Tak, moje kochane, to tylko w ciąży (w pierwszej ciąży, dodam) wydaje się, jak to fajnie będzie robić zakupy z dzieckiem i jaki to ogólnie pikuś przez duże P. Weźmiesz wózek, masz duży kosz na zakupy, obtańcujesz hipermarket w try miga, bo przecież niemowlę głównie śpi, a jakby nie spało, to dasz mu żryć i z głowy. Pal licho wózek zresztą, po co ci on w ogóle? Chustę masz! W chuście poniesiesz, a wiadomo, że przy piersi dzieć spokojny, bo ciepło mamy i te sprawy. A w ogóle to jaki problem robić zakupy z nieletnim?
Taaaaaa… Jakie to jest piękne, jakie to wszystko jest piękne w porównaniu – śpiewają Elektryczne Gitary. Taaaa…
Nawet jeśli początkowo zaliczasz nirwanę, to wiedz, że nastanie czas, gdy:
- przyjdzie ci brać udział w zapasach z przeciwnikiem, który z własnej woli sam sprowadzi się do parteru na środku hipermarketu
- zostaniesz poddana presji, by natychmiast kupić żelki (koniecznie wersję XXXXXL opakowania), a jeśli odmówisz, zostanie zapodany szantaż w postaci wymienionego wyżej samosprowadzenia do parteru.
- zapragniesz zainwestować każde pieniądze w stopery do uszu (żeby stawić opór emisji decybeli – „żeeeeeeeeeeeeeelkiiiiiiiiii”) oraz klapki na oczy (żeby nie widzieć potępieńczej reakcji społeczeństwa)
- będziesz marzyć, żeby dziecko choć na chwilę dało ci święty spokój
- z ogniem w oczach będziesz pędzić za małolatem, który w ramach dawania świętego spokoju postanowi spędzić czas w zupełnie innej części sklepu, co uczyni kompletnie cię wprzódy nie informując.
- po trzeciej takiej wyprawie zapragniesz delikwenta po pierwsze związać, po drugie zakneblować.
Och, wiedzą o tym świetnie producenci rodzicielskich gadżetów, wiedzą. I proponują stosowne rozwiązania. I stawiam skrzynkę Martini, że niejeden się skusi.
Na co miałby się skusić? Ano na taki absolutnie niezbędny niezbędnik rodzica kupującego. To coś w kategorii podgrzewacza do chusteczek, tłumacza płaczu albo rękawic do wózka. Panie i panowie, tadam!
Screen ze strony www.lalula.pl
Tak! Matki mdleją z zachwytu, a te, które nie zemdlały, rzucają na scenę staniki. Tłum w ekstazie ryczy ze szczęścia! To jest coś, bez czego absolutnie się nie obejdziesz, inaczej grozi ci sklepowa zagłada. I to za ile? Wstęp do bram raju kosztuje 225 złotych. Cóż to jest 225 złotych wobec perspektywy zbawienia? Dziecko posadzone na takim pokrowcu momentalnie zmienia się z bachora w anioła, a ty możesz nie tylko oblecieć spożywkę, ale i na kosmetyczny zajrzysz, a tam traci się czas, oj traci
Gdyby jednak zdarzyło się tak, że nieopatrznie (ach, nieprzewidywalności ludzka!) wyciągniesz młode z koszyka z pokrowcem, zmylona jego na wskroś świętym obliczem i zachowaniem, a ono, gdy tylko dotknie podłoża, natychmiast da nogę, nie panikuj i nie mdlej. Jest albowiem nadzieja. A nadzieja zawieść nie może, bo jest ulokowana w strażniku dziecka. Takim o:
Zakładasz dziecku na rękę ten oto przedmiot przypominający zegarek i po przekroczeniu przez nieletniego magicznej granicy 18 metrów przedmiot przypominający komórkę, który zostaje ci w ręce, zaczyna wyć. Wiadomo, że junior się oddalił. Co prawda potrzebujesz jeszcze pola siłowego, żeby go po tych 18 metrach zatrzymać, ale spokojnie. Producenci rodzicielskich gadżetów wpadną i na to, nie ma bata.
Za inspirację i namiary dziękuję Agnieszce



Kalendarz ciąży

pokrowiec na wózek mnie sprowadził do parteru.taaa, już lecę kupić
. oczywiście mam chęć to nosić, dziecko ma chęć w tym siedzieć, a pokrowiec po kilkukrotnym włożeniu synka, który uważa, że najfajniej jest być całym zabłoconym, nadal jest śliczny.murowany kandydat na bzdurę roku
pokrowiec bzdura, ale to elektroniczne cacko mi się podoba
tylko wersja kolorystyczna beznadziejna dla chłopaka
Ha, a ja planuję kupić najzwyklejsze szelki (takie jak do nauki chodzenia) i przypinać do wózka – tak, wiem, wyrodna jestem
Wcale nie wyrodna, ja tez tak planuje
O, super pomysł z tym przypinaniem do wózka! Ja już mam śliczne szeleczki, ale myślałam, że będę je musiała dzierżyć w ręce, albo przypinać do pasa. Zresztą psa też przypinam do pasa (nie w markecie oczywiście, ale na spacerze) – świetny patent, bo rozpędzone za czymś 40kg nie wyłamuje mi od razu ręki w barku, a poza tym obie ręce wolne.
A ja kupiłam – rarytas
Pokrowiec nie ma celu zabawienia dziecka w wózku sklepowym, a raczej odgrodzenie go od masy brudu i zarazków bytujących na tymże. Niedawno był artykuł bodajże w Newsweeku, że wózek sklepowy, którego dotykają i na który kichają rozmaici ludzie można zaliczyć do jednej z kilku najbrudniejszych rzeczy, których na co dzień dotykamy. Wiadomo, dziecko wsadzone do wózka dotyka go rączkami, którymi potem je albo wkłada je do buzi. Sama niedawno widziałam w hipermarkecie, jak malec LIZAŁ poręcz wózka. Zważywszy, że mogą znajdować się na nim bakterie najgorszego autoramentu, miałam nieprzemożoną ochotę zwrócić uwagę jego ojcu…Nie wiem, czy gadżet sprawdza się w swojej roli, sama go nie używałam, noszenie go do hipermarketu wydaje mi się dość kłopotliwe, ale sama idea jak najbardziej ok.
Widziałam jak pracownik biedronki zapodawał na wózek zakupowy pełny worek ze śmietnika stojącego przed wejściem do sklepu. Nawet się nie czaił, nie czekał aż zamkną sklep i nie będzie klientów, załadował i już. Można więc omijać sklepowe wózki szerokim łukiem, albo liczyć, że dzięki takiej różnorodności zarazków dziecko nam się bardziej uodporni na wszelkie syfy, hmm;>
Jeśli chodzi o ochronę, możesz położyć zwykły kocyk. Nawet taki dyżurny zakupowy możesz mieć. Dwie stowy zostaną Ci w kieszeni
Po pierwsze tak jak pisze Kruszyzna obleci zwykły kocyk lub choćby pieluszka tetrowa spełni dokładnie tę samą funkcję Sama stosuję również w drugą stronę, bo w sklepie w naszej wsi nie ma wózków z siedzonkami dla dzieci, a ja nie jestem w stanie zrobić zakupów z niemalże dwulatkiem uciekającym na wszystkie strony, więc muszę go do wózka centralnie wsadzić. Mam odrobinę wyobraźni i wiem, że kolejny kupujący nie ma ochoty korzystać z wózka, którego dotykały buty mojego dziecka, więc wykładam go kocykiem, wkłądam delikwenta i po problemie.
Zawsze mnie śmieszyły takie wytwory dzieciowego marketingu.
Poza tym dziecko oprócz sklepowego wózka dotyka i, o zgrozo, oblizuje, jeszcze milion różnych rzeczy – poręcz w autobusie, krzesło w urzędzie i miliardy innych – czy mamy zaopatrzyć się w pokrowce na wszystko co się da?
Kocyk też dobry pomysł. Sam projekt „materacyka” dość mi się spodobał i już myślę, czy nie poprosić mamy o uszycie takiego ustrojstwa. Zresztą jak ktoś nie ma „szyjącej” rodziny, to nawet lokalna krawcowa nie powinna sobie drogo za to policzyć (trzeba sobie tylko wcześniej wszystko narysować i rozmierzyć). Do środka można zapodać odpowiedniej grubości gąbkę tapicerską lub kilka warstw watoliny.
A ja nienawidzę marketów;) No ale czasem niestety się tam wpada…. na razie mój prawie 2 latek jest w wieku,że fajnie bo kolorowo wokół.Ale myślę,że mam dobrą strategię-chodzę tam, gdzie wiem gdzie co jest-śmigam baaaaardzo szybko między półkami-ładuję rzeczy- i do kasy. Sama nie wytrzymałabym chodzenia i myślenia-co by tu kupić, a moze to a moze tamto?
Ja również unikam marketów jak ognia. Robię zakupy w osiedlowym sklepiku z chuściakiem na klacie, a po większy i cięższy kaliber wysyłam męża.
Cena pokrowca zabojcza. Widzialam takie cos w USA za duzo mniejsze pieniadze..
A czy dzwięk przypomina ten, który znamy po przekroczeniu bramek z nieodklejonym magnesikiem, co to od razu stawia na nogi cały personel i ochronę?
Nie no, na etapie chustowym nie było źle – dzieć w chuście zasypiał natychmiast (bez karmienia oczywiście), a ja miałam tyle czasu, ile chciałam albo ile wytrzymały moje plecy.
Ale później – dobrze gadasz
I też nie wiem, jak mogliśmy przeżyć bez tego pokrowca (rozumiem, że dla przewrażliwionych wzięcie swojego kocyka i położenie go w wózku w ogóle nie wchodzi w grę?)
Można oczywiście użyć i kocyka czy czegokolwiek, co nieco odgrodzi dziecko od tych zarazków – nie trzeba wydawać sporych pieniędzy na ten pokrowiec, choć on pewnie jest nieco bardziej funkcjonalny od kocyka (kocyk może mieć tendencję do zsuwania się). Sama tego ustrojstwa nie używałam i moje dzieci nie umarły od zarazków. Nie jestem przewrażliwiona, ale uważam, że dzieci powinny nabierać odporności w kontakcie z nieco mniej agresywnymi bakteriami (na wózkach sklepowych znaleziono m.in. pałeczki bakterii e-coli).
Kocyk może się zsuwać, ale można uszyć samemu pokrowiec tylko na rączkę wózka. Prostokąt o wymiarach wystarczających na owinięcie rączki, plus rzepy, lub zatrzaski, ostatecznie większe guziki, lub zamek błyskawiczny. To można uszyć nawet ręcznie, jak ktoś nie ma maszyny. I cena mała i zajmuje tycio miejsca.
Haha, bzdura roku. Toż wolałabym za podobną kasiorę nabyć przenośny odtwarzacz DVD i tak zająć nieznośnicę. Bakterie wózkowe raczej mnie nie przerażają, bo małe łapy i tak szorują po WSZYSTKIM, musiałabym je umyć raz a dobrze, do kości, i związać. Ale dla higienistów uwaga: można sobie kupić sprej odkażający i psikać nim wózek przed zakupami. Dla niehigienistów uwaga druga: nie ładujcież dzieci z zabłoconymi butami do środka wózka, tam, gdzie inni wkładają potem chleb.
Alarm mnie nie przekonuje, bo to znowu coś na prund i fale. Zdecydowanie wolę smycz.
Zgadzam sie,dzieci wszędzie pchają ręce i nie uchronimy ich przed zarazkami,no chyba że je zwiążemy;)A już myślałam,że ten różowy bajer to będzie GPS;).
Myślałam że to różowe coś po przekroczeniu granicy 18 metrów razi prądem 250V i delikwent pada na ziemię oszołomiony.
O to to! Trzeba opatentować, bo ja po 18 metrach to z moją 10kg nadwagą bym nie dogoniła Janosiczka mojego. Po co mi takie ustrojstwo? To, że mi znika z pola widzenia to ja wiem. Tylko jak go zatrzymać? Moje dziecie w takich sytuacjach nagle głuchnie.
Dla mnie wózek sklepowy to jedyny ratunek przed straceniem dziecka z oczu,mknie przed siebie,albo ucieka w boczne alejki gdy na sekundę odwrócę wzrok.O zgrozo! zdarzyło się mojemu dziecku spróbować jak smakuje wózek:)
no ja mojego ostatnio przyłapałam na przezuwaniu tego dzyngla do spinania wózków :/
na żuciu podeszwy swojego bucika zreszta też…
jak na razie zdrowy, chyba nie sie co szczypać, ja do dzis pamietam jak zajadałam marchewki wyrwane z ziemi i wytarte o spodnie (kto by to mył! szkoda czasu było!)
naprawde sie zdziwiłam jak w badaniach na poczatku ciąży wyszło ze nigdy nie zaraziłam się toxoplazmozą bo regularnie robiłam za niańkę okolicznych kociaków,
natomiast chowane w szklarni potomstwo w dalszej rodzinie złapało cos dziwnego jak pogłaskało kozę w zoo
a szelki rewelacyjny pomysł – jak mały będzie lepiej chodził to kupię
Cóż… sprzedać można, jak widać, wszystko
Ten pokrowiec to chyba dla osób które spędzaja powyzej 8 godzin w sklepie czyli mnie ale kurcze już lecę kupowac i to za kawałek szmaty 200zł!!! A kocyk kosztuje 50 no w lumpeksie po wypraniu mozna dostac nawet jak sie upatrzy ładny za 5zł
Ten strażnik dziecka ekstra sprawa ale nie za taka kase…
Nie dawno tez czytałam jeszcze o tatuażach
Proszę o to przykład
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/435022,Sprezentuj-dziecku-tatuaz-Na-pewno-sie-nie-zgubi
Ja nie wiedziałam, że wózek sklepowy to jest aż takie zło. Boję się pomyśleć, z jakimi bakteriami wszedł w kontakt młody na zakupach i spacerach z tatusiem, który się zasadniczo wcale nie przejmuje. Mam pomysł. Pokrowiec tak – ale antybakteryjny pokrowiec na dziecko! Taki skafander! Uchroni go przed kontaktem z brudem w sklepie, autobusie, domu, piaskownicy, a także przed kontaktem z brudnymi ludźmi. Chrońmy nasze maleństwa!
U nas nie ma zelek (poki co) bo staram sie bronic przed kupnymi slodyczami jak tylko moge, jest za to „cheeeese?” bo moje dziecko jest uzaleznione od sera
Ale jak juz idziemy na zkupy, to staramy sie zeby byla nakarmiona, i zwykle przydzialowe 2 kawalki jej wystarcza, wiec jedyne z czym sie borykamy to oblizywanie tego takiego czegos co sie wklada w drugi wozek zeby odzyskac pieniazek (nie wiem jak sie toto nazywa:/)… no i moze jeszcze wyciaganie rzeczy z wozka i ich wyrzucanie, podczas gdy rodzic siega po kolejny towar. Ale z tym jeszcze sobie dajemy rade
Ja się ratuję paluszkami, bo są super podzielne i wystarczają na caaaałe zakupy
dla mnie nie ma innej opcji zakupów z moim 2 latkiem jak włożenie go do koszyka wlasnie tak jak na obrazku ale bez jakis tam ochraniaczy, pokrowców…normalnie siedzi i od razu wlkadam w łapkę cos do jedzenia tudież picia aby gad się na chwilę uciszył
ostatnio w Biedronce zjadł przed czasem, mąż pchał wózek ja latałam między regałami z prędkością światła i słyszałam tylko z oddali „mmmaaaammmaa, mmaaaammaaa”
ale to byl już finisz, mąż stwierdził, że nigdy wiecej z dzieckiem na zakpy nie pojedzie…a z dwójka to juz w ogole nie ma opcji hihi
@ Bebe
Ty na poważnie tym skafandrem????
Nie, to miała być ironia i sarkazm. I zaś kurde nie wyszło…
My od jakiegos miesiąca mamy z córtką problem w sklepie. Do tej pory było super- działało powiedzenie- uciekasz- wsadzam Cie do wózka (nie sklepowego). Teraz Mała spierdziela byle dalej, przynosi wszystko co jej sie spodoba a juz dostaje szału jak widzi chipsy. Wiem, chipsów jesc nie powinna ale zdarzyło sie jej ze pocztesowali ja tu i uwdzie i zapamietała, cholera mała, opakowanie. Wchodzimy do tesco a tam na dzien dobry jej chipsy i wrzask ze ona chce. Oboje z mezem nie jemy tego badziewia- dziecko da sie pociąć za byle okruszki.
Kiedys jeszcze jezdzilismy w porze jej drzemki- maz zostawał w aucie z córką, ja spokojnie robiłam zakupy bez jego marudzenia „szybciej, szybciej” i jej płaczów i histerii. Teraz zakupy dla dziecka to mega przyjemnosc i nie przepusci zadnej takiej okazji. Nie mamy z kim zostawic Małej a to byłoby najlepsze wyjscie
u nas młoda wyczaiła co to chipsy przez starszego brata
btw: pomysł z pokrowcem na uchwyt do wózka wart opatentowania
! przecież nasze rodzicielskie łapki tez go macają, a potem dziecko, itp.
Hehe, normalnie nie mogę się doczekać
Mój mały jest spokojny, więc udało mi się od początku nauczyć go, że przed wejściem do sklepu wsadzam go do spacerówki, bo biegające po sklepie dzieci przeszkadzają paniom sprzedawczyniom pracować. Mały ma 2 lata, a do najbliższego sklepu mamy szybkim krokiem (moim) 10 min, do następnych jeszcze dalej, więc spacerówka musi być. Poza tym w koszu pod nią wożę zakupy, więc tym bardziej jedzie z nami. A w marketach (kiedy pojedziemy samochodem) nie wysadzam dziecka z kosza na zakupy choćby nie wiem co.
Niezłe gadżety
Zamiast tego alarmu przydałby się gps
U nas na zakupach role są podzielone, zazwyczaj ja biegam po sklepie i wrzucam rzeczy z listu do koszyka, a mąż w tym czasie zabawia/gania małą po sklepie i oczywiście mnie popędza
Nie przepadamy za zakupami spożywczymi i staramy się je robić jak najszybciej
Ceny powalają
sama kładę kolorową pieluszkę żeby uniknąć odrobiny tych zarazków sklepowych i jest git
obejrzałam sobie ten pokrowiec jestem wstanie uszyć taki w okolicach 40-50 zł
Normalnie mi się przypomniał rozdział”Jak kupować gadżety” z „Zapisków na pudełku zapałek” … hihi . Ciekawe swoją drogą ile matek desperatek popełnia takie zakupowe szaleństwa ?
To ja chciałam dorzucić coś do tego festiwalu absurdu.
Polecam jako temat kolejnego artykułu. 
Jakże się ta ludzkość uchowała do tej pory..? http://o-mamo.pl/2010/02/kaski-ochronne/
ja bym polecała jeszcze ochraniacz na zęby bo razem z nauką chodzenia najczęsciej rosną tez pierwsze zęby więc taki mini ocharniacz na pierwsze kły sie przyda
Nie prościej i taniej by było owinąć potomstwo w folię bąbelkową? ;>
się śmiejecie z kasku a mi teściowa chce taki kupić…
Uczysz się chodzić?