Aaaaaaby hartować organizm
Niewyspani, spójrzcie jeszcze raz na tytuł notki. Organizm, nie orgazm
Skoro wyjaśniliśmy sobie to fundamentalne nieporozumienie, to pozwolę sobie polecieć sucharem.
Pamiętacie Festiwal Piosenki Żołnierskiej? To było pytanie do dinozaurów
Tak, było coś takiego. Jakości tamtych wykonań (przecz ze słowem „wykon”!) i choreografii nie da się porównać absolutnie z niczym. Do tej pory pamiętam przebój, w którym leciało jakoś tak:
Hartuj się, hartuj się, bo kto się hartuje,
Nigdy nie, nigdy nie, nigdy nie choruje
Hartuj się, hartuj się, wysiłku nie żałuj.
Kto to wie, kto to wie, ten nie ma kataru.
I chodziła taka pani w kusym fartuszku pielęgniarskim z wielką strzykawą. Hicior nie do pobicia. Pani ze strzykawą płynnie nas przepchnęła do tego, co będzie meritum notki, czyli do podnoszenia odporności u potomstwa.
Gdybym miała określić jakąś hierarchię rodzicielskich priorytetów, to wzmocnienie odporności u dzieci stałoby na pewno bardzo wysoko, zapewne na podium. I to zupełnie normalne, bo dziecięce choroby są upierdliwe pod każdym względem. Człowiek normalnie do roboty iść nie może, tylko na zwolnieniu siedzi, kosztuje to kupę kasiory, dziecko jest marudne i w ogóle bez kija nie podchodź, a starszak do tego funduje sobie zaległości edukacyjne, które potem musi nadrabiać. Same straty. Nie mówiąc już o sposobach ocierających się o łamanie konwencji genewskich w celu zaaplikowania niezbędnego lekarstwa. Stajemy więc na rzęsach, by tę odporność nieletnich wzmocnić.
No i teraz jak to robimy. A różnie.
Jeśli chodzi o produkty pochodzenia aptecznego, to mamy do wyboru, do koloru. Chociażby tran. Czasy, kiedy w przedszkolu dostawaliśmy obrzydliwą w smaku ciecz (dostawaliście?), odeszły bezpowrotnie w niebyt. Dzisiaj są trany smakowe, choćby cytrynowe, które pozwalają zminimalizować traumę. Dostępne są rozmaite preparaty zawierające witaminę C i rutynę. Dostępne są w formie płynnej, bo ta najmniejsza młodzież tabletek nie łyka. Mamy rozmaite syropki zawierające wyciąg z czarnego bzu, malin i wszystkiego, co ma za zadanie odporność wzmocnić. Podaż jest taka, że popyt musi naprawdę zapierniczać kurcgalopkiem, żeby dotrzymać kroku
Wiadomo więc, co organizm może wessać, ale to mało. Trzeba wiedzieć, co z tym organizmem robić. Przyznaję się bez bicia, że w dziedzinie podnoszenia odporności jestem cienki Bolek. Trzymam się kilku zasad, w których działanie wierzę. A przynajmniej się staram. Cóż takiego robię?
Po pierwsze zależy mi na tym, żeby młodzież przebywała na świeżym powietrzu, kiedy tylko można. Wiadomo, że jeśli mamy -15 stopni, to spacerek sobie odpuszczę, ale przy temperaturach bliższych zera, kiedy nie, ekhm, wieje jak w kieleckiem i nie pada deszcz, spokojnie można wyjść.
Staram się młode optymalnie ubierać. Nie za grubo, nie za lekko. Na cebulkę, czyli tak, żeby można było zawsze zdjąć warstwę wierzchnią (jakby powiedział Osioł w Shreku) i dziecko nie zostało od razu w krótkim rękawku. Czyli zamiast grubej kurtki, pod którą będzie lekka bluzeczka, wolę zapodać lżejszą kurtkę, pod nią sweter i pod nią rzeczoną bluzeczkę. Jeśli nieletnim zachce się brykać, mogę kurteczek się pozbyć, a one nadal nie zostaną gołe.
Po trzecie – i za to mogę zebrać baty – stoję na stanowisku, że sterylne warunki w domu bardziej zaszkodzą niż pomogą. Odporność nabywamy w reakcji na drobnoustroje. Jeśli drobnoustrojów nie ma, organizm niczego się nie nauczy, bo nie ma odpowiedniego bodźca. Przyznaję się bez bicia, że pozwalam dzieciom podnosić i zjadać to, co im spadnie na podłogę. Nie szaleję z domestosem piętnaście razy dziennie. Nie wyparzam butelek za każdym razem. Dobra, powiem prawdę. Prawie w ogóle tego nie robię. W domu jest zwierzę typu pies, które ma to do siebie, że leje na dworze, czyli obowiązkowo co najmniej trzy razy dziennie wnosi na sobie do domu to, w co wlazło. Dzieci mają upierdliwy zwyczaj tulenia zwierza na dzień dobry i przy każdej możliwej okazji też, a totalną nirwanę zaliczają, jeśli piesek da im buzi, czyli przejedzie ozorem po twarzy. Jeśli to tępię, to dlatego, że któregoś tulenia pies może po prostu nie przeżyć. Dzieci wszak rosną.
Jeśli chodzi o syropki i tego typu sprawy, to młodym do picia dołączam przepisową ilość witaminy C w kropelkach. Pierworodnej kupuję oprócz tego multiwitaminę w formie rozpuszczalnych, musujących cukierków. Uwielbia je, trzeba odganiać kosturem.
To wszystko, więcej grzechów nie pamiętam. Czy słusznie postępuję? Czas pokaże, a zdania społeczeństwa mogą być podzielone
Być może powinnam działać inaczej, może błądzę. Powiedziałam, jak to wygląda na moim poligonie, ale bezcenne będzie usłyszeć, co wy robicie, żeby podnieść odporność u dzieci. To się na dodatek może opłacić
I tym sposobem przechodzimy do wisienki na torcie, czyli do konkursu. W konkursie są oczywiście nagrody, bo jakżeby inaczej. Trzy zestawy nagród konkretnie.
W skład każdego zestawu wchodzi elektroniczny termometr bezdotykowy, koc z mikrofibry i plastry Ibum Ice. Fajny zestawik? Fajny, myślę. Co trzeba zrobić, żeby go wyhaczyć? Rzecz prostą jak konstrukcja cepa. Zanim jednak przejdę do szczegółów, pozwólcie, że zapodam dwa filmiki, jako że to nie ja się rujnuję na nagrody
.
No dobrze, to jak zgarnąć nagrodę? Trzeba w komentarzu do tej notki konkursowej zawrzeć odpowiedź na następujące pytanie:
Jak hartujesz malucha wiosną, jesienią i zimą, żeby wzmocnić jego odporność?
Konkurs trwa do 15 lutego do 23.59. Żeby zostawić komentarz na tym blogu, trzeba podać adres e-mail. Niech będzie to taki, na który sami zaglądacie, bo tą drogą będę kontaktować się ze zwycięzcami
Szczegóły konkursu możecie przeczytać w regulaminie. Korzyść zatem podwójna. Nie dość, że komuś podpowiesz naprawdę fajną metodę i w ten sposób przysłużysz się społeczeństwu, to jeszcze zyskasz gifcik.
To co? Na koń i w szranki!



Kalendarz ciąży

Twoje metody chyba dobre, bo i u mnie się sprawdzają.spacerom nie odpuszczam prawie nigdy i potrafią trwać dobrych kilka godzin, a bywały i całodniowe. było i tak, że jak spadły śniegi uniemożliwiające przejazd wózkiem, to siedziałam z dzieckiem na balkonie, byle trochę powietrza i promyków słońca złapało. w mieszkaniu temp. ok.18 stop. i to od noworodka, a w nocy to i do 16 stopn.obniżam.mąż bałaganiarz, więc o sterylność baaaardzo trudno. jest też kot. witaminek nie daję, za to co chwila podsuwam różne owoce, warzywa.efekty są. syn w swym blisko 2,5 letnim życiu 2 razy był kaszlący i zakatarzony, raz miał zapalenie ucha.a podkreślę, że przez 7 m-cy chodził do klubu malucha. córka też zdrowa, ale ona ma dopiero 3 m-ce.
Mam dwójkę dzieci: Ania 2,4 msc i Tomek 4 msc. Ogólnie zdrowe, warunków sterylnych brak w przy 3 psach i 4 kotach.
Po pierwsze: wietrzę. Często i namiętnie wpuszczam świeże powietrze do domu. Kołdry i poduszki wyrzucam na dwór gdy tylko mogę.
Po drugie: zimą serwuję zupy. Zawiesiste, gęste i pełne mięska oraz warzyw, najchętniej jedzą krupnik z kaszą, pomidorową i ogórkową (z własnoręcznie ukiszonych ogórków i pasteryzowanych pomidorków)
Po trzecie: dużo na przebywamy na dworze, gdy tylko temperatura na to pozwala już nas nie ma w domu.
Po czwarte: wierzę w moc świeżych owoców i warzyw; podsuwam córce i mężowi jak najczęściej
Po piąte: nie zabieram bez potrzeby dzieci w wielkie skupiska ludzi typu centra handlowe – wylęgarnie chorób: to zło
Po szóste: daję córce jogurty, a małemu probiotyk – dobre bakterie muszą być
Po siódme: recytujemy wierszyk:
Doktor Rybka niech nam powie,
Jak należy dbać o zdrowie!
kto chce prosty być jak trzcina,
Gimnastyką dzień zaczyna!
Całe ciało myje codzień
pod prysznicem, w czystej wodzie!
Wie, że zęby białe, czyste
Lubią szczotkę i dentystę!
Pije mleko. wie, że zdrowo
chrupać marchew na surowo!
Kiedy kicha, czysta chustka
dobrze mu zasłania usta!
Chcesz, to zobacz na obrazku,
Jak jeść jabłka bez zarazków!
Rób tak samo, bo chcesz chyba
Taki zdrów być jak ta ryba!
Przez ten wierszyk mamy akwarium w domu
Bardzo dobry wierszyk. Pożyczam ;-]
ja w zasadzie robię podobnie, jak stoi w notce: zimą zapodaję dzieciom witaminy syntetyczne (młoda w kropelkach, młody w żelkach), pobyt na dworze, ubieranie na cebulę (dostosowane do warunków panujących na zewnątrz, ile ja naoglądałam się dzieci opatulanych jak na syberyjskie mrozy, gdy temperatura oscylowała wokół 0!), wietrzenie mieszkania, nie szaleję ze sprzątaniem (młoda też zgarnia „am”z podłogi) i nie przegrzewam dzieciaków, gdy wchodzę gdzieś z nimi na dłużej, od razu jest rozbieranie kurtek, czapek. Zadziwia mnie to, ile ludzi tak nie robi, nawet ze sobą… Ze znanych mi przypadków, dzieci najczęściej chorują, gdy są…przegrzewane!
U nas żelazne zasady w calorocznym hartowaniu :
1. Jak juz było pisana nie przegrzewanie dzieciaka. Zazwyczaj tylko jeden rękaw wiecej niz u dorosłego. Oczywiście jeśli człowiek jest zmarzluchem to jest gorzej.
2. Nie przepadam za nadmierna sterylnos więc u nas tez jej nie ma
3. Wietrzenie mieszkania co dzień
4. Codzień spacer. Jestem w tej komfortowej sytuacji ze temp nie spada poniżej 0 więc zawsze można wyjść. Oczywiście jak tylko nie pada
5. W codziennym menu zawsze jest cebula i czosnek. Jula (4,5 roku) uwielbia syrop z cebuli i czosnku więc pijemy co wieczór. Wiadomo nie od dziś ze to najlepsze na podwyższenie odporności
6. I najważniejsze. Hartujemy sie podczas kąpieli. Po każdej kąpieli na sam koniec przez około 2-3 min polewamy chłodna a czasami i juz zimna woda. Ciepły naprzemian z zimnym strymieniem wody najlepiej hartuje organizm.
Dzięki temu młoda prawie wogule nie choruje. Zdarza sie katar czy kaszel ale jak to w szkole dziecko łapie. I co jest najdziwniejsza rzeczą. Tu w UK dziecko chodzi do szkoły jak ma kaszel, katar i nawet gorączkę nie przekraczającą 38 stopni. Więc nawet z lekkim przeziebieniem Jula w szkole jest.
Zasady są w większości standardowe: nie przegrzewać, dużo spacerów, o ile pogoda pozwala, dużo owoców, warzyw, mało mleka, mało cukru i łyżka tranu (niesmakowego, dla mnie smakowe są o wiele bardziej ohydne).
Dodatkowe syntetyczne bomby witaminowe czy preparaty z rutyną, aronią, lipą i inne takie podaję opcjonalnie – tylko wtedy, kiedy na coś się zanosi, żeby nas nie zaniosło dalej.
A, no i niespecjalnie sterylizuję i izoluję. Uważam, że jeśli dziecko jest zdrowe, nie ma zaburzeń odporności, może się spokojnie stykać z bakteriami, katarami czy przeciętnym mieszkaniowym brudem.
Hartowanie to wzmocnienie organizmu przez cały rok niezależnie od pogody bo pogoda jak wiadomo jest zawsze
W wiosnę ubieramy młodego warstwowo, aby na spacerach się nie przegrzwał, w lato kąpaliśmy się (mimo zakazu babć) w naszym nie za ciepłym morzu, korzystaliśmy ze słoneczka i lataliśmy gołymi stopkami po świeżej trawie, jesienią robimy soczki owocowo-warzywne i dużo spacerujemy, zimą nie unikamy mrozu, lepiemy bałwana i wychodzimy z domu pomimo mrozu.
przebywaliśmy określoną ilość godzin (latem nawet 4-5h, jedzonko, pielchy w torbę i na wycieczkę
). Spacerowaliśmy codziennie, nawet jak była mżawka, brałam parasol, pokrowiec na wóżek i wio na powietrze-młody spał jak suseł. Zima z temperaturą -10 też nam niegroźna, nawet teraz przy -20 jeździmy wózkiem do żłobka. Mały wygląda jak Michellinka, opatulony w folie, ale zadowolony i wierze ze krzywda mu sie nie dzieje, zreszą żłobek bardzo blisko.
U mojego 2 letniego synka od urodzenia wygladało i wygląda to tak…młody urodził się w zimę, po werandowaniu na świeżym powietrzu, zaczelismy spacerować, zależnie od pogody na polu (dworze)
Wietrzymy mieszkanie i nie grzejemy za mocno, nie chodzę ze ścierką i wszystko funkcjonuje z rozsądkiem, aby nie przecholować ani w jedną a ani w druga stronę-równowaga musi być
Dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy, w które głębko wierze, jest zamacnianie organizu poprzez zdrowe natralne odżywianie. Po odstawieniu od piersi, tylko przez miesiąc podawałam słoiczki, potem zaczęłam gotować przeciery, zupy, potrawki po prostu zdrowe, urozmaicone obiady. Zupy polskie, żurki, warzywne, kwaśne, treściwe. W diecie jest dużo kasz, gryczana, jaglana (mistrzyni), jęczmienna, jajka, mięso, dużo owoców, warzyw-cebla, czosnek, od jakiegoś czasu niewielkie ilości miodu, czasami jak młody wyrazi chęć podaje tran, natomist nigdy nie stosowałam suplementów diety jak marsjanki, syropki na apetyt i tego typu sepcyfiki. Przy tej ilości owoców, które pochłania syn nie widzę po prostu sensu, apetyt też ma słuszny. Nie podaje także przetworzonej słodkiej żywności, serków homo, danonków, activii brrr, słodzonych napojów, kostek rosołowych, vegety…itp. Jednak wszystko dla ludzi, jak prosi o cisteczko zje ciasteczko, jak chce raz na jakiś czas kostkę ptasiego mleczka to przecież nic sie nie stanie jak zje kosteczkę. Rośnie jak na drożdżach i w swoim 2 letnim życiu, chodząc rok do żłobka, raz brał antybiotyk i może 4 razy miał infekcje (pierwsza w wieku 7 miesiący) (katar, kaszel) przy, przy których brał tylko syropy. Intucja, wiedza, zdrowy rozsądek i konsekwencja gwarancją sukcesu (oczywiście, że są dzieci, które mimo tych wszystkich poczynań chorują, ale warto te zasady stosować i zapobiegać). ZDRÓWKA DLA WSZYSTKICH
U nas z odpornością ostatnim czasy kiepsko:( jednak się nie poddajemy i walczymy!!!
Tak więc przede wszystkim dieta- bogata w różnego rodzaju warzywa i owoce,które dostarczają nam całej masy witaminek:) Ja osobiście jestem zwolenniczką tzw. „zimnego chowu” zero przegrzewania, często wietrzymy mieszkanie a na dwór nie zakładamy 3 czapek:P
Sport, sport i jeszcze raz sport i bardzo częste wypady na dwór, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku:P Nie biegamy w czasie wichur lub deszczy…
A na koniec coś co moje dzieci uwielbia, o dziwo!! Tran…koniecznie o smaku cytrynowym:))
tak więc u nas standardowo…:)
Dinozaurem nie jest, więc Festiwalu nie pamiętam
Tranu w przedszkolu też nie było. Nad odpornością jakoś specjalnie się nie rozwodzę, ale ogólnie mamy zimny chów
Gdzie nie pójdę – do znajomych starszych czy młodszych, z dziećmi czy bez – wszędzie cieplej niż u nas. Synek znajomych w swetrze, mój w krótkim rękawku. Ubieram go tak jak siebie – Mąż chodzi w cieplejszych ciuchach
Względnie sterylne warunki moje dziecię miało jedynie w szpitalu, chociaż przyznam, że jak smok na ziemię spadnie, to wyparzam. Flipsa w takim przypadku nie wymieniam :p Jak wróciliśmy do domu z trzydniowym Krzysiem i obsiadła go moja familia nie było szans żeby np. dopilować, czy moje siosry (podstawówka, wiecznie niedomyte) umyły ręce czy inne takie.
Na spacery przestaliśmy chodzić jak ja przestałam znosić temperaturę za oknem. Chociaż wczoraj byliśmy, bo do kościoła – synek ma okienko w budce, przez które ogląda świat (bo jeszcze w gondoli jeździ, na brzuszku) – więc się trochę wywietrzył.
Poza tym ogólnie się nie certolimy: warzywa od samego początku normalne, sklepowe, p r y s k a n e; proszek dla dorosłych odkąd nam się skończyło pierwsze opakowanie dziecięcego. Zabieramy go ze sobą wszędzie, do sklepów, do kościoła, przecież nikt go tam nie obmacuje… Ogólnie traktujemy go jak normalnego człowieka.
W okresie jesienno-zimowym dostaje Cebion Multi.
Moja córeczka ma dopiero 6 miesięcy, więc u nas duże znaczenie ma karmienie piersią. Oprócz tego od zawsze wychodzimy codziennie na spacer i to trwający czasem 2-3 godziny. Od kilku dni, z powodu mrozów, jesteśmy trochę uziemieni, więc codziennie ubieram malucha w kombinezon, przykrywam kocykiem, otwieram okno w pokoju i tak sobie śpi godzinkę. Bardzo często wietrzę mieszkanie, szczególnie przed każdą drzemką i snem. Temperatura w dom to maksymalnie 20 stopni, w nocy mniej. Ubieram dziecko tak jak siebie, na spacerze jedna warstwa więcej i zawsze na cebulkę. Czasem zapobiegawczo, gdy mała wyda mi się „podejrzana” podaję wit. C i wapno. I najważniejsze: dużo się bawimy i śmiejemy, bo „Śmiech to zdrowie!”
Kurcze!Czytam Was dziewczyny i popadam w skrajne poczucie winy…Że nie mam pojęcia o hartowaniu swojego dziecka.Uderzam się w pierś przyznając:”moja wina,moja wina”,zdając sobie jednocześnie sprawę z tego dlaczego ten mój 6-latek co chwilę jest chory.Bo ten pieronek,gdybym zapodała mu czosnek z cebulą,to by pluł po ścianach na kilometr,owoce mogą sobie leżeć koło jego nosa,w celu obserwacji procesu gnicia,warzywa preferuje jedynie plastikowe do zabawy…i nie wiem dlaczego tak jest…kiedyś pochłaniał zupki warzywne,był do nich przyzwyczajony od małego.Teraz „mu przeszło”,zupka ewentualnie „z kiełbaską”(czytaj:żurek).I jak tu „zmusić” swą pociechę do zdrowszej diety?Dobrze,że lubi biegać po dworze!W zimę chce po domu śmigać w krótkim rękawku,już nie oponuję,dochodząc do wniosku,że nie może mu tak być zimno skoro wkurza się na moje pytanie:”nie jest Ci zimno?”Za radą mojej znajomej kupiłam ostatnio miód Manuka.Podobno to taki naturalny antybiotyk z probiotykiem w jednym.Jesteśmy w procesie próbowania na żywym organiżmie(sama też podjadam i nawet udał mi się „zatrzymać” jakieś przeziębienie,które atakowało moje gardło).Trzymajcie kciuki!
anitta, mój 7- latek też nie ruszy syropu cebulowego czy cebulowo-czosnkowego, warzyw też nie lubi (oprócz ziemniaków, ale po obróbce termicznej witamina c pewnie w śladowych ilościach), ze świeżych owoców teraz może jeść tylko banany. W zasadzie warzywa je po obróbce termicznej (zupy, potrawy typu ryż, mięso i warzywa zusammen, pizza) I – odpukać – na razie dużo nie choruje (antybiotyk 3-4 razy w życiu miał, a chodził też do żłobka 2 lata). A żurek to jedna z jego ulubionych zup
Trzymam kciuki za spokój z choróbskami!
Hartowanie malucha to niebywale istotna kwestia. Musi zacząć od momentu narodzin, by uniknąć późniejszych infekcji. Moje dziecię ma 4 miesiące, więc dużego doświadczenia brak, ale jako takie jest. Poniżej zamieszczam abecadło hartowania stosowane w moim rodzinnym domu, które przekładam bądź zamierzam przełożyć na byt w moim domu. Sposoby na hartowanie o każdej porze roku, proszę :
A jak apetyt – nie ma to jak zjedzenie porządnego, dobrego posiłku, pełnego wartości, witamin i składników odżywczych. Zdrowe jedzenie to podstawa. U nas jak na razie ze względu na wiek malucha – karmienie piersią, potem obiadki z ekologicznych warzyw mamy takie szczęście, że babcia na wsi i uwielbia zajmować się ogrodem, stąd marcheweczka I klasa.
B jak babcine sposoby, czyli sposoby mojej mamy. Hartowała nas miodem, czosnkiem, malinkami. To było pyszne. Gorzej już wspominam syrop z cebuli z cytryną, czosnkiem i miodem, ale jak trzeba to trzeba, w końcu nic tak nie stawia na nogi jak czosnek, oby tylko nie z chiński
C jak chorowanie – miało być co prawda o hartowaniu, ale spotkałam się w swym krótkim życiu z prawdą, iż nic nie wzmocni dziecka lepiej niż lekkie infekcje. Mhm.. kontrowersyjne co prawda, ale podobno nasz maluch poprzez spotkanie z zarazkami wyrabia swój układ odpornościowy, stąd też apel do mam ZAPOMNIJCIE O WARUNKACH STERYLNYCH W WASZYCH DOMACH!!
D jak dobra zabawa – tak zabawa, przecież nic nie hartuje lepiej niż lepienie bałwana w zimowy dzień, czy kąpiel w basenie w wiosenne południe, bądź zbieranie kasztanów jesienną porą. D, to także dobre bakterie, które możemy podać swojemu dziecka w jogurtach, czy też innych mlecznych przetworach.
E jak energia domowników i ich nastrój – bardzo ważne jest, byśmy w domu tryskali humorem i energią i unikali sytuacji stresowych przy dziecku. Taki maluch wszystko odczuwa i przeżywa bardziej niż my – dorośli. Stres osłabia odporność dziecka, dlatego bądźmy pogodni, a problemami zajmujmy się z dala od naszych pociech.
F jak fajnie jest wyjechać na wakacje nad morze i powdychać trochę jodu, który dobrze zrobi naszej odporności, do tego kąpiele i budowanie zamków na plaży. Przyjemne z pożytecznym.
G jak góry, czyli wakacyjny wyjazd i zahartowanie się w górskim klimacie, który świetnie wpływa na malucha. Nasze wakacje w górach służą wzmocnieniu odporności, bo już sama zmiana klimatu temu służy. A spacery po górach to już inna bajka, nie dość, że przyjemne to jeszcze jak hartują
H jak higiena – higiena musi być, nie za duża, nie za mała, lecz w sam raz żadnych sterylnych warunków i mycia rąk co pięć minut, ale dokładne umycie ich po przyjściu z podwórka, przed jedzeniem itp.
I jak imbir – dodany do herbatki ma świetne działanie, a dla mniejszego dziecka podanie z miodem, cytrynką w ciepłej wodzie – fantastyczny napój, który wzmocni odporność i zdziała wiele dobrego w małym organizmie.
J jak jeżówka – to niezłe ziółko, nie dość, że poprawi odporność to działa przeciwzapalnie. Ja jako dziecko bardzo często miałam problemy z zapaleniem oskrzeli, jeżówka zawsze była pierwszym lekarstwem i naprawdę skutecznym. Uwaga, uwaga, nie można jej podawać maluchom poniżej szóstego miesiąca życia.
K jak kuracja witaminkami. Dodatkowe witaminy na pewno przydadzą się w okresie jesiennym, kiedy problem jest już z dostaniem dobrych, świeżych owoców i warzyw. Warto podpytać lekarza i włączyć jakieś witaminki w okresie podwyższonej zachorowalności, a już na pewno wskazane we wrześniu dla przedszkolaków
L jak leżakowanie, czyli odpoczynek jest bardzo ważny, pomaga zregenerować organizm dziecka i daje mu siły na dalsze zabawy. Przemęczone dzieci więcej chorują i są podatne na infekcje.
M jak miód – oh… pyszne to i słodkie i do tego jakie właściwości lecznice, ciepły napój z miodem w zimowy dzień, nie dość, że rozgrzeje, to jeszcze poprawi nastrój,
N jak napar z malin – czyli po raz kolejny sprawdza się powiedzenia, że zioła dobre na wszystko, a do tego z rozgrzewających malin w chłodne dni.
O jak oblizywanie smoczka i łyżeczek przed podaniem dziecku – i tu kolejny apel. Drogie mamy, jest XXI wiek, oblizywanie dzieciom smoczków, łyżeczek i innych rzeczy to nie hartowanie i nie wzmacnianie odporności, ani też nie jest to sposób na wyczyszczenie przedmiotu, który spadł na ziemię. W ślinie znajduje się więcej bakterii niż na domowym dywanie. Jeśli mojej córce smoczek spadnie w domu na dywan to dostaje go z powrotem bez zbędnych czyszczeń, jeśli spadnie w innym domu, bądź na podwórku wtedy polewam go wrzątkiem i to wystarcza.
P jak przegrzewanie – to chyba największy grzech rodziców, pamiętajmy dziecko nie jest jakieś inne niż my, ubierajmy je tak samo jak sami się ubieramy. Ja nigdy nie byłam przegrzewana i nie przegrzewam swego smyka. Wiosną, latem, jesienią jest tak samo ubrany jak ja, zimą dodatkowy kocyk na spacerku i jak się dobrze śpi w wózeczku
R jak ruch, czyli wychodźmy, ruszajmy się, bądźmy aktywni z naszymi maluchami, weźmy dziecko na spacer, na plac zabaw, nawet jeśli na dworze – 15, maluch podczas lepienia bałwana, czy rzucania się śnieżkami nie zmarznie, to go wzmocni i zahartuje. Po powrocie do domu zdejmujemy mokre ubranka i jesteśmy wzmocnieni. Wiosną i jesienią ruch jest jeszcze przyjemniejszy, więc zapomnijmy o telewizji, grach komputerowych i innych rzeczach nie potrzebnych i wyruszajmy na dwór
S jak szczepionki obowiązkowe – są bardzo ważne, pomagają dzieciom chronić się przed chorobami i wzmacniają układ immunologiczny. Dlatego szczepmy dzieci i słuchajmy lekarzy.
T jak tran, czyli tłuszcz z rekina. Zawiera niewątpliwie bardzo cenne dla naszych małych organizmów kwasy tłuszczowe, które podnoszą odporności organizmu.
U jak urozmaicone jedzenie – czyli pamiętajmy o tym, by podawać dziecku różne jedzonko, warzywa, mięsko, nabiał, owoce. Ważne jest, by było ono starannie przygotowane i zawierać takie składniki, jak żelazo i witaminy.
W jak wietrzenie mieszkania – niewątpliwie ważna kwestia. W zimowe dni, kiedy mróz jak dziś (-20) bardzo istotne jest wietrzenie. Dziecko nie wychodzi na dwór ze względu na pogodę, a jednak ma możliwość oddychania świeżym powietrzem, co na pewno wzmcia odporności hartuje.
Zdrowe ciało, zdrowy duch !!!
Oto i nasze rodzinne abecadło zdrowia i hartowania. U nas się sprawdza, może i wam pomoże
No to u mnie tak: dzieciak 20 miesięczny:
-raczej nie dajemy sztuczności-czyli kompleksów witamin itd…stawiamy na naturę: warzywka wszelakie, owoce
-ostatnio czytałam, słuchałam wielu audycji n/t witamina C w żaden sposób nie pomaga walczyć z przeziębieniem- więc witaminy sztucznej nie daję a młody i tak zajada cytrusy i natkę pietruszki-jak wiadomo w natce witaminy najwięcej
-w okresie jesienno zimowym królują zupy i sosy-do których dodaję czosnek
-miodu nie daję (młody nie lubi a poza tym jest chyba ciut za maly), nie daję też soków malinowych itp-z racji nie dawania do picia soków jakichkolwiek-dbamy o zęby
-jak pisano wyżej: spacerkujemy-nawet do -15 w zimie, na jesieni mrozów nie ma,ale spacerkujemy w deszcz i wszelaką niepogodę;)
-w mieszkaniu temperatura dość niska, częste wietrzenie, ubieranie lekko..choć nie powiem-w przypadku dziecka które nie powie czy mu źle, jest to takie na czuja-ale jakoś dajemy radę. Pamiętam,że młody ma lepsze krążenie od nas starych i jak się rusza to mu i tak ciepło
-odpowiednia higiena-czyli myjemy ręce!
-no i co do sterylnych warunków-oczywiście podłóg domestosem codziennie nie myję itd…mlody zaliczył lizanie kółek od wózka i inne hardcory, ale niestety dopadło nas kiedyś przekleństwo brudkowe czyli zapalenie jamy ustnej-nie polecam:)
-poza tym zaszczepiamy mu milość do aktywnego wypoczynku podczas weekendów, wakacji-góry-co prawda na razie w nosidle, morze-ale raczej spacery niż plaża.
Mam 3 dzieci – 8, 11lat, 5 tygodni. Psa i 2 koty. Zawszetraktuję wszelkie teorie z lekkim powątpiewaniem. Niby dlaczego mam sterylizować wszystko, co malenstwo do buzi ma włożyć, nie sądzę by Matka Natura taki scenariusz przewidywała. Cielaczek na ten przyklad rodzi się w obórce, na gówienkach mamusi i nikt nie pomyśli, że to takie małe i nieodporne stworzenie, które trzeba stopniowo przyzwyczjać do panujących warunków. Mam nieodparte wrażenie, że właśnie zaraz po urodzeniu dziecko jest niezwykle odporne i przesuwając w czasie jego kontakt z realiami otaczającego świata robimy mu zdrowotną krzywdę. Zatem postanowiłam nic nie sterylizować, nie prać na potęgę, nie prasować uporczywie i ogólnie nie traktować dziecięcia jak obiektu z obcej, sterylnej planety. No i nic złego sie nie dzieje. Poza tym karmienie piersią i panujace w tym temacie restrykcyjne instrukcje, co można zjeść, a czego nie można też potraktowałam z powątpiewaniem. Jem wszystko, ze szczególnym naciskiem na to, co w powszechnym mniemaniu miałoby uczulić moje dziecko, czyli mleko, pomarańcze, czekolada, orzechy, miód jem codziennie, bo niby kiedy, jak nie teraz, organizm maleństwa ma się dowiedzieć, ze to sie je i nic w tym grożnego, wymagającego szybkiego ataku przeciwciał, nie ma. No i nic się złego nie dzieje. Miesięczne maleństwo własnie śpi na dworze przy -14 , chowa się pięknie i bezproblemowo.
Kolejna sprawa to wizyty u lekarza. Unikam.Należę do tych osób, które w dzieciństwie chorowały na potęgę i infekcja banalna zawsze przekształcała się w zapalenie oskrzeli, no i antybiotyk był na porządku dziennym. Postanowiłam, że nie dam swoich dzieci wpędzić w spiralę antybiotykową i dam im szansę na to, by ich organizm sam reagował skutecznie. No i udało się. Starsi chłopcy brali antybiotyk tylko 1 raz w życiu – jeden na boreliozę, a drugi niedawno na paskudną anginę z 40,5 st gorączki.
To by było na tyle. Po prostu nie panikować! No i nie dać się teściowej, która zawsze twierdzi, ze nie dając dziecku natychmiastowej pomocy – czytaj antybiotyku – neguję istnienie nowoczesnej medycyny, cofając się do średniowiecza. Bo ona przy gorączce powyżej 38 juz by dawno zataszczyła dziecko na pogotowie…
Mój syn od urodzenia karmiony jest mm. Wiedziałam, że żadnych przeciwciał ode mnie nie dostał, więc wielką wagę przywiązywałam do hartowania. Pierwszy rok swojego życia spędził w starej kamienicy gdzie temperatura zimą nie przekraczała 16 stopni, a w nocy mniej. Nie dało się inaczej bo jedynym ogrzewaniem były piece kaflowe z wkładem elektrycznym i tak pracujące na maxa, a dodatkowych grzejników nie dało się podłączyć bo instalacja elektryczna była stara i zwyczajnie wszystko by się przepaliło. W planach mieliśmy wyprowadzkę do własnego domu, jednak wiedzieliśmy, że przynajmniej jedną zimę będzie musiał tam spędzić, więc choć urodził się w maju od urodzenia stosowałam zimny wychów by zimę jakoś przeżył. Gdy skończył miesiąc rozpoczęłam codzienne sesje moczenia stóp w ciepłej i chłodniejszej wodzie na przemian. Codzienne spacery kilkugodzinne. Spacer odpuszczaliśmy tylko i wyłącznie gdy temperatura odczuwalna była poniżej -15 lub był bardzo mocny wiatr. deszcz nie stanowił przeszkody. nie bardzo rozumiem Kruszyno dlaczego piszesz, że wychodzisz gdy nie ma deszczu. Spacery w deszczu są bardzo wskazane dla podnoszenia odporności. Zakładałam kalosze i kurtkę i wio. Dziecko wyciągałam z wózka i wystawialiśmy buzie do kropli. Robiłam ze naczelną wyrodną matkę w parku
Dalej tak wędrujemy. Zawsze się dziwię koleżankom z pracy, które narzekają, że nie mogły wyjść nigdzie w weekend z dziećmi i się nudziły bo padał deszcz. A ja pytam – co z tego, że padał? Uważam, że nie ma złej pogody tylko złe ubranie.
Efekt? Syn w wieku 20 miesięcy miał pierwsze lekkie przeziębienie, z którego wyszedł po 3 dniach. A ja ze zdziwieniem odkryłam, że odkąd się urodził też nie choruję.
Wiedziałam, że żadnych przeciwciał ode mnie nie dostał, więc wielką wagę przywiązywałam do hartowania.
Dostał, w życiu płodowym, i to wcale nie tak mało.
No tak, ale i tak był w gorszej sytuacji niż dzieci karmione piersią, bo ja ze względu na komplikacje porodowe i tonę leków, które we mnie wpompowali bym się nie przekręciła nawet siary nie miałam.
Ja swojego Bartka nie hartuję jakoś szczególnie, a raczej w ogóle. Widać po prostu urodził się odporny, bo jak na razie ani razu nie chorował (ale jeszcze wszystko przed nami, bo ma dopiero pół roku). Nawet jak z mężem byliśmy totalnie rozłożeni i zasmarkani, to Bartka to nie ruszyło.
). Jak kotom nieco sierści ubędzie, też ani im ani Bartkowi to nie zaszkodzi. Puki nie wyjada „czekoladek” z kuwety, to nie mam się co martwić 
Mieszkając kilka lat w Anglii nauczyłam się jednej podstawowej rzeczy, że hartuje się dziecko od pierwszych dni życia, metodą „im mniej nadskakiwania, tym lepiej”. Nie owija się dzieci szczelnie w kocyki, nie nakłada kilka warstw ubrań, nawet jak jest zimno. Tam na każdym kroku na ulicy można było spotkać rodziców z dziećmi (nawet kilku tygodniowymi), z gołymi stópkami, główkami i w cieniutkich body i nie ważne czy był upał 30 stopniowy, czy było raptem 10-15 stopni, w dodatku wiatr tam niesamowicie piździ, więc nieprzyzwyczajonym nawet w upał może być zimno. Tak czy siak, tam się takie hartowanie sprawdza, bo dzieciaki prawie w ogóle nie chorują (u lekarza można było zaobserwować co najwyżej obcokrajowców). Ja robię tak samo. W domu mam jakieś 18-20 stopni, a Bartuś fika w samym body i cieniutkich spodenkach i jakoś nie widać żeby mu to przeszkadzało.
Dodatkowo Twoja metoda „kontakt z fauną i florą” jest również skuteczna. Smoczek spadnie na podłogę? Kij z nim, oblizać i zapodać małemu (zębów jeszcze nie ma, więc próchnicy też nie dostanie
Kiedyś dzieci jadły piasek na podwórku, kredki, plastelinę i inne „dobroci” i jakoś nikt od tego nie umarł
może darujmy sobie to oblizywanie smoka, nie jest to ani przyjemne, ani higieniczne, ani dobre dla dziecka, już lepiej, żeby wziął do buzi prosto z dywanu
Hartowanie dziecka… malinki, spacery, wietrzenie, cytryna, czosnek, owoce, witaminki…. Ja robię tak samo, praktycznie o hartowaniu zostało napisane tu już wszystko. Moja mała urodziła się w październiku, ciepło nie było, od 2 tygodnia życia chodziłyśmy codziennie po 1h – 2h na spacery. Zewsząd tylko słyszałam – „co Pani robi, dziecko zachoruje” albo „do chrztu nie można wychodzić na podwórko”,i wiele wiele innych podobnych tekstów. Wychodziłyśmy, mimo to, codziennie, wietrzyłyśmy mieszkanie, nie otulałam jej, nie przegrzewałam. Córka chowa się dobrze, ma co prawda dopiero 3,5 miesiąca, ale jest zdrowym i silnym dzieckiem. Myślę, że na jej odporność wpływa również fakt, że małą karmię wyłącznie piersią.
Ale tak naprawdę czy my obecnie aż tak hartujemy te nasze pociechy?
Zimny chów – zdrowe dzieci
mhm.. myślę, że działania jakie podejmujemy, takie które zostały tu opisane, to tylko mały stopień zahartowania naszej młodzieży. Wystarczy podpytać rodziców o ich dzieciństwo, czy porozmawiać z ludźmi wychowywanymi na wsi, wtedy to było hartowanie. Mój mąż do tej pory wspomina, jak jako dziecko musiał chodzić zimą do szkoły 2km i nikt się nie martwił, że ślisko, że – 20, że daleko, że buty przemokły. Wracał do domu zmarznięty, w przemokniętych butach, mokrych skarpetach i to było normalne – nie choruje do dziś. Ja prycham, kicham, mam alergię na pyłki, kurz, pleśń, a on nic. Jeśli chodzi zaś o sterylne warunki w domach, to my pisząc, że nie spłukujemy smoczka, który spadł na ziemię uważamy, że to już hartowanie. Nie zapomnę, jak byłam na wsi, u teściów i przyjechała do sąsiadów córka z 2 letnim chłopcem. Ten mały chodził po podwórku, ganiał kury, głaskał psy, koty, bawił się w piachu i brał ręce do buzi, nikt nie krzyczał „idź umyj łapki”. Dla niektórych nie do pomyślenia, ale tak naprawdę to jest hartowanie dziecka. Czy wy słyszałyście, żeby na wsi dzieciaki miały ostrą alergię, albo chorowały co miesiąc? Ja nie, bo one są hartowane non stop i to naprawdę hartowane. Niektórzy się zbulwersują inni przytwierdzą, ale każdy robi jak uważa. Ja hartuje dziecko „po miastowemu”, bo tak tylko potrafię, i na pewno nie będzie ono równie odporne jak jego rówieśnicy ze wsi, czy też nasi rodzice
Wiosną i jesienią to okazji żem specjalnie nie miała ale zimą to już owszem.
Zasadniczo prochu nie wymyślę. Maleńka Cesarzowa hartowana jest następująco:
- Je wyłącznie mleko Mamy, czyli moje. A to jest duuuużo, jeśli chodzi o odporność.
- Przez-mamowo przyjmuje olej rybi.
- Własnoustnie zasysa (z upodobaniem o dziwo) kwaśne kropelki z witaminą c.
- Dodatkowo w okresach newralgicznych (jak katar, albo po szczepieniu) Mama odstawia mleko mućkowe(i inne mleczne z wyjątkiem jogurtu), co by Młodej nie zaflegmiać (i co by nie ulewała, ale to insza inszość) i wcina aloesa oraz inne miody/lipy/pigwy/aronie/bzy/cynamony/czosnki/maliny/imbiry/jaglankę itp.
- Młoda ubierana jest lekko (ku zgrozie prababaci), nie przegrzewana w ogóle. W domu nie nosi czapki, miewa chłodne łapki i żyje.
- Matka czysty dom uważa za oznakę zmarnowanego życia, więc układ odpornościowy Jej Maleńkości ma pole do popisu. Nie, żeby skrajny syf w domu panował, ale precz ze sterylnością. I możecie mnie zlinczować ale w życiu nie uprasowałam jednego dziecięcego ciucha
- Spacery są potrzebne mamom i córkom. Katar wietrzymy i wymrażamy. Z cukru nie jesteśmy, deszcz nam nie straszny. Z gorączką pewnie byśmy nie wyszły, ale jeszcze się (odpukać trzy razy przez lewe ramię i na psa urok!) nie zdażyła. Przy minus 15 też spasowałyśmy. Ale po za tym – łazimy!
- Młoda noszona jest w chuście (myśmy kosmitki bezwózkowe są), co jak się ostatnio dowiedziałam, powoduje, że katar (jak jest) spływa albo na zewnątrz, albo jest (przepraszam wrażliwców) łykany, co z kolei zapobiega infekcjom ucha wszelkim i innym zatokowo-oskrzelowo-flegmowo-zapalnym nieprzyjemnościom.
- Futrzakiem jeszcze nie hartujemy, ale koto jest w planach.
- Kolejna rzecz, mająca podobno wpływ na odporność (chociaż praktykujemy ją raczej dla własnej i Orki przyjemności) to dotykanie. Duuuuużo dotykania. Głaskania. Przytulania. Po macie kulania. Lulania. I co wieczorny masażyk z olejkiem migdałowym.
- I jeszcze nie przedawkowujemy kosmetyków. Zasadniczo używamy płynu do mycia, rzeczonego olejku, kiedyś mleczka (do masażu wyłącznie), trzy razy kremu dopupnego i kremu na niepogodę do pysia. I czytamy składy.
- I czasami do nawilżacza na kaloryferze zakropimy se eukaliptusa w olejku.
- I wietrzymy codziennie.
- I to tyle chyba no! Najważniejsze – nie fisiować
A propo odporności, czy ktoś słyszał o badaniach(testach) badające odpornośc dzieci. Znajoma mówiła, że coś takiego istnieje. Bujda na kółkach czy prawda? Ktoś może się z tym spotkał?
Tak, są takie testy. Synek mojej koleżanki dostał skierowanie do poradni immunologicznej gdy często chorował i ciągle miał grzyby w przewodzie pokarmowym. W szpitalu zrobili mu takie testy z krwi i okazało się, że faktycznie pewne współczynniki ma poniżej normy. To chyba dość skomplikowana sprawa bo na wyniki czekali 3 tygodnie. Teraz dostaje jakieś leki.
A co do moich sposobów oto proszę: Agatka jak miała 5 tygodni to już chodziłyśmy na 2 godzinne spacery przy -10 st. Teraz ma 13 miesięcy i lubimy zimą chodzić na podwórko-chyba, że jest jak ostatnio ok -20. W domu ok 21 st, więc ubieramy się ciut cieplej. W nocy kaloryferek przykręcamy i jest jeszcze chłodniej. Od początku podaję małej Cebion multi codziennie. Do tego zróżnicowana dieta. Dużo warzyw, owoców-codziennie coś innego. Bardzo lubimy zabawę w zanurzanie nóżek raz w ciepłej wodzie, raz w zimnej. Robimy to co 2 dni i patrzymy na reakcję organizmu. Co do sterylności to bez przesady. Mała jeszcze raczkuje, więc rączki ciągle coś dotykają to podłogi czy sprzętów domowych. czytałam, że dziecko nabiera też odporności gdy jest wyspane i wypoczęte. Mała śpi w dzien nawet 3 godz. Czasem zaśnie w wózku na podwórku lub w domu przy otwartym oknie. I chyba ona taka odporna po mamie, bo tatuś to straszny słabeusz-czyli też geny pewnie odgrywają dużą rolę.
jak podnoszę odporność mojego dziecka ??nie robię nic specjalnego Wietrze mieszkanie bo lepiej się śpi w przewietrzonym pomieszczeniu ( i lepiej się nagrzewa ) tęmperature mam w nocy 18-19′ ( oszczędzam na węglu
) bo wole mieć na sobie koc i kołdre niż ciepłe powietrze ( jeśli ja mogę to młody tym bardziej ) Kucharz ze mnie średni więc na pewno nie mam w diecie całego potrzebnego zestawu minerałów i witamin więc łykamy suplementy. Lubię herbatę z cytryną i gdy ją pije mój syn pije swoją z cebionem
Jeśli mam śiłi po powrocie z pracy to idziemy na spacer jeśli nie to ubieramy sie ciepło i siedzimy w właśnie wietrzonym pokoju. Sprzątam jak każdy ( ale perfekcyjną panią domu nie jestem )jak smoczek spadnie to nie parze, podnoszę i podaje lub opłukuje wodą z kranu. Młody ma do czynienia z 2 psami i kotem . Na razie mały ma 7 miesięcy ale już wiem że nie będę szaleć z myciem owoców i warzyw ( mam na myśli z ogródka babci ) mi nigdy nie zaszkodziła marchewka prosto z pola wytarta tylko o spodnie więc jemu też nie powinna. Jedyna rzecz o którą strasznie dbam to zęby małego-ma 2 sztuki
( ja mam straszną traumę po wizycie u dentysty) myje je codziennie pastą dla dzieci Czy dobrze robie czy mam dobre postanowienia nie wiem czas pokaże
Wiesz, marchewkę to jednak myj przed jedzeniem, bo to o wiele łatwiejsza droga do złapania przez dziecko toksoplazmozy, niż zabawy z kotami. Nie wiedziałam o tym i też tak robiłam, Dopiero ginekolog mnie uświadomił, gdy w ciąży byłam. W reszcie sposobów Cię popieram:)
Aż 52 tygodnie w roku hartuje mojego kochanego szkrabusia!
Wiadomo, każda mamuśka wie co dobre dla jej pociech! Dlatego tez, aby nasz maluch nie chorował staram się o to dbać aż 365 dni w roku!
Co robię, czyli osobista instrukcja uodporniania i hartowania latorośli!
Po pierwsze dieta, dieta i jeszcze raz dieta! Bogata w nasze rodzime warzywka i świeże owoce z naszego ogródka. Robimy z nich pyszne, jak i zdrowe soczki i kompociki – aroniowe, wiśniowe czy malinowe. Samo zdrowie! Jesienią i zimą zabieramy się za opróżnianie słoikowej domowej spiżarki. Do zestawu antychorobowego i prozdrowotnego mogę dorzucić miód prosto od Kubusia Puchatka( taka rekomendacja to nie byle co)imbir, cynamom, kardamon, czosnek czy panią cytrynkę. Zwarta i o(d)porna na choroby drużyna!
CEBULA – do jedzenia, do picia czy może trafny sposób odzienia się na jesienne i zimowe przechadzki! Czyli cebula zawsze modna i zdrowa!
Ciągnąć watek spacerowy to jesteśmy zawsze chętni na wszelki aktywny wypoczynek. Zarówno letnie przejażdżki rowerowe czy pieczołowite lepienie bałwana z niedostępnego ostatnio zimowego puchu.
Na spacery najlepiej wyjść z kimś, to nie muszą być tylko nasze rozbiegane latorośle, ale też pewien czworonóg. Szalona psina hartuje rodzinkę najlepiej, bo czy słońce czy deszcz trza ze zwierzakiem wyjść.
Co do letniego hartowania, to zeszłoroczne lato poskąpiło nam słońca i upalnych dni. Nad naszym zimnym morzem byliśmy na początku wakacji. Przeraźliwie zimno było, po kilku dniach zrobiło się jakby cieplej, wiec co HOP DO WODY! Z tego co pamiętam morze, wtedy miało chyba z 15 stopni! Niezłe hartowanie! Wakacje nad polskim morzem to prawdziwa szkoła przetrwania! Owa morska kąpiel przyniosła zamierzone rezultaty choróbska poszły aaa kysz!
Świeże powietrze to u nas podstawa dlatego tez często wietrzymy zarówno cały dom, jak i nasza pościelkę!
Co do aptecznych specyfików to u nas mile widziany jest rybi napój pod postacią cytrynowego tranu!
Ostatnio przeczytałam, że „ czysty dom jest oznaka zmarnowanego życia”. Zgodzę się z tym i dlatego też sprzątam w granicach zdrowego rozsądku. Nie jestem idealna gospodynią, ale uważam, że nie cierpi na tym moja rodzinka. Od początku synek raczkował po podłodze w towarzystwie futrzaka, ku przerażeniu mej tesciówki. Nie pucowałam również co rusz podłogi, jak to robią moje znajome mamuśki. Po prostu pozwałam Juniorowi poznawać nowe bakterie pałętające się na domu. Nigdy takowa znajomość nie odbiła się na zdrowiu malca!
Oto kilka moim hartujących przepisów na dobre zdrowie nie tylko dzieciaczków, ale również całej familii!:)
Nie pozostaje mi nic, tylko życzyć WSZYSTKIM ZDROWIA!:)
ksawusia@wp.pl
Moje obie córy (8 lat i 2 lata) kiedy tylko mogą są na dworze. Oczywiście jeżeli jest siarczysty mróz to nie, ale generalnie nawet deszcz nam nie przeszkadza, w końcu po to ktoś wymyślił kalosze i płaszczyki przeciwdeszczowe, aby z nich robić użytek i po kałużach skakać
w końcu po to są pralki, aby zabłocone ciuchy prać, a mydło i woda, aby brudasy myć 
Dzień w dzień połykają kapsułkę tranu, dodatkowo rutinoscorbin – to apteka.
W naszym jadłospisie nie brakuje warzyw i owoców – jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że mamy wszystko swoje i wszystko eco. Wychodzę z założenia, że lepiej mieć mniej i mniej ładne, niż więcej i piękne, ale pryskane i nawożone. W związku z tym w moim sadzie są owoce, które nie znają smaku oprysków i spalin (jabłka, gruszki, czereśnie, maliny, winogron, aronia, porzeczki, brzoskwinie, morele, pigwy, orzechy) i z czego się da robię soki na zimę, a co się da mrożę, aby móc na bieżąco dodawać do kompotów, które gotuję poza letnim sezonem, kiedy to jedzą prosto z drzewa. W moim ogrodzie są warzywa, które nie znają smaku nawozów, z których robię przetwory i część mrożę, aby gotować zupy i dodawać do innych potraw.
Oprócz tego – wietrzymy mieszkanie co dzień rano oraz przed snem. Dajemy lody! cały rok, a nie tylko latem. Pijemy herbatę i inne soki w temp. pokojowej, dzięki temu moje dziewczyny nie chorują na gardło!
I jeszcze jeden sposób który polecam każdej mamie – robimy owocowe kostki lodu – które dodajemy czasami do wody – do pojemniczków na lód wrzucamy po malinie czy małej truskawce i dopiero zalewamy nie wodą, a sokiem – super sprawa!
Jeśli to możliwe unikamy dużych skupisk ludzi, gdzie zakażenie jest znacznie łatwiejsze,często wietrzymy mieszkanie w okresie grzewczym-dbając tym samym o zapewnieniu odpowiedniej wilgotności. Unikamy palenia tytoniu przy naszej córeczce.Oczywiście ważnym elementem jest odpowiedni ubiór dostosowany do warunków na dworze tak żeby dziecko się nie przegrzało ale też żeby nie zmarzło. Pilnujemy temperatury w mieszkaniu żeby była mniej więcej pomiędzy 19-21 stopniami. Najczęściej jak to możliwe wychodzę z córką na spacery. Niezbędne do hartowania organizmu są też produkty jakie podaję córce. Jest ona typem chorowitka więc podaję jej rybę, kefiry, jogurty,owoce,warzywa a także mięso, kasze, pieczywo oraz nabiał. Oczywiście staram się aby moja córka trzymała się podstawowych zasad higieny. Podaję jej naturalne składniki zwiększające odporność.
Pilnuję aby moja córka była wyspana. Nie omijamy żadnego szczepienia w przychodni. Herbatka z malinami i cytryną również u nas zdaje egzamin.
Witam drogich blogowiczów:)
jesli chodzi o podnoszenie odporności u mojej córeczki to bardzo proste…
Przede wszystkim codziennie chodzimy na spacer nawet w zimie( jeżeli temperatura w południe jest mniejsza niż -15 zostajemy w domku)dzięki czemu hartujemy małą:)Odpowiednio ubrana i wypielęgnowana wtedy nawet mrozik jej nie złamie:)
Również zbilansowana dieta pomaga wzmocnocić odporność organizmu… Nasza córeczka ma dopieró 14 miesięcy więc jeśli chodzi o jedzonko musi być kolorowo by ją to zachęciło:) naszczęście owocei warzywa pod każdą postacią uwielbia. szczególnie jabłka mandarynki banany i kiwi…Codzienie też podajemy jej jogurciki i serki homogenizowane a na obiad oprócz mięska również warzywa-uwilebia marchewke i kalfior:)jeśli chodzi o picie to pije naturalne soki ewentualnie kubusia bądź soki z bobofruta dopasowane do wieku..Do picia również podajemy jej wode z wyciśniętym sokiem z cytry- orzeźwia i dodaje energii
Jednym słowem dużo ruchu na świerzym powietrzy(dobrze robia wyjazdy poza miasto) oraz odpowiedne jedzonko….i musze przyznać jak narazie mała tylko raz mi chorowała:) I oby tak dalej:)
ale tu wypowiedzi nie nadrobie czytania bo karmiole młodą ale się wypowiem
Mam trójeczkę dzieciaczków
i hmmmm kiedy oni byli chorzy???
Najlepszym miejcem chartowania chyba jest przedszkole
he he tam mamy chartowanie dopiero!
Ale jeśli chodzi o chartowanie w domu….
no to ja może jakoś specjalnie do tego nie podchodzę
na dwór wychodzimy czy deszcz czy śnieg bo w sumie nie mamy innego wyjścia dzieci do przedszkola iśc muszą a że najmłodsza nie ma z kim zostać to leci z nami.
A jak już wyjdziemy to najczęściej mała zasypia w wózku więc co dziecko będę budzić matka cierp mała śpi w deszczu czy śniegu a Ty dzieragj na spacer z psem teraz ( ten oczywiście z nami w drodze do przedszkola).
Dzieci codziennie łykają witamin odpowiednie do wieku i to chyba tyle co robię
Najmłodsza co znajdzie na podłodze to wsadzi do buzi i moja w tym głowa żeby to wyciagnąć z mordeczki na szczęście najczęściej są to kawałki puzzla starszych albo kawałek kolorowanki.
Nie sterylizuje wszystkiego bo osiwiałabym przy 3 dzieci ! to już pies mniej brudzi niż oni
Nie licząc chorób zakaźnych typu ospa czy jelitówki lecącej drogą kropelkową dzieci są zdrowe na sankach były kapały sie w jeziorach latem a jesienią skakali w kałuży czy zjadali piasek z plaży w bułce gdy ta spadła akurat wtedy gdy ja się dowróciłam.
Nie wiem skąd teraz wszędzie nagonki ze lata za gorace a zimy co roku stulecia jak nei przez mróz to przez śnieg ja idę za zasadą że jak sama byłam mała to jakoś jedli wszyscy jedne chrupki ( nawet i kanapki) bawili się w piaskownicy ( nie oszczędzam oczu- tak tam oddawały mocz koty i psy i ja to z kolegami przeżyłam) w każdą najzimniejszą nawet zimę robiliśmy igla i inne takie nawet w przemoczonych spodniach i latem kąpaliśmy sie tam gdzie pływały statki i co? nasza odpormność wtedy była mega wielka! dlaczego? dlatego że nikt nas nie trzymał w „złotej klatce” i nie żyliśmy w panice przed każdą chorobą.
takie jest moje zdanie co do kombinowania nad odpornością sami mają jej dużo witaminki do tego dają swoje i odpornośc organizmu która sama walczy z tym co trzeba ( tak mi się przynajmniej wydaje)
To chyba tyle mogę powiedzieć o odporności.
Jestem mamą 16miesięcznego Dominika który niestety jak większość dzieci łapie infekcje. Staramy się temu oczywiście zapobiegać oraz hartujemy się.
Oczywiście sposobów mamy mnóstwo jak pewnie każda mama:)
*Spacerujemy w każdą pogodę oczywiście zależnie od pory roku i warunków atmosferycznych są to różnej długości spacery. Gdy na dworze piękne słońce wybieram się na kilka spacerów, mamy również duży ogród po którym maluch nawet raczkuje. Gdy zimno i mrozi są to pół godzinne spacerki lub gdy lekko prószy śnieżek czy pada deszczyk po okryciem w wózku też na chwilkę wychodzimy.
* Dbamy o dietę czyli jemy zupki od jakiegoś czasu gotuję sama więc są to zupy warzywne, rosołki, barszczyki ogórkowe i wiele innych. Jemy także owoce na surowo jabłuszko czy banan do ręki bądź też jako posiłek. Mały je dużo jogurtów oraz pije tran dla dzieci. Je też dużo mięska oraz rybki.
* Pijemy zdrowo czyli pijemy kompoty, soki z owoców własnego przyrządzania z własnych owoców. Gdy mały pije herbatkę nigdy zimną zawsze lekko podgrzaną.
* Zabawy czyli nie boimy się niczego, chodzimy na basen, kąpiemy się latem w rzece synek w zeszłe lato trzymając się pod ręce dreptał po rzece nie dało się go wyciągnąć taką miał frajdę. Wyciągamy mały basenik w lato i mamy duży do którego maluch też chętnie zagląda.Zabawa w piaskownicy jest też jedną z najlepszych. Zimą oczywiście jeździmy na sankach albo szalejemy na śniegu.W domu malujemy farbami które niekiedy przez przypadek trafiają do buzi ale jak to mówią wszystkiego trzeba skosztować:) Nie wariujemy z tego powodu tylko mówię kochanie nie wolno do buzi wkładać:)
* Wycieczki czyli jeśli tylko pogoda i czas na to pozwala zabieramy małego na łono natury czyli do lasu, nad rzekę , za miasto.
* Sterylność to nie dla nas oczywiście w granicach rozsądku:) Mały raczkował po ziemi czy nawet po ogrodzie, nie raz zje paluszka który upadnie na podłogę czy inną rzecz nie dajemy się zwariować:) Wietrzymy cały dom oczywiście nie robiąc przy tym przeciągów. Kołdry wystawiamy jeśli pogoda pozwala za okno, pranie suszymy na dworze.
* Ubieramy się na cebulkę czyli jak każdy wie warstwowo, żeby w razie zmiany temperatury dało się coś rozebrać albo ubrać. Zawsze w torbie mam dodatkowy sweterek lub kocyk
* Zabawy z dziećmi czyli wychodzimy do dzieci mamy kilkoro maluchów znajomych także spotykamy się razem, chodzimy na spacery, maluchy mają ze sobą kontakt w ten sposób mamy nadzieję że w przedszkolu czy szkole nie będziemy mieć problemów z chorobami gdzie jest więcej dzieci.
Oto nasze sposoby na hartowanie:)))
Opowiem Wam jak to było i jest u mnie.
Karmiłam piersią bardzo krótko bo tylko 2 miesiące. Mimo sprzeciwu rodziny ja po prostu nie dałam rady. Synek miał straszne kolki i karmienie piersią było dla mnie ogromnym problemem. Postanowiłam w inny sposób zadbać o odporność synka. Bardzo często wietrzyłam mieszkanie, nigdy nie przegrzewałam synka, codziennie wychodziłam na spacery, podawałam herbatę z cytryną oraz sok malinowy, nigdy przesadnie nie dbałam o porządek…Niestety około roku Franio zaczął chorować. Zawsze radziłam sobie z przeziębieniami do momentu aż synek dostał zapalenia oskrzeli i musiałam mu podać antybiotyk. Od tego momentu choroby się nasiliły. Synek zaczął chorować co miesiąc. Nie chciałam podawać mu antybiotyków ale nie było innego wyjścia. Lekarka załamywała ręce i nie wiedziała co robić. W wakacje postanowiłam wyjechać z Franiem na miesiąc nad morze. I to był strzał w 10. Po miesięcznym pobycie nad morzem synek przestał chorować. Niestety mieszkam w Krakowie i na takie wycieczki nie mogę sobie za często pozwolić. Chcąc podnieść odporność synka odkryłam grotę solną i dzięki której synek już prawie nie choruje. Do groty chodzimy raz w tygodniu. Jest to świetna zabawa, podnoszenie odporności i chwila relaksu dla mnie. Zaczęłam również synkowi podawać tran i ku mojemu zdziwieniu naprawdę działa a Franio wypija go z chęcią.
:)
Polecam wszystkim mamą Grotę Solną i niezastąpiony tran
Ja profilaktycznie jesienią i wiosną podaję wit C w kropelkach. Nie przegrzewam, jak idziemy do sklepu i czuję, że mi goraco, to pewnie dziecku też, więc rozpinam kurtkę, zdejmuję czapkę. Jak się wybieramy na dłużej np do galerii to zabieram na zmianę dresik, żeby ściągnąć kombinezon. Ze spacerami jest różnie. Jak ostatnimi czasy temp spadła do -19 to siedzimy w domu. Do zupek przemycam też czosnek i cebulę. Moja córka pewni jak większość zbiera wszystko z podłogi i wsadza do buzi. Jak była mała to butelki i smoczki wypażałam tak raz w tygodniu i może dlatego nigdy nie miała pleśniawek. wszystko z rozsądkiem i wyczuciem
moje dziecko 15 lutego skonczy roczek i w ciagu tego calego roku byla chora tylko na katar, raz po powrocie do domu ze szpitala i dwa coś koło wiosny.
moja metodą na odporność jest jak u większości hartowanie na powietrzu
wychodzimy codziennie, kiedy ja nie mogę wyjsc wychodzi babcia/ciocia/dziadek wiec moje dziecko jest na dworze codziennie (nie liczac dni kiedy na dworze jest naprawde silny wiatr) ostatnie mrozy tez nas nie zniechęcily, a wrecz przeciwnie bo taki mroz wybija przeciez wszystkie bakterie
mamy tez pieska, ktory przynosi nam zapewne mnostwo bakteri z dworu
moje dziecko ma kilka ‘znajomych’ przedszkolakow bo sama jeszcze do przedszkola nie chodzi, i w sumie to tez bym nazwala hartowaniem
dodatkowo staram sie mojej niuni dawać jak najwiecej owoców ktore sa bogate w witamine C i to chyba wszystko
aaa no i jeszcze metodą może być wietrzenie mieszkania, teraz otwieramy okna kiedy wychodzimy na spacer
Mój synek ma 2 latka, kiedy skończył 6 miesięcy wylądował w szpitalu na zapalenie oskrzeli i tam mnie straszyli, że to alergiczne, że będziemy wracać jak dobrze pójdzie co 3 miesiące a czasem i częściej!
Poza tym nie wyparzam/ sterylizuje jeśli nie ma takiej potrzeby, nie biegam z środkiem bakteriobójczym po całym domu, jak synek zje np. chrupka który upadł na podłogę nie robię z tego problemu, jak zje truskawkę prosto z krzaka u dziadków w ogródku też nie panikuję. Pozwalam mu się bawić zabawkami kolegów, czasami tymi pozostawionymi w piaskownicy, a kiedy skończy pilnuję żeby miał umyte rączki i nie wkładał ich w międzyczasie do buzi. Uczę, że przed jedzeniem myjemy ręce, uczę także (bo dzieci tego nie wiedzą
) że nie wyjmujemy nic z kosza na śmieci 
Tymczasem synek zagrał im na nosie i jak do tej pory był chory może z 3 razy i nie był w szpitalu ani razu. Nasz sposób? banalny wręcz i od wieków znany co za tym idzie przez większość rodziców stosowany; spacery, czy to w ziemie czy to w lecie, na początku w wózeczku teraz młody woli na własnych nogach wariować na placu zabaw, latem wychodzimy nawet gdy pada deszcz; skaczemy sobie po kałużach
Poza tym jemy owoce i warzywa, synek uwielbia też jeść kiszone ogórki. W związku z tym, że mały jest uznany za „oskrzelowego” w jego pokoju nigdy nie jest więcej niż 21 stopni, używamy też nawilżacza powietrza.
My przede wszystkim staramy się wychodzić na dwór, dużo wietrzymy pokoje, podaje maluchom witaminke c i jakoś u nas się pomału to sprawdza, nie zawsze bo niestety nie da się nie zachorować mały chodzi do przedszkola (3 lata) więc zdarza się że wraca z przedszkola przeziębiony. A najlepszym sposobem jak już nas coś dopadnie to przede wszystkim inhalacje. Mamy w domu inhalator i przygotowujemy inhalacje z soli fizjologicznej, majeranku i tymianku. U nas to naprawdę bardzo dobrze się sprawdza. Oprócz tego po każdej inhalacji po paru minutach staram się oklepać porządnie plecki małego, a w klatkę piersiową nacieram rozgrzewającym kremem. I tak udaje nam się przetrwać gdy nas złapie przeziębienie.
Jesienią i zimą- chłody i mrozy nastają, odporność dziecu zabierają. Ale, ja dbam, aby tak się nie stało i żeby moje dziecko nie chorowało. Ubieram je na cebulkę, żeby nie było ani przegrzane, ani nadmiernie rozgrzane. Podaję mu witaminki, gotuję smaczne warzywne obiadki, aby przegonić zarazki. Dużo spaceruję i chorobami się nie przejmuję. I najważniejsze, wietrzę pokój, aby dobrze się spało i aby, zarazków było mało. W końcu, przychodzi wiosna- czas pluchy i brzydkiej zawieruchy. Stosuję te same metody, aby mały człowieczek był zdrowy.
Czaję się na ten termometr, ale tyle tu super odpowiedzi, że szans nie mam.. Przeraża mnie na samą myśl bym miała swoją Córcie na koniec kąpieli polewać zimną wodą, oj kończyłoby się to szałem i płaczem.. Jako dorosła osoba to czasem stosuje takie metody, szczególnie w gorące dni.. Mała często choruje.. Wietrzenie, cieplutkie ubieranie, spacery, rozsądna sterylność (za duża doprowadziła do pleśniawek), to u nas normalne życie, codzienność.. Staramy się zdrowo odżywiać, kochamy produkty sezonowe! Malinki, truskawki, dynia, bobik oj to nasze leki na całe zło
gdy skończą się zapasy niedobory uzupełniamy witaminkami.. Szalejemy na podwórku, żadna pogoda nam nie straszna, na spacerku z psem się wygłupiamy, później w domu się z nim całując, a co tam to też członek naszej rodziny
Jednak, gdy tylko dopada Małą jakaś infekcja od razu w ruch idzie inhalator, opary z soli fizjologicznej ratują nas błyskawicznie.. Jak hartuje moje dziecko? CAŁUSAMI, PRZYTULANIEM I BEZGRANICZNĄ MIŁOŚCIĄ.. Poczucie bezpieczeństwa, kochania się to chyba fundament zdrowej duszy hmm no i zdrowego ciała!
Dzieci powinny przyzwyczajać się do niskich temperatur już od pierwszych tygodni życia. Hartowanie i oswajanie z zimnym, świeżym powietrzem to najlepszy sposób na odporność, a zarazem świetna recepta na zachowanie zdrowia w naszym klimacie.
Jestem mamą 21 miesięcznej córeczki i oto jakimi wskazówkami kieruję się podczas całego roku by wzmocnić odporność swojego dziecka:
+ 2-3 razy w ciągu dnia wychodzę z córką na spacer niezależnie jaka jest pogoda, czy +30 stopni w lecie czy jak teraz -25stopni
+ ubieram dziecko odpowiednio do pogody i panującej temperatury na dworze ( w lecie będzie to chusteczka na głowę i ubranka z delikatnej bawełny lub lnu , a w zimie na cebulkę)
+ optymalna temperatura w mieszkaniu to 21stopni w dzień , a 19-20 stopni nocą
+ dbam o prawidłową dietę dziecka ( świeże warzywa i owoce pochodzące z przydomowego ogródka i sadu, bogate w witamy C, dużo mięsa, ryb i nabiału w postaci jogurtów naturalnych czy kefirów)
+ przestrzeganie kalendarza szczepień
+ cotygodniowa wymiana ręcznika kąpielowego córki
+ nie pozwalam by w obecności córki ktoś palił papierosy
+ codzienne wietrzenie całego mieszkania
+ w lecie i wiosną śpimy przy uchylonym oknie, a w zimie lekko je rozszczelniamy
+ staram się w mieszkaniu utrzymywać odpowiednią wilgotność powietrza
+ jeśli wychodzę z córką na spacer stosuję krem ochronny na skórę dziecka
+ mycie rak przez dziecko i wszystkich domowników kilka razy dziennie
+ stworzenie optymalnych warunków do snu w nocy i drzemki w ciągu dnia
+ dwa razy do roku całą rodziną wyjeżdżamy na parę dni na łono natury, czy to w góry czy nad morze
+ odwiedzamy grotę solną raz w miesiącu
+ częste wietrzenie pościeli na dworze
+ staram się nie zabierać dziecka tam gdzie występują duże skupiska ludzi (targ, centrum handlowe)
+ codzienna kąpiel w letniej wodzie
+ unikam podawania córce słodyczy
+ na noc nie zakładam córce skarpetek na stopki, a córka śpi pod polarkowym kocykiem
+ od 6 miesiąca życia córka uczęszcza na zajęcia na basenie raz w tygodniu
+ w lecie córka biega boso po trawie czy piasku
+ zimą serwuję córce rozgrzewające zupy np. rosół z kury i warzyw, krupnik
+ w lecie serwuję córce zupy owocowe np. z truskawek, sok ze świeżo wyciśniętych owoców czy warzyw
+ córka bardzo lubi jeść kiszoną kapustę , kiszone ogórki czy cytrynę
+ codzienne podawanie wody z dodatkiem wyciśniętej cytryny czy zalewa z kiszonych ogórków
Jak do tej pory córka nie chorowała i tylko raz miała katarek
Budując odporność u dziecka musimy pamiętać o jednej z najważniejszych kwestii.
O witaminie M czyli miłości.
Czy mycie rąk na potęgę, nie dawanie dziecku słodyczy, cotygodniowa wymiana ręcznika i nie zabieranie dziecka tam gdzie zarazki można nazwać hartowaniem? Raczej skutek odwrotny. do wszystkiego trzeba podejść z dystansem. Uważam, że jak pójdziesz z córą na zakupy i zetknie się z zarazkiem zrobi jej to lepiej, niż jak ją wysterelizujesz i poślesz do przedszkola, wtedy to się zacznie…
-herbatka z sokiem malinowym ,cytrynką i miodem
-spacerki mimo katarku
-ciepła kąpiel z sosenką w kropelkach
-wełniane skarpetki od babci i puchowa kołderka
- dużo owoców i warzyw
Ojojo dużo tego…..:) a u mnie tak zwyczajnie:)
Oczywiście wietrzenie mieszkania i nie przegrzewanie dziecka ani dniem ani nocą.
Codzienny pobyt na świeżym powietrzu.Małą zabieramy ze sobą wszędzie. Nie unikamy skupisk ludzkich no chyba ze skupisko jest wybitnie zagilone:) i kot nadal żyje;)
A po za tym moja trzylatka jest maniaczką picia soku z czarnej porzeczki i/lub z pomarańczy, myje ręce nałogowo i nadal WSZYSTKO próbuje własnym językiem. Nie posiadam również kapci domowych.Wiosna i jesienią podaje Vibovit ( ale tylko wtedy kiedy ma słaby apetyt) a na dłuższa metę zapodaje kwasy omega.
A co najważniejsze: Ludzie nie dajmy się zwariować! Czasem katarek lub kaszelek po prostu każdego dopadnie i dopiero wtedy trzeba wiedzieć jak postąpić zwłaszcza kiedy jest to PIERWSZY raz:)
Jestem tatą dwóch córek i mogę podzielić się swoim doświadczeniem na temat wzmocnienia odporności u dzieci przez cały rok.
• przede wszystkim nie przegrzewam dzieci
• codzienne spacery na dworze niezależnie czy świeci słońce, pada deszcz, wieje wiatr czy jest mróz -30 stopni
• temperatura w mieszkaniu wynosi 20 stopni
• jak najczęstsze wizyty w grocie solnej czy na basenie
• wyjazd z córkami nad morze w ciągu roku
• jak najczęstsze wędrówki po lesie
• częste mycie zabawek a także wynoszenie je w zimę na świeże powietrze
• strój odpowiedni do pory roku i temperatury panującej na dworze
• stosowanie kosmetyków ochronnych na ciało dziecka czy to w zimę czy w lecie
• kąpiel w letniej wodzie
• podawanie do picia wody z dużą ilością soku z cytryny
• w sezonie jesienno- zimowym podawanie zup rozgrzewających, syrop z cebuli
• dieta obfitująca w dużą ilość świeżych owoców i warzyw, mięsa, ryb, nabiału
• podawanie lodów przez cały rok to swietny sposób na hartowanie gardła
• śmiechoterapia czyli jak najczęściej zachęcam córki do śmiechu
• podawanie jak najwięcej kiszonej kapusty czy ogórków kwaszonych
• dbanie o porządek w mieszkaniu, ale bez przesady,dziecko musi mieć styczność z kurzem jak i zwierzęciem
• częste mycie rąk
• picie domowej roboty kompotów, soków
• odpowiednia ilość godzin snu dziecka
• przestrzeganie kalendarza szczepień
• codzienne mycie zębów
• używanie tylko potrzebnych kosmetyków do mycia i pielęgnacji
• masaż stópek
Najważniejsze w tym wszystkim jest miłość okazywana córkom czy to przez słowa, czyny, głaskanie czy przytulanie, wspólnie spędzony czas.
Szczęśliwe dziecko to i szczęśliwi rodzice.
Dziesięć przykazań zdrowego, zahartowanego dziecka:
1. Nie będziesz się bał codziennych spacerów – ruch to zdrowie i podstawa dobrego funkcjonowania. O ile nie ma skrajnej pogody, przebywać jak najwięcej na dworze i czerpać całym sobą z siły słońca i dobrodziejstwa lekkiego wiatru.
2. Nie będziesz naturalnymi witaminkami gardził. Owoce i warzywa to podstawa! Najlepiej surowe lub gotowane na parze. Nie dość, że pięknie wyglądają, wspaniale smakują, to jeszcze dają tyle witamin, że nie trzeba sięgać po sztuczne.
3. Pamiętaj abyś w domu codziennie wietrzył! Nie można przegrzewać mieszkania ani dzieci. Za wysoka temperatura to źródło namnażania się bakterii, a do tego w zbyt wysokiej temp źle się śpi, w nie wietrzonym mieszkaniu zatykają się małe noski i wszystkim jest niewesoło.
4. Czcij czosnek i cebulkę! To wspaniałe naturalne specyfiki, które nie raz nas uratowały! Mleczko z czosnkiem, albo cebulka na pomidorkach to tylko jeden z przykładów jak można je jeść
Starszym dzieciom pewnie posmakuje. A moja 2,5 letnia córeczka może jeść cebulę jak jabłko – tak jej smakuje.
5. Nie zabijaj swojej odporności żyjąc w szklarnianych warunkach! Kiedyś dzieci dzieliły się wszystkim! Każdy ugryzł jabłko i podawał dalej, jak coś spadło na ziemię, to się czyściło z piachu i jadło bez obaw, że dostanie się paskudnego choróbska. Zachowujmy czystość i porządek, ale nie bądźmy pedantami i nie przesadzajmy. Aby dziecko się uodporniło, organizm musi mieć czasem kontakt z bakteriami! Zabawa z psem nie jest niebezpieczna – tylko potem umyj ręce i buzię
6. Nie wmawiaj sobie, że wiesz wszystko najlepiej – czasem warto posłuchać babcinych rad i podać maluchowi sok z malin, herbatkę lipową czy mleko z miodem. One naprawdę potrafią zastąpić syropki – ale nie zawsze! Więc gdy coś się dzieje, pamiętaj o pójściu do lekarza.
7. Nie kradnij dziecku jego intuicji! Czasem ono samo wie, czy coś jest dla niego za zimne lub za gorące. Podczas letnich wakacji pozwól mu biegać brzegiem morza, nawet jeśli Tobie się wydaje, że woda jest za zimna. Może maluchowi odpowiada? Tak też się hartuje i zdobywa odporność. Daj mu możliwość zabawy wg jego reguł!
8. Nie próbuj oszukać organizmu. Pryskane owoce to nie to samo co z ekologicznych upraw. Jedz jak najwięcej rzeczy naturalnych. Pamiętaj też o myciu rąk przed jedzeniem. Co więcej? Nie dawaj sztuczności – mleko zawarte w czekoladzie mlecznej to nie to samo co zdrowe mleczko dla dzieci. Organizmu nie oszukasz – on potrzebuje konkretnych składników odżywczych.
9. Nie staraj się być ideałem i nie bądź na siebie zła gdy Twoje dziecko zachoruje. Korzystanie z pełni dziecięcego życia to dopiero hartowanie! Skakanie w jesiennych kałużach, robienie orłów/aniołów na śniegu to prawdziwa zabawa! To też hartowanie organizmu, który poddawany jest różnym czynnikom zewnętrznym.
10. Bądź odpowiedzialnym rodzicem – szczepionki (przynajmniej te podstawowe) to absolutne minimum. Hartowanie hartowaniem, ale nie można się bezsensownie narażać na niebezpieczeństwo.
Oto przykazania zdrowego i szczęśliwego dziecka i rodzica!
Zapamiętać i recytować w środku nocy
A-jak aktywnie spędzany czas
B-jak babciowe sposoby
C-jak jedzenie cytrusów
D-jak długie spacery
E-jak energia
F- jak jedzenie fig
G- jak wyjazdy w góry
H- herbatka cytrynowa
I- unikanie infekcji
J- jak jedzenie jogurtów
K- jak jedzenie kaszy
L- jak leżakowanie
M-jak picie mleka z miodem
N- jak nasiona pestek
O- jak orzechy
P- jak pełnoziarniste pieczywo
R- jak ryby
S- jedzenie surówek, szczepionki
T- jak temperatura w mieszkaniu
U- jak urozmaicone jedzonko
W- jak picie wody
Z- jak zjadanie wszystkiego co zdrowe
W zasadzie łatwo pisać o hartowaniu dziecka, jak od urodzenia jest zdrowe… Mój synek urodził się w zasadzie o czasie, tyle że już w pierwszej dobie ujawnił się konflikt grup głównych, gwałtowna i bardzo wysoka żółtaczka. Wiadomo – antybiotyk, kroplówki, lampy – daliśmy radę
3 tygodnie później synek trafił do szpitala z zapaleniem układu moczowego – znów antybiotyk. Kuracja pomogła na krótko, bo po następnym miesiącu znowu byliśmy w szpitalu i trzeci antybiotyk. A jeszcze nie miał nawet skończonych 2 miesięcy… Po wyjściu tona leków, dziecko osłabione. I jak tu hartować takiego malucha? Tym bardziej, że przez te wszystkie stresy straciłam pokarm, a więc mały nie dostawał przeciwciał ode mnie…
I jeszcze jeden sposób, jaki podpowiedziała mi pewna starsza pielęgniarka w czasie pobytu w szpitalu – masaż stóp dziecka. Maleńkie stópki są istnym zbiorem receptorów, których ucisk oddziaływuje na wszelkie narządy, a tym samym cały organizm. A więc masowałam stópki synka ilekroć był łaskawy poleżeć kilka minut w spokoju
Nie wiem, który sposób pomógł – pewnie wszystkie po trochu.. Na pewno dużą zasługę odegrał tu przyjmowany probiotyk. Synek pomimo 3 kuracji antybiotykowych i następnie długich kuracji lekami, które miały go zabezpieczać od nawrotów zakażenia – ani razu nie chorował
Nie złapał nawet malutkiego katarku, nie zaraził się przeziębieniem gdy chorowałam razem z mężem. Widać, że hartowanie się udało 
Po każdym pobycie w szpitalu, po każdej kuracji antybiotykiem było od początku stopniowe tarasowanie, potem krótkie spacerki, następnie trochę dłuższe.. Po jakimś czasie żadna pogoda nie była nam straszna. Polecono mi zakupić nowoczesny probiotyk w kropelkach dla niemowląt (Dicoflor) i podawać go ciągle, przez kilka miesięcy – najpierw w maksymalnej dawce, potem stopniowo zmniejszać. Do tego obowiązkowa wit. C w kropelkach (Cebion) dodawana do mleczka. Oczywiście synek codziennie miał wietrzony pokój, przed każdą drzemką i przed wieczornym spaniem. Butelki, smoczki i wszelkie niemowlęce akcesoria raz dziennie sterylizowałam (zazwyczaj pod wieczór), w pozostałych momentach jedynie przelewałam wrzątkiem. Pożegnaliśmy się z nawilżającymi chusteczkami i zastąpiliśmy je wodą i mydłem Bambino – przy każdej zmianie pieluszki maszerowaliśmy z młodym „pod kran”. Do tego oczywiście codzienne kąpiele
A co do hartowania w czasie określonych pór roku – w każdej z nich, czy to wiosna, jesień czy zima, należy zażywać spacerów, jak największej ilości świeżego powietrza, często wietrzyć mieszkanie i odżywiać się zgodnie właśnie z pora roku.
kiedyś wyczytałam, że dzieci są zdrowe jeśli mają rodzeństwo. Więc w celu podnoszenia odporności mojemu pierworodnemu zrobiliśmy mu to rodzeństwo
no i żeby nie było od razu zafundowaliśmy mu podwójną dawkę odporności
lecę oznajmić mężowi
można połączyć przyjemne z pożytecznym
pozdrawiam
15 kroków do odporności jakie stosuję przy wychowywaniu moich dzieci:
- dbanie o dobrą kondycję dzieci poprzez częste spacerowania, zabawę na świeżym powietrzu czy pilnowanie by dzieci się wysypiały
- zapewnienie dzieciom odpowiedniej diety właściwej do wieku dziecka poprzez regularne posiłki bogate w witaminy ( świeże, ekologiczne warzywa i owoce) oraz białko ( mięso, mleko o jego przetwory)
- wietrzenie mieszkania kilka razy dziennie, dbanie by temperatura w pomieszczeniach nie przekraczała 21 stopni , a w sezonie grzewczym nawilżanie powietrza
- ubieranie dzieci stosownie do pogody panującej na dworze
- izolacje dzieci od osób chorych
- nie palenie przy dziecku
- dbanie o higienę rąk dzieci jak i pozostałych domowników
- nie pozwalanie gościom, domownikom całowanie dzieci w usta
- podawanie do picia wody z dodatkiem soku z cytryny
- częste podawanie w ciągu roku lodów do jedzenia
- przestrzeganie kalendarza szczepień
- jeśli nadejdzie choroba stosowanie naturalnych metod np. stawianie baniek, herbatka z pokrzywy, mleko z miodem, syrop z cebuli
- w miarę możliwości krótkie wypady nad morze czy w góry.
- dbanie o higienę osobistą i zęby
-podawanie jako przekąski surowych warzyw i owoców, , świeżych soków własnoręcznie wyciśniętych, surówek z kiszonej kapusty czy kapusty kwaszonej
my, co prawda do wiosny jeszcze nie doszliśmy, bo Mój Synek urodził się w lipcu, ale co jest pewne, to uważam ze początkiem budowania odporności dziecka, jest prawidłowa dieta matki w ciąży. Ja się poświecałam, jedząc i pijąc niekoniecznie to co lubiłam, ale efekty widoczne były już po urodzeniu.duużo kapusty kiszonej,pietruszki,swojskiej kaszanki:), jak i soku, kefiry, wyciskane soki z grajfruta.Teraz Mój Synek ma skonczone 6 mcy, i odpukac…:), a karmiłam do 6 mca, codziennie wychodzimy na spacerek, nawet jak jest costa…nakładamy folię na wózek i chociaz 10 min.unikamy większych skupisk ludzi, typu centra handlowe, .wprowadzone posiłki przygotowuję sama, kupiłam parowar-blender w1.rewelacja:), no kombinuje, by wszysko co je było swojskie..gołąbek, królik, czy indyk muszą być swojskie:).nie jest to łatwe i może tanie, ale uważam, że warto:), no i przede wszystkim, szczęsliwe dziecko, to zdrowe dziecko:), Pozdrawiam
polecam również nawilżacz powietrza-super sprawa:))))))
Duuużo się powtórzy, ale niektóre sposoby są dobre i stosowane przez wszystkich?:)
- Nie przesadzać z higieną- akcesoria do karmienia wyparzyłam tylko raz- po kupieniu. Potem zwyczajne mycie, przez kilka tygodni przelewane jedynie przegotowana wodą, potem tylko myte w kranówce. Podłogę myję raz w tygodniu (kiedy raczkował- 2 razy na tydzień). Synek (równe 2 lata) od początku jadł to, co spadło na podłogę. A kto go tego nauczył (celowo, żeby uodparniać)? Mamuśka
Rączki myjemy jedynie: po powrocie z dworu, po wizycie w toalecie (odkąd zaczął załatwiać się na sedes), jeśli NAPRAWDE są brudne. Przed jedzeniem niekoniecznie
Łapki ciągle są w buzi, bo ząbki. Ani razu nie wyprasowałam dziecka ciuszków. Może zbiorę za to cięgi, ale jak nie wypije mi całego mleka, nie zje całej porcji jedzenie, nie wylewam, tylko daję mu, jak zgłodnieje. I tylko raz miał problemy z brzuszkiem, ale to był wirus.
- Zdrowe odżywianie- warzywa i owoce z własnego ogródka, nie pryskane. Robimy mnóstwo przetworów na zimę i jemy je w ilościach hurtowych. Mrożenie też, suszenie (np. natki pietruszki, szczypiorku, koperku, ziół, dzikiej róży, derenia, …) Herbatki owocowe robimy głównie z własnych suszonych produktów (smak i aromat nie do podrobienia nawet przez najlepsze firmy). Jemy mnóstwo warzyw i owoców, mięsko, jaja, mleko (mały je uwielbia)- od kiedy tylko możemy (synek ma alergię). Kasze (wszystkie gatunki), płatki (owsiane, jęczmienne, pszenne, żytnie, kukurydziane).
- probiotyki- kiszona kapusta, ogórki, jogurty (od niedawna, bo dopiero przeszła mu alergia na mleko). A jeśli trzeba (jakaś choroba mu się wykluwa- na szczęście rzadko i lekko)- probiotyki w kapsułkach. Wtedy też dostaje od razu wapno i witaminę C i.. z reguły już po problemie.
- Synek dostaje duuuuuużo zieleniny- natkę pietruszki, koperek, szczypiorek- uwielbia je!!!! Mam tego mnostwo, bo nasuszyłam i zamroziłam latem. A to dosłownie bomby witaminowe (i nie tylko).
- Używam tylko przypraw typu suszone zioła, nigdy gotowych mieszanek (Vegety, przyprawy do ryb,…). Chemia nie sprzyja zdrowiu.
- O ile tylko synek nie zdradza objawów choroby, dostaje napoje o temp. pokojowej, też zimą. Jedzenie nieraz też (to znaczy, daję mu ciepłe, ale strasznie pazerny na jedzonko on nie jest, więc sto razy mu ostygnie, zanim dotrze do końca). Nie grzeję, niech się nauczy.
- Minimum kosmetyków- na przykład krem p/odparzeniom stosowałam tylko, jak się coś zaczynało dziać. Nigdy profilaktycznie.
- Spacery niezależnie od pogody (no, przy -10 jeśli naprawdę muszę wyjść). Dużo ruchu na dworze (plac zabaw, piaskownica, chodzenie na spacerze, jeździk, sanki).
- Mały chodzi z nami wszędzie- w mojej miejscowości sklepy są czynne od 9 do 17 (mąż wychodzi z domu dużo wcześniej, wraca później). Zakupy zrobić muszę, wszystko załatwić, a nie mam z kim zostawić dziecka. Jeździmy komunikacją miejską, bo nie mamy 2 samochodów.
- Synek śpi po południu, dbamy o sen nocny. To daje siłę układowi odpornościowemu.
- Strój odpowiedni do okoliczności. Temp w domu nie za wysoka. I to od urodzenia.
- 18 miesięcy karmiłam piersią. To duuużo dało, mnóstwo przeciwciał.
- Mały jest alergikiem, więc bardzo przestrzegamy diety- nie ma sensu dodatkowo wygłupiać układu odpornościowego. I są efekty- na 22 miesiące nie był już uczulony na mleko (a był koszmarnie!!!!!), jaja, kakao i inne silne alergeny.
- Nie mamy zwierza, który oblizywałby dzióbek synka. Nasz element hard to działka- synek ledwie ponad roczny siedział sobie na karimacie brudny jak za przeproszeniem świnka i kopał łopatką w grządkach. Mamuśka taka szczęśliwa, że dziecko tak ładnie się bawi, a dziecko co robi? Łopatką ziemię nabiera i jak łyżeczką do buzi pakuje. A za chwile chrup, chrup- to ślimaki skończyły żywot w paszczęce synka. Najpierw zdębiałam i spanikowałam, ale nic mu nie było, to drugim razem już spokojniej na to zareagowałam. To też uodparnia
Spał pod drzewkiem na karimacie, tylko sprawdzałam, czy mrówki go nie oblazły. Wyrodna matka tak dziecko narażała? A co miałam zrobić, skoro warzywa same się nie chciały wyhodować, a dziecko uczuleniowiec i musiało mieć super ekologiczne jedzonko?
- Szczepimy, a jakże. Ale nie daję się nabierać na zachęty, żeby zaszczepić jeśli dziecko ma katarek, czy kaszelek. Do szczepienie idzie dziecko ZDROWE.
- Synek ma taką urodę, że często ma zimne stópki- szczególnie zimą- czy ubiorę mu nóżki grubo, czy cienko- jeden pies, i tak stopki po powrocie z dworu są lodowate. Po powrocie ciepłe skarpety, ciepły soczek do picia. I nic mu nie jest.
- Cytryna, miód,… wiem, że to samo zdrowie, ale alergik może ich spróbować późno (po 2 r. ż.). Ale spróbujemy, a jakże.
- No i wiem, że „najlepsze” czeka nas, kiedy mały pójdzie do przedszkola. Żeby wtedy nie chorował, będę mu dawała „eliksir z czosnku i spółki”. Nie łudzę się, ambrozja to nie jest. Będę go najwyżej przekupywać, żeby wypił, zaapeluję do jego rozsądku, nie wiem co zrobię, eliksir będzie musiał pić, bo jest bardzo skuteczny.
ELIKSIR
No więc:
* 20- 26 dużych ząbków czosnku (ale nie chiński, bo jest pozbawiony
leczniczych właściwości), lepiej kupić od zaufanego dostawcy, np rolnika
* zmiażdżyć razem z sokiem i miąższem z 3 cytryn
* zalać 1 litrem przegotowanej chłodnej wody
* wstawić do lodówki na 1- 2 dni
* zlać do ciemnej butelki, zakorkować (przechowywać lepiej w lodówce)
* pić 1- 2 kieliszki dziennie, dzieci około 1 łyżeczkę
* można do smaku dodać miodu- w trakcie przygotowywania minimum 1/2
słoika na tę ilość płynu, albo słodzić miodem przed podaniem
Aha i eliksiru nie podajemy na pusty żołądek (ani gdy maleńko zjedzone). Czosnek ma silnie działające olejki eteryczne i może brzuszek boleć (ja się tak kiedyś urządziłam).
Dbam o moje dziecko i je hartuje, w ten sposób jego odporność buduje,
Zimą śniegiem się rzucamy i na sankach z górek zjeżdżamy,
Wiosną długie spacery uprawiamy oraz warzywa i owoce chętnie zjadamy,
Latem sobie wędrujemy oraz w rzece się kąpiemy,
Jesienią kasztany w parku zbieramy i w liście się rzucamy!!!!
Czy to wiosna, lato , jesień czy zima bakterii i wirusów czasem nic nie powstrzyma,
Więc gdy dziecko mi zgorączkuje, to wcale się nie załamuje i na gorączkę IBUM-ICE stosuje.
Każda pora roku przynosi nam zagrożenia i potencjalne choroby, ale i daje nam możliwość odpowiedniego się hartowania.. Nie bez przyczyny jest coś takiego, jak naturalna sezonowość – po prostu nasze organizmy przystosowały się do zmiennych warunków, zależnych od pór roku. I tak też powinniśmy zadbać o ich hartowanie.
Wiosną należy korzystać z wszystkich nowalijek – istnych bomb witaminowych. Świeży szczypiorem, rzodkiewka, czy inne warzywa, na pewno posmakują naszym maluchom. My uwielbiamy dodatkowo świeżo wyhodowane kiełki, dodawane do potraw. Dzieciakom przystrajamy nimi kanapki, a one z zachwytem je pałaszują
Wiosną obowiązkowe są także częste spacery.
Latem dojrzewają wszelkie zioła, które w określonych ilościach cudnie wspomagają naszą odporność. Nasza rodzina zbiera i suszy świeże roślinki, potem parzy je jako herbatki i podaje maluszkom. Super sprawdza się zawsze wielki, rosnący w naszej szklarni aloes. Świeżo wyciśnięty sok z liści tej rośliny podajemy po łyżeczce maluchom. No i nie zapominajmy o ulubionym sposobie hartowania naszych babć o tej porze roku – spacerze gołymi stopami po zroszonej trawie bardzo wcześnie rano
Za to dzieci uwielbiają inny sposób – kąpiele w lodowatej wodzie – czy to w jeziorze, czy pobliskim strumyku. Potem suszenie na słońcu i z powrotem do wody
Jesienią dbamy o odporność podając dzieciakom tran – obowiązkowo musi być smakowy, bo odkąd go posmakowały, inny już nie przejdzie. Hartujemy dzieciaki w kąpieli, ale tym razem już w wannie
– zaczynamy od ciepłej, kończymy chłodnym prysznicem. W sypialni maluchów jest stała temperatura, taka ok. 20 st.C – staramy się, aby pokoi nie przegrzewać.
Podobne metody stosujemy w zimie. Dodatkowo, gdy przychodzą mrozy i zaczynamy grzanie, włączamy w sypialni maluchów nawilżacz powietrza. Synkowi podajemy od czasu do czasu roztarty ząbek czosnku wymieszany z miodem, córka woli zaś kanapki z cebulą – to wszystko wzmaga odporność, a tym samym hartuje!!
Tak zgadzam sie z mamami nie ma co przesadzać z tymi idealnymi warunkami i sterylnością .Mój szkrab ma 16miesięcy nigdy nie chorował nie był przeziębiny itd.Jak był mały dostawał kropelki Biogaia na odporność ,tez lubi warzywa za owocami przepada szczególnie za jabłkiem ,wybieram tez lepsze kaszki które dbają o odporność dziecka przez cały czas ,soki warzywne, przecierowe ,dostaje tez dwa razy w tygodniu acidolac i pije syrop z żelazem i witaminami w okresie jesienno zimowym je rybki dwa razyw tygodniu ,od początku go nie przegrzewałam co nie podobało się mojej mamie ale cóż potem na to przystała i tak jest do dziś wietrze mieszkanie codziennnie chodzimy na spacerki nawet gdy pada deszcz ubieramy się na cebulkę i wio przed siebie dobrze że mamy niedaleko park i las tam jest cicho spokojnie bez spalin i zanieczyszczeń to tyle pozdrawiam