<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Dzieciowo mi! &#187; noworodek</title>
	<atom:link href="http://www.dzieciowo.pl/tag/noworodek/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.dzieciowo.pl</link>
	<description>Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.</description>
	<lastBuildDate>Tue, 07 Feb 2012 05:00:57 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Koziorożec i Bliźnięta &#8211; uparta rogacizna i podwójna krótka &#8211; horoskop dla malucha cz. 6</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2012/02/koziorozec-i-bliznieta-uparta-rogacizna-i-podwojna-krotka-horoskop-dla-malucha-cz-6.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2012/02/koziorozec-i-bliznieta-uparta-rogacizna-i-podwojna-krotka-horoskop-dla-malucha-cz-6.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Feb 2012 07:10:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podpatrzone, przeczytane]]></category>
		<category><![CDATA[horoskop]]></category>
		<category><![CDATA[niemowlę]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=7178</guid>
		<description><![CDATA[Drodzy rodzice Koziorożców, oto zwiastuję wam radość wielką. Macie, kurde, fuksa. Macie materiał, który odpowiednio obrobiony da wam diament. Musicie tylko odpowiednio podejść do sprawy i nie przedobrzyć z bodźcami. Diament, było &#8211; nie było, to forma węgla. A węgiel jest, kurde, palny Uparty jak Koziorożec Koziorożca trudno posądzić o eksplozję uczuć. Cieszący się Rak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Drodzy rodzice Koziorożców, oto zwiastuję wam radość wielką. Macie, kurde, fuksa. Macie materiał, który odpowiednio obrobiony da wam diament. Musicie tylko odpowiednio podejść do sprawy i nie przedobrzyć z bodźcami. Diament, było &#8211; nie było, to forma węgla. A węgiel jest, kurde, palny <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<h4 style="text-align: justify;">Uparty jak Koziorożec</h4>
<p style="text-align: justify;">Koziorożca trudno posądzić o eksplozję uczuć. Cieszący się Rak z wrzaskiem wybiegnie na ulicę w samych gatkach i rzuci się pierwszemu lepszemu na szyję, Baran z radości wlezie na sam czubek najwyższej latarni lub skoczy na bunge w celu utraty nagromadzonej adrenaliny. Koziorożec cieszy się wzrokowo. W sensie mrugnie i w najlepszym wypadku prześle skąpy uśmiech. Jeśli tak jest, wiedz, że kipi ze szczęścia. Koziorożec zupełnie niesłusznie bywa więc posądzany o brak uczuć wyższych. Uczucia ma i płonąć potrafi, inna sprawa, że może być dość ascetyczny w ich okazywaniu.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">Lubi samotność, niełatwo przychodzi mu zawieranie nowych znajomości. Najpoważniejszym błędem rodziców jest traktowanie małego indywidualisty jak dorosłego. Bo chociaż dziecko bardzo chce nim być, to nie powinno mu się odbierać dziecięcej beztroski. <em>(M jak Mama 01/2012)</em></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Mamy taką pokusę, prawda? Zaliczamy nirwanę, bo nasze dziecko nad wiek dorosłe, odruchowo więc obarczamy je obowiązkami nad wiek właśnie, ewentualnie oczekujemy reakcji doroślejszych, niż to wynika z jego etapu rozwojowego. Wiecie, jak to jest z nakręcaniem sprężyny. Jeśli przedobrzymy, cały mechanizm szlag trafi. Odnośnie Koziorożca trzeba to mieć na uwadze. Żeby nie przegiąć.</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejna tendencja, jakiej ulegamy w kontakcie z dorosłym nad wiek dzieckiem, to traktowanie jego wyników jako normy. Ten typ tak ma. Bije na głowę rówieśników w tym czy tamtym i to jest dla niego normalne. Może i jest normalne, ale Koziorożce bardzo, ale to bardzo potrzebują pozytywnego wzmocnienia w postaci pochwał. To pozwala im ładować baterie, bo one z reguły naprawdę bardzo się starają, ale żaden rasowy Koziorożec nie pokaże po sobie, jak bardzo tej pochwały łaknie.</p>
<p style="text-align: justify;">Koziorożec, jak na rogaciznę przystało, uparty jest co się zowie. Jak już sobie umyśli, żeby wdrapać się na jakąś górę, to się wdrapie, choćby nie wiem co. Byk rwie do celu, taranując po drodze wszelkie przeszkody. Koziorożec robi to metodycznie i wolniej, ale skuteczność ma tę samą. On te przeszkody odpowiednio omija. Dlatego karierę ma jak w banku. Może zajmie mu to więcej czasu niż Bykowi, ale z pewnością dotrze równie wysoko.</p>
<h4 style="text-align: justify;">Bliźnięta &#8211; podwójna krótka imprezowa</h4>
<p style="text-align: justify;">Jeśli ktoś kiedyś wpadnie na napisanie antologii dziecięcych pytań i rodzicielskich odpowiedzi, rodzice Bliźniąt pierwsi ustawią się w kolejce. Albo sami ją napiszą. Oni bowiem jak nikt inny dopracowali perfekcję takiego manewrowania, żeby pytający dostał, co chciał, a odpowiadającemu uszy czerwienią nie spłonęły. To oni będą dalej objaśniać, skąd się biorą dzieci, kiedy odpowiedź, że &#8222;z nadmanganianu chlorku potasu&#8221; nie osłabi żądzy wiedzy. I biada temu, który na pytanie &#8222;dlaczego&#8221;, zwykł odpowiadać &#8222;bo tak&#8221;. Twoje dni są policzone. <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">Warto jednak przełknąć trudności spowodowane stawianiem mocno niewygodnych pytań w najmniej odpowiednim momencie (oczywiście odpowiednio głośno), ponieważ Bliźnięta hojnie nam to wynagrodzą.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">Już w okresie wczesnego dzieciństwa przejawiają wysoką inteligencję, którą warto wykorzystać na wspólne odkrywanie świata. Często o wiele szybciej niż inne dzieci samodzielnie uczą się pisać, czytać  i liczyć. Błyskawicznie zapamiętują, więc warto zainwestować w naukę języka obcego już w dzieciństwie. <em>(M jak Mama, o1/2o12)</em></p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Rośnie ci więc poliglota, ale i&#8230; mega imprezowicz. Bliźnięta to dusze towarzystwa. Królują na parkietach, a przez twój dom będą się przetaczać stada znajomych płci obojga. Drzwi nie będą się zamykać, lepiej zawczasu przywyknij. To twoje dziecko będzie pierwsze chwytać za mikrofon na wszelkich oficjalnych imprezach i jeśli trzeba będzie czymś popisać się przed widownią, możesz na nie liczyć.</p>
<p style="text-align: justify;">Coś za coś. Patentowany leń to drugie imię twojej pociechy. Bliźnięta potrzebują wzmocnienia i nakierowania w postaci lekkiego mentalnego kopniaka. Po pierwszym sukcesie spoczną na laurach i pokażą, jakie są świetne w zbieraniu gratulacji <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Muszą być nieustannie motywowane, żeby dotarły tam, gdzie dotrzeć mają. Bo szkoda, żeby im się nie udało. Świat wiele by na tym stracił.</p>
<p style="text-align: justify;">Na Bliźniętach i Koziorożcu kończymy przegląd dziecięcych znaków zodiaku. Przypominam, że wszystko było pod znakiem mrugnięcia jak z kultowej reklamy o bezalkoholowym <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;"><em>Na koniec informacja. Niedawno na łamach <strong>Dzieciowo mi</strong> rozgrywał się konkurs. Niejeden zresztą jeszcze będzie, a nagrody będą barrrrrrrdzo ciekawe (tak, uchylam rąbka tajemnicy). Jeśli ktoś nie załapał się na bezdotykowy termometr i koc, to ma jeszcze szansę, bo na <a title="Rady na gorączkowy sezon" href="http://www.facebook.com/pages/RADY-na-gor%C4%85czkowy-sezon/200328150050905?sk=app_282970891744960" target="_blank">fanpage&#8217;u organizatora na FB</a> również będzie można o taki zestaw powalczyć. Już od jutra zresztą. Pierwsza edycja konkursowa trwa w dniach od 03.02 do 09.02, druga od 13.02 do 19.02. Można się tym zainteresować. A przy okazji zaglądać tutaj, bo kolejna okazja do zgarnięcia tego i owego już wkrótce <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2012/02/koziorozec-i-bliznieta-uparta-rogacizna-i-podwojna-krotka-horoskop-dla-malucha-cz-6.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dobry dotyk &#8211; masaż na wzdęcia i kolki</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/dobry-dotyk-masaz-na-wzdecia-i-kolki.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/dobry-dotyk-masaz-na-wzdecia-i-kolki.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 06:28:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podpatrzone, przeczytane]]></category>
		<category><![CDATA[kolka]]></category>
		<category><![CDATA[masaż]]></category>
		<category><![CDATA[niemowlę]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=7167</guid>
		<description><![CDATA[Co jest najbardziej traumatyczną sytuacją dla rodzica? Chyba ta, kiedy junior wyje, jakby chciał ustanowić rekord Guinnesa w jednorazowej emisji decybeli, a my nie wiemy, jak mu pomóc. Rzeźnia. Nosimy, lulamy, chwilę się na rękach uspokaja, co my bierzemy za dobrą monetę, odkładamy delikwenta i momentalnie zabawa zaczyna się od początku. Młody pręży się, wygina [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Co jest najbardziej traumatyczną sytuacją dla rodzica? Chyba ta, kiedy junior wyje, jakby chciał ustanowić rekord Guinnesa w jednorazowej emisji decybeli, a my nie wiemy, jak mu pomóc. Rzeźnia. Nosimy, lulamy, chwilę się na rękach uspokaja, co my bierzemy za dobrą monetę, odkładamy delikwenta i momentalnie zabawa zaczyna się od początku. Młody pręży się, wygina i ryczy tak, że startujące odrzutowce mogą mu buty czyścić. <strong>Kolka</strong>.</p>
<p style="text-align: justify;">Przeżyłam kolki u bliźniaczek, a one mają to do siebie, że wszystko robią razem. Rzeźnia była więc podwójna. Teraz, tak na marginesie powiem, jest kolejna jazda o nazwie ząbkowanie, bo panienom wychodzi po kilka zębów na raz i, kurde, są to oczywiście te same zęby u jednej i u drugiej. Muszą być jednak jednojajowe <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">No dobrze, ad rem. Przeżyłam więc kolki u bliźniaczek, wydałam kupę sałaty (około 800 zł) na środki przeciwkolkowe i wiecie, <strong>co okazało się najlepszym lekarstwem? Czas.</strong> Musiały po prostu z tego wyrosnąć. Skończyły cztery miesiące i problem zniknął. Żadne środki nie działały, żadne. Trzeba było zwyczajnie się przemęczyć.</p>
<p style="text-align: justify;">To, że trzeba przeczekać, nie znaczy, że mamy nie reagować. Można potomkowi ulżyć w cierpieniach i jest to wskazane, zwłaszcza że to jedyne, co możemy zrobić. Złagodzić dolegliwości można właśnie odpowiednim masażem. Założę się o skrzynkę wermuciku (a propos, trzeba uzupełnić zapas), że każdy rodzic dziecka z kolką uskuteczniał <strong>masaż</strong> i nawet nie był tego świadomy. Wszyscy głaskaliśmy dziecko po brzuszku, prawda? Zataczaliśmy kółka, czyż nie? No i szafa gra, trzeba tylko zadbać o okoliczności przyrody.</p>
<p style="text-align: justify;">Przede wszystkim <strong>w pomieszczeniu</strong>, w którym będziemy uskuteczniać ratunkową akcję przeciwkolkową, <strong>musi być ciepło</strong>. Do tego stopnia, żebyśmy obiekt bez wyrzutów sumienia <strong>rozebrali zupełnie do golasa</strong>. Zaopatrzamy się też w coś śliskiego, co ulepszy smarowność. Oliwa z oliwek jest OK, ale może to być też <strong>specjalna mieszanka do masażu antykolkowego</strong>: 50 ml olejku z pestek moreli i po jednej kropli olejku eterycznego z kopru włoskiego i rumianku. Zanim zapodamy smarowidło, musimy sprawdzić, czy młodzież nie reaguje alergicznie &#8211; smarujemy kawałek skóry na zgięciu łokcia i czekamy. Jeśli skóra zrobi się zaczerwieniona, to olejki eteryczne możemy sobie odpuścić.</p>
<p style="text-align: justify;">Po drugie dziecko musi być względnie spokojne. Nic nie da masaż, kiedy młody zanosi się rykiem. Trzeba go choć na chwilę wyciszyć (na przykład ciepłą kąpielą), żeby człowieka normalnie położyć. No i nie może być tuż po jedzeniu, bo wszystko, co zjadł, wypchniemy mu pracowicie górą.</p>
<h5 style="text-align: justify;">Głaskanie</h5>
<p style="text-align: justify;">Kładziemy delikwenta na plecach (rozebranego do stroju Adama) i podnosimy mu nóżki do góry. Niemowlę odruchowo trzyma nóżki uniesione i zgięte i chodzi tylko o to, żeby tę pozycję przytrzymać. Jedną ręką więc przytrzymujemy, drugą głaszczemy brzuszek z góry do dołu. Powoli i jednostajnie.</p>
<h5 style="text-align: justify;">Spirala</h5>
<p style="text-align: justify;">Otwartą dłonią wokół pępka zataczamy kółka. Najpierw małe, potem coraz szersze. Kiedy już szerzej nie można, przestajemy, kładziemy rękę na pępku i chwilę trzymamy, żeby rozgrzać brzuszek. Uwaga! <strong>Masujemy zawsze zgodnie z ruchem wskazówek zegara</strong>, ponieważ jest to zgodne z perystaltyką jelit.</p>
<h5 style="text-align: justify;">Raz w jedną, raz w drugą</h5>
<p style="text-align: justify;">Połóż otwarte dłonie poniżej pępka, lewą na prawej. Lewą ręką zatocz kółko w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, a prawą podąż za nią. Spotkają się znowu poniżej pępka, ale tym razem prawa będzie na lewej. Zabawę zaczynamy od początku, ale tym razem pierwsza idzie prawa w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara, a lewa za nią podąża. Spotykają się pod pępkiem i lewa jest na prawej. Masujemy powoli i rytmicznie, pamiętając o tym, <strong>żeby ostatnim ruchem (jeśli już kończymy) był ten w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Czy to pomoże? Może pomoże, może nie, spróbować można. Zapewne nie pozbędziemy się w ten sposób kolek, bo kolki są objawem niedojrzałości układu pokarmowego i dziecko musi najzwyczajniej w świecie dojrzeć. Masaż może jednak pomóc usunąć nagromadzone w brzuszku gazy, które powodują dyskomfort. Bywa, że młody podczas masowania pokusi się o pozostawienie twardych dowodów przemiany materii, ewentualnie nas obsiura, dlatego dobrze zawsze podścielić pieluszkę.</p>
<p style="text-align: justify;">Masowałam brzuchy bliźniaczkom nie mając jeszcze pojęcia o tym, że można to robić bardziej fachowo. Pomagało, ale pewnie bardziej by pomogło, gdyby były zupełnie rozebrane i gdybym poświęciła całej zabawie więcej czasu. Jeśli więc moje lamerskie działania przyniosły efekt, to te zapodane wyżej tym bardziej powinny. Oby.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Przy notkach masażowych posiłkuję się książką <strong>Delikatny masaż dziecka</strong> R. Rehm-Schweppe i S. Grabosch.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/dobry-dotyk-masaz-na-wzdecia-i-kolki.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dobry dotyk &#8211; trochę o masażu niemowląt. Cz. 1 &#8211; olejki do masażu</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/7099.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/7099.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Jan 2012 05:00:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podpatrzone, przeczytane]]></category>
		<category><![CDATA[masaż]]></category>
		<category><![CDATA[niemowlę]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=7099</guid>
		<description><![CDATA[O tym, że masaż daje frajdę wiedzą najlepiej klienci salonów masażu. Czasem taką frajdę, że ho ho, co mogą potwierdzić pary, które w ten sposób kończą (lub zaczynają) randki Oni cieszą się masażem, ekhm, specyficznym, ale cała reszta narodu też może czerpać z krynicy pełną garścią, jeśli tylko zechce. Masaż jest dostępny dla wszystkich, dla [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">O tym, że masaż daje frajdę wiedzą najlepiej klienci salonów masażu. Czasem taką frajdę, że ho ho, co mogą potwierdzić pary, które w ten sposób kończą (lub zaczynają) randki <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Oni cieszą się masażem, ekhm, specyficznym, ale cała reszta narodu też może czerpać z krynicy pełną garścią, jeśli tylko zechce. Masaż jest dostępny dla wszystkich, dla naszych dzieci również, a co.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie trzeba być specjalnie szkolonym, żeby zapodawać masaż dziecku. Ba, często nie zdajemy sobie sprawy, że intuicyjnie robimy coś, co właśnie pod masaż podchodzi. Niby nic, po prostu głaszczemy dziecko, a jednak!</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Dobry dotyk</strong>. Za jego pomocą możemy przelać na dziecko hektolitry miłości (inaczej pękniemy, znamy to, co nie?), możemy uspokoić, sprawić przyjemność, zrelaksować, ba, nawet pobudzić apetyt czy działać terapeutycznie. Masować można każdego bez względu na płeć czy wiek (z zachowaniem zasady, że nie wszystko dla wszystkich). Trzeba jednak pamiętać o kilku sprawach i jedna z nich rozpocznie niniejszym minicykl notek o dobrym dotyku.</p>
<p style="text-align: justify;">Pić to trzeba umić, było w &#8222;Sztosie&#8221;, masować może niekoniecznie od razu super umić, ale wiedzieć trzeba, czym to robić. Dobra, dobra, wiem, że za sprawą kończyn górnych, ale rzecz w tym, co w tych kończynach trzymać. O smarowidłach będzie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Czego używać do masażu niemowląt?</strong> Najprościej można by powiedzieć, że <strong>oliwki</strong>, ale z oliwkami to różnie bywa. Ze smarowidłami to różnie bywa, bo mogą uczulać. Ponieważ jestem fanką prostoty i maksymalnego ułatwiania sobie życia, powiem, że jeśli mamy dziecię, które obok alergii nawet nie stało, możemy użyć normalnej <strong>oliwki dla niemowląt</strong>. Jeśli cykamy się nieco, dobrze zrobimy, jeśli sięgniemy po normalną <strong>oliwę z pierwszego tłoczenia</strong>, taką, wiecie, &#8222;kuchenną&#8221;. Zamiast oliwy z oliwek możemy zastosować <strong>olejki</strong> otrzymywane z innej zieleniny. Jakie? Proszę bardzo:</p>
<ul>
<li>olejek ze słodkich migdałów</li>
<li>olejek z awokado</li>
<li>olejek z pestek moreli</li>
<li>olej z jojoby</li>
<li>olejek z kiełków pszenicy</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;">Jak żyję, nie widziałam żadnego z nich w sklepie, ale może źle szukałam lub nie tam, gdzie potrzeba.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Czego nie stosować w masażu niemowląt?</strong> Olejków na bazie <strong>olejów mineralnych</strong>. Innymi słowy omijać łukiem to, co w składzie ma: mineral oil, paraffinum liquidum, paraffin wax, faraffin oil, petrolatum, cera microcristallina, ozokerit i ceresin.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Czy można używać olejków eterycznych?</strong> Pod pewnymi warunkami. Po pierwsze dla niemowląt dozwolonych jest tylko kilka (lawenda, róża, koper włoski, rumian rzymski, wanilia). Po drugie nigdy nie aplikujemy ich nierozcieńczonych. Zawsze mieszamy z olejkiem do masażu (np. w postaci oliwy z oliwek). Po trzecie zanim w ogóle wysmarujemy czymś dziedzica od stóp do głów, należy zrobić próbę alergiczną. Jak? W zgięciu łokcia dajemy trochę specyfiku i czekamy. Jeśli w miejscu aplikacji jest zaczerwienienie, to żegnaj, Pamelo.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2012/01/7099.html/samsung-2" rel="attachment wp-att-7100"><img class="aligncenter size-full wp-image-7100" title="SAMSUNG" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2012/01/masaz2.jpg" alt="" width="500" height="252" /></a><em>Zdjęcie z książki &#8222;Delikatny masaż dziecka&#8221;</em></p>
<p style="text-align: justify;">Po czwarte im mniejsze dziecko, tym mniej olejków zapachowych dajemy. Dla najmłodszych w ogóle szlaban. Po piąte nie majtamy olejkami eterycznymi w okolicy głowy i twarzy w szczególności. Reszta ciała &#8211; OK.</p>
<p style="text-align: justify;">Załóżmy jednak, że młode alergii nie ma. <strong>Możemy poszaleć i przygotować własnej roboty mieszanki do masażu.</strong> Uwaga! Ponieważ różnie z tym masowaniem może być, nie robimy więcej niż 100 ml specyfiku jednocześnie. Będzie nam się bydlę psuło. Po co nam własne kompozycje? Po to, żeby osiągnąć ściśle określony cel. Oto kilka mini-przepisów.</p>
<p style="text-align: justify;"><span style="text-decoration: underline;">Na sen:</span> 50-100 ml olejku ze słodkich migdałów, 1 kropla róży, 1 kropla rumianu rzymskiego.</p>
<p style="text-align: justify;"><span style="text-decoration: underline;">Na poprawę humoru:</span> olejek z jojoby (wszędzie chodzi o 50-100 ml, nie ma więc sensu powtarzać się jak zdarta płyta), 1 kropla róży i 1 kropla wanilii</p>
<p style="text-align: justify;"><span style="text-decoration: underline;">Dla odprężenia:</span> olej z pestek moreli lub z olejku ze słodkich migdałów oraz 1 kropla rumianu rzymskiego i 1 kropla lawendy</p>
<p style="text-align: justify;"><span style="text-decoration: underline;">Pobudzenie apetytu</span>: olejek z awokado, słodkich migdałów lub pestek moreli. Do tego olejek z z wanilii i kopru włoskiego (po 1 kropli)</p>
<p style="text-align: justify;">Fajne? Chyba tak. Nie wiem, nie stosowałam. Przepis pochodzą z książki, która mi ostatnio wpadła w łapy. O, takiej: <strong><em>Delikatny masaż dziecka</em></strong> autorstwa Rahel Rehm-Schweppe i Sabine Grabosch.<a href="http://www.dzieciowo.pl/2012/01/7099.html/samsung-3" rel="attachment wp-att-7101"><img class="aligncenter size-full wp-image-7101" title="SAMSUNG" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2012/01/masaz.jpg" alt="" width="450" height="587" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Bardzo fajne rzeczy można w niej wyczytać. Po przejrzeniu stwierdziłam, że wiele gestów wykonywałam zupełnie intuicyjnie, nie mając pojęcia, że stosuję jakieś techniki masażu! Gładzenie po główce, po brzuszku, masowanie nóg czy rąk odbywało się głównie przy okazji smarowania ciała balsamem. Skoro pewne gesty są dla nas naturalne, to to nie może być oszołomstwo <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">Wszelkie ilustracje pochodzić będą z tej książki. No. To ja idę pogłaskać dzieciarnię <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/7099.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Itzbeen &#8211; czy potrzebny nam rodzicielski gadżet-niezapominajka</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/itzbeen-czy-potrzebny-nam-rodzicielski-gadzet-niezapominajka.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/itzbeen-czy-potrzebny-nam-rodzicielski-gadzet-niezapominajka.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Jan 2012 14:25:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podpatrzone, przeczytane]]></category>
		<category><![CDATA[niemowlę]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>
		<category><![CDATA[rodzic]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6954</guid>
		<description><![CDATA[Na początku mojego rodzicielskiego debiutu przeczytałam gdzieś na jakimś forum o dylematach spod znaku karmienia. Nie chodziło wbrew pozorom o to, czy karmić naturalnie czy sztucznie, ale jak zapamiętać, z której piersi dało się żryć. Pomyślałam sobie wtedy, że trzeba mieć na prawdę kiepski kontakt z rzeczywistością, żeby nie pamiętać, której mleczarni się użyło. Dużo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Na początku mojego rodzicielskiego debiutu przeczytałam gdzieś na jakimś forum o dylematach spod znaku karmienia. Nie chodziło wbrew pozorom o to, czy karmić naturalnie czy sztucznie, ale jak zapamiętać, z której piersi dało się żryć. Pomyślałam sobie wtedy, że trzeba mieć na prawdę kiepski kontakt z rzeczywistością, żeby nie pamiętać, której mleczarni się użyło. Dużo się ich nie ma, tylko dwie. Nie minęło jednak wiele czasu, a wszystko zaczęło mi się dokładnie chrzanić. Kiedy urodziły się bliźniaczki, kompletnie nie pamiętałam, którą pierś odciągałam (rym-cym-cym). Ba, nie pamiętałam, którą dziewczynę już karmiłam! Ciężkie były do odróżnienia, darły się równie głośno, nie ułatwiało mi to zadania. Dzisiaj do szału doprowadzam obie babcie, bo na pytanie, kiedy dziewczynki mają zjeść, odpowiadam, że jak zgłodnieją, a przy odpowiedzi na pytanie, kiedy w takim razie jadły ostatnio, wyraźnie zwalniam, po czym się zawieszam. Nie dociskają, bo to grozi ogólną awarią systemu. Do przekazywanych babciom informacji należy dorzucić dane o ostatniej zmianie pieluch i kiedy należy szanowne wnuczki wepchnąć w objęcia Morfeusza.</p>
<p style="text-align: justify;">No i teraz jak w Tolkienie, czy istnieje gadżet &#8222;jeden, by wszystkie związać&#8221;. W sensie te rzeczy do spamiętania. Wyobraźcie sobie, że ludzie wpadli na pomysł, by wymyślić takie oto ustrojstwo:</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2012/01/itzbeen-czy-potrzebny-nam-rodzicielski-gadzet-niezapominajka.html/itzbeen-baby-care" rel="attachment wp-att-6955"><img class="aligncenter size-full wp-image-6955" title="Itzbeen-baby-care" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2012/01/Itzbeen-baby-care.jpg" alt="" width="400" height="400" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">To ustrojstwo to <strong>Itzbeen</strong>, taki <strong>elektroniczny przypominacz o czynnościach pieluchowo-karmieniowo-spalnych</strong>. Można nastawiać sobie alarm, żeby zawył w odpowiedniej chwili przy odpowiedniej ikonce. Wtedy widać, kiedy potomstwo szamało, kiedy kimało, kiedy kupało i kiedy czynności te powinno powtórzyć. Są tacy, co ustrojstwo to byli już <strong>przetestowali</strong> &#8211;&gt; <a href="http://mlodytata.pl/testy/elektronika/245-itzbeen-test" target="_blank">KLIK</a>. Przeczytałam sobie test (dokładny i rzetelny, przyznaję), popatrzyłam na ustrojstwo i zadałam sobie jedno podstawowe pytanie: czy to jest w ogóle rodzicowi potrzebne?</p>
<p style="text-align: justify;">Weźmy taką <strong>zmianę pieluchy</strong>. Nie wiem, jak wy, ale w moim stadzie funkcjonuje to tak, że poziom metanu sprawdzam &#8211; przepraszam jedzących &#8211; organoleptycznie. Inaczej mówiąc, żeby ocenić, czy dziecko trzeba przebrać, najpierw macam gacie delikwentowi, a potem, jeśli to konieczne, lustruję zawartość tudzież wpycham tam łapę. Alarm pieluchowy w ogóle mnie nie urządza, ponieważ dzieci nie leją na komendę i gacie nie wypełniają im się o ściśle określonej godzinie. Czasem zapełniają pieluchę szybciej, czasem wolniej. Jeśli zdamy się na gadżet, a zlekceważymy sygnały &#8211; że tak powiem &#8211; biologiczne, możemy przegapić nadprogramową kupę, a wtedy odparzone dupsko otrzymujemy gratis. Moim zdaniem więc wystarczy macać i wąchać.</p>
<p style="text-align: justify;">Weźmy <strong>porę karmienia</strong>. To chyba najważniejsza rzecz. Kiedy dać jeść, kiedy to małe ono może być głodne. Ryczy. Cholera wie, dlaczego ryczy. I znów, nie wiem, jak wy, ale u mnie sprawdziła się pewna hierarchizacja potrzeb. Kiedy młode rozwierały z wrzaskiem swe jamy chłonąco-trawiące zakładałam, że po pierwsze są głodne, po drugie mają mokro, po trzecie coś im przeszkadza/dolega/boli. I to się sprawdzało. Najpierw dawałam jeść, jeśli nie chciały jeść, zaglądałam do majtek, jeśli tam było sucho, szukałam przyczyny dalej. O przyczynie z kategorii &#8222;dalej&#8221; gadżet Itzbeen niestety nas nie poinformuje. Mógłby się przydać, faktycznie, kiedy zostawiamy kogoś z juniorem, kto na co dzień z nim nie przebywa 24 godziny na dobę lub przebywa okazjonalnie (np. babcia). Ustawiamy alarm na co dwie godziny (załóżmy) i można w wyznaczonym czasie zapodawać dziecko butelkę. No dobrze, ale człowiek jest jednostką nieprzewidywalną. Raz je tak, raz inaczej. Zawsze należy brać na to poprawkę.</p>
<p style="text-align: justify;">I w końcu <strong>spanie</strong>. U mnie za cholerę nie dało się ustalić jakichś konkretnych godzin drzemki. Przynajmniej u bliźniąt, bo u pierworodnej jakoś to hulało. Bliźniaczki na dobrą sprawę dopiero teraz zatrybiły i zdecydowały się na godzinę 10.00 z zastrzeżeniem, że to ich jedyne spanie w ciągu dnia (niech to drzwi ścisną). Czy używanie przypominacza ma w ogóle sens?</p>
<p style="text-align: justify;">Ostatnią rzeczą, jaka rzuciła mi się po przeczytaniu testu tegoż ustrojstwa, jest to, że jeśli chcemy zaprogramować sobie codzienne czynności okołodzieciowe (karmienie, spanie, pielucha) i potrzebujemy przypominacza (dlaczego nie mielibyśmy potrzebować, ludźmi jesteśmy w końcu, czyż nie?), w roli tegoż świetnie sprawdzi się&#8230; <strong>smartfon</strong>. Albo nawet zwykły telefon. Smartfon mamy zawsze przy sobie. Żaden problem ustawić jeden czy kilka alarmów, nawet kilkanaście, jeśli się uprzemy. Na każdy system operacyjny napisano jakąś aplikację notatkową czy kalendarzową. Ustawienie pewnego zdarzenia w kalendarzu można połączyć z przypomnieniem (wysyłanym odpowiednio wcześniej) i alarmem, który włącza się, kiedy wybija godzina W (dla Androida jest bardzo fajny kalendarz Jorte). Nie potrzebujemy dodatkowego gadżetu, żeby wszystko spamiętać. Możemy się zorganizować w ramach tego, co mamy.</p>
<p style="text-align: justify;">W teście, z którym się zapoznałam, zabrakło jednego. Informacji o cenie. Wygooglałam więc i co się okazuje? <strong>Gadżet Itzbeen można nabyć w cenie od 115 do 159 zł.</strong> Warto? Hmmm&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Tyle ode mnie. Trochę kulawe te moje wskazówki pielęgnacyjno-żywieniowe, jeśli więc ktoś z was może się podzielić jakimś patentem na ogarnianie rzeczywistości, a przy tym jest istotą mobilną, próbującą być w pięciu miejscach na raz, to będę wdzięczna. Ja jak ja, ale pokolenia matek i ojców wydadzą z gardeł prawdziwe peany wdzięczności <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;"><em>PS. Za namiary i inspirację dziękuję Iwonie <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/itzbeen-czy-potrzebny-nam-rodzicielski-gadzet-niezapominajka.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>27</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pielęgnacja wcześniaka &#8211; to nie takie trudne</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/pielegnacja-wczesniaka-to-nie-takie-trudne.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/pielegnacja-wczesniaka-to-nie-takie-trudne.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Jan 2012 05:00:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>
		<category><![CDATA[szpital]]></category>
		<category><![CDATA[wcześniak]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6902</guid>
		<description><![CDATA[Zanim zanurkujemy w zagadnienie jak premier Putin po grecką wazę, trzeba sobie jasno powiedzieć, że są wcześniaki i wcześniaki. Dzieciaczka urodzonego w 27. tc właściwie ciężko porównać z tym urodzonym w 36. tc. Z wcześniakami nigdy nic nie wiadomo. Znam wcześniaki urodzone w 32. tc, które doszły do formy piorunująco szybko i takie z 36. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Zanim zanurkujemy w zagadnienie jak premier Putin po grecką wazę, trzeba sobie jasno powiedzieć, że są wcześniaki i wcześniaki. <strong>Dzieciaczka urodzonego w 27. tc właściwie ciężko porównać z tym urodzonym w 36. tc</strong>. Z wcześniakami nigdy nic nie wiadomo. Znam wcześniaki urodzone w 32. tc, które doszły do formy piorunująco szybko i takie z 36. tygodnia, które w szpitalu musiały przebywać znacznie dłużej. Krótka piłka: <strong>założenia odgórne zawsze jakieś są, ale i tak każdego wcześniaka należy traktować indywidualnie.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Sama jestem matką wcześniaków. Dziewczyny przyszły na świat w 36. tc, wcześniactwo mam wpisane w książeczki zdrowia dziecka. Neurologicznie (zwłaszcza pod względem odruchów) zostały opisane jako dzieci urodzone między 32 a 36 tygodniem ciąży. Przeszliśmy obowiązkową kontrolę wcześniactwa (wiecie, rajzy po okulistach, laryngologach, neurologach, USG mózgu itp.). Obie panny dostały jednak 10 punktów w skali Apgar, żadnych przykrych incydentów nie odnotowano (poza 3 dniami przebywania w inkubatorze), ze szpitala wyszliśmy po tygodniu, a dzieci nigdy nie były rehabilitowane, nie było takiej potrzeby. Cud, miód i orzeszki.</p>
<p style="text-align: justify;">Pielęgnowałam je więc dokładnie tak samo jak pierwsze dziecko urodzone w 40 tc. No, prawie tak samo. Pewne zmiany jednak nastąpiły, bo wcześniaki tego wymagały. Dobra, a teraz &#8211; pamiętając o pierwszym zdaniu z tej notki &#8211; możemy zanurkować i sięgnąć do (se)dna sprawy: <strong>jak pielęgnować wcześniaka?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Tak naprawdę wcale nie inaczej niż dziecko donoszone. Jakby się uprzeć, to <strong>jedyne, czego wcześniak wymaga, to wzmożona uwaga rodzica, większa cierpliwość i znacznie więcej wyrozumiałości.</strong> Wcześniakowi trzeba dać czas. Musi trochę nadrobić, zanim dogoni peleton.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Własne łóżeczko czy łóżko rodziców? </strong>Zdecydowanie własne łóżeczko. Wcześniak wypisywany ze szpitala waży około 2 kg. Łatwo go przygnieść, łatwo może zaplątać się w kołdrę czy poduszkę (zresztą kołdra waży dla niego tonę!), nie mówiąc już o tym, że sam rodzic się nie wyśpi, bo będzie miał świadomość, że tuż obok leży mikroczłowiek. W moim odczuciu znacznie lepszym rozwiązaniem jest łóżeczko, ALE blisko rodziców. Masz na odległość ręki, zawsze możesz zareagować.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Tropiki czy zimny chów?</strong> Tym między innymi wcześniaki różnią się od dzieci donoszonych, że mają problemy z utrzymaniem właściwej ciepłoty ciała. <strong>Bardzo łatwo się wychładzają z tego prostego powodu, że mają znacznie mniej tkanki tłuszczowej.</strong> A to ona zapewnia ciepło. Największy przyrost tłuszczyku następuje w trzech ostatnich tygodniach ciąży, czyli w czasie, którego wcześniak z definicji nie doczeka. Wcześniaki zatem to chudzielce.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Muszą mieć cieplej niż dzieci donoszone.</strong> Piorunem stopy i kark takiego delikwenta staje się zimny, nawet podczas przebierania (dlatego warto kupić ubranka bez wodotrysków, takie, które można jak najszybciej i najprościej założyć). W dzień temperatura w pokoju powinna oscylować wokół 25 stopni, w nocy ma być trochę chłodniej. Na samym początku warto dzieciom na noc nakładać czapeczki (w ciągu dnia nie jest to konieczne).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak kąpać wcześniaka?</strong> Dokładnie tak samo jak każdego innego oseska. Trzeba tylko dbać, żeby po kąpieli nie zrobiło mu się zimno. No i nie trzeba kąpać codziennie. Wcześniaki mają delikatną skórę, ale <strong>najczęściej nie wymagają specyfików pielęgnacyjnych super-hiper z najwyższej półki,</strong> nie muszą to być emolienty. Grunt, żeby smarowidło &#8211; jeśli używamy jakiegoś smarowidła &#8211; było sprawdzone, a nie jakiś no name. Eksperymenty możemy sobie zacząć później, jak podrośnie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Wcześniak potrzebuje spokoju.</strong> W zależności od tego, ile przed czasem się urodził, przychodzi na świat z różnym stopniem niedorozwoju. U skrajnych wcześniaków jest to niedorozwój narządów wewnętrznych, u wcześniaków &#8222;późnych&#8221; (jak moje) po prostu znacznie większa wrażliwość na bodźce. Najgorsze, co możemy zafundować dziedzicowi, to nieustanne pielgrzymki ciotek i babć gruchających nad łóżeczkiem. Apage. <strong>Wcześniak musi włożyć więcej wysiłku (choć nie jest tego świadomy), żeby przetworzyć sobie bodźce z otaczającego go świata.</strong> Aplikowanie mu ciągłych nowości wprowadzi rozdrażnienie i poczucie dezorientacji. Ciotki jeszcze zdążą przyjść, jeszcze narobią zdjęć (zresztą sami możemy zrobić i wysłać im foty mailem).</p>
<p style="text-align: justify;">Z wizytami krewnych i znajomych Królika wiąże się jeszcze jedno niebezpieczeństwo: <strong>przynoszą ze sobą najróżniejsze zarazki.</strong> Wcześniak ma obniżoną odporność. Dziecko donoszone będzie miało gdzieś dziadkowy katarek a na wcześniaku się odbije. A zatem <strong>jak najmniej wizyt. A już na pewno odizolować obce dzieci</strong>. Przez pierwsze trzy miesiące niech się nie pokazują. Trudno, najwyżej rodzina się obrazi. Zdrowie wcześniaka ważniejsze. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to krzyżyk na drogę.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak powinien spać wcześniak?</strong> Jak każde inne dziecko &#8211; głównie na plecach. Na brzuszku można kłaść delikwenta w ciągu dnia, kiedy my nie śpimy i mamy go na oku. Noworodki, zwłaszcza wcześniaki mają problem z obróceniem główki z jednej strony na drugą. W nocy lepiej niech śpi na plecach. Tak będzie bezpieczniej. Uwaga, jeśli dziecko zwykło trzymać główkę w jedną stronę, warto je przekładać raz tak, raz siak. Inaczej czaszka może się nieco odkształcić. Dzieje się tak zwłaszcza jeśli młode nie otrzymuje odpowiedniej dawki witaminy D (często tak jest). Kości są wtedy bardziej miękkie (jeśli można to tak określić). Moja pierworodna ma takie odkształcenie. Albo miała, bo jak mam być szczera, zupełnie ginie to pod włosami. Bliźniaczki przekładałam częściej, nie mają żadnych spłaszczeń.</p>
<p style="text-align: justify;">Podsumowując: pielęgnacja moich wcześniaków względem pierwszego dziecka donoszonego różniła się w następujących punktach:</p>
<ul>
<li style="text-align: justify;">cieplej w ciągu dnia i staranniejszy, zapobiegający wychłodzeniu ubiór</li>
<li>mniej bodźców</li>
<li style="text-align: justify;">dłuższy czas do pierwszej wizyty dziadków i znacznie dłuższy do pierwszej wizyty dzieci</li>
<li style="text-align: justify;">inny sposób karmienia (niestety miały normalny dla wcześniaków problem ze ssaniem i z różnych względów nigdy nie nauczyły się ssać piersi)</li>
</ul>
<div style="text-align: justify;">Poszło gładko. Jednego tylko żałuję, mogłam na samym początku zaopatrzyć się w pieluchy dla wcześniaków. Co prawda przewidziane są one dla dzieci do 2 kg, a moje ważyły odpowiednio 2130 i 2190, ale pielucha sięgająca od kostek po szyję i zapinana naokoło to żaden komfort, wierzcie mi. Łacina leciała wodospadem.</div>
<div style="text-align: justify;"><em>Pisząc notkę korzystała z artykułu zamieszczonego w piśmie &#8222;M jak mama&#8221; (bez ekscytacji, nie jestem w ciąży! <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ) nr 1/2012. Artykuł stanowi wywiad z Ewą Helwich, pediatrą neonatologiem, szefową Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka IMiD w Warszawie, krajowym konsultantem w dziedzinie neonatologii.</em></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/pielegnacja-wczesniaka-to-nie-takie-trudne.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kupujemy wózek &#8211; top lista największych pomyłek</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/kupujemy-wozek-top-lista-najwiekszych-pomylek.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/kupujemy-wozek-top-lista-najwiekszych-pomylek.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Dec 2011 08:02:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[niemowlę]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>
		<category><![CDATA[roczniak]]></category>
		<category><![CDATA[wózek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6753</guid>
		<description><![CDATA[Jest tak: idzie człowiek do sklepu (człowiek ciężarny, oczywiście), wózek chce wybrać. Patrzy dookoła i &#8211; za przeproszeniem &#8211; wózków w pizdu. Od kruczo czarnych po różowe w kwiatki. Mniejsze, większe, na trzech kółkach i na czterech, z bajerami, bez bajerów. Masakra! Człowiek staje i myśli, że jeśli zaraz czegoś nie wybierze, to albo urodzi, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Jest tak: idzie człowiek do sklepu (człowiek ciężarny, oczywiście), wózek chce wybrać. Patrzy dookoła i &#8211; za przeproszeniem &#8211; wózków w pizdu. Od kruczo czarnych po różowe w kwiatki. Mniejsze, większe, na trzech kółkach i na czterech, z bajerami, bez bajerów. Masakra! Człowiek staje i myśli, że jeśli zaraz czegoś nie wybierze, to albo urodzi, albo oszaleje.  Jedno jest pewne: <strong>design to ostatnia rzecz, która powinna decydować o wyborze wózka</strong>. Badziewiasty wózek nawet w najpiękniejszym możliwym kolorze pozostanie po prostu pięknym badziewiem.</p>
<p style="text-align: justify;">Powiedzmy, że człowiek wybrał. Założę się o skrzynkę mojego ukochanego wermutu, że następnym pytaniem, jakie się pojawia, jest <strong>czy NA PEWNO wybraliśmy DOBRY wózek?</strong> Czy się sprawdzi? Powiem wam coś załamującego. Możecie sobie w sklepie macać wózki do woli, jako i ja macałam, kazać sobie składać i rozkładać, jako i ja kazałam. Prawda jest taka, że to zupełnie nie wystarczy. Wszystkie wady i zalety wózka wychodzą w praniu, czyli w codziennym użytkowaniu (rym-cym-cym). Dziś więc z mojej strony <strong>lista największych &#8211; moim zdaniem &#8211; wózkowych błędów i wypaczeń</strong>. Coś, co boleśnie przetestowałam na sobie i stwierdziłam, że never again. Spojrzenie wybitnie subiektywne, bo przecież coś, co dla mnie jest wadą nie do przejścia dla kogoś może być zaletą i odwrotnie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>1. Małe kółeczka z przodu</strong>. To chyba największa pomyłka konstrukcyjna jaka mogła się trafić. W moim wózku jest dość drastyczna różnica między małymi i cieńszymi kółkami z przodu a dużymi z tyłu. Małe są zwrotne, nie powiem, ale kiedy spadnie nawet dość umiarkowana ilość śniegu, o spacerze można zapomnieć. Nie przejedziesz. To samo dotyczy błota. Podjeżdżanie pod wyboiste krawężniki małymi kółeczkami, kiedy w wózku oprócz dziecka (dzieci) mamy tonę zakupów, to naprawdę wyczyn. Do tego opcja przekładanej rączki przy tej różnicy wielkości kółek traci sens. Bo po wuju (za przeproszeniem) ci ten mechanizm, skoro po przełożeniu malutkie kółka masz z tyłu, a duże i nieskrętne z przodu? Próbowałam tak prowadzić wózek i za każdym razem skutecznie wyprowadzało mnie to z równowagi.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>2. Małe kółeczka w ogóle</strong>. Małe kółeczka to w ogóle zło. Jeśli ktoś mieszka w świecie, gdzie równe jak stół chodniki to norma, a podjazdy są wszędzie, gdzie się tylko da, to zazdroszczę. U mnie wertepy na wertepach wertepami poganiają, a kiedy zdarzy mi się iść do parku (a zdarza mi się), mam wszelkie szanse, by zakopać się po pachy i tylko czekać, aż mnie wyciągną na wiosnę. Małe kółeczka najczęściej są wąziutkie i cieniutkie. Generują potworną ilość wstrząsów, przeskakują na każdym większym kamieniu i nierówności, grzęzną we wszystkim, co nie jest asfaltem (w rozgrzanym asfalcie też grzęzną). Bardzo niekomfortowo się taki wózek prowadzi. Coś za coś &#8211; spacerówkę z małymi kółeczkami składamy jednym ruchem ręki bez konieczności odkręcania czegokolwiek.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>3. Przekładana rączka przy mniejszych kółeczkach z przodu</strong>. Patrz punkt 1. Katastrofa. Jeśli wybierasz wózek z przekładaną rączką i kółkami różnej wielkości, to to przekładanie w ogóle ci się nie przyda. Już lepiej wybierz taki z przekładanym siedziskiem. To co innego. Zaprawdę powiadam ci, kiedy małe kółeczka po przełożeniu rączki znajdą się po stronie tejże, możesz zapomnieć o stabilnym prowadzeniu wózka.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>4. Stabilność</strong>. To niby takie oczywiste, ale wszystko się zmienia, kiedy gondolkę zmieniamy na siedzisko spacerowe (dotyczy wózków z tą opcją oczywiście). Jakież było moje zdziwienie, kiedy po obróceniu siedziska przodem do kierunku jazdy w moim wózku bliźniaczym (bo było tyłem), okazało się, że wystarczy zawiesić na rączce średnio wypakowaną torbę, by wózek przechylał się do tyłu! Muszę za każdym razem pamiętać, żeby ewentualne zakupy pakować na dół do kosza, a nigdy do torby (bardzo pojemnej zresztą i po prostu genialnej).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>5. Płytki kosz na zakupy</strong>. Tego nigdy nie zrozumiem. Kosz na zakupy ma być funkcjonalny, a często odnoszę wrażenie, że jest zwykłym designerskim uzupełnieniem całości. Jak coś tam pieprznę, to ma to tam być. Nic mnie tak nie wnerwia, jak to, że po najechaniu na jakiś kamień muszę zbierać &#8222;wypadnięte&#8221; zakupy. Zakupów najczęściej mamy sporo. Nikt nie pcha się z wózkiem i dzieciakiem do sklepu po jeden głupi chlebek.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>6. Wielki kosz na zakupy, do którego nie można się dostać</strong>. To mój problem. Kosz na zakupy w moim wózku bliźniaczym ma pojemność &#8211; uwaga &#8211; 45 litrów. Miejsca w&#8230; wiadomo, w co. Co z tego, skoro siedzisko jest tak umocowane, że pod nim znajduje się taki jeden pałąk (służący do regulacji nachylenia), który skutecznie uniemożliwia włożenie czegokolwiek razem z torbą! Mogę wpakować pół tony na spód, ale praktycznie wszystko muszę z toreb wyciągnąć i włożyć tam pojedynczo i położyć na płasko. Nic tak nie wnerwia, jak wypakowywanie wszystkiego przed sklepem, po to, by przed wniesieniem zakupów na górę wpakowywać to z powrotem do siat. Ludzie, dobra rada. Zanim urzeknie was w sklepie mega kosz na zakupy, zobaczcie, jak zamocowane jest siedzisko i ile przestrzeni macie między tymże siedziskiem a koszem. Zaoszczędzicie sporo nerwów, wierzcie mi.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>7.Brak kosza na zakupy.</strong> Też takie widziałam. Pod spodem zamiast kosza minimiejsce, do którego przypiąć można minitorebeczkę. Nie wiem, co konstruktor miał na myśli, ale albo dzieci nie ma, albo nigdy z nimi nie szedł na zakupy. Omijać szerokim łukiem. Noszenie wszystkiego w rękach tylko w teorii jest takie łatwe, nieiwazyjne i w ogóle do przyjęcia.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>8. Linka hamulcowa majtająca się gdzieś tam.</strong> Niektóre wózki (np. mój) nie mają hamulca nożnego, tylko ręczny. To dobry patent, bo ręczny hamulec o wiele mocniej trzyma. Trzeba jednak zwrócić uwagę, gdzie ta linka hamulcowa przebiega. W moim wózku jakiś bystrzak pomyślał to tak, żeby leciała POD koszem na zakupy. Efekt jest taki, że zgarniam w parku wszelki chrust, a oprócz tego izolacja linki jest przetarta, bo, jak się okazało, ocierała o kółko. Pysznie. Trzeba było hamulec podwiązać niczym jajowody, co zaskutkowało tym, że&#8230; nie działa. Jak jajowody zresztą.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>9.Trójkołowce.</strong> Ilu posiadaczy takich wózków spotkałam, wszyscy jak jeden mąż mówili, że trójkołowce są niestabilne. Zwłaszcza przy pokonywaniu krawężników. Na sobie nie sprawdzałam, powtarzam obiegową opinię.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>10. Ciężko chodzące pasy bezpieczeństwa.</strong> Dziecko samodzielnie się z nich nie wypnie, to pewne. Ile jednak ściany klatki schodowej przyjęły łaciny, którą miotałam niczym pociskami, kiedy wyciągałam bliźniaczki z wózka, tego nikt nie policzy. Dzieci wyją, kręcą się, wiercą, natężenie decybeli z powodzeniem konkuruje z silnikami wielkiego airbusa, a ja od pół godziny odpinam szeleczki. Szczerze nienawidzę.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>11. Ciężar.</strong> Pogratulujecie sobie kupna  LEKKIEGO wózka, nawet jeśli pozbawiony jest bajerów i wodotrysków. Mój jest wybajerzony na maksa, normalnie kombajn do zbierania czereśni, ale co z tego, skoro z miękkimi gondolkami dla noworodków i niemowląt, a bez dzieci w środku waży &#8211; uwaga &#8211; 23 kilo! Wnoszenie czegoś takiego po schodach odpada. Musisz trzymać na klatce schodowej i liczyć na to, że nikt ci go nie rąbnie. Zapakujesz dzieci (9 kg każde), zapakujesz zakupy (jakieś 15 kg, bo liczymy powiedzmy zgrzewkę wody mineralnej &#8211; zgrzewkę musimy rozebrać na części pierwsze &#8211; patrz punkt 6), zawiesisz torbę i&#8230; wychodzi na to, że pchasz pralkę. Około 50 kg przed sobą. To nie jest zabawne, wierzcie mi. Olej bajery, w dzisiejszych czasach takie rzeczy jak parasolki, folie, śpiworki, pokrywy na wózki można dokupić solo. Wybierz coś lekkiego, naprawdę. Poza tym, kiedy zechcesz się pozbyć sprzętu, wózek lekki znacznie łatwiej sprzedać. Wiem, co mówię.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>12. Składanie.</strong> Wózek, który po złożeniu zajmuje niewiele mniej miejsca niż przed złożeniem, nie został właściwie konstrukcyjnie pomyślany. Najprozaiczniejszy problem to taki, że okazuje się, że wózek nie mieści ci się do samochodu nawet po złożeniu. Tragedia. Pozostaje kupić drugi, mniejszy. Albo większy samochód. Wózek, którego składanie trwa pół godziny, to też porażka. Wózek, który, żeby został złożony, musi być rozkręcony na części pierwsze, to też żenua. Ten problem ominęliśmy dość sprytnie, choć zupełnie przypadkowo. Kupiliśmy auto i ku naszej radości okazało się, że jest na tyle wysokie i przestrzenne, że wózek bliźniaczy spokojnie wchodzi z tyłu&#8230; bez składania. Osobnym problemem pozostaje dla mnie parkowanie tą landarą, ale coś za coś.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>13. Brak skrętnych kółek z przodu.</strong> Żyjemy w XXI wieku. Skonstruowanie skrętnych kółek, które można zablokować dyngsem, żeby były nieskrętne, jeśli tego zapragniemy, to naprawdę nie problem.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>14. Odkręcany pałąk bezpieczeństwa (a nie na klik/wcisk)</strong>. W spacerówkach to jest. Wiecie, chodzi o to z przodu, taką jakby poręcz, żeby nam dziedzic nie wyleciał do przodu na paszczę. Najczęściej jest tak, że pałąk można swobodnie odpinać i zapinać. Są jednak wózki, w których jest przykręcany na śrubki. Oczywiście ja taki mam. Dziecko tego nie odepnie, ale odkręcanie i przykręcanie tego wynalazku generuje potworne ilości języków obcych niekoniecznie salonowych. Nie mówiąc już o tym, że udało mi się zgubić śrubkę, w związku z czym z jednej strony pałąk zamocowany jest za pomocą sznurówki. Durne to strasznie. Przy pałąku łatwościągalnym o wiele prościej wyciągać dziecko z wózka.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>15. Za wąskie bliźniacze &#8222;ciężarówki&#8221;</strong>. To punkt dla tych, którzy czekają na narodziny dwupaku <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Mamy wózki-tramwaje (siedzenie za siedzeniem) i wózki-czołgi (siedzenie obok siedzenia). Obydwa typy mają swoje wady i zalety, który wybierzecie, do was należy, ale przyjmijcie dobrą radę i <strong>jeśli będziecie się decydować na &#8222;czołg&#8221;, zmierzcie szerokość siedziska</strong>. Wózek sam w sobie nie będzie zapewne szerszy niż 90 cm (inaczej nie zmieści się w standardowe drzwi), ale szerokość wózka to jedno, a szerokość siedziska to drugie. Mój ma, owszem, 89 cm szerokości licząc od kółka do kółka, ale samo siedzisko ma&#8230; 73 cm. Wiecie co to oznacza? To, że pojeździcie tym wózkiem co najwyżej rok, bo wam się zwyczajnie dzieci przestaną mieścić. Ja tak mam. Panny, jak widzą wózek, od razu uderzają w bek (mają 15 miesięcy i nie należą do wielkoludów). Zwłaszcza że teraz z racji okoliczności przyrody mają na sobie grube kurtki i portki. Są ściśnięte jak śledzie w beczce i wcale im się nie dziwię, że protestują. Nie mówiąc już o tym, że zwyczajnie się leją. Na przykład o smoczki. W najbliższym czasie będziemy kupować nowy wózek i tym razem postawimy na typ &#8222;tramwaj&#8221;. Przynajmniej będzie spokój.</p>
<p style="text-align: justify;">No. Możemy wydziwiać, starać się i tak dalej, ale wiecie co? Koniec końców okazuje się, że <strong>człowiek do szczęścia potrzebuje dwóch wózków</strong>. Jednego na co dzień do zwykłych zmagań i&#8230; lekkiej spaceróweczki-parasolki na rozmaite eskapady, wycieczki i wyjazdy. Takiej, co to ją można wyciągnąć z samochodu (gdzie np. leży sobie w nogach pod tylnym siedzeniem), rach-ciach złożyć, zapakować doń dziecia i jechać. Polecam takie rozwiązanie. Spaceróweczki-parasolki są bezcenne i warto taką na stanie mieć.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/kupujemy-wozek-top-lista-najwiekszych-pomylek.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>86</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ta okropna CIEMIENIUCHA!</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/ta-okropna-ciemieniucha.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/ta-okropna-ciemieniucha.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Nov 2011 07:43:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[niemowlę]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6525</guid>
		<description><![CDATA[Niby jest piątek i niby na kolejną blogującą mamę czas, ale zrobimy sobie dzisiaj mały wyłom w copiątkowym cyklu i zajmiemy się jednym z klasycznych niemowlęcych obrzydlistw &#8211; ciemieniuchą. Powiem szczerze, kiedy Jadzia była mała, reprezentowałam typowy pogląd, że ciemieniucha bierze się z kiepskiej higieny dzieciaka. Innym słowy, że problem z ciemieniuchą mają wyznawcy hasła, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Niby jest piątek i niby na kolejną blogującą mamę czas, ale zrobimy sobie dzisiaj mały wyłom w copiątkowym cyklu i zajmiemy się jednym z klasycznych niemowlęcych obrzydlistw &#8211; <strong>ciemieniuchą</strong>. Powiem szczerze, kiedy Jadzia była mała, reprezentowałam typowy pogląd, że ciemieniucha bierze się z kiepskiej higieny dzieciaka. Innym słowy, że problem z ciemieniuchą mają wyznawcy hasła, że częste mycie skraca życie. Skąd mi się to wzięło? Pierworodna ciemieniuchy nie miała. Życie jednak, jak to ma w zwyczaju, dało mi ostro po garach, bo bliźniaczki, owszem, ciemieniuchę miały i to dorodną. Myję moje dzieci, musicie mi wierzyć na słowo <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Skąd zatem bierze się ciemieniucha?</strong> Stąd, co i trądzik niemowlęcy, prosaki i tego typu bajery. Jest wynikiem pewnego rodzaju nadczynności skórnej. Konkretnie skóra ma tendencję do łojotoku, a jednocześnie naskórek rogowacieje. Skutkiem tego skóra głowy pokrywa się dość nieciekawie wygladającą warstwą. Wygląda to trochę, jakby łepetynę okleiło coś w rodzaju wosku. Jeśli zaczniemy to drapać, warstwa łuszczy się. Dlaczego w ogóle noworodki i niemowlęta mają problem z nadprodukcją łoju? Z dziećmi tak już jest. Przychodzą na świat z pewnymi parametrami ustawionymi &#8222;domyślnie&#8221;, a przez następne parę miesięcy trwa docieranie się ze środowiskiem zewnętrznym. Oprogramowanie noworodka ulega w ten sposób modyfikacji <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">O tym, że mam problem z ciemieniuchą, dowiedziałam się dość późno. Młode miały chyba z 10 miesięcy. Widać wygląd tego nie był jakiś niesamowicie straszny, powiem więcej, myślałam, że, no, że to tak ma być, że to jakaś skórka zrogowaciała, samo zejdzie i po problemie. No właśnie, skórka zrogowaciała to właśnie ciemieniucha. Wyglądało to tak, jakby młodzież miała ciemnożółtą skórę na części głowy. Tam, gdzie głowa dotykała poduszki lub materacyka, ciemieniuchy nie było.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/11/ta-okropna-ciemieniucha.html/ciemieniucha" rel="attachment wp-att-6526"><img class="aligncenter size-full wp-image-6526" title="ciemieniucha" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/ciemieniucha.jpg" alt="" width="500" height="392" /></a>Zobaczcie, wydaje się, jakby dziewczyny miały na górze włosy rude, a po bokach blond. To właśnie efekt pomarańczowej ciemieniuchowej skóry na głowie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak walczyć z ciemieniuchą?</strong> Powiem wam, jak ja to zrobiłam, ale zastrzegam, że sposób może zadziałać u dzieci, które nie zmagają się z AZS. Tak, bo zdarza się, że ciemieniucha jest symptomem alergii, a w takim wypadku raz po raz może wracać. Mój sposób był bardzo prosty. Któregoś dnia przed kąpielą wzięłam <strong>zwykłą oliwkę do ciała</strong> (akurat miałam Bambino) i <strong>porządnie nasmarowałam skórę na głowach bliźniaczek</strong>, starając się kolistymi ruchami wmasowywać oliwkę jak krem. Potem jakieś<strong> pół godziny</strong> chodziły z takim smalcem, może trochę dłużej. Wtedy dopadłam delikwentki, wzięłam grzebień i zaczęłam im<strong> wyczesywać zrogowaciały naskórek</strong>. Schodził pięknie. Dziecka darły się w niebogłosy, bo sytuacja mało komfortowa, fakt. Nie za mocno, ale też nie głaskałam. Jakbym skrobała szybę samochodu, ekhm <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Następnie zostały wykąpane, a głowy trzeba było szamponem potraktować kilkakrotnie, bo włosy były potwornie tłuste ze względów zrozumiałych. I to był koniec ciemieniuchy. Od tej pory problemu nie ma. Nigdy więcej nie wróciła.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Mniej lub bardziej można ciemieniusze zapobiec</strong>, albo przynajmniej zmniejszyć jej skalę. Jak? Trzeba wyczesywać główkę noworodka od dnia przyjścia na ten padół. Codziennie. Nawet jeśli ma trzy włoski na krzyż. Nie grzebieniem oczywiście! Są specjalne szczoteczki. Na początek mięciutka z naturalnego włosia (mam taką, ma już, wyobraźcie sobie 27 lat!!), potem ciutkę twardsza. Ja potraktowałam ten obowiązek po macoszemu i po jakimś czasie działań zaprzestałam. Wtedy właśnie nasiliła się ciemieniucha.</p>
<p style="text-align: justify;">Gorzej jest, jeśli dziecko wykazuje skłonności do alergii. Bywa, że ciemieniucha rozprzestrzenia się poza głowę, na uszy, kark i pachy. Wtedy trzeba koniecznie iść do lekarza, bo przyczyną może być galopujące AZS lub grzybica.</p>
<p style="text-align: justify;">Tyle z mojego placu boju. Jeśli ktoś równie skutecznie uporał się z problemem i chce podzielić się swoim doświadczeniem, to zapraszam. Może ci, którzy do tej pory walczą i nie mogą zatknąć zwycięskiej flagi, otrzymają wreszcie podpowiedź <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;"><em>PS. Pisząc notkę korzystałam z informacji zawartych na stronie http://sposoby-na-ciemieniuche.manifo.com</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/ta-okropna-ciemieniucha.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>37</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pępkowe, czyli o pielęgnacji kikuta pępowiny. I&#8230; konkurs!</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Nov 2011 09:23:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[konkurs]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6502</guid>
		<description><![CDATA[Nie ma to tamto, kikut pępowiny to pierwszy poligon doświadczalny rodzica-debiutanta. Wszystko sprowadzić można do jednego prostego pytania: co z tym cholerstwem robić? Wygląda to nieciekawie, zwłaszcza na początku, zaraz po urodzeniu, gdy spięte jest czymś w stylu klamerki do bielizny. W mordę jeża, dotykać, nie dotykać? Przecierać, nie przecierać? Moczyć, nie moczyć? Co niepokoi, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Nie ma to tamto, <strong>kikut pępowiny</strong> to pierwszy poligon doświadczalny rodzica-debiutanta. Wszystko sprowadzić można do jednego prostego pytania: <strong>co z tym cholerstwem robić?</strong> Wygląda to nieciekawie, zwłaszcza na początku, zaraz po urodzeniu, gdy spięte jest czymś w stylu klamerki do bielizny. W mordę jeża, dotykać, nie dotykać? Przecierać, nie przecierać? Moczyć, nie moczyć? Co niepokoi, a co nie niepokoi? Ile czasu trzeba odczekać, zanim odpadnie? Czy to nie trwa zbyt długo? Już od tego można osiwieć, a to dopiero początek, he he. Tak, tak rodzic ma jak koń pod górę, kto tego jeszcze nie wie, to się przekona, howgh.</p>
<p style="text-align: justify;">OK, chciałabym, żebyśmy pogadali trochę właśnie na temat pozostałości po pępowinie i tego, co się z tym ustrojstwem dzieje. Mielenie jęzorem (tfu, klawiaturą) nie będzie bezproduktywne, bo po pierwsze zyska na tym społeczeństwo, a po drugie <strong>dla komentujących przygotowano trzy nagrody</strong>. O tym jednak poniżej, a na początek cytacik ze strony <em><a title="Kalendarz maluszka" href="http://kalendarzmaluszka.pl/#/dowiedz_sie_wiecej_mamo" target="_blank">Kalendarz maluszka</a></em>.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html/pepek" rel="attachment wp-att-6503"><img class="aligncenter size-full wp-image-6503" title="pepek" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/pepek.jpg" alt="" width="527" height="118" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">No właśnie, <strong>jak to jest z tą właściwą pielęgnacją? Wersje istnieją różniste</strong>. W przypadku mojego pierwszego dziecka, czyli trzy lata temu z haczkiem, królował pogląd, że <strong>kikut pępowiny należy przemywać 70% roztworem spirytusu</strong>. Wzbudziłam niezwykłą radość, kiedy poprosiłam o ustrojstwo w tym stężeniu najpierw w monopolowym (gratulacje), potem w aptece. Uświadomiono mnie w końcu, że mam sobie rasowy spiryt wymieszać z odpowiednią ilością wody i tym przemywać.</p>
<p style="text-align: justify;">Codziennie po kąpieli (ech, bo przy pierwszym dziecku CODZIENNA kąpiel to oczywista oczywistość, przy kolejnych już tak nie jest <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ) braliśmy więc pałeczki do uszu (takie dla dzieci, z ogranicznikiem), maczaliśmy w roztworze i przemywaliśmy pępek.</p>
<p style="text-align: justify;">No właśnie, <strong>jak przemywać kikut pępowiny</strong>? Jedną ręką trzyma się tego cusia i lekko unosi do góry, drugą uzbrojoną w patyczek smyra się dokładnie &#8222;okolicę pępkową&#8221;, dbając, żeby spiryt dotarł we wszystkie zakamarki. Kikut zacznie się w końcu fragmentami odrywać, co najpierw przyprawi nas o zawał (czy przypadkiem nie uszkodziliśmy dzieciaka), a następnie o lawinę pytań, czy na pewno wszystko przebiega tak, jak powinno. Spokojnie, to tak ma być.</p>
<p style="text-align: justify;">Rasowy spiryt wkrótce zemścił się okrutnie za pozbawienie go części procentów i podstępnie rozlał się w szufladzie, w której był trzymany razem z kosmetykami dziecka. W związku z tym przez  pewien czas z pokoju dziecięcego jechało jak z bimbrowni. Postanowiliśmy więc przerzucić się na <strong>gencjanę</strong>, czyli inaczej <strong>pioktaninę</strong>. To też działa odkażająco, ale pozostawia fatalne skutki uboczne w postaci fioletowego zabarwienia skóry. Nie no, spoko, to jest zmywalne, rzecz jednak w tym, że łatwo możemy sobie zafajdać ubranka, a to już gorzej. Pioktaninę zdradziliśmy więc na rzecz &#8211; ponownie &#8211; spirytusu i pilnowaliśmy, by się nie rozlał.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Po ilu dniach odpada kikut pępowiny?</strong> U pierworodnej trwało to wieki, bo jakieś trzy tygodnie. Bardzo długo. Nie wdała się żadna infekcja, nic nie ropiało, nic się w ogóle nie działo, tylko nie chciało odpaść i już. W przypadku bliźniaczek odpadły jeszcze w szpitalu (a byłyśmy tam tydzień), co wydało mi się tempem wprost kosmicznym. Chyba po czterech dniach już pępowiny nie było. Znalazłam kikutki w noworodkowej kuwetce.</p>
<p style="text-align: justify;">Do pielęgnacji pozostały mi strupki. Tym razem nie bawiłam się w żadne rozcieńczanie czegokolwiek, tylko po prostu przemywałam zwykłym spirytusem. Bardzo szybko strupki odpadły i był spokój.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Czy kąpać dziecko zanim odpadnie pępowina?</strong> No właśnie. Przyznaję bez bicia, kąpałam wszystkie trzy. I moczyłam przy tym pępek. Po kąpieli &#8222;okolica pępkowa&#8221; była dokładnie osuszana i postępowano z nią jak wyżej.</p>
<p style="text-align: justify;">Wszelkie zmagania z infekcjami, ropieniem, bakteriami i tego typu rzeczami są mi zupełnie obce, bo &#8211; uff, uff &#8211; z wszystkimi trzema pępkami poszło jak spłatka. Czy postępowałam właściwie? Nie wiem. Nic się potem nie działo, w trakcie też nic się nie działo, jeśli więc zrobiłam na przekór jakimś zaleceniom, to nie odbiło się to czkawką.</p>
<p style="text-align: justify;">To jest dobry moment, by padło to ważne pytanie:<strong> jak pielęgnacja kikuta pępowiny wyglądała u waszych dzieci?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Pytanie ważne z dwóch powodów. Po pierwsze na trzy osoby (wytypowane przeze mnie &#8211; omajgad!) czekają nagrody od sponsora. Sponsorem jest Juvit, a co go będę ukrywać.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html/nagrody-na-blogu-dzieciowo-juvit" rel="attachment wp-att-6506"><img class="aligncenter size-full wp-image-6506" title="Nagrody na blogu Dzieciowo - Juvit" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/Nagrody-na-blogu-Dzieciowo-Juvit.jpg" alt="" width="478" height="357" /></a>W skład nagrody wchodzą:</p>
<ul>
<li>cyfrowa ramka na zdjęcia</li>
<li>zestaw witamin dla mamy i dziecka (BluMag Jedyny, Juvit Baby D3)</li>
<li>plastry przeciwgorączkowe dla dzieci Ibum Ice</li>
<li>bon o wartości 150 zł (to bon Sodexho) do zrealizowania w różnych sklepach. Listę sklepów zwycięzca otrzyma razem z nagrodą.</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;">Fajne? Myślę, że nawet bardzo. Trzy komentarze do tej notki zostaną nagrodzone, a następnie zamieszczone na stronie <a href="http://kalendarzmaluszka.pl"><em>Kalendarz maluszka</em></a> jako porady mam dla mam <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Dlatego osoby nagrodzone poproszone zostaną o podpisanie zgody na przekazanie praw autorskich do komentarza w celu publikacji go w innym miejscu niż na moim blogu. Szczegóły można doczytać w <a href="http://www.magazyn.heureka.serwery.pl/fb/RegulaminkonkursowdlaczytelniczekblogaDzieciowo-Juvit.pdf" target="_blank"><strong>regulaminie</strong></a>.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Konkurs trwa tydzień</strong>, czyli do 8 listopada, do godziny 23.59. Jeśli komuś nie uda się za pierwszym podejściem, to będzie miał jeszcze trzy szanse. W sumie nagród będzie więc dwanaście, przy czym &#8211; co za pech &#8211; dana osoba może wygrać tylko raz <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Ze zwycięzcami skontaktuję się via e-mail, a informacja o tym, któż to jest, zostanie podana w ciągu kilku dni od publikacji notki (przed rozpoczęciem kolejnego konkursu).</p>
<p style="text-align: justify;">Drugi powód &#8211; koncentrat wiedzy i doświadczeń może okazać się bardzo pomocny dla tych, które na poród jeszcze czekają.</p>
<p style="text-align: justify;">Czyli co? Zostało tylko zaczytować moją pierworodną &#8222;do biegu gotowi, start!&#8221; <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>88</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>To idą łysi&#8230;</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/01/to-ida-lysi.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/01/to-ida-lysi.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 20 Jan 2011 00:17:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Życie...]]></category>
		<category><![CDATA[bliźniaki]]></category>
		<category><![CDATA[niemowlę]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=4939</guid>
		<description><![CDATA[- A ggghhhhhhhh? &#8211; spytałam trzymaną na rękach Marcelinę. - Ghhhhhhhhh&#8230; &#8211; odpowiedziało dziecko, po czym uśmiechnęło się od ucha do ucha i radośnie zwróciło na mój sweterek część pracowicie pakowanego w nią chwilę wcześniej mleczka. Kompletnie olałam fakt potraktowania mnie nieprzetrawioną treścią żołądkową, ponieważ opanował mnie mega-wzrusz. Wzrusz rozdkładający na łopatki. Wzrusz taki, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote>
<p style="text-align: justify;">- A ggghhhhhhhh? &#8211; spytałam trzymaną na rękach Marcelinę.</p>
<p style="text-align: justify;">- Ghhhhhhhhh&#8230; &#8211; odpowiedziało dziecko, po czym uśmiechnęło się od ucha do ucha i radośnie zwróciło na mój sweterek część pracowicie pakowanego w nią chwilę wcześniej mleczka.</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Kompletnie olałam fakt potraktowania mnie nieprzetrawioną treścią żołądkową, ponieważ opanował mnie mega-wzrusz. Wzrusz rozdkładający na łopatki. Wzrusz taki, że zapomina człek języka w gębie i jedyne, na co go stać to ggghhhhhh. Bo były takie (ghhhhhhhh) małe (aggghhhhhh) i tak się (ghhhhhh) zmieniły (gggghhhhhh). Zwłaszcza w kontekście, hmm, owłosienia.</p>
<p style="text-align: justify;">W dniu narodzin, czyli 07.09.2010, małżon, wykorzystując najbardziej profesjonalne techniki szpiegowskie, zakradł się do pokoju wcześniaków (wstęp wzbroniony) i przyniósł stamtąd to:</p>
<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-4940" href="http://www.dzieciowo.pl/2011/01/to-ida-lysi.html/img_20100907_123116-800"><img class="aligncenter size-full wp-image-4940" title="IMG_20100907_123116-800" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/01/IMG_20100907_123116-800.jpg" alt="" width="500" height="375" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Galopująca kudłatość. Na zachód spoglądała Maria (2190 g), na wschód Marcelina (2130 g). Całe 47 cm człowieka razy dwa. Jakby kiedyś miały mieszkać w akademiku, to z waletowaniem nie będzie problemu. Jak widać, mają to opanowane.</p>
<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-4941" href="http://www.dzieciowo.pl/2011/01/to-ida-lysi.html/img_20100907_123141-800"><img class="aligncenter size-full wp-image-4941" title="IMG_20100907_123141-800" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/01/IMG_20100907_123141-800.jpg" alt="" width="500" height="375" /></a>.</p>
<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-4942" href="http://www.dzieciowo.pl/2011/01/to-ida-lysi.html/img_20100907_123135-800"><img class="aligncenter size-full wp-image-4942" title="IMG_20100907_123135-800" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/01/IMG_20100907_123135-800.jpg" alt="" width="500" height="375" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">To był czas, kiedy pieluchę od 2-5 kg trzeba było zapinać naokoło, żeby się w ogóle trzymała, a body w rozmiarze 56 sięgało dzieciom do kostek.</p>
<p style="text-align: justify;">Dziewięć dni później nadal były kudłatą drobnicą&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-4943" href="http://www.dzieciowo.pl/2011/01/to-ida-lysi.html/dsc_6150-800"><img class="aligncenter size-full wp-image-4943" title="DSC_6150-800" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/01/DSC_6150-800.jpg" alt="" width="500" height="335" /></a></p>
<p style="text-align: center;"><em>Nie jestem pewna, ale chyba po lewej jest Marcysia.</em></p>
<p style="text-align: justify;">&#8230; a potem zaczęło się futrowanie. Dokładnie miesiąc po narodzinach już widać było efekt matczynych starań i potężnego apetytu. Włosia jednakowoż jakby było mniej.</p>
<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-4057" href="http://www.dzieciowo.pl/2010/10/rodzenstwo-wyzwanie-dla-rodzica.html/imag0080_blog"><img class="aligncenter size-full wp-image-4057" title="IMAG0080_blog" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2010/10/IMAG0080_blog.jpg" alt="" width="530" height="353" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Można je było wyciągać garściami i po kolejnym miesiącu panny wyglądały tak:</p>
<p style="text-align: center;"><a rel="attachment wp-att-4944" href="http://www.dzieciowo.pl/2011/01/to-ida-lysi.html/dsc_6371-800"><img class="aligncenter size-full wp-image-4944" title="DSC_6371-800" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/01/DSC_6371-800.jpg" alt="" width="480" height="322" /></a><em>Marysia</em></p>
<p style="text-align: center;"><a rel="attachment wp-att-4945" href="http://www.dzieciowo.pl/2011/01/to-ida-lysi.html/dsc_6382-800"><img class="aligncenter size-full wp-image-4945" title="DSC_6382-800" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/01/DSC_6382-800.jpg" alt="" width="480" height="310" /></a><em>Marcysia</em></p>
<p style="text-align: justify;">Przyrost wagi o kilogram co miesiąc, że po skończeniu trzech miesięcy trzeba było wymienić całą garderobę.</p>
<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-4621" href="http://www.dzieciowo.pl/2010/12/mata-edukacyjna-po-tuningu.html/dsc_6506-b-2"><img class="aligncenter size-full wp-image-4621" title="DSC_6506-b" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2010/12/DSC_6506-b1.jpg" alt="" width="530" height="355" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Łysość postępowała na potęgę. Przez pewien czas starsza o całą minutę Marysia (po lewej) ratowała honor dwójki, ale i ona wywiesiła w końcu białą flagę. Dzisiaj więc, po skończeniu czterech miesięcy obie są kompatybilne z piosenką Wałów Jagiellońskich <em>&#8222;to idą łysi, to idą łysi, to idą łysi, łysi&#8221;</em>.</p>
<p style="text-align: center;"><a rel="attachment wp-att-4946" href="http://www.dzieciowo.pl/2011/01/to-ida-lysi.html/dsc_6604-800"><img class="aligncenter size-full wp-image-4946" title="DSC_6604-800" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/01/DSC_6604-800.jpg" alt="" width="480" height="322" /></a>.</p>
<p style="text-align: center;"><a rel="attachment wp-att-4947" href="http://www.dzieciowo.pl/2011/01/to-ida-lysi.html/dsc_6614-800"><img class="aligncenter size-full wp-image-4947" title="DSC_6614-800" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/01/DSC_6614-800.jpg" alt="" width="480" height="322" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Tym sposobem doczłapaliśmy do dnia dzisiejszego (6000 g i 6300 g). Proces jakby się zatrzymał, a spod spodu zaczęła nieśmiało spozierać szczecinka w wersji blond.</p>
<p style="text-align: center;"><a rel="attachment wp-att-4948" href="http://www.dzieciowo.pl/2011/01/to-ida-lysi.html/dsc_6631-b"><img class="aligncenter size-full wp-image-4948" title="DSC_6631-b" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/01/DSC_6631-b.jpg" alt="" width="500" height="516" /></a><em>Na prześcieradle widać ślady wzmożonego ślinotoku. Nie chcę nic mówić, ale&#8230;</em></p>
<p style="text-align: justify;">Stało się jasne, że żadne z moich dzieci nie będzie do mnie podobne, a z ciemnowłosych oprócz mnie ostał się już tylko pies.</p>
<p style="text-align: justify;">Uczciwie w tym miejscu przyznaję się do porażki w postaci rozróżniania własnych dzieci jedynie po naczyniaku u Marcysi. Co będzie, kiedy naczyniak w końcu się wchłonie? Spokojnie, jest nadzieja! Na stopie jednej z nich pojawił się pieprzyk! Pikuś. Pozostanie tylko ustalić, czyja to stopa <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;"><em>Uwaga! Dzięki Waszym głosom wskoczyliśmy do pierwszej dziesiątki dokładnie na 10. miejsce!!! <strong>Ruszyło ostatnie 12 godzin głosowania. </strong>Czy się utrzymamy? <strong>CZY SIĘ UTRZYMAMY? </strong>Pełna mobilizacja i pospolite ruszenie! Bardzo potrzebujemy ostatnich, decydujących smsów. Treść <strong>H00172</strong> (h-zero-zero-172) na numer <strong>7122</strong>. Wysyłamy i przy okazji pomagamy niepełnosprawnym!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/01/to-ida-lysi.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Laktarium, czyli bank mleka</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2010/11/laktarium-czyli-bank-mleka.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2010/11/laktarium-czyli-bank-mleka.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Nov 2010 03:44:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podpatrzone, przeczytane]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[karmienie piersią]]></category>
		<category><![CDATA[karmienie sztuczne]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=4308</guid>
		<description><![CDATA[Jesteście po porodzie, ale nie możecie karmić. Może dziecko jest wcześniakiem i przez kilka tygodni mieszka w inkubatorze, a może coś innego się stało, ale podawanie pokarmu z piersi nie jest możliwe. Odciąganie przynosi średnie rezultaty i podaż nie jest w stanie zaspokoić popytu. Znacie to? Pewnie znacie. Może nie z własnego doświadczenia, ale z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Jesteście po porodzie, ale nie możecie karmić. Może dziecko jest wcześniakiem i przez kilka tygodni mieszka w inkubatorze, a może coś innego się stało, ale podawanie pokarmu z piersi nie jest możliwe. Odciąganie przynosi średnie rezultaty i podaż nie jest w stanie zaspokoić popytu. Znacie to? Pewnie znacie. Może nie z własnego doświadczenia, ale z czyjegoś już tak.</p>
<p style="text-align: justify;">Jesteście po porodzie, karmicie piersią, a mleka macie w cholerę i jeszcze trochę. Młode wam się trafiło w typie niejadka i coś tam ciumknie bez entuzjazmu od czasu do czasu. Resztę pokarmu trzeba z piersi ściągnąć, bo grożą eksplozją. Ściągacie i&#8230; wylewacie do zlewu, bo zamrażalnik pęka już w szwach od woreczków z kobiecym mlekiem. Znacie to? Pewnie też.</p>
<p style="text-align: justify;">Jesteście po porodzie, napracowałyście się z laktatorem, mleko sika jak ta lala, a tutaj okazuje się, że wasz potomek z różnych względów musi przejść na praparaty mlekozastępcze. Całe to odciągnięte bogactwo ląduje w zlewie. Znacie to? Ha! To akurat znam z własnego podwórka.</p>
<p style="text-align: justify;">W kanalizacji wrocławskiej marnie skończyły hektolitry mojego pokarmu. Mogłabym sklep otworzyć, bo ściągałam czasem po 300 ml za jednym razem (!!!). No właśnie, mogłabym otworzyć sklep lub&#8230; <strong>bank mleka</strong>.</p>
<p style="text-align: justify;">O <strong>laktarium</strong>, bo takie miano noszą banki mleka, był już kiedyś <a href="http://forum.dzieciowo.pl/viewtopic.php?f=13&amp;t=99" target="_blank">wątek na naszym forum</a>. Teraz o temacie przypomniała <em>tafranca</em>, której dedykuję słowa poety: <em>Muzo natchniuzo, tak mi końcówkujesz z niepisanowości!</em> <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  To jest to. Są banki krwi pępowinowej i krwi &#8222;normalnej&#8221;, banki nasienia, banki jajeczek, dlaczego miałoby nie być banków pokarmu? W mleku znajduje się wiele bezcennych przeciwciał, których młody organizm potrzebuje, wiele składników, dzięki którym jest silniejszy. Wylewanie pokarmu do zlewu to jedno wielkie marnotractwo daru natury. Bolało mnie to tak, jakbym ze ściekami spuszczała ciężko zarobione pieniądze. Dlaczego nie ma więc w naszym kraju banków mleka?</p>
<p style="text-align: justify;">Przyczyny widzę trzy. Po pierwsze i najważniejsze &#8211; brak pieniędzy. Służba zdrowia to jedno wielkie sito. Ilebyśmy w nią nie wpakowali, zawsze będzie za mało, bo wszystko wycieka bokami. Są rzeczy, które trzeba zmienić natychmiast i na gwałt, a każda reforma wymaga ogromnych nakładów finansowych. Uszczuplenie tej kwoty o coś takiego jak <strong>bank mleka</strong> wydaje się ludziom zupełnie nie na miejscu. Są ważniejsze sprawy.</p>
<p style="text-align: justify;">Po drugie &#8211; problem z jakością mleka. Fajnie, bierzemy mleko z banku, ale jaką mamy gwarancję, że matka, od której pochodzi, prowadziła zdrowy tryb życia? Być może piła, paliła, wciągała dopalacze i tonami pożerała bigos? Oprócz samego gromadzenia mleka potrzebne byłyby również procedury jego badania. Tak samo jak z krwią. Zanim zostanie się honorowym dawcą, krew jest szczegółowo badana pod względem przydatności. Honorowy dawca mleka również musiałby poddać się badaniom. To znaczy nie on, tylko konkretnie owoc pracy sutków jego. Mleko przebadane poddawane byłoby pasteryzacji (w pasteryzacji przeżywa 70% zbawiennych przeciwciał i innych niezbędnych składników) a po pasteryzacji można by je było przechowywać dłuższy czas.</p>
<p style="text-align: justify;">Trzecia przyczyna nieistnienia banków mleka to bariera mentalna. Ludziom wydaje się on fanaberią mniej więcej tego kalibru co fryzjer dla psa. I można sobie przekonywać, że są rasy, w przypadku których taka pielęgnacja sierści jest niezbędna. Rozpuszczamy bydlę i tyle. Jakieś banki mleka? A komu chciałoby się tak z tym pałować?</p>
<p style="text-align: justify;">Tymczasem <strong>mleko kobiece</strong> jest szalenie ważne dla <strong>wcześniaków</strong>, bo o wiele łatwiej się trawi niż mieszanki, a przy okazji jest optymalnie zbilansowane. Takie dzieci mogłyby nabierać sił o wiele szybciej, szybciej opuszczać inkubatory, szybciej lądować w ramionach matki i szybciej cieszyć się jej ciepłem i miłością. Bezcenne. Oddając pokarm do banku mleka, można by uratować lub przyspieszyć ratunek wielu bobasów urodzonych mocno przed czasem. Dziewczyny, z którymi leżałam w szpitalu, matki wcześniaków właśnie stanęły przed problemem, co zrobić z mlekiem, kiedy zamrażarka oddziałowa pęka w szwach? Napracowały się i musiały wylać.</p>
<p style="text-align: justify;">Żeby wszystko miało ręce i nogi, banki mleka musiałyby utworzyć gęstą siatkę na terenie całego kraju. W każdym większym mieście musiałby istnieć co najmniej jeden. To z kolei wiązałoby się z potrzebą funkcjonowania zorganizowanego transportu, bo przecież odciągnięte mleko nie będzie czekało w nieskończoność na przebadanie i pasteryzację. Na zorganizowany transport potrzebne są pieniądze i tym sposobem wracamy do problemu numer jeden.</p>
<p style="text-align: justify;">Żałuję, że tyle hektolitrów mojego pokarmu zostało zmarnowanych. Jestem w banku dawców szpiku, dlaczego nie miałabym być honorowym dawcą mleka? To też sposób na ratowanie istnień ludzkich. Tych najbardziej bezbronnych, najmniejszych. Więcej o bankach mleka możecie poczytać <strong><a href="http://wyborcza.pl/1,75476,8631461,AAAby_mleko_do_banku_oddac.html" target="_blank">tutaj</a></strong>. <em>Tafrance </em>dziękuję za link <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2010/11/laktarium-czyli-bank-mleka.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

