Media o tym trąbią, nie mogę nie trąbić i ja. Na Dolnym Śląsku funkcjonuje jedno (tak, jedno jedyne) hospicjum dla dzieci. Wiadomo, że do takiej placówki trafiają podopieczni nieuleczalnie chorzy. Czy o tym pamiętamy, czy nie, są wokół nas rodzice, którzy tracą swoje dzieci. Najczęściej nie chcemy wiedzieć i rozmawiać na te tematy i nie ma w tym nic dziwnego, bo nikt nie chce słyszeć o cierpieniu, z którego wyjście jest tylko w jedną stronę – przez pogrzeb. Dość często uważamy, że jeśli problem nas nie dotyczy, to znaczy, że nie istnieje, a przynajmniej nie ma co się nad nim roztrząsać.
Cuda co prawda istnieją i się zdarzają, ale dlatego właśnie są cudami, że występują niezmiernie rzadko. Rzeczywistość najczęściej wygląda zupełnie zwyczajnie.
Zawsze się zastanawiałam, kim są ludzie pracujący w takim hospicjum dla dzieci. Jak wielką muszą mieć odporność psychiczną i jak wielkie serce. No i teraz ci ludzie, a właściwie ich pacjenci, potrzebują pomocy, bo placówka robi bokami. Ponieważ jest jedyna na Dolnym Śląsku, ludzie walą z prośbą o pomoc drzwiami i oknami i dziwić się nie ma czemu. Kasa z jednego procenta z podatku jeszcze nie wpłynęła (procedury trwają dłużej, odkąd nie trzeba tego procenta przelewać samodzielnie, tylko wystarczy w formularzu PIT zaznaczyć odpowiednią organizację pożytku publicznego), na co liczono, a w kasie zaczyna być widać dno.
Stąd apel do wszystkich, którzy chcą i mogą pomóc. Oto namiary na stronę hospicjum: http://www.hospicjum.wroc.pl/. Tam można znaleźć informacje o tym, jaka pomoc jest potrzebna, na jakie konto można wpłacać datki i w ogóle czym placówka się zajmuje. Co ważne – to jest hospicjum domowe. Dzieci są w swoich domach rodzinnych, a lekarze i reszta personelu dojeżdżają do swoich podopiecznych. Chodzi o zminimalizowanie traumy.
Pozwalam sobie trąbić o tym właśnie tu i teraz, bo może ktoś nie oglądał wieczornych serwisów informacyjnych. Gra jest warta świeczki i każda złotówka ma znaczenie. Ale o tym nawet nie trzeba wspominać, po prostu zawsze tak jest.


Kalendarz ciąży

No właśnie, niektórzy myślą, mnie to nie dotyczy, cóż, nikt nie wie jaka czeka nas przyszłość. Dobrze, że takie miejsca istnieją. Dla nich liczy się każdy grosz. Dorzuciłam swój.
Ja wspieram lubelskie hospicjum Małego Księcia. To przykre, że tego typu miejsca zamiast zajmować się w spokoju pacjentami użerają się z biurokracją i muszą walczyć o środki.