Nigdy nie ma dobrego czasu na dziecko. Truizm. A to pracy nie ma, a to niepewna, a to za mało płatna, a to mieszkanie za małe, a to wiek nie ten, a to awans nas ominie, a to babcie daleko, a przedszkole drogie, a to facet nieodpowiedni, a to coś, kurde, jeszcze, co nie wiem. Dlatego dzieci działają z zaskoczenia. Szast-prast i nagle okazuje się, że jesteś w ciąży. Jesteś, przez dziewięć miesięcy przygotowujesz się do comming out juniora, on się rodzi, ty przeżywasz macierzyństwo i… z perspektywy czasu stwierdzasz, że to był najlepszy moment. Czyż nie?
No dobra, jesteś tą matką lub ogólniej jesteś rodzicem i wiesz, że rodzicielstwo kosztuje. Przede wszystkim obrywa twoje życie zawodowe. Nie czarujmy się, urlopy macierzyńskie i wychowawcze to przerwy w życiorysie. Cholernie ciężko potem wrócić do roboty, a niejednokrotnie okazuje się, że do tej samej już się nie da. Bywa, że ci o tym nie powiedzą i dowiadujesz się przypadkiem. Mniej zarabiasz – ty, kobieta. Jesteś o wiele mniej konkurencyjna na rynku pracy, bo – nie daj Bóg – znowu zaciążysz, a jeszcze na zwolnienie pójdziesz. Pasożytyzm czystej wody.
Obrywa twoja stopa życiowa, bo utrzymanie dzieci pochłania sporo pieniędzy. Przedszkole i żłobek kosztują, pieluchy kosztują, lekarze, szczepienia, ciuszki, buty (kupowane co trzy miesiące, ratunku!), zabawki, sprzęty – wszystko kosztuje. Studnia bez dna.
Obrywa twoje życie towarzyskie. Bezdzietni znajomi odsuwają się, bo nie są w stanie zrozumieć, że nie umówisz się o 21.00 na mieście na piwo. A jeśli już się umówisz i na nieszczęście przyjdziesz, a oni zupełnie pechowo zadadzą ci pytanie „co słychać”, to los ich skarze opowieściami o zielonej kupie, kolkach, przeciekających pieluchach, ząbkowaniu czy nieodpowiedzialnej niani. Kosmos. Normalnie jakbyś przybył(a) z drugiej strony galaktyki. Ufok jak nic.
Słowem obrywasz i wychodzi na to, że posiadanie dzieci kompletnie się nie opłaca. Ani zawodowo, ani życiowo, ani towarzysko. Decydując się na rozmnożenie (nawet jeśli za ciebie zdecydują okoliczności przyrody) ewidentnie strzelasz sobie w stopę. A jeśli decydujesz się po raz kolejny, niechybnie dowodzi to paranoi. A jeśli masz więcej niż dwoje dzieci, ludzie ukradkiem kreślą na czole kółko i starają się ciebie nie denerwować.
Mogłaś wybrać karierę lub macierzyństwo i z niewiadomych względów karierę olałaś. Zrobiłaś najgłupszą rzecz pod słońcem i zobaczysz, rzeczywistość się na tobie odegra. Pieluch ci się zachciało. W dobie kryzysu, rany!
Tymczasem ja jestem zdania, że wybór macierzyństwo czy kariera jest sztuczny. Macierzyństwo to kariera. Robisz karierę jako matka i ojciec. Pierdolę? A gdzieżby!
Zobacz, na co się porwałaś. Wydajesz na świat i wychowujesz człowieka. Wpajasz mu normy moralne i przygotowujesz do funkcjonowania w społeczeństwie. Dbasz o niego, troszczysz się, stajesz na uszach. Posyłasz na kursy językowe i inne, łożysz na edukację, windujesz poziom. Wszystko po to, by… oddać człowieka społeczeństwu. To jest twój dar dla narodu, w którym bytujesz (nie piszę „przynależysz”, bo możesz mieszkać poza Polską). Dajesz danemu państwu coś najcenniejszego na świecie. Dajesz nowego człowieka, który potem będzie decydował o losie innych. Zapewniasz innym miejsca pracy. Nie zapewniasz? A zobacz, cała edukacja, służba zdrowia, przemysł odzieżowy, produkcja zabawek i inne sektory gospodarki. Wszyscy, którzy tam pracują, mają na chleb tylko dlatego, że tobie zachciało się zgłupieć. Jesteś motorem, który napędza funkcjonowanie państwa. I powinno się ciebie, kurna, należycie docenić.
Ci, którzy mają dzieci, wiedzą, jak cholernie trudno jest właściwie wychować dziecko. Tak, żeby wyrósł szlachetny egzemplarz, który nie tylko sam sobie poradzi, ale będzie po prostu dobrym człowiekiem. Wielu sobie z tym nie poradziło, prawda? To tylko dowodzi skali trudności. Rzuciłeś się, rodzicu, z motyką na słońce, podjąłeś czegoś, co może przerastać. I oddajesz więcej, niż ktoś mógłby przypuszczać – swoją decyzją o zadziecieniu inwestujesz w przyszłość całego narodu.
Nie umniejszaj swojej roli. Skąd wiesz, może wśród czytelników tego blogu jest ojciec lub matka przyszłego laureata nagrody Nobla? Ja ostrzegam, moje córki mają wszelkie predyspozycje, by zostać premierem i prezydentem, miejcie to na uwadze
Może jesteś rodzicem przyszłego wynalazcy, kosmonauty, profesora lub kogoś, kto jak nikt na świecie potrafi piec pączki. Nasze dzieci będą pisać ustawy i stanowić prawo. To nasz wkład w rozwój świata.
Poleciałam, co? Kury domowe, morale na baczność. Nawet nie wiecie, ile jesteście warte!


Kalendarz ciąży

„dlatego dzieci działają z zaskoczenia”
.
dzięki za ten tekst. chociaż nie czuję, że przez macierzyństwo moja kariera zawodowa kuleje, a nawet bycie mamą pomogło mi w pracy załatwić kilka od lat otwartych spraw, to rzeczywiście Twoje podejście do sprawy wydaje się odkrywcze i kto wie, czy to na Ciebie nie czeka Nobel. budujące.bardzo.
kochana, toż to balsam na mą kurzo- matczyną duszyczkę! wódki jej dać, bo dobrze prawi!
ja liczę cichaczem, że naukowca sobie hoduję w domu (niech idzie w ślady ojca, a co!).
Po przeczytaniu noci od razu lepiej mi się zrobiło:) !
Musimy kiedyś zrobić kurzo-matczyny zjazd i tej wódki golnąć! A co!
My na początku małżeństwa też tak gadaliśmy a to, a tamto….. i wtedy mój tata mnie zaskoczył i powiedział,że jakby oni mieli tak kombinować i rozmyślać, to by nas nie było. I nie można tak kombinować bo zawsze będzie dobrze:)
A po przyjaciółce własnie widzę te wymówki idealnie: a że praca na czas określony (jakby w obecnych czasach miało to jakieś znaczenie), że mąż w korporacji (od wielu wielu lat i jakoś go nie zwalniają), że mieszkanie małe (przy naszej miniaturce-na wynajem zresztą to i tak wielkie), że jak tu podróżować itd itd….. ale o dziwo te wymówki są tylko po jej stronie. A ja tylko delikatnie mówię, jak to fajnie jest:)
Dzięki Kruszyna za tę notkę. Kolejny podmuch wiatru w żagle
Ulzylo mi. serio. Moja matka jakkolwiek by nie kochala swojego nowego wsnusia to uznala ze juz polozylam lache na swoja tzw „Kariere” i nie omieszka mi tego za kazdym razem wypomniec tekstami z rodzaju: „myslalam ze jestes ambitniejsza” itd. Znajomi natomiast (srednio 25letni) uznaja mnie albo za trendowata, albo po prostu trace z nimi kontakt, bo juz ze mna nie pogadaja bo jestem „sfiksowana mamuska w pieluchach”. Na facebooku natomiast kroluja ostatnio wpisy pt: „Cholera, wszyscy wokol dzieciaci a ja tylko imprezuje”, i inne podobne, sugerujace ze mlode matki sa zalosne, a nalezy byc teraz kobieta wyzowolona, ktora zajdzie w ciaze pod 40-tke bo wczesniej musi zdobyc swiat, byc superniezalezna flądrą w Louboutinach. No dobra, brzmi to troche katastroficznie, ale mam wrazenie ze kobiety, ktore swiadomie (albo i nie) zdecydowaly sie miec dzieci sa uwazane za dosc zalosne postacie, a juz nie daj Boze jesli maja mniej niz 30 lat. A prawda jest taka, ze porywaja sie na cos duzo trudniejszego i bardziej wymagajacego niz kurs na ewentualny awansik czy zarobienie na nowa kiecke za pare stow. a ile satysfakcji
amen!!!!
hmmmm… mam 28lat, 2 dzieci:) jedno urodziło się by ze mna bronic magistra… kolejne, by „zrobić”podyplomówkę i rowniez ze str swoich znajomych odczulam niechęc do mnie, do mojego braku czasu i chęci spedzania czasu z dziecmi… Najlepsze jest to, ze Ci ludzie teraz maja dzieci i zaczynają rozumiec, co znaczy brak czasu, brak minuty, jednej małej minuty na odpisanie na sms…
DD
Kiedy przeczytałam Twój teksy: „kroluja ostatnio wpisy pt: „Cholera, wszyscy wokol dzieciaci a ja tylko imprezuje”, i inne podobne, sugerujace ze mlode matki sa zalosne” pomyslalam:
-teraz Ty siedzisz i „nianczysz”dzieci, ale te dzieci dorosną, dojrzeją… i TY będziesz „balowac” a Ci biedni, ktorzy teraz balują, „nianczyc”dzieci będą pozniej, ale po ich odchowaniu juz nie wrócą… bo będą STARZY i nie będa mieli na to sily
juz nie wrocą do imprezowania oczywiscie
a ja w drugiej ciąży i kurde jak sobie pomyśle(bo tak planowaliśmy) że to już ostatnia to mi smutno i chciałabym jeszcze
(może to ciążowe hormony!)…a tu drugi kredyt za pasem, kombinowanie jak tu załapać się na żłobek, przedszkole za rok…..ale ja zawsze myśle, że dużo ludzi ma znacznie gorzej, nie mówiąc już o naszych rodzicach, więc nie narzekam tylko kuku jambo i do przodu. Zaraz pranko nastwię, zupkę ugotuję, szkoda, że jajek złotych jako tymczasowa kurka nie znoszę
aaammmeennn- miłego dnia mamuśki!
Kruszyzna, w Twą stronę leci buziak i wiaderko wermutu
dzięki za notkę, jak znalazł:)
A ja nie dalej jak wczoraj złapałam lekkiego doła z powodu siedzenia w domu, braku pracy i nie robienia niczego „pożytecznego społecznie”. Bo czy karmienie-przewijanie-usypianie-karmienie jest użyteczne społecznie? Okazuje się, że jest. I pieprzyć wszystkie imprezy na które chwilowo nie pójdę. Młoda właśnie odkryła, że ma nogi i to jest dopiero zabawne
Mnie też nieraz taki dół nachodzi, społeczeństwo stara się mnie tylko w tym utwierdzić. Jak cholera nie robię nic pożytecznego…
Mada faka!
Kruszyzna do Sejmu!
razem z Bliźniaczkami a Jadzisko na Marszałka
Kruszyzna na prezydentkę
Nas nie wzięło z zaskoczenia i chcemy, żeby niebrało jeszcze tak dwa razy co najmniej.
A po wynijściu młodej nasze grono znajomych znacznie się powiększyło. O dzieciate pary
No i myślimy o rozkręceniu biznesu około dzieciowego.
A co
:D:D
Kury i koguty rulezzzzzzzzzzzzzzzzzz!!!
Nie wiecie, o co prosicie
Niech wam wystarczy ostrzeżenie w postaci moich córek. Są identyczne i lubią koty. Klamka zapadła
no to jak tak to już klamka zapadła
No i teraz to powinna my sister przeczytac bo inaczej to bedzie „planoweac” do 50!
bo studia bo to bo facet to tamto a mieszkanie a kredyty a ……..
A nas jest 5 ! 3 małych dzieci ja i mąż – ten pracuje na naszą 5 plus rachunki i kredyt
ja pracuje w domu (nie siedze a zapierdzielam pranie, sprzatanie, gotowanie itd itd…
Fakt młodo baaardzo młodo zaszłam w ciążę i przy 3 ciąży płakałam dłuuugo że nei dostałam umowy w pracy i takie tam…
3 dni temu Julcia skończyła roczek ! jest cudowna ( tak samo jak jej rodzenswto jak byli w jej wieku
) i choć dużo zmieniła i zakręciła naszym zyciem nawet jakbym miała cofnąć czas to i tak bym miała teraz 3 dzieci…. hmmmm co do małżeńswta można by się zastanowić bo to jak 4 dzieci
hehe żarcik taki
Ty wiesz Maritka, że ja Cię zawsze będę podziwiać…
a tekst niezwykle budujący ! dziękuję :*
Krusz bo w tym kraju będzie dobrze jak to właśnie kobiety wezmą ster w swoje ręce ( tylko kurde kiedy znaleźć na to czas między spaniem, przewijaniem i gotowaniem )
Twoja notka jest jak najlepszy balsam na moja styraną po powrocie do pracy duszę ( no bo jak można karmić dziecko które ma prawie 7miesięcy piersią pewnie zapłaciłam lekarzowi za zaświadczenie -ta wkładką pełną mleka )
a u nas własnie pary które sie zadzieciły odsuwaja sie od nas
bo my uchodzimy za baaardzo nieodpowiedzialnych i niepoważych rodziców. Bo z 10 miesięcznym dzieckiem pojechalismy do Chorwacji na rejs (ach jakiez to niebezpieczne! przeciez tyle rzeczy moze sie stac! a jak dziecko zachoruje????? – wiem że duzo może się stać, podobnie duzo moze się stac w domu – dlatego mocno pilnuje dziecka, jak zachoruje to w Chorwacji też sa lekarze, jakby na to nie patrzeć to nadal jest Europa a nie Afryka środkowa :/ )
do tego możemy przyjśc do kogos na imieniny czy inne spotkanie i zostać – O! zgrozo!!! – do 22 i nie wykąpac tego dnia dzieciaka! no przecież umrze na pewno od brudu i zachwiania stałego rytmu
Mało tego: potrafilismy późną jesienią wpakowac małego do wózka (mój Boże! było tylko 5 stopni!!!!) i pójść z niezadziecionym znajomym do muzeum lotnictwa (spora część ekspozycji na powietrzu)
uff… znowu mnie poniosło – ale jak słyszę co nasi „przyjaciele” z dawnych lat mówia to mi sie cos dzieje…
jak byliśmy z przyjaciółmi ( my wtedy jeszcze bez małego) w górach ( w maju) to jak nosili młoda w nosidle to tez leciały komentarze o nieodpowiedzialnych rodzicach – z takim malłym dzieckiem w góry ??/ ( a to byly same dolinki zwiedzane ) Kurde malenstwa w cetrum handlowym nikt sie nie dziwi
a przecież do każdego wyjazdu matka przygotowuje sie jak general przed wazna bitwa
p.s sorrki za bledy ale mlody okupuje rece
Hehe, my w 6 tygodniu życia Małej przeprowadzaliśmy się na drugi koniec Polski – córa zaliczyła pierwszą, sześciogodzinną podróż pociągiem i była bardzo zadowolona, bo wagon się tak fajnie kołysał… Tydzień po przeprowadzce bawiliśmy się u znajomych na sylwestrze do 3 nad ranem (Mała spala w ich sypialni, gdzie miała cichutko i cieplutko, nawet podczas karmień się nie budziła). Byliśmy też w Centrum Nauki Kopernik, które bardziej przypomina wielki plac zabaw niż muzeum. O zakupach w IKEA czy OBI, albo wyjściach do kościoła nie wspomnę. Jak trzeba, zmieniam pieluszkę w restauracji (jeśli nie ma tam pokoju dla matki z dzieckiem, to sami są sobie winni…). Ogólnie wychodzę z założenia, że nie trzeba się z dzieckiem chować w domu i czekać, aż wyrośnie. Moja siostra miała 3 miesiące, gdy pierwszy raz leciała samolotem… Jeśli dziecko nie protestuje (np. nie ma napadów płaczu przemęczeniowego po takim wyjściu), jest zadowolone, zdrowo się chowa, ładnie je i spokojnie sypia, to ludzie, czemu mielibyśmy się zamykać w czterech ścianach? Moja mama wszędzie mnie ze sobą zabierała od maleńkości. Ja planuję na wiosnę wypad do przyjaciółki do innego miasta, w czerwcu Zakopiec, a jesienią może gdzieś polecimy? Wszędzie z Małą oczywiście
A słyszeliście o tej parze podróżników, którzy pojechali w roczną podróż poślubną po Azji i wrócili z kilkumiesiecznym dzieckiem? Nie wspomnę nawet o Tonym Haliku, jego żonie i synu, który urodził się podczas wyprawy na krąg polarny. Nie dajmy się zwariować bezdzietnym ludziskom!
Czesc autorko blogu i dziewczyny,
jaki fantastyczny blog!jestem swiezo upieczona mamusia i bardzo mi sie tu podoba
co do podrozy z dziecmi,to jest rowniez genialny blog rodziny bez granic (family without borders),gdzie rodzice z 6-miesieczna niunia pojechali dookola Morza Czarnego,a aktualnie sa w podrozy juz z dwiema dziewczynkami od Meksyku do Panamy! to sie nazywa odwaga
4 miesiące i 2 lata bez trzech miesięcy- tyle miały w tym roku moje dzieci na Woodstocku w Kostrzynie.
(Tak, tak, miały zatyczki do uszu, nie inaczej).
Reprezentuję skrajną nieodpowiedzialność;-)
Co do zawodu kury domowej to śmieję się, że mam opóźnioną depresję poporodową, bo coraz gorzej znoszę siedzenie w domu, zwracanie uwagi na każde wydane 2 zł, ale w perspektywie nie zamieniłabym tego na nic innego. I też z chęcią zdecydowałabym się na trzecie dziecko, ale tu już rozsądek podpowiada, aby się opamiętać.
Dzięki Karola za wypowiedź. Chciałabym pojechać w czerwcu na opener festiwal do Gdyni, ale nie bardzo było co zrobić z małym (będzie miał 9 miesięcy) i może go wezmę ze sobą
Mogę się mylić, ale Opener ma chyba nawet pole dla rodzin z dziećmi?
Na pewno europejskie festiwale tak mają.
Rok temu na Woodstocku mój starszy synek miał ok. 9 miesięcy- wszystko da się zrobić, a wspomnienia (raczej tylko dla rodziców) na całe życie!
W końcu ktos miał odwagę napisać świętą prawdę o macierzyństwie, mam 1 dziecko, ale planuję jeszcze 2. Chcielibyście widzieć miny moich znajomych kiedy to słyszą… Oczy im z orbit mało nie wypadną ze zdziwienia … albo uśmiechają się pobłażliwie i pytają czy wszyscy inni w rodzinie zdrowi… Szkoda, że ci, ktorym nie wystarcza jedynak traktowani są jak socjopaci.
@Adelheid
Oj tam, oj tam, my bylismy z Jadzia w Tunezji, jak miala 1,5 roku i nie takie kajtki tam jezdzily. Tego lata cala trojka wybralismy sie nad morze. Wycieczki po gorach, po zamkach z trojka to normalna sprawa. Olewac
byłam w galerii na kawie z koleżanką (przyzwyczajona już do uwag jakie to szczęście mnie spotkało) gdy tu baba mi wyskakuje z tekstem jakie to nieszczęście bliźniaki. Nawrzeszczałam i olała.
A wakacji nad morzem z całą trójka już się nie mogę doczekać
A i logistykę dziewczyny to my-mamy mamy w małym paluszku
wermutu jej, bo dobrze mówi
tylko może jeszcze dodam, że:
- z dzieckiem małym nieźle sprawdza się freelancerka lub insza telepraca. Owszem, zwykle zabierasz się za robotę jak młodzież już chrapie, czyli po godz. 21, ale jakaś kasa z tego jest (choćby na waciki tylko bylo), a dwa- nie ma się tej przerwy w pracowniczym zyciorysie.
- bezdzietni znajomi zaciążają szybciej niż ktokolwiek by się tego spodziewał, w związku z czym piwko o 21 na mieście zostaje zastąpione przez spotkanie rodzinne w srodku dnia. I tu wyrazy wdziecznosci dla pomyslowych przedsiębiorców, którzy w pobliżu różnych miejsc do zabawy (mam na myśli miejsca zadaszone, jak Figloraj, Bobolandia i insze wynalazki) organizują dla rodziców stoliki, a czasem osobne lokale gastronomiczne. Wtedy w jednym lokalu siedza dorosli, a w drugim szaleje dzieciarnia pod okiem ‘ochotnikow’. Fajne są tez spedy w domach, ale gdy zbierze sie ok. 20 luda,z czego niemal polowa mocno nieletnich to naprawde lepiej wybrac sie w teren
Ja siedzę w domku z dzieckiem i wydaje mi się że to najlepsza rzecz jak może być dla nas obojga( ja + córa). Żadna szkoła, dyplom, tytuł nie dał mi tak wiele jak moja Agatka. Pozdrawiam u mnie jest -18!
No dobrze. Wszystko pieknie. Pochwala Kurzyzmu domowego, cale grono osob ktore sie poczuly docenione. A ja jestem pracownikiem na caly etat, mama – na pol. I wiecie co? KOCHAM ten stan! To prawda, czas dla siebie mam bardzo ograniczony. Wstaje po 7 a ide spac po 1. Ale jesli sytuacja zyciowa mnie nie zmusi, to nigdy w zyciu nie zostane na caly etat w domu. Moze moja praca nie jest super uzyteczna spolecznie, nie jest super platna, moze rzadziej widuje przez nia swoje dziecko, a meza zaledwie godzine po tym jak skonczy prace. Ale jest tak, ze nawet gdy w pracy jestem bardziej zajeta (bo czasem zdarzaja sie dni nierobstwa) i przychodze zmeczona do domu, to strasznie sie ciesze ze czeka mnie cudowne popoludnie z corcia. Owszem, grono znajomych mi sie zawezilo, ale w momencie gdy wrocilam do pracy. Ludzie patrza na mnie jak na dziwolaga, dlatego ze ja naprawde lubie pracowac. Ze lubie spotykac sie z ludzmi. Ze lubie slyszec pochwale za dobrze wykonana prace. Ze lubie spotkac sie ze znajomymi na lunchu i porozmawiac o czyms innym niz odparzenia, kupki, wprowadzanie pokarmow stalych. Owszem, kupkowe rozmowy sie zdarzaja. Ale nie bylabym w stanie ograniczyc swojego zycia tylko i wylacznie do bycia mama.
To ze mniej widze swoje dziecko wplywa tylko i wylacznie pozytywnie na nasze stosunki. Mila sie cieszy ze widzi mnie, a ja sie ciesze ze w koncu widze ja. Nie jestem nia zmeczona, nie jestem wypalona. Wiem ze czasem nie mozna inaczej, ze trzeba zrezygnowac z pracy i rozumiem osoby ktorre podjely taka decyzje, bo byla najlepsza. Nie rozumiem natomiast osob, ktore siedza w domu, pomimo ze maja mozliwosc podjecia pracy.
no, Dori, nie każdy może lub chce wrócić do pracy. Przy pierwszym dziecku – wróciłam, gdy dzieć miał 8 m-cy, pomimo tego,że borykaliśmy się z jego alergią, obniżonym napięciem (po pracy tłukłam się z młodym na rehabilitację w inną część miasta) i konsultacjami w szpitalu klinicznym ( podejrzenie skazy krwotocznej). Daliśmy radę. Przy drugim powiedzieliśmy: basta! tak długo jak pociągniemy bez mojej pensji (a miałam o 1/3 wyższą niż mąż), będę z dzieckiem w domu. Gdy już podjęłam decyzję o powrocie do pracy (młoda miała niespełna 1,5 roku) otrzymałam od pracodawcy wypowiedzenie (przyjemnie – po 8 latach zatrudnienia dostać taki miły liścik polecony…)Teraz jest tak,że chcę i muszę iść do pracy, a na razie jej nie ma…Bynajmniej nie cieszę się z tego stanu rzeczy, zarąbiście chciałabym oderwać się trochę do dziecka i zacząć zarabiać. Ale staram się też w tej sytuacji widzieć pozytywy, no chociażby ten,że jeszcze nie muszę córki posyłać do żłobka. To byłam ja – zdesperowana kwoka (taki stwór kurzo-matczyny
)
Ehhh no wiem ze nie kazdy moze. I dlatego mowie ze dopoki nie bede musiala odejsc – zamierzam pracowac. A pewnie jesli bede musiala, to sprobuje wrobic w to meza, zeby on zostal kurem domowym :p
>przyjemnie – po 8 latach zatrudnienia dostać taki miły liścik polecony…
Nie znam drugiego kraju, w ktorym panstwo tak bardzo olewaloby sytuacje mlodych matek, a jednoczesnie opowiadaloby pierdy o polityce prorodzinnej. To naprawde smutne
A nie rozumiem kobiet ktore maja mozliwosc powrotu do pracy a z niej nie korzystaja. Mam tu na mysli takie mlode mamy, ktore maja cale wsparcie ze strony babci, czasem dwoch, a jednak siedza w domu. Wszystko pieknie jesli maja oszczednosci i starczy im od pierwszego do pierwszego. Ale sa takie rodziny, gdzie kobiety decyduja sie zostac w domu z wygodnictwa, nie maja oszczednosci, ledwo wystarczy im pieniedzy. A ona decyduje sie zostac w domu i sie „spelniac”. A co gdyby nie daj Boze glownemu zywicielowi rodziny cos sie stalo? Co wtedy? Wiadomo – jak nie da rady inaczej, to nie da rady inaczej. Nie ma co sie zabijac na sile.
Poza tym gdy zaszlam w ciaze, wszyscy sadzili ze juz nie wroce z maciezynskiego – tak jak to robi wiekszosc kobiet tutaj. Jak wrocilam, to bardzo mi wspolczuli a jak odpowiadalam im, ze ja sie tam ciesze, to patrzyli na mnie jak na zboczucha i kwitowali komentarzem w stylu: A to Ty juz wiecej dzieci nie chcesz? Nikomu nie przychodzi do glowy, ze mozna na maciezynstwo zdecydowac sie swiadomie a jednoczesnie planowac dalsza kariere zawodowa – o ile to co mam mozna nazwac kariera
Chce miec wiecej dzieci. W odpowiednim czasie. Gdy odbudujemy z grubsza nasze oszczednosci i gdy Mila troche podrosnie.
>Ale staram się też w tej sytuacji widzieć pozytywy
Wiec chyba jeszcze nie tak bardzo zdesperowana, skoro jakies pozytywy widzisz
I tak trzymac
tak się składa, że ja Dori doskonale rozumiem. Naprawę uwielbiam stan bycia matką, ale taką typową, patrzącą w dziecko jak wobraz, niestety nie jestem. Troszkę nam zadano bobu tym, że jak się dziecko pojawia, to od razu pojawia się też miłośc do dziecka tak totalnie wszechogarniająca, że już nic innego nie jest ważne… u mnie pojawiła sie przede wszystkim kolosalna odpowiedzialność, właśnie wszechogarniająca. dobrze że przy tym wszystkim nie miałam depresji poporodowej, bo bym sobie nie poradziła z własnymi emocjami. Miałam możliwość powrotu do pracy, gdy mój maluszek skończył 6 m-cy i byłam najszcęśliwszą babą pod słońcem – autentycznie. Człowiek dorosły musi przebywac także z dorosłymi, żeby łapać dystans do swojego życia, a jak same wiecie, dziecko pochałania nas, Matki, w 110% – tak to po prostu jest. Nawet, gdy nie jesteśmy z nim, to już nigdy nie będzie totalnej beztroski, czyż nie?
ja akurat jestem tzw. matką samodzielną (fajny zlepek frazeologiczny:) – nie ja go wymyśliłam oczywiśćie
)i możliwość odnalezienia się przynajmniej na te 15 min kawy porannej w pracy było bezcenne… inna sprawa, że zawsze w moim życiu bardzo ważne było, aby mieć czas dla siebie, przede wszystkim na połykanie wszelkiego rodzaju książek – a przy tak intensywnej opiece, jaką ma się na początku odnosnie dzidzi, stać mnie było tylko na czytanie Harrego Pottera, bo tylko tę fabułę rozumiałam:) co za max
Także Dori – rozumiem w 100%
Krusz, dziekuje za ta notke. Po ciezkiej, zabkujacej nocy jak znalazl
Bardzo dziękuję za tą notkę, przestałam się chwilowo czuć jak pasożyt… A przecież zapieprzam w domu jak dzika norka, robię zlecenia nocami i jeszcze pomalutku próbuję robić dyplom (a ten głosik w mojej głowie wiecznie: szybciej! mocniej! produktywniej!). Pozdrawiam wszystkie młode mamy, „nieodpowiedzialne dziwadła”.
PS. Pochwalę się że chyba hoduję Dave’a Grohla w spódnicy, ale to się okaże za lat parę bo ma dopiero półtora roku
nic lepszego niż posiadanie Dziecięcia nie mogło mi się trafić, no chyba że drugie Dziecię
@Dori
Nikt nie oczekuje od Ciebie zmiany stylu zycia i nigdzie nie napisalam, ze praca jest be. Twierdze jedynie, ze rodzac dzieci zrobilismy dla swiata rzecz BEZCENNA i powinnismy miec tego swiadomosc. I tyle
>Twierdze jedynie, ze rodzac dzieci zrobilismy dla swiata rzecz BEZCENNA
To nie ulega watpliwosci
A ja twierdze ze niektorzy sa lepszymi rodzicami dlatego ze chodza do pracy li i jedynie
jak to nie ma imprez, a ospa party i inne podobne? Dochodzi maluchów, to i urodzinkowe okazje są częstsze:) w chwili obecnej rok nabity jest taką ilością przyjęć, że prezent za prezencikiem się kupuje. i nijak zrzucić kilogramy zbędne, bo tyle torcików i ciacheczek.
gorące pozdrowienia i uznanie
A na serio, to ja znalazłam takie rozwiązanie, powrót do pracy ale nie pełen etat, tak pół wystarczy by wszystko jakoś połączyć a finansowo nie popłynąć. ale najbardziej zazdroszę mamom, które się zmobilizowały i wpadły na jakiś super pomysł i miast wracać do durnej roboty w molochu, założyły własną działalność,.
Bo nikt nie każe tylko siedzieć w domu, można znaleźć trochę czasu i nawet bez zarobkowo pisywać na forach ale nie towarzysko tylko doradczo i mieć poczucie, że życie nie stanęło nam w miejscu. Albo można założyć takiego bloga jak Kruszyna
Pół etatu jest klawe, kiedy na domowy budżet składają się zarobki obojga rodziców. W sytuacji, gdy jedna ze stron nie ma pracy vel próbuje dopiero rozkręcić interes lub gdy jest się samotną matką, wtedy pół, a nawet 3/4 to za mało.
Kruszyzno, melasy dzban wylałaś na drobiową mą duszę . :-]
Moja inwestycja długodystansowa dołącza do dziękczynnego peanu, wysokodecybelowym pieniem z czeluści bezzębnej paszczy!
Jeśli chodzi o perspektywę matki pracującej, to rzecz jasna chciałabym mieć czas tylko i wyłącznie na zabawę, śpiewanie bajek i czytanie kołysanek, pranie portek małego i dużego faceta etc., ale jeśli jest się ciągnikiem finansowym furmanki marki „Rodzina”, to jak wynika z roli Mamusi – ma (więc) musi.Kiedy wraz z końcem roku skończyła mi się umowa o pracę, a macieżyński w najlepsze sobie trwał, to miałam potężną, przysłowiową ” gulę” gdzieś na wysokości przełyku…
I jeszcze coś:
Kabanos na wynos – raz!
„Ja i moja żona”.
http://www.youtube.com/watch?v=nbpqB-lyH3o
a mnie dobrze jest łączyć etat mamy i etat zawodowy i do tego uczyć się po nocach
tzn. bywam zmęczona jak chudy szprot po sztormie, ale nie umiałabym zrezygnować z niczego …
a mały był zaplanowany co do dnia … jakbym miała słychać tego ględzenia , to w moim zawodzie dziecka bym nigdy nie miała, no max. jedno za 10 lat 
Ja na dziecko zdecydowałam się na VI roku studiów, moi koledzy z roku pukali się w czoło i ciągle słyszałam pytanie, jak mogłam tak wtopić
każdemu według potrzeb
Krusz, dzięki za notkę, trochę podniosła mnie na duchu, bo ciężki i nieprzyjemny dziś dzień miałam (no ok jeszcze trwa). PIerwszy dzień w pracy po macierzyńskim i na dzień dobry wypowiedzenie. Że niby zlikwidowane zostało moje stanowisko z tytułu reorganizacji działo. Bzdura totalna, bo dziewczyna, która przyszła na moje zastępstwo od września ma umowę o pracę z moim zakresem obowiązków (wiem z pierwszej ręki od innej koleżanki z działu), tylko stanowisko zmieniło nazwę. Nawet nie chcę mówić jak się czuję. 4 lata zaiwaniałam jak kretynka, niepłatne nadgodziny, nawet w ciąży zaawansowanej bywało, że musiałam być w pracy od 8ej do 23ej, do tego stopnia, że w końcu organizm odmówił mi posłuszeństwa. I co z tego mam? Wypowiedzenie w torebce, której nawet nie mam siły rozpakować…. Przy drugim dziecku już na macierzyńskim zacznę szukać innej pracy.
ja pierdziu…ale dziady, no! Zielona trzymaj się dzielnie!
Ech, ja dziś też zaliczam pierwszy dzień bezrobocia
. Póki co bardzo nie płaczę, nie muszę się martwić organizacją opieki nad małym, ale pewnie za czas jakiś, jak silniej odezwie się we mnie zew „do ludzi…”, inaczej będę śpiewać … Oj wtedy trzeba będzie odświeżyć tę notkę
W lico zw/jeża…plaga jakaś. Ja też w zasadzie na bezrybiu chwilowo. To chyba noworoczne żniwo reorganizacji, cięć i kryzysowej redukcji etatów. Gdyby nie zlecenia byłoby krucho…
A słyszałyście piosenkę Natalii Niemen”Jestem mamą”?Nucę ją sobie czasami,żeby dodać sobie otuchy!Ale poza wszystkim to,kurka wodna(próbuję nie rzucać kurwami;0),pitolenie o polityce prorodzinnej i równouprawnieniu,a z drugiej strony gnojenie(bo jak to inaczej nazwać?)młodych matek!Albo potencjalnych matek!Boszz!Pamiętam jak szukałam pracy po powrocie do Polski.Mężatka,”w latach”,potencjalna ciężarna..A kysz!Normalnie czułam się jak człowiek drugiego gatunku!Chyba teraz jak wrócę do obiegu, to na wstępie będę rzucać informacją,że mam bliżniaki i taki wiek,że kolejna ciąza to nie baaardzo..:)
Jak bozię kocham, wydrukuję sobie tę notkę, w złotą ramkę oprawię i powieszę nad łóżkiem.
Sama tez nie wiem, co mnie czeka po powrocie do pracy po podwójnym macierzyńskim/ wychowawczym, obawa trochę jest. Moja koleżanka wróciła na pół etatu, żeby mieć przez rok ochronę. Przyjęli ją kręcąc nosem, ale.. zmienili miejsce pracy (inna filia), bez własnego biurka i właściwie bez jasno określonego zakresu obowiązków. W świetle prawa cacy,a na co dzień gnojenie dzień po dniu, przynieś, wynieś, pozamiataj. Gdy w końcu zaproponowali, żeby sobie poszła w siną dal, gwarantując odprawę za czas do końca umowy, poszła. Zastanawiam się tylko, czy naprawdę nie ma instytucji, do której można się z takimi przypadkami zgłosić?
No bo skoro tak jak u Zielonej- redukcja etatu, a jednak ktoś robi to samo, tylko nazwano inaczej, to do- za przeproszeniem- kurwy nędzy żaden urzędas nie może dojść po nitce do tego samego kłębka i złapać pracodawcę- dziada za rękę, robiąc skuteczne nu nu nu? Ciekawa jestem, jakie macie doświadczenia?
Karola, jest taka instytucja – to sąd pracy
Kyja, tę odpowiedź znałam. Zastanawiam się raczej, czy istnieje precedens skutecznej pomocy młodym mamom przez PIP?Ta ma wgląd w dokumenty firmy, może prześledzić historię redukcji etatu i ocenić jej zasadność. To w teorii. Pytanie, czy ktoś w ogóle próbuje wspomagać się, khe, khe, PIP-ą i czy ktoś kiedyś zdołał coś uwalczyć.
Fajny tekst! Ja też siedzę w domu, ale z własnego wyboru. Taka była zresztą umowa z moim mężem – dziecko tak, ale jak będę mogła rzucić robotę.
Praca była dobra, popłatna, z fajnymi ludźmi, ale nie mogę powiedzieć, że realizowałam w niej swoje pasje. Stwierdziłam, że jak mężu chce potomka, to ja nie będę „rozdzierać się” między oporządzeniem dużego domu z wielkim ogrodem, gotowaniem, sprzątaniem, praniem, zajmowaniem się psem, Młodym i…, no właśnie – własnymi zainteresowaniami.
Nie możemy przecież zapominać o tym (będąc już tą „kurą domową” lub jak sama siebie nazywam „jastrzębiem udomowionym”), że jesteśmy czymś więcej niż tylko wielofunkcyjnym „robotem” do zadań domowych. Przecież każda z nas ma jakieś pasje!
Zawsze mnie wkurza pytanie znajomych: „I co znudziło Ci się już siedzenie w domu?”. Jakie znudziło? Jak wogóle można się ze sobą nudzić?
Młody ma teraz 10 m-cy, a ja oprócz standardowych zajęć domowych, nauczyłam się ostatnio układać kafelki. Wykańczamy dom, albo to raczej on nas wykańcza… ;P Obstrajkowałam robotników ciągle kręcących się po domu w zeszłym roku i sama codziennie po trochę kafelkuję pomieszczenia gospodarcze (ok.130m2 podłóg i ścian). Młody siedzi sobie w tym czasie spokojnie (przeważnie spokojnie) w kojcu (samoróbka: 140x200cm) i podziwia moją „gimnastykę”.
A co uwielbiam robić poza domowymi obowiązkami? Wymienię choćby kilka rzeczy: fotografia (chcę się wreszcie nauczyć w pełni manualnej obsługi aparatu!), komputerowa obróbka obrazów (jest dużo do podszkolenia w ps’ie), malowanie (na płaskim i na 3d – co mi w ręce wpadnie), karate (trochę niestety już zaniedbane), gry komputerowe (rpg i lekkie strategie), czytanie książek (ostatnio odrywam się od rzeczywistości przy fantasy i sci-fi), że nie wspomnę o moim marzeniu – nauce jazdy konnej…
Tak więc zupełnie świadomie porzuciłam pracę w biurze z założeniem, że nie wracam (zobaczymy jak to wyjdzie w praniu). Robię sobie WSZYSTKO na spokojnie i bez nerwów. Mężuś też jest bardziej dopieszczony, zatem i szczęśliwszy.
Kobietki, nie degradujmy się tylko i wyłącznie do funkcji gosposio-matek na pełen etat, tj 24 godz./dobę i 7 dni w tygodniu. Znajdujcie tę chwilę dla siebie i realizujcie się też w innych wymiarach. Każdemu potrzebna jest taka odskocznia od „tyry”.
Zgadzam sie, ze bycie matka jest istotne. Lecz zastanawiam sie odnosnie tego fragmentu (nie zlosliwie bo sama zastanawiam sie nad rzuceniem pracy):
„Skąd wiesz, może wśród czytelników tego blogu jest ojciec lub matka przyszłego laureata nagrody Nobla? Ja ostrzegam, moje córki mają wszelkie predyspozycje, by zostać premierem i prezydentem, miejcie to na uwadze Może jesteś rodzicem przyszłego wynalazcy, kosmonauty, profesora lub kogoś, kto jak nikt na świecie potrafi piec pączki. Nasze dzieci będą pisać ustawy i stanowić prawo. To nasz wkład w rozwój świata ”
A co jesli ktos ma corke i wychowuje przyszla kure domowa? W jaki sposob to pomogloby spoleczenstwu gdyby kolo sie zamknelo?
Żaden problem, zawsze można być babką laureata Nobla
A tak poważnie, toż w notce stoi, że urodzenie dziecka jest największym darem i wkładem w rozwój danego społeczeństwa, jaki można dać. Jeśli ktoś wychowuje przyszłą kurę domową, wychowuje de facto najlepszego darczyńcę. Czy to mało?
Taka przyszła Kura Domowa jeżeli ocz. z wyboru, zakłada spokojną rodzinę, pilnuje ogniska domowego, do takiej Łowca powraca do ciężkim dniu i znajduje ciepłą strawę i ma szansę nabrać sił by rano wyruszyć „po mamuta” dla rodziny, u takiej dzieci radosne bo mają w domu wszystko czego potrzebują do 14-15 roku życia najbardziej…i się kręci. A z tym porzucaniem pracy to nie koniecznie, może tylko poszukać takiej, która nie koliduje z byciem w domu – ja, po 9 latach „siedzenia” w domu doszłam do wniosku, że na etat do nikogo się nie nadaję, szkoda się ograniczać, i znalazłam sposób na swoją firmę
A ja byłam dziś w nieszczęsnym PIP-ie i pan prawnik radośnie mi zaświergotał cytuję ” Nieznajomość prawa szkodzi”. Tzn, że gdybym wróciła na niepełny etat, to nikt nie miałby mnie prawa wywalić na pysk. A je kretynka chciałam być w porządku wobec firmy, bo zapewniał mnie mój szef yeah bunny, że miejsce na mnie czeka, a jakże! No i sobie wróciłam na pełny etat. Po tej akcji, to przy następnym dziecku na pełny etat wracać nie zamierzam… Tyle mnie to nauczyło, że bycie fair można sobie w buty wsadzić. Wkurw mi jeszcze od środy nie minął. Czuję się jak Matka Polka drapieżna, której ktoś dziecię skrzywdzić próbuje.
Pan w tej PIP-ie jest idiotą. To znaczy owszem, nieświadomość prawa szkodzi, ale on nie jest od tego, żeby Cię oświecać, tylko żeby Ci pomóc. A najwyraźniej nie chce mu się dupska ruszyć. On nie rodził, kufa.
Bycie fair zawsze się opłaca, jak nie natychmiast, to w końcowym rozrachunku
Zielona, jeśli chcesz sprawę skierować np. do sądu pracy -masz na to tylko 7 dni od daty otrzymania wypowiedzenia.
He
Prezydent rośnie u mnie w domu
Ale w pełni się zgadzam! Kury domowe – piersi w górę! I rozejrzyjcie się po okolicy, czy tam gdzie nie ma podobnych wam, od lat propaguję zawód Gospodyni domowej – wymaga wykwalifikowania welokierunkowego, zdolności zarządzania, majstersztyku logistycznego, a wszystko z gracją tancerki i wyglądem celebrytki, …a co ja zresztą wam będę mówić
same wiecie najlepiej – słowem, Kury domowe, bądźcie z siebie dumne, jesteście światu potrzebne!
już to mówiłam i powiem jeszcze raz: fajnie, że jesteś
kyja, wiem wiem, już się zainteresowałam wnioskiem do sądu i poniedziałek/ wtorek będę składać. Chcę zawalczyć o odszkodowanie. Mój szef (były już na szczęście) zachowuje się jak mały chłopczyk – wypowiedzenie dostałam przed godzinami pracy (kazał przyjść wcześniej, chyba po to, żeby nikt mnie nie zobaczył), a po odbiór swoich rzeczy z biurka próbował ściągnąć mnie do biura w sobotę. Niedoczekanie! Nie jestem złodziejem, żeby się kryć po kątach.
trzymam kciuki !
ja nie będę się rozpisywać:dzięki:)