Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Klocki dla dwulatka

czw, 02 wrz 2010 · Opublikowane w ABC rodzica-debiutanta, Życie...

Które dziecko nie ma klocków? Klocki to absolutna podstawa wszystkiego! Można pominąć milczeniem konia na biegunach (choć to zbrodnia), można zlekceważyć zapotrzebowanie na huśtawkę, można machnąć ręką na auto, na które się siada i się jedzie, ale klocki rządzą, wymiatają i ogólnie są the best. No dobra, wiaderko i łopatka też są the best, ale wcale to nie ujmuje rangi klockom, co najwyżej robią trochę miejsca na pierwszym miejscu podium.

Klocki prędzej czy później w domu się pojawią, wywołując z jednej strony zachwyt, z drugiej płacz i zgrzytanie zębów. Jeśli do tej pory nie wyobrażaliście sobie, jak wielki bałagan można zrobić, to teraz już wiecie. Co więcej sprzątanie go to istna syzyfowa praca, bo klocki świeżo umieszczone w pudełku są oczywistym zaproszeniem do ponownego ich wywalenia.

Klocki mamy wszędzie. W kuchni, w łazience, pod meblami, w szafach, na niektórych sprawdzono działanie siły grawitacji, wysyłając je w podróż przez balkon. Wyjścia mamy dwa: ładować je do pudełka kilka razy dziennie lub udawać, że ich nie widzimy. Ponieważ nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu, wybieramy to drugie wyjście.

No i teraz na jakie klocki warto się szarpnąć, bo że się szarpniemy prędzej czy później, to raczej pewne. Klocki muszą mieć DUŻE ELEMENTY. Nie tylko dlatego, że istnieje cały czas ryzyko ich połknięcia, ale również dlatego, że łapki dwulatka nie są jeszcze supersprawne i operowanie dużymi elementami jest po prostu znacznie łatwiejsze i daje więcej frajdy (cenne: my dłużej mamy spokój, bo młode nie przychodzi co dwadzieścia sekund z prośbą o pomoc w zaczepieniu jednego klocka o drugi).

Pierwsze klocki kupiliśmy w Biedronce (skoro jest tak blisko…) i był to luźny zestaw różnych różności wzbogacony o wielgachną plastikową ciężarówkę, na przyczepie której się znajdował. O taki mniej więcej:

Ciężarówka służy nam dzielnie do tej pory, natomiast klocki szlag trafił już dawno. Wybór uważam za mocno nietrafiony. Dlaczego?

Po pierwsze najmniejsze elementy są dość małe i bez problemu można je połknąć. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, kiedy nieletnia trzyma je w rękach, a przecież nie da rady przez pół dnia stać przy dziecku i pilnować.

Po drugie klocki bardzo szybko się wyrabiają, przez co przestają trzymać się jedne drugich. Powoduje to wybuch młodocianej irytacji.

Po trzecie elementy typu drzwi i okienka lubią się rozwalać i w ogóle nie wiem, po kiego tam one. Nigdy nie wzbudziły zainteresowania.

Zaletą jest niska cena, ale co nam po niej, skoro dziecizna szybko się do klocków zniechęciła, a one same nie robiły nic poza wzmożonym chaosem.

Następnym podejściem było Lego Duplo. Mamy dokładnie taki zestaw, jak poniżej:

Zdjęcie z klockowo.pl

Karetka bije rekordy popularności. Zaletą jest to, że nie trzeba jej składać – wystarczy zamontować drzwiczki z tyłu, syrenę na dachu i włożyć do środka ludzika. Syrena świeci i wydaje dźwięki. Nie zaszkodziła jej nawet kąpiel w wannie (przypadkowa, rzecz jasna). Nasza dziewczyna jest wybitnie motoryzacyjnie ukierunkowana, był więc czas, że nie ruszała się bez tej karetki na krok. Zabawa jest przednia, samochód wozi schorowane klocki i inne wymagające reanimacji patyczki od danonków.

Wad klocków Lego Duplo jest kilka. Klocki są niby dla dzieci od lat dwóch, ale zestaw zawiera małe elementy (w postaci tejże syreny oraz torby pana doktora). Mamy również dwa zestawy „wiejskie”, czyli parę klocków plus zwierzyna kopytna i zagrodowa (owca, krowa, koń, prosiaczek, kot, pies itp.). Zwierzątka są w dechę, natomiast najmniejsze klocki Duplo są… małe. Ach, znów wychodzi na to, że rozmiar ma znaczenie. Ano ma. Robię więc tak, że większe spokojnie jeżdżą karetką razem ze zwierzyną, a mniejsze schowałam.

Drugą wadą jest cena. Cena klocków Lego boli mniej więcej tak samo jak zabawek Chico lub Fisher Price.

Mamy jednak również klocki, które co prawda nie powalają różnorodnością form jak Lego, nie dają takiego pola do popisu, nie zachwycają wykonaniem, ale okazały się strzałem w dziesiątkę. To klocki firmy Wader. Ostatnio stoją w pokoju w postaci nieco surrealistycznego zameczku.

Poza fundamentami resztę zamku Jadzisko popełniło własnoręcznie, stąd to kreatywne podejście do architektury. Klocki Wader po pierwsze są tanie. Po drugie są DUŻE. Nawet najmniejszych elementów nie da się połknąć, choćby nie wiem, jak się chciało. Po trzecie łatwo trzymać je w rękach, łatwo układać.

Wykonanie, jak wspomniałam, nie zachwyca, bywa, że klocki trzymają się zbyt mocno i dziecko wychodzi z nerw :) Frajdę jednak dają nieprzeciętną. Takie klocki gorąco polecam. Jeśli się zniszczą lub zgubią, nie ma jęku zawodu (portfel w końcu nie zemdlał z wrażenia). Można spokojnie zostawić dziecko sam na sam z pomysłem na dom, a samemu iść do kuchni i robić obiad.

W planach mam kupno klocków drewnianych (ach, te wspomnienia z dzieciństwa!), ale one muszą chwilowo poczekać, aż przeżyjemy okres burzy i naporu po narodzinach dwóch kolejnych amatorek klocków. Bo że będą je uwielbiać – w to nie wątpię :)

Słowa kluczowe: , ,

17 odpowiedzi odnośnie posta “Klocki dla dwulatka”

  1. Duplo mają za to jedną wielką zaletę – są niezniszczalne i zawsze ma się pewność, że nowokupione będą pasować do starych (nawet tych kupionych 10 lat wcześniej dla innego dziecka).
    Nie napisałaś o zaletach klocków jako takich – rozwijają wyobraźnię przestrzenną, co jest bardzo ważne na późniejszym etapie nauki matematyki. Ponoć wielkim, powszechnym grzechem rodziców dziewczynek jest niedawanie im klocków do zabawy.

  2. „Nie napisałaś o zaletach klocków jako takich – rozwijają wyobraźnię przestrzenną, co jest bardzo ważne na późniejszym etapie nauki matematyki. Ponoć wielkim, powszechnym grzechem rodziców dziewczynek jest niedawanie im klocków do zabawy.”

    Si, mea culpa. Potwierdzam, klocki są niezwykle rozwijające. I w ogóle frajdę sprawia mi patrzenie, co moje dziecko potrafi z klockami zrobić. To znaczy, jak nie wpadłabym na to, żeby na szczycie wysokiej wieży zbudować kolejny domek :)

    To są rodzice dziewczynek, którzy nie dają im klocków????? Poważnie??? Klocki są męskie jak samochody czy co?

  3. My mieliśmy jeszcze fantastyczne klocki gumowe – Kuba dostał je z okazji pierwszych urodzin i dopiero tuż przed piątymi zdecydował się je odstawić do tzw. piasku. Można z nich było budować cuda-wianki, a do tego jak dzieć wsadził rzeczony klocek do paszczy, to po pierwsze primo nie dał rady go połknąć – były naprawdę spore, po drugie primo – nie pokaleczył się.
    Zupełnie odbiegając od tematu – Kruszyzna, jaki masz internet do laptopa? Ja się przymierzam do kupna (pierwszego i drugiego) i nie mam żadnego rozeznania, co by tu wybrać, że by mieć dostęp, choćby do Twojego bloga, od którego się po prostu uzależniłam :-) np. w szpitalu lub w odwiedzinach u moich zdecydowanie nieskomputeryzowanych rodziców.

  4. Klocki u nas to jest właściwie jedyne co potrafi zająć uwagę synka na dłużej. Mamy firmy Wader, Lego duplo i Smyki. Wszystkie z wymienionych są dobre i wytrzymałe.

    p.s. moja teściowa do dziś przechowuje cały wór klocków lego, ale dla starszych dzieci. Lego są naprawdę niezniszczalne, mój mąż bawił się nimi kiedy był uczniem. A za parę lat nasz syn się nimi zaopiekuje;)

    Pozdrawiam:)

  5. lojcia pisze:

    u nas tez kroluja DUPLO, sa faktycznie niezniszczalne i kompatybilne ze wczesniejszymi wersjami. Czego nie moge absolutnie powiedziec o Lego dla starszych dzieci. Moze trafily mi sie jakies podroby, albo jakies 5 sortu – ciezko sie skladaja, a rozlozyc to tylko przy uzyciu sily lub… zebow :(

  6. malucka pisze:

    Drewniane z pokrywką-sorterem kupiłam w Lidlu. Są duże i nie mieszczą się w buzi niemowlaka tzn nie całe. Różne kolory i kształty a wkładanie ich do poszczególnych otworów bardzo uspokaja… mnie :) Gdy po raz 10 mówię, że wkładam niebieski klocek wyciszam się a dziecko zdziwione też skupia uwagę i jest trochę spokoju.

  7. black_sheep pisze:

    @banga

    My też mieliśmy gumowe. Na początek. Są rewelacyjne! Mięciutkie, więc można nimi wojować do woli. Nietoksyczne, więc można pchać do paszczy, le wlezie. Proste w obsłudze – dobrze się łączą i rozłączają. Rewelacja już dla najmłodszych. No a potem to już tylko Lego Duplo i Lego. klocki królują.

  8. @banga
    W domu mam nieszczęsną neostradę i router, czyli do laptopa nie dołączam żadnych kabelków (na szczęście). Można siedzieć na kiblu i pisać, hłe, hłe :) Ściślej mówiąc nie mam laptopa, tylko netbooka, czyli mniejsze coś (ekran o przekątnej 10″, brak napędu CD, brak możliwości podłączenia internetu stacjonarnego, tylko zdalny lub przez router właśnie, ale szybkościowo taki sam jak klasyczne laptopy i do tego leciutki – 1 kg z haczkiem).
    Natomiast w szpitalu korzystałam z totalnej partyzantki, bo używałam telefonu komórkowego jako modemu po podłączeniu go do netbooka kabelkiem USB. Albo pisałam bezpośrednio z telefonu. Mam u swojego operatora taką opcję, że w abonamencie mam 500 mega na miesiąc transferu czy jak to się tam wabi. To jest niestety żałośnie mało. To znaczy wystarczająco, zeby wysyłać i odbierać maile i żeby wstawić notkę na blog, ale nie ma mowy o odwiedzaniu onetów, wirtualnych polsk, nie mówiąc już o serwisach społecznościowych.
    Netbook firmy Samsung – bardzo sobie chwalę.
    Gdyby nie ta neostrada, pewnie zdecydowałabym się na internet bezprzewodowy, ale nie mogę sobie pozwolić na jedno i drugie, stąd to kombinowanie.

    @Lolka
    Fakt, Lego są niezniszczalne i trwają przez pokolenia. Potwierdzam. I kupione dziesięć lat później pasują do tych wcześniejszych. To też konkretna zaleta, bo można sobie dokupywać to i owo.

    @black_sheep
    Nawet nie miałam pojęcia o istnieniu gumowych klocków! Muuuuuuuszę je mieć! :)

    @malucka
    Ja mam sentyment z dzieciństwa. Kuzyni mieli drewniane, kolorowe klocki i uwielbiałam się nimi bawić. Bardzo chciałabym kupić dziecku (dzieciom właściwie) takie same. Drewniane są droższe niż plastikowe, ale co tam :)

  9. Nasze dziewczyny mają takie klocki: http://klockilego.pl/index.php?page=shop.product_details&flypage=flypage.tpl&product_id=569&category_id=20&option=com_virtuemart&Itemid=1&vmcchk=1&Itemid=1
    Kilka elementów (kwiatki, okienko i ludzik) jest jeszcze głęboko w pudełku, duże klocki są w użyciu codziennie. Dziewczyny dzielnie rozłączają klocki i próbują same je spinać. Mam
    Córeczka koleżanki natomiast chwali sobie takie gumowe klocki: http://allegro.pl/item1188457652_clementoni_wloskie_klocki_clemmy_9m_w_wa_sklep.html

  10. A propos drewnianych klocków, są super, też miałam takie w dzieciństwie i pewnie kupię je swojej córce jak osiągnie odpowiedni wiek ;)
    I wcale nie są takie drogie w porównaniu z klockami z FisherPrice gdzie jest ich dosłownie kilka to cena ok.50zł za 50 klocków to nie dużo
    http://www.arkadia-zabawki.pl/klocki/drewniane_naturalne/strona1

  11. @A
    Te gumowe niezłe, tylko drogie. Do kąpieli też się nadają, no nie?

    @ashja
    O, dokładnie o takie klocki chodzi jak pierwsze na podlinkowanej stronie!

  12. Hm Tymcio ma duplo ale taki naprawdę duży zestaw , ma już trzy lata i ciągle się nimi bawimy to chyba najlepszy zakup zabawkowy i nie żałuję nawet tej okrągłej sumki, wolałam raz wydać i mieć mozliwośc wybudowania wieży wyższej od dziecka niż kupować takie małe zestawiki bo dla mnie nie mają za dużo wspólnego z klockami

  13. black_sheep pisze:

    My tez mamy CLEMENTONI, bez figurek, dwa opakowania, po cztery podwójne i po cztery pojedyncze w jednym opakowaniu. Rewelka. A jak pachną, miodzio.

  14. Kruszyzna, dzięki na info…Laptop czy jak tam to zwał (w życiu nie odróżnię, czym się różni to ustrojstwo od notebooków, palmtopów, czy innych kalkulatorów :-) )właśnie kupiłam w szale zakupów dzieciowych :-) Neostradę mam w chacie i nawet jestem zadowolona, ale ja raczej nie ściągam, tylko tu i tam sobie zaglądam… Myślę o bezprzewodowym necie np. z orange, ale nie wiem, czy na wiosce będzie mi to w ogóle chodziło…Muszę po prostu wypróbować.
    A propos klocków gumowych, nigdzie nie mogę znaleźć tych, które miał Kuba. Na pewno nie były takie drogie jak te włoskie, a zestaw był o wiele większy i ciekawszy. Można z nich było ułożyć lokomotywę z wagonami, w których jeździły zwierzaczki. Super sprawa!

  15. Bardzo ładnie prosze o jakies namairy do tych klockow gumowych:) bo szperam i szparam, ale cos kiepsko mi idzie.
    My poki co mamy takie OGROMNE klocki:
    http://allegro.pl/bezpieczne-duze-klocki-najmlodszych-dzien-dziecka-i1210260059.html
    cos w ten desen, a tu juz na zdjeciu w akcji:
    http://picasaweb.google.pl/fotobrzezinscy/Polka46m#5504045466674548050
    No i tak, fajne sa, bo wlanie – duze, jak na klocki to miekkie, dziecie sie moze walic w łepetynke i nic;) tylko nie maja takich zaczepek, jak na klocki przystalo! wiec nie wiele da sie z nich wybudowac… ale robimy co mozemy:)

  16. sztramulka pisze:

    Chcę ostrzec wszystkich, aby nie kupowali klocków drewnianych firmy Dabo eklocki. Ja niestety zrobiłam ten błąd, kupiłam te klocki i okazało się, że mają drzazgi (są niedokładnie zrobione) oraz są zakurzone i niezbyt ładnie pachną. Skontaktowałam się ze sprzedawcą i miał zwrócić pieniądze po otrzymaniu zwrotnym klocków. Teraz nie mam ani klocków (chociaż tego akurat nie żałuję), ani pieniędzy, które obiecał mi zwrócić. Słowo pana Dabo jest nic nie warte. Zdecydowanie odradzam!!!

  17. Się wypowiem.
    Mamy Wadera i jak piszesz, dziecię się wnerwia. No i ja też, bo chodzą naprawdę ciężko! Dobrze, że dostane, a nie kupione.
    W klockowie uzbierałam trochę klocków duplo – nowych, ale na sztuki, no i tym sposobem mamy całe pudło duplaków za niedużą kasę (tym bardziej, że zbieram od kilku miesięcy) i czekają sobie na Mikołajki, w prezencie będą, dziecię będzie miało 1,5 roku. O dziwo, młoda kocha wszelkie drobne rzeczy i nie połyka ich, nie bierze do buzi już, a dużo lepiej manipuluje przy drobiazgach niż przy dużych rzeczach. ot, wybryknięta taka :D

A Ty co myślisz?