Nieomylna
Nic nie jest nam od razu dane. Nowej rzeczywistości młody człowiek musi się nauczyć. Nauka przebiega naprawdę intensywnie, nawet jeśli na taką nie wygląda, a przyswojeniu nieznanych dotąd treści częstokroć towarzyszy cielęcy zachwyt.
Siedzimy z Jadziskiem wieczorową porą w wyrku przygotowanych dla nas i Morfeusza, i ostatnim rzutem na taśmę czekamy na jakiś kabaret. Wlepiamy gały w 15-minutowy blok reklamowy. To znaczy dziecko wlepia, a ja zgłębiam prasę.
- A to taka wanienka! – stwierdza Jadzia podczas reklamy podpaski Always.
Patrzę na tiwi. Faktycznie, podpaska wyposażona w super-hiper-mega-chłonną powłokę przyjmuje w siebie nieprawdopodobne ilości płynu i przypomina kształtem wannę.
- Nie, to nie jest wanienka, to podpaska – uświadamiam.
Przeszło bez echa i dziecko patrzy dalej.
- A to takie lody! – woła z entuzjazmem na widok reklamy śmietany.
- Nie, to nie lody. To śmietana.
- A to wisienka! – radość na widok reklamy jogurtu.
- Nie, kochanie, to nie wisienka, to truskaweczka. Ale też smaczna.
Cisza i maksimum skupienia, ja wracam do czytania
- A to piwo!
Już nabrałam powietrza, by oznajmić, że w żadnym wypadku piwo, tylko jakiś napój energetyczny, a w najgorszym wypadku coca-cola, ale zamarłam.
Na ekranie tkwił samotnie na czarnym tle spocony kufel Żywca, zwieńczony apetyczną pianką.
- Piwo! – powtórzyło dumne dziecko.
- Tak, to jest piwo.
Nieomylność godna pochwały. Czyż może być jednak inaczej, skoro intensywne szkolenie wzrokowe trwało od dłuższego czasu?

No cóż. Moja mama NIGDY nie piła piwa, a wychowała piwoszkę :d
Ina też uwielbia „piwowe akcesoria” – do super interesujących należy puszka żubra (inne etykiety mniej ją wciągają). A to zaledwie kilka dni jak przestałam być abstynentka, strach się bać co będzie za miesiąc