Uwaga, zapodaję hardcore, wrażliwi nie czytać. Albo przynajmniej zasłonić jedno oko. Nie mam krzesełek do karmienia. Zupełnie nie mam, ani jednej sztuki. I zupełnie przy bliźniaczkach nie używałam. I żyję. Można? Można
Jakoś nie starczyło nam motywacji, żeby kupić, a ta IKEA cholernie daleko. Najpierw młode szamały obiadki w bujaczkach, potem były trzymane na kolanach, a teraz weszły na wyższy poziom ewolucji i siedzą przy plastikowym dziecięcym stoliku. Różowym. Czy też rurzowym, jak stwierdziłby klasyk, ale może poprzestańmy na tej dawce sadyzmu i zostawmy klasyka w spokoju. No i krzesełka jeszcze dziecięce mają. I grzecznie, muszę przyznać, siedzą.
Na stole oprócz tego, co powinno, czyli strawy pojawia się najprzeróżniejsza martwa natura, której zadaniem jest na tyle przykuć uwagę młodzieży, żeby ta zechciała opróżnić michę do dna. Tym razem w rolę rzeczonej natury wcieliły się klocki Lego.
Pierworodna krytycznym wzrokiem omiotła plastiki uwalane w zupce pomidorowej i objawiła światu pewną dozę krytycyzmu.
- A w przedszkolu to nic nie może leżeć na stole.
Postanowiłam przyklasnąć chwalebnej idei i ugruntować właściwą postawę życiową.
- Bardzo dobrze ci mówią w przedszkolu. Nic nie powinno leżeć na stole.
- Ale tutaj leży. Bo tu jest dom.
No. Jeśli ktoś potrzebuje jakiegoś podręcznika w stylu „Jak szybko i skutecznie zepsuć dzieciaka”, niech da znać. Służę fachową wiedzą i doświadczeniem


Kalendarz ciąży

matki kompletnie nie nadają się do wychowywania swoich dzieci.mój synek opiekunki słucha się bez mrugnięcia okiem, a ja mogę mówić,prosić, grozić.bo tu jest mama – jakby powiedział młodociany klasyk
Jadzia zabija tekstami
u nas też podczas posiłków pełno różnych przedmiotów jest na stole (płyty z bajkami,przedmioty biurowe, czasem pluszak). My dla odmiany mamy krzesełko do karmienia, ale młoda ostatnio woli jeść przy małym stoliczku, tu z kolei nie mamy jeszcze małego krzesełka
Krusz- nie znasz pierwszej żelaznej zasady jak wychować sobie niejadka?- 1) zabawiaj podczas jedzenia.
Ha ha, u mnie niejadek tylko wtedy wciągnie pokaźny obiad, kiedy nakarmimy przy okazji wszystko co nam przyjdzie do głowy, potem do buzi wjedzie straż pożarna= jedzonko, bo to remiza, a na końcu kiedy picie też jest trujące zgasimy nim pożar w buzi. Wczoraj tankowaliśmy samochód, czyli piliśmy na zmianę- synek i autko. Już daaaaaawno zrezygnowałam z pedagogicznego niezabawiania dziecka przy jedzeniu- wzrost wagi jest dla nie ważniejszy, niż książkowe zasady (a wcale dziecka nie tuczę, mały był swego czasu przez alergię poniżej 3-go centyla, teraz jest znacznie lepiej, ale o wagę dbamy).
a ja poproszę o dalsze wskazówki, bo mam dwa niejadki w domu: prawie 6 lat i 10 mieś. Cholery nie usiedzą na miejscu. młodszego więzi na szczęście owe krzesełko, jak dla mnie cud natury tylko szkoda że ograniczony przestrzenią czasową. zabawki a i owszem, są. najchętniej czyta broszury z pracy
ten mały znaczy. starszy robi co chce, niekoniecznie je i siedzi przy stole. ani nagrody ani kary nic. a głodu to to wcale nie czuje
o respekcie nie wspominając
Odnośnie niejadkowości notka już była o tutaj: http://www.dzieciowo.pl/2011/08/moje-dziecko-jest-niejadkiem-czyli-bzdura-miesiaca.html
Stwierdzam na własnej skórze, że dobrze jest delikwenta przegłodzić. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś w obliczu śmierci głodowej wzgarcił kotlecikiem a domagał się żelków
Trzeba się tylko samemu przełamać i zlekceważyć ewentualne jęki. Kiedyś zgłodnieje, nie ma bata. To brutalna metoda, wywołująca w postronnych (zwłaszcza w babciach) omdlenia i szlochy, ale skuteczna. Przynajmniej u mnie zadziałała. No i przedszkole – zbawienne, naprawdę zbawienne.
no na wlasnej skorze doswiadczylam, ze przeglodzenie nie zawsze jest skuteczne. wszystko zalezy od tego, co jest przyczyna niejadztwa. u nas byl rodzaj dzieciecej depresji zwiazanej z sytuacja w domu. gdybym sluchala rad lekarzy i innych, i czekala, juz bym dziecka nie miala. na szczescie, posluchalam swego serca, i po 3 tygodniach spakowalam manatki i wyjechalam. dziecko skrajnie wychudzone (zjechalo z wagi 12,4 na 9,7kg przy blisko 1m wzrostu) trafilo na obserwacje do lekarza i psychologa. udalo sie je uratowac. co wcale nie oznacza, ze nie ma nawrotow. ale teraz juz wiem jak postepowac.
wiec najpier warto sprawdzic, czy niejadztwo, to nie efekt choroby!
Jasne, że warto sprawdzić. Ale tutaj już w grę wchodzi coś, co można nazwać wyczuciem i zdrowym rozsądkiem rodzica. Zakładam, że wszyscy takowe mamy. I omówmy się, odmowa jedzenia z powodów chorobowych jest bez porównania rzadsza niż odmowa jedzenia z powodu nieodpowiednich nawyków żywieniowych.
Beatadrz – sroki, ale nie ma czegoś takiego jak dziesięciomiesięczny niejadek o.O Zdrowe dziecko się nie zagłodzi, choćby nie wiem co. Może jednak zrewiduj swój pogląd na żywienie dzieci?
P.S. Mnie także krzesełka do karmienia są obce
I do tego nigdy nie były potrzebne
Może gdyby mi ktoś powiedział, że takie trzeba mieć, to bym miała, ale już za późno chyba
Wenus, to znaczy,że nie karmiłaś się w ciąży tekstami z gazetek parentingowych
i dobrze! bo ja czytałam tego potworne ilości w pierwszej ciąży i…nabawiłam się kompleksów! Że nie mam dla dziecka tego, śmego i owego! zbędną komodę na ciuszki załatwiłam, a co! przy drugim dziecku po prostu opróżniłam półkę w szafie (swoją drogą, jak odzież czterech osób mieści się w jednej 3-drzwiowej szafie?)
Pomimo uodpornienia, poczułam przez moment wyrzut sumienia,że drugiemu dziecku nie kupiłam pchacza (tak była skonstruowana reklama gadżetu…)
hehe, no drugie dziecko uodparnia
Bez dwóch zdań, ale czasem mam wyrzuty, że Młoda masę rzeczy dostaje po bracie, zamiast specjalnie dla niej wyszukanych
No ale trudno 
P.S. Gazetek rzeczywiście nie czytałam, brak mi do tego cierpliwości
my nie mamy krzesełka a jak mała nie chce jesc to starsza siosra ją karmi
My mamy krzesełko ale tylko dla tego że dostaliśmy po kuzynie ale takie najprostsze z ikei
na szczęście Młody szama bardzo ładnie, nie zależnie czy siedzie w krzesełku, na kolanach czy na zwykłym krześle
U nas krzesełka juz czekają… bujaczkow nie mamy, poki co stos poduch, na nie ręcznik, ikeowe fartucho – sliniaki, łycha w dłon i Gosia zajada a Marysia pluje
Zaopatrywanie się bez opamiętania w bujaczki, krzesełka i inne graty skutecznie ogranicza metraż mieszkania. U nas musi być względna przepustowość, żeby wózek choćby przejechał do wyjścia…
pozostając przy sprawach spożywczych, to ja ostatnio mówię do mojej prawie 3latki:
- Skarbie, może będziesz sama jeść obiadek. Jak będziesz w przedszkolu to nikt nie będzie cię karmił.
A moje dziecko na to:
- Jak będę w przedszkolu to będę jeść sama ale to jest dom a nie przedszkole i dlatego musisz mnie karmić.
Rozbroiło mnie to kompletnie i zabrakło słów na komentarz. Wzięłam karnie łychę i zaczęłam karmić.
Cudowny dialog matki i córki, bez zbędnych słów … pełne porozumienie
fajne, fajne
my w krzesełku. Ja tylko gadam do niego jak najęta, opowiadam co robiliśmy razem w domu, rak robi krówka, jaką piosenkę babcia śpiewa itd itp. A mały szeroko otwiera oczy, słucha i ze zdziwienia otwiera ziapkę, a ja wtedy…cyk i łyżka do buźki. Oski do niejadków nie należy więc w sumie nie muszę go zabawiać, ale pogadać lubię, a Oski to świetny słuchacz i czasem coś dopowiada po swojemu
Bez krzesełka!! Oł maj god!! Chylę czoła
My w krzesełku, ale bez zabawek – jak mała skończyła rok rozstaliśmy się z zabawiaczami w czasie posiłku bezpowrotnie.
U nas ostatnio doszło do tego, że wszystkożerny 1,5-latek karmił przy obiedzie 5-letniego „niejadka”
ja się złamałam..
mała kończy zaraz 7 miesięcy, a ja zamówiłam krzesełko do karmienia
wszystko przez wiercipięctwo mojego bąbla – nie idzie jej utrzymać na kolanach, nie wspominając już o przytrzymywaniu wędrujących do pysiora rączek.. stwierdziłam, że w trosce o moje zdrowie psychiczne oraz jej bezpieczeństwo lepiej będzie przypiąć ją pasami