Uch, macierzyństwo nie jest słitaśne jak cium, cium, cium cukiereczek. Owszem, dzieci są dla nas najcenniejsze, a ja osobiście uważam, że w życiu, jeśli coś mi wyszło, to właśnie juniorki (i nie o butach mówię! ;) ), kochamy nasze dzieci i w ogóle, ale… Fakt pozostaje faktem, że jako rodzice urobimy się po pachy. Macierzyństwo to 24-godzinny zapiernicz bez możliwości pójścia na L4. To znaczy pójść oczywiście możesz, ale po prostu zapierniczasz dalej, tyle że na chorobowym. Rodzicielstwo to ciężki zawód i najczęściej kiepsko płatny.

Sami tego chcieliśmy, ekhm. Zafundowaliśmy sobie mieszaninę blasków i cieni, padnięć i powstań, chichotów i szlochów i już do końca życia będziemy trwali w swoistej schizofrenii. Znacie to, prawda? Całymi dniami wzdychamy, żeby ktoś od nas zabrał te bachory, a kiedy w końcu jadą na ferie do babci, która dała się wpuścić w te maliny, wzdychamy, że, kurde, chałupa taka pusta się zrobiła i w ogóle jest coś nie tak.

Zaprawdę powiadam wam, o macierzyństwie można pisać do końca świata i jeden dzień dłużej. I warto to robić! A jeśli jeszcze robi się to ciekawie, to już w ogóle serce roście. I do kategorii ciekawie zaliczyć mogę na przykład blog Od rana do wieczora (http://od-rana-do-wieczora.blog.pl/).

Autorka prowadzi swój blog – uwaga, siadajcie! – od 2003 roku! Ludzie, wtedy dopiero poznawałam usenet, o istnieniu blogów nie miałam pojęcia, a niewiele wcześniej zrozumiałam różnicę pomiędzy adresem e-mail a adresem strony internetowej. Nie mówiąc już o tym, że nie miałam dzieci, nie planowałam ich mieć i byłam przekonana, że nie nadaję się na matkę. Wszystko się zmieniło za wyjątkiem tego ostatniego. Nadal uważam, że wiele mi brakuje, he he ;)

Jeśli miałabym jakoś jednym zdaniem określić zawartość Od rana do wieczora, posłużyłabym się zdaniem z banera na stronie: macierzyństwo bez lukru. Nie ma śłitaśnego ciumkania, nie ma też przegięć w drugą stronę. Jest i opad rąk, kiedy rzeczywistość wymyka się spod kontroli i kupa śmiechu, bo macierzyństwo – oprócz harówy – dostarcza mnóstwa frajdy. Co do frajdy polecam, ot, chociażby notkę o kazaniu z czapką. Kwik idzie na prawo i lewo, czyż nie?

Blogów w sieci jest od piernika i trochę. Blogów wartościowych znacznie mniej. I to jest jeden z nich. Polecam :)

Tagi:  
Share →

20 komentarzy do Piątek z blogującą mamą – macierzyństwo bez kitu

  1. lenka pisze:

    nie wiem dlaczego co kliknę na link to przełącza mnie na onet.pl. tak ma być?

  2. lenka pisze:

    próbowałam wejść na ten blog w inny sposób i dalej przeskakuje mi na onet. co zrobić?

  3. ewa.emilia12 pisze:

    coś onecik poblokował adresy blogów-bo to nie pierwszy blog z onet ,który nie chce się dziś otworzyć:(

  4. kruszyzna pisze:

    Nie, to nie ma tak byc oczywiscie. Nie wiem dlaczego, link jest poprawny.

  5. frukt pisze:

    onet ma jakas przerwe techniczna w dziale blog, wiec za jakis czas powinno byc ok

  6. Weronika pisze:

    Jestem wierną fanką Chudej z od-rana-do-wieczora prawie od samego początku (a na pewno od czasów przedślubnych) i gorrrrąco polecam – pisze fantastycznie! I jakże prawdziwie, o czym przekonałam się dopiero po urodzeniu Młodego ponad rok temu :)

  7. M.ama Ines pisze:

    Przeczytalam dwie notki i chce mi sie wiecej! Tylko kiedy ja to wszystko przeczytam, Jezusie, od 2003 roku!!!!!!!!!!

  8. Konny pisze:

    Przeczytalam pare notek i jestem zachwycona. A ostatnia notka, jakbym o sobie czytala :)

  9. jusmag* pisze:

    Kolejny super blog:)
    Dzięki Tobie Krusz mam co czytać (bo na wiele poprzednio polecanych blogów również zaglądam często).

  10. Rogal pisze:

    Wielce to zdrowo, poczytać o dzieciach bez melasy i słodko-pierdzącego zachwytu. Taki rzeźwiący powiew odnalazłam na Dzieciowo.pl, ale widzę, że internet kryje jeszcze wiele dobrych tekstów. Obiektywnie i szczerze nie oznaczy przecież „bez miłości”.

  11. Mamaeli pisze:

    Nie znałam, ale skoro polecasz, to muszę poznać.

  12. drapcia82 pisze:

    Dzięki Krusz za cudne, piękne, właściwe, trafione słowa wpierwszym zdaniu. Do szału doprowadzają mnie koleżanki, które tylko zachwycają się nad ciążą, dzieckiem, macierzyństwem. W rzeczywistości mieszkają z rodzicami, dziadkami i jest cała banda do opieki nad jednym małym człowiekiem. Zmęczona-dziadki wezmą pobawić, brudno, trzeba ugotować – dziadki wezmą na spacer.
    Rzeczywistość jest inna. Nie mogę narzekać, moja mama opiekuje się Młoda jak jestem w pracy, jak poproszę – przyjdzie. Ale nie mieszkamy razem, nie mam jej przy nieprzespanych nocach… Nie bałam się mówić, że pierwsze pół roku z Tosią mnie przerosło, że nie mogłam się wyspać, że nie miałam tak czysto jak kiedyś, że nei miałam sił…I trzeba to powtarzać – RODZICIELSTWO TO PRACA, bardzo ciężka, często niewdzięczna…..Jak piszesz – dzieci to nasze życie, ale mómy prawdę – łatwo nie jest.
    PS. Mój tata mówi „Najgorsze pierwsze 30lat….”, ja w tym roku kończę trzydziestkę :)

  13. kyja pisze:

    faktycznie, fajnie pisany blog :) biorę go! a ostatni wpis jest też o mnie :)

  14. katka pisze:

    Chciałam zauważyć, że Michał i jego czapka to małe piwo w porównaniu z koscielną akcją Jadzi zakończoną szybkim wyjściem. Kruszyna, płaczę ze śmiechu za każdym razem jak sobie to przypomnę :)

  15. oMamusiu pisze:

    Kiedyś ktoś na blipie polecał i od wtedy zaglądam. Z radochą;)

  16. ola pisze:

    dobrze się czyta rzeczywiście, i super wiedzieć, że za niedługo będę prawdopodobnie miała taki sam sajgon (czytaj—> 2 synów, różnica wieku 2 lata), ide chyba się już wyspać na zaś ;)

  17. exante pisze:

    Fajna stronka, ale narracja już nie tak fajna jak u Ciebie. A poza tym trochę brak tam tego „dialogu mas”… :)

  18. kajka pisze:

    Jestem wierną fanką Chudej! Polecam też jej książkę „Mamo dasz radę”.
    pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>