Człowiek to takie urządzenie, że musi mieć jakieś hobby czy pasję, inaczej działa nie teges. Pierworodna umiłowała poezję. Produkcji własnej i niewłasnej. I działa bardzo teges. Dzień bez wierszyka to dzień stracony. Pierworodna idzie do przedszkola (czytaj: powiewa jak chorągiewka na wietrze za matką, która zasuwa kurcgalopkiem) i w międzyczasie zapodaje mową wiązaną. W przedszkolu ładuje akumulatory, poszerza wiedzę, chłonie jak gąbka i wraca bogatsza o jakieś trzy piosenki po cztery zwrotki każda. Wraca i zapodaje. Przed jedzeniem wierszyk, po jedzeniu wierszyk, rano, wieczór i w południe, kiedy słonko grzeje cudnie także wierszyk. Ciekawe, cholera, po kim to ma?
Tak czy inaczej mowa wiązana ewidentnie na juniorkę działa. Wciąga wszystko jak odkurzacz. I pamięta. Idę o zakład, że ktoś ją kiedyś poderwie właśnie na wierszyk.
No dobrze, dzień jak co dzień, pierworodna wróciła z przedszkola (po drodze piosenka) i po zaopatrzeniu się w artykuły spożywcze w postaci chrupek kukurydzianych poczuła nagłą potrzebę wytracenia resztek energii, która nie została spalona podczas przedszkolnego survivalu. Wytracanie energii odbywało się po orbicie kołowej, której epicentrum stanowił stół. Ponieważ czynność trwała już jakiś czas i ewidentnie zanosiło się na to, że szybko się nie zakończy, przeniosłam uwagę na monitor i robiłam swoje.
Pierworodna krążyła wytrwale jak planeta i nadawała tak nieprzerwanie, że Szaranowicz mógłby przyjść na korki. Nadawała i nadawała, a ja miałam coraz bardziej nieodparte wrażenie, że wierszyk jest mi znany, ale dość nietypowy. Zaintrygowało mnie to. Z tła mowa wiązana stopniowo wysunęła się na plan pierwszy i wtedy dotarło do mnie, co dotrzeć miało.
Młoda z ogniem w oczach i ekstazą na twarzy recytowała:
- Masz złotówkę, ma ją tata, testujemy jak to lata. W domach, parkach, na boiskach, telewizja osobista. Netia, wolność wyboru!
Najpierw odprawię egzorcyzmy, a potem wyrzucę telewizor


Kalendarz ciąży

jakże Jadzia osłodziła mój marny los o poranku
Oj Boże, kiedy moja taka będzie… No bomba!!!
Dobre
swoją drogą ta reklama swego czasu i u nas wywoływała sensację – błysk w oku i machanie tyłeczkiem na prawo i lewo. Póki co u nas hitem jest „Uzia, lalka o duzia” i „pan tin ta” (tik tak)
to chyba ulubiona reklama dzieci
mój się nieźle na niej zawiesza i nic nie jest w stanie oderwać go od TV
U nas i moich znajomych hitem jest „Siedzę w domu na mej sofie…” – wszystkie znajome dzieciaki jak zahiponotyzowane! Ja jakoś nie przepadam.
my wszyscy ją uwielbiamy, zwłaszcza małolat
A co to takiego? To: siedze w domu na mej sofie?
Mam piloto mam laptopo nie znasz?????? pozdrawiamy z naszej sofy
Yyyyy nie znam!
Ale to reklama jakas czy cos na youtubie? Hmmm
Reklama Neostrady HD Fan Pack
Przyznaję, że coś jest w tej reklamie. Młoda wygina się do niej rytmicznie, aż miło.
Inny hicior to reklamówka Lidla – od pierwszych taktów leci do telewizora, bo na końcu ma „O, Kraków! Pan Tutu” (tak nazywamy hejnalistę). Jeszcze inny to Orange – strasznie się nagłowiłam, skąd dzieć zna bajkę o tym, jak stwór zmieniał postać aż na końcu kichnął i rozpadł się na miliony kuleczek. Opowiadała mi o tym, w tajemnicy, do poduszki. Ale najlepsze przyszło z Portugalii. Przyswajamy sobie właśnie słówko „ladybird”, więc gdy mi wpadnie w łapy jakiś wizerunek biedronki, pytam znienacka „What’s this?” No i gdy zapodałam logo Biedronki, usłyszałam: „Codziennie niskie ceny!”
Ekhm, mnie też kiedyś fascynowała reklama, do tego stopnia, że ją studiowałam podyplomowo, ale młoda nie ma jeszcze trzech lat…
Zna dziewczyna wartość poezji
My też Krzysiulowi zapodajemy jakieś głupawe rymowanki własnego autorstwa podczas kąpieli, przewijania itp. – jakoś mu się to podoba i go uspokaja bardziej niż normalne mówienie. Już się boję, co z niego wyrośnie
Telewizja osobista i u nas robi furrorę… Ale lepsza jest od wierszyka, który dziadek młodej wpoił:
Stary, stary gdzieś ty był
za stodołą wódkem pił
Przepił konia, przepił wóz
na patyku babkę wiózł…
A lubi recytować publicznie i już się nauczyła, że za ten wierszyk zbiera największa owacje…
Moja niespełna roczna corcia też szaleje przy tej reklamie:)) No ale Jadzia to jest nie do pobicia:)) zawsze mnie rozbawiająTwoje teksty:))
He he, może ta reklama zawiera jakiś przekaz podprogowy, który odbierają najmłodsi
Moja córa też ją lubi i stoi przed tv jak zaczarowana gdy ją ogląda, a i melodyjkę z reklamy Lidla też chętnie słucha 
Jadzia wymiata!
A te publiczne recytowanie to kompletny hicior jest
Nie wiem czy powinnam się publicznie przyznać, ale jako rezolutna 5-latka w czasie zamierzchłej komuny, na jakiejś imprezie dla dzieci wlazłam na scenę i wyrecytowałam zasłyszany w domu obraźliwy wierszyk… Mama nie tylko zrobiła się buraczkowa, ale zanim mnie ściągnęła ze sceny to potem była wzywana do dyrektorki tej imprezy
Trzeba uważać na każde słowo…
Brawo dla tej pani
!
Skoro zapuściłyście podbierak w toń historii, to wspomnę tylko mikołajkową akademię, rocznik bodaj ’87. Bajaderkę słowno-muzyczną onej akademii, okrasiło poezyją nierzadką pacholę lat bez mała 10:
„Choć na dworze zima, mróz się tęgi sroży,
dzisiaj w domu poprawczym jest wesoła gwiazdka.
Mikołaj przyniósł sześć rzeźnickich noży…”
Jak ja bym chciała to usłyszeć
. Wiersze Jadzi proszę spisywać – zamawiam antologię … spokojnie … poczekam kilka lat … mam czas
.
U mnie jeszcze na tworczosc wlasna za wczesnie, odtwarzanie sie odbywa pojedynczymi wersami, np. przerabialismy ostatnio jeden wers spiewany na cale gardlo ktory brzmial: Caaaaaalyyyyy dzien!
I naprawde spiewala go caly dzien
Ja natomiast pamietam jak zaspiewalam Mikolajowi w przedszkolu, zeby dostac paczke (pamieta ktos paczki z przedszkola?):
Krzyknal zolniez na Agatke,
Choc pokaze Ci armatke!
A Agatka wciaz wolala
Pistolecik generala.
Jak dzis pamietam jak sie panie przedszkolanki smialy :p
ROTFL
) Rżałabym jak koń, nie dziwię im się
Boskie
Zawsze uważałam, że każdy powinien mieć jakąś pasję. U mnie rodzinnie są to talenty plastyczne, a po stronie męża muzyczne.
Nie za bardzo ciągnie mnie do dziecinnych rymowanek (czyli szlag mnie trafia jak je słyszę). Rafi ma dopiero 10m-cy, ale nie będzie chodził do przedszkola, ani nie mamy tv, więc nie będzie miał skąd sam sobie podłapać wierszyków.
Stąd moje pytanie: czy one są tak niezbędne w rozwoju? Może dotrwa jakoś do zerówki bez? Ewentualnie, czy mniej infantylna poezja też się sprawdzi?
Pewnie wszystko sie sprawdzi jak odpowiednio podane
A od piosenek tez Cie trafia? Moze by cos rodzina z meza strony zapodala, jesli sa muzykalni
Te wszystkie rymowanki i wierszyki sa dosyc przydatne, bo ucza dzieci zwiazkow wyrazowych (tak to sie chyba nazywa?), wzboagacaja slownictwo, poprawiaja pamiec. Co sensowniejsze wierszyki, maja utajone tresci edukacyjne, ktore wpajaja dziecku ze trzeba myc owoce, rece, byc grzecznym, sluchac doroslych itd. Nie sadze jednak zeby dziecko jakos bardzo ucierpialo nie nasiakajac nimi za mlodu
Oj mój mężu śpiewa szanty albo rockowe kawałki, raczej nie dla młodego….
Ale no właśnie, edukacyjne rymowanki jak najbardziej. Bo nie widzę sensu uczyć młodego „siała baba mak”, „kosi- łapki”, „jedzie chłop” itp. Może macie namiary na jakąś fajną książeczkę z mądrymi wierszykami?
Generalnie jestem za zabawami i zabawkami edukacyjnymi. Nie podobają mi się obecnie królujące na rynku gadżety z mnóstwem światełek i muzyczkami z napompowanego powietrzem plastiku. Najlepsze wg mnie są zabawki, przy których mały człowiek może użyć swojej wyobraźni, np: klocki, ciastoliny (itp), art.plastyczne, wszelkiego rodzaju „zrób to sam” i „jak to działa”.
> np: klocki, ciastoliny (itp), art.plastyczne, wszelkiego rodzaju „zrób to sam” i „jak to działa”.
Ja to mam ochote za kazdym razem wydac pol pensji na takie kreatywne zabawy… a pozniej sie nimi wlasnorecznie bawic, bo mala jeszcze za mala
Witam w klubie
A jesli chodzi o wierszyki, to co z klasykami? Tuwin? Brzechwa? Moze oni by odpowiadali?
NIe wiem jak reszta mam, ale dla mnie wlasnie te starsze wierszyki sa bardziej przekonujace niz te nowe, z rymami czestochowskimi. Ewentualnie sama wymyslam
u nas jest: siała baba mak, nie wiedziała jak, a dziad wiedział, nie powiedział, a to było tak…
Polecam płytę dobrej znajomej.
Poezja dla dzieci w muzycznym sosie. Ja bardzo lubię teksty rymowane, bo mają swoją melodię, rodzaj falowania, które unosi słowa.Rymowanki dla małoletnich powinny być proste, ale zdolny poeta potrafi ulepić mądrą treść z najprostszych określeń.
http://wsm.serpent.pl/sklep/albumik.php,alb_id,26582,A-ja-nie-chce-spac!,Ania-Broda
umarłam! Jadzia rules