Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Na ślimaczka

wt, 10 sie 2010 · Opublikowane w Życie...

Ryk wieczorny matką wynalazków. Ryk zaczął się dokładnie o godzinie 21.00 i oznaczał ni mniej, ni więcej tylko to, że młodzież jest w stanie agonalnym, zawieszona akrobatycznie między snem a jawą, ale tej jawy gorączkowo puścić się nie chce, wymyślając najróżniejsze preteksty.

- Bułeczkęęęęęę…..

Przyniosłam bułeczkę i, jak się okazało, trafiłam kulą w płot.

- Kiełbaskęęęęęę…

Przyniosłam kiełbaskę. Wieczorem. Zbrodnia.

- Nieeeee, inną kiełbaskęęęęęę….

- Innej nie ma.

- Innąąąąąąąąą!!!

Sytuacja z kiełbaską wydawała się patowa.

- Pieska puścimy, pieskaaaaaa – to było o Reksiu.

W kwestii Reksia nie można było ulec, bo leciał przez ostatnie dwie godziny bez przerwy, wzbudzając zresztą raczej średnie zainteresowanie potencjalnego odbiorcy. A rodzice, co warto podkreślić, zostali w ten sposób  brutalnie pozbawieni swoich zwyczajowych dobranocek w postaci Panoramy, Wydarzeń, Faktów, Faktów po Faktach i Wiadomości, które to oglądają jedne po drugich.

Pozostało zapędzić zwoje mózgowe do galopu, bo usiłowanie wytłumaczenia czegokolwiek było skazane na porażkę. Młodzież rozwiesiła transparenty, że jest na nie, niezależnie od rodzaju argumentów. Pozostawała metoda siłowa.

- O, opowiem ci bajeczkę.

- Nieeeeeeeeee…

- Ale takiej jeszcze nie słyszałaś, to bajeczka o ślimaczku.

Diabli nadali ślimaczka, ale słowo się rzekło i nie można się było wycofać. Jadzisko przyjęło pozycję horyzontalną i wylądowało na poduszkach. Zwoje mózgowe niepokojąco skrzypiały, a ja zaczęłam konstruować opowieść o ślimaczku, który mieszka na wielkiej łące w środku lasu i w przeciwieństwie do tego lasu i łączki ślimaczek jest zupełnie malutki. Mięczak wpadł na nieszczęsny pomysł, żeby dojść do samego środka łąki, gdzie wyrósł ogromny i piękny kwiatek. Po drodze spotykał różne stworzenia mieszczące się w jego kategorii wagowej.

Spotkał więc pszczółkę i zamienił z nią parę zdań, dowiadując się o bezsensie swoich poczynań. Spotkał żuczka, który upewnił go, że pomysł dotarcia do kwiatka jest co najmniej dziwny, zwłaszcza dla małych ślimaczków, które – co tu kryć – nie rozwijają zawrotnych prędkości. Spotkał konika polnego, biedronkę, dżdżownicę…

Repertuar zwierzyny zaczął mi się wyczerpywać, a dziecko chłonęło opowieść, nie racząc zasnąć. Na szczęście ślimaczek należał do twardzieli i łatwo się nie poddawał, a na dodatek dysponował niezłą kondycją. Postanowiłam więc wydłużyć mu odstępy między przystankami.

- Ślimaczek pożegnał dżdżownicę i ruszył w dalszą drogę. Szedł i szedł, i szedł, i szedł, i szedł, i szedł, i szedł, i szedł, i szedł – Jadzisku oczy zaczynają się zamykać – i szedł, i szedł, i szedł, i szedł i szedł, i szedł – przewróciła się na bok i ewidentnie zasypia – i szedł, i szedł i szedł, aż się zrobiło całkiem ciemno. I wtedy spotkał robaczka ze świecącą pupką.

Świecąca pupka to ksywa robaczka świętojańskiego. Na wieść o robaczku powieki potomstwa drgnęły, ale ponieważ ślimaczek został porządnie przeczołgany długą wędrówką, kolejne spotkanie przyjęto bez emocji.

Robaczek ze świecącą pupką okazał się wybitnie niekumaty, dlatego ślimaczek odpowiednio długo wyjaśniał mu cel swojej podróży, z wrodzonej pedanterii informując ze szczegółami, kogo po drodze spotkał. Dialog był jałowy niczym rozmyślania bohaterów „Mody na sukces”, ale skuteczny, o czym świadczyło senne zwiotczenie Jadzinych mięśni. Dla pewności kazałam zwierzynie iść razem jeszcze kawałek („i szli, i szli, i szli, i szli, i szli…”), a po upewnieniu się, że dziecko ewidentnie zasnęło, litościwie pozwoliłam osiągnąć cel i odczuć radość z tego powodu.

Ślimaczka praktykowałam już kilka razy, modyfikując nieco fabułę. Kluczem do sukcesu okazało się minimum interlokutorów, monstrualnie długie dialogi i trasa wędrówki porównywalna długością z Tour de Pologne. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby mała była świadkiem zaliczenia kwiatka przez ślimaczka. Zawsze wymięka najpóźniej przy robaczku ze świecącą pupką, który stanowi coś w rodzaju mojej prywatnej broni masowego rażenia, bo trudno o durniejsze stworzenie w całym Układzie Słonecznym.

Ślimaczek jest teraz cały czas na wieczornej tapecie i Jadzisko najwyraźniej chce się dowiedzieć, co z tej wędrówki wynika, dlatego codziennie pada  komenda „opowiemy o ślimaczku”. Ciągle się łudzi, że doczeka do końca. Zgodnie z tym, co śpiewa Gintrowski, coś być musi, do cholery, za zakrętem :)

Słowa kluczowe:

8 odpowiedzi odnośnie posta “Na ślimaczka”

  1. Ze śmiechu nie mam sił na inteligentny komentarz, więc pozwól tylko, że ślimaczka wykorzystam w przyszłości :lol:

    Aha, czytałam też o niezłym sposobie:

    Dziecko: ale ja nie chcęęęę spaaaaać!!!
    Mama : kochanie, ale ja ci wcale nie każę spać, możesz sobie tylko poleżeć w łóżeczku, ale spać nie musisz.

    Dziecko po 5 minutach spało :)

  2. „Dziecko: ale ja nie chcęęęę spaaaaać!!!
    Mama : kochanie, ale ja ci wcale nie każę spać, możesz sobie tylko poleżeć w łóżeczku, ale spać nie musisz.”

    Próbowałam, u mnie to nie działa niestety. Dziecko nie umie po prostu leżeć i na nieszczęście ma to po mamusi, która też nie umie. Leżenie jest zawsze w jakiś sposób aktywne. Chodzi więc o to, żeby aktywność była po mojej stronie kosztem tej drugiej :)

  3. vinnocente pisze:

    Dobre! Choć przyznać, niestety, muszę, że sama, czytając, oczekiwałam jakiegoś nieprzewidywalnego zakończenia, a tu taki psikus… ;)

  4. bossskie :) )))))
    Krusz, jesteś genialna.

  5. duszka84 pisze:

    Cuuuudo!

  6. leze i kwicze :D
    K- jestes wielka :D

  7. No tak, nieoczekiwana pointa nie zdarza się za każdym razem. :) Tym razem było prozaiczne zaśnięcie :)

    Popełniłam jeszcze bajeczkę o biedronce, która miała tylko dwie kropki i pszczółce, która miała tylko dwa paski. Obydwie outsiderki bardzo się polubiły i razem bawiły. Niestety bajeczka nie znalazła uznania w oczach dziecka, skutecznie wyparta przez ślimaczka-twardziela.

  8. Gustaw Holoubek (albo ktoś kto o nim opowiadał) ponoć opowiadał bajkę w podobnym stylu swojemu dziecku
    - I drzewa szumiały, szumiały, szumiały, szumiały…
    Tu dziecko się wtrąca:
    - I nagle…!

A Ty co myślisz?