<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Dzieciowo mi! &#187; ABC rodzica-debiutanta</title>
	<atom:link href="http://www.dzieciowo.pl/category/abc-rodzica-debiutanta/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.dzieciowo.pl</link>
	<description>Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.</description>
	<lastBuildDate>Tue, 07 Feb 2012 05:00:57 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Pielęgnacja wcześniaka &#8211; to nie takie trudne</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/pielegnacja-wczesniaka-to-nie-takie-trudne.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/pielegnacja-wczesniaka-to-nie-takie-trudne.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Jan 2012 05:00:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>
		<category><![CDATA[szpital]]></category>
		<category><![CDATA[wcześniak]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6902</guid>
		<description><![CDATA[Zanim zanurkujemy w zagadnienie jak premier Putin po grecką wazę, trzeba sobie jasno powiedzieć, że są wcześniaki i wcześniaki. Dzieciaczka urodzonego w 27. tc właściwie ciężko porównać z tym urodzonym w 36. tc. Z wcześniakami nigdy nic nie wiadomo. Znam wcześniaki urodzone w 32. tc, które doszły do formy piorunująco szybko i takie z 36. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Zanim zanurkujemy w zagadnienie jak premier Putin po grecką wazę, trzeba sobie jasno powiedzieć, że są wcześniaki i wcześniaki. <strong>Dzieciaczka urodzonego w 27. tc właściwie ciężko porównać z tym urodzonym w 36. tc</strong>. Z wcześniakami nigdy nic nie wiadomo. Znam wcześniaki urodzone w 32. tc, które doszły do formy piorunująco szybko i takie z 36. tygodnia, które w szpitalu musiały przebywać znacznie dłużej. Krótka piłka: <strong>założenia odgórne zawsze jakieś są, ale i tak każdego wcześniaka należy traktować indywidualnie.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Sama jestem matką wcześniaków. Dziewczyny przyszły na świat w 36. tc, wcześniactwo mam wpisane w książeczki zdrowia dziecka. Neurologicznie (zwłaszcza pod względem odruchów) zostały opisane jako dzieci urodzone między 32 a 36 tygodniem ciąży. Przeszliśmy obowiązkową kontrolę wcześniactwa (wiecie, rajzy po okulistach, laryngologach, neurologach, USG mózgu itp.). Obie panny dostały jednak 10 punktów w skali Apgar, żadnych przykrych incydentów nie odnotowano (poza 3 dniami przebywania w inkubatorze), ze szpitala wyszliśmy po tygodniu, a dzieci nigdy nie były rehabilitowane, nie było takiej potrzeby. Cud, miód i orzeszki.</p>
<p style="text-align: justify;">Pielęgnowałam je więc dokładnie tak samo jak pierwsze dziecko urodzone w 40 tc. No, prawie tak samo. Pewne zmiany jednak nastąpiły, bo wcześniaki tego wymagały. Dobra, a teraz &#8211; pamiętając o pierwszym zdaniu z tej notki &#8211; możemy zanurkować i sięgnąć do (se)dna sprawy: <strong>jak pielęgnować wcześniaka?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Tak naprawdę wcale nie inaczej niż dziecko donoszone. Jakby się uprzeć, to <strong>jedyne, czego wcześniak wymaga, to wzmożona uwaga rodzica, większa cierpliwość i znacznie więcej wyrozumiałości.</strong> Wcześniakowi trzeba dać czas. Musi trochę nadrobić, zanim dogoni peleton.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Własne łóżeczko czy łóżko rodziców? </strong>Zdecydowanie własne łóżeczko. Wcześniak wypisywany ze szpitala waży około 2 kg. Łatwo go przygnieść, łatwo może zaplątać się w kołdrę czy poduszkę (zresztą kołdra waży dla niego tonę!), nie mówiąc już o tym, że sam rodzic się nie wyśpi, bo będzie miał świadomość, że tuż obok leży mikroczłowiek. W moim odczuciu znacznie lepszym rozwiązaniem jest łóżeczko, ALE blisko rodziców. Masz na odległość ręki, zawsze możesz zareagować.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Tropiki czy zimny chów?</strong> Tym między innymi wcześniaki różnią się od dzieci donoszonych, że mają problemy z utrzymaniem właściwej ciepłoty ciała. <strong>Bardzo łatwo się wychładzają z tego prostego powodu, że mają znacznie mniej tkanki tłuszczowej.</strong> A to ona zapewnia ciepło. Największy przyrost tłuszczyku następuje w trzech ostatnich tygodniach ciąży, czyli w czasie, którego wcześniak z definicji nie doczeka. Wcześniaki zatem to chudzielce.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Muszą mieć cieplej niż dzieci donoszone.</strong> Piorunem stopy i kark takiego delikwenta staje się zimny, nawet podczas przebierania (dlatego warto kupić ubranka bez wodotrysków, takie, które można jak najszybciej i najprościej założyć). W dzień temperatura w pokoju powinna oscylować wokół 25 stopni, w nocy ma być trochę chłodniej. Na samym początku warto dzieciom na noc nakładać czapeczki (w ciągu dnia nie jest to konieczne).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak kąpać wcześniaka?</strong> Dokładnie tak samo jak każdego innego oseska. Trzeba tylko dbać, żeby po kąpieli nie zrobiło mu się zimno. No i nie trzeba kąpać codziennie. Wcześniaki mają delikatną skórę, ale <strong>najczęściej nie wymagają specyfików pielęgnacyjnych super-hiper z najwyższej półki,</strong> nie muszą to być emolienty. Grunt, żeby smarowidło &#8211; jeśli używamy jakiegoś smarowidła &#8211; było sprawdzone, a nie jakiś no name. Eksperymenty możemy sobie zacząć później, jak podrośnie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Wcześniak potrzebuje spokoju.</strong> W zależności od tego, ile przed czasem się urodził, przychodzi na świat z różnym stopniem niedorozwoju. U skrajnych wcześniaków jest to niedorozwój narządów wewnętrznych, u wcześniaków &#8222;późnych&#8221; (jak moje) po prostu znacznie większa wrażliwość na bodźce. Najgorsze, co możemy zafundować dziedzicowi, to nieustanne pielgrzymki ciotek i babć gruchających nad łóżeczkiem. Apage. <strong>Wcześniak musi włożyć więcej wysiłku (choć nie jest tego świadomy), żeby przetworzyć sobie bodźce z otaczającego go świata.</strong> Aplikowanie mu ciągłych nowości wprowadzi rozdrażnienie i poczucie dezorientacji. Ciotki jeszcze zdążą przyjść, jeszcze narobią zdjęć (zresztą sami możemy zrobić i wysłać im foty mailem).</p>
<p style="text-align: justify;">Z wizytami krewnych i znajomych Królika wiąże się jeszcze jedno niebezpieczeństwo: <strong>przynoszą ze sobą najróżniejsze zarazki.</strong> Wcześniak ma obniżoną odporność. Dziecko donoszone będzie miało gdzieś dziadkowy katarek a na wcześniaku się odbije. A zatem <strong>jak najmniej wizyt. A już na pewno odizolować obce dzieci</strong>. Przez pierwsze trzy miesiące niech się nie pokazują. Trudno, najwyżej rodzina się obrazi. Zdrowie wcześniaka ważniejsze. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to krzyżyk na drogę.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak powinien spać wcześniak?</strong> Jak każde inne dziecko &#8211; głównie na plecach. Na brzuszku można kłaść delikwenta w ciągu dnia, kiedy my nie śpimy i mamy go na oku. Noworodki, zwłaszcza wcześniaki mają problem z obróceniem główki z jednej strony na drugą. W nocy lepiej niech śpi na plecach. Tak będzie bezpieczniej. Uwaga, jeśli dziecko zwykło trzymać główkę w jedną stronę, warto je przekładać raz tak, raz siak. Inaczej czaszka może się nieco odkształcić. Dzieje się tak zwłaszcza jeśli młode nie otrzymuje odpowiedniej dawki witaminy D (często tak jest). Kości są wtedy bardziej miękkie (jeśli można to tak określić). Moja pierworodna ma takie odkształcenie. Albo miała, bo jak mam być szczera, zupełnie ginie to pod włosami. Bliźniaczki przekładałam częściej, nie mają żadnych spłaszczeń.</p>
<p style="text-align: justify;">Podsumowując: pielęgnacja moich wcześniaków względem pierwszego dziecka donoszonego różniła się w następujących punktach:</p>
<ul>
<li style="text-align: justify;">cieplej w ciągu dnia i staranniejszy, zapobiegający wychłodzeniu ubiór</li>
<li>mniej bodźców</li>
<li style="text-align: justify;">dłuższy czas do pierwszej wizyty dziadków i znacznie dłuższy do pierwszej wizyty dzieci</li>
<li style="text-align: justify;">inny sposób karmienia (niestety miały normalny dla wcześniaków problem ze ssaniem i z różnych względów nigdy nie nauczyły się ssać piersi)</li>
</ul>
<div style="text-align: justify;">Poszło gładko. Jednego tylko żałuję, mogłam na samym początku zaopatrzyć się w pieluchy dla wcześniaków. Co prawda przewidziane są one dla dzieci do 2 kg, a moje ważyły odpowiednio 2130 i 2190, ale pielucha sięgająca od kostek po szyję i zapinana naokoło to żaden komfort, wierzcie mi. Łacina leciała wodospadem.</div>
<div style="text-align: justify;"><em>Pisząc notkę korzystała z artykułu zamieszczonego w piśmie &#8222;M jak mama&#8221; (bez ekscytacji, nie jestem w ciąży! <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ) nr 1/2012. Artykuł stanowi wywiad z Ewą Helwich, pediatrą neonatologiem, szefową Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka IMiD w Warszawie, krajowym konsultantem w dziedzinie neonatologii.</em></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/pielegnacja-wczesniaka-to-nie-takie-trudne.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Karmienie a przeziębienie, karmienie a antybiotyk</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/karmienie-a-przeziebienie-karmienie-a-antybiotyk.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/karmienie-a-przeziebienie-karmienie-a-antybiotyk.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Dec 2011 05:00:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[karmienie piersią]]></category>
		<category><![CDATA[rodzic]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6865</guid>
		<description><![CDATA[No tak. Matka jesienną porą (analogicznie do bruneta wieczorową porą) bywa pociągająca. Tudzież smarkata. Pociąga na potęgę i smarka też. Nie ma zmiłuj, pora siąpiąco-przymrozkowa rządzi się swoimi prawami. Pół biedy, jeśli matka ma dziecko w wieku przedszkolnym. Gorzej, jeśli junior stołuje się przy barze mlecznym made by mama. Nie dla juniora gorzej &#8211; o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">No tak. Matka jesienną porą (analogicznie do bruneta wieczorową porą) bywa pociągająca. Tudzież smarkata. Pociąga na potęgę i smarka też. Nie ma zmiłuj, pora siąpiąco-przymrozkowa rządzi się swoimi prawami. Pół biedy, jeśli matka ma dziecko w wieku przedszkolnym. Gorzej, jeśli junior stołuje się przy barze mlecznym made by mama. Nie dla juniora gorzej &#8211; o tym będzie poniżej &#8211; tylko dla matki. Bo matka włosiska z głowy rwie, pazury żre i zastanawia się, czy przystawić do piersi, czy wprost przeciwnie i czy istnieje ryzyko zrobienia sobie niezłego kuku. Notka ta ma więc na celu ocalenie owłosienia i takie działanie, by matka nie skończyła jak Wenus z Milo.</p>
<h5 style="text-align: justify;"><strong>Czy podczas przeziębienia można karmić piersią?</strong></h5>
<p style="text-align: justify;">Nie tylko można. <strong>POWINNO SIĘ karmić piersią</strong>. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że mleko matki jest doskonałym źródłem przeciwciał. Ssąc cyca (słowo pierś też lubię, ale pozwólcie, że pocycuję), młode zaopatrza się w niezbędne składniki, które wzmacniają jego odporność. Nic nie zrobi tego lepiej. Jeśli więc zależy ci na tym, żeby twoje dziecko nabierało odporności, to pomimo przeziębienia karm je piersią bez zmian. Jasne, leje ci się z nosa, ale spokojnie. Nie przekażesz razem z pokarmem armii drobnoustrojów, natura już o to zadbała.</p>
<p style="text-align: justify;">Orgię zarazkową może jednak zafundować coś, czemu (ach, ach) częstokroć nie możemy się oprzeć, czyli całowanie i przytulanie. Innymi słowy, <strong>karm do wypęku, ale nie całuj i nie przytulaj podczas choroby</strong>. Trudno, trzeba to jakoś przeżyć, katar nie trwa latami. Choróbsko przenosi się drogą kropelkową.</p>
<p style="text-align: justify;">Niektóre portale rodzicielskie radzą, żeby podczas karmienia zakładać na twarz papierową maseczkę. Większego sensu, moim zdaniem, to nie ma. Chyba że od razu po karmieniu wyrzucisz maseczkę do śmieci. Jeśli już zakładasz, to nie ma co się przejmować, że młode zrobi oczy jak spodki na twój widok. Spokojnie. Niemowlęta w wielu dziedzinach mogłyby nas zaskoczyć (parafrazując tytuł filmu, niemowlęta są jakieś dziwne). Na przykład bardzo lubią czarny kolor, bo jest bardzo wyrazisty, a junior na początku swojej kariery społecznej rozróżnia w porywach do czterech lub pięciu kolorów. Spróbuj jednak kupić potomkowi czarne body lub śpiochy&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Dobra, ad rem. A ty bracie karm, karm, karm, bracie, piersią jak my. Coś trzeba jednak ze sobą robić. Nie jest tak &#8211; tu pozwolę sobie stanąć okoniem wobec powszechnych przekonań &#8211; że matka karmiąca nie może się leczyć. Może. Powinna. Wystarczy, że wpiernicza ziemniaki z marchewką i kurczakiem przez siedem dni w tygodniu <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<h5 style="text-align: justify;"><strong>Co można stosować na przeziębienie, kiedy karmi się piersią?</strong></h5>
<p style="text-align: justify;">I tutaj znów stajemy na rozdrożu opinii, jeśli przeczeszemy świat WWW. Broń Boże syropy z cebuli i czosnku! &#8211; krzyczą jedni. Tak, syrop z cebuli i czosnku! &#8211; krzyczą drudzy. <strong>Prawda jak zwykle jest inna dla każdego dziecka osobno</strong>. Awersja do czosnku (iście wampirza, czyż nie?) wynika z przekonania, że aromat wyżej wymienionego przenika do pokarmu, co może sprawić, że dziecko nie będzie chciało go pić. No dobrze, ale przecież w takich Indiach czosnek jest ZALECANY dla karmiących i żrą go na potęgę, po ponoć wspomaga laktację, a nie słyszałam jakoś o zbiorowym strajku indyjskich niemowląt. Jeśli więc jesteś zwolenniczką naturalnych metod, po prostu spróbuj. Nic nie tracisz. Mnie osobiście nikt na tej planecie nie przekona do wypicia syropu z cebuli i czosnku, no way. Już chętniej rozbiorę się pod wrocławskim pręgierzem w rynku, narażając społeczeństwo na szok estetyczny (te rozstępy i cellulit&#8230;).</p>
<p style="text-align: justify;">Jeśli tak jak ja prędzej wypijesz denaturat niż sok z cebuli, z powodzeniem możesz sięgnąć po środki apteczne. Przede wszystkim paracetamol i ibuprom. Unikać należy pochodnych kwasu salicylowego, czyli Aspiryny i Polopiryny, choć część miejsc WWW radzi, by skonsultować się z lekarzem i jeśli ten pozwoli, to zażyć. No nie wiem. Z rozsądkiem należy podejść do kodeiny, ponieważ ponoć ma ona negatywny wpływ na laktację. Natomiast spokojnie możemy sobie siorbać większość aptecznych syropków dostępnych bez recepty (np. Mucosolvan, Flegamina). One nie przenikają do pokarmu, a przynoszą ulgę.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak pozbyć się kataru?</strong> Wydmuchiwać nochal oczywiście dbając, by chusteczki od razu lądowały w koszu (przyznaję się, to jest mój problem. Nie lądują), ale świetnym pomysłem jest&#8230; <strong>inhalacja</strong>. Ludzie, <strong>zaopatrzcie się w inhalator-nebulizer.</strong> I tak wam się przyda, kiedy junior pójdzie do przedszkola lub żłobka, zobaczycie. Inhalacja czyni cuda. To świetny sposób na oczyszczenie i odkażenia nosogardzieli. <strong>Czym inhalować?</strong> Zwykłą solą fizjologiczną chociażby (stężenie 0,9%), którą za grosze można nabyć w aptece bez recepty. To upierdliwa metoda, bo te dziesięć minut powiedzmy trzeba sobie z maseczką posiedzieć i powdychać, ale warto, wierzcie mi, warto. Można stosować również specjalne preparaty do nebulizacji (np. Mucosolvan właśnie, ale nie syropek, broń Boże, tylko specjalnie przystosowany do inhalatorów), ale one są na receptę, trzeba więc zabrać zadek i ruszyć do lekarza.</p>
<p style="text-align: justify;">Czyli tak: zawsze możesz się udać do lekarza, nie zaszkodzi. Chcę tylko powiedzieć, że <strong>przeziębienie nie jest przeciwwskazaniem do karmienia piersią</strong>.</p>
<h5 style="text-align: justify;">Czy można karmić piersią, kiedy się ma gorączkę?</h5>
<p style="text-align: justify;">Ależ owszem, czemu nie? Dziecku też należy się! <strong>Jasne, że możesz karmić z gorączką</strong>. Mało tego, możesz tę gorączkę zbijać, jeśli przekroczy 38 stopni. Niektóre portale rodzicielskie radzą, że możesz użyć środków dziecięcych, czyli np. czopka paracetamolu. Ekhm, dziecięcy czopek paracetamolu to możesz sobie za przeproszeniem wsadzić. Dawka jest dobierana do wagi delikwenta i żeby coś w ogóle ci się zbiło, musiałabyś tych czopków wpakować sobie kilka tam, gdzie słońce nie dochodzi. Po prostu sięgnij po paracetamol w wersji dla dorosłych (czyli np. Apap, Codipar czy coś w ten deseń, chyba że upierasz się przy czopkach&#8230; <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ). Jeśli jednak gorączka jest wysoka (38-39 stopni) i utrzymuje się więcej niż dwa dni, to trzeba zadrzeć kiecę i polecieć do internisty. Niech myśli.</p>
<h5 style="text-align: justify;">Czy można karmić piersią, kiedy się bierze antybiotyki?</h5>
<p style="text-align: justify;">A to różnie. W dzisiejszych czasach najczęściej można dobrać taki antybiotyk, który nie przenika do pokarmu lub przenika w sposób na tyle ograniczony, że nieistotny. Gorzej, jeśli ktoś jest na coś uczulony (np. ja na penicylinę). Rada jest jedna &#8211; jeśli lekarz mówi, że bez antybiotykoterapii się nie obejdzie, to należy go poinformować, że się karmi piersią. Niech coś dobierze. Najczęściej dobierze.</p>
<p style="text-align: justify;">W najgorszym wypadku przez czas zażywania antybiotyku odciągamy pokarm laktatorem, żeby nie osłabiać laktacji, i podajemy młodzieży mleko modyfikowane,  a do zapodawania piersi wracamy po skończonej kuracji.</p>
<p style="text-align: justify;">Tutaj dygresyjka: <strong>kup sobie laktator</strong>. Nawet jeśli stoisz na stanowisku, że choćby nie wiem co, będziesz karmić piersią, jesteś zmotywowana i w ogóle, i innej opcji nie ma, to kup laktator. Nie przewidzisz, co się wydarzy, naprawdę. Spotkałam jedną i drugą matkę, która w panice wysyłała męża do apteki i kazała mu nie pokazywać się w domu bez odciągacza pokarmu, bo potrzebny był na gwałt (i odciągacz, i mąż). Po cholerę ci ten stres? Kup laktator przed porodem, to dobra decyzja, poważnie. I zabierz go na porodówkę. Serio.</p>
<p style="text-align: justify;">Dobra, zbierając do kupy: katar, przeziębienie, gorączka czy antybiotyk nie są przeciwwskazaniem do karmienia piersią. Do wszystkiego należy podejść jak zwykle rozsądnie. Może się zdarzyć, że pierś będzie musiała poczekać, ale częściej się tak nie zdarza, niż zdarza.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/karmienie-a-przeziebienie-karmienie-a-antybiotyk.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Łóżka piętrowe dla dzieci &#8211; mistrzostwo organizacji przestrzeni</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/lozka-pietrowe-dla-dzieci-mistrzostwo-w-organizacji-przestrzeni.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/lozka-pietrowe-dla-dzieci-mistrzostwo-w-organizacji-przestrzeni.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Dec 2011 05:00:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[Podpatrzone, przeczytane]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[łóżeczko]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6820</guid>
		<description><![CDATA[Powiedzmy sobie otwarcie i szczerze: jeśli chodzi o powierzchnię mieszkaniową, szału nie ma. Innymi słowy kwestia jak rozplanować meble w dwudziestometrowej łazience (ekhm, przestrzeni kąpielowej) tudzież zagospodarować najbliższe okolice basenu, to nie jest mój problem Jeszcze innymi słowy, człowiek musi czasami zastosować wyższą kombinatorykę stosowaną, żeby zmieścić się ze wszystkimi manelami na swoim własnym terytorium. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Powiedzmy sobie otwarcie i szczerze: jeśli chodzi o powierzchnię mieszkaniową, szału nie ma. Innymi słowy kwestia jak rozplanować meble w dwudziestometrowej łazience (ekhm, przestrzeni kąpielowej) tudzież zagospodarować najbliższe okolice basenu, to nie jest mój problem <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Jeszcze innymi słowy, człowiek musi czasami zastosować wyższą kombinatorykę stosowaną, żeby zmieścić się ze wszystkimi manelami na swoim własnym terytorium. Szuka więc rozwiązań, które pozwolą zzipować członków stada bez konieczności utraty danych i spadku jakości <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">Nadejszła więc wiekopomna chwila i człowiek oficjalnie doznaje oświecenia oraz dochodzi do wniosku, że <strong>łóżka piętrowe dla dzieci</strong> to jest to, co tygryski lubią najbardziej.</p>
<p style="text-align: justify;">Ależ owszem, jest to również przenoszenie swoich niespełnionych marzeń na dzieci. Przyznaję pokornie i bez bicia, że za lat szczenięcych zazdrościłam kuzynom <strong>piętrowego łóżka</strong>, a kiedy tłukliśmy się kuszetką nad Bałtyk, musiałam zawsze spać na górze, inaczej nie dawałam innym żyć. Wzdychałam też do konia na biegunach i moje dzieci konia mają, wzdychałam do łóżek piętrowych, łóżka także mieć będą.</p>
<p style="text-align: justify;">Ludzie, przeorałam internet i stwierdzam, że co prawda historyjki obrazkowe z gumy Donald osładzają nieco PRLowskie wspomnienia, to jednak siermiężny był to czas i designerska bieda panowała. Kuzyni mieli coś w tym stylu:</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/12/lozka-pietrowe-dla-dzieci-mistrzostwo-w-organizacji-przestrzeni.html/pietrowe-mebleprojekt-pl" rel="attachment wp-att-6821"><img class="aligncenter size-full wp-image-6821" title="pietrowe-mebleprojekt-pl" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/12/pietrowe-mebleprojekt-pl.jpg" alt="" width="541" height="432" /></a><em>mebleprojekt.pl</em></p>
<p style="text-align: justify;">Z pewnością jest to dobra propozycja dla kogoś, kto w życiu ceni ascezę i minimalizm. Ja ogólnie też cenię i na przykład bardzo odpowiada mi nieco surowy wygląd mebli z IKEI, ale ponieważ dzisiaj można przebierać w propozycjach jak w ulęgałkach, chciałabym dzieciom sprawić coś innego.</p>
<p style="text-align: justify;">Powiedzmy, że wśród designerskiej orgii są propozycje, które mnie nie przekonują:</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/12/lozka-pietrowe-dla-dzieci-mistrzostwo-w-organizacji-przestrzeni.html/pietrowe-forum-meble-pl" rel="attachment wp-att-6822"><img class="aligncenter size-full wp-image-6822" title="pietrowe-forum-meble-pl" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/12/pietrowe-forum-meble-pl.jpg" alt="" width="480" height="403" /></a><em>forum.meble.pl</em></p>
<p style="text-align: justify;">Ciekawe, owszem, ale coś tak czuję, że na dłuższą metę wejście umieszczone po środku okaże się wybitnie upierdliwe. Pasażer dolnego poziomu nie może po prostu zsunąć nóg z łóżka i zejść. Musi ewakuować się albo od strony głowy, albo od strony nóg. Są osobniki, którym to nie przeszkadza. Ja po tygodniu znacznie wzbogaciłabym zasób słownictwa z łaciny.</p>
<p style="text-align: justify;">Konstruktorzy <strong>piętrowych łóżek dla dzieci</strong> świetnie rozumieją dzisiaj, że tym, którzy takie rozwiązania wybierają, zależy na jak najbardziej ergonomicznym wykorzystaniu przestrzeni. Stąd z uśmiechem na ustach po same ósemki witam łączenie miejsca do spania z rozmaitymi szafkami, szufladami, komodami itp.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/12/lozka-pietrowe-dla-dzieci-mistrzostwo-w-organizacji-przestrzeni.html/pietrowe-wnetrza_webzine_pl" rel="attachment wp-att-6823"><img class="aligncenter size-full wp-image-6823" title="pietrowe-wnetrza_webzine_pl" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/12/pietrowe-wnetrza_webzine_pl.jpg" alt="" width="495" height="346" /></a><em>wnetrza.webzine.pl</em></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/12/lozka-pietrowe-dla-dzieci-mistrzostwo-w-organizacji-przestrzeni.html/pietrowe-archiwumallegro" rel="attachment wp-att-6824"><img class="aligncenter size-full wp-image-6824" title="pietrowe-archiwumallegro" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/12/pietrowe-archiwumallegro.jpg" alt="" width="540" height="389" /></a><em>archiwumallegro.pl</em></p>
<p style="text-align: justify;">Czyż nie śliczne? Nie wiem, jak sprawdzałoby się to w &#8222;praniu&#8221;, ale wygląda tak, że mam ochotę obrabować bank i polecieć do sklepu, nie starając się nawet o zatarcie śladów.</p>
<p style="text-align: justify;">Troje dzieci w jednym pokoju? Da się z tego wybrnąć. &#8222;Zwykłe&#8221; piętrowe dla bliźniaczek, a dla pierworodnej coś w ten deseń.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/12/lozka-pietrowe-dla-dzieci-mistrzostwo-w-organizacji-przestrzeni.html/pietrowe-wnetrza-webzine-pl2" rel="attachment wp-att-6825"><img class="aligncenter size-full wp-image-6825" title="pietrowe-wnetrza-webzine-pl2" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/12/pietrowe-wnetrza-webzine-pl2.jpg" alt="" width="480" height="407" /></a><em>wnetrza.webzine.pl</em></p>
<p style="text-align: justify;">Cudna sprawa. Dzieć zadowolony, bo śpi na wysokościach (spanie na górze, jak wiadomo, jest LEPSZE), a jednocześnie oszczędzamy kolejny kawałek przestrzeni i nie musimy się martwić o to, gdzie, na Teutatesa, wstawimy biurko.</p>
<p style="text-align: justify;">Przyznaję jednak, że miękną mi kolana, kopara do samej ziemi zjeżdża i doświadczam wzmożonego ślinotoku, kiedy widzę takie coś:</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/12/lozka-pietrowe-dla-dzieci-mistrzostwo-w-organizacji-przestrzeni.html/pietrowe-kidsstudio" rel="attachment wp-att-6826"><img class="aligncenter size-full wp-image-6826" title="pietrowe-kidsstudio" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/12/pietrowe-kidsstudio.jpg" alt="" width="480" height="333" /></a><em>kidsstudio.pl (na tej stronie są też inne kapitalne propozycje)</em></p>
<p style="text-align: justify;">Jestem w stanie założyć się o wagon cudownego piwa Krusovice, że dzieciakom oczy wylazłyby z orbit. Nie mam pojęcia, jak bardzo trzeba zbiednieć, by sprawić sobie powyższą koncepcję przestrzenną i czy przypadkiem nie skończyłoby się to zawałem dla węża portfelowego, ale jęki zachwytu docierają pewnie gdzieś już pod siódmy krąg niebieski i co wrażliwsze anioły zatykają uszy.</p>
<p style="text-align: justify;">Producenci pomyśleli o wszystkim. Gdyby więc przypadkiem zdarzyła nam się starcza wpadka (odpukać!!!), to nie mamy się czym przejmować:</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/12/lozka-pietrowe-dla-dzieci-mistrzostwo-w-organizacji-przestrzeni.html/pietrowe-kidsstudio-woodland_pokoje-dla-dzieci_04" rel="attachment wp-att-6827"><img class="aligncenter size-full wp-image-6827" title="pietrowe-kidsstudio-woodland_pokoje-dla-dzieci_04" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/12/pietrowe-kidsstudio-woodland_pokoje-dla-dzieci_04.jpg" alt="" width="480" height="343" /></a>kidsstudio.pl</p>
<p style="text-align: justify;">Ech, być znowu dzieckiem&#8230; Nie dałabym żyć rodzicom, słowo niedoszłego harcerza!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/lozka-pietrowe-dla-dzieci-mistrzostwo-w-organizacji-przestrzeni.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>28</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kupujemy wózek &#8211; top lista największych pomyłek</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/kupujemy-wozek-top-lista-najwiekszych-pomylek.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/kupujemy-wozek-top-lista-najwiekszych-pomylek.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Dec 2011 08:02:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[niemowlę]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>
		<category><![CDATA[roczniak]]></category>
		<category><![CDATA[wózek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6753</guid>
		<description><![CDATA[Jest tak: idzie człowiek do sklepu (człowiek ciężarny, oczywiście), wózek chce wybrać. Patrzy dookoła i &#8211; za przeproszeniem &#8211; wózków w pizdu. Od kruczo czarnych po różowe w kwiatki. Mniejsze, większe, na trzech kółkach i na czterech, z bajerami, bez bajerów. Masakra! Człowiek staje i myśli, że jeśli zaraz czegoś nie wybierze, to albo urodzi, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Jest tak: idzie człowiek do sklepu (człowiek ciężarny, oczywiście), wózek chce wybrać. Patrzy dookoła i &#8211; za przeproszeniem &#8211; wózków w pizdu. Od kruczo czarnych po różowe w kwiatki. Mniejsze, większe, na trzech kółkach i na czterech, z bajerami, bez bajerów. Masakra! Człowiek staje i myśli, że jeśli zaraz czegoś nie wybierze, to albo urodzi, albo oszaleje.  Jedno jest pewne: <strong>design to ostatnia rzecz, która powinna decydować o wyborze wózka</strong>. Badziewiasty wózek nawet w najpiękniejszym możliwym kolorze pozostanie po prostu pięknym badziewiem.</p>
<p style="text-align: justify;">Powiedzmy, że człowiek wybrał. Założę się o skrzynkę mojego ukochanego wermutu, że następnym pytaniem, jakie się pojawia, jest <strong>czy NA PEWNO wybraliśmy DOBRY wózek?</strong> Czy się sprawdzi? Powiem wam coś załamującego. Możecie sobie w sklepie macać wózki do woli, jako i ja macałam, kazać sobie składać i rozkładać, jako i ja kazałam. Prawda jest taka, że to zupełnie nie wystarczy. Wszystkie wady i zalety wózka wychodzą w praniu, czyli w codziennym użytkowaniu (rym-cym-cym). Dziś więc z mojej strony <strong>lista największych &#8211; moim zdaniem &#8211; wózkowych błędów i wypaczeń</strong>. Coś, co boleśnie przetestowałam na sobie i stwierdziłam, że never again. Spojrzenie wybitnie subiektywne, bo przecież coś, co dla mnie jest wadą nie do przejścia dla kogoś może być zaletą i odwrotnie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>1. Małe kółeczka z przodu</strong>. To chyba największa pomyłka konstrukcyjna jaka mogła się trafić. W moim wózku jest dość drastyczna różnica między małymi i cieńszymi kółkami z przodu a dużymi z tyłu. Małe są zwrotne, nie powiem, ale kiedy spadnie nawet dość umiarkowana ilość śniegu, o spacerze można zapomnieć. Nie przejedziesz. To samo dotyczy błota. Podjeżdżanie pod wyboiste krawężniki małymi kółeczkami, kiedy w wózku oprócz dziecka (dzieci) mamy tonę zakupów, to naprawdę wyczyn. Do tego opcja przekładanej rączki przy tej różnicy wielkości kółek traci sens. Bo po wuju (za przeproszeniem) ci ten mechanizm, skoro po przełożeniu malutkie kółka masz z tyłu, a duże i nieskrętne z przodu? Próbowałam tak prowadzić wózek i za każdym razem skutecznie wyprowadzało mnie to z równowagi.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>2. Małe kółeczka w ogóle</strong>. Małe kółeczka to w ogóle zło. Jeśli ktoś mieszka w świecie, gdzie równe jak stół chodniki to norma, a podjazdy są wszędzie, gdzie się tylko da, to zazdroszczę. U mnie wertepy na wertepach wertepami poganiają, a kiedy zdarzy mi się iść do parku (a zdarza mi się), mam wszelkie szanse, by zakopać się po pachy i tylko czekać, aż mnie wyciągną na wiosnę. Małe kółeczka najczęściej są wąziutkie i cieniutkie. Generują potworną ilość wstrząsów, przeskakują na każdym większym kamieniu i nierówności, grzęzną we wszystkim, co nie jest asfaltem (w rozgrzanym asfalcie też grzęzną). Bardzo niekomfortowo się taki wózek prowadzi. Coś za coś &#8211; spacerówkę z małymi kółeczkami składamy jednym ruchem ręki bez konieczności odkręcania czegokolwiek.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>3. Przekładana rączka przy mniejszych kółeczkach z przodu</strong>. Patrz punkt 1. Katastrofa. Jeśli wybierasz wózek z przekładaną rączką i kółkami różnej wielkości, to to przekładanie w ogóle ci się nie przyda. Już lepiej wybierz taki z przekładanym siedziskiem. To co innego. Zaprawdę powiadam ci, kiedy małe kółeczka po przełożeniu rączki znajdą się po stronie tejże, możesz zapomnieć o stabilnym prowadzeniu wózka.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>4. Stabilność</strong>. To niby takie oczywiste, ale wszystko się zmienia, kiedy gondolkę zmieniamy na siedzisko spacerowe (dotyczy wózków z tą opcją oczywiście). Jakież było moje zdziwienie, kiedy po obróceniu siedziska przodem do kierunku jazdy w moim wózku bliźniaczym (bo było tyłem), okazało się, że wystarczy zawiesić na rączce średnio wypakowaną torbę, by wózek przechylał się do tyłu! Muszę za każdym razem pamiętać, żeby ewentualne zakupy pakować na dół do kosza, a nigdy do torby (bardzo pojemnej zresztą i po prostu genialnej).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>5. Płytki kosz na zakupy</strong>. Tego nigdy nie zrozumiem. Kosz na zakupy ma być funkcjonalny, a często odnoszę wrażenie, że jest zwykłym designerskim uzupełnieniem całości. Jak coś tam pieprznę, to ma to tam być. Nic mnie tak nie wnerwia, jak to, że po najechaniu na jakiś kamień muszę zbierać &#8222;wypadnięte&#8221; zakupy. Zakupów najczęściej mamy sporo. Nikt nie pcha się z wózkiem i dzieciakiem do sklepu po jeden głupi chlebek.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>6. Wielki kosz na zakupy, do którego nie można się dostać</strong>. To mój problem. Kosz na zakupy w moim wózku bliźniaczym ma pojemność &#8211; uwaga &#8211; 45 litrów. Miejsca w&#8230; wiadomo, w co. Co z tego, skoro siedzisko jest tak umocowane, że pod nim znajduje się taki jeden pałąk (służący do regulacji nachylenia), który skutecznie uniemożliwia włożenie czegokolwiek razem z torbą! Mogę wpakować pół tony na spód, ale praktycznie wszystko muszę z toreb wyciągnąć i włożyć tam pojedynczo i położyć na płasko. Nic tak nie wnerwia, jak wypakowywanie wszystkiego przed sklepem, po to, by przed wniesieniem zakupów na górę wpakowywać to z powrotem do siat. Ludzie, dobra rada. Zanim urzeknie was w sklepie mega kosz na zakupy, zobaczcie, jak zamocowane jest siedzisko i ile przestrzeni macie między tymże siedziskiem a koszem. Zaoszczędzicie sporo nerwów, wierzcie mi.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>7.Brak kosza na zakupy.</strong> Też takie widziałam. Pod spodem zamiast kosza minimiejsce, do którego przypiąć można minitorebeczkę. Nie wiem, co konstruktor miał na myśli, ale albo dzieci nie ma, albo nigdy z nimi nie szedł na zakupy. Omijać szerokim łukiem. Noszenie wszystkiego w rękach tylko w teorii jest takie łatwe, nieiwazyjne i w ogóle do przyjęcia.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>8. Linka hamulcowa majtająca się gdzieś tam.</strong> Niektóre wózki (np. mój) nie mają hamulca nożnego, tylko ręczny. To dobry patent, bo ręczny hamulec o wiele mocniej trzyma. Trzeba jednak zwrócić uwagę, gdzie ta linka hamulcowa przebiega. W moim wózku jakiś bystrzak pomyślał to tak, żeby leciała POD koszem na zakupy. Efekt jest taki, że zgarniam w parku wszelki chrust, a oprócz tego izolacja linki jest przetarta, bo, jak się okazało, ocierała o kółko. Pysznie. Trzeba było hamulec podwiązać niczym jajowody, co zaskutkowało tym, że&#8230; nie działa. Jak jajowody zresztą.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>9.Trójkołowce.</strong> Ilu posiadaczy takich wózków spotkałam, wszyscy jak jeden mąż mówili, że trójkołowce są niestabilne. Zwłaszcza przy pokonywaniu krawężników. Na sobie nie sprawdzałam, powtarzam obiegową opinię.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>10. Ciężko chodzące pasy bezpieczeństwa.</strong> Dziecko samodzielnie się z nich nie wypnie, to pewne. Ile jednak ściany klatki schodowej przyjęły łaciny, którą miotałam niczym pociskami, kiedy wyciągałam bliźniaczki z wózka, tego nikt nie policzy. Dzieci wyją, kręcą się, wiercą, natężenie decybeli z powodzeniem konkuruje z silnikami wielkiego airbusa, a ja od pół godziny odpinam szeleczki. Szczerze nienawidzę.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>11. Ciężar.</strong> Pogratulujecie sobie kupna  LEKKIEGO wózka, nawet jeśli pozbawiony jest bajerów i wodotrysków. Mój jest wybajerzony na maksa, normalnie kombajn do zbierania czereśni, ale co z tego, skoro z miękkimi gondolkami dla noworodków i niemowląt, a bez dzieci w środku waży &#8211; uwaga &#8211; 23 kilo! Wnoszenie czegoś takiego po schodach odpada. Musisz trzymać na klatce schodowej i liczyć na to, że nikt ci go nie rąbnie. Zapakujesz dzieci (9 kg każde), zapakujesz zakupy (jakieś 15 kg, bo liczymy powiedzmy zgrzewkę wody mineralnej &#8211; zgrzewkę musimy rozebrać na części pierwsze &#8211; patrz punkt 6), zawiesisz torbę i&#8230; wychodzi na to, że pchasz pralkę. Około 50 kg przed sobą. To nie jest zabawne, wierzcie mi. Olej bajery, w dzisiejszych czasach takie rzeczy jak parasolki, folie, śpiworki, pokrywy na wózki można dokupić solo. Wybierz coś lekkiego, naprawdę. Poza tym, kiedy zechcesz się pozbyć sprzętu, wózek lekki znacznie łatwiej sprzedać. Wiem, co mówię.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>12. Składanie.</strong> Wózek, który po złożeniu zajmuje niewiele mniej miejsca niż przed złożeniem, nie został właściwie konstrukcyjnie pomyślany. Najprozaiczniejszy problem to taki, że okazuje się, że wózek nie mieści ci się do samochodu nawet po złożeniu. Tragedia. Pozostaje kupić drugi, mniejszy. Albo większy samochód. Wózek, którego składanie trwa pół godziny, to też porażka. Wózek, który, żeby został złożony, musi być rozkręcony na części pierwsze, to też żenua. Ten problem ominęliśmy dość sprytnie, choć zupełnie przypadkowo. Kupiliśmy auto i ku naszej radości okazało się, że jest na tyle wysokie i przestrzenne, że wózek bliźniaczy spokojnie wchodzi z tyłu&#8230; bez składania. Osobnym problemem pozostaje dla mnie parkowanie tą landarą, ale coś za coś.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>13. Brak skrętnych kółek z przodu.</strong> Żyjemy w XXI wieku. Skonstruowanie skrętnych kółek, które można zablokować dyngsem, żeby były nieskrętne, jeśli tego zapragniemy, to naprawdę nie problem.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>14. Odkręcany pałąk bezpieczeństwa (a nie na klik/wcisk)</strong>. W spacerówkach to jest. Wiecie, chodzi o to z przodu, taką jakby poręcz, żeby nam dziedzic nie wyleciał do przodu na paszczę. Najczęściej jest tak, że pałąk można swobodnie odpinać i zapinać. Są jednak wózki, w których jest przykręcany na śrubki. Oczywiście ja taki mam. Dziecko tego nie odepnie, ale odkręcanie i przykręcanie tego wynalazku generuje potworne ilości języków obcych niekoniecznie salonowych. Nie mówiąc już o tym, że udało mi się zgubić śrubkę, w związku z czym z jednej strony pałąk zamocowany jest za pomocą sznurówki. Durne to strasznie. Przy pałąku łatwościągalnym o wiele prościej wyciągać dziecko z wózka.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>15. Za wąskie bliźniacze &#8222;ciężarówki&#8221;</strong>. To punkt dla tych, którzy czekają na narodziny dwupaku <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Mamy wózki-tramwaje (siedzenie za siedzeniem) i wózki-czołgi (siedzenie obok siedzenia). Obydwa typy mają swoje wady i zalety, który wybierzecie, do was należy, ale przyjmijcie dobrą radę i <strong>jeśli będziecie się decydować na &#8222;czołg&#8221;, zmierzcie szerokość siedziska</strong>. Wózek sam w sobie nie będzie zapewne szerszy niż 90 cm (inaczej nie zmieści się w standardowe drzwi), ale szerokość wózka to jedno, a szerokość siedziska to drugie. Mój ma, owszem, 89 cm szerokości licząc od kółka do kółka, ale samo siedzisko ma&#8230; 73 cm. Wiecie co to oznacza? To, że pojeździcie tym wózkiem co najwyżej rok, bo wam się zwyczajnie dzieci przestaną mieścić. Ja tak mam. Panny, jak widzą wózek, od razu uderzają w bek (mają 15 miesięcy i nie należą do wielkoludów). Zwłaszcza że teraz z racji okoliczności przyrody mają na sobie grube kurtki i portki. Są ściśnięte jak śledzie w beczce i wcale im się nie dziwię, że protestują. Nie mówiąc już o tym, że zwyczajnie się leją. Na przykład o smoczki. W najbliższym czasie będziemy kupować nowy wózek i tym razem postawimy na typ &#8222;tramwaj&#8221;. Przynajmniej będzie spokój.</p>
<p style="text-align: justify;">No. Możemy wydziwiać, starać się i tak dalej, ale wiecie co? Koniec końców okazuje się, że <strong>człowiek do szczęścia potrzebuje dwóch wózków</strong>. Jednego na co dzień do zwykłych zmagań i&#8230; lekkiej spaceróweczki-parasolki na rozmaite eskapady, wycieczki i wyjazdy. Takiej, co to ją można wyciągnąć z samochodu (gdzie np. leży sobie w nogach pod tylnym siedzeniem), rach-ciach złożyć, zapakować doń dziecia i jechać. Polecam takie rozwiązanie. Spaceróweczki-parasolki są bezcenne i warto taką na stanie mieć.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/kupujemy-wozek-top-lista-najwiekszych-pomylek.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>86</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozszerzanie diety niemowlęcia i kształtowanie nawyków żywieniowych. Oraz&#8230; konkurs nr 4 :-)</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/rozszerzanie-diety-niemowlecia-i-ksztaltowanie-nawykow-zywieniowych-oraz-konkurs-nr-4.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/rozszerzanie-diety-niemowlecia-i-ksztaltowanie-nawykow-zywieniowych-oraz-konkurs-nr-4.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Nov 2011 09:08:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[niemowlę]]></category>
		<category><![CDATA[roczniak]]></category>
		<category><![CDATA[żywienie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6627</guid>
		<description><![CDATA[Łza się w oku kręci, bo to już ostatni z serii juvitowych konkursów na &#8222;Dzieciowo mi&#8221;. O tym, kto wygrał w trzecim podejściu, tradycyjnie na końcu notki, niecierpliwi mogą więc od razu zjechać myszą w dół. Z pewną taką nieśmiałością podchodzę do tematu rozszerzania diety niemowlęcia, bo wzbudza on wśród rodziców emocje nie mniejsze niż [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Łza się w oku kręci, bo to już ostatni z serii juvitowych konkursów na &#8222;Dzieciowo mi&#8221;. O tym, kto wygrał w trzecim podejściu, tradycyjnie na końcu notki, niecierpliwi mogą więc od razu zjechać myszą w dół.</p>
<p style="text-align: justify;">Z pewną taką nieśmiałością podchodzę do tematu <strong>rozszerzania diety niemowlęcia</strong>, bo wzbudza on wśród rodziców emocje nie mniejsze niż kwestia karmienia piersią lub butelką, podawania smoczka czy szczepień. Emocje tym silniejsze, że &#8211; jak z większością rodzicielskich zmagań &#8211; o tym, czy robiliśmy dobrze czy źle, dowiadujemy się dopiero po pewnym czasie. Wkurzające, no nie? Człowiek chciałby wiedzieć od razu i od razu skorygować ewentualne odstępstwa od jedynie słusznego kierunku, a tu gucio.</p>
<p style="text-align: justify;">Pozwólcie cytat ze strony <strong><a href="http://kalendarzmaluszka.pl" target="_blank">Kalendarz maluszka</a></strong>:</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/11/rozszerzanie-diety-niemowlecia-i-ksztaltowanie-nawykow-zywieniowych-oraz-konkurs-nr-4.html/nawyki_zywieniowe" rel="attachment wp-att-6628"><img class="aligncenter size-full wp-image-6628" title="nawyki_zywieniowe" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/nawyki_zywieniowe.jpg" alt="" width="530" height="139" /></a><strong>Właściwe zbilansowanie i urozmaicenie diety</strong> potomstwa spędza sen z powiek rodzicom. Co dawać? Czego nie dawać? Czy już? Może jeszcze się wstrzymać? Do kiedy wyłącznie na mleku? Kiedy wprowadzać pierwsze nowości? Każdy czyta o tym sporo, ale ponieważ Internet jest przeładowany opiniami niczym placówki przedszkolne dziećmi, to summa summarum wychodzi, że ilu rodziców, tyle sposobów działania.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak to było u mnie? Ech, przygodę z macierzyństwem powinno się zacząć od razu od drugiego dziecka, wtedy jest znacznie łatwiej <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Znamy błędy popełnione przy pierwszym i jesteśmy w stanie wyciągnąć wnioski. Po raz kolejny przekonuję się, że każde dziecko jest inne i nie ma uniwersalnego modelu działania.</p>
<p style="text-align: justify;">Zarówno dietę Jadzi, jak i bliźniaczek zaczęłam rozszerzać, kiedy były w 4. miesiącu życia. Na początek poszły słoiczki owocowe przeznaczone dla tej grupy wiekowej, potem zupki. Póki co kupne. Nieobcy mi jest powiew grozy lecący od strony tych czy owych, którzy stali na stanowisku, że takim działaniem wyrządzam pierworodnej kolosalną krzywdę (przy bliźniaczkach było już spokojnie). Nieważne. Kolejne smaki wprowadzałam pojedynczo, obserwując, czy nie występują niepożądane reakcje. Nie występowały, więc kontynuowałam proceder.</p>
<p style="text-align: justify;">Z Jadzią wypróbowałam jeszcze jeden myk, który polecam innym: robiłam jej kaszkę na&#8230; moim własnym mleku. Kaszka na mleku matczynym w odróżnieniu od modyfikowanego zawsze pozostaje rzadka (ten fenomen jest dla mnie tajemnicą). Żarcie podawałam łyżeczką, żeby przyzwyczaić młodą do cywilizowanego sposobu jedzenia.</p>
<p style="text-align: justify;">Dlaczego zaczęłam już wtedy? Przede wszystkim dlatego, że zobaczyłam, że dzieci żywo interesują się tym, co jedzą inni, zapodają galopujący ślinotok, jak tylko zobaczą coś na matczynym lub ojcowym talerzu. Uznałam więc, że są gotowe na zetknięcie się z nowościami. Spore znaczenie miały też przyczyny natury, hmmm, społeczno-zawodowej. Po obu porodach dość szybko zaczęłam wybywać z domu w celu zdobycia mamony. Ponieważ nie byłam w stanie odciągnąć odpowiedniej ilości mleka, powstała potrzeba przygotowania dzieci tak, aby osoba, która z nimi zostaje, mogła dać im coś do japy. Co prawda pediatrzy zalecają, by do szóstego miesiąca życia dziecko było karmione wyłącznie mlekiem matki, ale zarówno w przypadku mojego rodzicielskiego debiutu, jak i recydywy to zalecenie było niemożliwe do zrealizowania.</p>
<p style="text-align: justify;">U Jadzi zabawa z wprowadzaniem nowych posiłków była w pewnym stopniu zaburzona z racji długiego braku uzębienia (z uporem maniaka przypomnę &#8211; pierwszy ząbek w 16. miesiącu). Moje zmaganie się z tym faktem a raczej nieumiejętność wypracowania jakiejś skutecznej postawy, jeśli chodzi o żywienie, zaskutkowały prawdopodobnie tym, że Jadzia wyrosła na wzorcowego niejadka.</p>
<p style="text-align: justify;">No właśnie. Czas powiedzieć sobie otwarcie, jakie błędy popełniłam. A zatem spowiadam się i wam, bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłam.</p>
<ul>
<li style="text-align: justify;">pierworodnej podawałam zbyt często kaszki, co zaskutkowało tym, że teraz nie chce na nie patrzeć.</li>
<li style="text-align: justify;">cykałam się przed wprowadzeniem czegoś, co mogłaby ciumkać i przeżuwać (bo czym żuć, na Boga?!), co prawdopodobnie sprawiło, że potomka, jak zobaczy coś nowego, najpierw stwierdza, że tego nie lubi, choć nie ma pojęcia, jak smakuje.</li>
<li style="text-align: justify;">stawiam tezę, że zbyt długie podawanie &#8222;dzidziowych&#8221; posiłków odbiło się czkawką w postaci niejadkowości.</li>
<li style="text-align: justify;">bałam się wprowadzać nowości, bo naczytałam się, że tego jeszcze nie, a to to dopiero po drugim roku życia, a to może alergizować,a to z kolei grozi śmiercią lub kalectwem. Ciężko było potem jakoś z tego wybrnąć.</li>
<li style="text-align: justify;">mleko krowie z powodzeniem mogłam wprowadzić wcześniej, albo przynajmniej spróbować. Młoda do 2. roku życia jechała na mm.</li>
<li style="text-align: justify;">trzeba było dawać do ciumania marchewkę, &#8222;serce&#8221; kapusty, jabłuszko i inne warzywa żujne bez czekania na pojawienie się pierwszego ząbka. Potem miałam problem z wprowadzaniem warzyw.</li>
<li style="text-align: justify;">ulegałam pokusie kupienia dziecku jajek-niespodzianek i innych czekoladopodobnych. Czekolada w ilościach ROZSĄDNYCH jest jak najbardziej w porządku. W ilościach hurtowych już nie. Wyszło przy okazji, że młoda ma na czekoladę uczulenie. Metodą prób i błędów po prawie roku ostatecznie mogę stwierdzić, że zmiany atopowe na skórze są skutkiem żarcia czekolady (i hurtowej ilości danonków).</li>
</ul>
<div style="text-align: justify;">Mając na uwadze powyższe, w stosunku do bliźniaczek zastosowałam inną metodę działania. Uwaga, zapodaję hardcore. Wrażliwi nie czytać. Jeśli ktoś ma zamiar mnie wychłostać, proszę przygotować pejczyk, a ja łaskawie ściągnę gatki.</div>
<div style="text-align: justify;"><strong>Bliźniaczki</strong> mają obecnie skończone 14 miesięcy. I &#8211; jeszcze raz ostrzegam &#8211; <strong>jedzą wszystko to, co ja</strong>. Pisząc wszystko, mam na myśli WSZYSTKO. Jeśli ja jem pierogi, one jedzą pierogi. Jeśli ja jem grochówkę, one jedzą grochówkę. Ja jajecznicę, one jajecznicę. Jeśli ja jem schabowe, one jedzą schabowe (drobno pokrojone). Nie zrobione specjalnie dla nich. Te same. Tak samo przyprawione i (pejczyki w dłoń!) posolone. Jedzą te same zupy i nie zawsze je miksuję (zupy, nie dzieci, ekhm&#8230;). Jeśli warzywa są miękkie, a najczęściej są, po prostu drobię je na małe kawałki. Bliźniaczki piją mleko UHT, jedzą zwykłe jogurty i serki homogenizowane. Czasem daję im parówki, kiełbaski i czekoladę. Jedyne, czego nie daję, to miód. Nie lubią (po mamusi, ja nie znoszę). Aha, i grzyby. Dlaczego tak robię?</div>
<div style="text-align: justify;">
<ul>
<li>chciałam uniknąć błędów popełnionych przy pierwszym dziecku</li>
<li>pracuję na etat, dorabiam jako groomer, prowadzę dom, zapierdzielam cały dzień i, kurka wodna, nie mam czasu robić trzech rodzajów obiadów. Cud, że w ogóle coś jest <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </li>
<li>nie kupuję gotowych posiłków dla dzieci, bo poszłabym z torbami.</li>
</ul>
<div>I co? I nic. Nie dzieje się NIC. Nic niepokojącego. Żadnych alergii, żadnych niestrawności. Co więcej, bliźniaczki chętnie wsuwają wszelką paszę z warzywami włącznie. Nie ma śladu niejadkowości. Jeśli już coś gotuję, staram się, by było to urozmaicone. Stosuję w kuchni różne warzywa, ziemniaki, kasze, ryż, różne rodzaje makaronu, różne mięsa (jesteśmy mięsożerni), ryby. Nie stosuję za to kostek rosołowych i gotowych fiksów.</div>
<div>O nie, nie twierdzę, że jestem alfą i omegą. Prawdopodobnie popełniam spore błędy i pewnie niejeden jeszcze zrobię. Dowiem się o tym jak wszyscy inni &#8211; po fakcie. A wtedy wyciągnę wnioski. Po raz kolejny.</div>
<div>No dobrze. Chciałabym, żebyście <strong>podzielili się waszymi wrażeniami z rozszerzania diety waszych dzieci</strong>. Dla zachęty &#8211; już po raz czwarty! &#8211; trzy <strong>komentarze zostaną nagrodzone</strong>. Czym? A takim oto zestawem:</div>
<div><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html/nagrody-na-blogu-dzieciowo-juvit" rel="attachment wp-att-6506"><img class="aligncenter size-full wp-image-6506" title="Nagrody na blogu Dzieciowo - Juvit" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/Nagrody-na-blogu-Dzieciowo-Juvit.jpg" alt="" width="478" height="357" /></a>W skład nagrody wchodzą:</div>
<div>
<ol>
<li>Cyfrowa ramka na zdjęcia</li>
<li>BluMag jedyny dla rodzica</li>
<li>Juvit Baby D3 dla dziecka</li>
<li>Plastry Ibum Ice łagodzące objawy gorączki.</li>
<li>Bon Sodexho o wartości 150 zł do zrealizowania w różnych sklepach. Listę sklepów zwycięzcy otrzymają wraz z bonem.</li>
</ol>
<div>Fajne? No ba! Są tacy, co nagrodami już się cieszą <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Do ich grona doszusowują niniejszym kolejne trzy osoby. A są toooooooooo (tutaj wszyscy wtrzymali oddech, ci, co siorbią kawkę, czekają z przełknięciem):</div>
<div>
<ul>
<li><strong>Maduś</strong></li>
<li><strong>paka</strong></li>
<li><strong>Go</strong></li>
</ul>
<div>Laureatom serdecznie gratuluję, a resztę pragnę przekonać, że gdyby nagród było tyle, ile komentarzy, to zaliczyłabym nirwanę, bo tak naprawdę trzeba by było nagrodzić wszystkich <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </div>
<div>Ogłaszam więc rozpoczęcie kolejnych, ostatnich już zmagań. Trzy nagrodzone komentarze zostaną dodatkowo opublikowane na stronie <strong><a href="http://kalendarzmaluszka.pl" target="_blank">Kalendarz maluszka</a></strong> jako porady mam dla mam. W związku z tym konieczne będzie podpisanie oświadczenia o przekazaniu praw autorskich do komentarza, żeby mógł on zostać zamieszczony w miejscu innym niż ten blog. Szczegóły w <strong><a href=" http://www.magazyn.heureka.serwery.pl/fb/RegulaminkonkursowdlaczytelniczekblogaDzieciowo-Juvit.pdf" target="_blank">regulaminie</a></strong>.</div>
<div>To co? To do dzieła <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </div>
</div>
<div><em>PS. Nie wspomniałam o jednej ważnej rzeczy i pominięcie jej byłoby niewdzięczne i nieuczciwe. Przez dłuższy czas żywieniowo wspomaga(ła) mnie moja mama, która robiła zupki dla moich dzieci i zagotowywała je w słoikach, a potem całą baterię takich słoików przywoziła mi. Dzięki temu miały co jeść. Zupy normalne, tylko zmiksowane i z wkładką w postaci jajka i mięsa. Moja mama przywozi mi też wałówę (obecnie mam pierogi) i gdyby nie ona, radziłabym sobie znacznie gorzej. Dzięki, mamo! <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </em></div>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/rozszerzanie-diety-niemowlecia-i-ksztaltowanie-nawykow-zywieniowych-oraz-konkurs-nr-4.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>44</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szczęki 5, czyli rzecz o ząbkowaniu. I konkurs nr 3 :-)</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/szczeki-5-czyli-rzecz-o-zabkowaniu-i-konkurs-nr-3.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/szczeki-5-czyli-rzecz-o-zabkowaniu-i-konkurs-nr-3.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Nov 2011 08:09:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[konkurs]]></category>
		<category><![CDATA[niemowlę]]></category>
		<category><![CDATA[roczniak]]></category>
		<category><![CDATA[ząbkowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6554</guid>
		<description><![CDATA[Ząbkowanie to jest coś, z czym &#8211; obok pielęgnacji kikuta pępowiny &#8211; zmagają się wszyscy rodzice. Przy czym bardzo na miejscu jest tutaj słowo &#8222;zmagają&#8221;. Niekiedy to takie symboliczne machanie szabelką, innym razem prawdziwy survival. Każde dziecko ząbkuje inaczej, nawet w ramach jednego rodzeństwa. Nie jest łatwo, kochani, nie jest łatwo. Kto tego nie wie, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Ząbkowanie</strong> to jest coś, z czym &#8211; obok pielęgnacji kikuta pępowiny &#8211; zmagają się wszyscy rodzice. Przy czym bardzo na miejscu jest tutaj słowo &#8222;zmagają&#8221;. Niekiedy to takie symboliczne machanie szabelką, innym razem prawdziwy survival. Każde dziecko ząbkuje inaczej, nawet w ramach jednego rodzeństwa. Nie jest łatwo, kochani, nie jest łatwo. Kto tego nie wie, to się jeszcze dowie, oj tak <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">Pozwólcie cytacik ze strony <a href="http://kalendarzmaluszka.pl" target="_blank">Kalendarz maluszka</a>:</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/11/szczeki-5-czyli-rzecz-o-zabkowaniu-i-konkurs-nr-3.html/zabkowanie" rel="attachment wp-att-6555"><img class="aligncenter size-full wp-image-6555" title="zabkowanie" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/zabkowanie.jpg" alt="" width="515" height="145" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Ech, żeby to kilka! Pierworodna w okolicach 4. miesiąca życia zaczęła zupełnie książkowo wydzielać hektolitry śliny. Lało się tak, że Niagara nerwowo zaczęła przestępować z nogi na nogę. Tfu, z fali na falę. Zachwyceni rozpowiadaliśmy po krewnych i znajomych królika, że dziecię wkroczyło w kolejny etap ewolucji, bo oto idzie pierwszy ząbek. Taki wczesny pierwszy ząbek. No. I ten wczesny pierwszy ząbek wyrzynał się kolejny&#8230; rok. W rezultacie premiera uzębienia miała miejsce w 16. miesiącu życia. Rzeźnia, mówię wam <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Pół osiedla siedziało z popcornem i kibicowało, kiedyż wreszcie uzębienie raczy się pokazać. Rwałam włosy z głowy, a jednego dentystę przepytałam dyskretnie pod kątem anodoncji (czy jak to się zowie). Wiecie, chodziło o to, że czasem (CZASEM!) zęby po prostu&#8230; nie wychodzą. Dentysta twierdzi, że widział taki przypadek raz w swoim życiu, a najmłodszy to on nie był. Raz więc widział i było to dziecko osób biorących narkotyki, narażone więc było na działanie szkodliwych substancji. Obawy moje były płonne. Nie ćpam, nie palę, nie kłamię <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Zęby wyraźnie odznaczały się pod dziąsłami, ale żaden jakoś nie chciał się przebić.</p>
<p style="text-align: justify;">W końcu nadejszła wiekopomna chwila i w 16. miesiącu wyszła pierwsza jedynka. Górna. Zaraz potem wyszły górne i dolne&#8230; piątki (!). Potem dolne jedynki i górne dwójki, a potem to już nie pamiętam, mogę tylko z całą pewnością stwierdzić, że ostatnimi zębami, jakie się pojawiły, były trójki i chyba tylko to zgadzało się z treściami przekazywanymi przez większość poradników rodzicielskich. Proces przebiegał lawinowo. W wieku 20. miesięcy Jadzia miała już wszystkie zęby (a pięć miesięcy wcześniej nie miała jeszcze żadnego). To oznaczało, że mogliśmy się zmagać ze wszystkimi klasycznymi <strong>objawami bolesnego ząbkowania</strong>.</p>
<p style="text-align: justify;">Dziecko budziło się w środku nocy z rykiem. Nie dawało dotknąć sobie dziąseł. Miało podwyższoną temperaturę, rozwolnienie, brak apetytu. W ciągu dnia bywało potwornie marudne. &#8222;Bo ząbek idzie&#8221; &#8211; mówiliśmy. A ząbek szedł, szedł i szedł. To był horror. Jasne, że stosowałam smarowidło do dziąseł. Bodajże Bobodent. Psu na budę, nic to nie dawało. Kiedy zaczynało być naprawdę niedobrze, podawałam Ibuprom dla dzieci (taki w syropie, truskawkowy). Tak naprawdę sposób był tylko jeden &#8211; przeczekać.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jaka jest w ogóle kolejność pojawiania się zębów?</strong> Zazwyczaj (ZAZWYCZAJ!) jest tak, że dzieciom wyrzynają się najpierw dolne jedynki, potem górne jedynki i dzieje się to między 6. a 9. miesiącem życia. Potem przychodzi kolej na dolne i górne dwójki (9.-13. msc). Zwykle jest tak, że dziecko w wieku 2,5 roku ma już wszystkie zęby mleczne. <strong>Mleczaki wyrastają do piątek włącznie</strong>. Szóstki i siódemki pojawiają się od razu stałe i to parę lat później. Piszę o tym, bo cały czas czekałam na resztę, a dopiero lekarzyca pierwszego kontaktu uświadomiła mnie, że to już komplet, a następne pospolite ruszenie we wczesnej podstawówce.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak to wychodzi książkowo, ale na własnym przykładzie przekonałam się, że zarówno kolejność wychodzenia zębów, jak i to, kiedy to następuje może być baaaaardzo różna. Bliźniaczki rekordu Jadzi nie pobiły, ale pierwsze jedynki (dolne) pojawiły się tuż przed skończeniem 11 miesięcy, jedynki górne w 13. miesiącu życia i&#8230; koniec. Czekamy na resztę <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">Dobrze, czas zadać jedynie słuszne pytanie, a tym samym ogłosić kolejny konkurs <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Napiszcie, proszę, w komentarzach do tej notki <strong>jak u was wyglądały zmagania z bolesnym ząbkowaniem (jeśli w ogóle było bolesne) i jakie sposoby stosowaliście, żeby ulżyć maluchowi</strong>. Na trzy osoby i tym razem czeka nagroda:</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html/nagrody-na-blogu-dzieciowo-juvit" rel="attachment wp-att-6506"><img class="aligncenter size-full wp-image-6506" title="Nagrody na blogu Dzieciowo - Juvit" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/Nagrody-na-blogu-Dzieciowo-Juvit.jpg" alt="" width="478" height="357" /></a>W skład zestawu wchodzi (były wątpliwości, więc podkreślam, nagroda to trzy takie zestawy <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ):</p>
<ul>
<li>cyfrowa ramka na zdjęcia</li>
<li>BluMag jedyny (dla rodzica)</li>
<li>Juvit Baby D3 (dla dziecka)</li>
<li>Kupon Sodexho o wartości 150 zł do zrealizowania w różnych sklepach (listę sklepów zwycięzca otrzyma wraz z nagrodą).</li>
</ul>
<div style="text-align: justify;">Fajne? No ba! <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Dodatkowo trzy zwycięskie komentarze zostaną opublikowane na stronie <a href="http://kalendarzmaluszka.pl" target="_blank">Kalendarz maluszka</a> jako porady dla mam. W związku z tym ich autorzy zostaną poproszeni o podpisanie zgody na przekazanie praw autorskich do tego, co napisali. Szczegóły konkursu możecie znaleźć w <strong>regulaminie</strong> &#8211;&gt;<strong><a href="http://www.magazyn.heureka.serwery.pl/fb/RegulaminkonkursowdlaczytelniczekblogaDzieciowo-Juvit.pdf" target="_blank"> KLIK</a></strong>.</div>
<h4 style="text-align: justify;">Zwycięzcy konkursu nr 2</h4>
<div style="text-align: justify;">Oj, coś czuję, że wszyscy na to czekają, a przynajmniej ci, którzy zostawili komentarze pod notką dotyczącą wprowadzania mleka modyfikowanego <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Ci, co wygrali w pierwszym konkursie, szczęsliwie nie stanowili już konkurencji, bo zgodnie z regulaminem nie można wygrać po raz drugi. Strasznie ciężko było mi wybrać, wierzcie mi, bo wszystkie komentarze są niezwykle wartościowe. Najważniejsze w nich jest to, że kobiety (i mężczyźni też, a co), którzy je czytają, znajdą w nich kopalnię wiedzy i doświadczeń. To jest bezcenne!</div>
<div style="text-align: justify;">Dobrze, już dobrze. Panie i panowie, zwycięzcami konkursu nr 2 sąąąąąąąąąąą:</div>
<div style="text-align: justify;">
<ul>
<li><strong>rogal</strong></li>
<li><strong>epoustouflante</strong></li>
<li><strong>Olga</strong></li>
</ul>
<div><em>Rogal</em> &#8211; nie dlatego że nie wygrała poprzednim razem, zaznaczam, ale dlatego, że komentarz był naprawdę wart nagrodzenia. <em>Olga</em> &#8211; jej komentarz rzuca inne światło na karmienie piersią po cesarce. <em>Epoustouflante</em> &#8211; bardzo cenne spostrzeżenia. Przy okazji chciałam napisać<em> rivii</em> i <em>Liziii</em> &#8211; kobity, jak ja was dobrze rozumiem. Jak ja was doskonale rozumiem. Chciałam serdecznie podziękować <em>Ma_niusi</em> za zostawienie komentarza, który sam w sobie stanowi nie dość, że kopalnię wiedzy, to jeszcze praktyczne rady dla matek karmiących zmagających się z problemami karmienia piersią . Jest bezcenny. Bardzo dziękuję też <em>betuli</em>. Szczególne ukłony dla <em>Wojtka</em>. Świetna historia z punktu widzenia zapieluchowanego osobnika <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Chciałabym was wszystkie nagrodzić i, kurde, nie mogę, ale wierzcie mi, że doceniam to, co napisałyście, a naród zapewne podzieli moje zdanie <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </div>
</div>
<div>Z wyróżnionymi osobami skontaktuję się emajlowo. Trzecie zmagania czas rozpocząć. Czas start! Komentarze można zostawiać do wtorku 22 listopada, do północy. Powodzenia! <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/szczeki-5-czyli-rzecz-o-zabkowaniu-i-konkurs-nr-3.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>69</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Buty na zimę dla dziecka?</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/buty-na-zime-dla-dziecka.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/buty-na-zime-dla-dziecka.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Nov 2011 05:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[2-latek]]></category>
		<category><![CDATA[niemowlę]]></category>
		<category><![CDATA[roczniak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6586</guid>
		<description><![CDATA[Im bardziej pada śnieg, bim-bom, im bardziej prószy śnieg, bim-bom, tym bardziej sypie śnieg, bim-bom, jak biały puch z poduszki. I nie wie zwierz ni człek, bim-bom, choć żyłby cały wiek, bim-bom, kiedy tak pada śnieg, bim-bom, jak marzną mi paluszki. To chyba najbardziej puchatkowa z Kubusiowych mruczanek, zawierająca jednakowoż przekaz tyleż drastyczny, co prozaiczny [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote>
<p style="text-align: justify;"><em>Im bardziej pada śnieg, bim-bom, im bardziej prószy śnieg, bim-bom, tym bardziej sypie śnieg, bim-bom, jak biały puch z poduszki.</em></p>
<p style="text-align: justify;"><em>I nie wie zwierz ni człek, bim-bom, choć żyłby cały wiek, bim-bom, kiedy tak pada śnieg, bim-bom, jak marzną mi paluszki.</em></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">To chyba najbardziej puchatkowa z Kubusiowych mruczanek, zawierająca jednakowoż przekaz tyleż drastyczny, co prozaiczny &#8211; Kubuś Puchatek dał ciała z butami. Nie miał, drań. Może zabalowali gdzieś z Prosiaczkiem i zwyczajnie zapomniał kupić, ale wyraźnie wtopił i teraz ponosi tego konsekwencje. Być jak Kubuś Puchatek? Nie tym razem, nie, nie, nie <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Nastąpiło więc pospolite małżeńskie ruszenie (dżizas, ale zabrzmiało <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ). Postanowiliśmy pogodzić przyjemne z pożytecznym i wybraliśmy się do kina (pomnik na wynos dla babci raz poproszę) odpowiednio wcześnie, by zdążyć kupić buciska dla dziecisków. Dziecku pierworodnu bezczelnie wcisnęliśmy ściemę, że jedziemy na ważne zakupy. No dobra, podaliśmy prawdę częściową.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Buty na zimę dla dziecka</strong> to wyzwanie i warto zastanowić się chwilę, <strong>jakież to one powinny być</strong> i o czym pamiętać przy kupnie.</p>
<ul>
<li style="text-align: justify;"><strong>Nie za małe</strong>. Muszą być odpowiednio większe niż te, które dziecko nosiło do tej pory, bo po pierwsze zima w naszym klimacie trochę trwa, a maluchom odnóża rosną szybko, a po drugie warto przewidzieć miejsce na jakąś grubszą skarpetę. Przykład z własnego podwórka: bliźniaczki noszą adidaskowe 20 (i to jest tak a-ku-ra-cik), a kozaczkowe 22.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Nie za duże.</strong> Większe, owszem, być muszą, ale bez przesady. W za dużych ciężko się dzieciom chodzi, zwłaszcza tym, które tą trudną sztuką dopiero zaczynają się zachwycać. Na przyszłą zimę i tak będą za małe, nic więc nie zaoszczędzimy. Im dziecko starsze, tym noga wolniej rośnie. Jadzisko cieszy się w tym roku kozakami kupionymi tamtej zimy. Fakt, wtedy były za duże, teraz są akurat. W ciągu roku noga urosła jej o jakieś dwa numery. W przypadku młodszych dzieci taki przyrost jesteśmy w stanie zaobserwować w ciągu dwóch miesięcy.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Ciepłe</strong>. <em>Polska, mieszkam w Polsce, mieszkam tu, tu, tu, tu. </em>A tu zima potrafi trwać od listopada do kwietnia włącznie. I jeszcze w pierwszy dzień wiosny bywa -10 stopni. Świetną opinią cieszą się np. włoskie buty, ale prawda jest taka, że są kompletnie niedostosowane do naszego klimatu. W środku buty dziecięce muszą być wyposażone w uczciwy kożuszek. Pamiętajmy, że młody używa odnóży w o wiele mniejszym stopniu niż my (głównie siedzi w wózku), nie ma więc jak się rozgrzać. A w nogi i głowę marznie się najbardziej.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Nieprzemakalne.</strong> Nie muszą być skórzane. Mogą być z czegoś bardziej sztucznego, ale nie mają prawa przepuszczać wilgoci. Z całą pewnością można założyć, że jeśli wyjmiemy dziecko z wózka, to ono wlezie właśnie tam, gdzie najbardziej nie można. Jeśli nie chcemy, by ładowało się w kałuże lub zaspy, to ono dokładnie w tamtym kierunku podąży. But musi być na to gotowy. Moje najstarsze dziecko ma coś w rodzaju ortalionowych śniegowców (nie wiem, czy to ortalion, jakiś materiał). Buty służyły jej w tamtym roku, posłuszą na szczęście i w tym. Są ge-nial-ne. Najgorsze śniegi nie były im w stanie zaszkodzić.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Wysokie.</strong> Śnieg ma na tyle upierdliwą naturę, że włazi wszelkimi otworami jak piasek. Buty tuż za kostkę to pomyłka, chyba że planujemy w ogóle dziecka z wózka nie wyciągać.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Lekkie.</strong> Ciężkie oficery to możemy sobie nosić my, którzy przebieramy nogami po tym padole od lat kilkudziesięciu. Mamy wprawę. Dziecko jej nie ma.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Porządnie zrobione</strong>.Trzeba zwrócić uwagę, czy są szyte czy klejone (albo to i to). Lepsze szyte. Choć tak naprawdę z butami nigdy nic nie wiadomo.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Z grubą podeszwą.</strong> Gruba podeszwa to izolacja od zimnego podłoża. To ważne.</li>
</ul>
<p>Dobrze, to teraz efekt naszego przedkinowego wypadu.</p>
<p><img style="display: block; margin-left: auto; margin-right: auto;" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/buty.jpg" alt="" width="500" height="380" /></p>
<p style="text-align: justify;">Nie jest to ideał. Można się przyczepić do zbyt cienkiej podeszwy. Butki są i wiązane sznurówkami, i zapinane na zamek. Zaleta &#8211; zatnie się zamek, mamy drugą opcję. Wada &#8211; język gdzieś na bok umknie i śnieg może się dostać do środka. Wysokość idealna &#8211; kończą się tuż pod kolanami. Szyte i klejone. Nie powinny przemoknąć, ale nie są skórzane. Cena bardzo przyjemna &#8211; 69 zł. Kupione w sklepie CCC.</p>
<p style="text-align: justify;">A film? A byliśmy na &#8222;Wyjeździe integracyjnym&#8221;. Nie jest to coś, do czego wzdychałby intelektualista, ale ponieważ ciężko mi przykleić tak piękną łatkę, bawiłam się świetnie i uryczałam po pachy. Mózg odpoczywa, przepona pracuje. Tego mi było trzeba <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/buty-na-zime-dla-dziecka.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>42</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wprowadzanie mleka modyfikowanego. Drugi konkurs i zwycięzcy pierwszego :-)</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/wprowadzanie-mleka-modyfikowanego-drugi-konkurs-i-zwyciezcy-pierwszego.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/wprowadzanie-mleka-modyfikowanego-drugi-konkurs-i-zwyciezcy-pierwszego.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 09 Nov 2011 05:00:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[karmienie piersią]]></category>
		<category><![CDATA[karmienie sztuczne]]></category>
		<category><![CDATA[konkurs]]></category>
		<category><![CDATA[niemowlę]]></category>
		<category><![CDATA[żywienie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6558</guid>
		<description><![CDATA[Karmienie piersią to błogosławieństwo, a pokarm matki jest dla dziecka najlepszy. Truizm, wiadomo. Cudownie, ach, cudownie byłoby, gdyby każda matka miała możliwość karmić dziecko tak długo, jak ono tego potrzebuje i przebywać z nim tyle czasu, ile by chciała. Niestety (lub stety) większość kobiet musi pracować (i zostawmy na razie na boku kwestię, chce czy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Karmienie piersią</strong> to błogosławieństwo, a pokarm matki jest dla dziecka najlepszy. Truizm, wiadomo. Cudownie, ach, cudownie byłoby, gdyby każda matka miała możliwość karmić dziecko tak długo, jak ono tego potrzebuje i przebywać z nim tyle czasu, ile by chciała. Niestety (lub stety) większość kobiet musi pracować (i zostawmy na razie na boku kwestię, chce czy nie chce). I niestety najczęściej jest tak, że powrót do pracy oznacza zabójstwo laktacji.  Przeszłam to i ja, stawałam na rzęsach, łaziłam do pracy z laktatorem, termosem i pojemnikami na mleko, i odciągałam pokarm w kiblu. Nadaremno. Produkcja kulała, podaż nie równoważyła popytu i trzeba było uraczyć głodomora mlekiem modyfikowanym. No i dzisiaj właśnie o tym. O wprowadzaniu mleka modyfikowanego.</p>
<p style="text-align: justify;">Pozwólcie cytacik ze strony <a href="http://kalendarzmaluszka.pl" target="_blank">Kalendarz maluszka</a>:</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/11/wprowadzanie-mleka-modyfikowanego-drugi-konkurs-i-zwyciezcy-pierwszego.html/mleko_modyfikowane-2" rel="attachment wp-att-6560"><img class="aligncenter size-full wp-image-6560" title="mleko_modyfikowane" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/mleko_modyfikowane1.jpg" alt="" width="523" height="131" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">W tym najgorszy jest ambaras, żeby pokarm podać zaraz, że tak sparafrazuję Boya-Żeleńskiego. Jadzisko, kiedy jeszcze całkiem piersiowe było, żarło co dwie godziny. A potem matka hop-siup zaczęła znikać na kilka godzin. Od razu jak Filip z konopii wyskoczyło kilka problemów.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Po pierwsze &#8211; butelka won.</strong> Dziecko przyzwyczajone do piersi stanowczo odmawiało brania silikonu do japy (wyjątek robiło dla smoczka, ale smoczek to insza inszość). Zanim wypracowaliśmy jaką taką współpracę, zdążyłam włosiem wyrwanym z głowy zaścielić pół mieszkania. Na początku dziecko czekało na mnie (!!!), póki nie wrócę z pracy. Ja z wywalonym ozorem, po siedmiu godzinach nieobecności, robiłam szczupaka już od wycieraczki, w locie ciepałam bluzkę precz, wyjmowałam twardą jak głaz mleczarnię ze stanika i dopiero wtedy młoda łaskawie raczyła się pożywić. Ludzie, co ja przeżywałam w robocie! Wiedziałam, że moje dziecko siedzi w domu głodne!</p>
<p style="text-align: justify;">Głód okazał się zresztą bardzo skuteczną metodą wychowawczą. Dziecko, zobaczywszy, że matka nie zmieni dziwnego zwyczaju znikania z domu, przeprosiło się z butelką. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Po drugie &#8211; jakie mleko wybrać?</strong> Po poradę udałam się do naszej lekarzycy rodzinnej. Zaproponowała Enfamil z racji obecności w tymże bodajże kwasów Omega 3 czy jakoś tak. Enfamil nie dość, że drogi jak jasna cholera (do nabycia chyba tylko w aptekach), to jeszcze okazał się zupełnie niejadalny. Właściwie <strong>pierwsze mleko modyfikowane powinien dobrać pediatra.</strong> Zanosimy dzieciaka do serwisu, on je ogląda, maca i takie tam, wiecie, a potem wydaje werdykt. Nie zrobiłam tak i być może był to błąd. Szkód na zdrowiu nie było, alergii żadnych, ale napróbowałam się tego i owego i nie wiem, po co mi to było. Poprzez NAN i Bebiko podryfowaliśmy w stronę Bebilonu i przy nim rzuciliśmy kotwicę. Co ciekawe, przy bliźniaczkach było dokładnie odwrotnie (od Bebilonu przez Bebiko do NAN).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Po trzecie &#8211; dziecko</strong> oczarowane łatwością wylatywania mleka z butelki <strong>ostatecznie odrzuciło pierś.</strong> I było po laktacji. Tak więc jak i wcześniej wlatywałam do chałupy (trzeba było zainwestować w miotłę, he he), zrywałam staniczor, kamienie podstawiałam młodzieży pod nos, a tutaj&#8230; foch! No tak, przy ssaniu piersi trzeba się napracować, zwłaszcza jeśli ta jest nabombiona do granic możliwości, bo matka z racji problemów komunikacyjnych wracała do domu całe wieki.</p>
<p style="text-align: justify;">Uzupełnianie karmienia naturalnego mlekiem modyfikowanym ma, jak widać, swoje wady i zalety. Z jednej strony jest to świetne (i często jedyne, bądźmy szczerzy) rozwiązanie dla kobiet, które po urlopie macierzyńskim wracają do pracy. Z drugiej strony szybko może się okazać, że pierś ostatecznie pójdzie w odstawkę.</p>
<p style="text-align: justify;">Tyle moich doświadczeń. Tak jak w poprzednim tygodniu, zadam wam jedynie słuszne pytanie: jak to było u was z wprowadzaniem do diety dziecka mleka modyfikowanego? Czy udało wam się pogodzić karmienie naturalne i karmienie sztuczne. Co możecie poradzić tym, które z problemem dopiero się zmierzą?</p>
<p style="text-align: justify;">Na komentujących czekają nagrody. Trzy osoby dostaną zestaw, w skład którego wchodzą:</p>
<ul>
<li>cyfrowa ramka na zdjęcia</li>
<li>witaminy dla mamy i dziecka (BluMag jedyny i Juvit Baby D3)</li>
<li>plastry Ibum Ice przynoszące ulgę podczas gorączki</li>
<li>bon Sodexho o wartości 150 zł do zrealizowania w różnych sklepach (lista sklepów zostanie dostarczona wraz z nagrodą).</li>
</ul>
<div><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html/nagrody-na-blogu-dzieciowo-juvit" rel="attachment wp-att-6506"><img class="aligncenter size-full wp-image-6506" title="Nagrody na blogu Dzieciowo - Juvit" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/Nagrody-na-blogu-Dzieciowo-Juvit.jpg" alt="" width="478" height="357" /></a></div>
<p style="text-align: justify;">To nie wszystko. Zwycięskie komentarze zostaną opublikowane na stronie <a href="http://kalendarzmaluszka.pl" target="_blank">Kalendarza maluszka</a> jako porady matek dla matek. Osoby nagrodzone zostaną więc poproszone (rym-cym-cym) o zgodę na przekazanie praw autorskich w celu publikacji komentarza w innym miejscu niż ten blog. Szczegóły można doczytać w <strong><a href="http://www.magazyn.heureka.serwery.pl/fb/RegulaminkonkursowdlaczytelniczekblogaDzieciowo-Juvit.pdf" target="_blank">regulaminie</a></strong>.</p>
<h4 style="text-align: justify;">Wyniki konkursu z 02.11.2011.</h4>
<p style="text-align: justify;">Nadejszła wiekopomna chwila <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Było mi STRASZNIE ciężko wybrać trzy komentarze, bo wszystkie były bardzo wartościowe. Chyba się po tym wszystkim leczyć zacznę czy coś <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Najchętniej nagrodziłabym wszystkich, ale nie mogłam. Wyróżnione osoby to:</p>
<ol>
<li><strong>Manga</strong></li>
<li><strong>Wiewi00ra</strong></li>
<li><strong>madzix</strong></li>
</ol>
<div style="text-align: justify;">Wielkie ukłony przesyłam Rogalowi (właściwie tej Rogal <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ). Twoja łacina jest imponująca. I doceniam inwencję twórczą, bo na takie rymy nigdy bym nie wpadła, a z łaciny ze studiów pamiętam tylko początek jednego erotyku (ille mi par esse deo videtur&#8230;) <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />   Czapki z głów!  Jak tak dalej pójdzie, będę się musiała zrujnować na jakieś nagrody dodatkowe <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </div>
<div style="text-align: justify;">Ze zwycięzcami skontaktuję się via e-mail i w liście przekażę szczegóły.</div>
<div style="text-align: justify;">A tymczasem drugi konkurs wziął i ruszył <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/wprowadzanie-mleka-modyfikowanego-drugi-konkurs-i-zwyciezcy-pierwszego.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>57</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ta okropna CIEMIENIUCHA!</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/ta-okropna-ciemieniucha.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/ta-okropna-ciemieniucha.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Nov 2011 07:43:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[niemowlę]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6525</guid>
		<description><![CDATA[Niby jest piątek i niby na kolejną blogującą mamę czas, ale zrobimy sobie dzisiaj mały wyłom w copiątkowym cyklu i zajmiemy się jednym z klasycznych niemowlęcych obrzydlistw &#8211; ciemieniuchą. Powiem szczerze, kiedy Jadzia była mała, reprezentowałam typowy pogląd, że ciemieniucha bierze się z kiepskiej higieny dzieciaka. Innym słowy, że problem z ciemieniuchą mają wyznawcy hasła, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Niby jest piątek i niby na kolejną blogującą mamę czas, ale zrobimy sobie dzisiaj mały wyłom w copiątkowym cyklu i zajmiemy się jednym z klasycznych niemowlęcych obrzydlistw &#8211; <strong>ciemieniuchą</strong>. Powiem szczerze, kiedy Jadzia była mała, reprezentowałam typowy pogląd, że ciemieniucha bierze się z kiepskiej higieny dzieciaka. Innym słowy, że problem z ciemieniuchą mają wyznawcy hasła, że częste mycie skraca życie. Skąd mi się to wzięło? Pierworodna ciemieniuchy nie miała. Życie jednak, jak to ma w zwyczaju, dało mi ostro po garach, bo bliźniaczki, owszem, ciemieniuchę miały i to dorodną. Myję moje dzieci, musicie mi wierzyć na słowo <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Skąd zatem bierze się ciemieniucha?</strong> Stąd, co i trądzik niemowlęcy, prosaki i tego typu bajery. Jest wynikiem pewnego rodzaju nadczynności skórnej. Konkretnie skóra ma tendencję do łojotoku, a jednocześnie naskórek rogowacieje. Skutkiem tego skóra głowy pokrywa się dość nieciekawie wygladającą warstwą. Wygląda to trochę, jakby łepetynę okleiło coś w rodzaju wosku. Jeśli zaczniemy to drapać, warstwa łuszczy się. Dlaczego w ogóle noworodki i niemowlęta mają problem z nadprodukcją łoju? Z dziećmi tak już jest. Przychodzą na świat z pewnymi parametrami ustawionymi &#8222;domyślnie&#8221;, a przez następne parę miesięcy trwa docieranie się ze środowiskiem zewnętrznym. Oprogramowanie noworodka ulega w ten sposób modyfikacji <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">O tym, że mam problem z ciemieniuchą, dowiedziałam się dość późno. Młode miały chyba z 10 miesięcy. Widać wygląd tego nie był jakiś niesamowicie straszny, powiem więcej, myślałam, że, no, że to tak ma być, że to jakaś skórka zrogowaciała, samo zejdzie i po problemie. No właśnie, skórka zrogowaciała to właśnie ciemieniucha. Wyglądało to tak, jakby młodzież miała ciemnożółtą skórę na części głowy. Tam, gdzie głowa dotykała poduszki lub materacyka, ciemieniuchy nie było.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/11/ta-okropna-ciemieniucha.html/ciemieniucha" rel="attachment wp-att-6526"><img class="aligncenter size-full wp-image-6526" title="ciemieniucha" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/ciemieniucha.jpg" alt="" width="500" height="392" /></a>Zobaczcie, wydaje się, jakby dziewczyny miały na górze włosy rude, a po bokach blond. To właśnie efekt pomarańczowej ciemieniuchowej skóry na głowie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak walczyć z ciemieniuchą?</strong> Powiem wam, jak ja to zrobiłam, ale zastrzegam, że sposób może zadziałać u dzieci, które nie zmagają się z AZS. Tak, bo zdarza się, że ciemieniucha jest symptomem alergii, a w takim wypadku raz po raz może wracać. Mój sposób był bardzo prosty. Któregoś dnia przed kąpielą wzięłam <strong>zwykłą oliwkę do ciała</strong> (akurat miałam Bambino) i <strong>porządnie nasmarowałam skórę na głowach bliźniaczek</strong>, starając się kolistymi ruchami wmasowywać oliwkę jak krem. Potem jakieś<strong> pół godziny</strong> chodziły z takim smalcem, może trochę dłużej. Wtedy dopadłam delikwentki, wzięłam grzebień i zaczęłam im<strong> wyczesywać zrogowaciały naskórek</strong>. Schodził pięknie. Dziecka darły się w niebogłosy, bo sytuacja mało komfortowa, fakt. Nie za mocno, ale też nie głaskałam. Jakbym skrobała szybę samochodu, ekhm <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Następnie zostały wykąpane, a głowy trzeba było szamponem potraktować kilkakrotnie, bo włosy były potwornie tłuste ze względów zrozumiałych. I to był koniec ciemieniuchy. Od tej pory problemu nie ma. Nigdy więcej nie wróciła.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Mniej lub bardziej można ciemieniusze zapobiec</strong>, albo przynajmniej zmniejszyć jej skalę. Jak? Trzeba wyczesywać główkę noworodka od dnia przyjścia na ten padół. Codziennie. Nawet jeśli ma trzy włoski na krzyż. Nie grzebieniem oczywiście! Są specjalne szczoteczki. Na początek mięciutka z naturalnego włosia (mam taką, ma już, wyobraźcie sobie 27 lat!!), potem ciutkę twardsza. Ja potraktowałam ten obowiązek po macoszemu i po jakimś czasie działań zaprzestałam. Wtedy właśnie nasiliła się ciemieniucha.</p>
<p style="text-align: justify;">Gorzej jest, jeśli dziecko wykazuje skłonności do alergii. Bywa, że ciemieniucha rozprzestrzenia się poza głowę, na uszy, kark i pachy. Wtedy trzeba koniecznie iść do lekarza, bo przyczyną może być galopujące AZS lub grzybica.</p>
<p style="text-align: justify;">Tyle z mojego placu boju. Jeśli ktoś równie skutecznie uporał się z problemem i chce podzielić się swoim doświadczeniem, to zapraszam. Może ci, którzy do tej pory walczą i nie mogą zatknąć zwycięskiej flagi, otrzymają wreszcie podpowiedź <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;"><em>PS. Pisząc notkę korzystałam z informacji zawartych na stronie http://sposoby-na-ciemieniuche.manifo.com</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/ta-okropna-ciemieniucha.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>37</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pępkowe, czyli o pielęgnacji kikuta pępowiny. I&#8230; konkurs!</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Nov 2011 09:23:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[konkurs]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6502</guid>
		<description><![CDATA[Nie ma to tamto, kikut pępowiny to pierwszy poligon doświadczalny rodzica-debiutanta. Wszystko sprowadzić można do jednego prostego pytania: co z tym cholerstwem robić? Wygląda to nieciekawie, zwłaszcza na początku, zaraz po urodzeniu, gdy spięte jest czymś w stylu klamerki do bielizny. W mordę jeża, dotykać, nie dotykać? Przecierać, nie przecierać? Moczyć, nie moczyć? Co niepokoi, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Nie ma to tamto, <strong>kikut pępowiny</strong> to pierwszy poligon doświadczalny rodzica-debiutanta. Wszystko sprowadzić można do jednego prostego pytania: <strong>co z tym cholerstwem robić?</strong> Wygląda to nieciekawie, zwłaszcza na początku, zaraz po urodzeniu, gdy spięte jest czymś w stylu klamerki do bielizny. W mordę jeża, dotykać, nie dotykać? Przecierać, nie przecierać? Moczyć, nie moczyć? Co niepokoi, a co nie niepokoi? Ile czasu trzeba odczekać, zanim odpadnie? Czy to nie trwa zbyt długo? Już od tego można osiwieć, a to dopiero początek, he he. Tak, tak rodzic ma jak koń pod górę, kto tego jeszcze nie wie, to się przekona, howgh.</p>
<p style="text-align: justify;">OK, chciałabym, żebyśmy pogadali trochę właśnie na temat pozostałości po pępowinie i tego, co się z tym ustrojstwem dzieje. Mielenie jęzorem (tfu, klawiaturą) nie będzie bezproduktywne, bo po pierwsze zyska na tym społeczeństwo, a po drugie <strong>dla komentujących przygotowano trzy nagrody</strong>. O tym jednak poniżej, a na początek cytacik ze strony <em><a title="Kalendarz maluszka" href="http://kalendarzmaluszka.pl/#/dowiedz_sie_wiecej_mamo" target="_blank">Kalendarz maluszka</a></em>.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html/pepek" rel="attachment wp-att-6503"><img class="aligncenter size-full wp-image-6503" title="pepek" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/pepek.jpg" alt="" width="527" height="118" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">No właśnie, <strong>jak to jest z tą właściwą pielęgnacją? Wersje istnieją różniste</strong>. W przypadku mojego pierwszego dziecka, czyli trzy lata temu z haczkiem, królował pogląd, że <strong>kikut pępowiny należy przemywać 70% roztworem spirytusu</strong>. Wzbudziłam niezwykłą radość, kiedy poprosiłam o ustrojstwo w tym stężeniu najpierw w monopolowym (gratulacje), potem w aptece. Uświadomiono mnie w końcu, że mam sobie rasowy spiryt wymieszać z odpowiednią ilością wody i tym przemywać.</p>
<p style="text-align: justify;">Codziennie po kąpieli (ech, bo przy pierwszym dziecku CODZIENNA kąpiel to oczywista oczywistość, przy kolejnych już tak nie jest <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ) braliśmy więc pałeczki do uszu (takie dla dzieci, z ogranicznikiem), maczaliśmy w roztworze i przemywaliśmy pępek.</p>
<p style="text-align: justify;">No właśnie, <strong>jak przemywać kikut pępowiny</strong>? Jedną ręką trzyma się tego cusia i lekko unosi do góry, drugą uzbrojoną w patyczek smyra się dokładnie &#8222;okolicę pępkową&#8221;, dbając, żeby spiryt dotarł we wszystkie zakamarki. Kikut zacznie się w końcu fragmentami odrywać, co najpierw przyprawi nas o zawał (czy przypadkiem nie uszkodziliśmy dzieciaka), a następnie o lawinę pytań, czy na pewno wszystko przebiega tak, jak powinno. Spokojnie, to tak ma być.</p>
<p style="text-align: justify;">Rasowy spiryt wkrótce zemścił się okrutnie za pozbawienie go części procentów i podstępnie rozlał się w szufladzie, w której był trzymany razem z kosmetykami dziecka. W związku z tym przez  pewien czas z pokoju dziecięcego jechało jak z bimbrowni. Postanowiliśmy więc przerzucić się na <strong>gencjanę</strong>, czyli inaczej <strong>pioktaninę</strong>. To też działa odkażająco, ale pozostawia fatalne skutki uboczne w postaci fioletowego zabarwienia skóry. Nie no, spoko, to jest zmywalne, rzecz jednak w tym, że łatwo możemy sobie zafajdać ubranka, a to już gorzej. Pioktaninę zdradziliśmy więc na rzecz &#8211; ponownie &#8211; spirytusu i pilnowaliśmy, by się nie rozlał.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Po ilu dniach odpada kikut pępowiny?</strong> U pierworodnej trwało to wieki, bo jakieś trzy tygodnie. Bardzo długo. Nie wdała się żadna infekcja, nic nie ropiało, nic się w ogóle nie działo, tylko nie chciało odpaść i już. W przypadku bliźniaczek odpadły jeszcze w szpitalu (a byłyśmy tam tydzień), co wydało mi się tempem wprost kosmicznym. Chyba po czterech dniach już pępowiny nie było. Znalazłam kikutki w noworodkowej kuwetce.</p>
<p style="text-align: justify;">Do pielęgnacji pozostały mi strupki. Tym razem nie bawiłam się w żadne rozcieńczanie czegokolwiek, tylko po prostu przemywałam zwykłym spirytusem. Bardzo szybko strupki odpadły i był spokój.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Czy kąpać dziecko zanim odpadnie pępowina?</strong> No właśnie. Przyznaję bez bicia, kąpałam wszystkie trzy. I moczyłam przy tym pępek. Po kąpieli &#8222;okolica pępkowa&#8221; była dokładnie osuszana i postępowano z nią jak wyżej.</p>
<p style="text-align: justify;">Wszelkie zmagania z infekcjami, ropieniem, bakteriami i tego typu rzeczami są mi zupełnie obce, bo &#8211; uff, uff &#8211; z wszystkimi trzema pępkami poszło jak spłatka. Czy postępowałam właściwie? Nie wiem. Nic się potem nie działo, w trakcie też nic się nie działo, jeśli więc zrobiłam na przekór jakimś zaleceniom, to nie odbiło się to czkawką.</p>
<p style="text-align: justify;">To jest dobry moment, by padło to ważne pytanie:<strong> jak pielęgnacja kikuta pępowiny wyglądała u waszych dzieci?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Pytanie ważne z dwóch powodów. Po pierwsze na trzy osoby (wytypowane przeze mnie &#8211; omajgad!) czekają nagrody od sponsora. Sponsorem jest Juvit, a co go będę ukrywać.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html/nagrody-na-blogu-dzieciowo-juvit" rel="attachment wp-att-6506"><img class="aligncenter size-full wp-image-6506" title="Nagrody na blogu Dzieciowo - Juvit" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/Nagrody-na-blogu-Dzieciowo-Juvit.jpg" alt="" width="478" height="357" /></a>W skład nagrody wchodzą:</p>
<ul>
<li>cyfrowa ramka na zdjęcia</li>
<li>zestaw witamin dla mamy i dziecka (BluMag Jedyny, Juvit Baby D3)</li>
<li>plastry przeciwgorączkowe dla dzieci Ibum Ice</li>
<li>bon o wartości 150 zł (to bon Sodexho) do zrealizowania w różnych sklepach. Listę sklepów zwycięzca otrzyma razem z nagrodą.</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;">Fajne? Myślę, że nawet bardzo. Trzy komentarze do tej notki zostaną nagrodzone, a następnie zamieszczone na stronie <a href="http://kalendarzmaluszka.pl"><em>Kalendarz maluszka</em></a> jako porady mam dla mam <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Dlatego osoby nagrodzone poproszone zostaną o podpisanie zgody na przekazanie praw autorskich do komentarza w celu publikacji go w innym miejscu niż na moim blogu. Szczegóły można doczytać w <a href="http://www.magazyn.heureka.serwery.pl/fb/RegulaminkonkursowdlaczytelniczekblogaDzieciowo-Juvit.pdf" target="_blank"><strong>regulaminie</strong></a>.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Konkurs trwa tydzień</strong>, czyli do 8 listopada, do godziny 23.59. Jeśli komuś nie uda się za pierwszym podejściem, to będzie miał jeszcze trzy szanse. W sumie nagród będzie więc dwanaście, przy czym &#8211; co za pech &#8211; dana osoba może wygrać tylko raz <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Ze zwycięzcami skontaktuję się via e-mail, a informacja o tym, któż to jest, zostanie podana w ciągu kilku dni od publikacji notki (przed rozpoczęciem kolejnego konkursu).</p>
<p style="text-align: justify;">Drugi powód &#8211; koncentrat wiedzy i doświadczeń może okazać się bardzo pomocny dla tych, które na poród jeszcze czekają.</p>
<p style="text-align: justify;">Czyli co? Zostało tylko zaczytować moją pierworodną &#8222;do biegu gotowi, start!&#8221; <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>88</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

