Niby wiadomo, jak nosidełko wygląda – taki plecak, tylko zamiast czegoś konkretnego (np. zgrzewki piwa) trzymasz w środku dzieciaka. Ponieważ jestem z nosidełkowców a nie chuściarzy (ale szacun, chuściarze, szacun!), myślałam, że już wszystko o nosidełkach wiem. Przysłano mi jednak do testów nosidełko biodrowe Hipseat. Wygląda to tak:

Ten „jęzor” po lewej stronie to część poddupna. Nosidełko zapinamy dookoła jak pas zapaśniczy, a „jęzor” ustawiamy na wysokości biodra, czyli z boku. Potem bierzemy dzieciaka i hopla, tak oto nosimy:

Ciekawe prawda? To rozwiązanie ma swoje wady i zalety. Najpierw o zaletach.

Nosidełko jest bardzo dobrym pomysłem dla kogoś z takim kręgosłupem jak ja, czyli wskazującym na zużycie. Noszenie dziecka samo w sobie jest niepożądane, ale czasami jest tak, że musimy coś zrobić JUŻ, a młode wiadomo, jakie ma tempo działania. Najczęściej odwrotne od oczekiwanego przez nas. Posadzenie delikwenta na takim siedzisku jest faktycznie przez kręgosłup mniej odczuwalne.

Nosidełko można sobie nosić w domu i kiedy musisz coś sprawdzić w kuchni, to hops młodego i idziesz, a dziecko sobie siedzi. Trzyma się to bardzo stabilnie, trzeba to przyznać i widać, że jest solidnie zrobione. Można je prać w pralce.

Wady? Producent zakłada, że nosidełko jest przeznaczone dla dzieci w wieku od 6 miesięcy do 3 lat. Moje odczucie jest takie, że dzieci starszych niż półtoraroczne nie ma co na tym sadzać. Siedzisko jest za małe. Moja Jadzia ma 2,5 roku i – za przeproszeniem – dupsko jej się nie mieściło, całą stabilność diabli brali, a dziewczyna tak czy siak była po prostu bardzo ciężka.

Brakowało mi też czegoś w rodzaju uprzęży. Nosidełko jest skonstruowane tak, że jest potrzeba trzymania dziecka jedną ręką i tego nikt nie ukrywa – ten typ tak ma. Są jednak czasem sytuacje, kiedy uprząż taka byłaby naprawdę przydatna.

Trzecia rzecz – kieszonki w środku pasa nosidełkowego. Żeby całość była stabilna, należy się tym mocno ścisnąć w pasie. Do kieszonek nie ma jak się wtedy dostać i jeśli coś potrzebnego w nich umieściliśmy, to musimy po prostu rozpiąć całość. To może być upierdliwe.

Nosidełko Hipseat z pewnością nie zastąpi klasycznego nosidełka i nie ma co z tym wychodzić na zakupy. Po domu jednak i na krótkich dystansach może się jednak świetnie sprawdzić i spełnić swoją rolę, czyli odciążyć kręgosłup matki. Matka jest najczęściej i tak zajechana przez życie, dodatkowy problem jej niepotrzebny :)

Tagi:  
Share →

12 komentarzy do Hipseat – trochę inne nosidełko

  1. kaa pisze:

    Wow, ale bajer!
    Ale masz racje, jakos sobie nie wyobrazam wypadu na zakupy z mlodzieza a takim ustrojstwie.
    Za to na krotkie dystnse, typu wlazenie na 4 pietro:), wydaje sie rewelacyjne! Tylko jak to z gadzetami bywa, zajmuja miejsce i trzeba o nich pamietac… A wystarczajaco jest rzeczy, o ktorych trzeba pamietac przy wychodzeniu na spacer… ;)

    a tak z ciekawosci, ile takie cudo kosztuje???

  2. Asiek pisze:

    w temacie nosidełek, czy jest jakiś model który faktycznie sprawdza się w przypadku dzieci starszych niż 1,5 roku i cięższych niż te 12-15 kg? kupować nosidełko na kilka miesięcy średnio mi się uśmiecha… :)

  3. nominativa pisze:

    To ja już wolę swoją chustę kółkową, samoróbkę (1/3 prześcieradła – 5 zł, dwa kółka niklowane – 14 zł). Działa podobnie, jest wygodniejsza, bezpieczniejsza (o ile, oczywiście, jest prawidłowo założona), zwykle tańsza. Nie nadaje się, w mojej ocenie, na dłuższe dystanse, ale na to, aby wturgać dzieciaka po schodach, wyskoczyć na krótkie i drobne zakupy, czy po prostu zaspokoić potrzebę noszenia i bycia przy mamuni.

  4. Aisog pisze:

    My mamy Manduce. Od 3,5 do 20kg. Tak podają. Jaś waży niecałe 10kg i jest noszony z przodu /uwielbia ale już ciężkawo/ i na plecach /niezbyt lubi/. Ja jestem niska /158cm/ i to nosidło dobrze mi się nosi bo ma szerokie pasy górne.

  5. kruszyzna pisze:

    @kaa
    Nie mam pojęcia, ile kosztuje, ale już czarna znalazła :)

  6. maMMa pisze:

    Ja to mam i używam wymiennie z chustą wiązaną i kółkową. Rzeczywiście na długie spacery się nie nadaje ale już na przeniesienie z domu do samochodu czy wyjście do lekarza jest dla mnie super. Genaralnie wszedzie tam gdzie wiem, że będę Młodego musiała wkładać i wyjmować wielokrotnie.
    Co do wieku dziecka to częściej noszę mojego 7miesięczniaka ale zdarza się też, że noszę starszego – trzylatka. Wiadomo lekki nie jest ale jak dla mnie jest duża różnica w dźwiganiu go bez nosidła i na nim.

  7. kruszyzna pisze:

    @maMMa
    Właśnie o to chodzi. Jeśli musisz, jak piszesz, dzieciaka wkładać i wykładać wielokrotnie, nosidełko jest genialne. Może być świetnym dodatkiem do chusty lub nosidełka standardowego, ale ich nie zastąpi w żadnym wypadku. Jako dodatkowa opcja, dodatkowy gadżet – proszę bardzo.

  8. kyja pisze:

    ja mam zwykłe nosidełko i przestałam już w nim nosić moją 7-miesięczna córkę właśnie przez kręgosłup-po półgodzinnym targaniu małej w nosidełko wymiękałam,a mam zakaz dźwigania od ortopedy.Mogę dźwigać jedynie niezbyt ciężkie plecaki :) Wydaje mi się,że najbezpieczniejszym dla noszącego jest nosidełko czy chusta, w którym młodzież zalega nam na plecach :)

  9. Anonimowy Gall :) pisze:

    Hej! Ogladalyscie galerie zdjec na wp? Wlasnie o zachustkowanych dzieciach: http://wiadomosci.wp.pl/gid,12782361,title,Z-dzieckiem-przy-piersi-mozna-wszystko—zdjecia,galeria.html?ticaid=1b1b2. No a teraz przyznawac sie, ktora jest ktora :D

  10. ellysa pisze:

    To jeszcze ja kilka słów o nosidełku. Mam i uzywam. Rewelacyjnie sprawdza się, gdy małą zanoszę do mamy ( ok. 150 metrów ), szczególnie zimą gdy jesteśmy w śliskich kombinezonach i kurtkach. Dał radę również w poczekalni u lekarza:) i standardowo w domu przy mieszaniu zupy. Chusta w naszym przypadku zupełnie odpadła w przedbiegach( dobrze że była wypozyczona ), ponieważ 15 min trwało zakładanie jej a dziecko siedziało w niej 3 minutki.

  11. Nika pisze:

    Mam nosidełko klasyczne i mało go używałam, bo musi być pora odpowiednia (zimą, jesienią i wczesną wiosną dziecko by mi zmarzło bez kocyka). Przy rocznym dziecku po chwili już mi kręgosłup wysiadał, gdy szliśmy kawałek dalej, a na króciutki dystans nie chciało mi się mocować z wkładaniem i wyciąganiem za chwilę Juniora z tego ustrojstwa (straszne to było). A synek lekki był jak na wiek. No i nie bardzo nosidło lubił, trochę protestował (w sumie jakoś tak go sciskało). Więc jak dla mnie bez sensu jest, że nosidło nadaje się dla dzieci do 3 roku życia. No chyba, że rodzice mają kręgosłup ze stali i niespożyte siły, lub uprawiają podnoszenie ciężarów.
    Tylko raz sobie je chwaliłam- kiedy mi zachorował (a może to było po szczepieniu?) i nic nie mogłam w domu zrobić, bo jak małpka na mnie wisiał. A chociaż prosty obiad by się przydało upichcić. No to w nosidło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>