Znieczulenie przy porodzie… bezpłatne?
Czy widzisz światełko w tunelu? Była taka piosenka w jednym filmie, tylko, zabijcie mnie, nie pamiętam w jakim. Nie „Marcowe migdały”, to pewne, taki drugi. W każdym razie zanuciłam to sobie wczoraj przy okazji gapienia się w telewizornię w porze wiadomości wieczornych i stwierdziłam, że owszem, coś tam widzę. Mam nadzieję, że światełko w tunelu nie okaże się odległymi reflektorami pędzącej lokomotywy, ale…
Do rzeczy. W Wiadomościach podano, że, proszę ja was, NIK stwierdziła (Najwyższa Izba Kontroli), że opłaty pobierane za znieczulenie przy porodzie przeprowadzanym siłami natury są nielegalne. Innymi słowy można to zinterpretować tak, że znieczulenie przy porodzie należy nam się jak psu micha i nie ma to prawa uszczuplać naszej kieszeni.
Dobra nowina? Dobra. I to by było na tyle, jeśli idzie o światełko, bo sytuacji prawnej nijak to nie zmienia. Tunel jest wyjątkowo długi.
Problem w tym, że większość szpitali nie ma zakontraktowanego tego znieczulenia jako świadczenia refundowanego przez NFZ. Pytanie, dlaczego? Czy to wynika z wyjątkowej niechęci NFZ do rodzenia bez bólu (jakieś mentalne czy światopoglądowe hamulce) czy też z braku środków w budżecie na ten cel (a przyjąć trzeba, że pieniędzy schodziłoby sporo, bo pewnie niejedna kobieta chciałaby rodzić w większym komforcie), czy też z tego, że dla samych szpitali kontraktowanie tej usługi nie jest priorytetem?
Szpitale – wnoszę na podstawie wypowiedzi przedstawicieli służby zdrowia cytowanych w programie – twierdzą, że jeśli istnieją wskazania medyczne do zastosowania znieczulenia przy porodzie, to ma ono miejsce. Eureka. Rozumiem, że cesarka pozostaje poza marginesem zainteresowań i nikt nie podważa zasadności stosowanego podczas zabiegu znieczulenia. Niech mi ktoś jednak wyjaśni, jakież to wskazania powinny się pojawić przy porodzie siłami natury? Jak baba się drze w niebogłosy, to już można, a jak umiarkowanie stęka, to nie? Jakiś przyrząd do mierzenia natężenia odczuwanego bólu? Ktoś ma pomysł?
Najbardziej wzruszyła mnie wypowiedź jednego z lekarzy, który stwierdził, że opłaty za znieczulenie przy porodzie (300-660 zł) nie są narzucane pacjentkom. Pacjentki wpłacają – uwaga! – DOBROWOLNE CEGIEŁKI na rzecz szpitala. A opłat nikt nie żąda.
Zapewne z wdzięczności wpłacają, innej możliwości nie widzę. I zapewne istnieją tłumy tych, które nie wpłaciły, ale znieczulenie i tak miały, bo cegiełka nie jest obowiązkowa, nieprawdaż? I w ogóle jest cudownie, nie wiadomo więc, o co się baby czepiają, a właściwie NIK w ich imieniu.
Inną sprawą jest głęboko zakorzenione w społeczeństwie przeświadczenie, że najlepiej rodzić maksymalnie naturalnie, a naturalny poród musi oznaczać ból. Jestem zdania, że poród sn jest oczywiście o wiele lepszy niż cesarka, bo cesarka to operacja i jak każda operacja niesie za sobą komplikacje i większe ryzyko. Gdybym mogła, rodziłabym naturalnie. Skąd jednak przekonanie, że kobieta powinna się nacierpieć, ile wlezie?
Od zawsze kobiety rodziły w bólu. No pewnie że tak, bo wcześniej znieczuleń nie było. Nie było też antybiotyków, inkubatorów, podpasek, przy amputacjach znieczulano wódką i jakoś sobie ludzie radzili, ale czy nie nadszedł przypadkiem czas, żeby zrobić duży krok naprzód? Niekoniecznie w kierunku przepaści.
U mnie w szpitalu powiatowym znieczulenie nie jest możliwe nawet za opłatą:( Nawet po dobrej znajomości- po prostu jest jeden anestezjolog na CAŁY szpital. PO drugie ordynator na położniczym nie wyraża zgody.
Rodziłam w mega bólach. Dobrze, że położna ciocia to chociaż do nacięcia dali znieczulenie w krocze.
CEGIEŁKA:
http://www.szpitalzelazna.pl/poradnik-pacjenta/cennik
Ładna cegiełka kosztuje 600 zł
To chyba jakis koszmar! Ogladalam reportaz ze szpitala (porodowki) w Kabulu.
Nie odstajemy poziomem jakos bardzo.
Europa. XXI wiek. Wstyd. Skandal. I co mozna z tym zrobic?
Czy widzisz światełko w tunelu? Była taka piosenka w jednym filmie, tylko, zabijcie mnie, nie pamiętam w jakim.
‘Ostatni dzwonek’
To bardzo dobre wiesci! Choc faktycznie, jak to u nas bywa tunel baaaaaaardzo dlugi;) jak to w innej piosence lecialo „A droga długa jest / Nie wiadomo czy ma kres / A droga kręta jest / Co dalej za zakrętem jest…” (AKURAT)
Natomiast nie demonizowalabym porodu naturalnego. Naczytalam sie oczywiscie strasznych historii i naprawde mialam niezlego pietra. A w praktyce okazalo sie, ze boli i owszem, ale najlepszym znieczulaniem jest dobrze wyedukowana osoba towarzyszaca (sam dotyk kochanej osoby moze zdzialac cuda, nie wspominajac o masazu itp.) i polozna, ktora powie co i jak. Mi podczas porodu nawet sie zapomnialo, ze w razie W mozna prosic o zniaczeulenie. A kolezanka pod koniec swojego zapytala poloznej: „Wie pani co, boli troche, moze dostalabym jakis apapik?:
I zadne z nas heroiny, wiec moze nie warto sie nakrecac na zapas? Co niezmienia faktu, ze dobrze miec swiadomosc, ze w kazdej chwili mozna powiedziec „basta!” i chlapnac sobie jakies cudo na polepszenie nastroju;)
to ja jeszcze dodam, ze „cos byc musi do cholory za zakretem”
a z bolem jest roznie – kazda z nas ma swoja skale wrazliwosci i wytrzymalosci, tak samo jest roznie z samym porodem: jedne kobiety prrzechodza go latwiej inne trudniej i ciezej, wiec porod naturalny jak najbardziej popieram, ale kobieta powinna miec wybor, a nie stawac pod sciana: zaplace to mam albo jak zaplace to bede miala pod warunkiem, ze znajde szpital, w ktorym do porodu mozna prosic o znieczulenie…nie rozumiem jak w szpitalu moze byc jeden anestezjolog: to na raz dziala tylko jedna np sala operacyjna? a jak sa dlugie operacje to co? tylko jedna/dwie na dzien? niedlugo ludzie na NFZ pojda z siekierami…
@nominativa
O to to, właśnie! Dzięki, wiedziałam, że gdzieś dzwoni
@kaa
Jasna sprawa, daleka jestem od horror stories. Chodzi tylko o to, żeby mieć wybór. Dzisiaj jednak tego wyboru nie ma i w tym problem. Nie można chcieć albo nie chcieć znieczulenia, można tylko go nie dostać. Chyba że się zapłaci dobrowolną cegiełkę
Ktoś mnie uświadomił, że tunel jest naprawdę długi i może się skończyć tym, czego sobie nie życzymy – mianowicie od tego orzeczenia szpitale mogą postanowić o tym, że w ogóle nie podają znieczuleń. Bo nielegalne to jest.
W Poznaniu dwa lata temu wybuchła afera, gdy okazało się, że szpital na Polnej (największy kliniczny szpital położniczy w mieście) wyciągał od NFZ pieniądze za przeprowadzone znieczulenia (300 złotych za każde), podczas gdy było to, TADAM!, znieczulenie krocza przy szyciu. Tłumaczyli się tym, że w przepisach nie określono, o jakie znieczulenie chodzi. Generalnie na Polnej nie ma oficjalnie ZZO, w papierach stoi, że ze wskazań medycznych dostało je 200 kobiet (a rodzi się tam około 5 tysięcy dzieci rocznie). No i tak to. Nie wierzę, że będzie. Sama miałam cesarkę ze względu na brak postępu porodu, więc wiem, że na dyżurze jest tylko dwóch anestezjologów, a sal porodowych chyba osiem. Plus operacyjna.
Mnie w tym wszystkim irytuje robienie z kobiet kretynek, które, gdy im się popuści pasa, natychmiast zaczną wszystkie brać znieczulenie do porodu czy wręcz masowo poddawać się cc. A chodzi o to, co już zostało zapisane: żeby mieć wybór. Żebym miała komfortową pewność, że jeśli ból przestanie być znośny, będę mogła poprosić o znieczulenie i je dostanę. Paradoksalnie – to właśnie może mnie skłonić do tego, żeby znieczulenia nie brać, że jeszcze chwila, że jeszcze wytrzymam, a jak nie wytrzymam, to – wiadomo.
Cudzych opowieści o porodach, tak tych krwawych, jak i tych ‘po dwóch minutach parcia urodziłam, wstałam i wyszłam do domu’. Z moim bólem to ja będę musiała się zmierzyć.
No, chyba że moje pierwsze dziecko okaże się ostatnim albo zafundują mi cc
a ja się boje zastrzyków a tych w kręgosłup to już całkiem więc o znieczuleniu nawet nie myślałam
fakt, fajnie jest mieć wybór
ale dałam radę
dziecko urodziłam swoje pierwsze i ostatnie raczej, oj bolało… 4670g tyle ważyła moja córeczka
Jezu! I siłami natury urodziłaś taki egzemplarz????? No, kochana, szacun, mam szczękę w parterze
W szpitalu w naszym mieście znieczulenie dają „w wyjątkowych okolicznościach”, co w praktyce oznacza, że nie dają wcale… Chociaż miałam bardzo silne bóle bez żadnych przerw – na zmianę moce skurcze w brzuszne i jeszcze silniejsze z tylu. W pewnym momencie po prostu wyłam i błagałam o znieczulenie, asystujący mąż też obiegł całą placówkę gotowy zapłacić każą cenę i nic. Usłyszeliśmy od pani położnej, że ona też naturalnie rodziła i żyje, że poczuję się silniejsza, jak urodzę naturalnie i że to tylko dla pacjentek ze specjalnymi wskazaniami. Nawet do nacięcia zastrzyku nie dostałam, a pani też nie raczyła ciąć na skurczu, tylko pomiędzy, a co ;] uważam, że każda kobieta powinna mieć możliwość! Każdy poród jest inny, ja także nie demonizowałam, chciałam rodzić siłami natury, ale po iluś tam godzinach po prostu się nie dało. Wybór powinien być!
poprawka, zjadło mi część zdania
Nie słucham cudzych opowieści o porodach, tak tych krwawych, jak i tych ‘po dwóch minutach parcia urodziłam, wstałam i wyszłam do domu’.
Może nie tyle nie słucham, ile nie biorę ich do siebie.
mnie to najbardziej podoba się ta moralność Kalego- poród ma być naturalny, czyli bez znieczuleń, ale w ramach naturalnego porodu kładziemy kobitki na płask na wiele godzin i niech urodzą w pozycji dogodnej dla personelu medycznego. Osławione nacinanie to też element porodu naturalnego, czyż nie?
zastanawiam sie jak zwiezle oddac co mysle na temat powyzszy i przychodzi mi do glowy, iz wolalabym rodzic jako zona wspomnianego kalego z jego matka u boku, co by mi dala za pewne wieksze wsparcie psychiczne, bo przeciez nie zaplecze ambulatoryjne-a do tego jedynie zalicza sie wspolczesne wsparcie jakie oferuje sie kobietom, w tym przeciez do cholery FIZJOLOGICZNYM procesie jakim jest porod! dlaczego odbywaja sie wogole takie dyskusje czy sie znieczulenie nalezy, czy nie? jak nie wiadomo ,o co chodzi, to chodzi o pieniadze, tak? a czym wytłumaczyć te znieczulice, ktora charakteryzuje wiekszosc personelu szpitalnego, przychodniowego, etc. (pisze wiekszosc, bo przykladowo majac wspaniala p. doktor i polozne w przychodni przyszpitalnej, w owym szpitalu przezylam z lekka horror) i co z tego ze dostalam znieczulenie- ha! nie spodziewalam sie naprawde!- jak cala historia skonczyla sie cesarka, bo wlasnie znieczulenie niezbyt podpasowalo memu dziecku… szkoda ze we wczesniejszych fazach porodu nikt sie mna zbytnio nie przejal, w de.. mial zaswiadczenie od okulisty, poddawal w watpliwosc ,iz moge uwazac, ze rodze ,gdy jestem w 38 tyg ciazy, podawal zastrzyki bez informowania co w nich jest (nospa- jak sie okazalo po fakcie, no coz, tak trudno wypluc te pare slow), aplikowal lewatywe(po chu…?, bez uwczesniejszego wogole ustalenia czegokolwiek) ,gdy czestotliwosc skurczy byla jakos co 3min…w tym ponizeniu calkowitym ominelo mnie tylko hurtowo robione nacinanie… jejku nie chcialam tak sie rozzalac tutej, ale mnie ponioslo wybaczcie, ale zadam ostatnie dlaczego: jedna z dwojga osob, ktore okazaly sie normalne(!), w przeciagu tych dni (bo to byly dni spedzone w szpitalu, nie godziny) byl doktor anestezjolog- mezczyzna(!) pytam oczywiscie retorycznie, poki jeszczem mloda i chce mi sie o tym myslec, zastanawiac co zrobic, by bylo inaczej, no co?
„jak nie wiadomo ,o co chodzi, to chodzi o pieniadze, tak? ”
Zawsze chodzi o pieniądze. Przynajmniej głównie o nie. Na tej samej zasadzie rodzice dzieci chorujących na SM zżymają się, że jest jeden lek refundowany przez NFZ, ale refundowany jest dla chorych, którzy skończyli 16. rok życia. Albo 18., nie pamiętam. Jeśli natomiast u kogoś stwierdzą stwardnienie rozsiane wcześniej (zdarza się, choć nie jest to częste), to musi z własnej kieszeni bulić na lek miesięcznie 5000 zł i czekać na skończenie tej magicznej granicy wiekowej. Co ciekawe, w Europie Zachodniej magiczna granica przebiega bodajże w 12. roku życia. Lek jest drogi i obniżenie granicy oznacza refundowanie go większej liczbie pacjentów. To nie obniżamy w związku z tym. Ot, polityka.
Zastanawiam sie, dlaczego nie mozna u nas zreformowac systemu? Tzn zorganizowac koszyk uslug podstawowych plus dac ludziom mozliwosc wykupienia dodatkowego ubezpieczenia pokrywajacego extra wydatki (wysokosc zalezalaby od tego co chcemy pokryc i w jakim stopniu). Szansa dla firm ubezpieczeniowych i dla zwyklych ludzi, ktorzy mogliby swoje wydatki na zdrowie planowac i kontrolowac. We Francji to dziala i wierzcie mi, jest tu miejsce dla prywatnych klinik jak i panstwowych. Idac do lekarza, wiem ile zaplace za konsultacje, ile z tego pokryje „panstwo”, ile ubezpieczyciel, a ile zostaje „na mojej glowie”. Po wykonanaj operacji dostalam wyszczegolnienie ile co kosztowalo. Niby drobiazg, ale pozwala ludziom uswiadomic sobie ile tak naprawde koszuje prosty zabieg, operacja czy tygodniowy pobyt w szpitalu.
I nie wiem co zrobic, bo fakt, ze uda mi sie urodzic w godniejszych warunkach, nie jest pocieszajacy w obliczu przezyc tysiecy kobiet, ktore w XXI wieku rodza w upokarzajacych czesto warunkach.
„Zastanawiam sie, dlaczego nie mozna u nas zreformowac systemu? Tzn zorganizowac koszyk uslug podstawowych plus dac ludziom mozliwosc wykupienia dodatkowego ubezpieczenia pokrywajacego extra wydatki (wysokosc zalezalaby od tego co chcemy pokryc i w jakim stopniu). Szansa dla firm ubezpieczeniowych i dla zwyklych ludzi, ktorzy mogliby swoje wydatki na zdrowie planowac i kontrolowac. ”
Moja droga, padają takie propozycje, ale zaraz ktoś podnosi larum, że to jest dyskryminacja biedniejszych, wyzysk firm ubezpieczeniowych, które chcą zedrzeć, nic nie dając w zamian i w ogóle zakamuflowana eutanazja.
W Luksemburgu też tak jest. Idziesz do lekarza, a on po wizycie daje Ci fakturę (u nas nie do pomyślenia, prawda?). Z tą fakturą idziesz do ubezpieczyciela i on Ci zwraca 80% tego, co zapłaciłaś. Reszta idzie na utrzymanie systemu itp. Rezultat – wiesz, za co płacisz, masz refundacją objęte WSZYSTKIE dziedziny życia, łącznie z dentystą (kto jeszcze w Polsce leczy zęby na NFZ?? Chodzimy prywatnie, prawda?), zabiegi wykonane za granicą itp. Nic nie dajesz pod stołem, nikt nie żąda nie wiadomo czego, wszystko jest jawne, a ubezpieczyciela wybiera się samemu. I szafa gra.
Fakt, wizyty są płatne, ale dostajesz, jak powiedziałam, zwrot większości pieniędzy. Natomiast w Polsce, jeśli chcesz porządnie wyleczyć np. zęby, idziesz prywatnie i nikt ci nie zwraca ani grosza.
Dokładnie tak. System może być przejrzysty. Tutaj nawet czekoladki albo kwiaty są uważane za korupcję.
To nie musi być dyskryminacja najbiedniejszych. Można osoby najuboższe dodatkowo dotować – jak tutaj.
„Jezu! I siłami natury urodziłaś taki egzemplarz????? No, kochana, szacun, mam szczękę w parterze ”
dzięki, tak tak siłami natury, a raczej swoimi siłami
poród jak najbardziej naturalny
nie powiem jestem dumna z siebie
No, ba! Też bym była!
A mnie w akcji z ZZO najbardziej irytuje, że chodzi właśnie o pieniądze, a nie o to, że naprawdę znieczulenie może pomóc rodzącej, ale może też jej zaszkodzić, bo np. ciut za duża dawka wstrzyma akcję.
A w ogóle to pozwoliliby rodzić w domu zamiast ten cyrk szpitalny kazać znosić.
alez przeciez mozna rodzic w domu…
http://www.rodzicpoludzku.pl/Opowiesci-porodowe/Porod-moze-byc-FANTASTYCzNY-i-nasz-taki-byl.html
Tak, tylko że w domu można rodzić pod warunkiem, że ciąża była bezproblemowa, dziecko jest ułożone prawidłowo i nie ma absolutnie żadnych komplikacji. Wtedy – proszę bardzo. Inaczej trzeba na gwałt wzywać karetkę, a tutaj już komfort się kończy.
oczywista oczywistość. chodziło mi o to, że można to zorganizować. Szczerze – ja bym się bała nawet jeśli moja ciąża byłaby wzorcowa…
„Szczerze – ja bym się bała nawet jeśli moja ciąża byłaby wzorcowa…”
Ja też
http://wyborcza.pl/1,75478,8180655,Hipokryzja_na_porodowkach.html
ja chyba snie ” Obraz polskiego porodu, jaki wyłania się po tej kontroli, nie
jest zły, ale biedni ci pechowcy, których kontrolerzy wybrali”
biedni???? pechowcy? jak ktos robi cos nielegalnie i go zlapia to jest biedny.
rzeczywiscie.
biedni zlodzieje. biedni mordercy. no biedni. pech.
kruszyzno, ja przy następnym porodzie tak jak za pierwszym razem, nie zdecydowałabym się na znieczulenie, chociażby- w ramach wskazań NIK-owskich;) – oferowano by mi je za darmochę. Niestety, o skutkach ubocznych owych znieczuleń, to już nikt nie wspomina….
Kruszyna – wykrakałaś…
http://www.tvn24.pl/-1,1677536,0,1,skazane-na-rodzenie-w-bolu,wiadomosc.html