<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Dzieciowo mi! &#187; wychowanie</title>
	<atom:link href="http://www.dzieciowo.pl/tag/wychowanie/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.dzieciowo.pl</link>
	<description>Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.</description>
	<lastBuildDate>Tue, 07 Feb 2012 05:00:57 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Kurzyzm domowy? Macierzyństwo to kariera.</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2012/02/kurzyzm-domowy-macierzynstwo-to-kariera.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2012/02/kurzyzm-domowy-macierzynstwo-to-kariera.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Feb 2012 05:00:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[rodzic]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=7176</guid>
		<description><![CDATA[Nigdy nie ma dobrego czasu na dziecko. Truizm. A to pracy nie ma, a to niepewna, a to za mało płatna, a to mieszkanie za małe, a to wiek nie ten, a to awans nas ominie, a to babcie daleko, a przedszkole drogie, a to facet nieodpowiedni, a to coś, kurde, jeszcze, co nie wiem. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Nigdy nie ma dobrego czasu na dziecko. Truizm. A to pracy nie ma, a to niepewna, a to za mało płatna, a to mieszkanie za małe, a to wiek nie ten, a to awans nas ominie, a to babcie daleko, a przedszkole drogie, a to facet nieodpowiedni, a to coś, kurde, jeszcze, co nie wiem. Dlatego dzieci działają z zaskoczenia. Szast-prast i nagle okazuje się, że jesteś w ciąży. Jesteś, przez dziewięć miesięcy przygotowujesz się do comming out juniora, on się rodzi, ty przeżywasz macierzyństwo i&#8230; z perspektywy czasu stwierdzasz, że to był najlepszy moment. Czyż nie?</p>
<p style="text-align: justify;">No dobra, jesteś tą matką lub ogólniej jesteś rodzicem i wiesz, że rodzicielstwo kosztuje. Przede wszystkim obrywa twoje życie zawodowe. Nie czarujmy się, urlopy macierzyńskie i wychowawcze to przerwy w życiorysie. Cholernie ciężko potem wrócić do roboty, a niejednokrotnie okazuje się, że do tej samej już się nie da. Bywa, że ci o tym nie powiedzą i dowiadujesz się przypadkiem. Mniej zarabiasz &#8211; ty, kobieta. Jesteś o wiele mniej konkurencyjna na rynku pracy, bo &#8211; nie daj Bóg &#8211; znowu zaciążysz, a jeszcze na zwolnienie pójdziesz. Pasożytyzm czystej wody.</p>
<p style="text-align: justify;">Obrywa twoja stopa życiowa, bo utrzymanie dzieci pochłania sporo pieniędzy. Przedszkole i żłobek kosztują, pieluchy kosztują, lekarze, szczepienia, ciuszki, buty (kupowane co trzy miesiące, ratunku!), zabawki, sprzęty &#8211; wszystko kosztuje. Studnia bez dna.</p>
<p style="text-align: justify;">Obrywa twoje życie towarzyskie. Bezdzietni znajomi odsuwają się, bo nie są w stanie zrozumieć, że nie umówisz się o 21.00 na mieście na piwo. A jeśli już się umówisz i na nieszczęście przyjdziesz, a oni zupełnie pechowo zadadzą ci pytanie &#8222;co słychać&#8221;, to los ich skarze opowieściami o zielonej kupie, kolkach, przeciekających pieluchach, ząbkowaniu czy nieodpowiedzialnej niani. Kosmos. Normalnie jakbyś przybył(a) z drugiej strony galaktyki. Ufok jak nic.</p>
<p style="text-align: justify;">Słowem obrywasz i wychodzi na to, że posiadanie dzieci kompletnie się nie opłaca. Ani zawodowo, ani życiowo, ani towarzysko. Decydując się na rozmnożenie (nawet jeśli za ciebie zdecydują okoliczności przyrody) ewidentnie strzelasz sobie w stopę. A jeśli decydujesz się po raz kolejny, niechybnie dowodzi to paranoi. A jeśli masz więcej niż dwoje dzieci, ludzie ukradkiem kreślą na czole kółko i starają się ciebie nie denerwować.</p>
<p style="text-align: justify;">Mogłaś wybrać karierę lub macierzyństwo i z niewiadomych względów karierę olałaś. Zrobiłaś najgłupszą rzecz pod słońcem i zobaczysz, rzeczywistość się na tobie odegra. Pieluch ci się zachciało. W dobie kryzysu, rany!</p>
<p style="text-align: justify;">Tymczasem ja jestem zdania, że wybór macierzyństwo czy kariera jest sztuczny. Macierzyństwo to kariera. Robisz karierę jako matka i ojciec. Pierdolę? A gdzieżby!</p>
<p style="text-align: justify;">Zobacz, na co się porwałaś. Wydajesz na świat i wychowujesz człowieka. Wpajasz mu normy moralne i przygotowujesz do funkcjonowania w społeczeństwie. Dbasz o niego, troszczysz się, stajesz na uszach. Posyłasz na kursy językowe i inne, łożysz na edukację, windujesz poziom. Wszystko po to, by&#8230; oddać człowieka społeczeństwu. To jest twój dar dla narodu, w którym bytujesz (nie piszę &#8222;przynależysz&#8221;, bo możesz mieszkać poza Polską). Dajesz danemu państwu coś najcenniejszego na świecie. Dajesz nowego człowieka, który potem będzie decydował o losie innych. Zapewniasz innym miejsca pracy. Nie zapewniasz? A zobacz, cała edukacja, służba zdrowia, przemysł odzieżowy, produkcja zabawek i inne sektory gospodarki. Wszyscy, którzy tam pracują, mają na chleb tylko dlatego, że tobie zachciało się zgłupieć. Jesteś motorem, który napędza funkcjonowanie państwa. I powinno się ciebie, kurna, należycie docenić.</p>
<p style="text-align: justify;">Ci, którzy mają dzieci, wiedzą, jak cholernie trudno jest właściwie wychować dziecko. Tak, żeby wyrósł szlachetny egzemplarz, który nie tylko sam sobie poradzi, ale będzie po prostu dobrym człowiekiem. Wielu sobie z tym nie poradziło, prawda? To tylko dowodzi skali trudności. Rzuciłeś się, rodzicu, z motyką na słońce, podjąłeś czegoś, co może przerastać. I oddajesz więcej, niż ktoś mógłby przypuszczać &#8211; swoją decyzją o zadziecieniu inwestujesz w przyszłość całego narodu.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie umniejszaj swojej roli. Skąd wiesz, może wśród czytelników tego blogu jest ojciec lub matka przyszłego laureata nagrody Nobla? Ja ostrzegam, moje córki mają wszelkie predyspozycje, by zostać premierem i prezydentem, miejcie to na uwadze <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Może jesteś rodzicem przyszłego wynalazcy, kosmonauty, profesora lub kogoś, kto jak nikt na świecie potrafi piec pączki. Nasze dzieci będą pisać ustawy i stanowić prawo. To nasz wkład w rozwój świata.</p>
<p style="text-align: justify;">Poleciałam, co? Kury domowe, morale na baczność. Nawet nie wiecie, ile jesteście warte!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2012/02/kurzyzm-domowy-macierzynstwo-to-kariera.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>67</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ach te babcie, czyli rzecz o konflikcie pokoleń</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/ach-te-babcie-czyli-rzecz-o-konflikcie-pokolen.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/ach-te-babcie-czyli-rzecz-o-konflikcie-pokolen.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 Dec 2011 05:00:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[rodzic]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6868</guid>
		<description><![CDATA[Z pewną taką nieśmiałością sięgnęłam po ten temat, bo trudny on wielce i przypomina slalom z opaską na oczach po trawniku szczególnie często obleganym przez czworonożne ssaki merdające. Słowem łatwo wdepnąć. Tym niemniej jednak kiedyś poruszyć go trzeba. Powiedzmy tak: na dwoje babka wróżyła. Faktem jest, że babcie są niezastąpione i nieocenione. Kto siedzi z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Z pewną taką nieśmiałością sięgnęłam po ten temat, bo trudny on wielce i przypomina slalom z opaską na oczach po trawniku szczególnie często obleganym przez czworonożne ssaki merdające. Słowem łatwo wdepnąć. Tym niemniej jednak kiedyś poruszyć go trzeba.</p>
<p style="text-align: justify;">Powiedzmy tak: na dwoje babka wróżyła.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Faktem jest, że babcie są niezastąpione i nieocenione.</strong> Kto siedzi z naszym dzieckiem czasem i 10 godzin dziennie, kiedy my powiększamy PKB? Komu sprzedajemy juniora, kiedy chcemy wyskoczyć na Sylwestra, do kina czy na koncert? Kto pełni rolę głównego odprowadzacza i przyprowadzacza z przedszkola? Kto głównie kupuje potomkowi zabawki, a kiedy przyjeżdża, by się nim zająć, przywozi pyszne ciacho (nie chodzi o atrakcyjnego mężczyznę <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  )? Kto zajmuje się juniorem, kiedy ten zaniemoże i w żłobku lub przedszkolu odprawią go z kwitkiem? Babcia. Zadania babci można by wymieniać jeszcze długo. Babcia zajmie się wnuczkiem z miłością i nieba mu przychyli (co wnuczę zresztą skrzętnie wykorzysta), a znalezienie &#8222;babciopodobnej&#8221; opiekunki do dziecka jest przez rodzica interpretowane jako złapanie Pana Boga za nogi. Jeszcze żeby zechciała tak jak babcia za darmo robić&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">To jedna strona medalu. Druga to taka, że jak świat długi i szeroki, <strong>rodzice staczają nieustanne batalie z dziadkami</strong>, których koncepcja wychowawcza potrafi drastycznie odstawać od tego, co tymże rodzicom wydaje się priorytetem. Kiedy rodzic zabrania dawania słodyczy (bo młodemu potem na nocniku oczy wyłażą z orbit i to zupełnie bez efektu), babcia raczy go poinformować, że właśnie że dała, bo jak tu nie dawać, na miłość boską, ale potem zafundowała wnusiowi glicerynowy czopek i jest git. Kiedy rodzic zabrania czekolady ze względu na alergię, usłyszy, że owszem czekoladę potomstwo wrąbało i nic się nie dzieje, niech więc rodzic znormalnieje, bo już podawać można albo uczulenie ewidentnie nie od czekolady (faktu, że odczyn alergiczny często pojawia się z opóźnieniem, babcie konsekwentnie nie zauważają). Kiedy rodzic wyjaśnia, że niejadek, żeby zjeść, musi zwyczajnie zgłodnieć (jeszcze się nie zdarzyło, żeby osoba na progu śmierci głodowej nie spojrzała na kotlecik, a wrzeszczała o żelki), babcia lata za wnusiem z kanapeczką i wykorzystuje wszelkie możliwe techniki szpiegowskie, żeby zapodać mu choć gryz. Potrafi tak latać przez pół dnia. Babcie (i dziadkowie, nie bądźmy tacy) specjalizują się w postępowaniu dokładnie odwrotnym niż rodzice. Kiedy rodzic zabiera dziedzica od babci, gdzie ten wczasował się przez ostatnich kilka dni, musi mu z powrotem wpoić do łba odpowiedni kieracik, bo u dziadków reguły były zupełnie inne. Czyż to nie bywa irytujące?</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Co robić? Sposób jest tylko jeden. Rozmawiać.</strong> To mało komfortowa recepta, wiem. Tym trudniejsza do zastosowania, że <strong>babcie</strong> praktycznie zawsze <strong>kierują się wyłącznie dobrem wnusia</strong>, tylko to dobro interpretują zupełnie inaczej i tu jest problem.</p>
<p style="text-align: justify;">Często dzieje się tak, że babcie i dziadkowie nie mają świadomości, że postępują niewłaściwie. Swoje lata mają, w ich epoce, żeby zadzwonić, szło się na pocztę, bo rzadko kto miał telefon stacjonarny w domu, a dzieci wychowywało się zupełnie inaczej. Skąd mają wiedzieć, jak to się robi teraz, kiedy nie są na bieżąco? Nie mówiąc już o tym, że wymiana myśli na portalach rodzicielskich czy &#8211; ekhm &#8211; blogach to dla nich taki kosmos jak dla nas makutra (na miłość boską, w erze samopracujących mikserów!). Trzeba ich po prostu właściwie nakierować.</p>
<p style="text-align: justify;">Jestem zwolenniczką łopatologii stosowanej zamiast zostawiania subtelnych aluzji. Aluzję nie każdy wychwyci, różne mamy możliwości percepcyjne i same aluzje różne bywają. <strong>Jeśli rodzic czegoś od dziadków oczekuje, powinien im to wyłożyć wprost.</strong> <strong>I nie zakładać, że skoro on coś wie, to oni też powinni.</strong> Sporo konfliktów, zatargów i żalów bierze się ze zwykłego niedogadania. Nie umiemy ze sobą rozmawiać, niestety.  A <strong>dziadkowie też potrzebują wyraźnych wskazówek i chcieliby wiedzieć, na czym stoją.</strong> To jest też kwestia samego przekazu. Zamiast &#8222;jakby ci się chciało, to może weź go na spacer?&#8221; więcej zdziała &#8222;junior ma spacer o 11.00, tu masz przygotowane ubranko&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Najczęściej jest tak, że wystarczy określić się raz a dobrze. Jeśli robimy to w końcu po serii aluzyjnych westchnień, spojrzeń i kluczeń, to co zazwyczaj słyszymy? &#8222;Trzeba mi było to powiedzieć!&#8221;. No przecież mówiliśmy przez cały czas, czyż nie? Tylko w nieco innym języku. Raczej zakamuflowanym i nieczytelnym.</p>
<p style="text-align: justify;">Prawdziwy problem zaczyna się, kiedy dziadkowie konsekwentnie lekceważą rodzicielskie wskazówki. Pamiętajmy, praktycznie nigdy nie czynią tego ze złej woli. Chcą dobra dziecka, tylko uważają, że wiedzą lepiej. To są szczególnie bolesne i konfliktogenne sytuacje. My z naszym rodzicielstwem czujemy się wytrzaskani po japie, babcie czują się jak za inkwizycji. Pat. Co wtedy?</p>
<p style="text-align: justify;">Nie wiem, kurde, co wtedy. Stoję na stanowisku, że jeżeli chodzi o pierdołę, <strong>warto pójść na kompromis</strong>. Błogosławieni elastyczni, albowiem oni się nigdy nie złamią. To naprawdę nie jest zbrodnia, jeśli babcia da juniorowi do ręki parówkę lub pozwoli na oglądanie bajki dłużej, niż przewidują nasze standardy. Świat się nie zawali, a zyskać możemy wiele.</p>
<p style="text-align: justify;">Inaczej sprawa wygląda, kiedy w grę wchodzą zalecenia lekarskie, które nie są stosowane. Jeśli ze względu na alergię czegoś jeść nie wolno, to nie wolno i koniec dyskusji. Jeśli trzeba podać antybiotyk, to się to robi i kropka. Jeśli dzieciak jest gruby (plaga nadwagi u dzieci, ech&#8230;), to się mu słodyczy nie daje, choćby nie wiem jakiej perswazji słownej i czynnej używał. To dla jego dobra &#8211; uniknie w przyszłości cukrzycy, miażdżycy i innej -ycy. Jeśli jedna rozmowa nie pomoże (ale konkrety walimy, konkrety, a nie zdania w stylu &#8222;wiesz, te słodycze to tak trochę nie tego są&#8230;&#8221;), to trzeba rozmawiać do skutku. W ostateczności urządzić porządną rodzicielsko-dziadkową posiadówę i wyłuszczyć, czego rodzic sobie nie życzy.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Weźmy pod uwagę to, że my, rodzice, też nie jesteśmy nieomylni.</strong> W wielu przypadkach babcia może mieć i ma rację. Stoi za nią bagaż doświadczeń życiowych i nie możemy tego lekceważyć, a z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można powiedzieć, że kiedy jej dzieci były małe, miała o wiele trudniej niż my. I dała radę. <strong>Dlatego powinniśmy słuchać. I ciągle uczyć się słuchać.</strong> I mieć uszy i umysły otwarte.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Poza tym często zapominamy, że jesteśmy młodsi, a stosujemy wobec dziadków te same oczekiwania, jakie mamy od nas samych.</strong> Babci może być najzwyczajniej w świecie ciężko iść na spacer, bo np. bolą ją stawy. Sił ma też mniej i nie będzie z dziedzicem zapierniczać po parku, żeby go przeczołgać. Nie te lata. Nasze wózki też najczęściej nie są lekkie jak piórko, czyż nie? A czasem trzeba taki znieść i wnieść. Dlatego, jeśli babcia nie zrobiła czegoś, o co ją prosiliśmy, to zamiast wytaczać armaty, trzeba najpierw zastanowić się, co było tego przyczyną. <strong>Wyrozumiałość</strong>. Otóż to.</p>
<p style="text-align: justify;">Na koniec (dżizas, ale nota!) sytuacja, w której uczestniczyłam zupełnie niedawno. Robię swoje zleconko, a wokół mnie kręci się krnąbrny dwulatek. W piętnastu miejscach jednocześnie jest, normalnie torpeda. Obok siedzi jego babcia. I ta babcia mówi, że wnuk jest z nią praktycznie 24 godziny na dobę. Odkąd skończył miesiąc. Ojciec non stop wyjeżdża i właściwie go nie ma. Matki też często nie ma. Młody miał chodzić do żłobka &#8211; był trzy dni, bo się rozchorował i więcej tam nie poszedł. Babcia żywi, ubiera, zaprowadza do lekarza, wychowuje. I mówi mi ta babcia, że, kurde, kocha tego wnusia, ale jest już cholernie zmęczona. I już nie chce się nim zajmować. W sumie jej się nie dziwię. No i wtedy drzwi się otwierają i wchodzi ojciec. Pobył może dziesięć minut i na odchodnym rzucił:</p>
<p style="text-align: justify;">- Ależ ty dajesz sobie wchodzić na głowę&#8230; &#8211; i już go nie było.</p>
<p style="text-align: justify;">Ból. Nie mówiąc już o tym, że to babcia zapłaciła mi za zlecenie, bo osoba, z którą się umawiałam, nie zostawiła jej pieniędzy. Kurtyna.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/ach-te-babcie-czyli-rzecz-o-konflikcie-pokolen.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>55</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kara? Jestem na tak.</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/kara-jestem-na-tak.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/kara-jestem-na-tak.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Dec 2011 07:56:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[rodzic]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6858</guid>
		<description><![CDATA[Jak to jest z karaniem dziecka? Czy między bezstresowym wychowaniem a sadyzmem przebiega jedynie cienka czerwona linia? Ech&#8230; Czasami sobie myślę, że rodzic ze mnie jak z koziej dupy trąba i ogólnie odnośnie bycia matką wiem, że nic nie wiem, ale w konkretnych sytuacjach zaświeca mi się w mózgu odpowiednia lampka, która sprawia, że postępuję [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Jak to jest z karaniem dziecka? Czy między bezstresowym wychowaniem a sadyzmem przebiega jedynie cienka czerwona linia? Ech&#8230; Czasami sobie myślę, że rodzic ze mnie jak z koziej dupy trąba i ogólnie odnośnie bycia matką wiem, że nic nie wiem, ale w konkretnych sytuacjach zaświeca mi się w mózgu odpowiednia lampka, która sprawia, że postępuję tak a nie inaczej. Można to nazwać matczyną intuicją, szóstym zmysłem (ha, ha), uwarunkowaniem biologicznym czy jeszcze inaczej. Grunt, że są chwile, kiedy właściwie jestem pewna, że powinnam zrobić to, co akurat robię. Chodzi o karę.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak, jestem pewna, że <strong>kara jest czynnikiem pożądanym w procesie wychowania</strong>. Kara jest OK. Cały wic polega jednak na tym, że trzeba tę karę umiejętnie zapodać, żeby odniosła oczekiwany skutek. Musi być dostosowana do sytuacji zarówno rangą, jak i związkiem, hmm, merytorycznym, bo nie wiem, jak to inaczej określić.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Co nam daje kara</strong>? Nam to jeszcze pikuś, wiadomo, co daje, ale <strong>co kara daje dziecku</strong>? Zastanówmy się najpierw, <strong>co to właściwie jest kara</strong>.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Kara to dla mnie jest konsekwencja przekroczenia granicy, która przekraczana być nie powinna</strong>. Kara jest nieprzyjemna i taka ma być. Nikt nie lubi być karany. Stanowi niemiłą wskazówkę, że nie powinno się robić tego, co się właśnie zrobiło. <strong>Kto wyznacza granice?</strong> Trochę życie i prawa fizyki czy przyrody (upierdliwe wtykanie psu palca do oka może zaskutkować ugryzieniem i to ugryzienie należy potraktować jako karę), ale <strong>w głównej mierze my, rodzice</strong>. Taka jest stety lub niestety nasza życiowa rola. Mamy wytyczać trasę i informować o tym, co się dzieje za boczną barierką.</p>
<p style="text-align: justify;">Przede wszystkim musimy wiedzieć, że pomimo pewnego bagażu genetycznego, z którym młodzież przychodzi na świat i który określa na starcie charakter młodocianego (świetnie to widać na przykładzie bliźniąt, wierzcie mi, moje panienki OD POCZĄTKU były kompletnie różne jeśli chodzi o charaktery), osobowość dziecka stanowi coś w rodzaju tabula rasa. Do pewnych reakcji jest ono oczywiście predestynowane z racji genów właśnie, ale <strong>normy moralne i społeczne musimy mu wpoić sami</strong>, nie ma bata. Na tym właśnie polega to cholerne wychowanie. Z bryły, która ma takie a nie inne właściwości na starcie, musimy wyrzeźbić postać. Jak sobie wyrzeźbisz, taki efekt otrzymasz. Innymi słowy dziecko nie wie, że coś jest niewłaściwe, jeśli my mu tego nie uświadomimy. Widać to na każdym poziomie, od sięgania po noże leżące na stole, po pranie kolegów w piaskownicy. Jeśli więc zdarzy się dziecku przekroczyć wyznaczoną przez nas granicę, to kara stanowi informację o tym fakcie i wskazówkę na przyszłość, że lepiej tego nie powtarzać.</p>
<p style="text-align: justify;">Kara zatem wytycza granice, a <strong>czytelne granice dają poczucie bezpieczeństwa</strong>. Każdy lubi czuć mocny grunt pod nogami i skupiać się na ważniejszych sprawach niż nieustanne badanie podłoża. Zasady gry są jasne, gramy więc dalej. Co więcej, <strong>kara chroni</strong>. Jeśli dziecko przyjdzie do ciebie, żeby pochwalić się pięknym i wielkim nożem, który właśnie wzięło ze stołu, i spotka je za to nieprzyjemna reprymenda, to otrzymuje ono przekaz, że branie noża ze stołu jest złe. Jeśli konsekwentnie dostarczamy mu ten komunikat, za którymś razem zaskoczy, że nie jest dobrze bawić się nożem. Ochroniliśmy je za pomocą kary, czyli nieprzyjemnego bodźca pojawiającego się bezpośrednio po danym zdarzeniu. To samo dotyczy nagłego wybiegania na ulicę, bicia kolegów, skakania na główkę do płytkiej wody itp. Dziecko nie uświadamia sobie konsekwencji pewnych czynów. Do mniej więcej trzeciego roku życia nie rozumie zależności między czynem a skutkiem tego czynu. To my musimy mu te treści przekazać, żeby ochronić je przed sytuacjami zagrażającymi jego życiu.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Z karą trzeba jednak bardzo uważać. Żeby była właściwa i skuteczna, musi spełniać kilka czynników</strong>.</p>
<ol>
<li style="text-align: justify;"><strong>Musi być adekwatna do czynu</strong>. Jeśli podopieczny porządnie skopie młodszego kolegę, aż temu krew pójdzie z nosa, to uwaga w stylu &#8222;ojej, Tomeczku, a fe&#8221; uczyniona słodkim głosem pełnym miłości jest po prostu do dupy. Odwrotnie też to zachodzi. Pierdoła nie może być karana srogo.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Musi następować bezpośrednio po zdarzeniu.</strong> Jeśli np. młody wysmarował wszystkie ściany w mieszkaniu kremem dotyłecznym młodszego braciszka, a my zwracamy mu uwagę po dwóch dniach, to umówmy się, że jest to strzał kulą w płot. Z dzieckiem jak z psem. Poważnie. Pies, żeby utrwaliło mu się, że nie wolno łapać za nogawkę sąsiada, musi zostać skarcony natychmiast.  Po pewnym czasie najzwyczajniej NIE PAMIĘTA, że coś zaszło i &#8211; co najważniejsze &#8211; nie łączy przykrych konsekwencji z konkretnym zdarzeniem. Inaczej mówiąc, jeśli ukarzemy dziecko za późno, to ono nie będzie wiedzieć za co.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Musi w ogóle zaistnieć</strong>. Straszenie karą to nie kara. Pisałam o tym przy okazji notki o sprzątaniu zabawek. Groźba, że wypierniczymy wszystko, co leży na ziemi, do kontenera, za trzecim razem nie działa.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Kara musi być konsekwentna</strong>. Niedopuszczalne jest to, że raz czegoś dziecku nie wolno, innym razem wolno, ale tylko trochę. To dezinformuje i młody zwyczajnie nie wie, co jest grane. Może w końcu to robić czy nie może?</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Rodzice nie mogą ze sobą rywalizować</strong>. Muszą zajmować wspólne stanowisko. Jeśli mama nie pozwala, a tata owszem, albo odwrotnie, to o kant dupy rozbić takie wychowanie.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Musi jej towarzyszyć tłumaczenie, dlaczego robimy to, co robimy</strong>. My, oprócz wyprowadzenia Jadźki do drugiego pokoju na &#8222;przeczekanie&#8221;, mówimy, że nie wolno kopać młodszej siostry, bo ją to boli i można jej zrobić krzywdę. Pierworodna otrzymuje informację, że źle jest używać odnóży jako narzędzia represji i wie, dlaczego jest to złe. I o to chodzi. Nie ma komunikatu &#8222;nie, bo nie&#8221;.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Kara musi się jakoś wiązać ze zdarzeniem.</strong> Jeśli dziedzic zabiera w piaskownicy zabawki innym dzieciom, a my mu na to, że w takim razie za tydzień nie pójdziemy do ZOO, to wiecie&#8230; Taką karę dziedzic będzie miał głęboko w zadzie, po pierwsze dlatego że nie ogarnia, co to jest &#8222;za tydzień&#8221;, a po drugie, co to ma wspólnego z piaskownicą? Zabierz go z placu zabaw &#8211; to zaboli.</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Kara nie może istnieć bez nagrody</strong>. To jest niezwykle ważna sprawa. Powinna istnieć równowaga między wzmocnieniem pozytywnym a negatywnym. Jeśli karzemy za przewinienia, to mamy cieszyć się z sukcesów i postępów. Kara bez nagród niszczy i wprowadza frustrację, nagroda bez kar dezinformuje (wszystko mi wolno, jestem świetny).</li>
<li style="text-align: justify;"><strong>Nie stosujemy rękoczynów.</strong> Jest mnóstwo metod karania, nie musi to oznaczać dania w tyłek. W przedszkolu mojego dziecka, kiedy Jadźka nabroi (np. zleje koleżankę, co jej się niestety czasem zdarza), idzie na krótki czas do kąta. Tylko tyle. Działa rewelacyjnie. Jeszcze niedawno biłam moje dziecko i również o tym pisałam. Konkretnie, że to nic nie daje. Małżon nigdy pierworodnej nie uderzył, stosował inne metody karania i otrzymywał te same efekty. <strong>Bicie jest złe</strong>, można inaczej, naprawdę.</li>
</ol>
<div style="text-align: justify;">Tylko tyle i aż tyle. Jestem skłonna postawić tezę, że umiejętne balansowanie między nagrodą a karą stanowi jeden z fundamentów procesu wychowania i jest to jedno z najtrudniejszych zadań, jakie przed nami stoi. Oczywiście mogę się mylić. Czas pokaże.</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/kara-jestem-na-tak.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>38</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co zrobić, żeby dziecko posprzątało zabawki? Top lista sposobów&#8230;</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/co-zrobic-zeby-dziecko-posprzatalo-zabawki-top-lista-sposobow.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/co-zrobic-zeby-dziecko-posprzatalo-zabawki-top-lista-sposobow.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Dec 2011 13:10:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie]]></category>
		<category><![CDATA[zabawki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6855</guid>
		<description><![CDATA[&#8230; kompletnie nieskutecznych. To notka dla tych, którzy do perfekcji doprowadzili selekcję klocków Duplo od nie-Duplo. Którzy wiedzą, jak schylać się, by zebrać z podłogi trzy misie na raz. Którzy z wprawą godną szacunku prowadzą na sznurku cztery ciężarówki i traktor. Którzy bez problemu oddzielają od siebie różne rodzaje puzzli bez patrzenia na obrazki. Robią [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">&#8230; kompletnie nieskutecznych. To notka dla tych, którzy do perfekcji doprowadzili selekcję klocków Duplo od nie-Duplo. Którzy wiedzą, jak schylać się, by zebrać z podłogi trzy misie na raz. Którzy z wprawą godną szacunku prowadzą na sznurku cztery ciężarówki i traktor. Którzy bez problemu oddzielają od siebie różne rodzaje puzzli bez patrzenia na obrazki. Robią to dwadzieścia minut dziennie codziennie. Dobra, dwadzieścia razy cztery.</p>
<p style="text-align: justify;">Witajcie w klubie. Jesteśmy w tym świetni, co nie? Na dodatek wypróbowaliśmy rozmaite sposoby, które nie dały żadnych rezultatów. Dziś o tych sposobach właśnie. Top lista nietrafionych metod wychowawczych. Czyli nie próbujcie tego w domu.</p>
<p style="text-align: justify;">1.  <strong>Jeśli nie posprzątasz, nie będzie bajeczki.</strong> Nie działa z prostego powodu &#8211; bajeczka i tak będzie. Prędzej czy później, ale będzie. Jesteśmy za miękcy i ulegamy. Po pewnej dawce decybeli każdy ulega. A poza tym chcemy oglądnąć <em>Wiadomości</em>, niech więc ma tę bajeczkę i z głowy. Autorytety pedagogiczne mówią, że kara musi jakoś wiązać się z winą (co ma bajeczka do sprzątania?). My tego nie wiemy, co oczywiście, dodatkowo zmniejsza nasze szanse na sukces.</p>
<p style="text-align: justify;">2. <strong>Jeśli nie posprzątasz, wypierniczę wszystko, co leży na ziemi</strong>. Powiedzmy sobie szczerze, za trzecim razem już nie działa. Nie wywalamy zabawek naprawdę (jak mamy wypieprzyć coś, na co wydaliśmy tyle kasy, a poza tym jak to robimy, będziemy musieli kupić następne) i potomek otrzymuje jasny przekaz, że jesteśmy jedynie mocni w gębie.</p>
<p style="text-align: justify;">3. <strong>Jeśli nie posprzątasz, nie pójdziemy na dwór</strong>. To żadna kara. W domu można się bawić równie fajnie i po którymś razie z kolei wreszcie to donas dociera.</p>
<p style="text-align: justify;">4. <strong>Pomogę ci posprzątać, trochę ty, trochę ja</strong>. Wygląda OK, rzecz jednak w tym, że proporcje tego &#8222;trochę&#8221; rozdzielone są złodziejsko nierówno. Na naszą niekorzyść.</p>
<p style="text-align: justify;">5. <strong>Zobacz, jak siostrzyczka/braciszek ładnie sprząta, ty też spróbuj</strong>. Jak siostrzyczka/braciszek jest skończonym frajerem, to niech sprząta, zostanie mniej dla starszego. Może u kogoś to się sprawdza, ale ja jakoś nie zauważyłam, bo rodzeństwo wypływało motywująco, jeśli chodzi o składanie zabawek. Co innego z włażeniem na meble czy ładowaniem się do psiego legowiska.</p>
<p style="text-align: justify;">6. <strong>Jak posprzątasz zabawki, dostaniesz X złotych</strong>. Osobiście nie stosujemy i jesteśmy zdecydowanie przeciwni, ale są tacy, co odnośnie tej metody przechodzą od słów do czynów. Podobno działa niezawodnie, ale to miecz obosieczny. Można dojść do etapu, kiedy zanim cokolwiek zlecisz młodzieży, najpierw musisz wynegocjować stawkę. Przy propozycji wykonania czegoś gratis potomek zabije cię śmiechem. Po za tym otrzymuje komunikat, że życiu liczy się tylko kasa, kupić można wszystkich, to tylko kwestia zasobności portfela.</p>
<p style="text-align: justify;">Czyli tak: sukcesami pochwalić się póki co nie możemy. Możemy za to zmniejszyć skalę porażki. Puzzle w sklepie omijamy szerokim łukiem i ustanawiamy stanowczy zakaz dla przynoszenia wyżej wymienionych jako prezentu. Zabawki kupujemy w rozmiarach XL &#8211; cztery duże misie zajmują tyle samo miejsca na podłodze co piętnaście malutkich, a łatwiej delikwentów posprzątać. Zabawki typu bierki czy domino traktujemy jako zakamuflowaną opcję szatańską. Apage. Co wieczór obiecujemy sobie, że to był już ostatni raz, że ostatni raz sprzątamy te cholerne zabawki i jutro dokonamy komisyjnego umieszczenia wszystkich lokatorów półek w najbliższym kontenerze &#8211; w snuciu odpowiednich scenariuszy wydarzeń jesteśmy naprawdę świetni. Oczywiście z samego rana zabawa zaczyna się od początku.</p>
<p style="text-align: justify;">Jesteśmy beznadziejni? Nigdy w życiu! Po prostu niektórzy nieco dłużej opracowują strategię działania. Uda nam się prędzej czy później. W najgorszym przypadku zmodyfikujemy po prostu nieco definicję porządku <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/co-zrobic-zeby-dziecko-posprzatalo-zabawki-top-lista-sposobow.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>19</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nasze dzieci w sieci</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/nasze-dzieci-w-sieci.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/nasze-dzieci-w-sieci.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Dec 2011 05:00:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podpatrzone, przeczytane]]></category>
		<category><![CDATA[rodzic]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6757</guid>
		<description><![CDATA[No to się tytułem nie popisałam. Zerżnęłam. Zerżłam. Tytuł jednak dokładnie oddaje to, o czym chciałam zapodać, nie będę się więc specjalnie doktoryzować. Przeczytałam sobie mianowicie jeden ciekawy wpis na antyweb.pl (po oryginał &#8211;&#62;klik) i nagle do mnie dotarło, że nasze dzieci żyją w kompletnie innej rzeczywistości niż my, dinozaury. My pamiętamy czarno-białe telewizory i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">No to się tytułem nie popisałam. Zerżnęłam. Zerżłam. Tytuł jednak dokładnie oddaje to, o czym chciałam zapodać, nie będę się więc specjalnie doktoryzować. Przeczytałam sobie mianowicie jeden ciekawy wpis na <em>antyweb.pl</em> (po oryginał &#8211;&gt;<a href="http://antyweb.pl/internet-bezpieczny-dla-dzieci-czy-to-mozliwe-unia-europejska-mowi-ze-tak-i-powoluje-super-koalicje/" target="_blank">klik</a>) i nagle do mnie dotarło, że nasze dzieci żyją w kompletnie innej rzeczywistości niż my, dinozaury. My pamiętamy czarno-białe telewizory i magnetofony na kasety (ba, na szpule!). Nasze dzieci nie wiedzą, co to jest kabel telefoniczny, kaset nie widziały na oczy, telewizję mają w smartfonach, a internet to dla nich chleb powszedni. Dla nas komputery (na początku Atari i Commodore czy jakieś tam inne ZX Spectrum) były osiągnięciem cywilizacyjnym, wyznacznikiem przynależności do lepszej klasy. Lepszość potwierdzał także duży fiat czy polonez, ale nie o tym, nie o tym. Dziś rzadko kto nie ma komórki, a komputer jest w każdym domu mniej więcej tak jak pralka czy lodówka.</p>
<p style="text-align: justify;">No i te nasze dzieci od samego początku żyją w dwóch światach jednocześnie. W świecie rzeczywistym (czyli tzw. realu, ale ja szczerze nienawidzę słowa &#8222;real&#8221;) oraz w wirtualnym. Powiedzmy, że tego problemu jeszcze nie mam, bo póki co pierworodna ogranicza się do kolorowanek w sieci, ale prędzej czy później stanie przede mną obowiązek odpowiedniego pokierowania dzieckiem w wirtualnej przestrzeni. Nie da się od tego uciec, nie da się problemu ominąć. Tak jest i będzie.</p>
<p style="text-align: justify;">Pomyślałam sobie, że mamy cholernie trudne zadanie i na dodatek jesteśmy pierwszym pokoleniem testującym na sobie rozmaite podejścia do problemu <strong>dzieci w sieci</strong>. Nikt nam nie może podpowiedzieć, jak postępować właściwie, bo dla naszych rodziców problem jest kompletnie abstrakcyjny. Przykładu z nich brać nie możemy. Część z nich nie ma nawet konta w banku, co dopiero wymagać od nich orientacji w bajerach technologicznych.</p>
<p style="text-align: justify;">My zetknęliśmy się po raz pierwszy z internetem, kiedy byliśmy już pełnoletni lub coś koło tego. Nasze dzieci obcują z nim od urodzenia. Od wczesnej podstawówki będą komunikować się przez Gadu-Gadu i inne Tleny. Będą podsyłać sobie filmiki z YouTube. Kumacie? Już jako smarkacze zetkną się z tym,  z czym my zetknęliśmy się jako wyrośnięte byczki. Co to oznacza? Że będą emocjonalnie o wiele mniej przygotowane na meandry świata www niż my, a przez to o wiele bardziej narażone na rozmaite ataki.</p>
<p style="text-align: justify;">Szczerze? Przeraża mnie brzemię odpowiedzialności, które na nas spoczywa. Na mnie konkretnie, mówię za siebie. <strong>Stajemy przed koniecznością takiego wychowania dzieci, żeby umiały odkryć dobre strony internetu i nie zbaczały w kierunku złych.</strong> Musimy je nauczyć, jak wyszukiwać informacje i chronić przed niebezpieczeństwami z tym wyszukiwaniem związanymi. Nie ogarniam, naprawdę.</p>
<p style="text-align: justify;">Blog <em>antyweb.pl</em> traktuje o internecie i nowych technologiach, dlatego w notce, która mnie zainspirowała, autor skupił się na projekcie zabezpieczeń systemowych, które przygotowuje Unia Europejska (przynajmniej propozycję tych zabezpieczeń), ja odleciałam w nieco innym kierunku. Jest jednak tamzdanie, pod którym mogę się podpisać:</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">To, co oglądają najmłodsi w sieci i jak z niej korzystają, w dużej mierze, moim zdaniem, zależy od wychowania. Bez tego aspektu nawet najlepsze narzędzia nic nie pomogą.</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Amen. Tylko jakoś mi, kurde, nie ulżyło&#8230; <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/nasze-dzieci-w-sieci.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Talent dziecka szlifować mądrze, czyli trochę o castingach</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/talent-dziecka-szlifowac-madrze-czyli-troche-o-castingach.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/talent-dziecka-szlifowac-madrze-czyli-troche-o-castingach.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Dec 2011 05:21:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podpatrzone, przeczytane]]></category>
		<category><![CDATA[rodzic]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6708</guid>
		<description><![CDATA[Czasem zdarzy nam się zoczyć taki oto mniej więcej nius: Adaś (Jacuś, Krzyś, wsio rawno), genialne dziecko, od piątego roku życia występuje przed publicznością i gra na pianinie. Zosia to samo, gra na flecie. Kamil już trzy razy startował w Mam talent (tańczy). Rodzice są z nich dumni i nie przepuszczą żadnej okazji, by pochwalić [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Czasem zdarzy nam się zoczyć taki oto mniej więcej nius: Adaś (Jacuś, Krzyś, wsio rawno), genialne dziecko, od piątego roku życia występuje przed publicznością i gra na pianinie. Zosia to samo, gra na flecie. Kamil już trzy razy startował w <em>Mam talent</em> (tańczy). Rodzice są z nich dumni i nie przepuszczą żadnej okazji, by pochwalić się talentem potomka.</p>
<p style="text-align: justify;">Przykłady oczywiście fikcyjne, ale nie uwierzę, że każdy z was choć raz w życiu nie zetknął się z dzieckiem genialnym. Czy to w rodzinie, czy wśród sąsiadów, czy może w gronie znajomych. Zawsze (dobra, nie zawsze, ale często) znajdzie się taki okaz, który od lat najmłodszych spotyka się z taką czy inną formą sławy. Pal licho, jeśli sława zatacza dość wąskie kręgi, a do grona fanów (albo po prostu widzów) zaliczamy najbliższych. Inaczej rzecz się kształtuje, kiedy dzieciak niemalże od kołyski bierze udział w rozmaitych castingach wyławiających nieoszlifowane diamenty.</p>
<p style="text-align: justify;">I teraz dwie opcje. Załóżmy, że wybitny talent faktycznie ma. Udział w castingu może teoretycznie być początkiem wielkiej kariery. Wszyscy genialni skrzypkowie, pianiści, śpiewacy itp. zaczynali, niemalże gdy jeszcze robili w pieluchy, nie ma się co łudzić. Ktoś ich zdolności odkrył, a dalszą pracą umiejętnie pokierował, co w rezultacie pozwoliło młodemu człowiekowi wdrapać się na szczyt. W dorosłym życiu genialny śpiewak czy muzyk ma kalendarz ustalony na dwa lata wprzód, zwiedził pół świata i kasy ma jak lodu.</p>
<p style="text-align: justify;">Opcja druga &#8211; załóżmy, że talentu nie ma, a o niesłychanych zdolnościach potomka przekonani są wyłącznie jego rodzice. Ta ewentualność jest o wiele gorsza. Jeśli się uda, odpowiedni PR jest w stanie zrobić wiele i kto wie, czy w rezultacie nie byłaby z tego jakaś kariera. Jeśli się nie uda, dziecko jest wystawiane raz po raz na szereg krytycznych ocen, przekazywanych niejednokrotnie tak, żeby to jak najbardziej bolało, bo przecież przeprowadzona przed kamerami profesjonalna &#8211; pardon &#8211; &#8222;zjeba&#8221; jest niesamowicie medialna.</p>
<p style="text-align: justify;">To co? Nie szlifować talentów? Ależ! Szlifować oczywiście, po to zostaliśmy obdarzeni tym i owym, żeby coś dobrego z tego wynikło. Trzeba jednak pamiętać, że na sukces składa się 5% talentu, 94% ciężkiej pracy i 1% zwyczajnego szczęścia. A ciężka praca zawsze odbywa się jakimś kosztem. I niezwykle często kosztem dzieciństwa.</p>
<p style="text-align: justify;">Jestem wierną fanką programu <em>Mam talent</em> (tak, w tym miejscu można się zadziwić, że taka wiocha mnie interesuje) i niejednokrotnie mogłam oglądać występujące na scenie dzieci, często zupełnie małe kajtki. Dla niektórych z nich z pewnością nie był to pierwszy taki casting, nie będzie też ostatni. I myślę sobie czasem, co one właściwie czują. Stają przed wielką publiką, która z nich rży, wysłuchują komentarzy jury, że jeszcze nie czas, że fałszują, albo że w ogóle są beznadziejne, a przecież tyle czasu w tygodniu poświęcają na śpiewanie, więc jak to. Zastanawiam się, co to robi psychice tych dzieci. Bo że nie spływa jak po gęsi woda, tego jestem pewna. Powstaje pytanie, czy to wszystko jest tego warte.</p>
<p style="text-align: justify;">Zdumiał i właściwie zasmucił mnie przypadek dziewczynki, która wygrała poprzednią edycję programu. Jeszcze na etapie tych pierwszych castingów zapytano ją &#8211; ponieważ rewelacyjnie zaśpiewała &#8211; co zrobi z pieniędzmi, jeśli wygra 300 tysięcy. I dziewczyna (lat bodajże 11) bez namysłu odpowiedziała, że pieniądze przekaże rodzicom, którzy będą mogli wreszcie wybudować wymarzony dom. Fajnie, tylko że wiecie co? Jakoś nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że starzy wystawili dziewczynę do programu, żeby im tę kasę zarobiła. Tylko po to. Kura znosząca złote jajka.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy myślę o szlifowaniu talentów, przypomina mi się program o Elizabeth Tylor, który kiedyś widziałam w telewizorni. Aktorka otwarcie w nim przyznawała, że od małego swojej woli była tresowana przez własną matkę i przygotowywana do zawodu aktorki. Ciągle gdzieś występowała. Cóż, dało to efekt, bo dwa Oscary piechotą nie chodzą (a może ich więcej było?), ale jednocześnie aktorka całe dorosłe życie zmagała się z alkoholizmem, uzależnieniem od narkotyków, a jej życie małżeńskiego (trochę tych żyć było) nie można było określić inaczej jak ruina. I znów pytanie, czy było warto.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie mam nic przeciwko temu, żeby dzieci występowały w filmach, konkursach czy reklamach. Dlaczego nie? Wszystko jest dla ludzi. Warunek jest jeden &#8211; jeśli one same na tym nie tracą w sensie psychicznym i emocjonalnym. Bo strat częstokroć nie da się niczym wynagrodzić.</p>
<p style="text-align: justify;">Na koniec filmik. Trzy panienki na konkursie tanecznym. Ile mają lat, waszym zdaniem? Właśnie&#8230; Klasyczny przypadek rozjechania się formy z treścią.</p>
<p style="text-align: center;"><object width="480" height="360" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/mPFKPdYQcW4?version=3&amp;hl=pl_PL" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed width="480" height="360" type="application/x-shockwave-flash" src="http://www.youtube.com/v/mPFKPdYQcW4?version=3&amp;hl=pl_PL" allowFullScreen="true" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" /></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/talent-dziecka-szlifowac-madrze-czyli-troche-o-castingach.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Złe matki</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/zle-matki.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/zle-matki.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 04 Dec 2011 05:00:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[rodzic]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6692</guid>
		<description><![CDATA[Matek złych jest wbrew pozorom zaskakująco dużo. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że nie istnieją matki dobre. W sensie dobre dla wszystkich. W sensie jeszcze ściślejszym dobre w opinii wszystkich. Inaczej mówiąc, możecie stawać na uszach, szlifować dar telepatii tak, że droga do finału Mam talent to tylko kwestia czasu, myśleć tylko o tym, żeby w rankingu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Matek złych</strong> jest wbrew pozorom zaskakująco dużo. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że nie istnieją <strong>matki dobre</strong>. W sensie dobre dla wszystkich. W sensie jeszcze ściślejszym dobre w opinii wszystkich. Inaczej mówiąc, możecie stawać na uszach, szlifować dar telepatii tak, że droga do finału <em>Mam talent</em> to tylko kwestia czasu, myśleć tylko o tym, żeby w rankingu superrodziców być w najgorszym wypadku na najniższym stopniu podium, a i tak zawsze znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że nie rokujecie i jesteście be.  Przy czym <strong>kompletnie nie ma znaczenia, co robicie.</strong> <strong>Ważne, że nie robicie tego INACZEJ</strong>. Na czym to polega? Voila!</p>
<p style="text-align: justify;"><em>1. Po macierzyńskim wracasz do pracy</em> &#8211; zamiast siedzieć na tyłku i wychowywać dzieciaka, ty się uganiasz za kasą. Jesteś zimna jak podbiegunowy lód i zobaczysz, wychowasz emocjonalnego kalekę.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>2. macierzyńskim decydujesz się na wychowawczy</em> &#8211; znalazłabyś sobie jakąś robotę, a nie tylko opierdzielasz się całymi dniami. Społeczeństwo płaci na ciebie podatki a mąż zarabia na twoje zachcianki.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>3. Przez dwa lata karmisz dziecko piersią</em> &#8211; wariatka! To wbrew naturze! To mniej więcej tak, jakbyś przystawiała do piersi maturzystę.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>4. Nie karmisz piersią lub karmisz krótko</em> &#8211; nie zdziw się, jeśli twoje dziecko będzie miało niższy niż koledzy iloraz inteligencji, będzie chorowite, a w ogóle to ma w życiu przerąbane i to przez kogo? Przez ciebie właśnie, a co.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>5. Walczyłaś o karmienie piersią, ale się nie udało</em> &#8211; ludzie to sobie komplikują życie. Trzeba było od razu zapodać butlę i spać spokojnie.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>6. Walczyłaś o karmienie piersią, ale się nie udało</em> &#8211; starałaś się za mało. Gdyby NAPRAWDĘ ci zależało, to dopiełabyś swego, bo chcieć, to móc.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>7. Miałaś cesarkę</em> &#8211; co ty, k&#8230;, wiesz o rodzeniu?</p>
<p style="text-align: justify;"><em>8. Nie miałaś cesarki</em> &#8211; naraziłaś dzieciaka na niedotlenienie i urazy, a sama przeszłaś wielogodzinną męczarnię. I po co ci to było?</p>
<p style="text-align: justify;"><em>9. Ubierasz dziecko na cebulkę</em> &#8211; najwidoczniej nie masz pojęcia (a powinnaś jako matka!), że najczęstszą przyczyną chorób jest przegrzanie.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>10. Ubierasz dziecko lekko</em> &#8211; najwyraźniej zaszkodziła ci Irlandia.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>11. Rozszerzasz dietę w 5. miesiącu życia</em> &#8211; robisz wszystko, żeby twoje dziecko nabawiło się AZS, astmy, galopującej alergii na wszystko, co się je, a jeśli na dodatek nie karmisz piersią, to patrz punkt 6.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>12. Rozszerzasz dietę znacznie później</em> &#8211; na miłość boską, to człowiek, odżywiaj go po ludzku!</p>
<p style="text-align: justify;"><em>13. Posłałaś dziecko do żłobka</em> &#8211; patrz punkt 1.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>14. Nie posłałaś dziecka do żłobka</em> &#8211; tak, żeruj na babciach, żeruj, pasożycie społeczny. Wersja druga: zamiast narzekać na to, że cienko z kasą, rusz tyłek i idź do roboty.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>15. Realizujesz swoje pasje, zawsze znajdziesz trochę czasu na hobby</em> &#8211; olewasz swoje dziecko i nie poświęcasz mu odpowiedniej ilości czasu. Zobaczysz, to się na tobie zemści.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>16. Zrezygnowałaś z realizacji pasji, bo chcesz poświęcić więcej czasu dziecku</em> &#8211; macierzyństwo wyprało ci mózg, jesteś tylko prozaiczną kurą domową, tylko patrzeć, jak zaczniesz do ludzi wychodzić w rozciągniętym dresie.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>17. Dajesz dziecku słodycze</em> &#8211; chyba ocipiałaś. W wieku sześciu miesięcy będzie musiało nosić sztuczną szczękę.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>18. Nie dajesz słodyczy</em> &#8211; odmawiasz dziecku nawet tej odrobiny przyjemności, jesteś wredna i w ten sposób z pewnością maskujesz jakieś swoje kompleksy.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>19. Stosujesz przy karmieniu metodę BLW</em> &#8211; ulegasz jakieś durnej, nowoczesnej fanaberii i najpewniej nudzi ci się w życiu, skoro lubisz tyle sprzątać.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>20. Nie stosujesz metody BLW</em> &#8211; twoje dziecko do podstawówki nie nauczy się trzymać łyżki czy widelca, a być może gimnazjalistę będziesz musiał karmić metodą &#8222;za mamusię, za tatusia&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Można tak w nieskończoność. Ogólnie rzecz biorąc nie tak ubierasz, nie tak żywisz, nie tak wychowujesz, nie tak kształcisz. Gdybyś była dobrą matką, robiłabyś to tak i tak (w domyśle: tak jak MY to robimy, lub nasi znajomi), ale najwyraźniej nie jesteś, bo nie robisz.</p>
<p style="text-align: justify;">Co robić? Jeśli chcesz przeżyć, olewaj. Jeszcze się taki nie narodził, który by wszystkim dogodził. I pamiętaj, niezależnie od tego, co zrobisz, zawsze w czyichś oczach zrobisz to źle. Dlatego, cytując Młynarskiego, róbmy swoje.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/zle-matki.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>53</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rywalizacja między rodzeństwem</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/rywalizacja-miedzy-rodzenstwem.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/rywalizacja-miedzy-rodzenstwem.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Nov 2011 07:39:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[rodzic]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6649</guid>
		<description><![CDATA[Wracam tak sobie raz po raz myślami (tak, pewne impulsy elektromagnetyczne pod moją czaszką można ostrożnie określić tym mianem) do notki o chwaleniu (tudzież o jego braku) i uświadamiam sobie, że nie poświęciłam uwagi punktowi ostatniemu. Ten wypadek przy pracy niniejszym nadrabiam. Punkt ostatni głosił, że chwalenie &#8211; cytuję &#8211; &#8222;wprowadza rywalizację między rodzeństwo&#8222;. Dziś [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Wracam tak sobie raz po raz myślami (tak, pewne impulsy elektromagnetyczne pod moją czaszką można ostrożnie określić tym mianem) do <a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/11/piatek-z-blogujaca-mama-zyrafa-ktora-nie-nagradza.html">notki o chwaleniu</a> (tudzież o jego braku) i uświadamiam sobie, że nie poświęciłam uwagi punktowi ostatniemu. Ten wypadek przy pracy niniejszym nadrabiam. Punkt ostatni głosił, że chwalenie &#8211; cytuję &#8211; &#8222;<em>wprowadza rywalizację między rodzeństwo</em>&#8222;. Dziś więc nocia szczególnie dla tych, którzy posiadają więcej niż jedno dziecko, ale ci, którzy cieszą się jedynakami, nie mogą bynajmniej spać spokojnie. Albowiem nie znacie dnia ani godziny, wspomnicie moje słowa <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">Zdanie cytowane powyżej można, moim zdaniem, rozważać w kategorii bulszit. Nie dlatego, że <strong>rywalizacja między rodzeństwem</strong> nie istnieje. Wprost przeciwnie, istniała, istnieje i będzie istnieć, póki Ziemia kręci się wokół słońca. Rzecz w tym, że jest kompletnie niezależna od pochwał. Powiem więcej, rywalizacja między rodzeństwem jest zupełnie naturalna i normalna. Oraz przejawia się we wszelkich dziedzinach rodzinnego życia.</p>
<p style="text-align: justify;">Rywalizacja jest normalna? O tak, mało tego. Rywalizacja jest dobra. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że tak jesteśmy biologicznie ukształtowani. Jeśli ktoś miał okazję zaobserwować małe kociaki lub szczenięta, mógł stwierdzić, jak konkurują o sutki matki. Matka sprawdza w ten sposób, które z potomstwa jest najsilniejsze, a które najsłabsze i&#8230; &#8211; natura jest brutalna, wiem &#8211; najsłabsze jest często odtrącane i skazane na &#8222;odstrzał&#8221;. W ten sposób silne osobniki będące nosicielami pożądanych genów są preferowane. Tak jest u ssaków, które mają więcej niż jedno potomstwo w miocie albo na tyle mało suktów, że nawet jak jest dwójka, to zaczyna się walka <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">My oczywiście jako ludzie jesteśmy ponad mechanizmy biologiczne, ale to i owo jeszcze się w nas odbija echem. Rodzeństwo między sobą rywalizuje i powinniśmy wziąć pod uwagę fakt, że będzie rywalizować przez całe życie. I ze sobą, i w ogóle. Nasze dzieci w przyszłości będą rywalizować w szkole o oceny i uwagę nauczycieli, będą rywalizować na gruncie zawodowym o awans lub lepszą pensję, będą rywalizować o względy przedstawicieli płci przeciwnej. Śmiem twierdzić, że rywalizację należy potraktować jako jeszcze jedno nasze zadanie życiowe (czy też życiową konieczność), a rodzina nas do niego przygotowuje. Nasze dzieci sporo się w życiu nawalczą, tak jak i my walczymy. A na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie trzeba więc rozpaczliwie działać wbrew naturze i unikać chwalenia, bo i tak nie sprawi to, że rywalizacja między rodzeństwem zniknie. Co trzeba robić? Mądrze się w tym odnaleźć. <strong>Dzieci</strong> &#8211; jako mogę stwierdzić z mojego krótkiego doświadczenia &#8211; <strong>rywalizują przede wszystkim o uwagę rodzica i chcą ją mieć wyłącznie dla siebie</strong>. U mnie jest tak, że wystarczy, że jedna właduje się mi na kolana, już pozostała dwójka leci, by posłać siostrę do diabła i zająć jej miejsce. Nie dzielić się, o nie. Zawłaszczyć jej terytorium. Kiedy karmię którąś z bliźniaczek, pierworodna czuje nagle palącą potrzebę pokazania mi czegoś i to coś w żadnym wypadku nie może poczekać trzy sekundy dłużej, bo nastąpi hekatomba. Staram się więc dawać im siebie po równo. Nie w ten sam sposób, bo to niemożliwe, są przecież na różnym etapie rozwoju, ale mniej więcej w tych samych dawkach.</p>
<p style="text-align: justify;">Tu dygresyjka, która per analogiam nawiąże do braku chwalenia. Poradzono mi kiedyś, żebym nie całowała bliźniaczek w obecności pierworodnej i nie okazywała im czułości, bo będzie jej przykro i będzie zazdrosna. Jak dobrze, że się do tego nie zastosowałam. Nigdy tak nie róbcie. Wprost przeciwnie, całujcie wszystkie. Po wycałowaniu Marysi i Marcysi zabierałam się za przytulanie Jadzi. Albo odwrotnie. Wiecie, jaki jest tego efekt? Wszystkie trzy siostry okazują sobie czułość! Kiedy najstarsza wraca z przedszkola, często przytula młodsze. Kiedy tamte zaryją gdzieś boleśnie, podchodzi i całuje to miejsce, które wedle jej oceny ucierpiało najbardziej. Marysia wiesza się na szyi Marcysi i vice versa. Zobaczcie, gdybym posłuchała rady, w ogóle by tego nie było. Nie wiedziałyby, że tak można, bo znikąd nie dostałyby przykładu.</p>
<p style="text-align: justify;">Jestem więc zdania, że rywalizację między rodzeństwem należy wykorzystać twórczo i odpowiednio ukształtować w procesie wychowawczym. I tu, cholera, zaczynają się schody. To jest, powiem wam, trudne. Tak działać na co dzień, żeby po pierwsze wpoić dzieciom przekonanie, że wszystkie są równie ważne, po drugie przyzwyczaić do tego, że poświęcamy im uwagę na różne sposoby i niekoniecznie w tym samym momencie, tak żeby zachowały ufność, że ich &#8222;przydział&#8221; ich nie ominie. Tak postępować, żeby nie podzieliły w przyszłości losów rozmaitych rodzin, które do krwi tłuką się o spadki, działki czy inne tego typu duperele. To jest, kurde, trudne. Ale w końcu nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, co nie?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/rywalizacja-miedzy-rodzenstwem.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Geje, lesbijki i dzieci</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/10/geje-lesbijki-i-dzieci.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/10/geje-lesbijki-i-dzieci.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 03 Oct 2011 06:37:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podpatrzone, przeczytane]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[bocian]]></category>
		<category><![CDATA[prawo]]></category>
		<category><![CDATA[rodzic]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6272</guid>
		<description><![CDATA[Marek i Paweł są kolegami z przedszkola. Zawsze razem się bawią i bardzo się lubią. Po Marka rodzice zawsze przychodzą razem &#8211; Ania i Adam. Po Pawła też zawsze przychodzą razem &#8211; Łukasz i Piotrek. Zanim zbiorczo zdążyliście się zakrztusić poranną kawą, w porę uświadomiliście sobie, że to sytuacja wyłącznie teoretyczna. Na razie. Choć jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Marek i Paweł są kolegami z przedszkola. Zawsze razem się bawią i bardzo się lubią. Po Marka rodzice zawsze przychodzą razem &#8211; Ania i Adam. Po Pawła też zawsze przychodzą razem &#8211; Łukasz i Piotrek.</p>
<p style="text-align: justify;">Zanim zbiorczo zdążyliście się zakrztusić poranną kawą, w porę uświadomiliście sobie, że to sytuacja wyłącznie teoretyczna. Na razie. Choć jak tak przeglądam programy różnych partii (bo uparcie przeglądam, skoro się już dossałam), dochodzę do wniosku, że jeszcze długo Łukasz i Piotrek nie będą mieli możliwości wspólnego odbierania synka  z przedszkola. Pojedynczego zresztą też nie. Skoro więc orbitujemy w rejonach najczystszej teorii i nie zanosi się na zmianę kursu, pogdybajmy sobie na temat związków homoseksualnych i możliwości wychowywania dzieci przez tego typu pary.</p>
<p style="text-align: justify;">Wróćmy do partii. Opcje prawicowe i centrowe opowiadają się raczej przeciwko instytucji związków partnerskich, zwłaszcza w ich wersji homoseksualnej (bo formą związku partnerskiego tylko bez konsekwencji prawnych jest przecież konkubinat). Przy czym opcje prawicowe jawnie wyznają zasadę, że &#8222;<em>prawdziwa rodzina to chłopak i dziewczyna</em>&#8222;, a opcje centrowe nabierają wody w usta i za pomocą nie niemówiących ogólników próbują przeskoczyć nad problemem, albo też słowem się w swoim programie nie zająkną (PO). Opcje lewicowe (SLD, Ruch Palikota) opowiadają się za legalizacją związków homoseksualnych, ale &#8211; i tutaj zonk &#8211; nawet ich najbardziej radykalne skrzydło (RP) sprzeciwia się adopcji dzieci przez gejów i lesbijki. Palikot tłumaczy to &#8222;<em>decydowaniem o losie nieletnich</em>&#8222;, co jest o tyle śmieszne, że KAŻDA adopcja jest decydowaniem o losie nieletnich z tego prostego powodu, że osób pełnoletnich adoptować się nie da (bodajże od 13. roku życia adoptowany musi dodatkowo wyrazić zgodę).</p>
<p style="text-align: justify;">No i na tym właśnie lewicowym podejściu do sprawy chciałam dłużej się zawiesić, bo prawicowe jest akurat jasne jak słońce. Nie wiem, jak wy, ale ja obserwuję tutaj pewien rodzaj światopoglądowej schizofrenii.</p>
<p style="text-align: justify;">Z jednej strony padają stwierdzenia (wprost lub nie wprost), że geje i lesbijki to tacy sami ludzie jak my. Czyli normalni. Gejem lub lesbijką człowiek się rodzi, nie można się tego nauczyć. Nie można nikogo na homoseksualizm nawrócić (pomijam przypadki przeżycia gigantycznej traumy, bo są osoby, które w wyniku doznanych krzywd zmieniają orientację seksualną). Wszyscy geje i lesbijki w naszym kraju pochodzą z rodzin heteroseksualnych, nie mieli więc żadnych homoseksualnych wzorców, które mogliby naśladować. Homoseksualizm towarzyszy człowiekowi przez całe jego życie. Nie jest to choroba, bo już dawno skreślono go z listy schorzeń. Gejem się jest albo się nie jest i kropka, a to, czy ktoś się z tym uzewnętrznia, czy swoją orientację przeżywa po cichu, to jego sprawa. Geje i lesbijki uczestniczą w życiu publicznym. Są aktorami, pisarzami, nauczycielami, spawaczami, zakonnicami i księżmi.</p>
<p style="text-align: justify;">Z drugiej strony żadna partia nie zgadza się na to, by mogli adoptować dzieci tak jak zwykłe małżeństwa heteroseksualne. Wszelkie prawa poza adopcją. Wychowywanie dzieci przez gejów i lesbijki traktowane jest de facto jako zło.</p>
<p style="text-align: justify;">No to chwileczkę. Albo są normalni, albo nie jednak nie są. Jeśli są takimi samymi ludźmi jak my (a my jesteśmy normalni, a przynajmniej na takich wyglądamy, he he), dlaczego nie mieliby mieć tych samych praw? Skoro my możemy mieć dzieci, dlaczego oni mieliby nie móc? Skoro nie można nauczyć się homoseksualizmu, skąd te obawy? Skąd założenie, że rodziny homoseksualne dadzą homoseksualne dzieci, skoro rodziny heteroseksualne dają i gejów i nie-gejów pomimo kompletnego braku wzorca homoseksualnego? A nawet gdyby dały, to przecież to nic złego, bo przecież geje to ludzie normalni, prawda?</p>
<p style="text-align: justify;">To może w takim razie coś jest z tymi związkami nie tak? Może jednak dostrzegamy w nich pewien poziom perwersji? Może nie uważamy w głębi serca, że &#8211; by sparafrazować &#8211; normalna rodzina to też dziewczyna i dziewczyna?</p>
<p style="text-align: justify;">Rzecz w tym, że żadne ugrupowanie nigdy się jasno w tej materii nie określi. Przynajmniej póki istnieją takie a nie inne okoliczności przyrody. Otwarte przyznanie, że geje i lesbijki nie będą mieli praw do adopcji, bo nie ma akceptacji dla ich związków niosących ze sobą pewne odstępstwo od normy, wywołałoby burzę nie tylko w Europie, ale i na całym świecie. Och, posypałyby się demonstracje, a planeta o niczym innym nie mówiłaby przez pół roku, jak o tym, że polska lewica nie uważa, że geje są w porzo (prawicę zostawmy, bo jej poglądy są oczywiste). Z drugiej strony zapisanie w programie opowiedzenia się ZA prawem do adopcji dzieci przez homoseksualistów oznaczałoby zepchnięcie tej partii na margines życia politycznego, bo istnieje w naszym kraju potężny elektorat, który takich praw gejom nadać nie chce. A przecież każdy chce się znaleźć przy korycie. I tak źle, i tak niedobrze. Póki co lewica różnej maści prześlizguje się po problemie, uczestniczy w paradach równości, bo nic jej to nie kosztuje (to po pierwsze tylko kolorowy happening, a po drugie jest bardzo trendy, jazzy i cool), ale gejów na listach wyborczych umieszczać nie chce (wyjątkiem Palikot, ale to tylko chwyt marketingowy bez żadnych wiążących deklaracji, nie łudźcie się). O wiele bezpieczniej dla niej (tej lewicy) walczyć o powszechne prawo do aborcji, refundację in vitro i likwidację funduszu kościelnego &#8211; poparcie w społeczeństwie dla tych idei daleko większe, ryzyka praktycznie nie ma, a szum zrobi się dużo, bo tematy rodzą silne emocje. Geje poczekają na milsze okoliczności przyrody.</p>
<p style="text-align: justify;">Abstrakcyjność całej sytuacji podkreślona jest przez polskie przepisy adopcyjne, wedle których bardzo ciężko jest adoptować dzieci parom heteroseksualnym żyjącym w związkach małżeńskich. Na dzieci czeka się latami (średnia to 3 lata!!!) i trzeba przejść skomplikowaną procedurę oceny przez rozmaite instytucje z oceną z miejsca pracy i  z zaświadczeniem z poradni leczenia uzależnień włącznie. Jakie są więc perspektywy gejów, skoro wada wzroku decyzją urzędnika może pozbawić praw do adopcji? O czym my w ogóle mówimy?</p>
<p style="text-align: justify;">Ciekawa jestem waszego zdania w tej materii.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>PS. Za pomysł na notkę dziękuję Szajajabie <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/10/geje-lesbijki-i-dzieci.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>24</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Klaps &#8211; rodzicielska porażka</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/09/klaps-rodzicielska-porazka.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/09/klaps-rodzicielska-porazka.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Sep 2011 04:00:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[rodzic]]></category>
		<category><![CDATA[wychowanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6175</guid>
		<description><![CDATA[Uch, temat drażni jak drażnić potrafi na przykład niewygodny stanik. Mężczyźni nie poczują, więc powiem, że uwiera jak kamień w bucie. Naród wylega na barykady i kruszy kopie. Po jednej stronie zwolennicy klapsów, po drugiej przeciwnicy, a w środku rzeźnia. &#8222;Dawać klapsy czy nie dawać&#8221; brzmi lepiej niż &#8222;bić czy nie bić&#8221;, a przecież chodzi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Uch, temat drażni jak drażnić potrafi na przykład niewygodny stanik. Mężczyźni nie poczują, więc powiem, że uwiera jak kamień w bucie. Naród wylega na barykady i kruszy kopie. Po jednej stronie zwolennicy klapsów, po drugiej przeciwnicy, a w środku rzeźnia. &#8222;Dawać klapsy czy nie dawać&#8221; brzmi lepiej niż &#8222;bić czy nie bić&#8221;, a przecież chodzi o to samo. O rękoczyny. Czy istnieją rękoczyny w słusznej sprawie?</p>
<p style="text-align: justify;">Klapsy to sprawa niesamowicie ryzykowna. Naprawdę cienka czerwona linia dzieli klapsy i regularne bicie. Nie zawsze w porę wyczujemy granicę. Co więcej, granicę jesteśmy w stanie sami przesuwać w miarę potrzeb. To tak jak z używką. Z czasem dawka przestaje sprawiać to, co sprawiała, i trzeba sięgnąć po więcej, żeby osiągnąć zamierzony stan. Klapsy dajemy więc na początku sporadycznie, tylko w wyjątkowych sytuacjach. Potem krąg wyjątkowych sytuacji stopniowo się rozszerza, a potem stwierdzamy, że po prostu musimy strzelić w tyłek, bo inaczej nie będzie słuchało albo nie zareaguje.</p>
<p style="text-align: justify;">Klaps to droga do nikąd. Dlaczego tak mówię? Bo &#8211; odsłaniam podbrzusze &#8211; sama daję klapsy. Czytaj: zdarza mi się uderzyć moje dziecko. Ponieważ więc robię to, co robię (czy też raczej robiłam, bo postanowiłam powiedzieć sobie stop), mogę na własnym przykładzie powiedzieć, co mi to daje.</p>
<p style="text-align: justify;">Otóż nic nie daje. Klaps (czytaj: uderzenie) niczego nie załatwia i niczego nie rozwiązuje. Niczego też nie tłumaczy. Dawanie klapsów nie sprawia, że niepożądane zachowania przestają występować. Przykład: niezależnie od tego, czy karałam to klapsem w tyłek czy nie, najstarsza i tak popychała lub kopała swoje siostry. Spranie jej nie zmieniło niczego.</p>
<p style="text-align: justify;">Co więcej, pierworodna otrzymała informację, że są sytuacje, kiedy można kogoś uderzyć, i w związku z tym, kiedy chciała coś na mnie wymóc, startowała z ręką do mnie. Co czuje dorosły, kiedy dziecko chce go uderzyć? Złość. A to sobie gówniarz pozwala. Nie wolno bić mamusi przecież. Dlaczego więc ta sama czynność w stosunku do młodszego ma być usprawiedliwiona? On też się wścieka.</p>
<p style="text-align: justify;">Mój mąż dla odmiany nigdy nie podniósł ręki na najstarszą. I uzyskuje dokładnie to samo co ja. Wniosek z tego taki, że rękoczyny spokojnie mogę sobie darować. Stwierdzam więc, że klaps to rodzicielska porażka. Oznaka słabości. Pojawia się wtedy, kiedy puszczają nerwy, brak argumentów i sytuacja nas przerasta. Kiedy nie rozumiemy zachowania dziecka. To nie znaczy, że zawsze należy je tolerować. Co to, to nie. Mówię tylko, że równie dobrze można sobie z nim radzić inaczej. Z własnego doświadczenia to stwierdzam.</p>
<p style="text-align: justify;">O tak, są momenty, kiedy świerzbi ręka. Człowiek albo musi dać w dupę, albo będzie rzucał kurwami, bo nie zdzierży i zwariuje. Dzieci bywają wybitnie irytujące. Bicie nie załatwi jednak niczego. Niczego nie przekaże, niczego pozytywnego nie zaszczepi. Niczego nie nauczy.</p>
<p style="text-align: justify;">Dochodzę więc do wniosku, że bicie jest bez sensu. Czy też raczej, posługując się sloganem z kampanii społecznej, bicie jest głupie. Po każdym klapsie, po każdym uderzeniu czułam się źle. Byłam brudna. Więcej tego nie zrobię.</p>
<p style="text-align: justify;">Na koniec coś bardzo ważnego. Jest coś, co boli o wiele bardziej niż największe &#8222;wciry&#8221;. To niezasłużona kara. Bez znaczenia jaka. Chcę unikać jednego i drugiego.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/09/klaps-rodzicielska-porazka.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>49</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

