Ha, wcale to nie takie rzadkie. W domu czworonóg mniej lub bardziej kudłaty, a tu okazuje się, że, a kuku, będzie nas więcej i to nie pies jest za to odpowiedzialny, tylko właśnie my. Zaczynają się dylematy i mogę się założyć o skrzynkę piwa, że usłyszymy od rozmaitych życzliwych:

  • żeby psa oddać do schroniska
  • żeby psa oddać w „dobre ręce”
  • że sobie z dzieckiem i psem nie poradzimy
  • że pies nam dziecko zeżre, jak tylko zostawimy je w jego zasięgu
  • że dziecko psa zamęczy
  • że trzeba natychmiast i skutecznie dziecko od psa odseparować
  • że psa dotykać nie wolno, a jeśli już to w lateksowych rękawiczkach
  • że w domu będą szaleć choroby, alergie, a bakterie będą girlandami zwieszać się z wszystkiego, co w zasięgu wzroku
  • że choroby odzwierzęce będą nas ścigać do końca życia
  • że co myśmy najlepszego zrobili, żeśmy tego psa brali parę lat temu, przecież można było przewidzieć, że prędzej czy później pojawi się dziecko.

Strach się bać. Tymczasem my sami jesteśmy najlepszym dowodem na to, że rozszerzenie rodziny wcale nie musi być traumatyczne, a pies może świetnie odnaleźć się w nowej roli – nie da się ukryć, że jego hierarchia w stadzie spadnie. Jest kilka rzeczy, o których należy pamiętać i kilka patentów, które można zastosować i wszyscy się świetnie dogadają. Nie będzie potrzeby pozbywania się wieloletniego przyjaciela.

Po pierwsze odwiedzić weterynarza i zadbać o zwierzę. W ogóle o nie regularnie dbać. Szczepić, odrobaczać, wyczesywać (jeśli tego wymaga). Zapytać weterynarza, czy ma dla nas jakieś szczególne wskazówki, bo może coś doradzi.

Choroby odzwierzęce nie przenoszą się tak ochoczo na ludzi. Od psa możemy zarazić się wyłącznie wścieklizną. Żadnym katarem psim, nosówką czy czymś w tym sensie.

Psa dobrze jest przygotowywać do nowych zapachów. Pokarm z piersi kobiecej ma charakterystyczny zapach i ten zapach wypełnia potem cały dom. Kiedy przychodzimy do kogoś, to już w progu wiemy, że jest tam małe dziecko, bo w domu krąży dość typowy dziecięcy aromacik. Dobrze jest psu zapodać ten aromacik wcześniej.

Jak? Patentem podpowiedzianym mi przez weterynarza jest rozstawienie w mieszkaniu kilku miseczek z niewielką ilością mleka i poczekanie, aż mleko zacznie jełczeć. My nie musimy nic wyczuwać, ale pies ma tysiąckrotnie silniejszy węch od nas i on z pewnością zauważy to i owo. Takie miseczki zaczęłam rozstawiać miesiąc przed porodem.

Jak już dziecko urodzimy i jeszcze leżymy z nim w szpitalu, to zabrudzone ciuszki ktoś może przynieść do mieszkania i dać powąchać psu. To samo z zużytym pampersem. Nie żartuję. Zwierzę w ten sposób oswaja się z nowością.

Po powrocie do domu podstawowy błąd, jaki ludzie robią, to natychmiastowe i całkowite separowanie zwierzęcia od dziecka. Nie separować! Pozwolić zobaczyć i obwąchać! Trzymać dziecko poza zasięgiem pyska rzecz jasna, ale niech sobie zwierzę ma dziecko na widoku. Nasza suka podchodziła i wąchała, dzielnie asystowała przy karmieniu. W późniejszym etapie udawało jej się dziecko niepostrzeżenie liznąć. I co? I nic.

Jeśli nie będziemy sprawiali wrażenia, że od tej pory pies musi się wynosić, natychmiast zmienić swoje zwyczaje itp., to on nie będzie się starał walczyć o utracone terytorium i miejsce w stadzie. Zwierzęta bywają zazdrosne. Kiedy trzymałam dziecko na rękach, suka momentalnie podstawiała ryj do głaskania. Karmiłam i głaskałam jednocześnie :)

Co do inwazji chorób – no cóż. Moje dziecko ma dwa lata i pięć miesięcy. W tym czasie była chora TRZY razy. Z czego raz była trzydniówka a dwa razy katarek. Jedyne zatrucie zwieńczone sraczką nabyła po podróży pociągiem a nie w kontakcie z psem. Nie ma żadnych alergii, pasożytów, chorób odzwierzęcych itp. a w mieszkaniu sterylnie nie jest. Psa – co ważne – wzięliśmy ze schroniska. Wtedy już byłam w ciąży. Możecie sobie wyobrazić, co się działo.

Dziecku zdarzyło się kilka razy poczęstować psim żarciem z psiej miski przy milczącym sprzeciwie zwierzęcia. Lub napić wody. Za pomocą klocka. Klockiem psią wodę nabieramy z michy i siup do paszczy. Przez nieuwagę to było, bo psia micha została na ziemi. Nic się nie stało. Nie struło się, miało się świetnie.

Pies szybko zaakceptował nowe miejsce w stadzie i teraz dogadują się wyśmienicie. I obydwie wyraźnie się lubią. Apel więc – nie pozbywajmy się wieloletniego przyjaciela. Naprawdę wszystko da się pogodzić. Jak zawsze trzeba po prostu działać rozsądnie i z wyprzedzeniem.

Nie wypowiadam się na temat przyzwyczajania kota – nie mam kota i nie wiem, czy przyzwyczajanie w tym wypadku w ogóle jest konieczne.

Share →

11 komentarzy do Pies w domu jest, dziecko dopiero będzie

  1. nominativa pisze:

    Mam dwa koty.
    Jakiś miliard razy słyszałam, żeby je oddać do schroniska, oddać komukolwiek, uśpić, utopić, wyrzucić z domu (do piwnicy). Najbardziej podobało mi się to, że nikt z pomysłodawców nie potrafił powiedzieć, dlaczego mam tak zrobić – mam zrobić i już. Tłumaczenie, że nie toxo mam pod kontrolą, że prędzej się zarażę jedząc nieumyte warzywa, niż głaszcząc kota, nie pomogło. Tłumaczenie, że kot dziecku nic nie zrobi, prędzej dziecko kotu – nie pomogło.
    Mam to w nosie i zgodnie sobie egzystujemy w piątkę – ja, mąż, córka i dwie kocice :)

  2. Szajajaba pisze:

    I dokładnie to samo słyszą właściciele kotów. A nie daj Bóg, tych kotów mają więcej niż sztuk 1, to już w ogóle przechlapane :lol:

    I ja jak zwykle mam to w głębokim zadupiu.

  3. melora pisze:

    Mam kota. Po wyjściu ze szpitala weszłam do domu sama – przywitać się z nim (mąż czekał z córą na zewnątrz). Później wnieśliśmy córę i daliśmy mu wąchać do woli. Nigdy nie goniliśmy go, gdy ją wąchał czy nawet wchodził do kołyski. Świetnie się mają. Oboje :)

  4. kaa pisze:

    My tez kotowi:) ja mialam na poczatku troche watpliwosci, bo kotek byl z nami od niecalego roku (spadek po szefie, co do stanow wrocil) i zwyczajnie nie czulam, ze znam to zwierze na wylot. I czasem mialam krwawe wizje, ze sie rzuca na tchawice dzieciecia czy cus;) ale nic sie takiego nie podzialo. Dziecie podzialalo na kicie wrecz terapeutycznie, bo ona zawsze bardzo skryta byla, a od kiedy nam sie stado powiekszylo wyraznie sie uspolecznila. I tez przychodzi sie lasic jak karmie:) co niestety aktualnie jest troche problematyczne, bo polroczna core WSZYSTKO rozprasza przy karmieniu, a ruszajacy sie ogon kota to dopiero wyzwanie dla malych raczek;) Pola kotka uwielbia! i takie mu usmieszki rzuca i zagaduje – fajnie na to patrzec. A kotek dziala na nia czasami lepiej niz smoczek – w chwilach wyjatkowej nerwowosci wystarczyc powiedziec „Gdzie jest kotek???” i sytuacja opanowana. Nie wiem, co sie bedzie dzialo dalej, jak juz Mloda sie zrobi bardziej ruszajaca, ale podejrzewam, ze kot bedzie tylko szybciej spierniczal na regaly z ksiazkami;)

    ps. spanie w wozku, lozeczku tez przerabialismy:) najgorsze w tym wszystkim sa klaki! ale co zrobic, taki urok zwierzakow:)

  5. karola pisze:

    My niestety w tym roku po 15latach musieliśmy uśpic naszą starą schorowaną psinę.Miesiąc po tym okazało się,że mam paciorkowca odzwierzęcego.Z żadnymi innymi zwierzaczkami nie miałam styczności i obydwie z moją Panią dr zastanawiałyśmy się w jaki sposób mi się takie świńswto przypałętało.Do tej pory nie wiemy,ale ważne,że dało się szybko wyleczyc

  6. kruszyzna pisze:

    No to ja też nie mam pojęcia. Te zapewnienia o ciężkości przechodzenia chorób odzwierzęcych na ludzi mam od weta. Poszłam z suczem na „przegląd techniczny” po wzięciu jej ze schroniska i tam gościa przemaglowałam na prawo i lewo, bo już byłam w ciąży (w 16. tygodniu konkretnie). W każdym razie to nie zmienia faktu, że nie trzeba pozbywać się zwierza, kiedy do domu ma zawitać noworodek.

    Ech, do dzisiaj wspominam z nostalgią moje pierwsze zwierzę – świnkę morską o megaobciachowym imieniu Pusio. Kiedy mój brat miał się urodzić, mama skombinowała dla Pusia nową rodzinę. Cierpiałam okrutnie, do dzisiaj mam traumę :) . Okazało się, że to były zupełnie niepotrzebne zabiegi. Pusio mógł sobie spokojnie egzystować dalej i dożyć sędziwej starości pod moim dachem.

  7. Marlenica pisze:

    Nie wyobrażam sobie, jak może komuś przejść przez głowę plan pozbywania się zwierzaków. Raz decydując się na opiekę nad nimi trzeba mieć świadomość że to na wiele lat :) Moje dziecko ma styczność z psem, kotem, chomikiem; wszystko zdaje się być ok! Zamiast doszukiwać się minusów trzeba widzieć plusy, takie jak wyrabianie odporności organizmu, uczenie empatii, wrażliwości i odpowiedzialności, ale najważniejsze to kupa radochy z obcowania ze stworzonkiem. Brawo dla Kruszyny za poruszenie tak ważnego tematu :) :) :)

  8. ADZIA pisze:

    a nasza sucza świata nie widzi poza dziecmi naszymi. A mamy ją już prawie pięć lat, a dzieci dopiero cztery m-ce… :) Tez się bałam jak to będzie, bo zawsze wszarza traktowałam jak oczko w głowie, a teraz takie zmiany w postaci bliżniaków, i co oczywiste czasu i uwagi dla psa mniej się ma. Ale, wyobrażcie sobie , że Luna w momencie gdy nasz Mateuszek urządził pierwszy koncert wokalny najpierw zgłupiała, a potem pędem pobiegła po zabawkę swoja ukochaną (której nikt ruszyć nie może), i położyła przy ryczącym dziecku! Miała sucz nadzieję, że zabawka dziecko uciszy. Wogóle to charakter psa się całkowicie zmienił z momentem nastania dzieci w domu, z przyjacielskiej dla wszystkich przytulanki , zmieniła się w ciągu kilku dni w psa stróżującego. Do domu nadal wpusci każdego, ale do dzieci nikt obcy podejść nie może, a przecież ta rasa wszarzy( husky) do inteligentnych raczej nie należy. A tu taka niespodzianka, Lunie macierzyństwo służy… Kundel plus gzuby-polecam!!!

  9. Anonimowy Gall :) pisze:

    Ej, to nie jest Kruszyna, to jest KruszyZna przeciez…

  10. kruszyzna pisze:

    To akurat nie ma najmniejszego znaczenia. W ogóle to kruszyna, ale nick powstał, bo ciągle myliłam się na klawiaturze. W końcu więc zaakceptowałam błąd i potraktowałam jako uzus :)

  11. Marlenica pisze:

    ….no tak, fundamentalne braki w czytaniu ze zrozumieniem, albo co gorsza w sylabizowaniu ;p Może być i kruszyzna :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>