Wszystko przez te cholerne biszkopciki. Dzieci ostatnio wcinają z zapałem na śniadanie biszkoptowo-mleczną breję powstałą z zalania wyżej wymienionych mlekiem. Biszkoptów nie dzieci, oczywiście. Rzecz w tym, że w Lidlu, do którego zwykłam chodzić, biszkopty są niejadalne. Niech sobie przykręcą kurek z aromatem waniliowym albo co, bo wystarczy otworzyć torebkę i można używać w roli odświeżacza powietrza. Ponieważ jako rasowa kura domowa, i zarazem kobieta pracująca, która żadnej pracy się nie boi, mam zwyczaj robić zakupy na tony, nie na sztuki, to przy okazji wizyt w Lidlu fatalne biszkopciki i tak lądują w moim koszyku (koszysku właściwie). Komu by się chciało specjalnie lecieć po lepsze gdzie indziej?

W Biedronce biszkopciki są znacznie lepsze. Rzadko tam zaglądam, ale czasem postanawiam i stało się również tak i tym razem.

Jestem, wystawcie sobie, niesamowicie przez Biedronki dopieszczona, ponieważ na mojej dziczy znajdują się dwie. Jedna rzut beretem od drugiej. Na cholerę im dwa identyczne sklepy drzwi w drzwi, nie wiem, ale widocznie musi się to opłacać. Do pierwszej prawie nigdy nie wchodzę, ponieważ jest to sklep dla umiejących lewitować nad tłumem zapychającym superwąskie alejki. Dwie osoby się nie miną, to pewne i żeby dotrzeć, gdzie się chce dotrzeć, trzeba objechać sklep naokoło, bez żadnej gwarancji, że tamtędy akurat się dojedzie. Latać niestety nie potrafię. Druga Biedronka przeszła, jak się okazało, lifting, co mogłam stwierdzić, wybrawszy się tam właśnie w celu nabycia nieocenionych biszkopcików. Wybrałam się jako – że tak przypomnę – rasowa kura domowa i kobieta pracująca, czyli z wózkiem. Wózek, tak się składa, jest bliźniaczy.

Po przekroczeniu progu sklepu kopara mi opadła i serce ze szczęścia zawyło. Po liftingu ujrzałam mądrze poustawiane półki z artykułami i szerokie przejścia między nimi. Na tyle szerokie, że babka z wózkiem pojedynczym i ja z bliźniaczym minęłyśmy się bez próby wspinaczki czy wycofywania rakiem. Pieczywo zaraz na wejściu a nie gdzieś z drugiej strony galaktyki, zaraz potem nabiał – bosko.

Grzechem byłoby nie skorzystać z sytuacji, więc jako rasowa kura domowa i kobieta pracująca (upierdliwie przypomnę) nabrałam tyle, ile zdołałam unieść bez posługiwania się koszykiem (no bez jaj, pchając wózek bliźniaczy, koszyka już nie brałam, zresztą takiego do niesienia nie zoczyłam). Młodzież wykazywała już oznaki zniecierpliwienia, dlatego kurcgalopkiem pognałam do kasy.

Kas pięć, czynna jedna. Wykorzystałam nieuwagę gawiedzi, popisałam się sprytem i zamelinowałam się przy jedynej czynnej jako druga z kolei. Wyłożyłam artykuły, kasjerka zaczęła czynić swoją powinność i wtedy dotarła do mnie brutalna prawda. Nie przejadę.

- Nie przejedzie pani – dobiła mnie kasjerka.

Sięgnęłam, gdzie wzrok nie sięga, i wyszło na to, że nie przejadę przez żadną kasę, nie tylko przez tę i już pal licho fakt, że wszystkie inne ziały pustką. Krakowskim targiem stanęło, że babka mnie skasuje, a ja wycofam się na z góry upatrzone pozycje i będę wypatrywać ratunku, który miał nadejść niebawem i otworzyć mi przejście dla wybrańców.

Łatwiej mówić, trudniej zrobić. Wjechać, wjechałam, ale wyjechać było ciężko. Syki i stęki długaśnego ogona do kasy zaczęły szybko ewoluować w kalumnie, łacina latała na prawo i lewo, aż furczało, a ja z uporem maniaka przeciskałam się z wózkiem bliźniaczym wyposażonym w podwójną zawartość.

Zawartość zaczęła ryczeć. Najwidoczniej założyły się, która głośniej, bo obydwie przykładały się do tego równo. Ratunku nie było. Dzieci wyły. W końcu pani przy kasie nacisnęła magiczny dzwoneczek i oznajmiła:

- Wie pani, zaraz chyba ktoś przyjdzie. Jeśli kolega, to pani otworzy, jeśli koleżanka, to nie.

WTF? – zdążyłam pomyśleć, kiedy na horyzoncie pojawiła się płeć piękna. Płeć zmierzyła mnie wzrokiem, odwróciła się do mnie zadem, kompletnie olała jedyną kasę znajdującą się przy szerszym przejściu i zamelinowała w kolejnej wąskiej. Zaczęła kasować, a ja stałam.

Bliźniaczki zahaczały już o ultradźwięki (swoją drogą, jakim cudem jej to nie przeszkadzało, tego nie wiem), kiedy nagabnęłam płeć, by wzięła wreszcie i coś ze mną zrobiła, bo przecież nie będę stać w nieskończoność. Nie zapłaciłam jeszcze za moje zakupy skasowane przy kasie najwęższej z możliwych, baba czeka, a kolejka wzywając kolejne kurtyzany nadaremno, wyraźnie steruje w kierunku linczu. Płeć prychnęła, westchnęła, wstała, zabiła mnie wzrokiem i otworzyła przejście dla wybrańców, popisawszy się przy okazji cytatem z „Misia”:

- Prrrrrrrroszę…

Przejechałam, popędziłam do pierwszej kasy, zabrałam zakupy, zapłaciłam i uciekłam zanim pociski jądrowe ciskane z kolejki osiągnęły swój cel, czyli mnie.

Droga Biedronko, posłuchaj ty mię uważnie, bo nie będę dwa razy powtarzać. Jeśli już zamierzasz olewać posiadaczy wózków przeciętnych inaczej, to olewaj. Chociaż perspektywicznie drżyj, bo prognozy na rok 2050 są miażdżące. Ale pamiętaj, że jeśli ja nie przejechałam przez kasę, to osoba na wózku inwalidzkim także się tam nie zmieści, a to już może być groźne. Wystarczy, że sprawą bliżej zainteresują się sympatycy projektów typu „miasto bez barier”, a twój wizerunek mimo kosztownych kampanii reklamowych poleci na pysk. Tfu, na czułki. Bo problem utrudnień czyhających na ludzi niepełnosprawnych jest bardzo medialny. Bardzo.

Żeby uniknąć kłopotu, Biedronko, wystarczy zastosować metodę prostą jak konstrukcja cepa, którą z powodzeniem wprowadza w życie twoja konkurencja, czyli Lidl. W Lidlu mianowicie kasa szeroka ma pierwszeństwo w kolejności obsadzania. Specjalnie sprawdzałam na wykazie. W Lidlu owszem, zmieszczę się tylko w jedną kasę, ale przejadę nią zawsze, ponieważ zawsze jest czynna. Zawsze. Posadź więc na dupie, Biedronko, kasjera w szerokiej kasie, a resztę dosadzaj w ramach potrzeb. Życie od razu zrobi się znośniejsze.

Moja noga, Biedronko, więcej w feralnym sklepie z twojej sieci nie postanie. Ciężko mnie uraziła konieczność oczekiwania nie wiadomo ile na miłosierdzie, ale to tylko jedna z przyczyn. Jest XXI wiek, Biedronko, wytłumacz mi więc, dlaczego, do k… nędzy, nie można u ciebie płacić kartą?! Żeby kupić fajne pieluchy (bo, cholera, oprócz smacznych biszkopcików, masz niezłe pieluchy), muszę najpierw zapierniczać do bankomatu, nie mówiąc już o tym, że to z kolei uniemożliwia mi użycie karty kredytowej, bo musiałabym zidiocieć do reszty, żeby tak sobie po prostu olać okres bezodsetkowy. A ja jestem zwierzę bardzo ubankowione, Biedronko, i płacę najczęściej mamoną plastikową, a nie zwykłą.

Wypomnę ci tutaj, Biedronko, sytuację nie jedną i nie dwie, kiedy na gorąco przy kasie przeliczałam ceny artykułów, by zobaczyć, czy na pewno wyciągnęłam odpowiednią ilość pieniędzy. Ja mam pięcioosobową rodzinę, Biedronko, i potrafię zostawić trzy stówy na spożywkę i chemię za jednym zamachem, a potem jeszcze dokupić coś tam. Ale nigdy nie wyciągam od razu takiej kasy, bo zawsze myślę, że wydam mniej.

Ja rozumiem, że prowizje bankowe od transakcji przeprowadzanych za pomocą karty mamy jedne z najwyższych w Europie, ale na litość boską…

Pamiętaj, że najważniejszą rzeczą w przyrodzie jest umiejętność dostosowania się do zmian. Mamuty wyginęły i to samo może spotkać biedronki. I jeszcze jedno. Ananas wyszedł z puszki. A on, zważ, śmietanę ubił…

PS. Dlaczego alkohol można kasować tylko w jednej kasie a nie w dowolnej?

Tagi:  
Share →

67 komentarzy do Ballada o biszkopciku, czyli jak dałam się zaskoczyć jakością Biedronki

  1. lenka pisze:

    no, no,ostro! i celnie! wczoraj czytałam o starszym panu, który poszedł na proces z bankami,za to,że nie mógł tam skorzystać z toalety(w wielkim skrócie) i sąd przyznał mu rację.od kiedy mam dzieci, podziwiam niepełnosprawnych, że nie skarżą niemal wszystkich,za skazanie ich na siedzenie w domu. prawie wszędzie jakieś schodki,wąsko,chodniki zastawione samochodami i nierówne, a zimą przy śniegu jazda z wózkiem to sport wysiłkowo-wyczynowy. o pociągach i dworcach łaskawie nie będę się rozpisywać. jest z czym walczyć

  2. Kruszyzna, zasmucę Cię, ale wózek bliźniaczy musi być większy niż wózek inwalidzki, bo my poruszamy się wszędzie bez problemu. A skoro wózek mego małżona przechodzi przez standardowe drzwi wejściowe, to i kasę biedrony możemy przejść (choć nigdy nie próbowaliśmy). Zresztą wózek męża nie jest szerszy niż wózek syna, a z synem już w biedronce byłam. Także inwazji niepełnosprawnych na biedronkę jednak nie będzie.
    A w ogóle to dlaczego ja nie pisałam jak do tej pory nic o niepełnosprawnych? Błąd, istny James Błąd. Poprawię się (to tak na marginesie znowu się u Ciebie zareklamuję:))
    A co do płacenia kartą, to pan ochroniarz niegdyś mnie uświadomił tak, że niemal upadłam: „bo jakby można było płacić kartą, to ceny byłyby o 3% wyższe. Proszę sobie sprawdzić w dowolnym dyskoncie i porównać”. Sprawdziłam, porównałam i okazało się, że jak zwykle g… prawda obowiązuje. Pod tym względem biedrona rzeczywiście jest 100 lat za murzynami.

    • Kruszyzna pisze:

      Wiesz, w jednej z biedron moja pojedyncza spacerowka lewo przejeżdża w zwykłej kasie. Wózek inwalidzki musi mieć nieco szersze siedzisko, nie ma bata. :) Mój bliźniaczy wózek też przejedzie przez każde standardowe drzwi, bo ma szerokość 76 cm, a w zwykłej kasie biedronki jednak się nie mieści. Minimalnie, ale jednak. Muszę przejeżdżać przez szeroką. A szeroka nie jest czynna non stop jak w Lidlu.
      Jeśli chodzi o ceny, to znacznie więcej pieniędzy zostawiam przy płaceniu kartą, nawet jeśli ceny są minimalnie wyższe. To by się biedronce tylko opłaciło. Mnóstwo osób tam nie chodzi ze względu na to, że plastykiem płacić nie można. A w ogóle to jestem wściekła, jasne że tak :)

      • kyja pisze:

        ja też jak płacę kartą, więcej kasy zostawiam. I m.in. ze względu na niemożność płacenia kartą, Biedronki nie nawiedzam.Poza tym, mam kawałek do Biedronki. Same schody, no.
        A biszkopty z Lidla bywają kamienne. Ja na takie trafiałam.

      • Vioonka pisze:

        Przygody w Biedrze nie zazdroszczę. Sama na razie unikam większych sklepów, raz że jeszcze nie zbadałam dokładnie „terenu” pod kątem wchodzenia z podwójnym wózkiem, a dwa, że mam jakąś paranoję, że tam dużo zarazków, a moje dzieci jeszcze małe. Nie wiem czy słusznie, ale tak mam.
        Mam pytanie poza tematem, o wózek. Rozumiem że wózek którym odbyłaś eskapadę na zakupy to taki „obok siebie”, bo kiedyś planowałaś kupić „tramwaj”? Czy dobrze rozumiem czy coś przeoczyłam?

  3. Wonka pisze:

    Krusz, a czy przeprosiłaś ludzi w kolejce za to, że urodziłaś bliźniaki??
    A swoją drogą wysłałabym tą nocię w tej postaci do Biedry. Może najpierw się uśmiechną a za chwilę coś z tym zrobią.
    PS ja swoją „jednoosobówką” z szeroką tylną osią też się nie mieszczę :(

  4. Jombusiowa pisze:

    :) Fajny tekst:)
    Ja biedronkę mam bliżej niż lidla, ale wolę lidla: primo-płatność kartą! a poza tym maja zawsze takie fajne niemieckie słodycze i masę marcepanów;)
    Ja nie wiem co im odwaliło z tym brakiem terminali-jak się teraz reklamują i nastawiają na „bogatszych” klientów-gdzieś czytałam ze reklamy będą do nich kierowane, to niech też wykażą się tym terminalem-malusieńki sklepik potrafi takowy mieć….

  5. lenn pisze:

    Niezła akcja :/ ja drżę na myśl, że niedługo przesiądę się na jednodzieciową kolumbrynę z szerzej rozstawionymi kołami niż wózek parasolka, która to kolumbryna uniemożliwi mi wjazd do 80% sklepów, sklepików, banków i innych miejsc w moim mieście. U nas rodzice bliźniaków nie wjechaliby do 99%, przykre to.

  6. Piotr pisze:

    Ostro, ale słusznie bardzo. Szkoda że nie wszędzie biorą do serca prostą sprawę: no client-no company. Ja bym celował komentarz bardziej w obsługę niż samą biedrone. To Ci ludzie i ich zachowanie tworzy filtr przez który ogląda się bIedrone ogólnie. Historia przykra. Obsługa Klienta to mocno zaniedbana sprawa…
    P.S. Polecam na śniadanie breję z płatków (żytnich, owsianych) i moreli, jabłek, fig, rodzynek i wody. Pycha. I problem poszukiwań lepszych biszkoptów znika :)

  7. Mama_Leone pisze:

    Co do płacenia kartą to ostatnio z M. przeżyliśmy szok jak po 2 latach w zapyziałym Aldiku kasjer nas poinformował, że kartą już płacić można od wczoraj:) Mam Biedronę obok Tesco i czasem myślę gdzie dziś wjechać na zakupy. Czasem mam ochotę iść do Biedronki ale z racji tego, że i tak w Tesco jest bankomat który najpierw muszę odwiedzić zwykle kończy się to zakupami w Tesco.. i co? Średnio co 2 raz zdradzam biedronkę bo nie mam gotówki… Sprawa 2. Kasy za wąskie! Bliźniaków nie posiadam ale jako pierwszy wózek dla Leo miałam wózek typu „Retro” i przy każdych zakupach żeby przejechać przez kasę musiałam….. ZDEJMOWAĆ KÓŁKA Z JEDNEJ STRONY I PRZELATYWAĆ PRZEZ KASĘ JEDNOŚLADEM! Teraz mam 2 szt Delti jedną parasolkę i jeden terenowy na pompach i tym drugim w Biedronce po liftingu przechodzę przez kasę na styk. AAA.. a dla wózków inwalidzkich jest taka brama zakratowana na końcu linii kas… niestety od wewnętrznej strony obstawiona po sufit gabarytową ofertą Biedronki więc z przejazdu tędy też nici…

  8. plmagmat pisze:

    Brak terminali w biedronce, to chyba sprawa ideologiczno – finansowa (nie zgadzają się na wysokie opłaty za posiadanie terminali), wygra ta strona która przetrzyma dłużej!
    Ja na bariery miałam proste rozwiązanie – omijałam z daleka, nie chcą moich pieniędzy to mam ich gdzieś! :) W Biedronce zawsze (prawie) jest czynna kasa z alkoholem i mam problem, bo młoda sięga po te butelki. Muszę pilnować, aby czegoś nie rozbiła.
    Zresztą wiele rzeczy mnie w sklepach wkurza z przejściami zawalonymi kartonami na czele! :)

  9. Asiek pisze:

    Lidla lubię za bardzo przyzwoite żarcie. Biedronki nie lubię, bo a) zakodowało mi się, że jest tam obskurnie, syfiasto i w ogóle nieprzyjemnie (wiem, na podstawie doświadczeń z dwóch czy trzech sklepów, ale przełożyło mi się na całość i soryy winnetou, liftingi mam obecnie w poważaniu), b) z powodu niemożności płacenia kartą.

    Dobry tekst, Krusz :)

  10. RudaRybka pisze:

    Współczuje posiadaczkom podwójnych wózków. Powiem tylko tyle- mieszkam w trzecim co do wielkosci miescie w irlandii i miałam na poczatku X-Landera sprowadzanego w z Polski dla córki. Nie miesciłam się w 80% sklepow, bramek i kas- nawet w tesco było cięzko. Szlag mnie trafiał bo po prostu nie chodziłam do sklepów- mąz w pracy, ja sama i nie miałam sobie jak poradzić. Podobne problemy miały same Irlandki z ulubionymi przez nie wózkami Quinny- tymi szerokimi. Nawet sobie nie wyobrażam jak dawały radę Polki z szerokimi na maksa gondolami na czterech kółkach- takich oldschoolowych…
    Co do płacenia kartą- ja mam szał macicy jak mnie informują że muszę wydać tyle a tyle żeby móc zapłacić plastikiem. Gdybym mogła zapłacić kartą kilka groszy to nastepnym razem przyszłabym i zrobiła wieksze zakupy za wiekszą sumę. A tak: drałuję do innego sklepu gdzie moge kupic nawet batonika płacąc kartą.

    • nemi pisze:

      Kurka my mamy Quinny Buzza z szerszym tyłem i NIGDY, podkreślam nigdy nie miałam problemu ze zmieszczeniem się w kasie w żadnym sklepie.
      Biedronkę lubię, za ceny i ciągle poprawiającą się jakość, ale nie możność płacenie kartą bardzo mnie drażni…i te pozastawiane kartonami przejścia, to już tam chyba norma!

  11. anka pisze:

    Ja byłam tam raz i zostałam wyklęta przez ludzi w kolejce, bo nie miałam gotówki! Myślałam, że tylko w Makro płaci się gotówką bo nawet mały, osiedlowy sklepik ma terminal, ale Biedronka jest jak to powiedział mi ochroniarz prowadzący do bankomatu sklepem dla biednych, oni mają tylko 100zł i jeszcze resztę dostają…to był cytat, nie moje słowa. Ja zostawiłam 300zł u mnie to norma raz w tyg wózek zapakować za tą cenę i wzbudziłam wszechobecną pogardę ludzisk z kolejki. Moja noga tam więcej nie powstanie, a Lidla kocham za pieluchy, słodycze, chemię i kasy z terminalem!!!

  12. mamusia pisze:

    Podesłałam linka mojemu koledze Skrzyńskiemu Bartłomiejowi;-)Rzecznik ds,niepełnosprawnych;-)

  13. Ma_niusia pisze:

    Ja do biedronki nie chodzę z zasady od czasu tamtej afery sprzed lat. Ne i już. Może jeszcze żebym miała pod nosem, ale mam daleeeko więc i tak mam to w nosie.
    Lidla lubię, ale niestety jeszcze dalej niż biedronka występuje w moim mieście.
    Za to carrefourów najróżniejszej maści w pobliżu mam ze 3. I tam to moja noga nie postanie choćbym z głodu miała płakać (tak było, ostatnio to był ostatni otwarty sklep, na kolację był suchy makaron bo tam nie weszłam!). Chamskie nadęte kasjerki (z niemowlakiem ryczącym w wózku odstałam swoje w kolejce do kasy a ona mi przed nosem zamknęła bo teraz ma przerwę – w kasie obok kolejka 20 osób… dziecię wyje…). Spacerówę miałam w tym czasie wielką, Bartatinę rozległą, nie mieściła się, musiałam wychodzić wejściem, nie wspomnę o manewrach między regałami, masakra :-(
    Powtarzam, choćbym z głodu kwiczała, nie wejdę!
    A mój osiedlowy mały sklepik „Wandzia” – pomagają z wózkiem, podają co nie sięgnę (bo ja kurdupel jestem), zabawiają mi dziecko jak czegoś szukam, ciągle częstują Młodego czymś i wręczają mu różne gadżety z różnych promocji co mają ;-) Jak Młody robi scenę to sami proszą kolejkę o przepuszczenie mnie z dzieckiem, wpuszczają go za ladę jak chce pokazać palcem co sobie wybrał z półki ;-) jest nieznacznie drożej niż w takich dyskontach czy innych, ale za taką obsługę (i bliskość do domu z tymi siatami wszystkimi i dzieciem pod pachą) te kilka zł więcej zapłacę z przyjemnością!

  14. lenn pisze:

    Ma_niusia, łolaboga, ja też chcę taki sklep!:( u nas każdy patrzy z pogardą, że nie dość, że z bachorem w wózku, to jeszcze brzucholem się rozpycha i wolno siaty pakuje… O przytrzymaniu drzwi, przepuszczeniu w kolejce czy, o zgrozo, zabawienia dzieciaka nie ma mowy. Do tego na niektórych sklepikach są kartki – nie wjeżdzać z wózkami, żal… Mam taki sklep, ale z używaną odzieżą, gdzie kobitka jest rewelacyjna wręcz, ale od kwietnia tam nie wjadę wózkiem i upa;)

    • Ma_niusia pisze:

      No z nieskrywaną radością przyznaję, że mam farta. Ale takie sklepy wśród małych osiedlowych się zdarzają. Nasz wypadł akurat na trasie między żłobkiem a domem, więc jesteśmy tam codziennie 1-2 razy na pewno. Wiedzą, że ja samotna matka, jak kiedyś Młody był u babci i przyszłam bez dziecka to wszyscy przylecieli się pytać co się stało :-P
      Młody łazi po sklepie, wybiera coś sobie, składuje na ladzie przy kasie, cała obsługa (i większość klientów, choć nie wszyscy) patrzą życzliwie. Latem z laufradem, zimą z sankami wchodzę (zostawiamy przy ławeczce z koszykami). Kiedyś rano gnałam do żłoba a dzieć chciał bułę ja bez grosza, dali bułę, zapłaciłam po powrocie z pracy (kartami można płacić ale mieli akurat jakąś awarię a mi się spieszyło). Młody je mikroskopijne ilości, a w niektórych sklepach robią z tym problem, u nas mogę kupić np. 1 plasterek szynki czy 4dkg sera białego ;-) Ponadto często zostawiają mi różne fajne pudła i kartony, z których potem z Młodym tworzymy domki/zbroje rycerskie/garaże i inne ;-)
      Wiem, nie często się takie sklepy zdarzają, ale jak się szuka to znajdzie! I wszystkim mamom takich sklepów życzę (albo zapraszam do naszego!).

    • Mama_Leone pisze:

      Ja też mam też mam!! taki ciucholand! Panie biorą mi Leosia a ja sobie szperam! Zabawiają go już od 15 miesięcy:) Biegają za nim i pilnują mi wózka:) Polecam HP w Mysłowicach na Mikołowskiej:)

  15. szajajaba pisze:

    A wiecie co, to chyba od obsługi zależy. Mam obok siebie, personel bardzo fajny, co prawda teraz ze spacerówką, ale wcześniejszy wózek z tych dużych był i też się nie mieściłam – zawsze od razu ktoś otwierał szerokie przejście.
    A koszyka też nie biorę, za to mam taką torbę zakupową, którą wieszam na rączkach wózka i tam zakupy daję.

    Bez gotówki też była, pan kasjer mi odłożył zakupy bez najmniejszego problemu, obok akurat bankomat to wzięłam kasę, podeszłam i bez problemu zapłaciłam.

    Da się wszystko, jeśli ludzie pracujący normalni.

  16. katka pisze:

    Kryszyna, I love You. Przelałaś na klawiaturę wszystko co mam do powiedzenia na temat Biedronki.

  17. RudaRybka pisze:

    Dlatego jak obsługa jest ok to mozna zniesc pewne niewygody. Ale zawsze ktos z kolejki sie znajdzie prychający z niecierpliwością. Nie pamieta wół jak cielęciem był- sam kiedys jeździł w wózku i darł papę w sklepie.
    Ja poobrażałam się na wiele sklepów własnie ze względu na ludzi w nich pracujących. A do niektórych wchodzę juz z kałasznikowem na ramieniu :D

  18. Emma pisze:

    Kurczę!! Ja Bierdonkę mam pod nosem i dość często nawiedzam, ale nie zwróciłam uwagi na szerokość przejść przy kasach! Będę musiała obadać sprawę zanim moje młode się urodzi i zechcę z nim iść na zakupy…

  19. bagienka pisze:

    U nas Biedronka to jedyny ‘market’ we wsi, więc jak chce ‘zaszaleć’ to tylko tam!
    Muszę przyznać ze ja spokojnie ze swoim x-landerem na czterech dużych kółkach mieszczę się w kasie i jeszcze przeciskam się obok ze swoim ciążowym brzuchem, więc domniemywam że bliźniaczy wózek też by się zmieścił. Dodam że kasa ta jest zawsze otwarta – to ta gdzie kasuje się alkohol…
    Ogólnie sklep jest dość spory więc swobodnie poruszamy się po alejkach.
    Więc u nas Biedra jest jakaś ‘inna’?!

  20. anka pisze:

    Ja w ogóle nie wiem co się dzieje z naszym społeczeństwem, gdzie te przywileje dla kobiet w ciąży czy tych z dziećmi, ludzie traktują nas jak zgniłe jajo, mało tego – kobiety powinny być bardziej wyrozumiałe bo wiele z nich też kiedyś było w ciąży czy miało małe dziecko więć wiedzą jak ciężko stać z brzuchem w dusznym sklepie i w zimowym odzieniu i jeszcze uspokajać drące się dziecko a one patrzą oburzone jakby wszystkie porodziły anioły a ja mam diabła to powinnam siedzieć w domu i zakupów nie robić. Znieczulica ogólna panuje, w innych krajach to nie do pomyślenia.

    • Mama_Leone pisze:

      Nie w Tesco! Tam to się z brzuszkiem nie da ukryć! Kiedyś weszłam z mężem i jego kumplem po piwa przed meczem. Pani z obsługi przez głośnik zapodała, żeby zrobić miejsce w kasie dla Pani w ciąży w czerwonej bluzce. A Pani w ciąży czyli ja z dwoma Panami i jedynie dziesięcioma piwami! Ludzie to nas zabili wzrokiem! Gdy chciałam poczekać w kolejce Pani z obsługi wepchnęła mnie z chłopakami na siłę przed jakąś staruszkę:) Umarłam ze wstydu!!! Ale z wózkiem też mam pierwszeństwo.

  21. lolkak pisze:

    a ja wolę Biedronę od Lidla. Zdecydowanie lepsze jedzenie. minus. Brak płatności kartą.

    a co do biszkoptów to wcześniej były jeszcze smaczniejsze ;-) Produkowała je cukiernia mistrza baba a teraz tylko Wyprodukowano w ue;-)

  22. Aisog pisze:

    Biedronka nie ma już małych koszyków. DUŻY minus! Jak mały jeździł w głębokim pakowałam do siatki którą nosze ze sobą. Raz mi ochroniarz zwrócił uwagę że trzeba brać koszyk. Powiedziałam ‘” o przepraszam już po niego idę” i podałam mu wózek mówiąc „u Pana to mu chyba nic nie grozi? zaraz przywiozę wózek i zrobimy zakupy”. Popatrzył na mnie jak na wariatkę ale powiedział „niech Pani skończy zakupy”. Obecnie Młody w marketach siedzi w koszyku co rusz wołając „to, to i jeszcze to” więc problem zniknął ale i tak MINUS za brak małych koszyków /w Lidlu też ich nie mają/.
    W naszej Biedronie najczęściej otwarta kasa przy alkoholach. Przejście szerokie. Dwa wózki zakupowe się zmieszczą. Ale tylko przy tej kasie.

  23. ipiranga pisze:

    Krusz, koniecznie prześlij ten tekst gdzieś dalej!!!

  24. lenn pisze:

    @anka, amen! Mnie przy kasie w biedronce ZAWSZE wypychają z tyłu koszem lub się wpychają, byle szybciej, bo jak to można tak wolno operować wózkiem, pakować zakupy i jednocześnie płacić ;) na mnie w ogóle patrzą jak na patologię, bo wyglądam na max 16 lat i do tego z brzuchem i zazwyczaj drącym japkę dzieciem w wózku. Dzieci pewnie nieślubne, mała niepełnosprawna (nosi okulary i większość babć tak na nią patrzy;)), niechrzczone, a na dodatek pewnie w torbie mam flaszeczkę :D

    • anka pisze:

      @lenn moja córa też w okularach, i cały czas nadaje jak radio Wolna Europa że za nic nie mogę się skupić na zakupach a młody w połowie zakupów tradycyjnie zaczyna drzeć jadaczkę i powiem szczerze że ludziska łypią na nas z pogardą, zdziwieniem….trudno określić ale ja na ich miejscu puściłabym taką babę przodem żeby nie słuchać tego i mieć z czaszki, ale oni wyraźnie lubią napawać się taką sytuacją i pewnie myślą sobie o Boże jednak mam dobre dzieci, jakie wstrętne rozwydrzone bachory itp.

      • Emmoi pisze:

        Wiecie, ja sobie powtarzam, że za lat czidzieści to właśnie te nasze rozwydrzone bachory będą lekarzami,piekarzami i innymi zapewniaczami bytu i przetrwania dla tych cholernych zmierzłych, starych, wiecznie fuczących padalców (SIC!), i to nasze „niepełnosprawne” i „nieślubne” dzieci będą na tych popaprańców patrzeć z góry i z pogardą. I patyk sapiącym nam nad uchem w kolejce małpom w oko! Pardon za wylanie żółci, same wiecie jak czasem zakupy z dzieckiem człowieka do rozpaczy doprowadzają.

        Lenn, rozumiem Cię, bo ja też na gówniarę wyglądam… :D

  25. DOROTA pisze:

    i dlatego do biedrony nie chodzę – raz sie natknęłam na bankomat bez kasy w środku, a zakupy skasowane przy kasie czekały. A teraz jeszcze pomysle, ze z wozkiem mam sie gonic i na łaskę liczyć… O NIE !! niech spadaja na czułki ;)

  26. do_ro_cik pisze:

    Wysłałam link na mail: bok@biedronka.eu A co! Sama teraz często chodzę do Biedronki i mam tam ulubione produkty z których nie chce rezygnować jak dzieciaki bedą na świecie.

    Odpowiedź automatyczna mnie zszokowała! Mam nie odpowiadać na maila ale mam się upewnić, że w poprzednim mailu umieściłam różne informacje, które za nic nie przyszły mi do głowy!!! Dostałam numer identyfikacyjny „sprawy” i mam dać im znać jeśli chcę kontynuować korespondencję…jak mam im dać znać nie odpowiadając? Takich biegów przez płotki sie nie spodziewałam…i bądż tu człowieku pomocny…

  27. hana80 pisze:

    Ja chyba koniec października poczatek listopada zgłosiłam telefonicznie reklamacje pieluch dada roz 3 ( 1/4 paczki była uszkodzona :/ ) i usłyszałam że okres reklamacyjny trwa 90 dni :) więc czekam…. a młody to już 5 nosi

  28. Nika pisze:

    My tez mamy problem z przejechaniem przez część kas- wózek pojedynczy, ale szeroka tylna oś. Więc zwykle otwieram sobie sama potrzebną mi bramkę- taką złą klientka jestem. A tu dziś byłam w Biedronce po liftingu, a tam jakieś taśmy koło kas zamiast bramek. Muszę podpatrzyć, jak się to ustrojstwo otwiera.

  29. hana80 pisze:

    krusz ślij do biedronki ten artykuł
    Ja po swojej stronie miasta mam właśnie biedronkę ale nie mam nigdzie bankomatu :) dlatego ląduje na drugiej stronie miasta np w lidlu bo tam zapłacę kartą ( a przejazd przez moje NIEDUŻE miasto w godzinach szczytu potrafi trwać ponad godzinę ( kierowcy skrót tablic rejstracyjnych CBR odczytują CAŁKOWITY BRAK ROZUMU tego co ustawiał światła )

  30. Nominativa pisze:

    Na mnie, jako na posiadaczce wózka pojedynczego wrażenie zrobiło dopiero osiedlowe Tesco (ten mniejszy wariant sklepu), do którego z wózkiem nie da się wjechać wcale. Po prostu. Wejść na teren sklepu można tylko przez kręciołę, obok której jest ramka wysokości siedzącego psa i szerokości może metr z fajtanym plastikowym czymś, co zapewne służy do łomotania nielegalnie przechodzących po plecach. O wąziutkich przejściach dodatkowo urozmaiconych paletami (pewnie dla bardziej zaawansowanych w grze ‘Jak zrobić zakupy w Tesco i przeżyć’) nie wspomnę, bo właściwie nie powinny być dla mnie problemem, skoro z wózkiem i tak nie wjadę.
    Masakra.

    • hana80 pisze:

      Na kręcioła jest sposób podnosisz i przesuwasz ( kręcioła ) Ja w okolicy mam sklep który wózki ma tak małe że małego w foteliku nie wsadzę ( jak zapomnę kółek ) przez to „uwielbiam” wieczorne zakupy mąż usypia małego a ja na zakupy i mam do wybory resztki wędliny czy sera :)

      • Nominativa pisze:

        Nie bardzo widzę możliwość przeniesienia czegoś, co jest wmontowane w podłogę…

        • ashja pisze:

          Da radę :) W Intermarche często jest podniesione i przesunięte, czasem korzystam z tego przejścia :) Ja zakupy robię raczej w Lidlu i pakuję zakupy do kosza pod wózkiem, bo inaczej się nie da i nikt mi nie zwrócił uwagi, jak jest dużo ludzi przy kasach to otwierają specjalnie jeszcze jedną dla matki z wózkiem, zdarzyło mi się nawet, że tylko dla mnie otworzyli i za mną zamknęli :) Najczęściej mąż robi zakupy po pracy w real’u ponieważ tam kupujemy mleko dla małej, takie już gotowe, płynne (tylko w 4 marketach jest a real akurat po drodze). A do tych osiedlowych chodzimy bez wózka :)

          • Jombusiowa pisze:

            W Lidlu to jak 1 raz z młodym tachalam wózek ze sobą, to obsługa od razu powiedziała,żebym normalnie do siatki pakowała rzeczy a nie do wózka:)
            I tak często robię-a przy kasie wypakowuję.

        • hana80 pisze:

          To cudo na dole kręcioła to podstawa z której można wyjąć kręcioła :)

          • Nominativa pisze:

            U nas kręcioła jest wczepiona w większą konstrukcję po prawej stronie, więc i Herkules dupa, a Kruszyzna z bliźniaczkami i tak by nie przejechała. Zresztą prawdopodobnie szerszy wózek jednodzieciowy też nie.
            Zresztą gdyby nawet tak nie było i kręcioła by wyszła, czy chodzi o to, żeby przed zakupami demolować sklep? Przystosowanie do wózków nie może polegać na tym, że sama się mocuję z metalowymi rurami albo muszę wzywać pracownika, taka opcja w ogóle nie powinna mieć miejsca.

            • kruszyzna pisze:

              Właśnie o to chodzi. Często uznajemy, że jakaś sytuacja jest normalna, bo tak już jest i zgadzamy się na coś, co nie powinno mieć miejsca. Ot, odsuniemy sobie pałąk. Po wuju nam w ogóle pałąk w jedynym miejscu, gdzie mogą przejechać wózki?!

  31. szajajaba pisze:

    Aisog, u mnie 3 biedronki wszystkie mają małe koszyki. Z tego jedna powiększana jesienią, po remoncie, i nie zlikwidowali.

    • Aisog pisze:

      Tu w okolicy kilka Biedronek i w żadnej nie uświadczysz małego koszyka ręcznego. Jak zapytałam w kasie dlaczego powiedziała mi że takie zarządzenie. Jak jadę z Młodym siada do wielkiego kosza. Jak mamy spacerówkę robię do siatki :)

  32. mamaKrzysia pisze:

    a ja chadzam do biedronki bo wolę ją od lidla mieszczę się moim jedo bez żadnych problemów w kasie i to każdej.

  33. Inul pisze:

    Ja sie mieszcze ale jakos kurde nie lubie tej Biedrony – za karty głownie – nigdy nie zapomne jak moja mama X lat temu wkurzala sie, ze otwarta jest tylko jedna kasa – sie dowiedziala, ze nie moga otworzyc drugiej bo za duzo sprzedadza…Wole Lidla do obu i tak mam daleko…

  34. kruszyzna pisze:

    Nad faktem mojej prywatnej biedronkowej porażki szczerze ubolewam, bo obiektywnie stwierdzam, że żarcie z Biedronki bardziej mi smakuje niż żarcie z Lidla. Pieczywo, wędliny są lepsze, co do nabiału to może faktycznie wyprzedza Lidl. Ale ilekroć się wybiorę, porażka.

    Po waszych komentarzach widzę, że rzecz jest w tym, że każda Biedronka rządzi się swoimi prawami. Moim zdaniem, dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie ogólnobiedronkowej procedury. Uprę się przy tej szerszej kasie – niech będzie czynna priorytetowo w KAŻDEJ Biedronce, a nie tylko w tej, w której kierownik ma więcej wyobraźni. Od razu będzie lepiej.

    Za brak płatności kartą tak czy inaczej u mnie gigantyczna krecha. Ludzie wydają więcej, kiedy płacą kartą, to się naprawdę opłaca i dziwię się, że Biedrona jeszcze na to nie wpadła. Nie każdy ma bankomat pod nosem, a jeszcze może się zdarzyć tak jak jednej z komentujących osób, że może on być po prostu nieczynny. I wtedy dupa blada. Zakupy skasowane, pieniędzy niet.
    Jeśli niemożność płacenia kartą wynika z protestu przeciw wysokim prowizjom, to jest to postawa w stylu na złość babci odmrożę sobie uszy ;)

    Zgodzę się z Szajajabą, że kolosalne znaczenie ma tutaj zwykłe ludzkie podejście. Ale kiedy nie istnieją odpowiednie procedury, to możemy tylko liczyć na czyjąś dobrą wolę. Albo ona będzie, albo nie. Ustalenie pewnych ogólnych priorytetów pomogłoby, moim zdaniem, funkcjonować samym pracownikom. Ludzie lubią wiedzieć, na czym stoją.

    Z Biedronką zaliczyłam jeszcze jedną porażkę, taką, o której wspomina Nominativa: paleta stojąca dokładnie na środku przejścia. I to tuż przy wejściu. Przy palecie żywej duszy. Nie przejedzie nikt, żaden wózek dziecięcy. To jest już po prostu brak wyobraźni.

    • Ela pisze:

      W moim mieście są trzy Biedronki, każda innej wielkości. Jedna ze dwa lata temu przeszła generalny remont. Zmienili ustawienia regałów, przejścia pomiędzy regałami są bardzo szerokie, wszystkie kasy są szerokie, za alkohol można płacić w każdej kasie, obsługa jest miła. Bardzo często jeżdżę akurat do tej, bo jest najbliżej mojego domu, ma największy parking, w tym samym budynku rossmana i stację benzynową tuż obok, i bardzo rzadko się zdarza, żeby palety stały w przejściach, a nawet jak stoją, to w taki sposób, żeby jak najmniej przeszkadzały klientom i żeby dało się obok nich swobodnie przejechać. Druga z Biedronek też niedawno przeszła remont, ale niestety prawie nic się nie zmieniło. Nadal jest ciasno, przejścia między regałami nie dość, że wąskie, to ciągle pozastawiane paletami, kasy wąskie. Jedyna zaleta, to małe koszyki.
      Dwie Biedronki w odległości ok. 6 km od siebie, a jaka różnica.

    • szajajaba pisze:

      I znów po prostu głupota pracownika. Tyle, że tacy wszędzie się zdarzą, i nawet zarządzenia niewiele na głupotę pomogą :D

    • do_ro_cik pisze:

      Dostałam odpowiedź od Biura Obsługi Klienta Biedronki…z której wynika, ze przeczytali notkę!Zacytuję zeby wiedzieć, ze można np upomnieć obsługę, że maja procedury, których nie przestrzegają i nie trzeba z tego powodu mieć poczucia, że się jest natrętem…
      „W odpowiedzi na zgłoszenie informujemy, że zgodnie z naszymi procedurami
      zawsze powinna być obsadzona kasa z najszerszym przejściem dla klientów
      czyli przy regale z alkoholem. Co do braku możliwości płatności
      kartami,
      analizujemy dostępne możliwości związane z płatnościami kartą, pod
      kątem
      potrzeb naszej sieci. Jednocześnie staramy się zapewnić dostępność
      bankomatów obok jak największej liczby naszych sklepów.”

      Czyli jak piszecie marka, marką ale wiele zależy od ludzi i podejścia do klienta każdej z osób pracujących…

      • hana80 pisze:

        żeby jeszcze napisali ile powinno mieć to najszersze miejsce w mojej biedronce najszerszej kasie ledwie przejdzie wózek bliźniaczy ( tak na moje oko ) Fakt zawsze czynna jest ta właśnie kasa

  35. ewa.emilia12 pisze:

    Problemy w biedronce biorą się z „oporności” lub jak mawia mój synek toporności pracowników. Wpadam tam tylko po pieluchy,ale organizuje to tak,że pakuję dziecko do koszyka i tyle.Byłam z wózkiem 2 razy.Raz nie powiem kasjerka z kasy obok zobaczyła ,że się zablokowałam,sama nieproszona podniosła się ,wyszła i otworzyła szeroką bramkę.Niestety drugi raz tak miły nie był.Pani kasjerka burknęła czy nie widać ,że przejście wąskie-mrucząc pod nosem coś o braku wyobraźni.Niestety mały wrzeszczał strasznie i nie miałam nastoju na słuchanie pouczającego wykładu,więc odezwałam się baaardzo niemiło.Niestety nie robię u nich większych zakupów,bo najbliższy bankomat jest oddalony od nich ok.4km.Tylko z gotową kasą biegnę po pieluchy.Chociaż ostatnio dałam się przekonać ,że pieluchy w Lidlu są również świetne i dodatkowo:mogę płacić kartą,mają bankomat przy wejściu,zawsze mają czynne szerokie przejście,mają ogromny parking(przed naszą biedronką jest na 30aut).

  36. Asteria pisze:

    Jezuuuuu rozniosłabym tą biedronkę na miejscu!

  37. Agnieszka pisze:

    ja stonke mam rzut beretem średnio 3 razy w tyg robimy tam zakupy wkurza mnie brak płatnością karta wózek mam pojedynczy takze w kasie na styk sie mieszcze pomijając w/w minusy koleżanek zarełko maja dobre pieluchy i chusteczki tez co jakis czas rzuca fajne ksiazki i zabawki.nie musze tluc sie godz do auchan …

  38. stratonike pisze:

    Jestem bardzo wdzieczna za podjecie tego tematu, bo prawdopodobnie zaoszczędziło mi to sporej dawki nerwów. Z Młodym jestem dopiero na etapie pierwszych spacerków, a po zakupy biega głównie Mąż, więc wyprawa z wózkiem do sklepu dopiero przed nami…a wózek, chociaż pojedyńczy to szeroki! I szczerze mówiąc jakoś do tej pory nie przyszło mi do głowy, jaki bieg z przeszkodami może mnie w związku z tym czekać – chociaż fakt, że ledwo, ledwo mieścimy się do windy powinien może dać do myślenia. Teraz zanim wybiorę się do jakiegokolwiek sklepu, to najpierw wyślę Ślubnego na rekonesans, może nawet z miarką…

  39. eloelo pisze:

    ah płacenie kartą w biedronce, nie raz się zdarzało zęby zaciskać, bo biedronka to sklep tylko dla ludzi z kasą, a nie plastikiem w portfelu… No ale niestety. W biedronce płatności kartą nie będzie, koniec i kropka. A to z prostego powodu. Ma być tanio. A że ma być tanio, to sklep nie będzie płacił za transakcje kartą, bo to dodatkowe koszty, w mniemaniu biedronki zupełnie niepotrzebne. Może coś w tym jest. Na szczęście w biedronkach w mojej okolicy, euronet ma bankomat w tym samym budynku ;P

  40. ellisha pisze:

    A ja tam na Biedronkę nie narzekam. Mam pod nosem. Co do płatności kartą to potrafi to trochę wkurzyć a z drugiej strony to chyba większość jest tego świadoma. Mogli by ewentualnie postawić bankomaty w biedronkach i wtedy to prowizje płaciłby właściciel bankomatu. Ja rozumiem właścicieli Biedronki że nie chcą się zgodzić na najwyższe opłaty w Europie za płatności kartą. Idą w zaparte. Gdyby to chodziło o moje pieniądze to też bym się nie zgodziła. Już lepiej że towary są tańsze. Mając w ręku gotówkę robi się bardziej świadome zakupy. Co do jakości to jest naprawdę dobra. Nie narzekam ani na pieluchy Dady ani na ich chusteczki. Z wózkiem też nie mam problemów manewrowania i akurat u nas zawsze pierwsza kasa jest otwarta i jest to kasa naprawdę szeroka. W innych też bez problemu przejedziemy.

    • kruszyzna pisze:

      Wszystko racja, tylko podam Ci przykład z dzisiaj. Poszłam do Lidla i w portfelu miałam 50 zł gotówką. Zrobiłam zakupy za 200 zł. Zapłaciłam po części kartą, po części gotówką (upłynniłam tę 50-tkę). Gdybym poszła do Biedronki, mogłabym wydać tylko te 50 zł, bo płatności kartą niet. Zobacz, ile więcej konkurencyjny sklep sobie na mnie zarobił. Przy tym wszystkim prowizja od płatności kartą, to coś, co można spokojnie przełknąć. Zostawiłam 200 zł a nie 50 zł. Zostawiłabym 250, tylko kamizelka, którą oglądałam, nie była w kolorze czarnym ;)
      A koło jednej z moich Biedronek bankomat, owszem, jest. Zawsze jest to niego mega-koleja i często bywa zepsuty. Przy drugiej Biedronce bankomatu nie ma.

      Gdyby była płatność kartą, zostawiałabym w Biedronce co najmniej tyle, ile w Lidlu, bo faktycznie wiele produktów mają zwyczajnie lepszych. Ale ja nie wyciągam na starcie 300 zł z bankomatu, bo zawsze się łudzę, że tyle to chyba nie wydam, bo bez przesady. I często się mylę.

      Poza tym, co to za argument,że musieliby podnieść ceny o 3%. Ile to jest 3% od 4,50 za chusteczki? Różnica idzie w grosze. To raz. A dwa, że Biedronka wbrew pozorom wcale nie jest TANIA. Na pewno nie jest tańsza niż Carrefour, Tesco i inne hipermarkety. Sprawdziłam.

      • ellisha pisze:

        Przyznam Ci rację. Z drugiej jednak strony jakby z 1000 osób z 400 osób które wcześniej płaciło gotówką z wygody (nie pozbywania się gotówki z portfela) płaciłoby plastikiem to już wtedy obliczenia wychodzą trochę gorzej. Myślę jednak że Biedronka nie ucieknie od płatności kartą. Sama często jak mam do wyboru pozbyć się całej gotówki z portfela a płacić plastikiem to wybieram to drugie. Nawet McDonald przez dość długi czas nie prowadził takich płatności aż w końcu zaczął. Z drugiej strony niekiedy się cieszę że jestem tak trochę wyhamowana jak nie mam dużo gotówki. Przynajmniej kupię najpotrzebniejsze rzeczy. Co do cen to też się zgodzę bo często są porównywalne we wszystkich sklepach jakie wymieniłaś. Jednak ja mam Biedronkę blisko i jakość produktów bardziej mi pasuje. Na siłę nie bronię Biedronki. Wiadomo niekiedy od wszystkiego ważniejszy jest personel. Jak ktoś raz się naciął to już raczej ciężko będzie mu się ponownie przekonać.

        • kruszyzna pisze:

          Jasne, że jest tak, że jak się ma gotówkę, to wydaje się mniej, niż jak się płaci kartą. Ujścia pieniędzy z karty nie czujesz, a lżejszy portfel boli :) Tylko że sklep powinien patrzeć na swój własny interes i sterować tak, żeby mieć jak największe zyski, prawda? A zysk mieliby zdecydowanie większy, gdyby płatności kartą były jednak możliwe. Nawet jeśli wliczyć w koszty montaż terminali i tego typu kosztowne bajery. Nie bez powodu we wszystkich hipermarketach można kartą płacić i nie bez powodu w wielu sklepikach osiedlowych także. W Lidlu kiedyś był limit płatności od 20 zł, od dawna jednak jest zniesiony. To też o czymś świadczy, prawda?
          Będę obstawać przy twierdzeniu, że brak terminali w tak dużym sklepie to galopujące wstecznictwo i relikt epoki kamienia łupanego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>