma paniami które były przede mną, przechodziłam obładowana z kurtką i koszem, na co pani ok. 60-tkie mówi „Jak juz pani idzie bez kolejki to niech sie pani chociaż pośpieszy”:)
- pytać czy mogę skorzystać z ciężarowego przywileju nie miałam odwagi, po prostu się krępowałam i wstydziłam… Tłumaczyłam sobie, że czuje się dobrze, jak pod koniec ciąży kręgosłup bolał mnei tak, że nie mogłam ustać (dosłownie) to kucałam w kolejce przed kasą pierwszeństwa. Nikt nigdy nie zareagował. (btw obiecuję sobie, że jeśli kiedykolwiek jeszcze będę w ciąży, zmienię swoje postepowanie i sama zadbam o siebie/nas)…
Na pocieszenie dodam, że teraz, a moja córeczka ma już 2 miesiące, zrobiłam sie bardziej asertywna- w urzędzie przeczytałam kartkę, ze w ciąży i z małymi dziećmi zapraszamy bez kolejki, i… tadam… podeszłam z wózkiem odebrac pesel malutkiej:) O oburzonych spojrzeniach nei wspomnę:)
A ostatnio jak przechodziłam z wózkiem przez ulicę, dziecie spało i nie chciałam szarpnać, wiec zwolniłam przy podjeździe pod krawężnik, uroczy pan kierowca na mnie natrąbił i spojrzał z politowaniem „Co ty kobieto sobie wyobrażesz, to jest ulica!” I jak tu nie kochac tego kraju i rodaków???:)