<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Dzieciowo mi! &#187; zdrowie</title>
	<atom:link href="http://www.dzieciowo.pl/tag/zdrowie/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.dzieciowo.pl</link>
	<description>Z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. Nigdy ich nie ma, dopóki się nie pojawią.</description>
	<lastBuildDate>Sun, 05 Feb 2012 05:00:08 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Gorący temat z gorączką w roli głównej i&#8230; KONKURS!</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/goracy-temat-z-goraczka-w-roli-glownej-i-konkurs.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/goracy-temat-z-goraczka-w-roli-glownej-i-konkurs.html#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Jan 2012 05:00:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Życie...]]></category>
		<category><![CDATA[konkurs]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=7007</guid>
		<description><![CDATA[Puff, jak gorąco, uff, jak gorąco. Już ledwo sapie, już ledwo zipie a jeszcze palacz węgiel w nią sypie. Tak było ze słynną lokomotywą, ale i u nas bywa gorąco. Gorąco, kiedy jest gorączka. Gorączka to, by tak rzec, paląca sprawa. Kiedy zaliczamy rodzicielski debiut i po raz pierwszy pojawia się gorączka u nowego obywatela [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Puff, jak gorąco, uff, jak gorąco. Już ledwo sapie, już ledwo zipie a jeszcze palacz węgiel w nią sypie. Tak było ze słynną lokomotywą, ale i u nas bywa gorąco. Gorąco, kiedy jest gorączka. Gorączka to, by tak rzec, paląca sprawa.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy zaliczamy rodzicielski debiut i po raz pierwszy pojawia się <strong>gorączka</strong> u nowego obywatela tej planety, zdarza się, że wpadamy w panikę. Zarżnąć klasyka? A zarżnę: co robić, panie premierze, co robić? Dzwonić po lekarza? Nie dzwonić? Dawać coś? Nie dawać? To zupełnie zrozumiałe, że mamy takie czy inne obawy. Doświadczenia niet, a jako rodzice chcemy zrobić wszystko od razu jak najlepiej. Zwłaszcza gdy o zdrowie juniora chodzi.</p>
<p style="text-align: justify;">Notka o gorączce swego czasu już była, dzisiaj jednak ponownie doprowadzam temat do stanu wrzenia, ponieważ chciałabym ogłosić <strong>konkurs</strong>, w którym do wygrania są bardzo ciekawe nagrody. Fundator tych nagród (Hasco-Lek S.A.) &#8211; na Teutatesa, przecież nie z mojej kieszeni to idzie <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  &#8211; przygotował krótkie gorączkowe videoporadniki. Pierwszy traktuje o <strong>sposobach mierzenia temperatury</strong> u młodocianych.</p>
<p style="text-align: center;"><object width="530" height="299" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/dTfUnqisMOg?version=3&amp;hl=pl_PL" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed width="530" height="299" type="application/x-shockwave-flash" src="http://www.youtube.com/v/dTfUnqisMOg?version=3&amp;hl=pl_PL" allowFullScreen="true" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" /></object></p>
<p style="text-align: justify;"> Można się zgodzić, prawda? Od siebie dodam, że <strong>najskuteczniejszym, według mnie, sposobem mierzenia</strong> jest jednak droga dotyłeczna. Dłuższa i upierdliwa, ale wynik jest najbardziej miarodajny. <strong>Najwygodniejszą metodą</strong> natomiast jest mierzenie temperatury w uchu. Sama posiadam i termometr douszny, i dodupny. Ten pierwszy znakomicie sprawdza się w nocy, kiedy nie chcemy rozbudzać potomka albo kiedy chore dziecko jest zupełnie przytomne, ale za to wpada w histerię i temperaturę trzeba zmierzyć przede wszystkim szybko.  Pozwólcie teraz videoporadnik nr 2 &#8211; <strong>jak łagodzić gorączkę ZANIM podamy lek i kiedy po lek sięgać</strong>.</p>
<p style="text-align: center;"><object width="530" height="299" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/Yeg9ZwmRPWY?version=3&amp;hl=pl_PL" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed width="530" height="299" type="application/x-shockwave-flash" src="http://www.youtube.com/v/Yeg9ZwmRPWY?version=3&amp;hl=pl_PL" allowFullScreen="true" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" /></object></p>
<p style="text-align: justify;">No dobra. Walczenie z gorączką to jedno, a kwestia<strong> jak przeżyć z gorączkującym dzieckiem</strong>, to drugie. Łatwo nie jest, prawda? Gorączka nie zawsze musi oznaczać infekcji, bardzo często towarzyszy ząbkowaniu i czymś trzeba potomka zająć. Procesor działa mu w sumie normalnie, w łóżeczku leżeć nie będzie (żadnych szans), spokojnie nie usiedzi, a jęczy i marudzi, ile wlezie. Każdy rodzic prędzej czy później metodą prób i błędów wypracowuje sobie jakiś patent. Pozwólcie więc, że podzielę się i ja.</p>
<p style="text-align: justify;">U nas genialnie sprawdza się huśtawka. Wisi umocowana w pokoju dziecięcym do sufitu. Huśtawka to genialny uspokajacz i poprawiacz humoru. Sprzęt posiada jednakowoż podstawową wadę: jest jeden. Przydałyby się trzy, żeby uniknąć walki wręcz o pierwszeństwo przy korzystaniu. Każda chce się huśtać w tym samym momencie. Dobrą metodą jest też zajęcie młodzieży czymś, co wymaga skupienia. Na przykład gotowaniem. Wręczam do łapy po rondelku, do drugiej daję drewnianą łychę. Do rondelków należy wrzucić klocki, smoczki czy coś w ten deseń. Mogą gotować przez pół godziny, słowo daję. Spokojnie jak na Oceanie Spokojnym skutym podbiegunowym lodem. Tylko głośnawo czasami <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">No i teraz &#8211; tadam! &#8211; gwóźdź programu, czyli <strong>konkurs</strong>. Konkurs jest prosty jak konstrukcja cepa i nie wymaga niczego poza<strong> zamieszczeniem komentarza pod tą notką</strong>. W komentarzu napiszcie, proszę, <span style="color: #ff0000;"><strong>jak bawicie się z dzieckiem podczas choroby</strong></span>. Co można wygrać? A fajne rzeczy. <strong>Trzy osoby</strong> zostaną nagrodzone następującym zestawem:</p>
<ul>
<li>kocykiem dla potomka</li>
<li>elektronicznym termometrem bezdotykowym</li>
<li>plastrami chłodzącymi Ibum Ice</li>
</ul>
<div><a href="http://www.dzieciowo.pl/2012/01/goracy-temat-z-goraczka-w-roli-glownej-i-konkurs.html/ibum_nagrody" rel="attachment wp-att-7010"><img class="aligncenter size-full wp-image-7010" title="IBUM_Nagrody" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2012/01/IBUM_Nagrody.jpg" alt="" width="459" height="498" /></a></div>
<p style="text-align: justify;"><strong>Konkurs rusza dzisiaj, czyli 16 stycznia i potrwa do 25 stycznia włącznie.</strong> Ze zwycięzcami skontaktuję się przez e-mail, proszę więc przy zamieszczaniu komcia wpisać taki adres, z którego korzystacie. Szczęśliwcy dowiedzą się, że są szczęśliwcami 26 stycznia. Szczegóły możecie doczytać w <strong><a title="regulamin konkursu" href="http://www.magazyn.heureka.serwery.pl/fb/Regulamin konkursow dla czytelniczek bloga dzieciowo.pdf" target="_blank">regulaminie</a></strong>.</p>
<p style="text-align: justify;">To co? Zaczynamy? Start! <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/goracy-temat-z-goraczka-w-roli-glownej-i-konkurs.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>40</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ciążorekcja &#8211; chorobliwe odchudzanie w ciąży</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/ciazorekcja-chorobliwe-odchudzanie-w-ciazy.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/ciazorekcja-chorobliwe-odchudzanie-w-ciazy.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Jan 2012 05:00:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ciąża i rozwój płodu]]></category>
		<category><![CDATA[Podpatrzone, przeczytane]]></category>
		<category><![CDATA[ciąża]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6994</guid>
		<description><![CDATA[Jadę tramwajem i słyszę dialog gdzieś nad moją głową. Konwersuje młodzież gimnazjalna lub licealna. - Ty, wiesz, Anka jest w ciąży &#8211; mówi chłopak. - No wiem, wiem &#8211; odpowiada dziewczyna. - Dopiero trzeci miesiąc, ale wiesz, jaka gruba jest? Masakra! Wieloryb, mówię ci. - Daj spokój, strasznie przytyła, porażka. Mentalnie wyrżnęłam w kły jedno [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><span style="text-align: justify;">Jadę tramwajem i słyszę dialog gdzieś nad moją głową. Konwersuje młodzież gimnazjalna lub licealna.</span></p>
<blockquote><p>- Ty, wiesz, Anka jest w ciąży &#8211; mówi chłopak.</p>
<p>- No wiem, wiem &#8211; odpowiada dziewczyna.</p>
<p style="text-align: justify;">- Dopiero trzeci miesiąc, ale wiesz, jaka gruba jest? Masakra! Wieloryb, mówię ci.</p>
<p>- Daj spokój, strasznie przytyła, porażka.</p></blockquote>
<p style="text-align: justify;">Mentalnie wyrżnęłam w kły jedno i drugie. Nieważne, jak faktycznie ta Anka wygląda. Ważne, czy ona także swój wygląd postrzega jako katastrofę, tak samo jak jej durni znajomi.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Kobieta w ciąży zmienia się i tyje</strong>. Nic nie można na to poradzić. Patrzy jedna z drugą na siebie w lustrze i stwierdza: plus dwadzieścia kilo, kufa, zwały cellulitu, kufa, czerwone pręgi na brzuchu, kufa, obrzmiała twarz, kufa, nogi jak balerony, kufa. Pięknie. A Victoria Beckham szczupła jak zawsze paraduje z krągłą piłeczką pod sukienką.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2012/01/ciazorekcja-chorobliwe-odchudzanie-w-ciazy.html/vb" rel="attachment wp-att-6995"><img class="aligncenter size-full wp-image-6995" title="vb" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2012/01/vb.jpg" alt="" width="250" height="350" /></a></p>
<p style="text-align: center;"><em>Zdjęcie z kozaczek.pl</em></p>
<p style="text-align: justify;">Pal licho panią Beckham. Wystarczy sięgnąć po swojskie Vivy i inne Gale i zobaczyć wszelkie możliwe aktorki zadbane jak jasna cholera, jędrne jak nastolatki i szczupłe, że Boże mój. Patrzy sobie jedna z drugą na to i myśli, że w takim razie coś jest z nią nie tak. Za bardzo przytyła. Zaniedbała się. Można jej tłumaczyć, że figura jak u baletnicy jest bardziej wynikiem pracy grafika komputerowego, fotografa czy wynajętego osobistego trenera niż uwarunkowań organizmu. Nieważne. Aktorka ma zgrabną piłeczkę, a ona, kufa, nie ma.</p>
<p style="text-align: justify;">Dlaczego kobiety w ciąży się odchudzają? Pomyślałam sobie, że może być kilka takich przyczyn:</p>
<ul>
<li style="text-align: justify;">obawa, czy mężczyzna, z którym się jest, zaakceptuje jej nowy wygląd</li>
<li style="text-align: justify;">obawa przed nieodwołalną utratą atrakcyjności</li>
<li style="text-align: justify;">obawa, że nigdy już nie zrzuci kilogramów, które w ciąży nabyła</li>
<li style="text-align: justify;">obawa przed rozstępami na brzuchu</li>
<li style="text-align: justify;">obawa przez pogardą znajomych (kaszalot, słonica)</li>
<li style="text-align: justify;">chęć dorównania celebrytkom</li>
<li style="text-align: justify;">swoiste zawody, która dłużej obędzie się bez ciuchów ciążowych</li>
<li style="text-align: justify;">chęć powrotu do dawnej figury natychmiast po porodzie</li>
<li style="text-align: justify;">kompletnie niezrozumienie, czym jest ciąża i co się wtedy dzieje (ciąża to nie choroba, będę robiła DOKŁADNIE tak samo, co wcześniej)</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;">Z przerażeniem czytam, że coraz głośniej o zjawisku <strong>ciążoreksji (pregoreksji)</strong>, czyli <strong>anoreksji ciążowej</strong>, <strong>jadłowstrętu w czasie ciąży</strong>. Tymczasem odchudzanie w ciąży to fatalna decyzja! Fatalna przede wszystkim dla płodu. Głodząc się, kobieta odmawia dziecku prawa do prawidłowego rozwoju i niejako skazuje je na wcześniactwo. Dzieci kobiet głodzących się w ciąży często rodzą się przedwcześnie i mają niższą niż rówieśnicy masę urodzeniową, co dodatkowo jeszcze zmniejsza ich szanse.</p>
<p style="text-align: justify;">Jasne, że kobieta w ciąży powinna odżywiać się racjonalnie. Co innego jednak odstawienie słodyczy, bez których świetnie sobie poradzi i wcale niezbędne do życia nie są, a co innego odmawianie sobie pożywienia. <strong>W ciąży odchudzać się nie wolno</strong>. Kobietom z otyłością lekarze zalecają zdrowe odżywianie, tak aby przyrost kilogramów był mniejszy niż u kobiet z prawidłową wagą, ale ciężar ciała i tak się zwiększy.</p>
<p style="text-align: justify;">Myślicie, że świetnie mi z moim ciałem po ostatniej ciąży? Wcale mi nie świetnie. Przeszkadza mi pobliźniaczy wał na brzuchu (a brzuch był potężny), przeszkadza mi nadwaga, której nie mogę się pozbyć. Przeszkadza mi to, że musiałam zrobić czystki w szafie i wyrzucić w diabły wszystkie ubrania w rozmiarze 38. Rozmiar 40 na górę i 42 na dół to obecnie minimum. Szkoda mi pięknych bordowych szpilek i czerwonych sandałków na obcasie, których już nigdy nie włożę, bo zmieniły mi się stopy. Ale wiecie co? Im więcej czasu od porodu mija, tym bardziej jestem przekonana, że nie o to w życiu chodzi. Skończył się pewien etap, przedciążowe ciało przeszło do historii, zostało ciało matczyne. Taka jest naturalna kolej rzeczy. Ciąża jest ogromnym wyzwaniem dla organizmu i naiwnością jest oczekiwanie, że po porodzie będzie tak, jakby nigdy nie zaistniała. Trzeba się z tym pogodzić. Zdrowo żyć, ale się pogodzić.</p>
<p style="text-align: justify;">Wiosną wsiądę więc na rowerek (nie mam wymówki &#8211; z domu do pracy bezpośrednio droga rowerowa jak strzelił <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ), odstawiłam słodycze. Coś tam zdziałam. Moje ciało jest jednak ciałem matki, a nie nastoletniej podfruwajki. Cieszę się, że w porę to zrozumiałam.</p>
<p style="text-align: justify;">PS. Do napisania notki zainspirowała mnie <em>Frukt.</em></p>
<p style="text-align: justify;"><em>PS 2. Pssst, uwaga, słyszę głosy! Coś piszczy&#8230; To z czyjejś komórki! Sms o treści <strong>B00064</strong> prosi &#8222;wyślij mnie, wyślij mnie, chcę dołączyć do kolegów, oni już poszli na numer <strong>7122</strong>&#8222;. Bądź człowiek, puść smska <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/ciazorekcja-chorobliwe-odchudzanie-w-ciazy.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>39</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Domowe sposoby leczenia przeziębień u dzieci</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/domowe-sposoby-leczenia-przeziebien-u-dzieci.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/domowe-sposoby-leczenia-przeziebien-u-dzieci.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Jan 2012 06:29:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[niemowlę]]></category>
		<category><![CDATA[roczniak]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6965</guid>
		<description><![CDATA[Na początku jest tak, że kiedy pojawia się katarek, włączamy turbonapęd i lecimy do pediatry tudzież do rodzinnego. Zrozumiałe to jest i sama tak robiłam (tylko na szczęście pierwszy katar zdarzył się, kiedy Jadzisko miało chyba pół roku). Potem nabieramy już pewnego chorobowego doświadczenia, dzieci nam przybywa i z kolejnymi przypadkami nie gnamy już jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Na początku jest tak, że kiedy pojawia się katarek, włączamy turbonapęd i lecimy do pediatry tudzież do rodzinnego. Zrozumiałe to jest i sama tak robiłam (tylko na szczęście pierwszy katar zdarzył się, kiedy Jadzisko miało chyba pół roku). Potem nabieramy już pewnego chorobowego doświadczenia, dzieci nam przybywa i z kolejnymi przypadkami nie gnamy już jak do pożaru. Nie ma takiej potrzeby. Sami wiemy, co robić, żeby potomka przeleczyć. I to jest dobra droga (Ludwiku Dorn i Sabo, idźcie nią!). Czasem wizyta w przychodni i odsiedzenie przepisowej ilości czasu w poczekalni pełnej smarkających i rychających ludzi może więcej zaszkodzić niż pomóc. Zwłaszcza że otrzymujemy potem wskazówki, które i tak byśmy zastosowali. Dziś więc o <strong>domowych sposobach leczenia dziecięcych przeziębień</strong>. Powiedzmy tak: zapodam własne z założeniem, że nie mam monopolu na prawdę, a liczę na rodzicielską burzę mózgów <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">Bez dwóch rzeczy nie mogę się obejść: bez <strong>aspiratora i inhalatora</strong>. W roli <strong>aspiratora</strong> występuje u nas ostatnio demoniczny <strong>Katarek podłączany do odkurzacza</strong>. Pierworodna symuluje katar, byle tylko dać sobie włożyć ustrojstwo do nosa, bliźniaczki wręcz przeciwnie. Trzeba łamać prawa człowieka, by cokolwiek odciągnąć. Ale działa i jak dotąd jest to najlepszy &#8211; w sensie odciągania &#8211; z aspiratorów, jaki miałam. <strong>Inhalator</strong> jest z gatunku <strong>nebulizerów</strong>, czyli podłączane do prądu ustrojstwo, które lekarstwo zmienia w coś rodzaju pary, którą się wdycha po założeniu na twarz maseczki. Inhalator jest absolutnie genialnym wynalazkiem. Przetestowałam na sobie. Świetnie udrażnia drogi oddechowe i przynosi wyraźną ulgę. W domowych pieleszach inhaluję solą fizjologiczną (0,9%), która w aptece kosztuje śmieszne grosze. Lekarz może przepisać specjalny preparat do nebulizacji, ale jeśli go nie odwiedzamy (lekarza nie preparat), sól wystarczy spokojnie. Inhalacje należy przeprowadzać trzy razy dziennie, co jest wybitnie upierdliwe już przy jednym dziecku, co dopiero przy trójce, ale daje efekty, więc zgadzam się na ten czyściec <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">Kolejność postępowania jest taka: najpierw rozpuszczam wydzielinę w nosie i odsączam gluty aspiratorem, a następnie zapodaję inhalację. No i teraz o rozpuszczaniu właśnie. Kolejnym niezbędnikiem w przypadku przeziębienia jest <strong>woda morska w sprayu</strong>. W aptekach do wyboru, do koloru. Która lepsza? Chyba żadna. W każdej jest dokładnie to samo (woda morska), różnią się tylko producenci, chyba że przegapiłam coś, o czym nie wiem.</p>
<p style="text-align: justify;">To do nosa, a dopyszcznie? Na dopyszczność u mnie wpływa fakt, że żadna siła na tej planecie nie zmusi mnie do wypicia mleka z czosnkiem. Albo soku z cebuli. Never. W związku z tym w ramach przenoszenia uprzedzeń rodzicielskich na dzieci jadę wyłącznie na środkach kupnych.</p>
<p style="text-align: justify;">W zmniejszaniu wydzieliny z nosa i kaszlu pomaga mi syrop Acti-Trin. Dokładnie ten sam medykament występuje pod nazwą Actifed, ale ten pierwszy jest smaczniejszy (smak coli, takiej trochę kulawej, ale jednak) i nie muszę sięgać po przemoc, żeby go zapodać. Wręcz przeciwnie, należy młodzież odganiać, bo zeżarłyby wszystko od razu. Tak, wiem, że Acti-Trin jest dla dzieci od lat 6. Stosowanie u młodszych poradziła mi pediatra. Stosuję po prostu odpowiednio mniejsze dawki (przeliczone na kg masy ciała). Początkowo podanie syropu może powodować senność u dziecka, ale potem to przechodzi. Bardzo sobie chwalę to ustrojstwo. Naprawdę zmniejsza katar i kaszel.</p>
<p style="text-align: justify;">Zawsze mam w domu jakąś witaminę C w kropelkach (teraz akurat Cebion, ale może być coś zupełnie innego). Kropelki dołączam jako gratis do picia w niekapku.</p>
<p style="text-align: justify;">Na stanie mam również wapno w postaci syropu. Mam taką własną świecką tradycję, że kupuję smak bananowy.</p>
<p style="text-align: justify;">Zawsze mam w domu coś na gorączkę ze stajni zarówno ibuprofenu, jak paracetamolu. Posiadam i syropy, i czopki. Jeśli pojawi się gorączka, podaję jedno lub drugie. I obserwuję. Jeśli gorączka się utrzymuje a objawy chorobowe nasilają, zbieram zad i idę do lekarza.</p>
<p style="text-align: justify;">No i własnie, na ile te moje domowe metody są skuteczne. Szczerze? Tak chyba mniej niż w 50%. To znaczy więcej niż w połowie przypadków skończyło się tak czy inaczej wizytą u lekarza i przepisaniem jakiegoś Pulneo lub czegoś w ten deseń. Albo antybiotyku. Może ja działam nieprawidłowo, a może z katarem to jest tak, że leczony trwa tydzień, a nieleczony siedem dni. Liczę na wasze cenne wskazówki (wszystko ku dobru publicznemu <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ).</p>
<p style="text-align: justify;"><em>PS. Za inspirację i pomysł na notkę dziękuję Kamisi.</em></p>
<p style="text-align: justify;">I na koniec ogłoszenia parafialne. <strong>Dzisiaj po 15.00 rusza głosowanie na Blog Roku, które potrwa 10 dni</strong>. Czy jesteście zaopatrzeni w przeróżne karty SIM? Czy postraszyliście rodzinę, że jeśli nie zagłosują, to będziecie do nich dzwonić z pierdołami o 5.00 rano w niedzielę i święta? <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Pełna mobilizacja się przyda, ponieważ blog decyzją komisji konkursowej został przeniesiony z kategorii <em>Profesjonalne</em> do <em>Moje zainteresowania i pasje</em>. Spodziewałam się tego. To co? To nic. Będzie po prostu cztery razy silniejsza konkurencja. Ale co nas nie zabije, to nas wzmocni, prawda? Sukces nasz tak czy inaczej widzę ogromny, wszystko w smsach i sile perswazji <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/domowe-sposoby-leczenia-przeziebien-u-dzieci.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>49</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pielęgnacja wcześniaka &#8211; to nie takie trudne</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/pielegnacja-wczesniaka-to-nie-takie-trudne.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/pielegnacja-wczesniaka-to-nie-takie-trudne.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Jan 2012 05:00:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>
		<category><![CDATA[szpital]]></category>
		<category><![CDATA[wcześniak]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6902</guid>
		<description><![CDATA[Zanim zanurkujemy w zagadnienie jak premier Putin po grecką wazę, trzeba sobie jasno powiedzieć, że są wcześniaki i wcześniaki. Dzieciaczka urodzonego w 27. tc właściwie ciężko porównać z tym urodzonym w 36. tc. Z wcześniakami nigdy nic nie wiadomo. Znam wcześniaki urodzone w 32. tc, które doszły do formy piorunująco szybko i takie z 36. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Zanim zanurkujemy w zagadnienie jak premier Putin po grecką wazę, trzeba sobie jasno powiedzieć, że są wcześniaki i wcześniaki. <strong>Dzieciaczka urodzonego w 27. tc właściwie ciężko porównać z tym urodzonym w 36. tc</strong>. Z wcześniakami nigdy nic nie wiadomo. Znam wcześniaki urodzone w 32. tc, które doszły do formy piorunująco szybko i takie z 36. tygodnia, które w szpitalu musiały przebywać znacznie dłużej. Krótka piłka: <strong>założenia odgórne zawsze jakieś są, ale i tak każdego wcześniaka należy traktować indywidualnie.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Sama jestem matką wcześniaków. Dziewczyny przyszły na świat w 36. tc, wcześniactwo mam wpisane w książeczki zdrowia dziecka. Neurologicznie (zwłaszcza pod względem odruchów) zostały opisane jako dzieci urodzone między 32 a 36 tygodniem ciąży. Przeszliśmy obowiązkową kontrolę wcześniactwa (wiecie, rajzy po okulistach, laryngologach, neurologach, USG mózgu itp.). Obie panny dostały jednak 10 punktów w skali Apgar, żadnych przykrych incydentów nie odnotowano (poza 3 dniami przebywania w inkubatorze), ze szpitala wyszliśmy po tygodniu, a dzieci nigdy nie były rehabilitowane, nie było takiej potrzeby. Cud, miód i orzeszki.</p>
<p style="text-align: justify;">Pielęgnowałam je więc dokładnie tak samo jak pierwsze dziecko urodzone w 40 tc. No, prawie tak samo. Pewne zmiany jednak nastąpiły, bo wcześniaki tego wymagały. Dobra, a teraz &#8211; pamiętając o pierwszym zdaniu z tej notki &#8211; możemy zanurkować i sięgnąć do (se)dna sprawy: <strong>jak pielęgnować wcześniaka?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Tak naprawdę wcale nie inaczej niż dziecko donoszone. Jakby się uprzeć, to <strong>jedyne, czego wcześniak wymaga, to wzmożona uwaga rodzica, większa cierpliwość i znacznie więcej wyrozumiałości.</strong> Wcześniakowi trzeba dać czas. Musi trochę nadrobić, zanim dogoni peleton.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Własne łóżeczko czy łóżko rodziców? </strong>Zdecydowanie własne łóżeczko. Wcześniak wypisywany ze szpitala waży około 2 kg. Łatwo go przygnieść, łatwo może zaplątać się w kołdrę czy poduszkę (zresztą kołdra waży dla niego tonę!), nie mówiąc już o tym, że sam rodzic się nie wyśpi, bo będzie miał świadomość, że tuż obok leży mikroczłowiek. W moim odczuciu znacznie lepszym rozwiązaniem jest łóżeczko, ALE blisko rodziców. Masz na odległość ręki, zawsze możesz zareagować.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Tropiki czy zimny chów?</strong> Tym między innymi wcześniaki różnią się od dzieci donoszonych, że mają problemy z utrzymaniem właściwej ciepłoty ciała. <strong>Bardzo łatwo się wychładzają z tego prostego powodu, że mają znacznie mniej tkanki tłuszczowej.</strong> A to ona zapewnia ciepło. Największy przyrost tłuszczyku następuje w trzech ostatnich tygodniach ciąży, czyli w czasie, którego wcześniak z definicji nie doczeka. Wcześniaki zatem to chudzielce.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Muszą mieć cieplej niż dzieci donoszone.</strong> Piorunem stopy i kark takiego delikwenta staje się zimny, nawet podczas przebierania (dlatego warto kupić ubranka bez wodotrysków, takie, które można jak najszybciej i najprościej założyć). W dzień temperatura w pokoju powinna oscylować wokół 25 stopni, w nocy ma być trochę chłodniej. Na samym początku warto dzieciom na noc nakładać czapeczki (w ciągu dnia nie jest to konieczne).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak kąpać wcześniaka?</strong> Dokładnie tak samo jak każdego innego oseska. Trzeba tylko dbać, żeby po kąpieli nie zrobiło mu się zimno. No i nie trzeba kąpać codziennie. Wcześniaki mają delikatną skórę, ale <strong>najczęściej nie wymagają specyfików pielęgnacyjnych super-hiper z najwyższej półki,</strong> nie muszą to być emolienty. Grunt, żeby smarowidło &#8211; jeśli używamy jakiegoś smarowidła &#8211; było sprawdzone, a nie jakiś no name. Eksperymenty możemy sobie zacząć później, jak podrośnie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Wcześniak potrzebuje spokoju.</strong> W zależności od tego, ile przed czasem się urodził, przychodzi na świat z różnym stopniem niedorozwoju. U skrajnych wcześniaków jest to niedorozwój narządów wewnętrznych, u wcześniaków &#8222;późnych&#8221; (jak moje) po prostu znacznie większa wrażliwość na bodźce. Najgorsze, co możemy zafundować dziedzicowi, to nieustanne pielgrzymki ciotek i babć gruchających nad łóżeczkiem. Apage. <strong>Wcześniak musi włożyć więcej wysiłku (choć nie jest tego świadomy), żeby przetworzyć sobie bodźce z otaczającego go świata.</strong> Aplikowanie mu ciągłych nowości wprowadzi rozdrażnienie i poczucie dezorientacji. Ciotki jeszcze zdążą przyjść, jeszcze narobią zdjęć (zresztą sami możemy zrobić i wysłać im foty mailem).</p>
<p style="text-align: justify;">Z wizytami krewnych i znajomych Królika wiąże się jeszcze jedno niebezpieczeństwo: <strong>przynoszą ze sobą najróżniejsze zarazki.</strong> Wcześniak ma obniżoną odporność. Dziecko donoszone będzie miało gdzieś dziadkowy katarek a na wcześniaku się odbije. A zatem <strong>jak najmniej wizyt. A już na pewno odizolować obce dzieci</strong>. Przez pierwsze trzy miesiące niech się nie pokazują. Trudno, najwyżej rodzina się obrazi. Zdrowie wcześniaka ważniejsze. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to krzyżyk na drogę.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak powinien spać wcześniak?</strong> Jak każde inne dziecko &#8211; głównie na plecach. Na brzuszku można kłaść delikwenta w ciągu dnia, kiedy my nie śpimy i mamy go na oku. Noworodki, zwłaszcza wcześniaki mają problem z obróceniem główki z jednej strony na drugą. W nocy lepiej niech śpi na plecach. Tak będzie bezpieczniej. Uwaga, jeśli dziecko zwykło trzymać główkę w jedną stronę, warto je przekładać raz tak, raz siak. Inaczej czaszka może się nieco odkształcić. Dzieje się tak zwłaszcza jeśli młode nie otrzymuje odpowiedniej dawki witaminy D (często tak jest). Kości są wtedy bardziej miękkie (jeśli można to tak określić). Moja pierworodna ma takie odkształcenie. Albo miała, bo jak mam być szczera, zupełnie ginie to pod włosami. Bliźniaczki przekładałam częściej, nie mają żadnych spłaszczeń.</p>
<p style="text-align: justify;">Podsumowując: pielęgnacja moich wcześniaków względem pierwszego dziecka donoszonego różniła się w następujących punktach:</p>
<ul>
<li style="text-align: justify;">cieplej w ciągu dnia i staranniejszy, zapobiegający wychłodzeniu ubiór</li>
<li>mniej bodźców</li>
<li style="text-align: justify;">dłuższy czas do pierwszej wizyty dziadków i znacznie dłuższy do pierwszej wizyty dzieci</li>
<li style="text-align: justify;">inny sposób karmienia (niestety miały normalny dla wcześniaków problem ze ssaniem i z różnych względów nigdy nie nauczyły się ssać piersi)</li>
</ul>
<div style="text-align: justify;">Poszło gładko. Jednego tylko żałuję, mogłam na samym początku zaopatrzyć się w pieluchy dla wcześniaków. Co prawda przewidziane są one dla dzieci do 2 kg, a moje ważyły odpowiednio 2130 i 2190, ale pielucha sięgająca od kostek po szyję i zapinana naokoło to żaden komfort, wierzcie mi. Łacina leciała wodospadem.</div>
<div style="text-align: justify;"><em>Pisząc notkę korzystała z artykułu zamieszczonego w piśmie &#8222;M jak mama&#8221; (bez ekscytacji, nie jestem w ciąży! <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ) nr 1/2012. Artykuł stanowi wywiad z Ewą Helwich, pediatrą neonatologiem, szefową Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka IMiD w Warszawie, krajowym konsultantem w dziedzinie neonatologii.</em></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2012/01/pielegnacja-wczesniaka-to-nie-takie-trudne.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Karmienie a przeziębienie, karmienie a antybiotyk</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/karmienie-a-przeziebienie-karmienie-a-antybiotyk.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/karmienie-a-przeziebienie-karmienie-a-antybiotyk.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Dec 2011 05:00:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[karmienie piersią]]></category>
		<category><![CDATA[rodzic]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6865</guid>
		<description><![CDATA[No tak. Matka jesienną porą (analogicznie do bruneta wieczorową porą) bywa pociągająca. Tudzież smarkata. Pociąga na potęgę i smarka też. Nie ma zmiłuj, pora siąpiąco-przymrozkowa rządzi się swoimi prawami. Pół biedy, jeśli matka ma dziecko w wieku przedszkolnym. Gorzej, jeśli junior stołuje się przy barze mlecznym made by mama. Nie dla juniora gorzej &#8211; o [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">No tak. Matka jesienną porą (analogicznie do bruneta wieczorową porą) bywa pociągająca. Tudzież smarkata. Pociąga na potęgę i smarka też. Nie ma zmiłuj, pora siąpiąco-przymrozkowa rządzi się swoimi prawami. Pół biedy, jeśli matka ma dziecko w wieku przedszkolnym. Gorzej, jeśli junior stołuje się przy barze mlecznym made by mama. Nie dla juniora gorzej &#8211; o tym będzie poniżej &#8211; tylko dla matki. Bo matka włosiska z głowy rwie, pazury żre i zastanawia się, czy przystawić do piersi, czy wprost przeciwnie i czy istnieje ryzyko zrobienia sobie niezłego kuku. Notka ta ma więc na celu ocalenie owłosienia i takie działanie, by matka nie skończyła jak Wenus z Milo.</p>
<h5 style="text-align: justify;"><strong>Czy podczas przeziębienia można karmić piersią?</strong></h5>
<p style="text-align: justify;">Nie tylko można. <strong>POWINNO SIĘ karmić piersią</strong>. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że mleko matki jest doskonałym źródłem przeciwciał. Ssąc cyca (słowo pierś też lubię, ale pozwólcie, że pocycuję), młode zaopatrza się w niezbędne składniki, które wzmacniają jego odporność. Nic nie zrobi tego lepiej. Jeśli więc zależy ci na tym, żeby twoje dziecko nabierało odporności, to pomimo przeziębienia karm je piersią bez zmian. Jasne, leje ci się z nosa, ale spokojnie. Nie przekażesz razem z pokarmem armii drobnoustrojów, natura już o to zadbała.</p>
<p style="text-align: justify;">Orgię zarazkową może jednak zafundować coś, czemu (ach, ach) częstokroć nie możemy się oprzeć, czyli całowanie i przytulanie. Innymi słowy, <strong>karm do wypęku, ale nie całuj i nie przytulaj podczas choroby</strong>. Trudno, trzeba to jakoś przeżyć, katar nie trwa latami. Choróbsko przenosi się drogą kropelkową.</p>
<p style="text-align: justify;">Niektóre portale rodzicielskie radzą, żeby podczas karmienia zakładać na twarz papierową maseczkę. Większego sensu, moim zdaniem, to nie ma. Chyba że od razu po karmieniu wyrzucisz maseczkę do śmieci. Jeśli już zakładasz, to nie ma co się przejmować, że młode zrobi oczy jak spodki na twój widok. Spokojnie. Niemowlęta w wielu dziedzinach mogłyby nas zaskoczyć (parafrazując tytuł filmu, niemowlęta są jakieś dziwne). Na przykład bardzo lubią czarny kolor, bo jest bardzo wyrazisty, a junior na początku swojej kariery społecznej rozróżnia w porywach do czterech lub pięciu kolorów. Spróbuj jednak kupić potomkowi czarne body lub śpiochy&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Dobra, ad rem. A ty bracie karm, karm, karm, bracie, piersią jak my. Coś trzeba jednak ze sobą robić. Nie jest tak &#8211; tu pozwolę sobie stanąć okoniem wobec powszechnych przekonań &#8211; że matka karmiąca nie może się leczyć. Może. Powinna. Wystarczy, że wpiernicza ziemniaki z marchewką i kurczakiem przez siedem dni w tygodniu <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<h5 style="text-align: justify;"><strong>Co można stosować na przeziębienie, kiedy karmi się piersią?</strong></h5>
<p style="text-align: justify;">I tutaj znów stajemy na rozdrożu opinii, jeśli przeczeszemy świat WWW. Broń Boże syropy z cebuli i czosnku! &#8211; krzyczą jedni. Tak, syrop z cebuli i czosnku! &#8211; krzyczą drudzy. <strong>Prawda jak zwykle jest inna dla każdego dziecka osobno</strong>. Awersja do czosnku (iście wampirza, czyż nie?) wynika z przekonania, że aromat wyżej wymienionego przenika do pokarmu, co może sprawić, że dziecko nie będzie chciało go pić. No dobrze, ale przecież w takich Indiach czosnek jest ZALECANY dla karmiących i żrą go na potęgę, po ponoć wspomaga laktację, a nie słyszałam jakoś o zbiorowym strajku indyjskich niemowląt. Jeśli więc jesteś zwolenniczką naturalnych metod, po prostu spróbuj. Nic nie tracisz. Mnie osobiście nikt na tej planecie nie przekona do wypicia syropu z cebuli i czosnku, no way. Już chętniej rozbiorę się pod wrocławskim pręgierzem w rynku, narażając społeczeństwo na szok estetyczny (te rozstępy i cellulit&#8230;).</p>
<p style="text-align: justify;">Jeśli tak jak ja prędzej wypijesz denaturat niż sok z cebuli, z powodzeniem możesz sięgnąć po środki apteczne. Przede wszystkim paracetamol i ibuprom. Unikać należy pochodnych kwasu salicylowego, czyli Aspiryny i Polopiryny, choć część miejsc WWW radzi, by skonsultować się z lekarzem i jeśli ten pozwoli, to zażyć. No nie wiem. Z rozsądkiem należy podejść do kodeiny, ponieważ ponoć ma ona negatywny wpływ na laktację. Natomiast spokojnie możemy sobie siorbać większość aptecznych syropków dostępnych bez recepty (np. Mucosolvan, Flegamina). One nie przenikają do pokarmu, a przynoszą ulgę.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak pozbyć się kataru?</strong> Wydmuchiwać nochal oczywiście dbając, by chusteczki od razu lądowały w koszu (przyznaję się, to jest mój problem. Nie lądują), ale świetnym pomysłem jest&#8230; <strong>inhalacja</strong>. Ludzie, <strong>zaopatrzcie się w inhalator-nebulizer.</strong> I tak wam się przyda, kiedy junior pójdzie do przedszkola lub żłobka, zobaczycie. Inhalacja czyni cuda. To świetny sposób na oczyszczenie i odkażenia nosogardzieli. <strong>Czym inhalować?</strong> Zwykłą solą fizjologiczną chociażby (stężenie 0,9%), którą za grosze można nabyć w aptece bez recepty. To upierdliwa metoda, bo te dziesięć minut powiedzmy trzeba sobie z maseczką posiedzieć i powdychać, ale warto, wierzcie mi, warto. Można stosować również specjalne preparaty do nebulizacji (np. Mucosolvan właśnie, ale nie syropek, broń Boże, tylko specjalnie przystosowany do inhalatorów), ale one są na receptę, trzeba więc zabrać zadek i ruszyć do lekarza.</p>
<p style="text-align: justify;">Czyli tak: zawsze możesz się udać do lekarza, nie zaszkodzi. Chcę tylko powiedzieć, że <strong>przeziębienie nie jest przeciwwskazaniem do karmienia piersią</strong>.</p>
<h5 style="text-align: justify;">Czy można karmić piersią, kiedy się ma gorączkę?</h5>
<p style="text-align: justify;">Ależ owszem, czemu nie? Dziecku też należy się! <strong>Jasne, że możesz karmić z gorączką</strong>. Mało tego, możesz tę gorączkę zbijać, jeśli przekroczy 38 stopni. Niektóre portale rodzicielskie radzą, że możesz użyć środków dziecięcych, czyli np. czopka paracetamolu. Ekhm, dziecięcy czopek paracetamolu to możesz sobie za przeproszeniem wsadzić. Dawka jest dobierana do wagi delikwenta i żeby coś w ogóle ci się zbiło, musiałabyś tych czopków wpakować sobie kilka tam, gdzie słońce nie dochodzi. Po prostu sięgnij po paracetamol w wersji dla dorosłych (czyli np. Apap, Codipar czy coś w ten deseń, chyba że upierasz się przy czopkach&#8230; <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ). Jeśli jednak gorączka jest wysoka (38-39 stopni) i utrzymuje się więcej niż dwa dni, to trzeba zadrzeć kiecę i polecieć do internisty. Niech myśli.</p>
<h5 style="text-align: justify;">Czy można karmić piersią, kiedy się bierze antybiotyki?</h5>
<p style="text-align: justify;">A to różnie. W dzisiejszych czasach najczęściej można dobrać taki antybiotyk, który nie przenika do pokarmu lub przenika w sposób na tyle ograniczony, że nieistotny. Gorzej, jeśli ktoś jest na coś uczulony (np. ja na penicylinę). Rada jest jedna &#8211; jeśli lekarz mówi, że bez antybiotykoterapii się nie obejdzie, to należy go poinformować, że się karmi piersią. Niech coś dobierze. Najczęściej dobierze.</p>
<p style="text-align: justify;">W najgorszym wypadku przez czas zażywania antybiotyku odciągamy pokarm laktatorem, żeby nie osłabiać laktacji, i podajemy młodzieży mleko modyfikowane,  a do zapodawania piersi wracamy po skończonej kuracji.</p>
<p style="text-align: justify;">Tutaj dygresyjka: <strong>kup sobie laktator</strong>. Nawet jeśli stoisz na stanowisku, że choćby nie wiem co, będziesz karmić piersią, jesteś zmotywowana i w ogóle, i innej opcji nie ma, to kup laktator. Nie przewidzisz, co się wydarzy, naprawdę. Spotkałam jedną i drugą matkę, która w panice wysyłała męża do apteki i kazała mu nie pokazywać się w domu bez odciągacza pokarmu, bo potrzebny był na gwałt (i odciągacz, i mąż). Po cholerę ci ten stres? Kup laktator przed porodem, to dobra decyzja, poważnie. I zabierz go na porodówkę. Serio.</p>
<p style="text-align: justify;">Dobra, zbierając do kupy: katar, przeziębienie, gorączka czy antybiotyk nie są przeciwwskazaniem do karmienia piersią. Do wszystkiego należy podejść jak zwykle rozsądnie. Może się zdarzyć, że pierś będzie musiała poczekać, ale częściej się tak nie zdarza, niż zdarza.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/karmienie-a-przeziebienie-karmienie-a-antybiotyk.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>16</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ospaparty, czyli co nieco o szczepieniach</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/ospaparty-czyli-co-nieco-o-szczepieniach.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/ospaparty-czyli-co-nieco-o-szczepieniach.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 20 Dec 2011 08:17:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[szczepienia]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6810</guid>
		<description><![CDATA[Biedroneczki są w kropeczki. Dzieci z wiatrówką czy różyczką też są w kropeczki. I jedne z kropeczkami przychodzą do tych drugich. To znaczy nie biedronki do dzieci, tylko dzieci do dzieci. Przychodzą z premedytacją z powodu kropeczek właśnie. Po to, żeby kropeczki nabyć sobie zupełnie gratis. W standardzie. Jest więc tak, że dzieci pysznie się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Biedroneczki są w kropeczki. Dzieci z wiatrówką czy różyczką też są w kropeczki. I jedne z kropeczkami przychodzą do tych drugich. To znaczy nie biedronki do dzieci, tylko dzieci do dzieci. Przychodzą z premedytacją z powodu kropeczek właśnie. Po to, żeby kropeczki nabyć sobie zupełnie gratis. W standardzie. Jest więc tak, że dzieci pysznie się bawią (bo dzieci zawsze pysznie się bawią, niezależnie od okoliczności przyrody), a rodzice zacierają ręce, bo kropeczki przeniosą się dalej. O to im chodzi. O to chodzi w tzw. <strong>ospaparty</strong>.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Ospaparty</strong>, jak doniosły Fakty TVN, jest ostatnio modne. Chodzi o to, żeby jedne dzieci zaraziły drugie, całość potomstwa sobie gremialnie odchorowała, a dorośli mieliby wtedy z głowy. Różyczka zaliczona, świnka zaliczona, wiatrówka zaliczona, można żyć dalej. Z głowy &#8222;manie&#8221; to jedna rzecz. Druga to uniknięcie szczepień. I tak właśnie czając się jak wąż w pomidorach zmierzam sobie naokoło ku tematowi szczepiennemu.</p>
<p style="text-align: justify;">Przyznaję, że im dłużej żyję, tym mniej jestem zorientowana w temacie. Nie, wróć. Im bardziej jestem zorientowana w temacie, tym mniej wiem. A mniej wiem, ponieważ dobiegają mnie zewsząd informacje wzajemnie się wykluczające. Generalnie rzecz biorąc wszystko można sprowadzić do batalii, w której po jednej stronie cienkiej, czerwonej linii stoją ci, którzy uważają, że koncerny farmaceutyczne to zakamuflowana opcja faszystowska mająca za zadanie wykorzenić poszczególne nacje z powierzchni ziemi, a przy okazji poeksperymentować sobie na nich, no i &#8211; to najważniejsze &#8211; zbić potężną kasę. Po przeciwnej stronie barykady stoją ludzie, którzy uważają, że powikłania poszczepienne to wymysł paranoicznego ciemnogrodu i gdyby była szczepionka na katar (Boże, koniec męki z aspiratorami, solą morską i w ogóle!), to pierwsi polecieliby do apteki. Prawda, jak zwykle w życiu, leży gdzieś po środku.</p>
<p style="text-align: justify;">Na pewno część z was spotkała się (tudzież po prostu słyszała) <strong>z otwartym listem</strong> <strong>prof. Marii Doroty Majewskiej do Polskiego Towarzystwa Wakcynologii</strong>, Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego i w ogóle do Ministerstwa Zdrowia. List w całości przeczytać sobie można tutaj &#8211;&gt; <a href="http://www.biomedical.pl/aktualnosci/szczepienia-rtec-i-autyzm-skutki-szczepien-582.html" target="_blank">KLIK</a>. W skrócie można sprowadzić go do tego, że prof. Majewska wskazuje na <strong>obecność sporej ilości rtęci (thimerosalu) w niektórych powszechnie używanych szczepionkach</strong>. Rtęć w tych preparatach znacznie przekracza dopuszczalne normy, a ponieważ jest toksyczna, wpływa negatywnie na organizm dziecka, doprowadzając do różnych schorzeń.</p>
<p style="text-align: justify;">Co będę owijać w bawełnę &#8211; prof. Majewska otwarcie stwierdza, że thimerosal zawarty w szczepionkach jest odpowiedzialny za większość zgonów niemowląt w Polsce i w Stanach Zjednoczonych (a także w niektórych krajach UE) oraz przyczynia się do &#8211; jak to określiła &#8211; <strong>epidemii autyzmu</strong> u dzieci. Tezy mocne, by nie powiedzieć szokujące. Dalej uczona uważa, że szczepień obowiązkowych w Polsce jest zdecydowanie za dużo (szczepienia przeciw żółtaczce i gruźlicy powinny być jej zdaniem ograniczone tylko do grup ryzyka), rozpoczynane są zbyt wcześnie, a w Skandynawii i Czechach, w których szczepi się mniej i później, ilość zgonów wśród niemowląt jest o połowę niższa niż u nas i w USA (tam 3 na 1000 urodzeń, u nas 7 na 1000 urodzeń). Prof. Majewska otwarcie oskarża koncerny farmaceutyczne (zwłaszcza Glaxo) o zbijanie kasy za wszelką cenę i &#8211; po prostu &#8211; trucie ludzi w celu osiągnięcia jak największych zysków. Mocne? Mocne. Pojechała po bandzie i właściwie, jakby się uprzeć, można jej wytoczyć proces.</p>
<p style="text-align: justify;">No i tak. List przeczytałam, przeorałam nieco sieć i nasuwa mi się kilka pytań. Z jednej strony za Majewską stoi ogromne doświadczenie (które sama wymienia na początku), a osiągnięcia naukowe budzić mogą jedynie szacunek. Jej postulat weryfikacji kalendarza szczepień pod kątem ograniczenia niektórych szczepionek do grup ryzyka (np. na żółtaczkę typu B szczepione byłyby wyłącznie dzieci, których matki chorowałyby na WZW B) i przesunięcie zaoszczędzonych środków na poprawę stanu sanitarnego szpitali znajduję rozsądnym. Wycofanie szczepionek zawierających rtęć również, bo skoro może jej nie być, to po wuju nam ona? Z drugiej strony&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Po pierwsze</strong>. Majewska w liście wymienia konkretne szczepionki, w których thimerosal występuje w ilości przekraczającej normy i w ogóle występuje. Wśród tych szczepionek nie ma wymienionego Infanrixu (Infanrixem szczepiłam wszystkie moje dzieci). Pytanie, czy to przeoczenie czy faktycznie szkodliwej substancji w tym konkretnie preparacie nie ma lub jest mniej. Zastanawiający jest dla mnie fakt, że uczona nie odniosła się do tego konkretnie produktu, bo jest to chyba &#8211; mogę się mylić &#8211; najczęściej zapodawana szczepionka skojarzona.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Po drugie</strong>. Rzuca bardzo poważne oskarżenia, mogące &#8211; gdyby się nie potwierdziły &#8211; zrujnować jej karierę i na stałe przypiąć jej łatkę osoby niewiarygodnej i oszołoma. Stwierdza, że wszyscy, którzy mają inne zdanie niż ona, są na garnuszku koncernów farmaceutycznych, nie mogą więc głosić innych tez, niż głoszą. Unika jednocześnie konfrontacji ze stroną przeciwną i na organizowaną konferencję czy debatę z udziałem mediów nie zaprasza przeciwników, bo stwierdza, że dialog z nimi nie ma żadnego sensu. Que? Jeśli faktycznie ma mocne argumenty poparte badaniami, powinny się bez problemu obronić, prawda?</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Po trzecie.</strong> Wzmiankuje raz po raz, że przeprowadzone badania wykazały, że szczepionki z thiomerosalem mogą wywoływać autyzm u dzieci. Nigdzie nie podaje jednak, jakie to badania ani kto i kiedy je prowadził. Rzuca się to w oczy w liście, naprawdę. Naukowiec, który obficie odwołuje się do rozmaitych publikacji, nie powinien popełniać takiego przeoczenia (jeśli to przeoczenie, oczywiście).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Po czwarte.</strong> Odwołuje się do <strong>dra Andrew Wakefielda</strong>, który wykazywał, że na skutek podania szczepionek z rtęcią dochodzi do pewnych zaburzeń w jelitach, a zaburzenia te są odpowiedzialne za późniejsze wystąpienie autyzmu. Wyniki badań Wakefield w 1998 roku opublikował w prestiżowym piśmie medycznym Lancet. Rzecz jednak w tym, że jakiś czas potem Lancet wycofał publikację, ponieważ wyszło na jaw, że uczony &#8222;dobierał&#8221; pacjentów pod swoje tezy oraz odpowiednio &#8222;prowadził&#8221; badania. Mówiąc wprost &#8211; preparował je i ustawiał tak, aby mu &#8222;sprzyjały&#8221;. Nie zauważyłam, aby prof. Majewska w liście wypowiadała się o Wakefieldzie negatywnie. Stawia ją to niestety w dość niekorzystnym świetle.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Po piąte</strong>. Jakoś nie przekonuje mnie spiskowa teoria dziejów, w której to kilku sprawiedliwych walczy z całym skorumpowanym światem. Mam za mało wiedzy, by się do tego jakoś odnieść i polegać mogę wyłącznie na moich odczuciach, ale trąci mi to jakimś naukowym, hmm, fanatyzmem, nie wiem, jak to nazwać. A to mnie po prostu odstręcza. Poza tym pada <strong>szokująca, naprawdę szokująca teza</strong>, że <strong>za większość zgonów niemowląt w Polsce odpowiedzialne są powikłania poszczepienne</strong>. Jeśli ktoś rzuca takie zdania, to musi umieć je udowodnić, nie ma bata. Inaczej łatwo rozpętać psychozę strachu, a rodzicom wiele nie potrzeba, prawda? Majewska niestety udowodnić nie potrafi, a przynajmniej nie czyni tego w tym liście.</p>
<p style="text-align: justify;">Coś jeszcze? Przeglądnęłam kilka stron prowadzonych przez osoby, których dzieci zmagają się z autyzmem oraz stronę krakowskiego oddziału <strong>Krajowego Towarzystwa Autyzmu</strong>. Wszyscy jak jeden mąż nie zostawiają na tezach Wakefielda suchej nitki. Konkretnie twierdzą wprost, że twierdzenie, że szczepionki wywołują autyzm to bzdura na kółkach. No sorry. Skoro rodzice dzieci autystycznych zajmują takie stanowisko, to chyba coś w tym jest, prawda? Do poczytania choćby<a href="http://www.kta.krakow.pl/2010/02/szczepionka-mmr-a-autyzm-ostateczne-rozstrzygniecie/" target="_blank"> tutaj</a> i <a href="http://www.pomagamyzosi.pl/?page_id=1241" target="_blank">tutaj</a>.</p>
<p style="text-align: justify;">Efektem ścierania się całkowicie sprzecznych teorii naukowych jest kompletna dezorientacja wśród rodziców. Część z nich rezygnuje w ogóle ze szczepienia swoich dzieci (ważne! <strong>Prof. Majewska od szczepień się nie odcina i nie jest ich przeciwnikiem, proponuje tylko pewną ich racjonalizację!</strong>). Skutek jest taki, że po raz pierwszy od iluś tam lat obserwujemy zgony spowodowane powikłaniami po odrze, a ilość zachorowań na odrę (i inne choroby, przeciw którym szczepimy dzieci) bardzo wzrosła, głównie za naszą zachodnią granicą.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Cały czas zapomina się o tym, że powikłania pochorobowe są znacznie częstsze i znacznie groźniejsze niż powikłania poszczepienne</strong>. Świadome narażanie dzieci na te pierwsze jest, moim zdaniem, cokolwiek nierozsądne (tak, piję tutaj do wspomnianych na początku ospaparty). Pamiętajmy, że np. bakteria czarnej ospy istnieje dzisiaj wyłącznie w laboratoriach i nie przetrzebia skupisk ludzkich właśnie dzięki szczepieniom. Jasne, że szczepionki mogą wywoływać powikłania, zwłaszcza u dzieci bardzo alergicznych, ale po pierwsze można z rodzicami alergika przeprowadzić dokładny wywiad przed szczepieniem i dobrać taki preparat, żeby był jak najmniej inwazyjny (a jest z czego wybierać, naprawdę), a po drugie bilans strat i zysków wydaje mi się tutaj oczywisty. Ja konkretnie nie wyobrażam sobie narażenia moich dzieci na odrę czy polio tylko dlatego, by uniknąć ewentualnych ubocznych skutków szczepienia.</p>
<p style="text-align: justify;">Tyle mojego, każdy może mieć własne zdanie. Apeluję o oświaty kaganek. Zanim zaczniemy mówić o faszystowskich metodach, zanim zdecydujemy się na kroki obciążone poważnymi konsekwencjami, popytajmy, poczytajmy. Nie wierzę, że wszyscy lekarze jak jeden mąż chodzą na pasku firm farmaceutycznych. Przeczą temu zwyczajne zasady statystyki. Oczywiście mogłam nie zrozumieć tematu, mogłam się pomylić, mogłam pobłądzić i dużo innych rzeczy zapewne wytknąć mi można. Nie jestem medykiem, nie jestem naukowcem i bazuję jedynie na informacjach, które sama wyszukałam. Ale szukałam i pytałam. I dalej pytam, ot co.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/ospaparty-czyli-co-nieco-o-szczepieniach.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>67</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Aspirator i odkurzacz &#8211; armata na katar</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/aspirator-i-odkurzacz-armata-na-katar.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/aspirator-i-odkurzacz-armata-na-katar.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 11 Dec 2011 00:12:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[aspirator]]></category>
		<category><![CDATA[katar]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6738</guid>
		<description><![CDATA[Niektórzy pamiętają może, jak to przejechałam się po Katarku jak po burej suce. Co to za Katarek? To aspirator do noska podłączany do&#8230; odkurzacza. Zdumiewałam się pomysłem skonstruowania takiego wysysacza mózgu, ale społeczeństwo okazało się być zachwycone faktem istnienia tegoż. Do tego stopnia, że i ja (błogosławieni elastyczni, albowiem oni się nigdy nie złamią) zrujnowałam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Niektórzy pamiętają może, jak to przejechałam się po Katarku jak po burej suce. Co to za Katarek? To aspirator do noska podłączany do&#8230; odkurzacza. Zdumiewałam się pomysłem skonstruowania takiego wysysacza mózgu, ale społeczeństwo okazało się być zachwycone faktem istnienia tegoż. Do tego stopnia, że i ja (błogosławieni elastyczni, albowiem oni się nigdy nie złamią) zrujnowałam się na to narzędzie zbrodni. Zmusiła mnie do tego sytuacja życiowa, czyli gile do pasa u całej trójki, bo dzieci tak już mają, że chorują stadnie. Zrujnowałam się, więc mam. A skoro mam i używam, to i jakieś zdanie sobie wyrobiłam.</p>
<p style="text-align: justify;">Aspirator wygląda tak:</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/12/aspirator-i-odkurzacz-armata-na-katar.html/dsc_7882" rel="attachment wp-att-6739"><img class="aligncenter size-full wp-image-6739" title="DSC_7882" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/12/DSC_7882.jpg" alt="" width="500" height="335" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Obsługa Katarka jest prosta jak konstrukcja cepa. Aspirator jest z gatunku &#8222;dla opornych&#8221; <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Jeden koniec należy wetknąć do rury od odkurzacza, drugi do rezerwuaru gilów.</p>
<p style="text-align: justify;">Wbrew moim wcześniejszym przypuszczeniom nie wysysa mózgu. Sprawdziłam najpierw na sobie <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Jeśli odkurzacz ustawiony jest na najmniejszą siłę ssania, to nawet ciągnie słabo. Trzeba trochę podkręcić.</p>
<p style="text-align: justify;">Miałam trochę pokluczyć, ale w sumie po co. Przejdźmy do tego, co was może najbardziej interesować, czyli do moich wrażeń z działania tego ustrojstwa. Powiem szczerze: działa bardzo dobrze. Świetnie wysysa gluty i robi to naprawdę szybko. Nie rzucił mnie na kolana i nie zaczęłam rapować wzorcowym trzynastozgłoskowcem ze średniówką, bo jestem zdania, że podobny efekt uzyskiwałam posługując się zwykłym aspiratorem &#8222;na wdech&#8221;. Rzecz jednak w tym, że zabierało mi to znacznie więcej czasu i wysiłku. W przypadku Katarku jest to ziuu, ziuu i po sprawie.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak, sprawdza się. Spełnia swoje zadanie. Wady jednakowoż posiada też.</p>
<p style="text-align: justify;">Po pierwsze sam fakt podłączania do odkurzacza. Nie wiem, jak wasze sprzęty, ale mój jest zwyczajnie brudny. Jasne, że do nosa wtyka się ten drugi koniec, ale to, że mocuję ustrojstwo do zakurzonej rury, wprowadza we mnie pewien dyskomfort.</p>
<p style="text-align: justify;">Druga rzecz &#8211; znów odkurzacz. Gile trzeba odsysać często, a to oznacza, że albo odkurzacz na czas choroby stanie się stałym wyposażeniem pokoju, albo będziemy go wyciągać co pół godziny. Jedno i drugie jest upierdliwe, ale powiedzmy, że można to przecierpieć dla dobra sprawy. W końcu katar nie trwa wiecznie.</p>
<p style="text-align: justify;">Trzecia rzecz &#8211; i tym razem odkurzacz. Odkurzacz, choćby nie wiem jakiej generacji był, wytwarza pewną ilość decybeli. To sprawia, że w nocy go nie użyję. To znaczy mogłabym, ale po pierwsze postawię dom na nogi, a po drugie zależy mi na dobrych relacjach z sąsiadami <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Jeśli więc chcemy rozprawiać się z glutami w nocy (a najczęściej musimy), to potrzebny nam jest jeszcze jeden aspirator, tym razem klasyczny.</p>
<p style="text-align: justify;">Czwarta rzecz &#8211; reakcja młodzieży. Najstarsza lubi (!) i sprawia jej to sporą frajdę. Zachęcać nie trzeba, czasami nawet sama przychodzi i pyta się, czy wyczyścimy katarek odkurzaczem. Natomiast bliźniaczki &#8211; dramat. Ryk jest po prostu nieludzki. Marysia, kiedy widzi, że montuję aspirator do odkurzacza, zaczyna pobekiwać i ucieka na drugi koniec mieszkania. Marcysia nie ucieka, ale usta też ma w podkówkę. Przy zwykłym aspiratorze też oczywiście nie było erupcji entuzjazmu i też trzeba było trzymać daną delikwentkę siłą, ale w przypadku Katarku jest po prostu rzeźnia. Powstaje więc pytanie, jaki to ma sens, skoro płacz zwiększa produkcję wydzieliny?</p>
<p style="text-align: justify;">Po piąte &#8211; cena. Przyjrzyjcie się jeszcze raz, jak sprzęcior wygląda.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/12/aspirator-i-odkurzacz-armata-na-katar.html/dsc_7883-2" rel="attachment wp-att-6743"><img class="aligncenter size-full wp-image-6743" title="DSC_7883" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/12/DSC_78831.jpg" alt="" width="500" height="335" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">To są dwa plastikowe elementy z plastikową końcówką wtykaną w jeden z nich. Elementy połączone są gumowym wężem. Koszt wyprodukowania całości wynosi &#8211; nie mam pojęcia, ale strzelę &#8211; być może gdzieś około 5 zł. Wiecie, ile zapłaciłam za ten aspirator w Superpharmie? 63 zł. Ja przepraszam, że to napiszę, ale&#8230; Kurwa, ludzie! Za durny kawałek plastiku ponad 60 zł?! Powinien kosztować w najgorszym przypadku 20 zł! Cała reszta jest rozbojem w biały dzień. Ceneo podaje widełki między 48 a 55 zł. Na Allegro można nabyć za 39,90, ale to i tak jest wybitnie wygórowana cena! Poza tym doliczyć sobie trzeba koszty przesyłki, czyż nie? Cena tego aspiratora to zwykłe zdzierstwo.</p>
<p style="text-align: justify;">Podsumujmy:</p>
<ul>
<li style="text-align: justify;">świetnie odciąga katar &#8211; bez dwóch zdań</li>
<li style="text-align: justify;">jest szybki</li>
<li style="text-align: justify;">nie zauważyłam podrażnienia śluzówki</li>
<li style="text-align: justify;">bardzo łatwo się go czyści i przepłukuje</li>
<li style="text-align: justify;">w zestawie mamy zapasową końcówkę i szczoteczkę do czyszczenia</li>
<li style="text-align: justify;">jest upierdliwy i głośny, bo odkurzacz zajmuje miejsce, jest brudny i nie wypada włączać go w nocy.</li>
<li style="text-align: justify;">potrzebujemy jeszcze jednego aspiratora do odciągania glutów</li>
<li style="text-align: justify;">dzieci (o moich mówię) są szczerze przerażone i odciąganie glutów to dla nich trauma.</li>
<li style="text-align: justify;">cena jest złodziejsko wysoka, niewspółmierna do jakości</li>
</ul>
<div style="text-align: justify;">To wszystko każe mi sporządzić bilans strat i zysków. W bilansie tym Katarek wypada&#8230; tak średnio. Nie wiem, czy nie lepiej zaoszczędzić młodym traumy i posługiwać się zwykłym aspiratorem (mam bodajże Fridę, coś skandynawskiego, nigdy nie pamiętam). Fakt, wysiłek ssalny większy, ale nic nam nie zagraca chałupy, użyć można zawsze i potomstwo nie ucieka z wrzaskiem. Na razie nie żałuję, że go kupiłam (przekonuje mnie do niego jego skuteczność i szybkość działania), ale uczucia mam mocno mieszane.</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/12/aspirator-i-odkurzacz-armata-na-katar.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>31</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mam wcześniaka, mam problem</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/mam-wczesniaka-mam-problem.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/mam-wczesniaka-mam-problem.html#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Nov 2011 05:00:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ciąża i rozwój płodu]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[bliźniaki]]></category>
		<category><![CDATA[ciąża]]></category>
		<category><![CDATA[poród]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój dziecka]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój płodu]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6550</guid>
		<description><![CDATA[Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Te, którym 40. tydzień ciąży ciągnie się jak gigantyczne spagetti i wydaje im się, że wbrew wszystkiemu będą ciężarne dwa lata jak słonice, marzy się, żeby rodzić JUŻ.  Dosyć tego brzucha, dosyć wtaczania się na pierwsze piętro (nie mówiąc o trzecim czy czwartym), dosyć spania jedynie na boku. Rodzić [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Te, którym 40. tydzień ciąży ciągnie się jak gigantyczne spagetti i wydaje im się, że wbrew wszystkiemu będą ciężarne dwa lata jak słonice, marzy się, żeby rodzić JUŻ.  Dosyć tego brzucha, dosyć wtaczania się na pierwsze piętro (nie mówiąc o trzecim czy czwartym), dosyć spania jedynie na boku. Rodzić natychmiast!</p>
<p style="text-align: justify;">Na drugim końcu są kobiety, które dzieci wydały na świat za wcześnie. One wiele by dały, by ciągle jeszcze być w ciąży. Nie są jednak i muszą się pogodzić z rzeczywistością, która napadła na nie jak bandzior z bejzbolem. Są matkami wcześniaków. W związku z tym mają problem. W zależności od skali wcześniactwa może być on bliski zeru, a może też być potężny.</p>
<p style="text-align: justify;">Ponieważ sama jestem mamą wcześniaków, nie mogę o tym nie napisać. Zwłaszcza gdy uświadomię sobie, jak niesamowity bonus otrzymałam od losu, bo większość z problemów wcześniactwa mnie ominęła.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Kiedy dziecko zostaje uznane za wcześniaka?</strong> Wszystko zależy od tego, kiedy jest urodzone i ile waży. Ważne też, czy ciąża była pojedyncza czy mnoga.</p>
<p style="text-align: justify;">W przypadku ciąż bliźniaczych (i w ogóle mnogich) za donoszoną ciąże uważa się taką, która trwa dłużej niż 36 tygodni. <strong>Przyjmuje się, że ciążę bliźniaczą można rozwiązać w 37. tc, ciążę trojaczą w 35. tc.</strong> Mówi się też, że bliźniaki rozwijają się szybciej, dlatego też rodzą się wcześniej. To nie tak. Wcześniejszy poród następuje zazwyczaj wskutek niewydolności szyjki macicy (naciska na nią większy cieżar niż w ciąży pojedynczej), a nie dlatego, że dzieci są jakoś szczególnie dojrzałe. Ciążę pojedynczą (i każdą inną) uznaje się za donoszoną, jeśli trwa dłużej niż 37 tygodni. Poród w 38. tc to poród o czasie. <strong>Bez względu na to, ile płodów dźwiga ciężarna, im później nastąpi poród, tym lepiej dla dzieci.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Czasem się jednak nie udaje i ma miejsce poród przedwczesny. <strong>Miernie przedwczesny</strong>, jeśli zdarzy się między 33. a 36. tygodniem ciąży, <strong>bardzo przedwczesny</strong>, jeśli będzie miał miejsce między 28. a 32 tc, natomiast <strong>skrajnie przedwczesny</strong>, jeśli nastąpi przed 28. tc.</p>
<p style="text-align: justify;">W tym miejscu dygresyjka, bo trzeba obalić <strong>mit mówiący o tym, że lepiej urodzić dziecko w siódmym miesiącu niż w ósmym.</strong> Ten mit to trzecia z prawd wymienianych przez księdza Tischnera, a on, jak wiadomo mówił, że jest święta prawda, też prawda i <strong>gówno prawda</strong>. A zatem gówno prawda. Każdy dzień się liczy, każdy.</p>
<p style="text-align: justify;">Ważna jest też waga. Dzieci o ciężarze ciała mniejszym niż 2500 g uznaje się za wcześniaki bez względu na czas narodzin.</p>
<p style="text-align: justify;">W zależności od tego, kiedy następuje poród, różne bywają <strong>problemy wcześniaków</strong>. Im wcześniej dziecko przychodzi na świat, tym mniejsze ma szanse przeżycia. Udaje się uratować jedynie 2% dzieci rodzonych w 22. i 23. tygodniu ciąży (to właściwie na granicy poronienia). Ale na przykład z dzieci urodzonych w 24.-25. tygodniu przeżywa 25%. Fakt, często są one do końca życia obarczone &#8211; nawet znaczną &#8211; niepełnosprawnością, ale żyją.</p>
<p style="text-align: justify;">Czego mogą się spodziewać rodzice wcześniaków?</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Problemy z oddychaniem.</strong> Płuca są jednym z najpóźniej dojrzewających organów. Mniej więcej w 26. tc wnętrze pęcherzyków płucnych zaczyna wyścielać ustrojstwo zwane substraktantem, które zapobiega zapadaniu się pęcherzyków, kiedy wypełni je powietrze, a nie wody płodowe. Przy ciążach obarczonych ryzykiem porodu przedwczesnego podaje się ciężarnym dożylnie specyfik przyspieszający tworzenie się tej substancji i rozwój płuc dziecka. Bywa jednak, że dziecko ma problem z samodzielnym oddychaniem i musi przez pewien czas przebywać pod respiratorem.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Wylewy.</strong> To częsta przypadłość wcześniaków. Tak, wylewy krwi do niedojrzałego mózgu. Jeśli wylew jest pierwszego lub drugiego stopnia, to jeszcze pół biedy, bo najczęściej sam się wycofuje i śladu po nim nie ma. Wylewy trzeciego i czwartego stopnia są piętnem na późniejszym rozwoju dziecka.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Retinopatia wcześniacza.</strong> Oczy, obok płuc, również rozwijają się najpóźniej. Dziecko je otwiera dopiero w 27. tygodniu ciąży. Rzecz w tym, że u wcześniaka nie zdążyły się wykształcić jeszcze wszystkie naczynia krwionośne łączące siatkówkę z czymś tam. Może dojść do włóknienia naczyń, co z kolei prowadzi do utraty wzroku. Wzrok wcześniaków jest kontrolowany w szpitalu i po wyjściu.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Problem z utrzymaniem temperatury.</strong> Wcześniaki rodzą się chudziutkie. Dopiero pod koniec ciąży tłuszcze są magazynowane w organizmie i budują tkankę tłuszczową. Wcześniej wszystko lub prawie wszystko użytkowane jest jako paliwo. Tkanka tłuszczowa odpowiedniej grubości jest nam niezbędna do utrzymania stałej temperatury ciała. To dlatego wcześniaki na początku często muszą przebywać w inkubatorze, a po wyjściu ze szpitala do domu szybciej marzną niż inne dzieci.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Problemy z karmieniem</strong>. Ssanie piersi to wysiłek. Wcześniak często nie ma tyle krzepy. Skrajnie wcześnie urodzone dzieci najpierw karmi się dożylnie, potem sondą dożołądkową, potem butelką, a dopiero potem można je przystawić do piersi. Bardzo często z karmienia piersią nic nie wychodzi, co dziwnym nie jest, choć znam matki, które stanęły na uszach i do piersi przyuczyły.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Problemy ogólnoustrojowe.</strong> Tak to nazwę. Bardzo wcześnie urodzone dzieci rodzą się z niedorozwojem różnych narządów. Bywa, że przez pewien czas a czasami do końca życia muszą się zmagać z konsekwencjami wcześniactwa. Są słabsze i bardziej podatne na infekcje. Bardzo często muszą być rehabilitowane, czasem poddawane rozmaitym operacjom, które mają za zadanie umożliwić im normalne życie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Problem bardzo banalny &#8211; w co ubrać i gdzie zdobyć tak małe pieluchy?</strong> Ubierasz body w rozmiarze 56, a ono sięga dziecku do kostek. Zakładasz na zadek pieluchę 2-5 kg, a ona rozciąga się od kolan do brody. Znam to. Rodzice wcześniaków, których poznałam (ich dzieci ważyły po 800 g) robili zrzutę, a potem jeden z ojców jechał do obczajonego sklepu i hurtowo wykupywał odpowiednie pieluchy (o ile mi wiadomo, produkuje takowe jedynie Bella). Ciuszki dla wcześniaków są o wiele droższe niż te &#8222;normalne&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Czy wcześniactwo to wyrok?</strong> Absolutnie! Niczego nie da się przewidzieć. Wcale nie jest powiedziane, że rodzic wcześniaka będzie miał przechlapane.</p>
<p style="text-align: justify;">Moje dzieci urodziły się przed czasem. Z miesiączki wychodziło, że jest połowa 37. tc, ale z USG, że początek 36. tc i ten drugi wskaźnik jest prawidłowy. Późna owulacja, dla mnie norma. Miały mały problem z temperaturą ciała i przez trzy dni leżały w inkubatorze. Miały problem ze ssaniem i nigdy nie nauczyły się prawidłowo ssać piersi. Miały odruchy wcześniacze i charakterystyczne drżenie kończyn. Ich mózgi w badaniu USG wykazywały cechy wcześniactwa, ale nie było wylewów. Przeszliśmy klasyczną kontrolę wcześniactwa i&#8230; to tyle. Nigdy nie były rehabilitowane i nie było takiej potrzeby. Nie ma najmniejszych problemów w rozwoju motorycznym i psychicznym. Niczym nie różnią się od innych dzieci. Są zdrowiuteńkie.</p>
<p style="text-align: justify;">Znam dziecko urodzone w 27. tc. Ciążę trzeba było zakończyć, bo zagrożone było życie matki. Mały dostał 1 punkt w skali Apgar. Dziś ma lat bodajże dziesięć. Zupełnie zwykły chłopak, wesoły i inteligentny. Może tylko częściej choruje.</p>
<p style="text-align: justify;">Na koniec słowa mamy wcześniaka, które odnalazłam na jednym z forów. Pozwolę sobie przytoczyć niemal w całości.</p>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">(&#8230;) w 24 tyg. ciąży trafiłam do szpitala. Stwierdzono infekcję. Leżałam tydzień i kiedy wyniki miałam dobre i powiedziano mi, że za 2 dni będę mogła wyjść do domu dostałam silnych skurczy. Była godzina 20, a o 2.15 siłami natury urodził się nasz syn. Był to 25 tydz. Kubuś ważył tylko 700g (schudł do 580g) i mierzył 29cm. W skali Apgar dostał 1 punkt (biło serce). Od pediatry usłyszeliśmy tylko, że to skrajny wcześniak z dużym niedorozwojem wszystkich narządów. Pojawił się też problem &#8211; tak małych wcześniaków w tym szpitalu nie ratuje się ze względu na brak specjalistycznego sprzętu. Musiano go ustabilizować i przewieźć do drugiego szpitala. Nikt nie dawał mu szans na przeżycie a jednak dał sobie radę. W specjalistycznym szpitalu przeleżał 103 dni z czego 60 dni był na respiratorze. Przez 29 dni miał bierna tlenoterapię. Przeszedł zespół zaburzeń oddychania 4 stopnia, martwicze zapalenie jelit, dysplazję oskrzelowo-płucną, retinopatię 2 stopnia oraz wylewy (na szczęście) tylko 1 stopnia. potem była ciężka praca &#8211; rehabilitacja i konsultacje u różnych lekarzy oraz walka o jakość jego życia.<br />
Dzisiaj to 5 letni chłopak, który od swoich rówieśników różni się tym, że jest drobniejszy. Waży 16kg.<br />
Nie dawano mu wielkich szans na przeżycie, a on żyje. Mówiono, że będzie miał problemy z chodzeniem, a on biega. Mógł nie widzieć, a on nawet nie nosi okularów.<br />
Cuda się zdarzają, a wcześniaki są nieprzewidywalne.</p>
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">Otóż to. Wcześniaki są nieprzewidywalne.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/mam-wczesniaka-mam-problem.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>39</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ta okropna CIEMIENIUCHA!</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/ta-okropna-ciemieniucha.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/ta-okropna-ciemieniucha.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Nov 2011 07:43:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[niemowlę]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6525</guid>
		<description><![CDATA[Niby jest piątek i niby na kolejną blogującą mamę czas, ale zrobimy sobie dzisiaj mały wyłom w copiątkowym cyklu i zajmiemy się jednym z klasycznych niemowlęcych obrzydlistw &#8211; ciemieniuchą. Powiem szczerze, kiedy Jadzia była mała, reprezentowałam typowy pogląd, że ciemieniucha bierze się z kiepskiej higieny dzieciaka. Innym słowy, że problem z ciemieniuchą mają wyznawcy hasła, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Niby jest piątek i niby na kolejną blogującą mamę czas, ale zrobimy sobie dzisiaj mały wyłom w copiątkowym cyklu i zajmiemy się jednym z klasycznych niemowlęcych obrzydlistw &#8211; <strong>ciemieniuchą</strong>. Powiem szczerze, kiedy Jadzia była mała, reprezentowałam typowy pogląd, że ciemieniucha bierze się z kiepskiej higieny dzieciaka. Innym słowy, że problem z ciemieniuchą mają wyznawcy hasła, że częste mycie skraca życie. Skąd mi się to wzięło? Pierworodna ciemieniuchy nie miała. Życie jednak, jak to ma w zwyczaju, dało mi ostro po garach, bo bliźniaczki, owszem, ciemieniuchę miały i to dorodną. Myję moje dzieci, musicie mi wierzyć na słowo <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Skąd zatem bierze się ciemieniucha?</strong> Stąd, co i trądzik niemowlęcy, prosaki i tego typu bajery. Jest wynikiem pewnego rodzaju nadczynności skórnej. Konkretnie skóra ma tendencję do łojotoku, a jednocześnie naskórek rogowacieje. Skutkiem tego skóra głowy pokrywa się dość nieciekawie wygladającą warstwą. Wygląda to trochę, jakby łepetynę okleiło coś w rodzaju wosku. Jeśli zaczniemy to drapać, warstwa łuszczy się. Dlaczego w ogóle noworodki i niemowlęta mają problem z nadprodukcją łoju? Z dziećmi tak już jest. Przychodzą na świat z pewnymi parametrami ustawionymi &#8222;domyślnie&#8221;, a przez następne parę miesięcy trwa docieranie się ze środowiskiem zewnętrznym. Oprogramowanie noworodka ulega w ten sposób modyfikacji <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">O tym, że mam problem z ciemieniuchą, dowiedziałam się dość późno. Młode miały chyba z 10 miesięcy. Widać wygląd tego nie był jakiś niesamowicie straszny, powiem więcej, myślałam, że, no, że to tak ma być, że to jakaś skórka zrogowaciała, samo zejdzie i po problemie. No właśnie, skórka zrogowaciała to właśnie ciemieniucha. Wyglądało to tak, jakby młodzież miała ciemnożółtą skórę na części głowy. Tam, gdzie głowa dotykała poduszki lub materacyka, ciemieniuchy nie było.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/11/ta-okropna-ciemieniucha.html/ciemieniucha" rel="attachment wp-att-6526"><img class="aligncenter size-full wp-image-6526" title="ciemieniucha" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/ciemieniucha.jpg" alt="" width="500" height="392" /></a>Zobaczcie, wydaje się, jakby dziewczyny miały na górze włosy rude, a po bokach blond. To właśnie efekt pomarańczowej ciemieniuchowej skóry na głowie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Jak walczyć z ciemieniuchą?</strong> Powiem wam, jak ja to zrobiłam, ale zastrzegam, że sposób może zadziałać u dzieci, które nie zmagają się z AZS. Tak, bo zdarza się, że ciemieniucha jest symptomem alergii, a w takim wypadku raz po raz może wracać. Mój sposób był bardzo prosty. Któregoś dnia przed kąpielą wzięłam <strong>zwykłą oliwkę do ciała</strong> (akurat miałam Bambino) i <strong>porządnie nasmarowałam skórę na głowach bliźniaczek</strong>, starając się kolistymi ruchami wmasowywać oliwkę jak krem. Potem jakieś<strong> pół godziny</strong> chodziły z takim smalcem, może trochę dłużej. Wtedy dopadłam delikwentki, wzięłam grzebień i zaczęłam im<strong> wyczesywać zrogowaciały naskórek</strong>. Schodził pięknie. Dziecka darły się w niebogłosy, bo sytuacja mało komfortowa, fakt. Nie za mocno, ale też nie głaskałam. Jakbym skrobała szybę samochodu, ekhm <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Następnie zostały wykąpane, a głowy trzeba było szamponem potraktować kilkakrotnie, bo włosy były potwornie tłuste ze względów zrozumiałych. I to był koniec ciemieniuchy. Od tej pory problemu nie ma. Nigdy więcej nie wróciła.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Mniej lub bardziej można ciemieniusze zapobiec</strong>, albo przynajmniej zmniejszyć jej skalę. Jak? Trzeba wyczesywać główkę noworodka od dnia przyjścia na ten padół. Codziennie. Nawet jeśli ma trzy włoski na krzyż. Nie grzebieniem oczywiście! Są specjalne szczoteczki. Na początek mięciutka z naturalnego włosia (mam taką, ma już, wyobraźcie sobie 27 lat!!), potem ciutkę twardsza. Ja potraktowałam ten obowiązek po macoszemu i po jakimś czasie działań zaprzestałam. Wtedy właśnie nasiliła się ciemieniucha.</p>
<p style="text-align: justify;">Gorzej jest, jeśli dziecko wykazuje skłonności do alergii. Bywa, że ciemieniucha rozprzestrzenia się poza głowę, na uszy, kark i pachy. Wtedy trzeba koniecznie iść do lekarza, bo przyczyną może być galopujące AZS lub grzybica.</p>
<p style="text-align: justify;">Tyle z mojego placu boju. Jeśli ktoś równie skutecznie uporał się z problemem i chce podzielić się swoim doświadczeniem, to zapraszam. Może ci, którzy do tej pory walczą i nie mogą zatknąć zwycięskiej flagi, otrzymają wreszcie podpowiedź <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;"><em>PS. Pisząc notkę korzystałam z informacji zawartych na stronie http://sposoby-na-ciemieniuche.manifo.com</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/ta-okropna-ciemieniucha.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>37</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pępkowe, czyli o pielęgnacji kikuta pępowiny. I&#8230; konkurs!</title>
		<link>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html</link>
		<comments>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Nov 2011 09:23:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>kruszyzna</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABC rodzica-debiutanta]]></category>
		<category><![CDATA[Poród i po porodzie]]></category>
		<category><![CDATA[konkurs]]></category>
		<category><![CDATA[noworodek]]></category>
		<category><![CDATA[zdrowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.dzieciowo.pl/?p=6502</guid>
		<description><![CDATA[Nie ma to tamto, kikut pępowiny to pierwszy poligon doświadczalny rodzica-debiutanta. Wszystko sprowadzić można do jednego prostego pytania: co z tym cholerstwem robić? Wygląda to nieciekawie, zwłaszcza na początku, zaraz po urodzeniu, gdy spięte jest czymś w stylu klamerki do bielizny. W mordę jeża, dotykać, nie dotykać? Przecierać, nie przecierać? Moczyć, nie moczyć? Co niepokoi, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Nie ma to tamto, <strong>kikut pępowiny</strong> to pierwszy poligon doświadczalny rodzica-debiutanta. Wszystko sprowadzić można do jednego prostego pytania: <strong>co z tym cholerstwem robić?</strong> Wygląda to nieciekawie, zwłaszcza na początku, zaraz po urodzeniu, gdy spięte jest czymś w stylu klamerki do bielizny. W mordę jeża, dotykać, nie dotykać? Przecierać, nie przecierać? Moczyć, nie moczyć? Co niepokoi, a co nie niepokoi? Ile czasu trzeba odczekać, zanim odpadnie? Czy to nie trwa zbyt długo? Już od tego można osiwieć, a to dopiero początek, he he. Tak, tak rodzic ma jak koń pod górę, kto tego jeszcze nie wie, to się przekona, howgh.</p>
<p style="text-align: justify;">OK, chciałabym, żebyśmy pogadali trochę właśnie na temat pozostałości po pępowinie i tego, co się z tym ustrojstwem dzieje. Mielenie jęzorem (tfu, klawiaturą) nie będzie bezproduktywne, bo po pierwsze zyska na tym społeczeństwo, a po drugie <strong>dla komentujących przygotowano trzy nagrody</strong>. O tym jednak poniżej, a na początek cytacik ze strony <em><a title="Kalendarz maluszka" href="http://kalendarzmaluszka.pl/#/dowiedz_sie_wiecej_mamo" target="_blank">Kalendarz maluszka</a></em>.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html/pepek" rel="attachment wp-att-6503"><img class="aligncenter size-full wp-image-6503" title="pepek" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/pepek.jpg" alt="" width="527" height="118" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">No właśnie, <strong>jak to jest z tą właściwą pielęgnacją? Wersje istnieją różniste</strong>. W przypadku mojego pierwszego dziecka, czyli trzy lata temu z haczkiem, królował pogląd, że <strong>kikut pępowiny należy przemywać 70% roztworem spirytusu</strong>. Wzbudziłam niezwykłą radość, kiedy poprosiłam o ustrojstwo w tym stężeniu najpierw w monopolowym (gratulacje), potem w aptece. Uświadomiono mnie w końcu, że mam sobie rasowy spiryt wymieszać z odpowiednią ilością wody i tym przemywać.</p>
<p style="text-align: justify;">Codziennie po kąpieli (ech, bo przy pierwszym dziecku CODZIENNA kąpiel to oczywista oczywistość, przy kolejnych już tak nie jest <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ) braliśmy więc pałeczki do uszu (takie dla dzieci, z ogranicznikiem), maczaliśmy w roztworze i przemywaliśmy pępek.</p>
<p style="text-align: justify;">No właśnie, <strong>jak przemywać kikut pępowiny</strong>? Jedną ręką trzyma się tego cusia i lekko unosi do góry, drugą uzbrojoną w patyczek smyra się dokładnie &#8222;okolicę pępkową&#8221;, dbając, żeby spiryt dotarł we wszystkie zakamarki. Kikut zacznie się w końcu fragmentami odrywać, co najpierw przyprawi nas o zawał (czy przypadkiem nie uszkodziliśmy dzieciaka), a następnie o lawinę pytań, czy na pewno wszystko przebiega tak, jak powinno. Spokojnie, to tak ma być.</p>
<p style="text-align: justify;">Rasowy spiryt wkrótce zemścił się okrutnie za pozbawienie go części procentów i podstępnie rozlał się w szufladzie, w której był trzymany razem z kosmetykami dziecka. W związku z tym przez  pewien czas z pokoju dziecięcego jechało jak z bimbrowni. Postanowiliśmy więc przerzucić się na <strong>gencjanę</strong>, czyli inaczej <strong>pioktaninę</strong>. To też działa odkażająco, ale pozostawia fatalne skutki uboczne w postaci fioletowego zabarwienia skóry. Nie no, spoko, to jest zmywalne, rzecz jednak w tym, że łatwo możemy sobie zafajdać ubranka, a to już gorzej. Pioktaninę zdradziliśmy więc na rzecz &#8211; ponownie &#8211; spirytusu i pilnowaliśmy, by się nie rozlał.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Po ilu dniach odpada kikut pępowiny?</strong> U pierworodnej trwało to wieki, bo jakieś trzy tygodnie. Bardzo długo. Nie wdała się żadna infekcja, nic nie ropiało, nic się w ogóle nie działo, tylko nie chciało odpaść i już. W przypadku bliźniaczek odpadły jeszcze w szpitalu (a byłyśmy tam tydzień), co wydało mi się tempem wprost kosmicznym. Chyba po czterech dniach już pępowiny nie było. Znalazłam kikutki w noworodkowej kuwetce.</p>
<p style="text-align: justify;">Do pielęgnacji pozostały mi strupki. Tym razem nie bawiłam się w żadne rozcieńczanie czegokolwiek, tylko po prostu przemywałam zwykłym spirytusem. Bardzo szybko strupki odpadły i był spokój.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Czy kąpać dziecko zanim odpadnie pępowina?</strong> No właśnie. Przyznaję bez bicia, kąpałam wszystkie trzy. I moczyłam przy tym pępek. Po kąpieli &#8222;okolica pępkowa&#8221; była dokładnie osuszana i postępowano z nią jak wyżej.</p>
<p style="text-align: justify;">Wszelkie zmagania z infekcjami, ropieniem, bakteriami i tego typu rzeczami są mi zupełnie obce, bo &#8211; uff, uff &#8211; z wszystkimi trzema pępkami poszło jak spłatka. Czy postępowałam właściwie? Nie wiem. Nic się potem nie działo, w trakcie też nic się nie działo, jeśli więc zrobiłam na przekór jakimś zaleceniom, to nie odbiło się to czkawką.</p>
<p style="text-align: justify;">To jest dobry moment, by padło to ważne pytanie:<strong> jak pielęgnacja kikuta pępowiny wyglądała u waszych dzieci?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Pytanie ważne z dwóch powodów. Po pierwsze na trzy osoby (wytypowane przeze mnie &#8211; omajgad!) czekają nagrody od sponsora. Sponsorem jest Juvit, a co go będę ukrywać.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html/nagrody-na-blogu-dzieciowo-juvit" rel="attachment wp-att-6506"><img class="aligncenter size-full wp-image-6506" title="Nagrody na blogu Dzieciowo - Juvit" src="http://www.dzieciowo.pl/wp-content/uploads/2011/11/Nagrody-na-blogu-Dzieciowo-Juvit.jpg" alt="" width="478" height="357" /></a>W skład nagrody wchodzą:</p>
<ul>
<li>cyfrowa ramka na zdjęcia</li>
<li>zestaw witamin dla mamy i dziecka (BluMag Jedyny, Juvit Baby D3)</li>
<li>plastry przeciwgorączkowe dla dzieci Ibum Ice</li>
<li>bon o wartości 150 zł (to bon Sodexho) do zrealizowania w różnych sklepach. Listę sklepów zwycięzca otrzyma razem z nagrodą.</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;">Fajne? Myślę, że nawet bardzo. Trzy komentarze do tej notki zostaną nagrodzone, a następnie zamieszczone na stronie <a href="http://kalendarzmaluszka.pl"><em>Kalendarz maluszka</em></a> jako porady mam dla mam <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Dlatego osoby nagrodzone poproszone zostaną o podpisanie zgody na przekazanie praw autorskich do komentarza w celu publikacji go w innym miejscu niż na moim blogu. Szczegóły można doczytać w <a href="http://www.magazyn.heureka.serwery.pl/fb/RegulaminkonkursowdlaczytelniczekblogaDzieciowo-Juvit.pdf" target="_blank"><strong>regulaminie</strong></a>.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Konkurs trwa tydzień</strong>, czyli do 8 listopada, do godziny 23.59. Jeśli komuś nie uda się za pierwszym podejściem, to będzie miał jeszcze trzy szanse. W sumie nagród będzie więc dwanaście, przy czym &#8211; co za pech &#8211; dana osoba może wygrać tylko raz <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Ze zwycięzcami skontaktuję się via e-mail, a informacja o tym, któż to jest, zostanie podana w ciągu kilku dni od publikacji notki (przed rozpoczęciem kolejnego konkursu).</p>
<p style="text-align: justify;">Drugi powód &#8211; koncentrat wiedzy i doświadczeń może okazać się bardzo pomocny dla tych, które na poród jeszcze czekają.</p>
<p style="text-align: justify;">Czyli co? Zostało tylko zaczytować moją pierworodną &#8222;do biegu gotowi, start!&#8221; <img src='http://www.dzieciowo.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.dzieciowo.pl/2011/11/pepkowe-czyli-o-pielegnacji-kikuta-pepowiny-i-konkurs.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>88</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

