Zanim do sedna przejdziemy, info dla warszawiaków. Jeśli chcecie usiąść na wielgachnym fotelu, poleżeć w megakołysce, czyli po prostu spojrzeć na świat z perspektywy dziecka, to udajcie się na Agrykolę (podnóże Zamku Ujazdowskiego). Nie wiem, gdzie to jest, ja z Warszawy zaliczyłam tylko Zamek Królewski i Krakowskie Przedmieście (nie, jeszcze wtedy krzyża tam nie było). W każdym razie w piątek (czyli dzisiaj) od 10.00 do 18.00 oraz w łykend od 11.00 do 18.00 grasuje tam Akademia Zdrowego Rozwoju. Przyjście z dzieciarnią wskazane, bo będą zapewnione atrakcje dla potomstwa w wieku do lat 3. Można będzie strzelić sobie fotę z Jagną Marczułajtis i pogadać z ekspertką od rekreacji ruchowej, dr Katarzyną Sempolską.

No, a teraz ad rem.

Jedynie słuszna teoria lansowana, gdzie się da, głosi, że dziecko przynajmniej przez sześć miesięcy powinno być karmione tylko i wyłącznie mlekiem matki. To sytuacja optymalna i obyśmy wszystkie taką możliwość miały, ale teoria teorią, a życie prowadzi nas często zupełnie innymi ścieżkami. Nie jest powiedziane, że jeśli zaczniemy rozszerzać dietę dziecka wcześniej, to zrobimy mu krzywdę. Każdy mały człowiek rozwija się inaczej i nie powinno się wszystkich wrzucać do jednego wora. Trzeba to tylko zrobić z głową i nie startować do juniora od razu ze schabowym czy parówką, bo jedyne, co osiągniemy to giga-sraczkę. A i kolkę też, czemu nie.

Mądre głowy mówią, po czym można poznać, że dziecko jest gotowe na rozszerzanie pokarmu.

Po pierwsze z łatwością sztywno utrzymuje główkę.

Po drugie wkłada do buzi różne przedmioty (DUŻE przedmioty, pamiętamy o tym, co nie?)

Po trzecie interesuje się tym, co jedzą starsi.

No tak, naszej córeczce na widok schaboszczaka oczy zaczynały płonąć prawdziwą żądzą, a po jakimś czasie okazało się, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Ze wszystkich sałatek moje dziecko najbardziej lubi kotlety. I kurczaka. I bigos.

No dobra, bigosy i sosy to pieśń przyszłości, ale sprzedam wam patencik, który sama opracowałam (fanfary!) i który był świetnym pierwszym krokiem w diety rozszerzaniu.

Trzeba mianowicie zaopatrzyć się w dowolną kaszkę ryżową. Uwaga! Nie mleczno-ryżową, ale ryżową właśnie. Następnie odciągamy pokarm z piersi i tęże kaszkę przygotowujemy na naszym własnym mleku. Sto procent natury.

Uwaga nr 2! Taka kaszka ZAWSZE będzie rzadka. Nie mam pojęcia, jak to się dzieje, ale można wsypywać jej, ile wlezie, i nie gęstnieje. Stoi to w jawnej sprzeczności z prawami fizyki, ale nic na to nie poradzę. Kaszka mleczno-ryżowa dla odmiany potrafi być twarda jak beton, jeśli jej wsypiemy za dużo. Próbowałam z różnymi kaszkami na różne sposoby i za każdym razem wynik doświadczenia był ten sam. Nawet jeśli z początku kaszka na pokarmie kobiecym była gęstawa, to po paru minutach stawała się bardzo rzadka.

Sadzamy sobie dziecię w wygodnej pozycji (świetnie się sprawdza fotelik samochodowy albo bujaczek, jeśli ktoś ma bujaczek), okręcamy jakąś pieluchą (śliniak to może być za mało) i szczebiocząc, gadając, śpiewając i ogólnie wydurniając się zapodajemy pierwsze łyżeczki.

Piąty miesiąc Jadziowego życia – pierwsze próby z kaszką a la mama.

Musimy wziąć poprawkę na to, że podczas pierwszych prób więcej będzie lądowało na „podgardlu dziecięcym” niż w paszczy, dlatego dobrze jest zacząć taką procedurę między karmieniami właściwymi. Nie zamiast karmienia piersią, bo wtedy dziecko będzie głodne i zacznie irytować się, że próbuje jeść, a tu mu nie wychodzi. Również nie zaraz po karmieniu piersią, bo nie będzie nowością zainteresowane. W najlepszym wypadku na samym początku uda nam się wtłoczyć naprawdę niewielką ilość kaszki, dosłownie parę łyżeczek, nie odbije się to zatem ani na laktacji ani na ustalonych porach posiłku.

Żadne dziecko nie umie tak po prostu od razu wziąć kaszkę do paszczy i połknąć, dlatego łyżeczką trzeba tak sterować, żeby kłaść ją na dziecięcym języku. Dzieci mają tendencję do podciągania języka do góry i wtedy pokarm wędruje pod język i bokami na pieluchę.

Kiedy młode załapie, o co chodzi, można taką kaszką zastąpić jedno z tradycyjnych karmień. Wystarczy raz dziennie. Zamiast podania cycka, odciągniemy sobie potem mleko na następną kaszkę. Porcja żarcia powinna być malutka – z dużą dziecko i tak sobie nie poradzi.

Po takim treningu można sięgnąć po kaszki mleczno-ryżowe (które są gęstsze) lub słoiczki dla dzieci, najlepiej owoce (po 4. miesiącu życia można podawać np. jabłuszka).

Po co to wszystko? Wiecie co, każdy ma swoje indywidualne doświadczenia i często mogą być zupełnie różne niż moje, ale wprowadzenie takiej procedury przyzwyczajania sprawiło, że dużo łatwiej było mi zaraz po macierzyńskim pójść do pracy. Dziecko poznało, że może być karmione na inne sposoby, czym innym i przez kogoś innego niż mama. To było bardzo cenne. Z różnych względów dłużej z dzieckiem być nie mogłam i urlop wychowawczy nie był mi pisany. Trauma matczyno-dziecięca powrotu do pracy była znacznie mniejsza.

Nie mówiąc już o tym, że puchłam z dumy, kiedy ktoś z autentycznym zachwytem stwierdzał „O, jak ona ładnie je!” :)

Tagi:  
Share →

10 komentarzy do Moja pierwsza kaszka, czyli rozszerzanie diety

  1. milenaw pisze:

    Ja właśnie jestem na etapie rozszerzenia diety mojej córy! Jako,że karmiłam piersią całe 6 misięcy :) ) (aż nie wierzę,że mi się udało-zakładałam góra 4 miesiące-a tu proszę! :) ) i będę karmić może do roku- zaczełyśmy od deserków-zgodnie z zaleceniem lekarza! Ojjj jak wsówała! Prawie cały słoiczek jabłuszka,potem jabłuszko z marchewką itd.itp. Teraz od tyg.jesteśmy na też i na zupkach- pierwsza- jarzynowa krem- fuuuuj! Może zjadła ze dwie łyżeczki-ale ja sama bym tego nie tknęła- czuć było głównie kalafior! Potem marchewka z ziemniaczkami- nooo ciut lepiej-pół słoiczka ;) Oby tak dalej,bo za tydzień wchodzi mięsko,a za 2 tyg.będą już kaszki! To niesamowite patrzeć jak moja córcia tak wsówa łyżeczkę za łyżeczką i krzyczy za kolejną! A deserek- „delikatny banan” to jej ulubiony! Ohh.. jak ja kocham obserwować rozwój kochanego słoneczka mojego!!!!
    Pozdrowienia dla Jadzi :)

  2. lap pisze:

    Moja ma dopiero 3 miesiące, więc na rozszerzanie jeszcze poczekamy. Ale nie zamierzam wciskać jej papek, spróbujemy BLW.

  3. kyja pisze:

    moja jest w 6 miesiącu i zaczęłam dawać jej jabłko ze słoiczka-padaka, mała nie za bardzo chce, podczas karmienia(a zje parę łyżeczek, takich malutkich) zaczyna „gadać”.Chyba dam jej inny deser,może zaskoczy…nie pamiętam jak to było ze starszym, ale ogólnie pamiętam z okresu wprowadzania nowinek do diety jedną wielką traumę:(oby historia się nie powtórzyła

  4. Szajajaba pisze:

    Me dziecię butlowe i skazowe. Jakiś czas temu, tuż po 3 miesiącu, zaczęłam dawać jej do próbowania japco – wcinała aż jej się uszy trzęsły, niestety po kilku dniach wylazła wysypka :] No nic, odstawiłam z przykrością, bo młoda naprawdę posmakowała i żarcie japca sprawiało jej frajdę (absolutnie nie było to zastąpienie jednego mleka – po prostu zjadała troszkę japca i podawałam butlę).

    Teraz ma 3,5miesiąca, od 2 dni dostaje do mleka na wieczór kleik ryżowy bezsmakowy, bezglutenowy, gdyż od kilku dni zdecydowanie mniej je (zjadała 150-180ml, a teraz np. 80 na jeden posiłek), a jednak ten kleik ciut więcej kalorii da. Nie panikuję, może to jakiś bunt przejściowy ;)

    Co do oznak wprowadzania pokarmów: doczytałam kiedyś, że gotowość dziecko ma też wówczas, gdy domaga się częstszych posiłków.

  5. black_sheep pisze:

    @kruszyzna a moze jakis art o glutenie i tej szczepionce glutenowej? bo zbliza sie rozszerzanie nasze, a wszedzie czytamy co innego ;O

  6. Al pisze:

    No własnie, moja dziewczyna skończyła 4 miesiace, karmię ją tylko piersią dotychczas i zakładałam, ze jeszcze z miesiac tak bedzie, a potem zaczynamy akcję- rozszerzanie. Od kilku dni jednak dziewczę chce jeść częściej, znacznie cześciej, w nocy np. budzi sie co półtorej-dwie godziny i mówi „Jeeeeść!”, przy czym wczesniej spała 6 godzin minimum non-stop. Zmiana ta łączy się z nowymi osiągami np. zaczeła sie przewracać na brzuszek, w ogóle jest bardzo aktywna fizycznie, kręci się, łapie zabawki w obie dlonie i ładuje do buzi, głuży, piszczy, śmieje się w głos etc. I tak sie właśnie zastanawiam czy oby nie zapodać pannie czegoś bardziej kalorycznego już (np. ten klej ryżowy z własnym pokarmem), czy czekac jednak jeszcze miesiąc. Eh, dylematy matki…

  7. kruszyzna pisze:

    @black_sheep
    O szajse, musialabym się doksztalcic i rozruszac pamięć, bo nie mam pojęcia, kiedy zapodalam gluten. Wiem, że stosunkowo wcześnie i zupełnie bez echa to przeszło. Nic nie wiem na temat szczepionki glutenowej. Chyba spytam wujka gugla :)

  8. aniula pisze:

    Może Black_sheep chodziło o ekspozycję na gluten, czyli przez 2 miesiące podajemy po 2-3 gramy czegoś z glutenem do posiłków? My już mamy za sobą, a zaczeliśmy w 7 miesiącu. Podawałm małemu kaszkę zdrowy brzuszek owsianą ze śliwką po pół łyżeczki codziennie do mleka, lub do owocków, niezależnie od ilości posiłku, bo piszą, o ile dobrze pamiętam, chyba na 100g, a on zjadał np. 30g. Po zakończeniu ekspozycji ilość kaszki stopniowo zwiększam. Te kaszki są bardziej syte i kaloryczne, może dziecię zacznie przesypiać noc po takiej kolacji. Jest też manna mleczna, albo inne kaszki z glutenem, wcale nie musi to być gotowana manna. Ale warto by było o tym skrobnąć więcej, bo różnie wygląda wiek, w którym się rozpoczyna ekspozycję, teraz jest to po 6 miesiącu, wcześniej było po 10, jeszcze dużo wcześniej (mam na myśli nasze pokolenie) nikt na to nie zwracał uwagi, mama nagotowała butlę manny na krowim mleku i dziecię było szczęśliwe i najedzone :)

  9. kruszyzna pisze:

    A, no to tak robiłam, troszkę kaszki (chyba właśnie takiej mleczno-zbożowej) do posiłków dawałam (to znaczy do zwykłej kaszki lub mleka po prostu). Ale kiedy to było, nie pamiętam. Wiem, że dość wcześnie, jakoś tak około 6. miesiąca.

    No tak, kiedyś dawali krowie mleko, kaszkę manną i nikt się nie przejmował. Kto wtedy słyszał o jakichś alergiach? Pojedyncze przypadki były :) Tylko że i mleko było inne, bo to UHT, które kupujemy, niewiele ma z mlekiem wspólnego. Zwłaszcza jeśli ma 0,5% tłuszczu :)

  10. Basia pisze:

    Bardzo fajny artykuł. Ja za miesiąc zabieram się za rozszerzanie diety mojego maluszka. Mały będzie miał wtedy skończone 4 miesiące. Nie mogę się już doczekać… Na pewno skorzystam z rad.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>