Dzieciowo mi! Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.

Kupujemy wózek – top lista największych pomyłek

wt, 13 gru 2011 · Opublikowane w ABC rodzica-debiutanta

Jest tak: idzie człowiek do sklepu (człowiek ciężarny, oczywiście), wózek chce wybrać. Patrzy dookoła i – za przeproszeniem – wózków w pizdu. Od kruczo czarnych po różowe w kwiatki. Mniejsze, większe, na trzech kółkach i na czterech, z bajerami, bez bajerów. Masakra! Człowiek staje i myśli, że jeśli zaraz czegoś nie wybierze, to albo urodzi, albo oszaleje.  Jedno jest pewne: design to ostatnia rzecz, która powinna decydować o wyborze wózka. Badziewiasty wózek nawet w najpiękniejszym możliwym kolorze pozostanie po prostu pięknym badziewiem.

Powiedzmy, że człowiek wybrał. Założę się o skrzynkę mojego ukochanego wermutu, że następnym pytaniem, jakie się pojawia, jest czy NA PEWNO wybraliśmy DOBRY wózek? Czy się sprawdzi? Powiem wam coś załamującego. Możecie sobie w sklepie macać wózki do woli, jako i ja macałam, kazać sobie składać i rozkładać, jako i ja kazałam. Prawda jest taka, że to zupełnie nie wystarczy. Wszystkie wady i zalety wózka wychodzą w praniu, czyli w codziennym użytkowaniu (rym-cym-cym). Dziś więc z mojej strony lista największych – moim zdaniem – wózkowych błędów i wypaczeń. Coś, co boleśnie przetestowałam na sobie i stwierdziłam, że never again. Spojrzenie wybitnie subiektywne, bo przecież coś, co dla mnie jest wadą nie do przejścia dla kogoś może być zaletą i odwrotnie.

1. Małe kółeczka z przodu. To chyba największa pomyłka konstrukcyjna jaka mogła się trafić. W moim wózku jest dość drastyczna różnica między małymi i cieńszymi kółkami z przodu a dużymi z tyłu. Małe są zwrotne, nie powiem, ale kiedy spadnie nawet dość umiarkowana ilość śniegu, o spacerze można zapomnieć. Nie przejedziesz. To samo dotyczy błota. Podjeżdżanie pod wyboiste krawężniki małymi kółeczkami, kiedy w wózku oprócz dziecka (dzieci) mamy tonę zakupów, to naprawdę wyczyn. Do tego opcja przekładanej rączki przy tej różnicy wielkości kółek traci sens. Bo po wuju (za przeproszeniem) ci ten mechanizm, skoro po przełożeniu malutkie kółka masz z tyłu, a duże i nieskrętne z przodu? Próbowałam tak prowadzić wózek i za każdym razem skutecznie wyprowadzało mnie to z równowagi.

2. Małe kółeczka w ogóle. Małe kółeczka to w ogóle zło. Jeśli ktoś mieszka w świecie, gdzie równe jak stół chodniki to norma, a podjazdy są wszędzie, gdzie się tylko da, to zazdroszczę. U mnie wertepy na wertepach wertepami poganiają, a kiedy zdarzy mi się iść do parku (a zdarza mi się), mam wszelkie szanse, by zakopać się po pachy i tylko czekać, aż mnie wyciągną na wiosnę. Małe kółeczka najczęściej są wąziutkie i cieniutkie. Generują potworną ilość wstrząsów, przeskakują na każdym większym kamieniu i nierówności, grzęzną we wszystkim, co nie jest asfaltem (w rozgrzanym asfalcie też grzęzną). Bardzo niekomfortowo się taki wózek prowadzi. Coś za coś – spacerówkę z małymi kółeczkami składamy jednym ruchem ręki bez konieczności odkręcania czegokolwiek.

3. Przekładana rączka przy mniejszych kółeczkach z przodu. Patrz punkt 1. Katastrofa. Jeśli wybierasz wózek z przekładaną rączką i kółkami różnej wielkości, to to przekładanie w ogóle ci się nie przyda. Już lepiej wybierz taki z przekładanym siedziskiem. To co innego. Zaprawdę powiadam ci, kiedy małe kółeczka po przełożeniu rączki znajdą się po stronie tejże, możesz zapomnieć o stabilnym prowadzeniu wózka.

4. Stabilność. To niby takie oczywiste, ale wszystko się zmienia, kiedy gondolkę zmieniamy na siedzisko spacerowe (dotyczy wózków z tą opcją oczywiście). Jakież było moje zdziwienie, kiedy po obróceniu siedziska przodem do kierunku jazdy w moim wózku bliźniaczym (bo było tyłem), okazało się, że wystarczy zawiesić na rączce średnio wypakowaną torbę, by wózek przechylał się do tyłu! Muszę za każdym razem pamiętać, żeby ewentualne zakupy pakować na dół do kosza, a nigdy do torby (bardzo pojemnej zresztą i po prostu genialnej).

5. Płytki kosz na zakupy. Tego nigdy nie zrozumiem. Kosz na zakupy ma być funkcjonalny, a często odnoszę wrażenie, że jest zwykłym designerskim uzupełnieniem całości. Jak coś tam pieprznę, to ma to tam być. Nic mnie tak nie wnerwia, jak to, że po najechaniu na jakiś kamień muszę zbierać „wypadnięte” zakupy. Zakupów najczęściej mamy sporo. Nikt nie pcha się z wózkiem i dzieciakiem do sklepu po jeden głupi chlebek.

6. Wielki kosz na zakupy, do którego nie można się dostać. To mój problem. Kosz na zakupy w moim wózku bliźniaczym ma pojemność – uwaga – 45 litrów. Miejsca w… wiadomo, w co. Co z tego, skoro siedzisko jest tak umocowane, że pod nim znajduje się taki jeden pałąk (służący do regulacji nachylenia), który skutecznie uniemożliwia włożenie czegokolwiek razem z torbą! Mogę wpakować pół tony na spód, ale praktycznie wszystko muszę z toreb wyciągnąć i włożyć tam pojedynczo i położyć na płasko. Nic tak nie wnerwia, jak wypakowywanie wszystkiego przed sklepem, po to, by przed wniesieniem zakupów na górę wpakowywać to z powrotem do siat. Ludzie, dobra rada. Zanim urzeknie was w sklepie mega kosz na zakupy, zobaczcie, jak zamocowane jest siedzisko i ile przestrzeni macie między tymże siedziskiem a koszem. Zaoszczędzicie sporo nerwów, wierzcie mi.

7.Brak kosza na zakupy. Też takie widziałam. Pod spodem zamiast kosza minimiejsce, do którego przypiąć można minitorebeczkę. Nie wiem, co konstruktor miał na myśli, ale albo dzieci nie ma, albo nigdy z nimi nie szedł na zakupy. Omijać szerokim łukiem. Noszenie wszystkiego w rękach tylko w teorii jest takie łatwe, nieiwazyjne i w ogóle do przyjęcia.

8. Linka hamulcowa majtająca się gdzieś tam. Niektóre wózki (np. mój) nie mają hamulca nożnego, tylko ręczny. To dobry patent, bo ręczny hamulec o wiele mocniej trzyma. Trzeba jednak zwrócić uwagę, gdzie ta linka hamulcowa przebiega. W moim wózku jakiś bystrzak pomyślał to tak, żeby leciała POD koszem na zakupy. Efekt jest taki, że zgarniam w parku wszelki chrust, a oprócz tego izolacja linki jest przetarta, bo, jak się okazało, ocierała o kółko. Pysznie. Trzeba było hamulec podwiązać niczym jajowody, co zaskutkowało tym, że… nie działa. Jak jajowody zresztą.

9.Trójkołowce. Ilu posiadaczy takich wózków spotkałam, wszyscy jak jeden mąż mówili, że trójkołowce są niestabilne. Zwłaszcza przy pokonywaniu krawężników. Na sobie nie sprawdzałam, powtarzam obiegową opinię.

10. Ciężko chodzące pasy bezpieczeństwa. Dziecko samodzielnie się z nich nie wypnie, to pewne. Ile jednak ściany klatki schodowej przyjęły łaciny, którą miotałam niczym pociskami, kiedy wyciągałam bliźniaczki z wózka, tego nikt nie policzy. Dzieci wyją, kręcą się, wiercą, natężenie decybeli z powodzeniem konkuruje z silnikami wielkiego airbusa, a ja od pół godziny odpinam szeleczki. Szczerze nienawidzę.

11. Ciężar. Pogratulujecie sobie kupna  LEKKIEGO wózka, nawet jeśli pozbawiony jest bajerów i wodotrysków. Mój jest wybajerzony na maksa, normalnie kombajn do zbierania czereśni, ale co z tego, skoro z miękkimi gondolkami dla noworodków i niemowląt, a bez dzieci w środku waży – uwaga – 23 kilo! Wnoszenie czegoś takiego po schodach odpada. Musisz trzymać na klatce schodowej i liczyć na to, że nikt ci go nie rąbnie. Zapakujesz dzieci (9 kg każde), zapakujesz zakupy (jakieś 15 kg, bo liczymy powiedzmy zgrzewkę wody mineralnej – zgrzewkę musimy rozebrać na części pierwsze – patrz punkt 6), zawiesisz torbę i… wychodzi na to, że pchasz pralkę. Około 50 kg przed sobą. To nie jest zabawne, wierzcie mi. Olej bajery, w dzisiejszych czasach takie rzeczy jak parasolki, folie, śpiworki, pokrywy na wózki można dokupić solo. Wybierz coś lekkiego, naprawdę. Poza tym, kiedy zechcesz się pozbyć sprzętu, wózek lekki znacznie łatwiej sprzedać. Wiem, co mówię.

12. Składanie. Wózek, który po złożeniu zajmuje niewiele mniej miejsca niż przed złożeniem, nie został właściwie konstrukcyjnie pomyślany. Najprozaiczniejszy problem to taki, że okazuje się, że wózek nie mieści ci się do samochodu nawet po złożeniu. Tragedia. Pozostaje kupić drugi, mniejszy. Albo większy samochód. Wózek, którego składanie trwa pół godziny, to też porażka. Wózek, który, żeby został złożony, musi być rozkręcony na części pierwsze, to też żenua. Ten problem ominęliśmy dość sprytnie, choć zupełnie przypadkowo. Kupiliśmy auto i ku naszej radości okazało się, że jest na tyle wysokie i przestrzenne, że wózek bliźniaczy spokojnie wchodzi z tyłu… bez składania. Osobnym problemem pozostaje dla mnie parkowanie tą landarą, ale coś za coś.

13. Brak skrętnych kółek z przodu. Żyjemy w XXI wieku. Skonstruowanie skrętnych kółek, które można zablokować dyngsem, żeby były nieskrętne, jeśli tego zapragniemy, to naprawdę nie problem.

14. Odkręcany pałąk bezpieczeństwa (a nie na klik/wcisk). W spacerówkach to jest. Wiecie, chodzi o to z przodu, taką jakby poręcz, żeby nam dziedzic nie wyleciał do przodu na paszczę. Najczęściej jest tak, że pałąk można swobodnie odpinać i zapinać. Są jednak wózki, w których jest przykręcany na śrubki. Oczywiście ja taki mam. Dziecko tego nie odepnie, ale odkręcanie i przykręcanie tego wynalazku generuje potworne ilości języków obcych niekoniecznie salonowych. Nie mówiąc już o tym, że udało mi się zgubić śrubkę, w związku z czym z jednej strony pałąk zamocowany jest za pomocą sznurówki. Durne to strasznie. Przy pałąku łatwościągalnym o wiele prościej wyciągać dziecko z wózka.

15. Za wąskie bliźniacze „ciężarówki”. To punkt dla tych, którzy czekają na narodziny dwupaku :) Mamy wózki-tramwaje (siedzenie za siedzeniem) i wózki-czołgi (siedzenie obok siedzenia). Obydwa typy mają swoje wady i zalety, który wybierzecie, do was należy, ale przyjmijcie dobrą radę i jeśli będziecie się decydować na „czołg”, zmierzcie szerokość siedziska. Wózek sam w sobie nie będzie zapewne szerszy niż 90 cm (inaczej nie zmieści się w standardowe drzwi), ale szerokość wózka to jedno, a szerokość siedziska to drugie. Mój ma, owszem, 89 cm szerokości licząc od kółka do kółka, ale samo siedzisko ma… 73 cm. Wiecie co to oznacza? To, że pojeździcie tym wózkiem co najwyżej rok, bo wam się zwyczajnie dzieci przestaną mieścić. Ja tak mam. Panny, jak widzą wózek, od razu uderzają w bek (mają 15 miesięcy i nie należą do wielkoludów). Zwłaszcza że teraz z racji okoliczności przyrody mają na sobie grube kurtki i portki. Są ściśnięte jak śledzie w beczce i wcale im się nie dziwię, że protestują. Nie mówiąc już o tym, że zwyczajnie się leją. Na przykład o smoczki. W najbliższym czasie będziemy kupować nowy wózek i tym razem postawimy na typ „tramwaj”. Przynajmniej będzie spokój.

No. Możemy wydziwiać, starać się i tak dalej, ale wiecie co? Koniec końców okazuje się, że człowiek do szczęścia potrzebuje dwóch wózków. Jednego na co dzień do zwykłych zmagań i… lekkiej spaceróweczki-parasolki na rozmaite eskapady, wycieczki i wyjazdy. Takiej, co to ją można wyciągnąć z samochodu (gdzie np. leży sobie w nogach pod tylnym siedzeniem), rach-ciach złożyć, zapakować doń dziecia i jechać. Polecam takie rozwiązanie. Spaceróweczki-parasolki są bezcenne i warto taką na stanie mieć.

Słowa kluczowe: , , ,

86 odpowiedzi odnośnie posta “Kupujemy wózek – top lista największych pomyłek”

  1. betcherovka pisze:

    Jeśli chodzi o kombajn gondola + spacerówka, to nasz wybór był bardzo dobry – wiem, że są lepsze (i znacznie droższe) wózki, ale nasz Jedo Fyn4DS sprawował się świetnie i miał chyba same zalety:) No, może poza utrudnionym dojściem do kosza na zakupy w przypadku rozłożonej spacerówki. Kombajn sprzedaliśmy jak Młoda miała rok, bo mieliśmy już jedną spadkową parasolkę, a drugą dostaliśmy w prezencie, więc nie było po co trzymać trzech wózków. I wszystko byłoby ok, gdyby nie wady parasolki, którą mamy do tej pory (druga jest u babci i sprawuje się świetnie). Nasza po pierwsze wymaga użycia dwóch rąk do rozłożenia oparcia – STRASZNE rozwiązanie! Nie raz klęłam, ale też nie raz opatrywałam krwawiące palce, które zakleszczały się w tym piekielnym mechanizmie, kiedy próbowałam bezszelestnie rozłożyć oparcie dziecięciu, które właśnie zasnęło, a jeśli tylko poczuło, że się je kładzie na płasko włączało syrenę i koniec spania! Po drugie – coś jest chyba nie tak z wyważeniem wózka – kiedy zdarzy mi się z Młodą wybrać do marketu albo innego miejsca o gładkiej i śliskiej nawierzchni, nie da się tym ustrojstwem manewrować! Przednie kółka ślizgają się po nawierzchni, ledwie muskając podłoże, nie ma mowy o skrętności itp. W efekcie nawet po krótkim spacerze ból pleców leczę przez 2 dni! I tęsknię za dużą spacerówką, z dużymi kołami itp… O tej tęsknocie zapominam tylko wtedy, kiedy ładuję jedną ręką złożoną parasolkę do auta i nadal mam bagażnik:)

    • Aleksandra pisze:

      jedo fyn4ds rządzi! u nas na osiedlu co druga mama ma taki w tym ja! jedynym minusem jest to że zwrotne kółka przednie nie są amortyzowane, co jest w opcji tego wózka gdy kółka nie są zwrotne, ale bez przesady :)

      widziałam w weekend taki wózek co miał przednie zwrotne kółka amortyzowane ale cóż z tego jak to kółko było trochę większe od kółek fotela biurkowego :D

    • Ja też lubiłam mój kombajn, w moim przypadku mutsy, ale ciężki był i kiedy przychodziło do podniesienia wózka z pełną zawartością dziecięco zakupową to niestety siadały mi plecy.

  2. Aleksandra pisze:

    o trójkołowcach mam jeszcze jedną obserwację, jak już jest gdzieś podjazd dla wózka na schodach – bardzo rzadko ale bywa to ten wózek i tak może jechać tylko na tylnych kołach bo nie ma podjazdu na przednie pojedyncze kółko, więc trzeba cały wózek targnąć na siebie i jeszcze się wspinać pod górę. Wózek swoje waży, dzieć w środku też…. ostatnio widziałam właśnie starszą panią jak sadzę z wnuczkiem na spacerze wspinającą się po 12 schodach do biblioteki babcia mało nie wyzionęła ducha a ja miałam obawę że poleci do tyłu razem z wózkiem i dzieckiem…

    poza tym nieporozumieniem jest też bliźniacza gondola jedna za drugą, matka powinna nościć na plecach tabliczkę long vehicle… a jak już powiedzmy otworzy sobie drzwi do sklepu to moi państwo bez pomocy nie wjedzie i tak bo człowiek nie ma takich długich rąk żeby te drzwi utrzymać, chyba że jest Inspektorem Gadżetem

    • Gondolą jedna za drugą przynajmniej przejedziesz przez kasę :) Ja mam do wyboru tylko Lidl i to jedną jedyną kasę, przez którą mogę przejechać. W Biedronce już się nie mieszczę, nie mówiąc o innych sklepikach, gdzie albo w drzwi się nie mieszczę, albo w kasie. Tak źle i tak nie dobrze :)

      • Aleksandra pisze:

        o tym nie pomyslałam, bo mam jedną Asię i tylko się wymądrzam z obserwacji na osiedlu :)

        a nieporozumieniem są jeszcze bardzo eleganckie wózki retro na duuuużych cieniutkich kołach. Moja sąsiadka ma takowy jest piękny, ale umówmy się nie na polskie drogi

        ona ma taki http://www.bobowozki.com.pl/product_info.php?products_id=1467 patrzcie na cenę hahahaha

        • plmagmat pisze:

          Aleksandra nie mów, że znasz osobiście kogoś, kto wyrzucił taką kasę na ten badziewny piękny wózek! Ja widziałam raz w GH dziecko, siedzące jak pokraka w wózku (w spacerówce już). Zaraz spojrzałam co to za sprzęt i był to właśnie ten cud za 8 koła!

  3. Jombusiowa pisze:

    ja miałam jedo bartatina- gondola fajna, koła fajne…minus-waga!!
    Teraz mam BJ City Mini- trókołowiec-ale stabilny jak chodzi o krawężniki itd-więc nie wiem o co chodzi z tym… minus-to brak pompowanych kół-moje marzenie w tej grupie to MB Swift-ale cenowo odpada trochę.Poza tym chyba same plusy.
    Warto tez zwrócić uwagę, czy spacerówka się rozkłada do pozycji leżącej i czy ma dużą budkę.
    Ja bym, powiedziała, że warto mieć jakieś 3 wózki-a wózkomaniaczki z forum GW to pewnie by zaraz powiedziały że z 5 co najmniej;)
    Poza tym z doświadczenia to bym jeszcze polecała albo chustę albo nosidło ergonomiczne-bo jednak nie wszędzie z wózkiem da radę.

    • Wiesz, jedni rodzice zaprezentowali mi, jak sprawnie trójkołowiec może lecieć na boki i przestrzegli przed kupowaniem tegoż. Stwierdziłam naocznie. Wystarczyło, że przednie kółko natrafiło na jakąś nagłą przeszkodę, a wózek hop, do przodu i na prawo.
      Ale może to tak jak z innymi wózkami. Może są takie, które są stabilne jako chlubny wyjątek od reguły :)

      • Jombusiowa pisze:

        No to mi się nigdy nic takiego nie przytrafiło w moim.
        Natomiast jak kupowałam gondolę, to w sklepie robiłam test- opierałam się na wózku z 1 strony i nie miał prawa się przechylić-gdzieś podpatrzyłam taki sposób:)

        • a nam sie przytrafiało regularnie, zanim zapamiętaliśmy że ten typ (teutonia na 3 kołach) tak ma. Po trawniku czy inszych wertepach jeździć należy ostrożnie, bo wystarcza drobna nierówność i potomka wraz z majdanem całym na dziób leci. Pomijając ten feler wózek jest ok.

          • maweli pisze:

            Miałam 4 wózki 3-kołowe, żaden nie był niestabilny, no ale trzeba umieć taki powadzić. Zupełnie inaczej się nim manewruje niż 4-kołowcem.
            Co do podjazdu pod krawężniki, czy podjazdy też problemu nie widzę, przy pierwszym po prostu wózek podnosisz jak taczkę, przy drugim, wciągasz tyłem, dodam, że na podjazdy wjeżdżam tyłem również 4 kołowcami, po prostu jest łatwiej.

            W chwili obecnej mam wózek z wyższej półki, o którym autorka artykułu wspomina, pisze źle, nie mając oczywiście bladego pojęcia o tej marce. Jednym słowem artykuł o kant wiadomo czego można obić, bo wydawać opinie na podstawie nie wiadomo czego to każdy może ;)

            Wózek z małymi kółeczkami z przodu również miałam i był lepszy niż niejeden na dużych pompowanych kołach, wszystko zależy od wykonania wózka. Zresztą, to samo ma się do moim zdaniem mitu o pompowanych kołach. Nie każdy wózek na tych koła prowadzi się miękko itd, to nie tylko koła dają miękkość wózkowi, ale przede wszystkim amortyzacja oraz wykonanie ogólne stelaża.

            Jednym słowem połowa z artykułu, to hmmmm wyssane z palca brednie ;)

  4. Aniula pisze:

    Aleksandra dobre, tabliczka”long vehicle”:D.
    Ja miałam taki duzy” kombajn”(tyle,ze jednoosobowy) na pompowanych kołach,świetny na polskie chodniki i braki chodnika na wsi,gdzie tez mieszkałam,ale nie było mowy żebym go wniosła na 4 te piętro.Po roku zmieniłam na lżejszą spacerówke,

  5. Całkowicie się zgadzam, 2 wózki trzeba mieć! Ale dociera to do nas – rodziców – nie tak od razu. Ja, wybierając wózek myślałam że taki 2 w 1 w zupełności wystarczy (espiro atlantic zresztą), gdy maleństwo miało 7 miesięcy czym prędzej biegłam po drugi wóz bo espiro jest wózkiem do jazdy terenowej co w polskich realiach jest naprawde super ale moje dziecię chciało być bliżej podłoża i wszystko mieć na wyciągnięcie ręki co jest trudne gdy się siedzi na wysokości ok 80cm w dość zabudowanej (czytaj bezpiecznej i wygodnej wg rodzica) spacerówce. Poza tym wozy terenowe zajmują cały bagażnik samochodu…a tu zbliżały się wakacje. Takim sposobem mamy 2 wózki, parasolkę na wyjazdy i 3 pory roku i terenówkę na czwartą, śnieżną porę.

  6. kamisia pisze:

    ja kupiłam x-landera. od początku malutka jeździła w gondolce(łatwe zakupy nawet w biedronce) teraz spacerówka a i fotelik w pewnych sytuacjach zamontowany do wózka się sprawdził. Wszystko co opisane powyżej jest w wózku i jestem bardzo zadowolona. A do tego łatwo się składa i przewozi tak ja w vw golfie w bagażniku to wogóle super i przy moich 45 kg daję sobie radę i jeździmy na spacery do lasu. POLECam!

    • A jaki model masz? Moja kuzynka też ma x-landera i jedyne na co narzeka to waga wózka, bo mieszka w bloku bez windy na 4 piętrze. Miałam okazję prowadzić jej wózek i jest świetny. I właśnie myślę nad zmianą wózka od jakiegoś czasu, tylko mąż nie chce się dać przekonać ;)

      • epoustouflante pisze:

        ja mam xlandera x1 (4 pompowane duże koła) kupiony 4 lata temu i jedyną wadą jest waga (ok 15kg) (moim zdaniem do noszenia na 4 piętro się średnio nadaje no ale Matka Polka wszystko potrafi :) ) Bbez przekładanej rączki ale za to można go obwiesić zakupami jak choinkę i się trzyma. póki dziecko jest w gondolce łatwo można zamienić ją na fotelik samochodowy maxi cosi. łatwo się składa i mieści się w bagażniku opla vectry kombi. Jest świetny w codziennym użytkowaniu. Na spacery po gładkich powierzchniach mam parasolkę mclaren quest – malutka, leciutka, składana jedną ręką. 2 wózki się sprawdzają.
        PS. warto jeszcze zwrócić na kolor – ja mam zielonkawy i latem strasznie do niego robale lecą…

    • Na razie korzystamy z gondoli x-landera i już mogę stwierdzić, że jest za mała dla dziecka, które będzie ją użytkować zimą(wtedy, kiedy dochodzi kombinezon i koc).Chyba będę musiała Małemu nogi podwijać…

  7. No dobrze, to ja mam pytanie do autorki tekstu. Powiedz no mi moja droga, jako osoba doswiadczona, jakie rozwiazanie zastosowalas, gdy blizniaczki byly w gondolkowym wieku. Odkad wrozka mi przepowiedziala ze bede miec blizniaki za drugim razem, ta mysl nie daje mi spokoju;) Ilekroc patrze na strony z artykulami dzieciowymi i dochodze do wozkow, to na ogol sa tylko spacerowki blizniacze a gondolek ni chu chu.

    • To ja Ci powiem, co bym teraz zrobiła, skoro już wiem, co wiem :) Przede wszystkim w ogóle nie pakowałabym się w gondolki bliźniacze. Są rozwiązania, które umożliwiają obycie się bez gondolek. Dziś, gdybym miała wybierać, wybrałabym to:
      http://www.bobowozki.com.pl/product_info.php?products_id=1681&%3CosCsid%3E

      Tak, to jest spacerówka, ale siedzenia można rozłożyć na płasko, są specjalne ograniczniki dla najmłodszych, a wózek jest przystosowany do wożenia noworodków. Co więcej, jedna kobieta z blipa ma takowy, od urodzenia wozi swoje dzieci i nadal je wozi, a dzieci mają obecnie 2,5 roku.
      Wózek waży 11 kilo, szybko i łatwo się go składa, a wyposażenie jest bajeranckie. No i ten design, hy hy :)
      Ma oczywiście poważne wady typu małe, gówniane kółeczka i krótkie budki. Pytanie jednak, czy są to wady, które u mnie przeważyłyby na nie. Otóż nie :)

      A gdy bliźniaczki były w gondolkowym wieku, stosowałam rozwiązanie, które mam obecnie. Mam wózek Emmaljunga Twin Cerox 360. Nie polecam oczywiście. On ma siedzisko spacerowe i NA TO siedzisko rozłożone na płasko przyszpila się miękkie gondolki. Zaleta tego jest taka, że wyciągasz gondolki z dziećmi w środku (gondolki mają uszy) i wnosisz do domu bez potrzeby wnoszenia całego wózka. Wada – ciężar. Poza tym wózek jest wąski i dzieci z gondolek piorunem mi wyrosły. Potem kładłam je po prostu na siedzisku spacerowym rozłożonym na płasko i przypinałam szelkami.

      Teraz natomiast przerzucam się na „tramwaj”. Nikt sobie nie będzie wyrywał smoczków i nie będzie się okładał pięściami :)

      • Vioonka pisze:

        Na początek witam i gratulę bloga :)
        W temacie wózków dwuosobowych mogę się wypowiedzieć, na tyle ile pozwala mi 4,5 miesięczne użytkowanie Easy Walkera – jest kosmicznie drogi, ale nie żałuję żadnej złotówki na niego wydanej, podczas codziennych spacerów. Jedyny minus – jest dość ciężki, ale ja nie muszę go nosić, więc dla mnie – na razie wad nie ma :) a prowadzi się rewelacyjnie. Zanim się na niego zdecydowaliśmy przeszperałam internet i wyszło mi że zarówno „tramwaje” jak i „czołgi” mają swoich zwolenników, i dobrze :) Dla mnie największy minus tramwaju to trudność manewrowania. W sklepie pusty wózek z gondolami ciężko mi podbić, a co dopiero z dziećmi. Spotkałam również kilku rodziców bliźniaków, którzy właśnie użytkowali „tramwaje” do ok. roku i byli zadowoleni, a potem zmieniali, bo za cięzko się prowadziło taki sprzęt – na taki obok siebie.

        • Dziękuję :)
          Tak, tramwaj ma to do siebie, że trudniej się go prowadzi. Jedna mama bliźniacza dała mi poprowadzić swój wózek w parku (dzieci kilka miesięcy starsze od moich). Ciężko go podbić, to fakt. Z drugiej strony przejedziesz przez każdą kasę w hipermarkecie, a to nie jest bez znaczenia. Młodzież nie zabiera sobie niczego i łatwiej zasypia. Wszystko zależy od dzieci, u mnie to spory problem. Obydwa osobniki mają siedzenia tak samo szerokie jak w wózkach pojedynczych – na dłużej starczą.
          Wózek typu czołg – o moim mówię – ma dwie podstawowe zalety. Jest nieprawdopodobnie zwrotny. Mogę go prowadzić jedną ręką, skręcać i robić cuda,kiedy jest wyładowany dziećmi i zakupami. Druga rzecz – ogromna buda, która znakomicie chroni przed słońcem, wiatrem i deszczem. Bezcenna. Reszta to same wady.

          • Mi się o wiele łatwiej podbija tramwaj Kolcrafta niż parasolkę inglesiny. Ale Kolcraft już wypadł z łask, parasolkę mamy na podorędziu w bagażniku i czasami jest używana na dłuższych spacerach.

  8. Ja jestem z naszego wozka bardzo zadowolona. Nie jest pozbawiony wad, ale moje wymogi dzielnie spalnia. Czterokolowe Chicco. 2wieksze kola z tylu 2ciut mniejsze blokowane,skretne z przodu. Bez przekladanej raczki, dla mnie zbedny bajer. Gondolka byla montowana przodem do mnie, teraz spacerowka jest tylem. Wozek lzejszy od konkurencji, bardzo dobrze sie prowadzi, w miejscu skreca i zawraca. Bardzo dobrze wyglada i ma ogromna zalete-duze i szerokie siedzisko w spacerocie. Juz ktoras z kolei mama mnie zaczepila ze mam przestronna spacerowe i pokazywala swoje siedzisko ze scisnietym ponadrocznym dzieckiem! Wg producenta spacerowka ma sluzyc do 3 roku zycia i u nas dzieciak na pewno sie zmiesci. Mamy jeszcze duzo miejsca, niewyjeta wkladke i niespuszczony podnozek a Syn wcale maly nie jest. Uwazam zakup za udany. Najwieksza wada jest aspekt zakupowy- wozek ma mala pojemnosc bagaznika i nie mozna zbyt wiele naladowac. Cos za cos. Tak jak Krusz wspomniala, mamy jeszcze drugi zapasowy wozek parasolke. Jezdzi w samochodzie. Sluzy okazjonalnie. Jest maly i lekki, tez Chicco. Nie nadaje sie na dluzsze spacery, ale nie do tego jest stworzony.
    Wybor wozka spedzal mi sen z powiek i naprawde bardzoo dlugo szukalam idealu. To dobrze, bo pierwszy wozek jaki chialam kupic mial mikrogondolke i spacerowke kubelkowa! o zgrozo. Zycze wytrwalosci i madrych wyborow dostosowanych do stylu zycia. Nie dajcie sie zabajerowac w sklepie!
    (sorki ze bez znakow PL ale pisze z tel :) )

  9. A mowilem brac EasyWalera Duo :) U nas sie sprawdza w wieku 23,5 miesiaca i wadze 14+12 kg. Mamy lekka spacerowke Maclarena, ale tesciowa ani mysli jej uzywac, jak ma EW Duo.

  10. ipiranga pisze:

    Z tego, co czytałam i czytam wszędzie, nie istnieje wózek idealny, zawsze kończy się jakimś zgniłym kompromisem. Na dzień dobry mąż szarpnął się na Jane Nomad 3-w-1. Trzy tysiące wydane bez sensu, bo kubełkowego fotelika nawet nie tknęliśmy. Ale jeśli ktoś nie miałby oporów, wpinanie tegoż w podwozie jest proste jak konstrukcja cepa. Gondoli zresztą też – do zrobienia jedną ręką. Składanie i rozkładanie podwozia wymaga już obu rąk, ale też idzie dość gładko. Młoda bardzo długo jeździła w aucie w gondoli – wewnątrz miała swój własny pas zabezpieczający, a na zewnątrz dyngsy do pasów pasażerskich. Spacerówka to straszna landara, złożona zajmuje pół bagażnika kombi (składa się i rozkłada dość łatwo), za to dzieć leżał w niej wygodnie, niemal całkiem na płasko. Oparcie też zresztą chodziło gładko. Dwa spore koła dmuchane nieskrętne i dwa podwójne piankowe skrętne, unieruchamiane w razie potrzeby klikaczem do obsługiwania nogą. Dwa razy złapaliśmy gumę, całe koło wymienili w serwisie bez pokazywania papierów, gwarancji i zbędnych pytań. Koło za koło i już. Rączka nieprzekładalna, za to ma kilka ustawień pod kątem wzrostu pchacza. Kosz na zakupy dość pojemny, ale trudno dostępny, tzn. ma jakieś tam opcje bocznego odpinania, ale ja nie mam opcji długiego trwania w kucki pod wózkiem. Poprzeczka zakładana na klik, niestety przy zdejmowaniu przydają się obie ręce jednocześnie. Szelek oryginalnych nigdy nie używałam, bo zawsze wyścielałam wózek jakimś kocem, a młodą przypinałam szelkami od smyczy, czyli bez zabezpieczenia w kroku, ale nigdy nie zbliżyła się nawet do wypadnięcia, a śrubka z niej, że hoho. Budka słusznych rozmiarów, w pakiecie są chyba jakieś folie przeciwdeszczowe, nigdy nie używałam. Sprzedawca zaklinał się w swoim czasie (wiosna 2009), że to najlżejszy wózek na rynku. Nie wiem, nie musiałam dźwigać całości razem z pasażerką, ale zdarzyło mi się złapać za gondolkę z młodą (niemal cztery kilo na starcie) niedługo po cesarce i szwy nie trzasnęły. Aha, gdy dzieć osiągnął jakąś tam masę, torba (w pakiecie z wózkiem) podręczna, zawieszona na rączce zaczynała spacerówkę przeważać.
    Wózek sprawdzał się świetnie na krzywych chodnikach, większych wertepów nie testowałam na dłuższych odcinkach. Zaśnieżone jezdnie też były raczej ok.
    Latem na wyjazd (miejsce w bagażniku) trzeba było kupić parasolkę. Padło na Inglesinę Swift (achy i ochy, z wyjątkiem ceny i konieczności opuszczania oparcia dwiema rękami), ale to były perły przed wieprza. Wieprz wózka nie lubi, siada w nim w ostateczności. Gdy zaśnie, nie dość, że głowa się telepie na boki, to jeszcze nogi zwisają z podpórki i muszę doraźnie kombinować z rossmannowską torbą na zakupy, zahaczoną o poprzeczkę. Tęsknię wtedy za Nomadem, który czeka teraz na pierwsze śniegi. No, tom się rozpisała!

  11. Oj przygoda z wózkami u mnie ciężka była najpierw małżon wybrał olbrzyma (ABC Design turbo 3s) niby sprawiedliwie ja wybrałam imię to on wózek który po 9 miesiącach użytkowania zamieniliśmy na małą i wydawało by się sprawną spacerówkę sama tym razem wybrałam (Chicco lite way) po pierwszych próbach na jazdy tym wózkiem w PL myślałam że zwariuje łacina często była używana przez osobę która wózkiem kierowała. Na trzeci wózek nie zdecydowaliśmy się ale przez to że mieszkamy za granicą i nie chciało mi się z wózkiem podróżować postanowiłam wypożyczać wózek od przyjaciółki w Polsce i to jest dla mnie strzał w dziesiątkę śnieg nie śnieg wózek jedzie mowa o Inglesina Zippy :) Zakupiłam taki używany dla naszej drugiej pociechy jestem mega zadowolona niektóre mamy pesymistycznie się patrzą na gondolkę bo jest malutka ale nam wystarcza ma około 75cm długości ale użytkowniczka szczęśliwa i ja jako kierowca zadowolona :) Wózek zajmuje mało miejsca po złożeniu i stoi sobie ładnie w kąciku :) gondolkę się wypina i można wpiąć fotelik samochodowy jest lekka i o innym już wózku nie marzę :)

  12. Dori – http://www.easywalker.nl/pl-PL/product/id=3/duo.html

    3 w jednym: gondolki, foteliki samochodowe i spacerowka. Do tego w szerokosci 76 cm, bo standardowe drzwi to maja jednak 80 cm, a nie 90 droga Kruszyno :)

    • Absolutnie nie mogę się z tym zgodzić. Gdyby tak było, nie wjechałabym wózkiem do własnego mieszkania, w wjeżdżam. A drzwi mam standardowe.
      I dziwię się, że nie ma problemu ze zmieszczeniem Twoich dzieci, skoro moje siedzisko jest tylko 3 cm węższe. No chyba że jest jeszcze węższe, a ja o tym nie wiem :)

    • WoW Super sprawa :D

    • Aleksandra pisze:

      ja też się nie zgadzam bo owszem drzwi pokojowe to mają 80 ale wejściowe już 90 i to jest standard od lat :D

      • No wlasnie – bo chodzilo mi o drzwi wewentrzne, gdzie norma mowi o 80 cm. Drzwi wejsciowe do obiektow uzytecznosci publicznej (a wiec sklepow takze) to minimum 90 cm. Kiedys prowadzilem wojne z kierownictwem osiedlowego Carrefoura, ktore na zime zwezalo drzwi automatyczne do 70 cm. Telefon do centrali i strazy pozarnej spowodowal, ze jeszcze tego samego dnia otwarto na osciez (okolo 100 cm), a my przestalismy tam kupowac dla zasady :)

  13. a ja polecam implast bolder sd ecoline.
    2 kola, pompowane, dluga szeroka gondola [mieszczaca sie i w lidlu i w biedronie i nawet w malym slepiku osiedlowym. spacerowka szeroka, dluga, wygodna a podnozek aluminiowy dzieki czemu „nuny’ spokojnie osiąda na nim,bez „majtania” pod spodem.
    poza tym mega wygodne jest przekladanie siedziska w przod i w tyl. malo tego! mozna to zrobic w gondola, odsunac calkowicie budke i maly skarb pglada swiat na brzuchu wygladajac czadowo :)
    ogolnie polecam wozek!
    jestesmy wlasnie po 10 miesiacu uzytkowania go i musimy go sprzedac poniewaz zwyczajnie sie przeprowadzamy na 5 pietro do bloku bez windy.. wiec kupimy spacerowke. ale mysle o mcllarenie,albo wspomnianym juz mb swift czy bj city mini.
    jakby ktos chcual kupic to piszcie na ania.storczyk00@gmail.com
    wozek kombajn, 3 w 1. kolor niebiesko fioletowy

    • epoustouflante pisze:

      mclaren quest jest super ale ma jedną wadę : jak na rączce zawiesisz zakupy i zaczniesz wyjmować dziecko to wózek fiknie do tyłu (ale to ponoć wiele spacerówek tak ma).

  14. anak – w kontekscie Lidlow i Biedronek mowimy o wozku blizniaczym :)

  15. 4 kola pompowane… a nie dwa.. zle napisalam..

  16. no fakt.. ale ja wkrecilam sie w ten kontekst, bo implast jest dosc szeroki i dlugi :)

  17. takajaka pisze:

    A ja mam Bobbiway-a.Nie wiem co to za firma(kupiony z drugiej ręki),ale się sprawdza.U nas.Jest wygodny w prowadzeniu,siedziska szerokie(poprzedniczka jeżdziła nim 3lata!)kosz na zakupy ok.Minusy-jest ciężki jak cholera.Prowadząc go się tego nie odczuwa,ale wnosić go po schodach bym rady nie dała.Nie składa się.I dlatego zainwestowaliśmy w największą porażkę-spacerówkę bliżniaczą McClarena.Nasłuchałam się peanów na temat wózków tej firmy.Zgoda-pojedyncze pewnie są spoko,ale u nas siedziska są małe,płytkie,nie wyprofilowane,dzieciska mi się normalnie zsuwają do przodu!A teraz zimą to w ogóle mogę zapomnieć o użytkowaniu!

  18. takajaka pisze:

    Ale czy w ogóle istnieją lekkie wózki bliżniacze?

  19. Zielona pisze:

    Tak coś podejrzewalam, że kupno wózka to nie takie pitupitu :-) na szczęście sąsiadka pozyczyla bezterminowo wózek głęboki ze spacerowka. Jest to Jedo Fyn. Jak dla mnie jest wielki i ciężki, nie było mowy, żebym sama go zniosła z piętra. No i zajmuje nam prawie cały bagażnik po złożeniu, a to jest zle bo dosyć sporo jeździmy. Chyba jedyny plus to koła, gumowe, wszędzie przejadą. Teraz korzystamy z chusty :-) Tak więc wózek stoi sobie w pokoju w charakterze ozdoby :D . Przy drugim dzieciu żadnego wózka!

  20. Oj, temat spędzający mi sen z powiek :( nie ma dnia bym nie myślała o wózku. Waham się między totalną landarą kunert, tako jumper x, a tandemami peg perego duette sw i inglesiną domino, cudnie co? A jako, że nie mam możliwości zobaczenia dwóch ostatnich na żywo, to zejdę na zawał lub osiwieję. Przy małej mieliśmy stary model baby merca i po 4 miesiącach przerzuciliśmy się na coneco flash. Oba wózki odradzam. Jedyne pozytywy to z pierwszym daliśmy radę zimą, a drugi ma wielgachny kosz na zakupy. Teraz mamy coneco joker i wychwalamy go z mężem pod niebiosa – mały, lekki, zwrotny, jest amortyzacja, składa się w ułamku sekundy. Ma też wady – kusa budka, mała siateczka na zakupy, nie rozkłada się na płasko, ale coś za coś. Wózek zostanie z nami na długo. A następny? Pewnie skończy się na kupieniu dwóch, póki drugie młode nie dorośnie do parasolki.

    • Mama Kubusia pisze:

      Lenn, pracuje w sklepie Mamas&Papas w UK, duette zostal u nas chwilowo wycofany, z wlasnego doswiadczenia nie polecam.

  21. Nam babcia (po konsultacji ze mną oczywiście) sprezentowała Jedo Bartatinę. Ja się nie wtrącam, co kto lubi, ale my byliśmy zachwyceni! Wózek wielki i to jego zaleta. Wygodny, pojemny, gondola luźna nawet dla sporego, zimowo ubranego dziecka. Miałam na pompowanych kołach i na pasach. Stabilny i dla mnie się świetnie prowadził! Koła skrętne nie są mi do szczęścia potrzebne, wózkiem jeździłam w 95% do parku (który mam tuż pod nosem), gdzie szerokie alejki są. Dużo miejsca na zakupy o co się chce. Wada jak dla mnie osobiście: po złożeniu wóz zajmuje niemal tyle samo miejsca co przed złożeniem, więc do transportu się nie nadaje. Ale jako gondola się sprawdzał pod względem moich wymagań świetnie. Jako spacerówka tez ale Syn wczesnie zaczął chodzić i nie chciał jeździć, przez jakiś czas używaliśmy zwykłej „parasolki” z hipermakrketu za parę zł a jak miał 1,5 roku to już wózka wogóle nie używał.

  22. Myszqa pisze:

    My wózek-gondole mieliśmy pożyczoną – PegPerego ogromna i ciężka. Jak dzieć już mocno się buntował i nie chciał leżeć – czyli ok. 5-6mc kupiliśmy x-landera xa. Ja byłam zachwycona. Mimo gabarytów, lekko się prowadził. Przednie koła skrętne, z możliwością zablokowania. Dzieć miał duzo miejsca. Budka przeciwdeszczowa duża. Niestety mały kosz na zakupy. Wkładało się mały kocyk i dziękuję – nic więcej się nie mieściło. W szale zakupów dokupiłam parasolkę – której nigdy nie użyłam. Genialny na każde podłoże – chodniki, śnieg, las. Naprawde super. Teraz moja siostra dokupiła do niego gondole i ma go dla swojej młodszej córy. Więc kolejne dziecko jeździ a wózek trzyma się świetnie. Minusem jest to, że załączoną pompką nie ma szans dopompować kół, nie wiem czemu – ale jest do niczego. Trzeba jeździć z kółkami na stacje benzynową. Na szczęście bez problemu się odczepiają – klik i już. Wózek zajmuje prawie cały bagażnik Audi A6 kombi. Więc takie bydle trochę. Ale warto. Jeszcze raz bym kupiła. A dziec teraz jeździ x-landerem xs. Najmniejszą spacerówką x-landera. Tym modelem już nie jestem aż tak zachwycona. Największy błąd-krótka budka przeciwdeszczowa i pokrowiec na nóżki. Nie ma szans żeby dziecko nie zmokło. Mój syn chorobliwie nie znosi folii przeciwdeszczowej więc stale był kwas. Bo albo wył i próbował ściągnąć folię albo był cały mokry. Podnóżek jakiś taki mhmmm – mały. I pokrowiec na nóżki – już dawno nie używamy – bo jest za krótki i się stale rozpina – jest na rzep zapinany na barierkę. Jak jest ciepło i nie deszczowo, wózek się sprawdza. Gorzej jak zimno i pada.

    • maua_mee pisze:

      Mnie się bardzo podobała opcja dobrze wyważonej rączki gondoli- stelaż wózka zostawał w aucie, wnosiłam tylko gondolę. X-lander w wersji gondolowej super, gorzej do przewożenia bo ciężki i zajmuje cały bagażnik, koła się łatwo wypinają, ale po kilku tygodniach takiej zabawy traci się ochotę na spacery.
      Do Twojej listy kruszyzna dodałabym właśnie beznadziejne rozwiązanie z x-landera- regulacja oparcia paskami. Nie masz ząbków, tylko musisz użyć obu rąk, jednej by operować paskiem, drugiej- oparciem. Jak w dół jest ok, to w górę można się nieźle umęczyć.

  23. anonimowy gall pisze:

    Dorzucilabym jeszcze niekupowanie wozka, w ktorym nie da sie polozyc dziecka calkiem plasko. Widzialam wiele kiwajacych sie z boku na bok nieszczesnikow; ktorzy zasneli na spacerze.

    Moim osobistym anty-hitem jest bardzo popularny w Polsce i za granica wozek, ktory wyglada jak skrzyzowanie krzesla biurowego na kolkach z grilem, tez na kolkach. Koleczka malenkie, podskakuja na kazdym wyboju, calosc scisnieta w pasie i niemozliwa do prowadzenia, a na wierzchu tego wszystkiego siedzonko jak dla kota.

    • epoustouflante pisze:

      tak, ale taki wózek to KOSZTUJE:)

    • Oooo, to ten wózek miałam na myśli, pisząc o minimiejscu na minitorebeczkę. Dosłownie krzesło biurowe z grillem na kółkach. A pod spodem przymocowana torebusia. Widziałam, jak męczyła się jedna babcia, która prowadziła ten wynalazek, bo do tego wózek nie ma normalnej rączki tylko coś w rodzaju designerskiej kierownicy. Tragedia.

      • Może podpowiedź, o jaki model chodzi? Orbit Baby G2? A może wózek Davida Dawooda, który miał nawiązywać do samochodu Porsche? A może coś innego?

  24. RudaRybka pisze:

    A ja miałam x-landera na 4 kółkach i szlag mnie trafiał juz po kilku miesiącach bo przednie koła sie obluzowały czy coś i latały na boki co utrudniało jazdę. Poza tym Mała juz była na tyle duża że ładowanie jej do cięzkiego wózka, z wózka, wózek do auta, wózek z auta- mało nie padłam. U nas dochodziły tez częste wyloty samolotem- szok ile sie nacierpiałam przez tego wielkiego gniota!! Wreszcie kupilismy lekką, zgrabną spacerówkę maclarena i jest SUPER!! Leciutka, skrętna. Trudno że małe kółeczka i trudno dostępny, mały kosz na zakupy ALE jestem w stanie wziąc wózek na plecy (dosłownie) po złożeniu i iść po schodach dwa piętra do lekarza gdy winda nie działa.
    Przy drugim dziecku wiem ze będę sie pałowac znowu z naszym x-landerem ale tylko do czasu kiedy dziecko wyjdzie z gondoli.
    Osobiście czołgom mówie zdecydowanie- NIE! Ani to ładnie nie wygląda ani nie jest wygodne.

  25. Asteria pisze:

    http://p.alejka.pl/i2/p_new/15/00/x-lander-xa-2-w-1-arctic-kolekcja-2010_0_b.jpg to jest dla mnie moim zdaniem najlepszy wózek na świecie. Xlander Ma wszystko to co opisała Kruszyzna. Duze skrętne koła z przodu Mój mąż tak go wymolestował w sklepie jeśli chodzi o stabilność ze sprzedawca aż mdlał. Wszystko u niego działa jak należy. Nie ma lepszego wózka. Jedynie X landery bliźniacze są do kitu wszystkie maja nie wiem czemu małe kołeczka z przodu. Jest stosunkowo tani. Zestaw gondola z zaczepami konstrukcja plus spacerówka – kosztowały 1500zł (bez fotelika samoch. bo go dostaliśmy)Jest teraz duża kolorystyka. Zawsze chciałam niebieski wózek bo chłopczyk chłopczyk ale na magazynie był tylko czerwony i w sumie wcale nie żałuje że wybrałam czerwień Bo to jest Ferrari wózek wśród swoich konkurentów.

    Leżałam z kobitka w szpitalu która wybierała wózek na laptopie. Wybrała taki który był najdroższy trójkołówkę. Czarna jak smoła!! Doradziłam jej żeby po 1. nie kupowała w necie bo lepiej sprawdzić stabilność w wózka na żywo. 2. Trójkołówka… no proszę.. nawet dzieciom chodzić na czterech jest łatwiej niż prowadzić pojazd…
    No mogłabym wymieniać argumenty Kruszyzny ale… sęk w tym co mi odpowiedziała:
    „Ale mi się taki podoba. Po prostu jest stylowy i ta konstrukcja jest ładna”

    • Asteria pisze:

      Przy drugim dziecku korzystałam z Xlandera tylko do gondolki a jak wyrosło z niej to obecnie używam http://p.alejka.pl/i2/p_new/25/55/wozek-spacerowy-milly-mally-venus_0_b.jpg Ja wiem ma małe kółeczka ale są to i tak jedne z największych kółeczek w wózku spacerowym. Po złożeniu waży tylko 7,8 kg Można go wziąć na plecy. Z koszykiem na zakupy jest trochę trudno ale ja i tak siaty na uchwytach wieszam (przez to wózek trochę skrzypi na zakrętach ale ostatnio mam patent – łyżka oleju załatwia sprawę)

      • jak dla mnie X-lander ma jedną ogromną wadę, siedzisko spacerówki tylko przodem do kierunku jazdy, będę miała wiosenne dziecko, jakoś w zimie przyjdzie nam przesiąść się do spacerówki, nie wyobrażam sobie, że będzie to x-lander, który mi szwagierka pożyczy… gondola jest super, ale na później muszę znaleźć coś innego sensownego :-/

        • Aga, model XQ w X-Landerze ma opcję zmiany siedziska w spacerówce

          • Asteria pisze:

            Własnie miałam powiedziec ze ja mam Xlandera 2 bodajże tak się go nazywa fachowo. W trójce można już przekręcać siedzisko! Te wózki są ciągle podkręcane i unowocześnianie. A ostatnio jak paptrzyłam na cene to trochę mi kopara opadła. One tanieją.

        • hana80 pisze:

          aga w x-landrze nawet nie licz że że do spacerówki przesadzisz maleństwo na jesieni wiem z własnego doświadczenia (młody urodzony 9 lipca długi 57cm i spacerówkę zaliczył już od 22 września ) podobno modele z 2011 można wpinać tyłem do kierunku jazdy :) no spacerówki w x-landerze nie rozłożysz idealnie płasko Zaletą jak dla mnie x-landera był fotelik wpinany na koła pakowałam młodego do samochodu i mogłam zrobić spokojnie zakupy :)

  26. Prokulanna pisze:

    Emmaljunga – odkupiony od znajomej, po 2 dzieci:-) Ciężki, stabilny czterkołowiec – super wybór:-) Nie interesowały mnie bajery, skrętne kółka, trzykółki czy designerskie lekkie wersje, wiedziałam, że wózek będę znosić (i wnosić) z jednego piętra (mieszkam na 11, a windę konstruktor przewidział do 10 i do tego brak wózkarni – a to Polska właśnie;-), więc potrzebowałam „czołgu” o czterech mocnych kołach, dzięki temu wózek łatwo dawał się wciągać, nawet jedna linka czy cokolwiek nie poluzowało się, w sumie licząc to wywoziło się w nim już troje dzieci i jeśli trafi mi się recydywa to na pewno nie będę rozglądać się za nowym :-) spacerówka też OK; wersja kolorystyczna jak dla mnie granatowa jest idealna. Moim zdaniem kupując wózek trzeba sobie odpowiedzieć na pyt: czy będzie zjeżdżał po schodach, jakie są ścieżki spacerowe w okolicy w której się mieszka i czy planujemy robić zakupy z wózkiem (ja np. na zakupy wybierałam chustę lub nosidło)

  27. My wozimy się rodzimym wózkiem TAKO Warrior. Jak dla mnie wózek jest idealny, mieszkam na wiosce gdzie chodników brak, a jak już są to strasznie wyboiste. Wózek ma 4 pompowane koła przednie skrętne trochę mniejsze od tylnych, ale wózkiem przejadę po każdym podłożu. Na spacery chodzimy do lasu i na leśnych ścieżkach wózek spisuje się rewelacyjnie jest bardzo stabilny. Mieszkam w domku jednorodzinnym więc na lekkości wózka mi nie zależało. Wózek do mega lekkich nie należy ale też strasznie ciężki nie jest. Zarówno gondolę jak i spacerówkę można montować tyłem jak i przodem do kierunku jazdy więc przekładnej rączki nie ma. Kosz na zakupy ma duży, ale jest utrudniony do niego dostęp tak jak u Krusz. Trzeba wkładać zakupy pojedynczo :( Drugi mankament jaki zauważyłam to utrudniony dostęp do wentylów przy kołach, ale powiedzmy sobie szczerze kół nie pompujemy codziennie. Ogólnie jestem super zadowolona i do tego wspieram naszą Polską firmę :) Ale ze mnie patriotka:)

  28. Ja mam Emmaljungę (kupiłam używaną), i to jest wspaniały wózek na ciężkie warunki pogodowo-drogowe. Mogłam sobie na to pozwolić, bo aby dostać się do domu nie muszę pokonać nawet jednego schodka. Gdybym go miała gdziekolwiek wnosić, to pewnie przemyślałabym czy nie poszukać czegoś lżejszego.
    A jako drugi mam Bugaboo, w którym się po prostu zakochałam i musiałam go mieć. Pretekstem do zakupu były podróże samolotem. W stelaż wpinam fotelik samochodowy, a gondolę lub siedzisko pakuję do bagażu, i na miejscu mam i wózek i fotelik (a to akurat dosyć ważne dla mnie). Ten wózek leciutko się prowadzi, łatwo składa, i ma ogólnie mnóstwo zalet.
    Od wiosny używamy praktycznie tylko Bubaboo, i daje radę w każdych warunkach. Mała włożona do wózka natychmiast się uspokaja, więc chyba lubi w nim jeździć.
    Ale możliwe, że na zimę przesiądziemy się z powrotem do Emmy.

  29. Theosia pisze:

    Naczytałam się jak trudno „tramwajem” pokonać chociażby krawężnik, zwłaszcza gdy dzieci już swoje ważą, więc u nas stanęło na „czołgu”.
    My jesteśmy co prawda na wczesnym etapie gondolek, ale przezornie nabyliśmy wózek używany (Teutonia Team Alu), żeby ewentualnie nie pluć sobie w brodę, że drogo i niefunkcjonalnie, i jak na razie wszyscy są zadowoleni :)
    A założenie wstępne jest takie by w odpowiednim momencie zaopatrzyć się w lekką spacerówkę bliźniaczą lub nawet dwie pojedyncze, ale i tak chętnie poczytam o spacerówkowym tramwaju, bo a nuż okaże się fantastyczny? :)

  30. przy wyborze wózka dla pierwszego dziecka warto też sprawdzić, czy będzie można do niego przymocować dostawkę, gdy pojawi się drugie dziecko.ja z tych oszczędnych,więc było dla mnie ważne, że nie muszę kupować dla drugiego dziecka drugiego wózka. różnica między dziećmi 2 lata 1 m-c.Młodsza jedzie w wózku, starszy stoi sobie na dostawce.wszyscy zadowoleni.mam chicco enjoy.wiem, że do trójkołowych i niektórych czterokołowców doczepić takiej dostawki nie można,więc jeśli ktoś planuje dzieci w krótkim odstępie czasu, dobrze i o tym pomyśleć

  31. Ja bym jeszcze dodała, żeby zwrócić uwagę na resorowanie- jeśli nie ma wahaczy- mój nie ma . Ma za to jakiś „blok”= łącznik podwozia z kołami do którego dochodzi zagięta rurka podwozia ubrana tylko dla efektu w plastikową sprężynkę. Wózek wykonuje siad płaski w chwili włożenia dziecka, a mały nie jest nawet przeciętnej wagi (ma teraz rok i 9 m-cy a problem mamy już dłuższy czas. I jakie mamy wtedy resorowanie?
    I druga sprawa- mój wózek, ogólnie bardzo fajny ma jedna dużą wadę- oparcie spacerówki nie jest jednolite, ale w czasie opuszczanie załamuje się w górnej części- pewnie w zamyśle konstruktora miało tworzyć zaciszną otoczkę wokół głowy śpiącego dziecka. Ale dziecko już przed skończeniem roku jest na tyle wysokie, że leżąc ma wtedy głowę przygięta w przód. I mam wybór- właściwie 3 opcje:
    * nie opuszczać oparcia i dziecko śpi na siedząco- szkoda kręgosłupa
    * opuścić oparcie i przeciągnąć dziecko za ciuchy, lub śpiworek trochę w przód wózka- może sie obudzić
    * zostawić z przygięta w przód, lub przegięta na bok główką- masakra

    Aha i jeśli kupujecie wersje z 4 kołami w tym 2 przednie skrętne, sprawdźcie, czy przy „bujaniu- wożeniu” w przód i tył (celem np uśpienia, uspokojenia) koła nie blokują sie nawzajem- bo w moim są trochę za duże i potrafią się zaczepić jedno o drugie.

  32. mirtrzy pisze:

    Nasz wózek jest duży, przestronny, ma dobrą amortyzację, dość dobrze się prowadzi, ma 4 duże i pompowane koła. Jest to 3 w 1, czyli spacerówka, na to miękka gondola i do tego fotelik samochodowy. Zamówiliśmy go przez internet, ale najpierw sprawdziła go córka koleżanki, więc nie był zamawiany całkiem w ciemno. Oglądaliśmy bardzo podobny wózek znanej firmy, różniły się detalami i ceną oczywiście ;-) Jego wady to waga, mieszkamy na 1 piętrze z bloku i jakoś daję radę;-) zajmuje dużo miejsca po złożeniu, choć samo jego złożenie zajmuje chwilkę, ma duży kosz, ale wysoko podwieszany, więc ciężko tam wcisnąć większe zakupy. aha, torba mogłaby być ciut większa…, ale ja jestem z gatunku tych, dla których każda torba czy torebka jest za mała;-) Ogólnie jestem zadowolona, mały jeździł w gondolce tylko 2 msc, bo strasznie duży chłop z niego i się nie mieścił;-) teraz jeździ w wersji spacerowej, po ubraniu w zimowy kombinezon nie wyobrażam sobie go w tradycyjnej gondoli, w życiu by się nie zmieścił, bo i w spacerówce ma mało miejsca. Cena wózka była niska, ale zamierzamy zainwestować na wiosnę w małą, zgrabną spacerówkę, żeby można ją było wozić w aucie i używać w czasie wyjazdów, a na co dzień korzystać z naszego obecnego wózka.
    mamy wersję grafit z czerwonym, ładnie się prezentuje;-)
    http://allegro.pl/nowosc-wozek-fotelik-capri-skrzat-kola-pompowa-i1981399841.html

    • mirtrzy pisze:

      aha… zapomniałam o jeszcze jednej rzeczy… wózek ten ma dość szeroką obudowę i ciężko przypiąć do niego parasolkę, ale jakoś dałam radę, choć jest to uciążliwy proceder;-)

  33. Nikt nie opisał jeszcze Maxi-Cosi Mury 4 więc się pokuszę, bo jestem użytkowniczką. Zacznę od wad: dziecko 2-letnie ledwie mieści się pod daszkiem, mało naciągana budka słoneczna i nie za duży kosz zakupowy, no i niestety waga oraz cena. Zalety są wieksze, ja osobiście jestem z niego ogólnie rzecz ujmując zadowolona, chociaż teraz pewnie szukałabym lepszego ideału. Wózek ma cztery duże pompowane koła, jest super stabilny, lekko się prowadzi, spacerówka rozkłada się na płasko a wózek się świetnie składa mieszcząc się w średnim bagażniku, duża gondolka. Aaa jeszcze jedna wada to mini okienko w daszku przez które teoretycznie powinno być widać dziecko a nie widać prawie nic.

  34. kamisia pisze:

    ja też mam x-landera xa. i tak jak pisałam dlammnie się sprawdził na 100% no i chyba nie jest duży bo mieści mi się w golfie, a zwrotny i stateczny jest.plecam!

  35. Klaudia pisze:

    Ja mam Baby Design sprint + 3 w 1, i żałuję zakupu już od pierwszych dni spacerów z synkiem… Jest sztywny, podskakuje na każdej małej dziurce, Kosz na zakupy jak jest obciążony (np zgrzewką wody) to trze o mijane krawężniki… Koła piankowe, średniej wielkości. Budka w gondoli za krótka, słońce świeciło na dziecko. Spacerówka jest o tyle dobra ze rozkłada się na płasko. Moje dziecko mając 8 miesięcy staje już w wózku i gryzie budkę spacerówki (jest bardzo cieńka i ma elementy foliowe). Niestety, również po złożeniu jest ogromny, nawet spacerówkę jak zapakujemy do astry to zakupy ledwie się mieszczą.
    Odkupiłam od kuzynki drugą spacerówkę Quinny, ale dopiero na wiosnę będę ją używać, bo siedzisko się nie rozkłada. Patrzyłam raczej na ilość zajmowanego miejsca w bagażniku (dużo jeździmy autobusami i autem), a ten składa się do plecaka. A i spacerowałam z chrześniakiem na wakacjach i całkiem przyjemnie się prowadził (wózek oczywiście :) ).
    Nigdy więcej nie posłucham Pani w sklepie jak będzie coś doradzała :) Sztywny wózek nie nadaje się na Wrocław…

    • Klaudia pisze:

      ahh, dodam jeszcze że kółka są tak szeroko rozstawione że w carrefour się nie zmieściłam z wózkiem do kasy… a w innych marketach staram się chodzić do tych szerszych :)

  36. Liziii pisze:

    Ja mam Tako jumper duo :]
    Dostep do kosza kijowy – za blisko gondolek wiec siaty trzeba wypakowywac zeby wsadzic.. poza tym producent zaleca max5kg w koszu .
    Gondole pojemne, wygodne choc nielekkie. Wozek ma 2 osobne gondole, 2 osobne spacerowki wiec dzieciom ciasno nie bedzie, ale ma niemal 100cm szerokosci zatem w drzwiach sklepowych, wyjsciowych i innych sie nie miescimy :/ musze rozkladac wozek na czynniki pierwsze by wlezc do domu :D niemniej tramwajem nie miescilabym sie na polpietrach na klatce schodowej wiec wybralam tansze rozwiazanie…
    Ogolnie, ze wzgledu na ciezar, dochodze do wniosku ze sprobujemy go sprzedac i kupic spacerowke-parasolke, bo dzwiganie tego kloca z 4 pietra dzien w dzien latem to nie na moje siły…

    • Chryste, Wy dźwigacie to coś w kawałkach 4 piętra w górę??? Też mamy Tako, mieszkamy na 3 piętrze, ale dygamy go jedno piętro w dół lub górę (piwnica) i ja klnę przy tej czynności na czym świat stoi, ciężkie to cholerstwo straszliwie. Tyle że dzieci miejsca mają po pachy, moje szkraby ważą po około 10 kg (8 miesięcy), a w spacerówkach wyglądają jak miniaturki, gondole w zimowych ciuchach są ciuteńkę przyciasne, ale spokojnie w sumie jechać można. A co do zamka w koszu – da radę wrzucić zakupy bez wypakowywania ich, ja po prostu rozpinam nieco ten suwak na ramie, którym kosz jest zamocowany, kosz nieco opada, wrzucam siatę i dopinam suwak podtrzymując kosz od spodu, żeby suwak się nie urwał. Wsio, w drugą stronę to samo. Oszczędza sporo nerwów ;) A, i co do zaleceń producenta – nasz wózek kocha moja teściowa, która na spacerach z dzieciakami potrafiła władować tam jakieś 10-15 kilo kamieni do skalniaka, zbieranych na trasie, kosz wytrzymuje to spokojnie… ;)

      • Liziii pisze:

        ha! nie pomyslalabym by ruszyc suwak – dzieki! :) no i tak, dzwigamy, a wlasciwie nie dzwigamy tylko dzwigam, bo jak malz w pracy do ciemnej nocy to sama dryłuje na spacery;)

  37. Ameryki koleżanko nie odkryłaś. Zakup wózka można porównać do zakupu samochodu. Możesz kupić mały, większy, vana, ciężarowy, srebrny, zielony, czerwony , z ledami z przodu, z ksenonami itd. Jeśli jedziesz do salonu to przegrałaś, bo sprzedawca zrobi wszystko żeby Ci ten samochód sprzedać. Pokaże Ci kilka rozwiązań w każdym segmencie cenowym. Na dodatek też nie masz pewności czy po trzech tygodniach nie będziesz musiała wrócić do serwisu bo coś się zepsuje. Jako osoba z 15-letnim doświadczeniem w branży niemowlęcej mogę tylko doradzić w ten sposób. Przede wszystkim musimy się zastanowić do czego jest nam wózek potrzebny, czy do wyjścia z domu na spacer, po zakupy, czy może raczej wszędzie musimy najpierw dojechać samochodem, czy musimy znosić z 4 pietra, czy nasza droga z domu nie jest drogą utwardzoną i wiele innych pytań.W końcu każdy ma indywidualne potrzeby. Kiedy już jesteśmy pewni czytamy w internecie opinie o wózkach, w ten sposób dowiemy się jakie wózki najczęściej się psują i które wymagają częstych napraw. Jeśli zauważymy, że pojawi się kilka opinii identycznych na temat tego samego wózka możemy mieć pewność, że i nasz się zepsuje. Sprzedawca nie powie Wam, które wózki są awaryjne, bo od niektórych ma płaconą prowizję. Sami musicie dotrzeć do tych informacji. Zawsze będę to powtarzał, do zakupu wózka należy się przygotować samemu, w przeciwnym wypadku zaraz po wejściu do sklepu jesteśmy spaleni. Szczególnie ojców uczulam, bo to oni powinni byc odpowiedzialni za stan techniczny swoich czterech kółek, bez względu małych czy dużych ;)

  38. dziecie mialam zimowe wiec gondolka pojezdzilismy dokladnie pol roku- wielka i ciezka landara 3w1- w foteliku mlody dostawal histerii-spacerowki uzylam moze ze 2 razy- i kupilam uzywanego haucka na wakacje – wada- brak okienka podgladowego w daszku i kola jakos skrzypialy
    w koncu we wrzesniu kupilam graco mirage- i zero zastrzezen- lekki (7 kg)- kosz na zakupy pojemny, siedzisko rozklada sie na plasko (co bylo dla mnie priorytetem bo mlodemu zdarzalo sie usnac na spacerach)- owe okienko posiada :)
    teraz jednak od kilku miesaiecy na krotkie dystaNSE TUPTAMY NA PIECHOTE- a wozek biore jak musze na zakupach mlodego unieruchomic- tyle tylko jak musze go wniesc na 3 p bez windy to sie zasapie- bo zakupy to nie 3 chlebki ale konkretna waluwa na tydziez – dwa zycia
    na drugie dziecie planuje nie kupowac wozka tylko miekie nosidlo wloze w graco- a to jakos razem zniose po schodach (czas pokaze czy moje myslenie jest dobre)

  39. nessie pisze:

    Podpisuję się pod wszystkimi uwagami :-) Mamy Maxi Cosi Mura 4. Koła super. Zimą przejeżdżałam przez najgorsze zasypy po zablokowaniu przednich kółek (skrętne, chodźby nie wiem jak duże i pompowane grzęzną w śniegu). Z wersji gondolkowej byłam zadowolona. Łatwo się składa. Kosz na zakupy wprawdzie średni, ale można było też trochę zakupów ułożyć na metalowym stelażu służącym później do mocowania siedziska do spacerówki, bo gondola mocowana była wyżej. Zwykle lądowało tam opakowanie pieluch. Firmowa torba do wózka beznadziejna, kupiłam osobno torbę Jane. Z wersji spacerowej nie byłam zadowolona. Młody nie lubi w niej siedzieć zbyt długo. Podejrzewam, że przeszkadza mu z przodu ogranicznik w kształcie T zamiast tradycyjnego pałąka. Śpiworek to porażka. Zanim pozapinałam wszystkie zamki Młody już wył.
    Moim zdaniem dobrze zainwestować później w leciutką, najprostszą parasolkę. U nas Mura używana jest teraz do spacerów w okolicy, po lesie no i pewnie zimą ze względu na koła, a parasolka jeździ sobie w bagażniku samochodu i używana jest do przemieszczana się po mieście, do sklepu (choć tutaj przeszkodą jest malutki kosz na zakupy jak to u parasolek, więc chodzi tu tylko o niewielkie zakupy, ewentualnie dochodzi plecak).

  40. slivia pisze:

    A, ja polecam Mutsy transporter. Lekki, zwrotny, fajnie sie składa i nie zajmuje dużo miejsca w aucie. Spacerówka wygodna, zabudowana, z pozycją leżącą, ze świetnym śpiworkiem zimowym, do tego ładnie się prezentuję i super prowadzi. Mam wrażenie że jest w niej tak samo wygodnie jak w gondoli.

  41. Asteria pisze:

    A teraz popatrzcie na to wszystko u góry…. Kobiety potrafią jednak rozmawiać o pojazdach niczym mężczyżni o samochodach

  42. ja_agata pisze:

    A ja mam Teutonię Be You z MAŁYMI (dwoma) kółkami z przodu i sprawuje się fantastycznie! Jest idealnie zwrotny i nie ma najmniejszych problemów z pokonywaniem ulicznych przeszkód. Nie ma także problemów w warunkach górzystych, a nawet w ‘ekstremalnych’ spacerach po polach i lasach. Do tego przekładana rączka [jeden z najważniejszych dla mnie wyznaczników przy wyborze wózka] okazuje się niezwykle przydatna i używam jej bardzo często – przy słońcu, wietrze. Małe przednie kółka, gdy znajdują się z tyłu, można zablokować i wtedy prowadzenie wózka nie jest najmniejszym problemem [może nie jest aż tak zwrotnie, jak w położeniu klasycznym, ale naprawdę wygodnie się prowadzi]. Nawet największy minus – mała gondola – okazuje się być przesadzony. Służy nam już szósty miesiąc i mimo naprawdę pokaźnych gabarytów mojego dziecka, póki co nie zanosi się na konieczność zmiany na spacerówkę.
    Uważam, że był to wyjątkowo trafiony zakup! Jeden z najlepszych w naszej rodzicielskiej karierze :) Polecam!

  43. ja_agata pisze:

    Zapomniałabym: Teutonia Be You składa się błyskawicznie [w wersji spacerowej składa się razem z siedziskiem], gondola także się składa, do naprawdę małych rozmiarów. A po przełożeniu rączki, duże koła tym razem z przodu, pokonują nawet grząskie błoto – a i na śniegu został już pomyślnie wypróbowany :) Jest lekki, poręczny i z dużą torbą na zakupy. Bajka :)

  44. Punkt 6. Zdecydowanie potwierdzam :) O dziwo ten problem pojawia się w wielu wózkach. Zupełnie to dla mnie niezrozumiałe.

  45. my mamy dwa wózki, obydwa starego typu kupione na all. za ok 120 zł- jeden za drugim (13kg) i obok siebie (12) albo odwrotnie różnica jest niewielka jeśli chodzi o wagę i dźwiganie. obydwa mają małe kółka – minus ale tramwaj dużo ciężej się prowadzi – plecy bolą przy tego typu wózku trzeba zwracać uwagę żeby siedzenie z tyłu było na tyle daleko aby potomek zmieścił tam swoje nóżki obute w kozaczki. u nas trochę mało miejsca. jeśli miałabym wybierać to wolę obok siebie lżej się prowadzi ale ma podstawową wadę – nigdzie się nie mieści. myślę o kupieniu parasolki którą zawsze szybko można złożyć, tylko że moje bąki mają już 2,5 roku więc nie wiem czy mi się opłaca bo za rok mogą się nie zmieścić zwłaszcza w zimowych ciuchach. czy ktoś ma jakieś doświadczenia z trzyletnimi bliźniakami i parasolką?

    • Aha, widziałam ostatnio, jak kobieta z wózkiem- tramwajem próbowała dokonać rzeczy, którą każdy kierowca wózka dziecięcego wykonuje nagminnie- podnieś przednie kółka celem wjechania np na chodnik. Nooo, namęczyła się kobieta, namęczyła. Nijak nie mogła przeważyć tego pojazdu, cisnęła na rączkę, niemal na nią naskakiwała i nic.

A Ty co myślisz?