To jest mniej więcej ten czas, kiedy dziecko odkrywa, że natura wyposażyła je w działo kalibru ho-ho-ho. Nowej broni zaczyna używać coraz częściej i z coraz lepszym skutkiem. O czym mowa? O możliwościach wokalnych.

Strategia jest prosta jak konstrukcja cepa i nie trzeba rasowego szachisty, żeby ją przewidzieć. W skrócie sprowadza się to do stwierdzenia: jeśli chcesz coś uzyskać, włączasz syrenę.

Wszystkich, którzy już odkryli, że ich dziecko to potrafi, pragnę powiedzieć, że to pikuś w porównaniu z buntem dwulatka, kiedy do ryku dochodzą akrobacje, których nie powstydziłyby się rumuńskie gimnastyczki.

W każdym razie nasza pociecha funduje nam pierwszy poważniejszy egzamin z wychowania. Kiedy ulegać, kiedy nie ulegać? Czy w ogóle brać ryk pod uwagę? Jak można nie brać, utulić trzeba! Tulić w takim razie czy nie tulić? Tak, tak, zaczynają się poważniejsze pytania niż te z gatunku „Gdzie położyłaś to pier…ne mleko modyfikowane?!”

Pierwszym więc z osiągnięć rozwoju dziecka w piątym miesiącu życia jest używanie emocji do własnych celów. Przypominam, że wszystko to, co ośmielam się tutaj wypisywać, ma charakter orientacyjny, jeśli więc czyjeś dziecko nadal jest oazą spokoju, to nie ma się co martwić. Koniec tego stanu i tak nastąpi, tylko nieco później :)

Co jeszcze dzieje się w piątym miesiącu życia?

  • Dziecko sztywno trzyma główkę i świetnie wychodzi mu sfinks. Potrafi nie tylko podnieść samą głowę, ale również klatkę piersiową.

Ponieważ pierwszy raz w życiu udało mi się wtedy moje dziecko uczesać, dorobiła się ksywy „mój Hitlerek”. Uczesanie wyszło za sprawą koszmarnie tłustego Oilatum.

  • Jeśli młodociany jest silny, próbuje podciągać kolanka pod pupę i w ten sposób przygotowuje się do przyszłego raczkowania. Moje nie podciągało. Podciąganie i stanie na czworakach zaczęło się dwa miesiące później, a dziewczyna „zaraczkowała” w 9. miesiącu życia.
  • Dziecko chwyta przedmioty i próbuje je przekładać z ręki do ręki. Wkłada je oczywiście do ust, dlatego priorytetem dla nas powinno być dbanie o to, żeby nic małego nie znalazło się w zasięgu łapek. Należy też zapomnieć o dawaniu do zabawy reklamówki foliowej – można się tym szybko i skutecznie udusić.
  • Mały człowiek potrafi rechotać na całego, a potrafi też się porządnie zdenerwować, kiedy np. zabierzemy mu zabawkę.
  • Zwraca uwagę, z której strony dochodzi głos, który słyszy, i odwraca się w tym kierunku.
  • Niejedno na tym etapie ząbkuje. Wszystkiego najlepszego :)
  • Gaworzy, wydaje rozmaite odgłosy paszczowe i próbuje naśladować to, co ktoś do niego mówi. Oczywiście to nie wychodzi, ale próby są bardzo ważne.  Może mówić „mama” lub „baba” czy „dada”, ale – uwaga! – nie rozumie znaczenia tych słów! Dla dziecka na tym etapie jest to po prostu fajnie brzmiąca zbitka zgłosek.
  • Możemy spokojnie zacząć robić pierwsze przymiarki do niekapka. Młode jest zresztą zainteresowane samoobsługą i chętnie samo trzyma sobie butelkę. Chrupki kukurydziane welcome – może już sobie z nimi radzić. Co ważne, chrupki tak, ale skórka od chleba – stanowczo nie. Wypróbowałam – świetnie się tym można udławić.
  • Lubi chwytać palce dorosłego i podciągać się do siadu. Jeśli je puścimy, może usiedzieć samodzielnie tak ze dwie sekundy.

Od razu powiem tutaj, że jest szkoła, która mówi, że nie należy dziecka w ten sposób podnosić, a trzeba poczekać, aż samo usiądzie bez żadnej pomocy. Ja jestem przeciw. Uważam, że takie podnoszenie – niezbyt częste, wszystko w granicach rozsądku!! – pozwala dziecku ćwiczyć mięśnie pleców, mięśnie karku, mięśnie rąk i w ogóle wszystko, co jest potem potrzebne do samodzielnego siedzenia. Jeśli nie przeginamy i nie sadzamy dziecka na siłę (bo po kiego?), to fundujemy mu po prostu wartościowe ćwiczenia. A ono samo i tak wybierze, kiedy sobie usiąść.

  • Nasza latorośl bardzo lubi „stać” na kolanach dorosłego. Oczywiście to stanie polega na trzymaniu pod paszkami, ale rzecz w tym, że młode robi coś w rodzaju pierwszych przysiadów na nóżkach. To też jest świetnie ćwiczenie wzmacniające mięśnie nóg.
  • Ponieważ dziecko zaczyna naśladować mowę i jest w stanie wymawiać pierwsze proste sylaby (ma, ba, ga, da), warto zacząć mu czytać. Zwłaszcza wiersze ze względu na melodyjność i rytm mowy wiązanej. Nie jest istotne, że młode nie rozumie treści, rytm wyczuje bezbłędnie. No i może popatrzeć na kolorowe obrazki.
  • I na koniec – ssanie nogi potrafi doprowadzić do perfekcji :)

Zanim ktoś zacznie rwać włosy z głowy i chwytać telefon celem rejestracji u pediatry, powtórzę, że te umiejętności dziecko MOŻE posiąść i to dopiero POD KONIEC piątego miesiąca życia, a nie w pierwszych jego dniach. Każdy maluch rozwija się inaczej, swoim tempem. Wrzucamy więc na luz i dajemy młodemu szansę zaskoczyć nas w późniejszym czasie.

Przy pisaniu notki korzystam z książki „Pierwszy rok życia dziecka dla bystrzaków”. Zdjęcia domowej produkcji.

Share →

13 komentarzy do Rozwój dziecka w piątym miesiącu życia

  1. Marlenica pisze:

    Owłosienie Jadwigi jest pierwsza klasa, zarówno Hitlerek jak i Edward Nożycoręki ;)

  2. kruszyzna pisze:

    Najtrudniej uwierzyć w to, że Nożycoręki jest absolutnie spontaniczny, a wszelkie próby uczesania lub przygniecenia czapeczką spełzają na niczym. Ściągamy czapeczkę, a włosy hop! i stoją :)
    Teraz Jadwiga jest już długowłosa i nic jej nie stoi, ale i tak potrafi się niemożebnie rozczochrać. Trwają podchody do pierwszej wizyty u fryzjera, bo latanie za dwulatkiem z gumkami i spinkami jest, co tu kryć, dość trudne. Zwłaszcza jeśli przy czesaniu najlepiej dziecko przywiązać, bo inaczej się nie da :)

  3. Szajajaba pisze:

    A ja tak nie mogę się już doczekać tej stopy w paszczy :D Na razie maleńki postęp jest – Agutka zaczyna się chichrać gdy ją smyram po stopach, od kilku dni tak, wcześniej tak jakby nie czuła tego, olewała :)

  4. Aga pisze:

    fryzura Jadzi jest rewelacyjna :)

  5. kruszyzna pisze:

    @Szajajaba
    Wiesz, u nas to stało się nagle. Nic, nic, nic i nagle hop! I stopa w paszczy. A parę dni wcześniej, jak babcia mi mówiła, że dzieci tak robią, to nie wierzyłam. Bo te nóżki nie najdłuższe przecież, do pyska daleko, to jak włoży? Ale widać można :)

  6. banga pisze:

    Kruszyzna, Jadzia na serio miała takie włosy sama z siebie :-) ? Nie potraktowałaś ich czymś mocno elektryzującym :-) ? To zdjęcie siedzącej Jadzi – bomba, jej fryzura wygląda jak te chińskie lampki z takich cieniutkich plastikowych jakby niteczek, czasem chyba świecących na końcach…Wiecie, o co mi chodzi? A tak na serio, to przeurocza ta Twoja dziewczyna!No i te chochliki w oczach!

  7. kruszyzna pisze:

    @banga
    Fryz jest absolutnie spontaniczny, zreszta byl obiektem rechotu calej okolicznej populacji. Nawet zalozenie czapeczki nic nie dawalo, bo po sciagnieciu i odczekaniu chwili, wlosy stawaly znowu :)
    Wiesz, co pomoglo? Pierwsze postrzyzyny. I wtedy stal sie cud, bo wlosy nagle oklaply. Nagle. I juz wiecej nie wstaly :)

  8. kruszyzna pisze:

    A, i jeszcze cos. Kolor ma po mezu, ale ja mam takie same druty. Jak ich nie potraktuje guma i lakierem, to nie ma najmniejszych szans, zeby okielznac :)

  9. HaniaP pisze:

    Super artykuł,strasznie się uśmiałam.Gratuluję dystansu do siebie i dziecka:).Mój skarbeczek też ma takiego irokeza-naprawdę to dziwne że chociażby miala na głowie czapeczkę przez długi czas to i tak zaraz po zdjęciu jest to samo :P .Pozdrawiam MAMA IGI

  10. Moe pisze:

    Haha, a już myślałam, że tylko ja wołam na me dziecię „Hitlerek”, gdy ma przylizane włoski :)

  11. agrypina pisze:

    A co do wydawania dźwięków: wasze dzieciątka też gaworzą przez sen? :) Pewnego dnia poleciałam do pokoju na złamanie karku, bo z elektronicznej niani dobiegła mnie seria „abłabłabłabłaabłaaa”-nia.. Wpadam, zaglądam do wózka (akurat tam udało się młodzieńca uśpić) – a ten śpi snem spokojnym.. Teraz się wybystrzyłam i czekam, czy hałasu będzie więcej, czy znów może gada na śpiąco.. :)

  12. agrypina pisze:

    PS: Chrupki i samoobsługa, akurat! ;) Mój Mały Książę owszem, chrupką się poczęstuje, ale pod warunkiem, że mu ją będę trzymać przed paszczą i podawać do memłania… Czyżby to część osławionej, leniwej samczej natury? Bo wszystko inne (zwłaszcza to, czego nie wolno) wędruje do buzi błyskawicznie.. ;)

  13. Puncel pisze:

    Dzizys Krajst, moj dziec wlasnie uskutecznia takie ryki ze zaraz sasiedzi zadzwonia po opieke spoleczna :D czyli wszystko sie spawdza, wczesniej dziedzic byl na miare szyty i cichutki jak myszka, a teraz drze sie ile wlezie. Jaka jest strategia, nie reagowac?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>