Test owulacyjny, żeby zajść w ciążę?
Test owulacyjny. Słyszeliście o takim wynalazku? Ja odkryłam niedawno zupełnie przypadkiem jego istnienie. Być może daję tym samym dowód totalnego zacofania, ciemnogrodzianizmu czy czegoś tam jeszcze, ale to fakt. Nie wiedziałam, że istnieje coś, co wygląda i działa jak test ciążowy, a pozwala wykryć nie ciążę, a owulację.
Naprzykład taki, ale są też inne.
Test owulacyjny może być płytkowy lub paskowy – czyli dokładnie tak samo jak test ciążowy – a do badania zabieramy się klasycznie, czyli po prostu siuramy do pojemniczka. Potem nabieramy kropelki i umieszczamy na płytce albo zanurzamy paseczek w moczu. Po paru minutach odczytujemy wynik.
Proste? Na pierwszy rzut oka tak, ale trzeba wiedzieć, kiedy taki test przeprowadzić, żeby dało to jakieś miarodajne rezultaty.
Test owulacyjny (zwany też testem płodności lub testem LH) ma za zadanie ocenić stężenie w organizmie hormonu luteinizującego, wytwarzanego przez przysadkę mózgową. Dzieje się tak, że krótko przed owulacją (kilka dni) ilość tego hormonu wzrasta. Największą wartość osiąga na 24 do 36 godzin przed owulacją.
Co wtedy robimy? Cóż zarządzamy romantyczny nastrój i oddajemy się rozkoszy
Zapłodnienie to wbrew pozorom nie taka prosta sprawa. Komórka jajowa żyje krótko (12 godzin), a plemnik też w nieskończoność czekać na nią nie będzie. Dobrze więc jest znać przybliżony termin wystąpienia owulacji, bo to może znacząco podnieść szansę zajścia w ciążę.
Wiele par dość długo stara się o dziecko. Czasem, co ciekawe, niepowodzeniu nie towarzyszą żadne przeszkody natury medycznej. Wszystko jest OK, mężczyzna i kobieta przebadani na wylot i zdrowi jak ryby, a ciąży jak nie było, tak nie ma. Czynników może być rzecz jasna setki, ale jednym z nich może być niemożność „wstrzelenia się” w owulację.
Kiedy i jak przeprowadzać test? Przede wszystkim nie wystarczy raz. Siuramy do pojemniczka przez kilka dni z rzędu. Zawsze późnym wieczorem, najlepiej około godziny 23.00, bo właśnie wtedy hormonu LH uwalnia się najwięcej. Postępujemy zatem odwrotnie niż w przypadku testu ciążowego, który zaleca się wykonywać rano, zaraz po wstaniu. W dniu badania nie stresujemy się (cha, cha), nie żłopiemy piwska, nie raczymy się winkiem, nie przyjmujemy żadnych leków (jeśli się da), bo wszystko to może wpłynąć na wynik testu.
Nie ma sensu zabierać się za testowanie zaraz po skończonej miesiączce. Trzeba mniej więcej znać średnią długość swojego cyklu i wykonać test w określonym czasie. Im dłuższy cykl, tym później następuje owulacja. Faza poowulacyjna jest ZAWSZE stała i wynosi od 14 do 16 dni (indywidualnie dla danej kobiety). Jeśli więc cykl trwał 35 dni, to znaczy, że owulacja nastąpiła około 20. dnia cyklu, a nie w 14., jak mówią podręczniki. Ustalamy więc średnią długość cyklu i do pierwszego dnia miesiączki doliczamy pewną ilość dni. Dopiero po upływie tych dni jest sens zabierać się za testy.
To z kolei oznacza, że test może sprawiać trudność osobom, które cykle mają bardzo nieregularne. Ale może również stanowić dla nich prawdziwą pomoc. Dlaczego? Wyjaśnię poniżej.
Warto oprócz posługiwania się testem owulacyjnym prowadzić systematyczną obserwację śluzu wydobywającego się z pochwy. Jego wygląd jest ściśle związany ze stężeniem hormonu LH w organizmie. Kiedy nastają dni płodne, czyli hormonu jest już sporo, śluz staje się przejrzysty i rozciągliwy jak białko jajka lub średnio rzadki kisiel. Taki utrzymuje się przez czas owulacji i dwa lub trzy dni po niej, a potem wraca do „normalności”, czyli znów staje się mętny i zbity.
W czym tkwi trudność w przypadku cykli długich i nieregularnych? W tym, że występowanie śluzu wyglądającego jak płodny może pojawić się nawet kilka razy (!!) w czasie jednego cyklu. Tak jest np. przy zespole policystycznych jajników. Połączenie testu owulacyjnego i obserwacji pomogłoby, jak myślę, ustalić, które wystąpienie śluzu płodnego jest tym właściwym. Tak, wiem, ostatnie, ale skąd można wiedzieć, czy to już ostatnie czy jeszcze nie, skoro cykl się nie skończył, a potrafi trwać np. 70 dni i więcej?
W przypadku cykli nieregularnych trudno ustalić ich średni czas trwania, ale można z góry przyjąć, że raczej chodzi o cykle długie.
Rzecz w tym, że do współżycia można by wtedy podejść z dużo większym luzem. A im więcej luzu i im mniej stresu, tym szansa na ciążę większa.
Zastanawiam się nad skutecznością takiego wynalazku, jakim jest test płodności. Wydaje mi się, że może pomagać, ale bez przesady, nie załatwi sprawy za nas.
Niektórzy ludzie testy owulacyjne traktują jako metodę antykoncepcyjną. Wykrywamy najwyższe stężenie hormonu LH i w ciągu kilku najbliższych dni unikamy seksu. Owulacja mija i wio, hulaj dusza
Bez tabletek, bez gumek, nieinwazyjnie. Zalecałabym ostrożność i odstawienie entuzjazmu na boczny tor. Można się mimo wszystko nieźle zdziwić.
I na koniec ceny. Test owulacyjny kosztuje trochę drożej niż test ciążowy, bo między 20 a 80 zł. W opakowaniu mamy jednak zestaw do kilkukrotnego przeprowadzenia testu.
Słyszałam o tym. dwie moje koleżanki dość długo nie mogły zajść w ciążę. jedna kupowała długi czas te testy i w końcu się udało. Druga kupiła raz i za pierwszym się udało
A moja psiapsiółka używa go jako antykoncepcji w połączeniu z obserwacją i gumkami. Działa już dobre dwa lata
Testy można kupić w necie, większą ilość, wtedy cena jest sporo niższa. 20 zł to jednak sporo za kilka pasków
Ha ha to odgłos śmiechu
PS
Cha cha to taniec
Ja kupiłam, robiłam, w życiu żadnej owulacji mi nie wykazało. A dziecię piękne i dorodne jest:) Do tej pory się zastanawiam… Oby tylko takie miłe skuchy w testowaniach:)
Duszka84, wg słownika PWN obie formy (cha cha oraz ha ha) są poprawne i wyrażają głośny śmiech.
Psia kosteczka, podkulam ogon i zwracam honor autorce!
Ja kupowałam testy owulacyjne na allegro po 1,3zł za sztukę. To chyba nie jest zaporowy koszt?
W jednym cyklu zuzywałam 3 testy. W połączeniu z obserwacją śluzu udało się nam zaciązyc w 5-tym cyklu. Dziś nasza córeczka ma 7 miesięcy
Staramy się o drugie, juz bez testów. Nauczyłam się precyzyjnie określac termin owulacji, dzięki właśnie testom. Polecam
Też stosowałam to ustrojstwo i na szczęście zadziałało, choć faktycznie gdy cykle wahają się między 25 a 87 dni jest to niełatwe… ja też stosowałam na początku po 2-3 testy, ale szybko się wyrobiłam i starczył jeden (i to był ostatni), teraz czekam na maleństwo
Nooooo, to kciuki trzymam
takie testy są na prawdę skuteczne
sama dzięki nim zaszłam w ciążę
sama nie mogłam określic u siebie owulacji, dni płodnych, bo miałam bardzo nieregularne cykle. Ostatnio wyczytałam, że teraz są dostępne takie wielokrotnego użytku na ślinę
to dopiero fajna sprawa musi być. O uszy mi się obił tester Afrodyta ale nie jestem pewna
Mam PCO i baaardzo nieregularne cykle. Gdyby nie tabletki antykoncepcyjne pewnie nigdy nie mogłabym zajść w ciążę ( mały paradoks, ale dobrze go rozumieją dziewczyny z PCO:)) Po odstawieniu tabletek w pierwszym cyklu – z testami owulacyjnymi rzecz jasna zaszłam w ciążę. Mamy ślicznego Syneczka a teraz zaczynamy staranka o drugą Dzidzię:) Procedura ta sama…