Blondyna poranną porą
Ojapierdziu! Muszę to z siebie wyrzucić, bo mam paszczę w parterze. Ciężko pisać, kiedy zęby zahaczają o klawiaturę, ale czego się nie robi dla przyszłych pokoleń.Wyglądam przy okazji jak bohaterowie tandetnych amerykańskich komedii, którym z wrażenia wypada z japy przeżuty kawałek wybitnie amerykańskiej pizzy, a oczy wyłażą z orbit. Siedzę ja sobie rano w kuchni i powoli, partiami przyjmuję do wiadomości, że najwyższy czas odzyskać dzienną przytomność, kiedy słyszę następujący odgłos paszczowy z pokoju obok:
- … ciężka, ogromna i pot z niej spływa, tłusta oliwa…
(Żuchwa sru o panele, a ja skradam się i czaję w przedpokoju za komodą)
- … stoi i sapie, dyszy i dmucha, żar z rozgrzanego jej brzucha bucha…
(wystawiam oczy zza framugi drzwi i chłonę zjawisko. Oczywiście zamiast wszystkich literek „r” pojawia się „j”, ale fakt ten ostentacyjnie olewam)
- … puff, jak gorąco…
(Jadzisko siedzi na krześle i kontempluje Misia w Dużym Niebieskim Domu, ale najwyraźniej tylko połową swojej świadomości, bo druga połowa jest zupełnie gdzie indziej)
- … już ledwo sapie, już ledwo zipie, a jeszcze palacz węgiel w nią sypie. Wagony do niej podoczepiali wieeeeeelkie i cięęęęęęęężkie z żelaza, stali…
I w tym momencie ujawniłam swoją obecność, a dziecku się wszystko popierniczyło. Zaczęła wyliczać wagony od drugiego pakować do nich innych lokatorów, niż to postanowił pan Tuwim. Chwilę potem zacięła się, a widząc mój cielęcy zachwyt i ogólną euforię, zaczęła się wygłupiać, biegać po pokoju i tarzać po ziemi.
Jestem w ciężkim szoku, bo nie zdawałam sobie sprawy, że taki kawał wiersza zna na pamięć. Nikt jej specjalnie tego nie uczył. Fakt, wałkujemy „Lokomotywę” od czasu do czasu i to nie tylko ja, bo babcie do spółki też, ale Jadźka cichociemna nie ujawniała się do tej pory.
Śmiem twierdzić, że zbieram owoce zapodawania wierszyków od kołyski i cowieczornego rytuału pt. „poczytamy”. Nieraz miałam ochotę powiedzieć, żeby dała mi spokój, dzisiaj nie czytamy, książeczki poszły spać, a mamusia też nieprzytomna itp., ale zawsze się łamałam i w rezultacie na kołdrze lądowała sterta książeczek. Kuźwa, nie wiem, czy jestem bardziej dumna czy bardziej blada. No, to już pewne, że w przypadku bliźniaczek polecimy tym samym schematem
Kruszynzna, fantastycznie!!! To tez moim zdaniem zasluga pana Tuwima, rymy i generalnie melodia wierszyka…chyba juz zamowie jakies komplacje najpiekniejszych wierszykow dla dzieci, jak zaczne w 6tym miesiacu ciazy, to mlody odezwie sie natychmiast 13″-sto zgloskowcem??????????????????
)))
Z poprawną średniówką
A w wieku dwóch lat napisze pierwszą epopeję. Czym ostatecznie pogrąży Mozarta
Biedny Mozart…
U nas Tuwim na przemian z Brzechwą – bo nie mogę się zdecydować, którego sama bardziej lubię
Jadzi gratuluję!
No to szacun;) Ciekawe co (poza Tuwimem) mała opanowała już mimochodem na pamięć…
No proszę, nie to, że dziecię nad wyraz urodziwe, to jeszcze zdolne
Gratulacje dla Jadźki i dumnej Mamy
Potwierdzam, czytanie co wieczór popłaca, Kuba „Lokomotywy” nie załapał, za to znał wszystkie wierszyki Brzechwy z serii „ZOO”, czym pospisywał się swojego czasu chętnie – ku uciesze gawiedzi :-0
Swoją drogą ostatnio młodej recytowałam wierszyk. Jakoś pustka w głowie, żadnego nie mogłam sobie przypomnieć, prócz… O wróbelku – wersja Gałczyńskiego
Mój synek ostatnio nauczyl sie takiego wierszyka ze glowa boli:) Ale jak to mowia glupote sie szybko chlonie;)