<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Dzieciowo mi! &#187; poród</title>
	<atom:link href="http://www.dzieciowo.pl/tag/porod/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.dzieciowo.pl</link>
	<description>Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.</description>
	<lastBuildDate>Sun, 05 Feb 2012 05:00:08 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Trochę o &#8222;Ciszy pod sercem&#8221;</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/troche-o-ciszy-pod-sercem.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/troche-o-ciszy-pod-sercem.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 21 Nov 2011 09:18:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podpatrzone, przeczytane]]></category>
		<category><![CDATA[bocian]]></category>
		<category><![CDATA[ciąża]]></category>
		<category><![CDATA[poród]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6591</guid>
		<description><![CDATA[Wyobraźcie sobie, jedna babka napisała książkę. Ot, taką: Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, bo nie ona pierwsza i nie ostatnia, a jeszcze pewnie nie dwie i nie trzy napisze (zresztą nie wiem, czy to jej pierwsza ), czego jej życzę gorąco, rzecz jednak w tym, że zaraz za okładką znajduje się następująca dedykacja: [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Wyobraźcie sobie, jedna babka napisała książkę. Ot, taką:</p>
<p><img style="display: block; margin-left: auto; margin-right: auto;" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/cisza.jpg" alt="" width="450" height="656" /></p>
<p style="text-align: justify;">Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, bo nie ona pierwsza i nie ostatnia, a jeszcze pewnie nie dwie i nie trzy napisze (zresztą nie wiem, czy to jej pierwsza <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ), czego jej życzę gorąco, rzecz jednak w tym, że zaraz za okładką znajduje się następująca dedykacja:</p>
<p><img style="display: block; margin-left: auto; margin-right: auto;" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/cisza2.jpg" alt="" width="450" height="600" /></p>
<p style="text-align: justify;">Otóż to, autorka tu zagląda. Jaram się? No ba! Pisarki mnie czytają <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Wiecie, jak trudno jest napisać książkę? Ja trochę wiem, bo trzy razy próbowałam i trzy razy mi nie wyszło. Wszystkie trzy projekty nigdy poza fazę wstępną nie wykroczyły, publikowane nie były, pozaśmiecały trochę dysk, po czym je&#8230; skasowałam. Wiem, wiem, pewny Nobel poszedł się rypać, przyszłe pokolenia mi tego nie wybaczą i niech mi ziemia lekką będzie <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Z ostatniego przedsięwzięcia został mi pomysł, który uparcie nie chce wywietrzeć ze zwojów mózgowych (tak, wbrew pozorom posiadam takie <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ) i tytuł &#8211; &#8222;Jest robota dla stróża&#8221;. Może kiedyś, jak dzieci będą większe, coś się z tego urodzi.</p>
<p style="text-align: justify;">No więc Monice Orłowskiej się udało. Mało tego, że się udało. Swoją książką kazała mi się zastanowić nad problemem, który do tej pory może nie tyle mało mnie obchodził, bo tak powiedzieć nie mogę, ile nie poświęcałam mu jakiejś wzmożonej uwagi. Dlaczego? Z prostego powodu. Znam go jedynie od strony teoretycznej. I oby tak już zostało. I cieszę się niezmiernie, że nie dane mi było &#8222;zakosztować&#8221; praktyki. Mówię o poronieniu.</p>
<p style="text-align: justify;">Wielokrotnie zastanawiałam się, co czuje kobieta, która poroniła. Jakąś odpowiedź na to pytanie otrzymałam podczas moich pobytów na patologii ciąży, kiedy kobiety jedna po drugiej traciły swoje dzieci na różnym etapie (ponieważ to właśnie taki oddział był, a nie inny, to raczej o późne poronienia chodziło, między 14. a 29 tc. &#8211; te ostatnie to już przedwczesne porody). Babki w szpitalu funkcjonują trochę jak jeden wielki organizm, macie to samo wrażenie? Jak jakaś zaczynała rodzić, wszystkie inne mentalnie razem z nią parły. Jak któraś traciła ciążę, wszystkim innym po trochu też się to działo. Ponieważ natura obdarzyła mnie galopującą empatią, ciężko przeżyłam wszystkie te straty, ale przecież w dalszym ciągu pod moim sercem tej ciszy nie było.</p>
<p style="text-align: justify;">Książka Moniki Orłowskiej od poronienia wychodzi i stanowi ono również swego rodzaju szkielet powieści, na którym oparte są losy czterech głównych bohaterek (bardzo różne losy, niekoniecznie orbitujące wokół ciąży). Dziewczyny poznają się na jednym z forów, gdzie został założony wątek dla kobiet, które straciły swoje dzieci. Książka skonstruowana jest tak, że &#8222;normalna&#8221; narracja przeplata się z wpisami z tegoś forum właśnie. I to właśnie część forumowa najbardziej przybliżyła mi problem poronienia.</p>
<p style="text-align: justify;">W książce więc nawet jeśli poronienie następuje w 6. tygodniu ciąży, kobieta czuje, że traci dziecko. Nie zbitek komórek z ledwo co wykształconą cewą nerwową. Dziecko. Głęboko to przeżywa i czuje potrzebę, by w jakiś sposób rozliczyć się z rzeczywistością, zamknąć jej rozdział, bo niezamknięty jest jak otwarta, jątrząca się rana. Zapala znicz albo wirtualny, albo rzeczywisty. Buduje swego rodzaju nagrobek, nawet jeśli tylko w swoim umyśle, właśnie po to, by postawić kropkę nad i i móc żyć dalej. Nigdy to życie nie będzie takie samo, ale serce kobiety nadal bije, mimo że jej dziecko odeszło, i ona musi jakoś funkcjonować pomimo bólu.</p>
<p style="text-align: justify;">Co czuje w relacjach z innymi? Chyba coś na kształt wstydu. Rodzina i znajomi już wiedzieli o ciąży (a ludzie zawsze się czyjąś ciążą jarają) i teraz nagle trzeba stanąć przed koniecznością odpowiadania na pytania w stylu &#8222;Jak tam dzidziuś?&#8221;. Pamiętam, jak spotkałam na ulicy znajomą, która wcześniej powiedziała mi, że jest w ciąży z drugim dzieckiem. Dokonałam szybkich obliczeń i stwierdziłam, że brzuszek powinien już być wyraźny, a tutaj płasko. Nie miałam pojęcia, jak zacząć rozmowę. &#8222;Co słychać?&#8221; zapytałam w końcu, a ona odpowiedziała, że nie udało się. Zastanawiałam się wtedy, ile razy przede mną musiała odpowiadać na podobne pytanie i jak się z tym czuła. Teraz znów jest w ciąży i niedługo powinna rodzić. Ciekawa jestem, co u niej.</p>
<p style="text-align: justify;">Wyobrażam sobie, że każda rozmowa na temat straty wywołuje ból, a jeszcze jak, nie daj Bóg, jakiś życzliwy wyskoczy z radą od serca, że powinno się to i to, albo &#8211; co gorsza &#8211; rzuci tekstem, że &#8222;przecież zrobisz sobie drugie&#8221;, to można się zachlastać. Pamiętam do tej pory (mimo że mam trzy gagatki), jak ciężko znosiłam wszelkie imprezy, w których uczestniczyły dzieci, podczas gdy ja ciągle nie mogłam zajść w ciążę. Domyślam się, że kobieta, która ciążę straciła, może to odczuwać jeszcze bardziej dojmująco.</p>
<p style="text-align: justify;">W relacjach społecznych jestem po tej drugiej stronie barykady. W książce &#8222;<em>Cisza pod sercem</em>&#8221; jedna z bohaterek wyznaje, że kiedy poroniła w szpitalu, inne ciężarne z sali traktowały ją jak trędowatą. Ja też przyznaję się do takiej postawy. Na patologii ciąży panuje irracjonalne, podświadome przeświadczenie, że jeśli jednej się coś zdarzyło, udzieli się to innym. Z każdym poronieniem, którego byłam świadkiem (no kurde, właśnie świadkiem), wzrastał lęk o moją własną ciążę, również przecież zagrożoną. Marzyłam tylko o jednym, żeby dana kobieta jak najszybciej albo wyszła do domu, albo została przeniesiona na inny oddział.</p>
<p style="text-align: justify;">Trochę tutaj na rzeczy jest sam fakt umieszczania kobiet, które straciły ciążę, na jednej sali z ciężarnymi. Byłam świadkiem, jak lekarz robiący obchód udzilił ostrej reprymendy personelowi oddziału, żeby raczył wykazać odrobinę współczucia i zorganizował wszystko inaczej. Bo rzadko kiedy się nie da. Tak samo miałam, kiedy raz z braku miejsc leżałam na położnictwie (zamiast na patologii) w sali z matkami, których dzieci były na &#8222;erce&#8221;. I do tej sali dokooptowali kobitkę z bliźniakami, które urodziły się dorodne po donoszonej ciąży i od razu miała je przy sobie. Czujecie? Ja pod kolejną serią kroplówek z fenoterolem (skurcze co 10 minut, 27. tc), ich dzieci walczą o życie, a ona cieszy się macierzyństwem i spokojnie przystawia oseski do piersi. W takich sytuacjach myślałam sobie, że człowiek, na miłość boską, to nie tylko procedura medyczna, za którą zapłaci NFZ.</p>
<p style="text-align: justify;">Tematem tabu jest to, co się dzieje podczas samego poronienia i co robić potem. W książce wypowiada się dziewczyna, która w 12. tc poroniła na podłodze w łazience. W swoim mieszkaniu. To straszne pytanie, ale co zrobić z utraconym dzieckiem? Coś zrobić trzeba. Gdzie włożyć? Gdzie zanieść? To poziom problemu, który dla mnie jest kompletnie abstrakcyjny, ale przecież ktoś się z nim musiał zmierzyć. Czy można się dziwić, że kobieta ma po tym traumę? Kiedy szpital wydaje ciało matce, a kiedy nie? Czy i kiedy można je zobaczyć? Czy powinna je zobaczyć, czy może lepiej, żeby tego nie robiła? Czy starać się o akt zgonu i stawiać nagrobek, czy jednak tego zaniechać? Co będzie lepsze? Jak postąpić, żeby okazać zmarłemu dziecku szacunek? Co się z nim dalej dzieje, jeśli nie odbierze się ciała ze szpitala? Czy można pochować 12-tygodniowy płód? Czy wirtualny znicz jest w porządku? Jak inaczej uczcić pamięć? Czy starać się o dziecko ponownie? Jeśli to pierwsze poronienie, odpowiedź nie nastręcza zazwyczaj trudności, ale jeśli jeśli kobieta przeżyła właśnie czwarte lub szóste? Czy i kiedy powiedzieć sobie &#8222;stop&#8221; i pogodzić się z rzeczywistością? Rozumiecie, w czym rzecz? Kobieta w sytuacji poronienia potrzebuje szybkiej odpowiedzi na wszystkie te pytania, a zazwyczaj nie ma gdzie jej znaleźć.</p>
<p style="text-align: justify;">Wiecie, na czym, moim zdaniem, polega podstawowa wartość książki Moniki Orłowskiej? Ona nie tylko stawia pytania, które wymieniłam powyżej, ale daje również na nie odpowiedzi. A jeśli nie bezpośrednio, to wskazuje miejsca, gdzie można je znaleźć. Autorka, jak sama mi wspomniała, ze zdumieniem stwierdziła, że początkowe babskie czytadło ewoluuje w pewien rodzaj terapii dla kobiet po poronieniu. Ja się nie dziwię. Gdybym przeżyła utratę ciąży, po przeczytaniu tej książki wiedziałabym, co robić. Albo przynajmniej od czego zacząć.</p>
<p style="text-align: justify;">Przy okazji po raz kolejny okazało się, jak mało jeszcze wiem i jak mało znam życie. Bardzo mi się podoba to moje spokornienie. Dobrze rokuje na przyszłość.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/troche-o-ciszy-pod-sercem.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>44</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Doula &#8211; anioł porodowy</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/doula-aniol-porodowy.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/doula-aniol-porodowy.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Nov 2011 05:00:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podpatrzone, przeczytane]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[poród]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6571</guid>
		<description><![CDATA[Wyobraźcie sobie, że rodzicie. Stres jak cholera. Ból jeszcze gorszy. Zwyzywałyście już męża od najgorszych (przyjął w pokorze) i ostatkiem woli wstrzymujecie się od pobicia personelu medycznego, a do pełnego rozwarcia jeszcze trochę brakuje. A teraz wyobraźcie sobie, że &#8211; a jak &#8211; rodzicie. Towarzyszy wam miła babka, która cały czas skupia się tylko i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Wyobraźcie sobie, że rodzicie. Stres jak cholera. Ból jeszcze gorszy. Zwyzywałyście już męża od najgorszych (przyjął w pokorze) i ostatkiem woli wstrzymujecie się od pobicia personelu medycznego, a do pełnego rozwarcia jeszcze trochę brakuje.</p>
<p style="text-align: justify;">A teraz wyobraźcie sobie, że &#8211; a jak &#8211; rodzicie. Towarzyszy wam miła babka, która cały czas skupia się tylko i wyłącznie na jednym: dba o wasze dobre samopoczucie. Relaksuje was i odpręża. Przynosi wodę, masuje, radzi, wspiera na duchu, dodaje odwagi, tłumaczy, a w razie potrzeby trzyma za rękę. Jest na każde wasze skinienie. Towarzyszy wam przez cały poród i po. Pokaże, jak przystawić dziecko do piersi.</p>
<p style="text-align: justify;">Łzy wzruszania zalewają wam twarze? Nic dziwnego. Każdy by tak chciał. I wystawcie sobie, że to jest możliwe. Istnieją takie babki. Anioły od porodów. Doule.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Doula</strong> to bardzo stara instytucja. <strong>To ktoś pomiędzy naszą akuszerką a przewodniczką duchową i psychologiem.</strong> Samo słowo oznacza kobietę, która służy drugiej kobiecie (greka welcome). Doula służy wsparciem. Właściwie wsparciem powinien służyć mężczyzna, ale po pierwsze nie zawsze jest taka możliwość, po drugie poród piękny nie jest i czasami wolimy, żeby nasz partner nas w takiej chwili nie oglądał, a po trzecie baba to zawsze baba. Wyjątkowo często trafiają mi się jakieś szowinistyczne wstawki (co na to Freud?), ale są pewne sprawy, które mężczyzna znać będzie tylko teoretycznie (żeby oddać sprawiedliwość, to samo można powiedzieć o kobietach). Mężczyzna może się nauczyć, co oznacza PMS, ale nigdy nie wyjdzie poza sferę teoretyczną. Kobieta WIE, jak to jest. Ona to PRZEŻYWA. Dokładnie tak samo jest z ciążą i porodem.</p>
<p style="text-align: justify;">No. I wyobraźcie sobie teraz, że w Polsce zaczyna zakorzeniać się instytucja douli. Taki ktoś może nam towarzyszyć przed porodem, w czasie porodu i przez pewien czas po. Doula przygotuje do wydania dziecka na świat, posłuży duchowym wsparciem i będzie uczestniczyć w chwilach szczęścia już po wszystkim. To oczywiście nie jest powszechna praktyka, ale są rejony w Polsce, gdzie przybycie takiej babki na porodówkę nie wzbudza zdziwienia.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak doula dogaduje się z położnymi, które miewają zdanie drastycznie inne? Nie wiem. Podobno, kiedy nie może nic wywalczyć, wycofuje się i chroni rodzącą, żeby stresująca sytuacja nie odbiła się na wydawaniu dziecka na świat. Bywa, oczywiście, że poród początkowo naturalny trzeba zakończyć cesarką, i tutaj doula nie reprezentuje antycesarkowego betonu. Trzeba to trzeba i kropka. Jej rola podczas porodu się kończy, zostaje wsparcie po fakcie.</p>
<p style="text-align: justify;">Dżizas, ideał. Jakbym miała rodzić naturalnie, chciałabym, żeby taki ktoś mi towarzyszył. Za skromne 500-800 zł. A jak.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>PS. Dziękuję Marcie, która po raz kolejny stała się dla mnie inspiracją i podrzuciła mi ten oto wywiadzik z Wysokich Obcasów -&gt; <a href="http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,10548592,Towarzyszka_od_brzucha.html?as=1&amp;startsz=x" target="_blank">KLIK</a></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/doula-aniol-porodowy.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mam wcześniaka, mam problem</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/mam-wczesniaka-mam-problem.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/mam-wczesniaka-mam-problem.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Nov 2011 05:00:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ciąża i rozwój płodu]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[bliźniaki]]></category>
		<category><![CDATA[ciąża]]></category>
		<category><![CDATA[poród]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój dziecka]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój płodu]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6550</guid>
		<description><![CDATA[Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Te, którym 40. tydzień ciąży ciągnie się jak gigantyczne spagetti i wydaje im się, że wbrew wszystkiemu będą ciężarne dwa lata jak słonice, marzy się, żeby rodzić JUŻ.  Dosyć tego brzucha, dosyć wtaczania się na pierwsze piętro (nie mówiąc o trzecim czy czwartym), dosyć spania jedynie na boku. Rodzić [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Te, którym 40. tydzień ciąży ciągnie się jak gigantyczne spagetti i wydaje im się, że wbrew wszystkiemu będą ciężarne dwa lata jak słonice, marzy się, żeby rodzić JUŻ.  Dosyć tego brzucha, dosyć wtaczania się na pierwsze piętro (nie mówiąc o trzecim czy czwartym), dosyć spania jedynie na boku. Rodzić natychmiast!</p>
<p style="text-align: justify;">Na drugim końcu są kobiety, które dzieci wydały na świat za wcześnie. One wiele by dały, by ciągle jeszcze być w ciąży. Nie są jednak i muszą się pogodzić z rzeczywistością, która napadła na nie jak bandzior z bejzbolem. Są matkami wcześniaków. W związku z tym mają problem. W zależności od skali wcześniactwa może być on bliski zeru, a może też być potężny.</p>
<p style="text-align: justify;">Ponieważ sama jestem mamą wcześniaków, nie mogę o tym nie napisać. Zwłaszcza gdy uświadomię sobie, jak niesamowity bonus otrzymałam od losu, bo większość z problemów wcześniactwa mnie ominęła.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Kiedy dziecko zostaje uznane za wcześniaka?</strong> Wszystko zależy od tego, kiedy jest urodzone i ile waży. Ważne też, czy ciąża była pojedyncza czy mnoga.</p>
<p style="text-align: justify;">W przypadku ciąż bliźniaczych (i w ogóle mnogich) za donoszoną ciąże uważa się taką, która trwa dłużej niż 36 tygodni. <strong>Przyjmuje się, że ciążę bliźniaczą można rozwiązać w 37. tc, ciążę trojaczą w 35. tc.</strong> Mówi się też, że bliźniaki rozwijają się szybciej, dlatego też rodzą się wcześniej. To nie tak. Wcześniejszy poród następuje zazwyczaj wskutek niewydolności szyjki macicy (naciska na nią większy cieżar niż w ciąży pojedynczej), a nie dlatego, że dzieci są jakoś szczególnie dojrzałe. Ciążę pojedynczą (i każdą inną) uznaje się za donoszoną, jeśli trwa dłużej niż 37 tygodni. Poród w 38. tc to poród o czasie. <strong>Bez względu na to, ile płodów dźwiga ciężarna, im później nastąpi poród, tym lepiej dla dzieci.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Czasem się jednak nie udaje i ma miejsce poród przedwczesny. <strong>Miernie przedwczesny</strong>, jeśli zdarzy się między 33. a 36. tygodniem ciąży, <strong>bardzo przedwczesny</strong>, jeśli będzie miał miejsce między 28. a 32 tc, natomiast <strong>skrajnie przedwczesny</strong>, jeśli nastąpi przed 28. tc.</p>
<p style="text-align: justify;">W tym miejscu dygresyjka, bo trzeba obalić <strong>mit mówiący o tym, że lepiej urodzić dziecko w siódmym miesiącu niż w ósmym.</strong> Ten mit to trzecia z prawd wymienianych przez księdza Tischnera, a on, jak wiadomo mówił, że jest święta prawda, też prawda i <strong>gówno prawda</strong>. A zatem gówno prawda. Każdy dzień się liczy, każdy.</p>
<p style="text-align: justify;">Ważna jest też waga. Dzieci o ciężarze ciała mniejszym niż 2500 g uznaje się za wcześniaki bez względu na czas narodzin.</p>
<p style="text-align: justify;">W zależności od tego, kiedy następuje poród, różne bywają <strong>problemy wcześniaków</strong>. Im wcześniej dziecko przychodzi na świat, tym mniejsze ma szanse przeżycia. Udaje się uratować jedynie 2% dzieci rodzonych w 22. i 23. tygodniu ciąży (to właściwie na granicy poronienia). Ale na przykład z dzieci urodzonych w 24.-25. tygodniu przeżywa 25%. Fakt, często są one do końca życia obarczone &#8211; nawet znaczną &#8211; niepełnosprawnością, ale żyją.</p>
<p style="text-align: justify;">Czego mogą się spodziewać rodzice wcześniaków?</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Problemy z oddychaniem.</strong> Płuca są jednym z najpóźniej dojrzewających organów. Mniej więcej w 26. tc wnętrze pęcherzyków płucnych zaczyna wyścielać ustrojstwo zwane substraktantem, które zapobiega zapadaniu się pęcherzyków, kiedy wypełni je powietrze, a nie wody płodowe. Przy ciążach obarczonych ryzykiem porodu przedwczesnego podaje się ciężarnym dożylnie specyfik przyspieszający tworzenie się tej substancji i rozwój płuc dziecka. Bywa jednak, że dziecko ma problem z samodzielnym oddychaniem i musi przez pewien czas przebywać pod respiratorem.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Wylewy.</strong> To częsta przypadłość wcześniaków. Tak, wylewy krwi do niedojrzałego mózgu. Jeśli wylew jest pierwszego lub drugiego stopnia, to jeszcze pół biedy, bo najczęściej sam się wycofuje i śladu po nim nie ma. Wylewy trzeciego i czwartego stopnia są piętnem na późniejszym rozwoju dziecka.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Retinopatia wcześniacza.</strong> Oczy, obok płuc, również rozwijają się najpóźniej. Dziecko je otwiera dopiero w 27. tygodniu ciąży. Rzecz w tym, że u wcześniaka nie zdążyły się wykształcić jeszcze wszystkie naczynia krwionośne łączące siatkówkę z czymś tam. Może dojść do włóknienia naczyń, co z kolei prowadzi do utraty wzroku. Wzrok wcześniaków jest kontrolowany w szpitalu i po wyjściu.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Problem z utrzymaniem temperatury.</strong> Wcześniaki rodzą się chudziutkie. Dopiero pod koniec ciąży tłuszcze są magazynowane w organizmie i budują tkankę tłuszczową. Wcześniej wszystko lub prawie wszystko użytkowane jest jako paliwo. Tkanka tłuszczowa odpowiedniej grubości jest nam niezbędna do utrzymania stałej temperatury ciała. To dlatego wcześniaki na początku często muszą przebywać w inkubatorze, a po wyjściu ze szpitala do domu szybciej marzną niż inne dzieci.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Problemy z karmieniem</strong>. Ssanie piersi to wysiłek. Wcześniak często nie ma tyle krzepy. Skrajnie wcześnie urodzone dzieci najpierw karmi się dożylnie, potem sondą dożołądkową, potem butelką, a dopiero potem można je przystawić do piersi. Bardzo często z karmienia piersią nic nie wychodzi, co dziwnym nie jest, choć znam matki, które stanęły na uszach i do piersi przyuczyły.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Problemy ogólnoustrojowe.</strong> Tak to nazwę. Bardzo wcześnie urodzone dzieci rodzą się z niedorozwojem różnych narządów. Bywa, że przez pewien czas a czasami do końca życia muszą się zmagać z konsekwencjami wcześniactwa. Są słabsze i bardziej podatne na infekcje. Bardzo często muszą być rehabilitowane, czasem poddawane rozmaitym operacjom, które mają za zadanie umożliwić im normalne życie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Problem bardzo banalny &#8211; w co ubrać i gdzie zdobyć tak małe pieluchy?</strong> Ubierasz body w rozmiarze 56, a ono sięga dziecku do kostek. Zakładasz na zadek pieluchę 2-5 kg, a ona rozciąga się od kolan do brody. Znam to. Rodzice wcześniaków, których poznałam (ich dzieci ważyły po 800 g) robili zrzutę, a potem jeden z ojców jechał do obczajonego sklepu i hurtowo wykupywał odpowiednie pieluchy (o ile mi wiadomo, produkuje takowe jedynie Bella). Ciuszki dla wcześniaków są o wiele droższe niż te &#8222;normalne&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Czy wcześniactwo to wyrok?</strong> Absolutnie! Niczego nie da się przewidzieć. Wcale nie jest powiedziane, że rodzic wcześniaka będzie miał przechlapane.</p>
<p style="text-align: justify;">Moje dzieci urodziły się przed czasem. Z miesiączki wychodziło, że jest połowa 37. tc, ale z USG, że początek 36. tc i ten drugi wskaźnik jest prawidłowy. Późna owulacja, dla mnie norma. Miały mały problem z temperaturą ciała i przez trzy dni leżały w inkubatorze. Miały problem ze ssaniem i nigdy nie nauczyły się prawidłowo ssać piersi. Miały odruchy wcześniacze i charakterystyczne drżenie kończyn. Ich mózgi w badaniu USG wykazywały cechy wcześniactwa, ale nie było wylewów. Przeszliśmy klasyczną kontrolę wcześniactwa i&#8230; to tyle. Nigdy nie były rehabilitowane i nie było takiej potrzeby. Nie ma najmniejszych problemów w rozwoju motorycznym i psychicznym. Niczym nie różnią się od innych dzieci. Są zdrowiuteńkie.</p>
<p style="text-align: justify;">Znam dziecko urodzone w 27. tc. Ciążę trzeba było zakończyć, bo zagrożone było życie matki. Mały dostał 1 punkt w skali Apgar. Dziś ma lat bodajże dziesięć. Zupełnie zwykły chłopak, wesoły i inteligentny. Może tylko częściej choruje.</p>
<p style="text-align: justify;">Na koniec słowa mamy wcześniaka, które odnalazłam na jednym z forów. Pozwolę sobie przytoczyć niemal w całości.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">(&#8230;) w 24 tyg. ciąży trafiłam do szpitala. Stwierdzono infekcję. Leżałam tydzień i kiedy wyniki miałam dobre i powiedziano mi, że za 2 dni będę mogła wyjść do domu dostałam silnych skurczy. Była godzina 20, a o 2.15 siłami natury urodził się nasz syn. Był to 25 tydz. Kubuś ważył tylko 700g (schudł do 580g) i mierzył 29cm. W skali Apgar dostał 1 punkt (biło serce). Od pediatry usłyszeliśmy tylko, że to skrajny wcześniak z dużym niedorozwojem wszystkich narządów. Pojawił się też problem &#8211; tak małych wcześniaków w tym szpitalu nie ratuje się ze względu na brak specjalistycznego sprzętu. Musiano go ustabilizować i przewieźć do drugiego szpitala. Nikt nie dawał mu szans na przeżycie a jednak dał sobie radę. W specjalistycznym szpitalu przeleżał 103 dni z czego 60 dni był na respiratorze. Przez 29 dni miał bierna tlenoterapię. Przeszedł zespół zaburzeń oddychania 4 stopnia, martwicze zapalenie jelit, dysplazję oskrzelowo-płucną, retinopatię 2 stopnia oraz wylewy (na szczęście) tylko 1 stopnia. potem była ciężka praca &#8211; rehabilitacja i konsultacje u różnych lekarzy oraz walka o jakość jego życia.<br />
Dzisiaj to 5 letni chłopak, który od swoich rówieśników różni się tym, że jest drobniejszy. Waży 16kg.<br />
Nie dawano mu wielkich szans na przeżycie, a on żyje. Mówiono, że będzie miał problemy z chodzeniem, a on biega. Mógł nie widzieć, a on nawet nie nosi okularów.<br />
Cuda się zdarzają, a wcześniaki są nieprzewidywalne.</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Otóż to. Wcześniaki są nieprzewidywalne.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/mam-wczesniaka-mam-problem.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>39</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Poród przedwczesny &#8211; najczęstsze przyczyny</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/10/porod-przedwczesny-najczestsze-przyczyny.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/10/porod-przedwczesny-najczestsze-przyczyny.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 Oct 2011 06:36:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ciąża i rozwój płodu]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[bliźniaki]]></category>
		<category><![CDATA[ciąża]]></category>
		<category><![CDATA[poród]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój płodu]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6384</guid>
		<description><![CDATA[Wyścig jest długi, trwa dziewięć miesięcy. Najgorsza jest chyba końcówka. I bywa, że się do tej mety nie dobiegnie, bo bieg nagle się kończy. Nie każda dotrwa do tego 38. tygodnia ciąży, który uznaje się za granicę ciąży donoszonej. Znakomita większość porodów odbywa się właśnie między 38. a 42. tygodniem ciąży. No ale są tacy, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Wyścig jest długi, trwa dziewięć miesięcy. Najgorsza jest chyba końcówka. I bywa, że się do tej mety nie dobiegnie, bo bieg nagle się kończy. Nie każda dotrwa do tego 38. tygodnia ciąży, który uznaje się za granicę ciąży donoszonej. Znakomita większość porodów odbywa się właśnie między 38. a 42. tygodniem ciąży. No ale są tacy, którzy rodzą wcześniej, czego ja jestem bardzo dobrym przykładem.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Poród przedwczesny</strong> nigdy nie jest zjawiskiem dobrym i pożądanym. Tak już natura to pomyślała, że potrzeba nam co najmniej 38. tygodni (właściwie 36., licząc od zapłodnienia), żebyśmy mogli w miarę bezboleśnie przystosować się do otaczającego nas środowiska. Jasne, zdarza się, że dzieci urodzone przed czasem rozwijają się bez problemów (i moje należą do tej grupy, ale to są &#8222;późne wcześniaki&#8221; &#8211; 36. tc), ale większość wcześniaków ma trudniej niż dzieci donoszone. A są i takie, które mają naprawdę ekstremalnie ciężki start.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Dlaczego zdarzają się przedwczesne porody</strong>? Co jest najczęstszą przyczyną? Czynników jest w piz&#8230; dobra, nie będę się wyrażać. Czynników jest od piernika i trochę. Na dobrą sprawę co kobieta, to inaczej. Można jednak wyszczególnić ileś tam czynników przyczyniających się do zbyt szybkiego zakończenia ciąży. Zaznaczam, że rozróżniam poród przewczesny i poronienie. Dziś o przyjściu dzieci na świat później niż w 22. tygodniu ciąży.</p>
<ul>
<li style="text-align: justify;"><strong>Ciąża mnoga</strong>. 75% ciąż bliźniaczych i prawie wszystkie (!) ciąże trojacze (o czworaczkach i innych -aczkach nie wspominając) kończą się przedwczesnym porodem. Ciąża mnoga jest zawsze ciążą wysokiego ryzyka, bo zostaliśmy tak naprawdę pomyślani do wydawania na świat jednego dziecka przy jednym porodzie. Większa ilość płodów stanowi o wiele większe obciążenie dla organizmu matki.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Wiek.</strong> Im kobieta starsza, tym większe ryzyko przedwczesnego porodu większe, zwłaszcza gdy jest to pierwsza ciąża.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Przebyte poronienia</strong>. Przyczyny poronień też bywają najrozmaitsze, ale da się zaobserwować tendencję, że kobietom, które roniły (zwłaszcza więcej niż raz), trudniej jest dowieźć kolejne dziecko do mety.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Niewydolność szyjki macicy i samej macicy</strong>. Nie wiem, jak to rozkłada się w skali kraju, ale ogromna większość kobiet, z którymi leżałam na patologii ciąży, rodziła przedwcześnie z powodu niewydolności szyjki macicy. Szyjka zbyt szybko się skracała, zbyt szybko następowało rozwarcie, pęcherz płodowy pękał i po zawodach. W takich przypadkach zakłada się specjalne szwy, które mają za zadanie wzmocnić szyjkę. Najczęściej to pomaga, ale nie zawsze. Poznałam dziewczynę, która urodziła w 28. tc, mimo że szwy zakładano jej trzykrotnie. To i tak dobrze (dziecko przeżyło), bo jej dwie poprzednie ciąże zakończyły się wcześniej i niestety tragicznie.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Łożysko przodujące, odklejanie się łożyska</strong>. Heloł, to ja. Z powodu odklejania się jednego z łożysk miałam prikaz leżenia plackiem. Szczytem szczytów było wyniesienie śmieci lub wyprowadzenie psa na trawnik przed bramą. Miałam też tzw. łożysko nisko schodzące. Nie zasłaniało całkowicie ujścia szyjki macicy jak łożysko przodujące, a jedynie częściowo i na szczęście potem przesunęło się do góry. W trakcie ciąży towarzyszyły mi jednak krwawienia i krwiaki umiejscowione w macicy.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Używki</strong>. Palenie papierosów w ciąży i picie alkoholu nie tylko wpływa na niską wagę urodzeniową i &#8211; co tu kryć &#8211; truje organizm dziecka, ale sprawia, że podnosi się ryzyko porodu przedwczesnego. Jeśli więc chcesz dla swojego dziecka dobrze, odstaw pety i nie pij.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Praca</strong>. Praca jako taka jest dla człowieka błogosławieństwem, ale bywa z nią różnie. Czasy mamy już inne i w mało jest kobiet, które ciężko tyrają fizycznie w czasie ciąży. Pojawiły się jednak inne problemy. Nieobcy nam mobbing, praca pod ogromną presją czasu i wyników. Kobieta jest w ciąży i ma świadomość, że na jej stanowisko czyhają ze cztery inne osoby, które z radością powitają jej porażkę.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Nadciśnienie</strong>. Częsty problem ciężarnych. Nie bez kozery skrupulatnie monitorujemy w ciąży ciśnienie. Z powodu zbyt wysokich wskazań trzeba czasem ciążę zakończyć najszybciej, jak to tylko możliwe.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Choroby w czasie ciąży</strong>. Coś, na co najczęściej nie mamy wpływu. Zdarza się, że przebyta infekcja przyczyni się do wystąpienia wcześniejszych, niż się spodziewaliśmy, skurczów porodowych.</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;">Wszystkie ciężarówki, które sobie to poczytały, niniejszym uspokajam <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Porody przedwczesne to tylko około 8-10% wszystkich porodów. Inaczej mówiąc <strong>92-90% wszystkich dzieci rodzi się o czasie</strong>, albo nawet po czasie, bo jakoś nie chce im się wychodzić. Leżcie więc i pachnijcie, albo chodźcie do pracy (i też pachnijcie, a co) i spokojnie czekajcie na termin rozwiązania. Acha, jeszcze jedno. <strong>Tylko 5% dzieci przychodzi na świat w wyznaczonym dniu porodu</strong>. Radzę więc mieć przygotowaną torbę, by w z amokiem w oczach nie szukać szlafroka czy pieluszek <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;"><em>Przy pisaniu notki korzystałam z informacji znalezionych na portalu maluchy.pl</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/10/porod-przedwczesny-najczestsze-przyczyny.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>40</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak urodzić na mecie?</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/10/jak-urodzic-na-mecie.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/10/jak-urodzic-na-mecie.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 16 Oct 2011 06:59:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ciąża i rozwój płodu]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[Wstrząśnięta i zmieszana]]></category>
		<category><![CDATA[ciąża]]></category>
		<category><![CDATA[poród]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6364</guid>
		<description><![CDATA[Sport to zdrowie &#8211; wiadomo. Ciąża zaś nie jest stanem patologicznym, tylko fizjologicznym &#8211; też wiadomo. Jeśli wszystko jest w porządku, to można żyć, jak się żyło, pracować do samego rozwiązania (dlaczego nie?), a leżenie plackiem jest, delikatnie mówiąc, niepożądane. Oczywista oczywistość.  Czasem jednak, kiedy człowiek wzrokowo i słuchowo napotka to i owo (rym cym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Sport to zdrowie &#8211; wiadomo. Ciąża zaś nie jest stanem patologicznym, tylko fizjologicznym &#8211; też wiadomo. Jeśli wszystko jest w porządku, to można żyć, jak się żyło, pracować do samego rozwiązania (dlaczego nie?), a leżenie plackiem jest, delikatnie mówiąc, niepożądane. Oczywista oczywistość.  Czasem jednak, kiedy człowiek wzrokowo i słuchowo napotka to i owo (rym cym cym), to zastanawia się&#8230; nie ogarnia&#8230; nie kuma bazy (młodzież jeszcze tak mówi, czy to już jedzie naftaliną?).</p>
<p style="text-align: justify;">Amber Miller (jak usłyszałam niedawno w TVN24), 27-letnia Amerykanka postanowiła wystartować w maratonie, tak jak robiła to wielokrotnie wcześniej. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że miała za sobą 38 tygodni i 3 dni&#8230; ciąży. W trzydziestym dziewiątym tygodniu ciąży baba stanęła na starcie i po jakimś tam czasie znalazła się na mecie. Per pedes rzecz jasna. Następnie na tej mecie oficjalnie już dostała skurczów porodowych i siedem godzin później wydała na świat swoje drugie dziecko. Żywe i zdrowe.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">- Mówiłam rodzicom &#8211; przyznała się w wywiadzie telewizyjnym &#8211; że coś tak czułam, że nie ukończę tego biegu. Biegałam już w maratonie w ciąży, ale nigdy w tak zaawansowanej.</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Lekarz prowadzący ciążę nie widział przeciwwskazań do startu.</p>
<p style="text-align: justify;">I co wy na to? Zazdroszczę kondycji, ale&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/10/jak-urodzic-na-mecie.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>30</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bank krwi pępowinowej &#8211; warto?</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/09/bank-krwi-pepowinowej-warto.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/09/bank-krwi-pepowinowej-warto.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Sep 2011 05:14:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[poród]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6167</guid>
		<description><![CDATA[Niejedna celebrytka życzyłaby sobie wokół siebie takiego szumu i zainteresowania, jakim cieszy się krew pępowinowa, a w szczególności to, co się z nią dzieje dalej. Recepta na popularność? Wzbudzać silne emocje. Przechowywanie krwi pępowinowej wzbudza, oj i to jak wzbudza. Zanim zastanowimy się nad tym, czy warto przechowywać krew pępowinową, zerknijmy na chwilę pod podszewkę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Niejedna celebrytka życzyłaby sobie wokół siebie takiego szumu i zainteresowania, jakim cieszy się <strong>krew pępowinowa</strong>, a w szczególności to, co się z nią dzieje dalej. Recepta na popularność? Wzbudzać silne emocje. Przechowywanie krwi pępowinowej wzbudza, oj i to jak wzbudza. Zanim zastanowimy się nad tym, <strong>czy warto przechowywać krew pępowinową</strong>, zerknijmy na chwilę pod podszewkę całej sprawy.</p>
<p style="text-align: justify;">Krew pępowinowa wbrew nazwie nie pochodzi jedynie z pępowiny, tylko z popłodu, czyli z łożyska i pępowiny właśnie. Dlaczego jest w ogóle taka cenna? Krew to krew. Tak się szczęśliwie składa, że ta krew <strong>jest źródłem komórek macierzystych</strong>, czyli komórek w fazie &#8211; hmm, jak to ująć? &#8211; prerozwoju. Taka komórka może się potem wyspecjalizować i pełnić różne funkcje w organizmie. Źródłem komórek macierzystych jest też szpik kostny, a wszyscy wiemy, jak wielka jest rola przeszczepu szpiku w leczeniu białaczek lub chłoniaków. Rzecz w tym jednak, że krew pępowinową o wiele łatwiej jest pobrać. Szpik pobiera się z talerza biodrowego najczęściej pod znieczuleniem ogólnym. Pobranie krwi jest całkowicie nieinwazyjne zarówno dla matki, jak i dla dziecka.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Po co w ogóle się ją pobiera?</strong> Na wszelki wypadek. Idea jest taka, że krew, którą w odpowiednich warunkach można przechowywać przez ponad 50 lat posłuży kiedyś do uratowania zdrowia lub życia. Własnego albo kogoś z naszych bliskich. Albo kogoś zupełnie obcego, bo to też możliwe. Jeśli &#8211; odpukać &#8211; zdarzy nam się zachorować na raka, mieć zawał lub inną ciężką przypadłość, krew pępowinowa może pomóc w terapii.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Kiedy pobiera się krew pępowinową?</strong> Podczas porodu. Wsio rawno, czy to cesarka, czy siły natury. Podobno ilość krwi, jaką daje się &#8222;zasiorbać&#8221; (pardon), jest porównywalna. Rodzice przynoszą do szpitala specjalny pojemnik, który dostają od banku krwi pępowinowej i przekazują go personelowi szpitalnemu, a ci robią resztę.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ile kosztuje pobranie krwi pępowinowej?</strong> Samo pobranie to jeszcze pikuś, choć koszt jest niemały. Najpierw &#8211; przed porodem &#8211; musimy zapłacić 600 zł za specjalny pojemnik. Następnie za pobranie &#8211; to już do dwóch tygodni po porodzie &#8211; 1690 zł (i jest to promocja). Na starcie robi nam się więc 2300 zł. Płatne, rzecz jasna, jest też przechowywanie. Tu mamy roczny abonament w wysokości średnio 450 zł w zależności od oferty. Czy to drogo? I tak, i nie. Wszystko zależy od tego, jak potraktujemy wady i zalety całego przedsięwzięcia.</p>
<p style="text-align: justify;">A skoro jesteśmy przy wadach i zaletach, dochodzimy do kluczowego pytania, <strong>czy to ma w ogóle sens</strong>. No właśnie. Samo pobieranie krwi pępowinowej sens moim zdaniem ma, ale nie na takich zasadach, jakie obowiązują dzisiaj.</p>
<p style="text-align: justify;">Przede wszystkim trzeba pamiętać, że <strong>&#8222;porcja&#8221; krwi pobrana przy porodzie wystarczy do uratowania człowieka ważącego nie więcej niż 30 kg.</strong> Jeśliby więc miała się przydać naszemu dziecku w jego dorosłym życiu, to okaże się zbyt mała.</p>
<p style="text-align: justify;">A w ogóle to <strong>nie wiadomo, czy kiedykolwiek się przyda.</strong> To tak jak z ubezpieczeniem od następstw nieszczęśliwych wypadków. Płacimy je, a nigdy w życiu możemy wypadku nie mieć.</p>
<p style="text-align: justify;">Rzecz najważniejsza. Jak uważa prof. Wiesław Wiktor Jędrzejczak, kierownik Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych AM. i konsultant krajowy ds. hematologii, wiemy, że krew pępowinowa pomaga w leczeniu białaczki, ale &#8211; uwaga &#8211; krew pobrana od innego człowieka. <strong>Nie odnotowano przypadku, by z białaczki wyleczyła kogoś jego własna krew pępowinowa</strong>.</p>
<p style="text-align: justify;">Z drugiej strony nauka idzie naprzód i nie wiemy, co się wydarzy. Najbliższe lata mogą przynieść gigantyczny postęp w dziedzinie medycyny. Lepiej być na to przygotowanym, żeby móc w porę wykorzystać nowe odkrycia.</p>
<p style="text-align: justify;">Wszystko to powoduje, że jestem jak najbardziej za istnieniem banków krwi pępowinowej, ale chciałabym, żeby były to banki publiczne. Żeby funkcjonowało coś w rodzaju <strong>krwiodawstwa pępowinowego</strong>. Nawet nieświadomego. Już dziś istnieją takie banki (w Polsce działa coś takiego ale na razie wyłącznie na potrzeby Kliniki Ginekologii i Położnictwa w Szpitalu im. Dzieciątka Jezus w Warszawie przy ul. Starynkiewicza). Idea jest taka, że <strong>przechowuje się w nich krew pobraną przy porodzie i używa jej na bieżąco</strong> do leczenia dzieci chorych na białaczkę. Za darmo oczywiście. Takie banki krwi działają analogicznie do banków dawców szpiku. W przypadku szpiku, kiedy zachodzi potrzeba, dzwoni się do danego dawcy i ten stawia się na pobranie. W przypadku krwi pępowinowej brałoby się zmagazynowaną odpowiednią dawkę od odpowiedniego człowieka i już.</p>
<p style="text-align: justify;">To oczywiście droga impreza, ale z drugiej strony istnieje ogromna łatwość pozyskania dużej ilości porcji, co sprawia, że szansa udzielenia komuś pomocy radykalnie wzrasta. Pobranie jest nieinwazyjne, a łożysko i tak się wyrzuca. Dlaczego miałoby się to zmarnować? Gorąco opowiadam się za takim rozwiązaniem, nawet bez konieczności pytania rodzącej matki o zgodę (powtarzam: jej łożysko i tak trafi na śmietnik). Sama żałuję, że nie miałam możliwości oddania krwi z moich dwóch łożysk do takiego banku. Jestem dawcą szpiku, chętnie zostałabym dawcą krwi pępowinowej. Od przechowywania krwi pępowinowej moich dzieci w banku prywatnym powstrzymały mnie koszty.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><em>Podczas pisania notki korzystałam z następujących źródeł:</em></p>
<p style="text-align: justify;"><em>http://www.pbkm.pl</em></p>
<p style="text-align: justify;"><em>http://krewpepowinowa.pl</em></p>
<p style="text-align: justify;"><em>http://www.edziecko.pl/ciaza_i_porod/1,79332,3541060.html</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/09/bank-krwi-pepowinowej-warto.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>29</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Matka-Polka chce pracować&#8230; i nie może.</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/09/matka-polka-chce-pracowac-i-nie-moze.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/09/matka-polka-chce-pracowac-i-nie-moze.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Sep 2011 05:21:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podpatrzone, przeczytane]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[poród]]></category>
		<category><![CDATA[praca]]></category>
		<category><![CDATA[prawo]]></category>
		<category><![CDATA[przedszkolak]]></category>
		<category><![CDATA[żłobek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6125</guid>
		<description><![CDATA[Polka to ciężko ma. Wróć. Kobieta to ciężko ma i chyba, ze smutkiem konstatuję, granice państw nie mają tu nic do rzeczy. Nawet jeśli nie ciężko, to przynajmniej ma trudniej. Dlaczego? Dlatego bo z natury rzeczy (i takich a nie innych realiów ekonomicznych) zasuwa na dwóch etatach. Złożono na jej barkach więcej. Oprócz tego, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Polka to ciężko ma. Wróć. Kobieta to ciężko ma i chyba, ze smutkiem konstatuję, granice państw nie mają tu nic do rzeczy. Nawet jeśli nie ciężko, to przynajmniej ma trudniej. Dlaczego? Dlatego bo z natury rzeczy (i takich a nie innych realiów ekonomicznych) zasuwa na dwóch etatach. Złożono na jej barkach więcej. Oprócz tego, że ma swoją pracą wpływać na wzrost PKB, rodzi dzieci, co w sposób nieunikniony powoduje u niej przerwy w zawodowym życiorysie. Bywa, że te przerwy ewoluują w czarne dziury, a prawa fizyki mówią, że żeby z czarnej dziury się wyrwać, trzeba zużyć ku temu potworną ilość energii, a zazwyczaj  i tak się to nie udaje.</p>
<p style="text-align: justify;">No dobra. <strong>Mamy więc za zadanie pogodzić pracę zawodową i rodzenie dzieci, tak aby nie ucierpiało ani jedno, ani drugie</strong>.  Mamy być świetnymi matkami i rewelacyjnymi pracownikami. Jeśli komuś udaje się upiec te dwie pieczenie przy jednym ogniu, moje gratulacje. Nie dziwię się jednak, że w wielu przypadkach inwestowanie w jedno oznacza braki dla drugiego.</p>
<p style="text-align: justify;">Lecz zaklinam, niech żywi nie tracą nadziei. Jest coś, co mogłoby nam pomóc. Niedawno słyszałam w telewizorni wypowiedź jakiejś polityczki (ładne słowo) i zabijcie mnie, nie mam pojęcia, z jakiej partii była. Pod tym jednak, co powiedziała, podpisuję się wszystkimi czterema kończynami.</p>
<p style="text-align: justify;">Według tej babki sposób na aktywizację zawodową kobiet jest bardzo prosty: <strong>zapewnić powszechny dostęp do taniej i profesjonalnej opieki nad jej dzieckiem</strong>. Innymi słowy, jeśli chcemy, by kobiety realizowały się zawodowo (a zaprawdę godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne), to, na miłość boską, <strong>ułatwmy staranie się o przedszkola i żłobki!</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jednych i drugich jest oczywiście za mało</strong> (placówki publiczne mam na myśli). To sprawia, że <strong>rekrutacja przypomina walkę o ogień</strong> i &#8211; co tu dużo mówić &#8211; wcale nie tak rzadkie są sytuacje, że nie ten się dostaje, co powinien, tylko ten, kto dał więcej (w mamonie lub w naturze, np. obiecał to i owo załatwić dla przedszkola). <strong>Same placówki są masakrycznie przeładowane</strong> (ponad 30 dzieci w grupie żłobkowej na trzy opiekunki &#8211; litości!), co nie tylko wpływa na to, że konkretnym dzieciom poświęca się niewystarczającą ilość uwagi, ale urąga standardom bezpieczeństwa. No i kwestia finansowa. <strong>Ani przedszkola publiczne ani tym bardziej placówki prywatne nie są tanie</strong>. 500 zł za przedszkole publiczne to nie jest mało, a sytuacja się komplikuje, jeśli dzieci mamy więcej.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Póki kobieta ma problem, co zrobić z dzieckiem, póty ma ograniczone możliwości powrotu do pracy.</strong> Proste jak konstrukcja cepa. I nie chodzi tylko o fakt realizowania ambicji zawodowych, o awanse itp. Kobiety muszą więcej pracować. Odchodzą na emeryturę wcześniej niż mężczyźni, mniej lat składkowych mają naliczonych, a żyją dłużej. Skutek jest taki, że ich emerytura jest niższa. Jeśli już nikt odważny nie decyduje o podwyższeniu wieku emerytalnego obu płci, to niech chociaż sprawi, by przerw w pracy kobieta miała jak najmniej. A jeśli już je ma, to żeby nie odbiło się to czkawką za lat trzydzieści.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/09/matka-polka-chce-pracowac-i-nie-moze.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>25</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Biała randka z czarną mambą</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/09/poranne-randez-vous-z-czarna-mamba.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/09/poranne-randez-vous-z-czarna-mamba.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Sep 2011 04:00:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[Życie...]]></category>
		<category><![CDATA[bliźniaki]]></category>
		<category><![CDATA[poród]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6117</guid>
		<description><![CDATA[Lekarkę z czystym sumieniem można by określić mianem czarnej mamby, gdyby tylko nie była jaśniutką blondyną ubraną w biały kitel. Piękna jak Afrodyta i zimna jak zepsute kaloryfery stojące w przeciągu podczas zimy stulecia. I jeszcze bezczelne babsko śmiało mieć nieskazitelną figurę, czym drastycznie odróżniała się od stada brzuchatych mastodontów zalegających na patologii ciąży. &#8222;Jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Lekarkę z czystym sumieniem można by określić mianem czarnej mamby, gdyby tylko nie była jaśniutką blondyną ubraną w biały kitel. Piękna jak Afrodyta i zimna jak zepsute kaloryfery stojące w przeciągu podczas zimy stulecia. I jeszcze bezczelne babsko śmiało mieć nieskazitelną figurę, czym drastycznie odróżniała się od stada brzuchatych mastodontów zalegających na patologii ciąży.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>&#8222;Jak dobrze, że to nie ty mi będziesz robić cesarkę&#8221;</em> &#8211; pomyślałam podczas wieczornego obchodu.</p>
<p style="text-align: justify;">Niecałe dwanaście godzin później zupełnie niespodziewanie dla samej siebie leżałam na wąskim stole (na miłość boską, dlaczego stoły operacyjne są takie wąskie? Dla rozmiaru 32 je robią, czy jak?) i bezkresny błękit oczu czarnej mamby spozierał na mnie czujnie zza maseczki. Mamba uzbrojona była w skalpel i było po niej od razu widać, że nie zawaha się go użyć.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie zawahała się i oby nikt nigdy nie doprowadził jej do ostateczności, bo ruchy miała sprawne i precyzyjne, jak na zawodowca przystało. Na skutek jej działań (jej i jakiegoś gościa, którego kompletnie nie kojarzę) w pewnym momencie rozległo się głośne &#8222;chlup&#8221; i wdzięczne kafelki sali operacyjnej przyjęły ochoczo moje wody płodowe. Parę sekund później nastąpiło &#8222;slurp&#8221; i &#8222;mlask&#8221;, a następnie coś chrząknęło, prychnęło, kwęknęło i wydało swój pierwszy &#8211; potężny, zaznaczmy &#8211; odgłos paszczowy.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">- Uuuuuaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!</p>
<p style="text-align: justify;">- 6:54 &#8211; zauważyła czarna mamba &#8211; notujemy, notujemy i szybko jedziemy dalej!</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">To się nazywa rutyna. Mogliby to robić na śpiąco lub grając w karty.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">- Uuuuuuaaaaaaaaaaaaa!!!!!!! &#8211; kolejny odgłos paszczowy dołączył do poprzedniego i niektórzy nazwaliby to deja vu lub błędem matriksa.</p>
<p style="text-align: justify;">- 6:55 &#8211; stwierdziła mamba &#8211; Zapisali?</p>
<p style="text-align: justify;">- Tak.</p>
<p style="text-align: justify;">- No to zszywamy.</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">No i zszyli. Na koniec instrumentariuszka (tak to się nazywa?) wydała lakoniczny, ale jakże uspokajający komunikat, że stan ilościowy wacików przed i po jest taki sam, ekhm.</p>
<p style="text-align: justify;">I po sprawie. Dwie istoty o długości 47 cm każda i wadze 2190 (Marysia) i 2130 (Marcycia) pojawiły się na tym padole i po pierwszym serwisowaniu zostały umieszczone w inkubatorze. Na waleta. Wyglądały tak.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/09/poranne-randez-vous-z-czarna-mamba.html/mim" rel="attachment wp-att-6118"><img class="aligncenter size-full wp-image-6118" title="mim" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/09/mim.jpg" alt="" width="520" height="390" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">No i właśnie to jest świetny moment, by powiedzieć, że wszystko miało miejsce równo rok temu. Tak, tak. Panta rhei, oj rhei. Nie tylko rhei, lecz zapiernicza jak wściekłe. Dziś dziewczyny wyglądają tak.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/09/poranne-randez-vous-z-czarna-mamba.html/mim2" rel="attachment wp-att-6119"><img class="aligncenter size-full wp-image-6119" title="mim2" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/09/mim2.jpg" alt="" width="520" height="348" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Cóż więcej dodać? Może tylko tyle, że czarna mamba okazała się tak naprawdę zupełnie normalną babką. Tylko tej figury jej wybaczyć nie mogę <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/09/poranne-randez-vous-z-czarna-mamba.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>42</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Żel położniczy &#8211; poród ze śliskim wspomaganiem?</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/08/zel-polozniczy-porod-ze-sliskim-wspomaganiem.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/08/zel-polozniczy-porod-ze-sliskim-wspomaganiem.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Aug 2011 04:00:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[poród]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6058</guid>
		<description><![CDATA[Ręka do góry, która nie bała się porodu. Coś nie widzę Niezależnie od tego, czy cesarka to miała(by) być czy poród siłami natury, podchodzimy do zjawiska z pewną taką nieśmiałością. Zwłaszcza zresztą gdy o te siły natury chodzi. Bo te siły czasem niezbyt silne są. Innymi słowy poród trwa i trwa, i za cholerę nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Ręka do góry, która nie bała się porodu. Coś nie widzę <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Niezależnie od tego, czy cesarka to miała(by) być czy poród siłami natury, podchodzimy do zjawiska z pewną taką nieśmiałością. Zwłaszcza zresztą gdy o te siły natury chodzi. Bo te siły czasem niezbyt silne są. Innymi słowy poród trwa i trwa, i za cholerę nie chce się zakończyć. My mamy dosyć, wszyscy mają dosyć, a tu młode coś nie wyłazi i nie wyłazi.</p>
<p style="text-align: justify;">W dziedzinie porodów naturalnych jestem cienki bolek, bo sprawę znam jedynie od strony teoretycznej, sama dwie cesarki &#8222;miawszy&#8221;. Jednak moja koleżanka, która doświadczenie z autopsji jak najbardziej ma, podesłała mi taki oto newsik, stając się przy okazji inspiracją tejże noci. Podesłała mi info o <strong>żelu położniczym Dianatal</strong>.</p>
<p style="text-align: justify;">Co zacz? Jest to, moje drogie (sorry, panowie, jesteście w porzo, ale akurat wy nie rodzicie), żel, który &#8211; jak czytamy na stronie produktowej <em>dianatal.eu</em> (tam są też obrazki, można sobie luknąć) &#8211; &#8222;<em>tworzy warstwę poślizgową przylegającą do ściany pochwy</em>&#8221; oraz &#8222;<em>zmniejsza tarcie statyczne i dynamiczne</em>&#8222;. Co to daje? Mówiąc krótko i dosadnie młode ma ślisko. Skoro ma ślisko, łatwiej mu wyjść, a tym samym <strong>czas porodu się skraca</strong>. O ile? <strong>Ponoć o 30%</strong>, czyli o 106 min (chyba przyjęli jakiś średni czas trwania porodu, bo znam takie, które rodziły prawie dwie doby, i takie, które miały spokój już po półtorej godziny).</p>
<p style="text-align: justify;">Wprowadza się go do pochwy za pomocą specjalnego miękkiego aplikatora w momencie, kiedy następuje rozwieranie się szyjki macicy (<strong>może to robić wyłącznie lekarz lub położna</strong>), a aplikacja musi być poprzedzona badaniem ginekologicznym &#8222;ręcznym&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Zanim rozlegnie się gromkie alleluja i zadrzecie kiece, by kurcgalopkiem polecieć do najbliższej apteki (albo na miotłach, przprszm <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ), wiedzcie, że wynalazek nie jest refundowany przez NFZ i kosztuje skromne cztery stówki. Za 33 ml. Co daje trzy dawki.</p>
<p style="text-align: justify;">No i teraz właśnie zaczynają się schody. Rujnujecie się i:</p>
<ul>
<li style="text-align: justify;">poród przebiega w taki sposób, że za cholerę nie ma możliwości aplikacji (np. zapada nagła i nieoczekiwana decyzja o cesarce).</li>
<li style="text-align: justify;">personel szpitala ma was i wasze koncepcje porodu w głębokim poważaniu i niczego wam podawać nie będzie.</li>
<li style="text-align: justify;">personel szpitala orientuje się za późno, szyjka jest rozwarta i ogólnie żel możecie sobie wsadzić, ale niekoniecznie podczas porodu.</li>
<li style="text-align: justify;">okazuje się, że żel jednak nie działa.</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;">A 400 zł poszło na drzewo. W związku z tym mam pytanie, czy któraś z was stosowała taki żel i może coś o nim powiedzieć? Czy idzie nowe i fajne, czy też jest to jeszcze jeden sposób na wyciągnięcie ciężkiej kasy z kieszeni kobiety, która świadoma faktu, że rodzić po ludzku niekoniecznie oznacza rodzić po polsku, zrobi wszystko, by zaoszczędzić sobie traumy?</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Sabina, dzięki! <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/08/zel-polozniczy-porod-ze-sliskim-wspomaganiem.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ile powinno się mieć dzieci?</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/08/ile-powinno-sie-miec-dzieci.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/08/ile-powinno-sie-miec-dzieci.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Aug 2011 08:21:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[ciąża]]></category>
		<category><![CDATA[poród]]></category>
		<category><![CDATA[rodzic]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=5975</guid>
		<description><![CDATA[Wbrew pozorom nie trzeba chwytać za widły Herbatkę/kawkę/&#8221;kakałko&#8221;/coś tam innego dobrego robimy sobie w te pędy, siadamy i czytamy. Bycie matką bliźniaków dla osoby, która lubi być w centrum zainteresowania, to fantastyczna sprawa. Tak, to o mnie. Jedenaście miesięcy powoli mija, a nadal nie ma spaceru, żeby ktoś nie zaglądnął do wózka, nie zaczepił, nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Wbrew pozorom nie trzeba chwytać za widły <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Herbatkę/kawkę/&#8221;kakałko&#8221;/coś tam innego dobrego robimy sobie w te pędy, siadamy i czytamy.</p>
<p style="text-align: justify;">Bycie matką bliźniaków dla osoby, która lubi być w centrum zainteresowania, to fantastyczna sprawa. Tak, to o mnie. Jedenaście miesięcy powoli mija, a nadal nie ma spaceru, żeby ktoś nie zaglądnął do wózka, nie zaczepił, nie zapytał, nie pochwalił i tak dalej. Miód na serce. Nie wiem, jak zniosę fakt przywyknięcia narodu. Bo w końcu kiedyś przywyknie, a dzieci staną się zupełnie zwykłym potomstwem, a nie bliźniaczą słodzizną wlepiającą w zaglądacza wielkie, ciemne oczyska.</p>
<p style="text-align: justify;">Inaczej sprawa się przedstawia, kiedy towarzyszy mi dziecko me najstarsze (i pies). Reakcje na nasz widok kształtują się, że tak to ujmę, biegunowo.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">- Ojej, to chłopczyki? Nie? A, dziewczynki? To pani ma TRZY dziewczynki? To szkoda, że chociaż jedno to nie chłopczyk. Nie szkoda? No to następnym razem MUSI być chłopczyk! Albo dwóch dla równowagi.</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Z równowagą dwa na trzy jest mniej więcej tak jak z większą i mniejszą połową, ale powiedzmy, że nie gaszę mówiącego. Zadziwia mnie natomiast ta niezwykle silna wiara w narodzie, że czwarte dziecko płci odmiennej na pewno będzie i że ta płeć odmienna być musi. Tak czy inaczej biegun południowy to zachwyt i życzenie &#8222;<em>i jeszcze jeden, i jeszcze raz</em>&#8222;. A biegun północny?</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">- Ty, patrz, baba ma trójkę dzieci i jeszcze sobie czwarte zrobiła. Pewnie jej mało.</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Drodzy komentujący, zanim napomkniecie coś szeptem, upewnijcie się, że nie jest to szept sceniczny. Ktoś może mieć słuch lepszy niż wam się wydaje.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie, dusząc w zarodku wszelkie odgłosy paszczowe, powiem, że nie jestem w ciąży. U niektórych brzuszek nawet prawie rok po porodzie nie wygląda jak pas startowy niestety, co skazuje mnie zapewne na bycie obiektem wiecznych domysłów. Na biegunie północnym mamy zatem pobożne życzenia w stylu &#8222;<em>ale to już było i nie wróci więcej</em>&#8222;.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>W takim razie jaka ilość dzieci jest właściwa? Ile dzieci powinno się mieć?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Zacznijmy od tego, że <strong>nic się nie powinno</strong>. Można co najwyżej chcieć. Nie ma gorszej sytuacji niż ta, że ktoś decyduje się na dziecko nie dlatego, że sam ma takie pragnienie, tylko dlatego że pada ofiarą rozmaitych rodzinnych, babcino-ciotczanych nacisków. Żeby mieć święty spokój z pytaniem &#8222;a kiedy wy?&#8221;.  Najczęściej okazuje się później, że ciocie i babcie są przeszczęśliwe, jeśli wpadniemy do nich z dzieciakiem raz na tydzień na obiadek, ale do codziennej pomocy jakoś się nie garną. Rodzice zostają zaś z rozgoryczeniem, rozczarowaniem, czyli wszystkim, co fatalnie wpływa na ich związek.</p>
<p style="text-align: justify;">Podobno są małe kłamstwa, większe kłamstwa i statystyka, ale <strong>statystycznie rzecz ujmując, powinno się mieć dwoje dzieci, żeby zapewnić naturalną, biologiczną zastępowalność pokoleń</strong>. Innymi słowy, żeby dana nacja trwała, a nie, żeby jej ubywało. Bo jeśli tzw. <strong>współczynnik dzietności</strong> jest mniejszy niż 2,10-2,15, to z roku na rok coraz bardziej zanikamy. Im wskaźniki niższy, tym zanikamy szybciej. Z krajów europejskich wskaźnikiem 2,10 lub wyższym (nie wiem jak to jest na dzisiaj) poszczycić się może jedynie Francja. <strong>W Polsce</strong> w 2006 roku <strong>współczynnik dzietności</strong> wynosił 1,25, a w 2008 roku 1,39  i należał do najniższych w Europie (źródło: Wikipedia). To nie jest taka błahostka, jak się niektórym wydaje. Skutki odczujemy, kiedy zbliżymy się do wieku emerytalnego. W skrócie: nie ma się co łudzić, będziemy tyrać co najmniej do 70-tki, zobaczycie.</p>
<p style="text-align: justify;">Statystyka statystyką, naciski rodzinne naciskami, a co my na to? <strong>Wyznaję zasadę &#8222;żyj i daj żyć innym&#8221;</strong>.  Miej sobie, człowieku, tyle dzieci, ile chcesz, i nie daj się zaszczuć przez żadną ze stron. Czujesz się na siłach mieć jedno i na tym koniec &#8211; miej jedno. Nic innym do tego. Chcesz mieć pięcioro, stać cię &#8211; miej i niech cię &#8222;życzliwi&#8221; nie wytykają palcami.</p>
<p style="text-align: justify;">Gdyby nie to, że jestem na życiowym zakręcie, gdyby nie to, że kolejna ciąża oznaczałaby dla mnie sytuację nawet zagrażającą mojemu istnieniu na tym padole, gdyby nie kilka innych czynników, nie miałabym nic przeciwko czwartemu dziecku. W szpitalu poznałam osobę, która była tuż przed narodzinami dziesiątego potomka, radziła sobie z utrzymaniem pozostałej dziewiątki i w najmniejszym stopniu nie zasługiwała na miano rodziny patologicznej.</p>
<p style="text-align: justify;">Z premedytacją abstrahuję tutaj od sytuacji znanych z telewizyjnych przekazów, w których szesnaścioro dzieci żyje w jednym pokoju, w domu nie ma łazienki,  a za kibel służy drewniana wygódka. Do sprawy zadziecienia trzeba podchodzić odpowiedzialnie.</p>
<p style="text-align: justify;">Zapewnijmy dzieciom godne warunki egzystencji i miejmy ich tyle, ile uznamy za słuszne. Z całą świadomością, że pojęcie &#8222;godne&#8221; jest właściwie niedefiniowalne.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/08/ile-powinno-sie-miec-dzieci.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>33</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

