Bardzo Ci dziękuję, Panie Boże, że stworzyłeś internet. A wcześniej jeszcze, że prąd i światłowody, czy czym ta cholera do mnie przylatuje. I nie wiem, Panie Boże, jakim cudem radziłam sobie bez świata WWW do końca moich studiów (O.o) Człowiek z sieci – po odsianiu ziarna od plew, ale wiesz, w tej dziedzinie to Ty jesteś fachura – jest w stanie wyciągnąć orgiastycznie wielką ilość informacji. Napisałam „orgiastycznie”? Co na to Freud? :)

Trafiłam więc na blog W świecie Żyrafy (http://wswieciezyrafy.blogspot.com). To blog tematycznie zorganizowany wokół rodzicielstwa i pełen wartościowych przemyśleń, niejednokrotnie bardzo głębokich.  Są w nim takie notki, w których odnajduję sama siebie, ale są i takie, z którymi się głęboko nie zgadzam. Dziś właśnie o tych drugich.

Przeczytałam więc, że autorka blogu nie chwali i nie nagradza swojego dziecka. Dlaczego? Obszernie to uargumentowała, a ja pozwolę sobie jej słowa zacytować (i tuszę, że nie ma nic przeciwko):

Dlaczego więc nie chwalę (jeśli, to sporadycznie; stare wciąż jest żywe), skoro pochwała sprawi, że moja córka będzie „jeszcze lepsza”?
Z kilku powodów. Pochwała:

  1.  wyzwala hormony związane z przyjemnością, od których dzieci uzależniają się (za Juulem), a to oznacza, ze w dłuższej perspektywie dzieci będą robić to, co chcą dorośli. Przyznacie, że to niebezpieczny kierunek;
  2. zawiera ocenę i wartościujące sądy, a to na pewno nie sprzyja poczuciu wartości, które oparte jest o czynnik zewnętrzny. Co zatem stanie się z poczuciem wartości dziecka, gdy pochwał zabraknie? Nie chwalone będzie zdezorientowane;
  3. wycofana staje się karą (za Ojcem King Konga. Dziękuję);
  4. sprzyja kształtowaniu motywacji zewnętrznej. Dziecko zrobi to, o co je prosimy dlatego, że chce być zauważone, nie dlatego, że sam tak zdecydowało. taka motywacja nie jest skutecznym motorem działań (szybko można się o tym przekonać, wystarczy, że Maluch ruszy do szkoły);
  5. wykorzystywana jest do zaspokojenia potrzeb rodzica, nie dziecka. Chwalimy naszą pociechę, która posprzątała pokój przed pójściem spać, bo to zaspokaja naszą potrzebę porządku (chcemy żeby utrzymywała porządek w pokoju – i nie ma w tym pragnieniu nic złego, tylko strategia, która wybraliśmy, to manipulacja)
  6. w postaci: „jesteś świetny”, „doskonale”, „wspaniały gest”. „odważna dziewczynka”, „niezwykle miły chłopiec”, „zawsze mogę na ciebie liczyć”, „jesteś taki pomocny” itp. itd. zamiast prawdziwej radości (chwilowa może wystąpić), stawia dziecko pod presją sprostania wymaganiom rodzica. A poza tym te przymiotniki to przecież etykiety;
  7. uczy manipulacji. Nie każda. Nie zawsze. Nie wszystkie dzieci. Ale…dziecko chwalone za codzienne szczotkowanie zębów, któregoś wieczoru, kiedy będzie zmęczone, zniechęcone i złe na cały świat, może po zamknięciu drzwi łazienki włączyć szczoteczkę elektryczną i odczekać kilka minut.  Czy na pewno o mycie zębów chodzi w relacji z dzieckiem?
  8. wprowadza rywalizację między rodzeństwo;
Przyznam, że argumentacja Moniki poruszyła mnie do głębi. Być może mam hedonistyczne ciągotki, ale nie widzę nic niewłaściwego w przeżywaniu przyjemności i generowania hormonów szczęścia. Co więcej, uważam, że życie naszym dzieciom i nam samym ostro skopie tyłki, dlatego warto dostarczać pozytywnych bodźców.
Nie widzę też nic złego w tym, że jako dorośli oczekujemy, że dzieci będą wykonywać nasze polecenia. Ufam, że na tym właśnie między innymi polega wychowanie, bo mamy, jako rodzice, dość nieprzyjemne zadanie wytyczania granic. To od nas dzieci dowiadują się, jakie zachowania są pożądane, jakie nie. Jasne, że są ludzie i stołki, i tej drugiej grupy lepiej nie naśladować, ale ufam, że w znakomitej większości nakierowujemy nasze dzieci zgodnie z naszą intuicją, a ta zazwyczaj podpowiada nam właściwy kierunek działań.
Nie widzę nic niewłaściwego w etykietowaniu dziecka określeniami „jesteś świetny”, jeśli naprawdę jest w czymś dobre. Co więcej, wzmacniam to w ten sposób i – podejrzewając, że odkryłam w podopiecznym jeden z talentów – zachęcam do pracy nad sobą w tym kierunku. Przykład: pierworodna ma znakomitą pamięć i bardzo bogatą wyobraźnię, którą wykorzystuje np. przy tworzeniu swoich własnych piosenek i historyjek. Jestem tym zachwycona, dlaczego mam nie dać jej tego odczuć?
Jasne, że pochwała w jakiś sposób uzależnia. Ja na przykład bardzo jej potrzebuję jako wzmocnienia. Marzę, żeby ktoś do mnie prosto z mostu powiedział „jesteś dobrą matką” (no chyba że nie jestem :) ). Nie o to chodzi, że po usłyszeniu pochwały wiem, że jestem w czymś dobra, bo być może wiedziałabym to i bez niej, ale wiem, że moje działanie ma dla kogoś sens.
A w końcu dzieci zetkną się ze światem pochwał czy chcą, czy nie. Czymże innym są oceny w szkole? Zbieranie grzybków, słoneczek i uśmiechów w przedszkolu czy gdzieś tam? Przecież piątka czy szóstka to nic innego jak powiedzenie „jesteś w tym dobry, brawo, tak trzymaj”. To przecież pochwała. Zastanawiam się tak czysto teoretycznie, bo moje dzieci nie są jeszcze na etapie szkoły, czy przypadkiem małolat nie odczuje dysonansu wobec postawą szkoły a postawą rodzica?
No dobrze, Monika zaznacza, że funkcjonuje u niej zamiennik pochwał.
Jeśli NIE pochwała, to co? Dostrzeganie, branie pod uwagę, wspólne świętowanie, wspierające towarzyszenie. To, co ważniejsze od pochwały, tobliskość, niewartościująca uwaga i wspólne przeżywanie radości i smutków. 
Wspólne przeżywanie radości i smutków to podstawa i, że tak powiem, baza wyjściowa. Mam potrzebę budowania czegoś ponad. A jak wygląda wspólne świętowanie? Czy to nie jest przypadkiem to samo co cieszenie się z sukcesów dziecka? A cieszenie się z sukcesów dziecka nie jest przypadkiem formą pochwały? :)
Ciekawa jestem waszej opinii.
Tagi:  
Share →

38 komentarzy do Piątek z blogującą mamą – Żyrafa, która nie nagradza

  1. Wenus pisze:

    łoooo. Ależ mi ciśnienie wzrosło o.O. Matkojedyna.
    Dziękuję bardzo za podpowiedz, jakiego bloga nie czytać, żeby nie dostać zawału przedwcześnie albo nie doświadczyć pękniętej żyłki.

    Nie wiem, kim jest autorka, jakie ma wykształcenie, doświadczenie itp, ale za takie herezje powinno się stosować wysoce wyrafinowane metody tortur.

  2. Wenus pisze:

    jezu no. idę już stąd, bo im bardziej czytam, tym bardziej mam ochotę tą panią na krzesełko z prądem posadzić.

  3. Nefretete pisze:

    Cóż, jaka matka takie dzieci.

    Ciekawa jestem, czy autorka tego bloga pracuje zawodowo- jeśli tak – to czy w miejscu pracy nie usłyszy pochwały ze strony swojego szefa?
    No chyba, że pracuje w prosektorium, to może testować na denatach swoje metody wychowawcze i nie dziwie się, że dochodzi do takich wniosków.

    Totalne dno dla mnie- motywacja jest głównym czynnikiem do działania, jeszcze lepszego działania. Jeśli widzę, czuję, że ktoś dostrzega, docenia moja pracę- obojętnie czy gram w bierki pod wodą czy wynegocjowałam świetny kontrakt- motywacja to podstawa, aby nie wypalić się.

    Oczywiście, nie będę piać z zachwytu jak moje dziecko zrobi siuku lub kupke do nocnika/ ubikacji, nie będę sikac po nogach jak moje dziecko wyszczotkuje zęby (sika i myje bez tego- mamy kolegę który jest łysy, na pytanie dlaczego nie ma włosów odpowiedzieliśmy, ze jak był mały to nie mył zębów i mu wyleciały. Od tego czasu nie mamy problemu-”ale ja nie chcę, ta pasta jest nie dobra itd”).

    Brak pochwał negatywnie procentuje w przyszłości dla danej osoby, która w takim środowisku wychowała się- zakompleksienie, szukanie uznania u innych, robienia właśnie wszystkiego, aby zwrócić na siebie uwagę(nawet takich rzeczy które przynoszą negatywne skutki)- bo przecież skoro zrobiłam cos super i nikt mi nie powiedział ‘ świetna robota’ znaczyć może, że oczkuje czegoś więcej? Niestety- jeśli taka sytuacja ma miejsce, że dziecko robi coś nieodpowiedniego- skutkiem czego jest zwrócenie uwagi- dziecko otrzymuje to co chciało- UWAGĘ rodziców- to że pochwały nie usłyszy, cóż, ale za to osiągnęło to o co starało się od dłuższego czasu.

    Swoje dziecko chwalę-w najróżniejszych sytuacjach- konsternacja jest, gdy 3latek przyjdzie i z uśmiechem na ustach powie np.- „pats odkleciłem komputer wujka” i tak znalazł śrubokręt, odkręcił śrubki w wolnostojacym stacjonarnym i radośnie dobierał się do bebechów kompa.
    Efekt jest taki, że pielęgnujemy jego inżynierskie zapędy- dostał swoją drewnianą skrzynkę narzędziową, wkrętarkę i 2 pojazdy które może rozkładać na części.

  4. Wenus pisze:

    Dla mnie to jest zwyczajne wykręcanie kota ogonem i tyle. Bzdurna pesudopsychologia oparta o wyssane z palca teorie, przypominające w argumentacji piorące mózg amerykańskie książki motywujące, typu: Odkryj w sobie człowieka sukcesu. Poradnik dla każdego.
    Nie chcę nigdy spotkać na swoje drodze ani takiej matki, ani dziecka chowanego wg hitlerowskich metod.

    • Aleksandra pisze:

      po przeczytaniu książki Tracy Hogg Język niemowląt jedyne co mi przyszło do głowy to wywalić tę książkę do śmieci, ale ponieważ jestem ksiażkowo zboczona to oddałam ją do biblioteki, może komuś będzie pasować ale na pewno więcej nie zagości w moim domu.

      Z tejże książki płynie następujący morał, dziecko to zegar atomowy wystarczy, że obrze je zaprogramujesz a potem jeszcze wytresujesz i będzie tykać jak się patrzy

      NIENAWIDZĘ takiego podejścia i się z Tobą zgadzam! :D

  5. Aleksandra pisze:

    ja jestem chyba patologiczna i małżon tak samo my to Asię chwalimy nawet wtedy gdy puści bąka bo się cieszymy, że kolki nie będzie

  6. Mamaeli pisze:

    Czytuję Żyrafę i polecam, do przemyśleń, do zastanowienia się nad własną postawą wobec dzieci, siebie itd. Dziwi mnie, że tak szybko i łatwo na podstawie cytatu z jednego wpisu (warto poczytać też komentarze pod wpisem u autorki) wydajecie dziewczyny opinię na temat kogoś, kto chyba naprawdę (w moim odczuciu) stara się wywiązać jak najlepiej z roli matki. Ja wyciągnęłam coś dla siebie z notki o pochwałach … na pewno nie na każdym kroku i nie za wszystko.

    • kruszyzna pisze:

      Dokładnie tak. Notki u Żyrafy, jak wspomiałam we własnych wypocinach, są wartościowe. Jest sporo rzeczy, które do mnie bardzo przemawiają i sporo ciekawych wskazówek. Z wieloma rzeczami się zgadzam, ale z niektórymi nie i właśnie to była jedna z nich.
      Również apeluję, żeby na podstawie jednej notki nie wyciągać wniosków co do całego blogu. Blog jest wartościowy. Howgh :)

  7. Nefretete pisze:

    Wydaje mi sie, że nie trzeba czytać notki Żyrafy o pochwałach, aby wyciągnąć wniosek: nie chwalimy za wszystko.

    Dla mnie Żyrafa to pseudo psycholożka, poczytałam kilka jej wpisów, komentarze pod wpisami, i sa tacy co kalszcza i odrazu wprowadzają w zycie jej teorię- przeprowadzając rewolucje w życiu dziecka- bo nagle to co od kilku lat było normalne, jest juz zakazane.

    Ciekawa jestem czy jej dziecko wyrośnie na empatyczna osobę- patrząc po wpisach mamy, już ma problemy wśród rówieśników i ma skargi na córkę.

  8. Mama SynAlka pisze:

    Strasznie dużo agresji w tych Waszych komentarzach Matki Polki! Przecież nikt Wam nie każe wychowywać dzieci tak jak to robi Monika! To są jej przemyślenia! Pozdrawiam wszystkie Mamy i życzę więcej dystansu!

  9. kamisia pisze:

    Ja też jestem zdania,że chwalić i jeszcze raz chwalić. Ale jak się zdaży coś złego to i kara się należy. Moja mała tego drugiego nie uświadczyła jeszcze, ale wyznaczam jej już granice. My klaszczemy brawo dla niej od urodzenia jak ładnie beknie po posiłku. Z każdej nowej rzeczy się cieszymy i ją celebrujemy. A jak zdążę to nagrywam na tel i wysyłam tacie, który jest akurat w pracy. Dziecko potrzebuje akceptacji i chce być dostrzegane-dzięki temu ono samo buduje swoje odbicie.

  10. Kasia pisze:

    a ja chwalę cały czas: „kochanie super że tym razem nie rzuciłeś się na ziemię i nie ryczałeś jak mamusia ci czegoś odmówiła – zuch chłopak” :) to oczywiste, że chcę żeby dziecko robiło to co ja chcę, czasem nie wychodzi, ale się staram. Będzie dorosłe to zacznie robić co ono chce – może to dziwne podejście, ale ja tak zostałam wychowana i jakoś żyję. Umiem podejmować decyzję i nawet śmiem twierdzić, że niektóre są dobre. I uwielbiam być chwalona – nawet za to że rozwiesiłam pranie. Dziwne? Być może ale nadal nie widzę w tym nic złego :D

  11. Wiewi00ra pisze:

    Jestem zwolenniczką rodzicielstwa bliskości, ale rozumiem je chyba skrajnie inaczej, niż Żyrafa. Byciu blisko dziecka, reagowaniu na jego potrzeby i nieprzypinaniu łatek, i wielu, wielu innym postulatom znajdowanym w ramach tego nurtu (oraz na Żyrafowych łamach) mówię tak.
    Ale
    według mnie to nie jest to samo co ciągłe ćwierkanie dziecku na ucho, łzawienie się bo ktoś przytrzymał dzieciaka za kaptur, żeby na ulicę nie wbiegł i potem na niego profilaktycznie huknął (przykład z jakiegoś forum o AP) albo nie chwalenie. Ja nawet potakując niektórym Żyrafi argumentom poprostu nie byłabym w stanie się powstrzymać. Bo dla mnie pochwała to właśnie głośne wyrażenie radości z osiągnięć dziecka. I nikt mi nie wmówi (nawet lubiana skądinąd Żyrafa), że to jest złe.
    Toteż
    zgadzam się z Tobą Kruszyzno :)

  12. Wenus pisze:

    Wszystko racja :)
    Ale ja sobie pozostanę niezachęcona do dalszej lektury, ponieważ prezentacja akurat takiego cytatu mię na nerwa zadziałała i tyla. Zatem na podbudowie tak negatywnych odczuć nie mam wcale ochoty sprawdzać, czy tam ewentualnie dostrzegę coś wartościowego.
    Idę sobie dalej pluć jadem ;) )))

  13. Tupaja pisze:

    Żyrafi blog poczytam innym razem, teraz tyle co mam do napisania w związku z tą niechęcią do chwalenia i całej otoczki psychologicznej, która temu towarzyszy.
    Dla mnie to nienaturalne. I tyle. Swoje dzieci będę chwalić- już to czynię wraz z Domowym; nasz 9,5 miesięczny syn otrzymuje jasny komunikat kiedy jesteśmy z niego zadowoleni. Mnie w dzieciństwie chwalono, wiem jakie to ważne i nie zamierzam żałować tego swoim dzieciom.

  14. tafranca pisze:

    cyborgi. będziemy jak cyborgi. nie zgadzam się. jest tradycja tysiącleci i ewolucja za systemem kar i nagród.
    przypominają mi się rodzice, którzy postanowili nie ujawniać płci dziecka w celu neutralnego wychowywania…

  15. Manga pisze:

    Własnie tak sobie z Mamą mą cudowną siedzimy i prawie jednocześnie wyplułyśmy kawę na laptopa … Mama jest psychologiem dziecięcym, takim chyba niezłym i zdziwiła się wielce. „Pierdologia stosowana” że się tak wyrażę …
    Nawet chyba komentować tego nie chcę, bo i po co …
    Cieszę się , że jutro wręczą mi dyplom, a Mama powie ” Jestem z Ciebie taka dumna córeczko”. Śmiem twierdzić, że dużo ciężej byłoby mi ten dyplom zdobyć ( o ile w ogóle bym zdobyła) gdybym od dziecka nie słyszała pochwał i nie dostawała nagród. Wg. mnie chwalenie i nagradzanie uczy, ze warto podejmować wysiłek, ze za każdym trudem stoi coś dobrego, niekoniecznie rzecz materialna

  16. kyja pisze:

    „Brak pochwał negatywnie procentuje w przyszłości dla danej osoby, która w takim środowisku wychowała się- zakompleksienie, szukanie uznania u innych, robienia właśnie wszystkiego, aby zwrócić na siebie uwagę(nawet takich rzeczy które przynoszą negatywne skutki)- bo przecież skoro zrobiłam cos super i nikt mi nie powiedział ‘ świetna robota’ znaczyć może, że oczkuje czegoś więcej? Niestety- jeśli taka sytuacja ma miejsce, że dziecko robi coś nieodpowiedniego- skutkiem czego jest zwrócenie uwagi- dziecko otrzymuje to co chciało- UWAGĘ rodziców- to że pochwały nie usłyszy, cóż, ale za to osiągnęło to o co starało się od dłuższego czasu.” to cytat z wypowiedzi Nefretete i ja się z nim zgadzam. Sama byłam dzieckiem za mało chwalonym za realne osiągnięcia czy postawy. Gigantyczne zakompleksienie, brak wiary w siebie, bardzo zbuntowany okres dorastania – to efekty zbyt małej uwagi poświęconej mi przez rodziców. Dlatego swoje dzieci chwalę, ale gdy trzeba też ganię. Sam blog Żyrafy gdzieś kiedyś mi mignął – gdy znajdę czas, to się wgłębię, bo ciekawi mnie osoba o takim podejściu do kwestii chwalenia dziecka :)

    • augunia pisze:

      dodałabym jeszcze, że te zakompleksione dorosłe już osoby często nie dają sobie rady z przyjmowaniem pochwał, to jest taka postawa hmmm dawałam sobie radę bez tego i teraz też nie potrzebuję – a tak naprawdę …. jakież to przemiłe… :) i tu zaczyna sie praca nad sobą, ale to już inny temat

  17. karolina pisze:

    A ja powiem wręcz tak: od dzieciństwa byłam notorycznie chwalona za milion rzeczy i widziałam rozdźwięk pomiędzy ilością pochwał które otrzymywałam ja a które otrzymywali moi znajomi w szkole/na studiach itp. Naprawdę, chwalono mnie za pierdoły, z czasem już jako stara krowa po studiach śmiałam się że chwalą mnie nawet za pro forma piątki z angielskiego z którego dostać nei mogłam nic innego, bo nauczeni było na niskim poziomie, a moj angielski świetny. Chwalono mnie za wszystko i wszędzie i do dzisiaj (mam 31 lat) to robią. Mojego brata zresztą też. W późniejszych rozmowach z przyjaciółmi i znajomymi wyszło na to, że moja pewność siebie, samozadowolenie i duma z własnych osiągnięć w wielkim stopniu to popłuczyny po tym jak byłam doceniana od zawsze przez rodziców. Wielu z moich przyjaciół ma kompleksy właśnie przez to, że nie byli notorycznie chwaleni. Ja byłam – kompleksów nie mam.
    Dla mnie nie chwalenie jest hmmm bardzo polskie. Taka sztuczna skromność budowana w dzieciaku. Samo dziecko jest często z siebie dumne. Nie wiem jak autorka bloga wyobraża sobie „wspólne świętowanie i towarzyszenie” jeżeli nie poprzez pochwałę.
    Jestem przekonana, że 3/4 mojej fenomenalnej osobowości to skutek właściwego wychowania w tym właśnie w dużym stopniu poprzez docenianie na każdym etapie życia. Pewnie że trzeba limitować megalomanię (nie do końca rodzicom wyszło jak widać) i chwalipięctwo, ale wolę zadowolonego z siebie dzieciaka niż biedula zakompleksionego itp.
    Poczytałam chwilę bloga. Nie na moje nerwy. Trochę mi trąci dziecisawazne.pl której nei jestem w stanie przetrawić. To NVC to całkiem nie moja bajka. Przeczytanie zdania, że dziecko drze japę w knajpie a rodzic to „akceptuje” a nie upomina nie zyskało z kolei mojej akceptacji. To jest dla mnie niestety „bezstresowe wychowywanie” w nowoczesnym psychologicznym opakowaniu. Piszecie tutaj, że nie można tak szybko oceniać i niektóre wpisy są ciekawe i dające do myślenia. I owszem. Truizmy na dziecisawazne.pl pt. daj mu talerz z różnymi kawałkami żarcia niech se wpiernicza co chce i tym sposobem się przyzwyczaja do normalnego jedzenia a nie papek, też są moim zdaniem dające do myślenia, ale są to oczywistości, którymi nie da rady się zachwycać. Ale oczywiście wszystko dla ludzi i jak autorka ma ochotę sobie radośnie dzieciaka wychowywać w ten sposób i propagować te metody poprzez bloga, to krzyżyk na drogę i wiśta wio. Strzelać się do niej za to tyż nie powinno. Ale jej fan clubu zasilać nie muszę :)

  18. karolina pisze:

    dodam, że na marginesie kyja (której właśnie wpis przeczytałam) potwierdza moją teorię. mam wielu znajomych, którzy mówią w ten sposób: mało chwaleni w dzieciństwie mamy mało wiary w siebie w dorosłym życiu i ciągle się czegoś obawiamy, że nie wystarczająco damy radę itp.

  19. Agnieszka pisze:

    Swoje starsze dzieci (13 i 15lat) chwalę często gęsto i jestem z nich dumna,mimo,że przechodzą ośli wiek dojrzewania,buntów i zachowań typu „mam cię w nosie”
    Gabrysię chwalę na dziecinny sposób,zrobi samodzielnie kroczki,ułoży wieżę z klocków,czy powie tata-biję jej brawo,daję buziaka itp.
    Dzieci trzeba chwalić,kochać bezgranicznie i bezwarunkowo.Bo kto jak nie my?

  20. Em.moi pisze:

    W życiu mi nie przyszło do głowy, że miałabym swojego pędraka nie chwalić. Chwalenie, cieszenie się z jego osiągnięć i pękanie z dumy – no sorry, ale dla mnie to jest totalnie oczywista ( i zaje**fajna ) część rodzicielstwa!

    „wykorzystywana jest do zaspokojenia potrzeb rodzica, nie dziecka. Chwalimy naszą pociechę, która posprzątała pokój przed pójściem spać, bo to zaspokaja naszą potrzebę porządku ” – - – idąc tropem zaspokajanie potrzeb: samo posiadanie dziecka też jest zaspokojeniem potrzeby potencjalnego rodzica. Bo się nam prokreować zachciało, a nie wiemy, czy nasze dzieci się prosiły na świat. Może to należy piętnować?

    Eeeh…ja jednak podziękuję za lekturę tego bloga ;) Każdy wychowuje dzieci jak chce, nie musimy się z tym zgadzać. Życzę powodzenia Mamie Żyrafie!

  21. Dori pisze:

    Dziecko to nie pies Pawlowa zeby testowac na nim teorie pedagogiczno psychologiczne. Ja tam lubie byc chwalona i wydaje mi sie ze kazdy czlowiek lubi cos milego uslyszec i od bliskich i od przelozonych. W gruncie rzeczy kazdy ma prawo wychowywac dziecko jak chce i to jej (z przeproszeniem) broszka. Nie sadze zebym czesto wracala do lektury tego bloga, nie mniej z ciekawosci od czasu do czasu zajrze (prawdopodobnie).

  22. Nominativa pisze:

    A ja myślę, że rodzicielstwo powinno być refleksyjne, ale nie przeintelektualizowane.
    Jesteśmy zwierzem społecznym, głaski są potrzebne, tak jesteśmy skonstruowani.
    Nie znam nikogo, komu krzywdę zrobiło sensowne chwalenie, ale znam wiele osób, które mają żal do bliskich, że skąpili im słów uznania. To, co autorka bloga proponuje zamiast pochwał, nie ma szans zastąpić konkretnego komunikatu.
    Jeśli chodzi o całość bloga, nie podoba mi się. Nie podobają mi się zresztą żadne blogi, żadne książki, żadne publikacje, które rozbierają wychowanie na atomy i przypominają raczej podręcznik programowania.

  23. Hafija pisze:

    Nie przemawia do mnie to co pisze Żyrafa – ale jak chce no to jej życie, jej dzieci, jej filozofia. Według mnie dziecko to nie jest książka, tabelka czy rozpiska w sztywnych ramach. W każdym poradniku jest coś wartościowego i coś (przepraszam) gównianego i nie ma sensu czepiać się jednej teorii od a do zet i na dziecku trenować. Trzeba słuchać dziecka, a nie… poradników.
    Ja chwalić dziecko będę, a niech tam chodzi z nosem w górze, głową w chmurach i myśli, że jest Megamocny :P

  24. ambiguity pisze:

    ha! znam blog i wiedziałam, że będzie burzliwa dyskusja :) a powiem że Żyrafa jest zwolenniczką NVC i u siebie ma wielu zwolenników, ja czytam ale nie rozumem i zazwyczaj kieruję się zdrowym rozsądkiem w wychowaniu synów

  25. olkarek pisze:

    mnie nie chwalono. zawsze slyszalam „a moglas lepiej, a moglaby byc piatka, a czemu nie zrobilas tak a tak”. dzis walcze z samoocena, z brakiem poczucia wlasnej wartosci.
    nie mowie, ze to wina rodzicow, ale malym czlowiekiem mozna tak pokierowac, by wierzyl w siebie i nie bal sie swiata.
    dlatego swoje dziecko chwale od samego poczatku. wiem, ze narazie niewiele z tego rozumie. ale bede ja chwalic i juz. wedle mnie to lepsza metoda wychowawcza niz krytyka i ciagle wytykanie niedociagniec.

  26. agix76 pisze:

    O mamusiu!!! Trochę poczytałam i utwierdziłam się w przekonaniu, że posiadanie dzieci to powinien być jednak przywilej niedostępny dla co niektórych.

  27. betcherovka pisze:

    I to jest jeden z powodów, dla których z blogiem Ojca Karmiącego zrobiło mi się nie po drodze… Właśnie u Ojca poznałam tę teorię o niechwaleniu itp. i jakoś mnie to odrzuciło… Nie umiem sobie wyobrazić tego, że nie pochwalę Młodej za posprzątane klocki czy hasło „sisi” i bieg do nocnika:) A kiedy Młoda sama sobie przy okazji bije brawo – czy może być milszy dla oka widok?;) I

  28. Nessie pisze:

    Przeczytałam bloga żyrafy. Moje odczucia są takie, że kobieta przeczytała jedną książkę, a mianowicie „łatwo kochać trudno dyscyplinować” Bailey A. Becky, i abstrahując od treści tej pozycji, uważa ją za prawdę objawioną.

  29. Monique1234 pisze:

    Łał, że tak powiem z angielska – to dopiero jest manipulacja: tak pokierować swoim dzieckiem, żeby było WEWNĄTRZSTEROWNE. Owszem, lubię poradniki o tym, jak skonkstruowana jest nasza psychika ale w stosunku do dzieci staram się kierować przede wszystkim MIŁOŚCIĄ i odrobiną zdrowego rozsądku.
    No ale cóż: ilu ludzi, tyle opinii…

  30. Theli pisze:

    Czy to samo dotyczy kar? Można spokojnie przepisać wszystkie argumenty podmieniając tylko kilka słów.
    I co z pozytywną rywalizacją, która z założenia kończy się nagrodą, znaczy sportem? Tak bez wygranych? Bez dopingu i świętowania wygranej?
    A jeśli dziecko spyta: mama, ładnie narysowałem?, to mam udawać, że nie słyszę?
    O ile zgadzam się, że pewnych pochwał trzeba unikać (,,ładnie narysowałeś, więc jesteś ładny/więc mama cię kocha”), ale średnio rozgarnięta osoba łatwo rozróżni wartościowania człowieka od pochwalenia za efekt/wysiłek.
    Odnoszę wrażenie, że niechwalący rodzice muszą być bardzo smutni, skoro uważają, że dawanie przyjemności dziecku jest złe. Ciekawe, czy są konsekwentni i takie same zasady stosują wobec siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>