Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Blondyna poranną porą

pt, 03 wrz 2010 · Opublikowane w Życie...

Ojapierdziu! Muszę to z siebie wyrzucić, bo mam paszczę w parterze. Ciężko pisać, kiedy zęby zahaczają o klawiaturę, ale czego się nie robi dla przyszłych pokoleń.Wyglądam przy okazji jak bohaterowie tandetnych amerykańskich komedii, którym z wrażenia wypada z japy przeżuty kawałek wybitnie amerykańskiej pizzy, a oczy wyłażą z orbit. Siedzę ja sobie rano w kuchni i powoli, partiami przyjmuję do wiadomości, że najwyższy czas odzyskać dzienną przytomność, kiedy słyszę następujący odgłos paszczowy z pokoju obok:

- … ciężka, ogromna i pot z niej spływa, tłusta oliwa…

(Żuchwa sru o panele, a ja skradam się i czaję w przedpokoju za komodą)

- … stoi i sapie, dyszy i dmucha, żar z rozgrzanego jej brzucha bucha…

(wystawiam oczy zza framugi drzwi i chłonę zjawisko. Oczywiście zamiast wszystkich literek „r” pojawia się „j”, ale fakt ten ostentacyjnie olewam)

- … puff, jak gorąco…

(Jadzisko siedzi na krześle i kontempluje Misia w Dużym Niebieskim Domu, ale najwyraźniej tylko połową swojej świadomości, bo druga połowa jest zupełnie gdzie indziej)

- … już ledwo sapie, już ledwo zipie, a jeszcze palacz węgiel w nią sypie. Wagony do niej podoczepiali wieeeeeelkie i cięęęęęęęężkie z żelaza, stali…

I w tym momencie ujawniłam swoją obecność, a dziecku się wszystko popierniczyło. Zaczęła wyliczać wagony od drugiego pakować do nich innych lokatorów, niż to postanowił pan Tuwim. Chwilę potem zacięła się, a widząc mój cielęcy zachwyt i ogólną euforię, zaczęła się wygłupiać, biegać po pokoju i tarzać po ziemi.

Jestem w ciężkim szoku, bo nie zdawałam sobie sprawy, że taki kawał wiersza zna na pamięć. Nikt jej specjalnie tego nie uczył. Fakt, wałkujemy „Lokomotywę” od czasu do czasu i to nie tylko ja, bo babcie do spółki też, ale Jadźka cichociemna nie ujawniała się do tej pory.

Śmiem twierdzić, że zbieram owoce zapodawania wierszyków od kołyski i cowieczornego rytuału pt. „poczytamy”. Nieraz miałam ochotę powiedzieć, żeby dała mi spokój, dzisiaj nie czytamy, książeczki poszły spać, a mamusia też nieprzytomna itp., ale zawsze się łamałam i w rezultacie na kołdrze lądowała sterta książeczek. Kuźwa, nie wiem, czy jestem bardziej dumna czy bardziej blada. No, to już pewne, że w przypadku bliźniaczek polecimy tym samym schematem :)

Słowa kluczowe: ,

7 odpowiedzi odnośnie posta “Blondyna poranną porą”

  1. tafranca pisze:

    Kruszynzna, fantastycznie!!! To tez moim zdaniem zasluga pana Tuwima, rymy i generalnie melodia wierszyka…chyba juz zamowie jakies komplacje najpiekniejszych wierszykow dla dzieci, jak zaczne w 6tym miesiacu ciazy, to mlody odezwie sie natychmiast 13″-sto zgloskowcem?????????????????? ;-) )))

  2. Z poprawną średniówką :) A w wieku dwóch lat napisze pierwszą epopeję. Czym ostatecznie pogrąży Mozarta :)

  3. Biedny Mozart… ;)
    U nas Tuwim na przemian z Brzechwą – bo nie mogę się zdecydować, którego sama bardziej lubię :)

    Jadzi gratuluję!

  4. No to szacun;) Ciekawe co (poza Tuwimem) mała opanowała już mimochodem na pamięć… ;)

  5. No proszę, nie to, że dziecię nad wyraz urodziwe, to jeszcze zdolne :-) Gratulacje dla Jadźki i dumnej Mamy :-) Potwierdzam, czytanie co wieczór popłaca, Kuba „Lokomotywy” nie załapał, za to znał wszystkie wierszyki Brzechwy z serii „ZOO”, czym pospisywał się swojego czasu chętnie – ku uciesze gawiedzi :-0

  6. Swoją drogą ostatnio młodej recytowałam wierszyk. Jakoś pustka w głowie, żadnego nie mogłam sobie przypomnieć, prócz… O wróbelku – wersja Gałczyńskiego :D

  7. Mój synek ostatnio nauczyl sie takiego wierszyka ze glowa boli:) Ale jak to mowia glupote sie szybko chlonie;)

A Ty co myślisz?