Wózek dla bliźniaków kupiony!
Stało się. A właściwie staliśmy się. Staliśmy się posiadaczami wózka dla naszych bliźniaków. To znaczy one się stały, tyle że za naszą kasę. Pokrętne to wszystko, bo emocje jeszcze wychodzą wszystkimi porami skóry. Na wypadek, jakby zaglądał tu przyczajony czytelnik, ukryty przyszły rodzic mnogiego przychówku, podzielę się kilkoma uwagami odnośnie naszej wózkowej przygody.
Oglądaliśmy wózki firm Teutonia, Per Perego, Chico, Hartan, Emmaljunga i jeszcze jakiś, którego nazwy nie pomnę. Były i takie typu „tramwaj” i z siedziskami obok siebie. Na łowy udaliśmy się do sklepu Ascot.
Tutaj mała dygresja specjalnie dla wrocławian – sklep Ascot (byliśmy we wszystkich trzech) gorąco polecam. Jeśli jesteście w trakcie obmyślania szeroko pojętej wyprawki dla noworodka, to udajcie się tam. Wszystko w jednym miejscu, od czapeczek i smoczków, przez wanienki kąpielowe i zabawki na fotelikach do samochodu skończywszy. Można mnóstwo czasu zaoszczędzić, bo się człowiek obkupi, po sklepach nie nalata. Jednocześnie przestrzegam – jeśli macie starszą pociechę, pod żadnym pozorem nie zabierajcie jej ze sobą. Wchodzicie do jaskini lwa najeżonej po brzegi zabawkami. My musieliśmy wyłudzić od obsługi firmowy balonik, chorągiewkę i kupić jakiś dźwig za całe 4 zł, bo inaczej sprawa rysowałaby się kiepsko.
Spostrzeżeń odnośnie wózków bliźniaczych wyniosłam kilka.
- znacznie lepiej manewruje się wózkiem szerokim niż takim typu „tramwaj” i wkłada się w to o wiele mniej siły. Zwłaszcza jeśli pokonujemy krawężniki.
- z drugiej strony „tramwajem” łatwiej wpakować się do autobusu czy do sklepu.
- wózki dla bliźniaków są ogólnie cholernie ciężkie. Waga 19-20 kg to norma. Przynajmniej za cenę do 3000 zł.
- duży kosz na zakupy to również norma – przy tych gabarytach nie da się inaczej.
- po złożeniu i tak zajmują sporo miejsca – to w kontekście tego, jaki macie samochód.
- jest bardzo duża różnica między tym, czy wózek ma przekładaną rączkę czy przekładane siedzisko.
- ważne jest, czy wózek ma kółka pompowane czy piankowe. Te z piankowymi są lżejsze (choć mają gorszą amortyzację przy jeżdżeniu po klasycznych wybojach chodnikowych)
- trzeba zwrócić uwagę na to, czy wózek jest prosty w obsłudze i prosto się składa. Bo nie każdy tak ma. Niektóre są, moim zdaniem, przekombinowane.
- przy wybieraniu wózka szerokiego, trzeba sprawdzić, jaką ma szerokość. Standardowe drzwi mają szerokość ponad 80 cm. Wózki najczęściej mają 79-80 cm. Zanim kupimy, sprawdźmy, czy nim w ogóle wjedziemy
- Trzeba się doinformować, czy gondolki są w zestawie, czy też trzeba je dokupić osobno. Różnica między tym, co widzimy w sklepie, a tym, co chcemy mieć docelowo, może sięgać 1200 złotych.
- warto wycisnąć z obsługi sklepu siódme poty i przemaglować, pytać o wszystko, co nam przyjdzie do głowy. Wózkiem trzeba pojeździć, pomanewrować, pomacać, złożyć, rozłożyć, podnieść do góry i wykonać sto pięćdziesiąt innych czynności, które będzie robić codziennie. Wydajemy kupę kasy, musimy wiedzieć, że wózek nam w stu procentach odpowiada.
- trzeba zwrócić uwagę na to, czy siedziska spacerowe można podnosić i opuszczać niezależnie od siebie.
- wybór, jeśli chodzi o wózki bliźniacze, jest MARNY. Na wyszukanie odpowiedniego warto poświęcić więcej czasu i nie robić tego na ostatnią chwilę.
No i teraz jaki kupiliśmy? Po wielkich bojach i odwiedzeniu wszystkich trzech sklepów zdecydowaliśmy się na wózek szwedzkiej firmy Emmaljunga. Model Twin Cerox 360.
Nie w tym kolorze. Nasz wózek ma design uroczego moro. Jak pójdę z dzieciarnią na spacer do parku, to mnie przez tydzień będą szukać
Dlaczego właśnie Emmaljunga? Kilka spraw zaważyło.
Po pierwsze wózek jest solidnie wykonany – przynajmniej na taki wygląda – i bardzo lekko się prowadzi. Jest bardzo zwrotny.
Po drugie ma przekładaną rączkę, a nie przekładane siedzisko.
Po trzecie wydawał się bardzo funkcjonalnie pomyślany.
Po czwarte w zestawie ma folię ochronną, moskitierę (może to standard, ja tam nie wiem, ale w każdym razie jest miło), bardzo fajną torbę, mnóstwo kieszonek i dwie miękkie gondolki.
Po piąte kosztował nieco ponad 2500 zł i w porównaniu do np. Hartana było to tanio.
Po szóste – składanie i rozkładanie, a także demontaż kółek jest proste jak konstrukcja cepa.
Ogólnie więc jest bardzo podobny do Teutonii, którą oglądaliśmy. Dlaczego więc nie Teutonia? Bo już nam się nie chciało po nią wracać, a do tego jedyny w sklepie egzemplarz był, jak zrozumiałam, niekompletny, czyli brakowało gondolek. Zależało nam na czasie i chcieliśmy być już po. Teutonia pod względem ceny wypadała bardzo podobnie, pod względem wagi także.
Zastanawialiśmy się nad wózkiem niemieckiej firmy Hartan. Jednak w nim przekładało się siedzisko, nie rączkę (fakt, że prosto, ale jak przełożysz w trakcie spaceru? Razem z dziećmi?). Dodatkowo gondolki trzeba było dokupić. Wózek bez gondolek kosztował 2200 zł, z gondolkami 3400 zł. Niby można na allegro dokupić tańsze polskie odpowiedniki, ale ja byłam przeciw takiemu kombinatorstwu i w rezultacie Hartan odpadł.
Dużym zaskoczeniem dla mnie był fakt, że wózki dla bliźniaków mają miękke gondolki montowane NA siedziska spacerówki. Te, które mają osobną część spacerową i gondolową, są o wiele droższe (ponad 3500 zł). W pierwszej chwili pomyślałam sobie, że to najgorsze, czego mogłam się spodziewać. Wózek sam w sobie jest ciężki, a tu jeszcze dokładamy gondolki i dzieciarnię w tych gondolkach.
Z drugiej strony jednak takie rozwiązanie ma wiele zalet. Gondolki możemy trzymać sobie w domu i kiedy wychodzimy na spacer, pakujemy dzieciznę i znosimy na dół w dwóch „torbach”. Gondolki mają uszy do noszenia, są stosunkowo lekkie, zapinane tak, że młode, choćby się nie wiem jak starało, nie wypadnie. To się świetnie przydaje, kiedy trzeba iść do lekarza. Jedziesz wózkiem, wypinasz gondolki, wnosisz dzieciarnię i wio. Wózek można trzymać w wózkarni, na klatce schodowej, w piwnicy czy gdzieś tam, a dzieci donosić w gondolkach. I nie zagracamy sobie chałupy. Poza tym same gondolki są rozpinane i mogą potem służyć jako śpiworki.
Doszłam do wniosku, że wybierając wózek, najpierw musimy ustalić priorytety. Czy ważniejsza jest możliwość korzystania ze środków komunikacji miejskiej i możliwość wjechania do sklepu, czy też łatwość manewrowania i prowadzenia. W sklepie mówiono nam, że „tramwajem” wjedziemy do windy, ale coś w to nie wierzę. Do wind, które ja znam (bloki z okresu środkowego Gierka), nie wjedzie żadna z opcji, chyba że się dzieciarnię wymontuje, a wózek złoży.
Wiem, że zaglądają tutaj osoby wychowujące bliźniaki, może więc dorzucą coś jeszcze do tego ogródka.

Wózek wygląda suuper. W ogóle Emmaljungi fajne, i miałam ochotę, ale u nas stanęło na Teutonii- zaważyły gabaryty. Emmaljungi mi również wydają się porządnie zrobione, ale są duże. Teutonia- mamy model fun system – maleńka. Pasuje i do naszego lokum, i do samochodu:)
Mialam taki wozek – co prawda 11 lat temu, ale mialam <:) Kolko nieco inne, ale pompowane, i bez przekladanej raczki – ilez razy przeklinalam ten brak. Duza wada dla mnie tego wozka byl brak dobrej amortyzacji – albo raczej brak jakiejkolwiek – co na polnych wertepach jest bezwzglednie wymagane. Chlopakami trzeslo jak w wytrzasarce jakiejs. No i te gondolki – oh jak ja zazdroscilam dzieciom w normalnych glebokich wozkach, ale moze faktycznie ma to sowje zalety. Na spiowory to to sie moim zdaniem nie nadaje i te dokupywalismy osobno. I jeszcze jeden mankament – nie wiem dlaczego ale moje dzieci dostawaly szalu po zalozeniu foli p-deszczowej. Teraz mamy jedno dziecie – i tego problemu nie ma. W pojedynczym wozku jest, jakby to okreslic…. mniejszy kontakt z folia, albo jest to kwestia charakteru dzieci?.
Przepraszam za brak polskich znakow.
Ja jeszcze mogę we Wrocławiu polecić hurtownię BAJKA na ul. Długosza. Niestety trzeba wszędzie uważać na ceny, bo niektóre rzeczy można w zwykłych sklepach (drogeriach, czy marketach) kupić dużo taniej.
ja dodam,ze faktycznie w hurtowniach Ascotu jest na miejscu niemal wszystko, ale wiele rzeczy jest droższych niż w innych sklepach.Tam właśnie widziałam kiedyś podeściki za 5 dych, a zimą kupiłam waciki ( te prostokątne) do pielęgnacji maluszka-były droższe niż w każdym innym sklepie.Ale fakt-można wszystko kupić w jednym sklepie.Aa, i ceny ubrań dla kilkulatków są rzeźnickie.Chociaż spacerówkę-parasolkę Coneco dla kilkulatka 4 lata temu kupiłam tam w normalnej cenie.
@Al
U nas niestety żaden z wózków nie mieścił się do bagażnika. Faktycznie Teutonia jest mniejsza po złożeniu, ale i tak za duża. Za jakiś czas trzeba kupić nowy samochód, ot co
@Piorko
Kółka pompowane sprawiają, że wózek jest znacznie cięższy – sprawdziłam organoleptycznie czy jak to się tam mówi. Bez porównania lżejsze są te na piankowych. No, ale coś za coś – pompowane oznaczają z reguły lepszą amortyzację.
@aniula
popieram, tak hurtownia Bajka też jest świetnie zaopatrzona. Swego czasu kupowalismy tam kojec i powalił mnie wybór np. krzesełek do karmienia i właśnie wózków.
@kyja
Więcej pójdzie na benzynę lub bilety autobusowe. Poza tym w Ascocie są ubranka dla wcześniaków, które w ogóle trudno dostać. Tutaj się kupi np. w rozmiarze 44. Drogie jak cholera, wiadomo, ale są.
Tak, faktycznie, często rzeczy są tam droższe. Jeśli jednak miałabym latać po sklepach i wyszukiwać, gdzie najtaniej, to ja się nie piszę na takie manewry
H&M ma także ubranka w rozmiarze 50, kupowałam dla swojego wcześniaka. Te tańsze rzeczy, niż np. w Askocie, czy Bajce mam na myśli jakąś chemię, np. szczoteczkę do ząbków dla malucha w Bajce widziałam za 16zł, w rossmannie kupiłam za 8zł, to samo np. z pieluchami, czy chusteczkami. Wkładki laktacyjne belli kupuję w carrefour za ok 13zł za dużą paczkę, czasem warto kupić coś będąc przy okazji w jakimś sklepie.